Gość: Jane_Doe
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
19.12.04, 13:45
Myślę, że święta Bożego Narodzenia, dla wierzacych i niewierzących, to taki
czas, kiedy pojawia się refleksja o człowieku, jego naturze i losie, kiedy
chcemy, żeby na świecie panowało dobro i zgoda, a wszysy byli szczęsliwsi. Na
dowód tego dajemy sobie prezenty, wybaczamy nagromadzone urazy, jesteśmy mili
i bardziej otwarci. Trwa to bardzo krótko i z reguły takie pozytywne
nastawienie wobec człowieka w ogóle bywa bardzo powierzchowne, żeby nie
powiedzieć konwencjonalne.
W zeszłym roku dowiedziałam się od swoich znajomych ze spacerów z psami,
ludzi bardzo biednych, żyjących na zasiłkach, że zaprosili do siebie na
Wigilię i świeta nieznajomą osobę, żebraczkę, która wybierała rzeczy ze
smietnika przy ich domu. Powiedzieli mi o tym jakos tak bardzo normalnie,
jakby to nie było nic wielkiego, a wręcz naturalne. Wyjaśnili, że przecież
jej jest jeszcze gorzej niż im, że sprawili jej tym zaproszeniem
niespodziankę i ogromną radość, czuła się wzruszona, bo spędziła święta jak
normalny człowiek. Muszę powiedzieć, że zrobiło to na mnie piorunujące
wrażenie, a ci ludzie, których już wczesniej bardzo polubiłam, zyskali mój
ogromny szacunek. Oni zyskali, a ja chyba coś straciłam w swoich oczach.