Dodaj do ulubionych

Jak nauczyć się żyć w pojedynkę?

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.05.02, 22:49
Długo zastanawiałam się czy napisać.. Próbuję pozbierać się po zerwaniu 15-
letniego związku. Zostałam zamieniona na osobe z "mniejszym przebiegiem".
Pracuję,wychowuję dziecko,czasem nawet udaje mi się śmiać, ale ciągle jest we
mnie poczucie winy że może nie zrobiłam czegoś lub zrobiłam cos co spowodowało
że on wybrał inną.
Pewien filozof powiedział że czas leczy rany tylko zapomniał powiedzieć jak
długi jest ten czas. Ja już sie z tym "bujam" prawie rok. Na zewnątrz
usmiechnięta, nieźle wyglądająca (staram się pokazać że na nim świat się nie
kończy), w środku kompletna galareta.
Czy tak już będzie zawsze?!! Kiedy poczuję się wartościową kobietą?!!
Czy naprawdę miatą kobiety jest facet z którym ona jest?
B.
Obserwuj wątek
    • Gość: tess Re: Jak nauczyć się żyć w pojedynkę? IP: *.proxy.aol.com 23.05.02, 23:05
      to chyba zalezy od tego czym sie zajmujesz. Jesli po prostu przezywasz zycie
      jak leci, bezwolnie, to wiedniesz. Jesli starasz sie wykorzystywac wolny czas
      na cos co Cie interesuje, to moze byc lepiej. Dziecko zabiera wiekszosc czasu,
      dlatego czesto wychowywanie dziecka staje sie sensem w samym sobie. Ale predzej
      czy pozniej dziecko usamodzielnia sie i trzeba te pustke wypelnic byciem soba,
      a to nielatwe. Tez czesto sie zastanawiam czy miara szczescia kobiety jest
      udany mezczyzna. Filozofowie czesto sie mylili. A bylo tez pare madrych
      filozofek, zdaje sie ze przedkladajacych samotnosc nad zwiazek malzenski
      (Simone Weil).
      Taki stan wewnetrznego wygaszenia moze trwac nawet pare lat, ale w koncu
      odchodzi. Nie mozna tylko zagluszac go jakims samooszukiwaniem. Trzeba
      wynajdywac pozytywne strony sytuacji, co wcale nie jest pocieszaniem, tylko
      wzmacnianiem energii zycia w sobie, i tworzeniem mocnej podstawy do nowych
      doswiadczen. Takie rany zablizniaja sie powoli, szczegolnie jesli bylo sie
      oddana, ufajaca i wierzaca iz mimo wszelkich problemow, wszystko mozna razem
      przejsc i przezwyciezyc, wzmacniajac zwiazek. Trzeba to swoje doswiadczenie tak
      przetrawic zeby wyzwolic sie z bledow jakie spowodowaly wejscie w uklad z osoba
      niewlasciwa.
      • Gość: Basia Re: Jak nauczyć się żyć w pojedynkę? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.05.02, 23:24
        Dzięki Tess,
        Wiem,że mój syn nie może stać sie dla mnie treścią życia bo go tym
        unieszczęśliwię.Wiem,że muszę zajmować sie intensywnie pracą (co robię,ucząc
        się na studiach podyplomowych). Wiem, że trzeba wynajdywać sobie zajęcia,
        kontakty z przyjaciółmi. Ale w końcu przychodzi weekend i każdy ma własny dom i
        własne radości i kłopoty. Nie mogę bez końca obarczać swoimi problemami
        przyjaciół, chociaż są niebywale cierpliwi. Teoretycznie bardzo wiele już wiem
        (sesja psychologiczna już też była) ale tak naprawdę w praktyce pozostaje
        wieczór, telewizor, książka i kieliszek wina...
        • kwieto Re: Jak nauczyć się żyć w pojedynkę? 23.05.02, 23:36
          Gość portalu: Basia napisał(a):

          > ale tak naprawdę w praktyce pozostaje
          > wieczór, telewizor, książka i kieliszek wina...

          To tylko zamienic telewizor na radio lub jakas delikatna muzyke i nie ma nic
          lepszego pod sloncem!

          A na marginesie? Kto Ci wmowil, ze miara kobiety jest mezczyzna z ktorym jest?

          Moze chodzilo mu nie tyle o obecnosc lub nieobecnosc owego mezczyzny w zyciu
          kobiety ale porownanie kim jest taki czlowiek jesli juz jest obok? dopiero wtedy
          moglbym sie zgodzic.
          • Gość: Basia Re: Jak nauczyć się żyć w pojedynkę? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.05.02, 00:08
            Delikatna muzyka czasami może być też z lekka dobijająca, zwłaszcza jesli
            kojarzy się się z konkretnym czlowiekiem lub sytuacją.
            Najgorsze jest to że teraz wszystko kojarzy mi się z nim lub z tą częścią
            życia , która już odeszła. Może jestem podła ale czasem myślę że łatwiej byloby
            mi pogodzic się ze śmiercią mojego eks niż z sytuacją że odebrała mi go inna
            kobieta. To beznadziejne uczucie czuć się kimś gorszym...
            • kwieto Re: Jak nauczyć się żyć w pojedynkę? 24.05.02, 00:12
              Polecam PR III w godzinach nocnych - wlasnie jest cos ciekawego, nietypowego,
              ladnego :"))

              Co do czucia sie gorszym - nie masz powodu. Mlodsze nie znaczy lepsze. Moze po
              prostu nie byliscie stworzeni dla siebie?
              Z drugiej strony, to nie jest tak ze on jest szuja - musialo juz wczesniej cos
              miedzy wami nie grac. I dobrze by bylo sie dowiedziec co...
              • Gość: Basia Re: Jak nauczyć się żyć w pojedynkę? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.05.02, 00:25
                No właśnie.. tylko co to było? Zawsze słyszałam że jestem tą najważniejszą
                osobą w jego życiu, zrezygnowałam z atrakcyjnej pracy dlatego że on robił
                karierę jako wzięty lekarz( wtedy nie traktowałam tego jako poświęcenie - w
                końcu byłam dla niego, domu i dla dziecka!). Teraz wiem że to był błąd, chociaż
                nigdy nie byłam typową kurą domową - też praca , obowiązki. Po prostu myślałam
                że teraz kiedy syn jest już duży będę mogła zrobić coś dla własnej satysfakcji.
                No i wlaśnie teraz dostałam "kopa"! Może rzeczywiście, cos nie grało ale zawsze
                wydawało mi się że o wszystkim mozna porozmawiać. Ja usłyszałam tylko
                że "powinnam się była domyśleć, że coś jest nie tak"... Czy naprawdę mozna się
                tego domyśleć?...
                • kwieto Re: Jak nauczyć się żyć w pojedynkę? 24.05.02, 00:37
                  Nie, nie mozna. To swiadczy o niedojrzalosci, jesli ktos tylko tyle jest w
                  stanie z siebie wyrzucic na "dowidzenia".
                  Ale ja sie wzbraniam od oceny jego postepowania - nie wiem jak ten zwiazek
                  przebiegal, moze rzeczywiscie pewne rzeczy mozna bylo zauwazyc?
                  • Gość: Basia Re: Jak nauczyć się żyć w pojedynkę? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.05.02, 00:44
                    • kwieto Re: Jak nauczyć się żyć w pojedynkę? 24.05.02, 00:46
                      ?
                    • Gość: Basia Re: Jak nauczyć się żyć w pojedynkę? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.05.02, 00:53
                      Wiesz jak to jest - "miłość jest ślepa". Może trzeba zawsze być po prostu
                      ostroznym i nie ofiarowywać siebie tak bezgranicznie i do końca. Ale to podobno
                      domena kobiet - prawie zawsze chcą być pielęgniarkami i opiekować się "biednym
                      misiem". Teraz juz wiem że trzeba zachowywać także coś dla siebie - własne
                      zainteresowania, czas, przyjaciół. Teraz to już wiem tylko już trochę za późno..
                      Tylko jeszcze często bardzo to boli kiedy z okna balkonu widać nowy dom
                      mojego "eksia" i zastanawiam się co on teraz robi. Ale jutro tez jest dzień.
                      Oby lepszy i ciekawszy od dzisiejszego.
                      • kwieto Re: Jak nauczyć się żyć w pojedynkę? 24.05.02, 00:59
                        Nigdy nie jest za pozno. A z tymi pielegniarkami masz racje, slyszalem niedawno
                        ladny tekst:
                        "Ona stara sie by jemu bylo jak najlepiej
                        On stara sie by jej bylo jak najlepiej
                        A tak naprawde, oboje by woleli, aby kazde z nich zajmowalo sie swoimi
                        sprawami"

                        No wlasnie... zeby zadne z nich nie staralo sie uchylac rabka nieba temu
                        drugiemu, ale po prostu bylo obok, to wystarczy.
                        A wielu o tym nie pamieta, potem sie dziwia: "tak sie staralam/em a on/a nawet
                        mi nie podziekowal/a" A to drugie wcale tych staran nie chcialo i nie
                        potrzebowalo...
                • Gość: tess Re: Jak nauczyć się żyć w pojedynkę? IP: *.proxy.aol.com 24.05.02, 00:51
                  tez dostalam kopa. i wiem jak ciezko jest zyc po takiej utracie, kiedy wszystko
                  jest jakby napietnowane bezustanna smiercia, ciagle odnawiana w miejscu gdzie
                  przezywalo sie radosc codziennosci. Teraz trzeba sie uczyc samodzielnie
                  raczkowac od nowa. Uczyc sie wolnosci. Ja np. nie mam ochoty juz na zadne
                  zwiazki. Poza tym ciesze sie ze uwolnilam sie od obludnej milosci, bo w koncu
                  na taka ta milosc wyszla. Czy popelnialam jakies bledy? Jasne? A kto ich nie
                  popelnia? Ta lepsza, piekniejsza tez je bedzie popelniac, kiedy namietnosc
                  spowszednieje. A czy w takim razie mira szczesliwosci w zwiazku jest
                  intensywnosc radosnych doznan ze swoim partnerem, czy raczej mozliwosc rozwoju
                  i wzajemnego czuwania, aby nie krzywdzic? Jesli sie rozpadliscie, to znaczy ze
                  byliscie sobie tak naprawde, wewnetrznie, obcymi, a co dobre, to bylo iluzja,
                  powierzchownoscia, a nie trwaloscia. Owszem, za pierwszym razem mozna tego nie
                  widziec, ale jesli chcesz zeby to sie nie powtorzylo, to musisz nauczyc sie
                  rozpoznawac znaki ostrzegawcze, tak zeby nie dawac sie wciagac w uklady z kims,
                  kto poleci na mloda sikse, jak tylko nadarzy sie okazja. Pomysl, jakim durniem
                  sie okazal, i jaki rodzaj radosci go obchodzi? Dopiero teraz masz szanse na
                  doswiadczenie prawdziwej milosci, prawdziwej radosci.
                  Chociaz ja polubilam wolnosc i niezaleznosc.
                  Czas leczy rany. A kazdy ma swoj wlasciwy czas, na miare swojego przywiazania
                  emocjonalnego i przezytych doswiadczen. Poczujesz nagle uwolnienie, w najmniej
                  spodziewanym momencie. Wykonuj swoja rutyne. Nawet ten sztuczny usmiech jest
                  wiara w przyszlosc i odrodzenie.
                  • Gość: Basia Re: Jak nauczyć się żyć w pojedynkę? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.05.02, 01:12
                    Najgorsze jest to że ja wcale nie mam ochoty na taką wolnośc i niezależność.
                    Lubię być z kimś, lubię dla kogoś ugotować dobry obiad, poopowidać dowcipy czy
                    skomentować ostanie wydarzenia z TV. Może wynika to z tego że tak naprawdę
                    nigdy nie byłam w życiu sama. A tej samotności tak naprawdę bardzo się boję.
                    Czy poradzę sobie z życiem, wychowaniem chlopaka, któremu w końcu potrzeba
                    ojca...
                    Wiem, że muszę sobie z tym poradzić, tylko kryzysy przychodzą w najmniej
                    oczekiwanych momentach.
    • pastwa Jak nauczyć się żyć w pojedynkę? 24.05.02, 01:21
      Jedno, co mi sie nasuwa, to ze osoby podchodzące do związku jako do układu
      na "całe życie" nie powinny się wcale wiązać, bo najpewniej się rozczarują
      wcześniej, czy później i to dość dotkliwie.
      Dwoje ludzi może się dobrze dobrać przykładowo na 2, 5, 15 bądź nawet 50 lat,
      ale nie musi to być oczywistym na samym początku, ponieważ to, jak
      dobrze "utrafiliśmy" z partnerem zostanie zweryfikowane przez życie, które
      dostarcza wciąż świeżych sytuacji zmuszających do nowych i
      niekoniecznie „wygodnych” postaw partnerów wobec siebie.
      Jeśli ja będę miał się związać, potraktuje jak tylko najlepiej potrafię
      partnerkę, ale bez założenia na wstępie ze będziemy wiecznie parą, bo nasz czas
      bycia razem wyniknie z tego, jak długo będziemy usatysfakcjonowani byciem z
      sobą i uważam to za normalne. Proszę tez nie odebrać tego tak, że jak tylko
      nastąpi błahe ”spięcie”, to natychmiast związek wrzucony zostanie do kosza. Dla
      mnie po prostu nie jest wart wiele układ dwojga ludzi utrzymywany głównie dla
      samej idei dozgonnego partnerstwa. Dopuszczam, zatem wiele związków z kobietą,
      choć nie wykluczam, że będzie tylko jeden, albo wcale go nie będzie ;”)))

      Pozdrawiam
      • debe Re: Jak nauczyć się żyć w pojedynkę? 24.05.02, 01:30
        a ja balabym sie zwiazac z kims, kto dla mnie chcialby zrezygnowac z "siebie",
        poswiecic sie dla "dobra wspolnego" itp.
        wiem, ze dla wielu to takie romantyczne...
        a u mnie pierwsza mysl, to nogi za pas...
        • pastwa Re: Jak nauczyć się żyć w pojedynkę? 24.05.02, 01:41
          Najwiekszym błedem jest załadanie przez ludzi, że dla dobra związku nalezy sie
          wyrzec siebie, czyni to z nas kogos, kim nie bylismy, a tak nie sposób
          funkcjonowac długo i bezawaryjnie.Związek powinien dawac nam możliwość
          kontynuacji wcześniejszych zainteresowań partnerów, krótko mówiąc, pozostawic
          jak najwiekszą swobodę w realizacji waznych dla nas "myśli".
          • Gość: tess Re: Jak nauczyć się żyć w pojedynkę? IP: *.proxy.aol.com 24.05.02, 01:54
            latwo to powiedziec. Zycie z kims innym jest zawsze pelne kompromisow, tarc,
            wychodzenia poza siebie, a nie tylko bycia dla siebie. Natura milosci jest
            zycie DLA kogos. Byc soba mozna wlasnie wtedy kiedy jest sie sama. Kiedy jest
            rodzina, a zatem rowniez obowiazki, to zasada: przyjaciele, zabawa, etc. jest
            raczej objawem niedojrzalosci do wspol-zycia.
            • debe Re: Jak nauczyć się żyć w pojedynkę? 24.05.02, 02:23
              oczywiscie, ze zycie z kims jest pelne kompromisow, bez tego nigdzie sie nie
              zajdzie;

              ale wg mnie jest roznica miedzy poswiecaniem sie dla dobra malzenstwa, bo tak
              powinnam (wydaje mi sie, ze powinnam; wydaje mi sie, ze ktos tego oczekuje), a
              swiadoma rezygnacja z czegos (ale nie z siebie), bo po prostu uwazam, ze
              obowiazki i rodzina sa wazniejsze;
              jesli nie sa najwazniejsze to faktycznie do malzenstwa nie ma sie co pchac; tak
              samo jak w przypadku, gdy moja rezygnacje uwazam za poswiecenie; i tak samo gdy
              rezygnuje/poswiecam sie dla "idei"

              co do milosci, to nie sadze, ze jej natura jest zycie dla kogos. Moze po prostu
              wspolne zycie, dla mnie wystarczy...
            • pastwa Re: Jak nauczyć się żyć w pojedynkę? 24.05.02, 02:32
              Hola hola, bycie sobą nie oznacza wcale "bycia dla siebie", czym innym jest
              podpasowywanie sie wbrew sobie, pod gusta partnerki, a czym innym kompromis.
              Uważam ze nie powinno wcale dojść do związku, który miałby mocno wypaczyć
              naturę dwojga ludzi, ponieważ lepiej poszukać sobie innej osoby, czującej się z
              natury dobrze w roli pożądanej przez druga stronę.
              I co więcej, bycie sobą nie oznacza tez hulaszczego trybu życia, a jedynie
              pozostanie przy swoich zainteresowaniach, gustach itp., bo to ważna na dłuższą
              metę wbrew pozorom. Brakiem dojrzałości jest dla mnie owo, wchodzenie w skórę
              np. miłośnika wsi, dlatego, że partnerka nie wyobraża sobie życia w innym
              miejscu, podczas gdy partner odnajduje sie najlepiej w zgiełku dużego miasta,
              bo tak ma i juz. Przykład może i naiwny, ale takie szczególiki sie kumulują i
              zaczynają kiedyś uwierać, miast zespalać, a tak być nie musi, biorąc pod
              rozwagę różnorodność ludzi na świecie.
              • Gość: Martyna Re: Jak nauczyć się żyć w pojedynkę? IP: *.proxy.aol.com 02.06.02, 20:27


                Ale tak trudno sie dobrze dobrac wiec zostaje wybor samotnosc albo zycie z
                kims kto nie jest zbyt dobrze dobrany, ktory jest tez w pewnym sensie
                samotnoscia.
                Ja mam za soba 3 dlugie zwiazki 4lata, 4lata i dwa lata z moim obecnym facetem
                i niestety chyba sie rozstaniemy.
                A najgorsze jest to, ze czesto mezczyzni maskuja swoje prawdziwe oblicze
                (kobiety zreszta tez)i dopiero czasami po dlugim czasie wychodzi ta prawdziwa
                natura a zwiazek konczy sie rozstaniem.
          • debe Re: Jak nauczyć się żyć w pojedynkę? 24.05.02, 01:58
            tak, powyzsze to raz;
            dwa: to jakos trudno mi uwierzyc, ze osoba poswiecajaca faktycznie robi to tak
            bezwarunkowo, a dla mnie trudno wziac cos, jesli wiem czy przeczuwam, ze ktos
            oczekuje czegos w zamian. Dawanie jest oczywiscie przyjemnoscia, jesli dajemy
            bo chcemy, a nie dlatego, ze wiemy, ze tego sie od nas oczekuje...

            • Gość: tess Re: Jak nauczyć się żyć w pojedynkę? IP: *.proxy.aol.com 24.05.02, 02:05
              kiedy naprawde dajesz to dajesz. Bez podejrzliwosci i sceptycyzmu.
              A kiedy dawanie nie jest odwzajemniane naprawde, to jest to czyste zlodziejstwo.
              A to czy dawanie podszyte jest oczekiwaniem na odwzajemnienie to mnie nie
              obchodzi, nie jestem ani Bogiem ani Diablem, zeby to osadzac.
              Prawda i tak wychodzi na jaw.
              • debe Re: Jak nauczyć się żyć w pojedynkę? 24.05.02, 02:12
                dlaczego zlodziejstwo?
                jesli daje pare groszy komus na ulicy, to czy oczekuje czegos? daje bo chce
                pomoc, bo moge dac te pare groszy...
                gdybym oczekiwala czegos w zamian, dalabym razcej na cos, co moge odpisac sobie
                od podatku..
              • pastwa Re: Jak nauczyć się żyć w pojedynkę? 24.05.02, 02:39
                Złodziejstwo jest tylko wtedy, gdy bierzesz sobie coś, czego dana osoba, by ci
                nie dała.Natomiast przyjmowanie darów nawet nieodwzajemnione, jest oznaka
                szacunku dla darczyńcy, któremu widocznie taka potrzeba dawania sprawia radość.
                • Gość: tess Re: Jak nauczyć się żyć w pojedynkę? IP: *.proxy.aol.com 24.05.02, 04:35
                  milosc to wzajemnosc bez ktorej osoba dajaca, wcale nie oczekujaca
                  odwzajemnienia, dochodzi w pewnym momencie do wyczerpania. Obie strony po
                  pewnym czasie takiej egzystencji czuja wypalenie uczuciowe.
                  I sobie mozecie gdakac co chcecie.
                  • kwieto Pare uwag 24.05.02, 09:37
                    W kwestii kompromisow i poswiecania sie: Co innego gdy kompromisem jest np.
                    ustalenie kiedy ktore z partnerow zajmuje sie dzieckiem, albo na przyklad gdy
                    maja gdzies razem wyjsc i jedno chce do teatru a drugie do kina - pole do
                    konsensusu (ktory w przeciwienstwie do kompromisu jest porozumieniem) jest
                    bardzo szerokie - i zadne nie traci "siebie" jesli np. zrezygnuja z kina i
                    teatru, i pojda sobie na spacer. Natomiast poswiecanie sie jest wtedy, gdy np.
                    ona uwielbia tanczyc, on nie za bardzo i ona dla niego rezygnuje z tanca w
                    ogole, mimo ze ja to boli. Albo on uwielbia lowic ryby, ona tego nie znosi,
                    wiec on sprzedaje wedki i zarzuca to hobby

                    W kwestii dawania i brania: Nie zgadzam sie z Tess, ze gdy ktos cos daje i nie
                    dostaje nic w zamian, to jest to zlodziejstwo. Jesli cos daje, to czuje
                    potrzebe dawania. Jesli daje i oczekuje czegos w zamian, to nie jest to milosc,
                    tylko przekupstwo. Widzialem co sie pozniej dzieje - na przyklad chlopak ktory
                    byl z dziewczyna przez 7 lat, po roztaniu zazadal zeby.... oddala mu wszystkie
                    pierscionki ktore jej w tym czasie kupil! Coz, chcial wycofac choc czesc tych
                    milosnych "inwestycji" - dla mnie jest to po prostu zalosne. Jesli komus cos
                    daje, to dlatego ze tak czuje, ze sprawia mi to radosc. Jesli za jakis czas
                    okaze sie, ze ta osoba nie chce ze mna byc, nie mam zamiaru jej wypominac jak
                    to ja sie dla niej poswiecalem - to tez jest zalosne. W koncu jestem duzy, nikt
                    na sile mnie do tego poswiecania sie nie namawial, wiec jedynie do siebie moge
                    miec pretensje. Ale powiem, troche za mocnym slowem, ze brzydze sie ludzmi,
                    ktorzy wypominaja sobie wzajemnie co to dla tej drugiej osoby nie robili i jaki
                    to szacunek im sie za to nie nalezy, tudziez wzajemnosc i jaka to ta druga
                    osoba jest zla, ze tej potrzeby nie czuje.
                    • Gość: ewa Re: Pare uwag IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 24.05.02, 11:07
                      Miłość to potrzeba uszczęśliwiania partnera, to chęć dawania. Wstając pół
                      godziny wcześniej niż zwykle i robiąc ukochanemu śniadanie nie oczekujesz za to
                      zapłaty, ani też nie wymagasz aby cię o to poprosił. Wystarczy sama radość z
                      tego,że robisz coś co sprawia przyjemność. Jednak tak naprawdę, podświadomie
                      oczekujesz wzajemność, bo w twoim mniemaniu dawanie jest potwiezdeniem uczucia.
                      Jeżeli więc dajesz coś i w zamnian za to nie dostajesz nic, to po pewnym czasie
                      budzą się wątpliwości, że tak naprawdę to tylko w tyobie kwitnie to uczucie,
                      skoro partner nie czuje potrzeby na odwzajemnienie togo co od ciebie dostał, to
                      być może wcale nie czuje do ciebie tego co ty do niego. A może po prostu jego
                      miłość jest zbyt egoistyczna aby poczuć taką potrzebę.
                      Nie uważam, że do milości potrzebne jest zupełne wyzbycie się swojego ja, ale
                      czym jest miłość bez poświęceń i bez odwzajemniania tego co się dostało.
                      Zwykłym egoizmem.
                      • kwieto Re: Pare uwag 24.05.02, 11:17
                        Zgoda, ale wtedy trzeba podjac decyzje czy byc z taka osoba mimo to, czy sie
                        rozstac. natomiast wszelkie pretensje typu: "Ja_sie_tak_staram_a_ty_nic"
                        traktuje jako przejawy uzalezniania od siebie. to jet bardzo subtelne i czesto
                        nawet nie swiadome, ale dziala w taki wslasnie sposob.

                        Jesli ja sie staram a on/ona nic, to moze po prostu nie pasujemy do siebie?
                  • pastwa Re:Jak nauczyć się żyć ? 24.05.02, 12:11
                    No dobrze, ale ja nawet dopuszczam do siebie myśl udanego związku( jak długo,
                    to inna sprawa)bez MIŁOSCI, bo czymże ona jest w takim razie, stanem
                    emocjonalnej euforii dwojga ludzi?
                    Zdaję sobie sprawe,że miłosne uniesienia trącą z czasem na swej intensywności,
                    a charakter tego uczucia będzie ewoluował do bardziej dojrzałego. Tylko nie
                    wiem, czy związek oparty na samej eksploatacji uczuciowej jest takim pełnym
                    związkiem, bo co tak naprawdę łączy tych dwoje ludzi?
                    Mnie nie musi bić szybciej serce przy jednoczesnych "chłodach" w żołądku, na
                    myśl o mojej partnerce, by związek z nią miał sens. Taka osoba wystarczy,ze
                    daje mi( i ja jej) niezapomniane wrażenia zmysłowe, fizyczne, to ze mogę z nią
                    pożartować, czy tez porozmawiać, jak z mało kim, cos jakby przyjaźń, ale tez
                    coś więcej, choć niekoniecznie zaraz MIŁOŚĆ.
                    Z tego, co widzę, to wielu wyraża niezadowolenie ze swego cenionego wcześniej
                    związku, bo jak on mógł się skończyć, musiał być złym, skoro moje uczucie do
                    partnerki się wypaliło itp., a to przecież jest normalne i należy mieć tego
                    świadomość, choć rozumiem dobrze emocje towarzyszące rozstaniu. Osobiście byłem
                    swego czasu w związku, który miał swoje zalety i wady jak większość, ale
                    najbardziej cenie sobie z obecnego punktu widzenia racjonalna decyzje zerwania,
                    która wyszła z obu stron, bo w gruncie rzeczy spędzony wcześniej czas był
                    cudownym dla obojga, natomiast nadchodzący ukazał na tyle ważkie różnice w
                    podejściu do istotnych dla nas spraw, że najlepszym wyjściem było rozstanie.
                    Boleć bolało, ale zarazem człowiek nie niszczył swojej psychiki dla
                    podtrzymywania wspomnień, dzięki czemu wciąż zdrowy, może być ewentualnym
                    partnerem w kolejnym związku, albo samemu sobie zdrowo żyć.;”))

                    Pastwa
      • Gość: OLT do Pastwy - refkesyjka ;-) IP: *.wat.sdi.tpnet.pl 24.05.02, 17:51
        pastwa napisała:

        > Jedno, co mi sie nasuwa, to ze osoby podchodzące do związku jako do układu
        > na "całe życie" nie powinny się wcale wiązać, bo najpewniej się rozczarują
        > wcześniej, czy później i to dość dotkliwie.

        zgadzam sie jak najbardziej - nie tylko z tym fragmentem. ale przyszla mi do
        glowy jeszcze taka refleksja: czesto, i dla sporej ilosci osob pojecie "zwiazku
        na zawsze" jest po prostu jedynym istniejacym przeciwienstwem przelotnego flirtu,
        romansu, w kazdym razie zwiazku z zalozenia nietrwalego i odbieranego najczesciej
        negatywnie przez ogol i, hmm tzw "publiczna moralnosc" (a przepiekne to jest
        pojecie, swoja droga ;-)). taka wielce uproszczona, acz nosna i zywotna wizja.

        pozdrawiam
        OLT
    • miresja Re: Jak nauczyć się żyć w pojedynkę? 01.06.02, 04:22
      Ja myślałam ze umiem zyć w pojedynkę, ale związek z drugą osobą, jeśli trwa
      bardzo długo może niszczyć tą umiejętność.Teraz uczę się tego z trudem od nowa
      i wiem, że ta moja samotność nigdy już nie będzie taka sama, jak kiedyś.

      pozdrawiam wszystkich ciepło.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka