Potrzebna mi Wasza rada

01.02.05, 21:41
mam 33l, od 8 lat jestem z kimś związana, mamy dzieci: syna 7 l. i córeczkę 3
latka. mój partner w tym roku bedzie miał 50 l. Mamy wspólną firmę, w której
zazwyczaj pracujemy sami (wolne zawody), ale czasami zatrudniamy kogoś.
Zazwyczaj są to młode dziewczyny. Magda pracowała u nas przez rok. Kiedy
przyszła do pracy umiała naklejać znaczki... Ma męża i dziecko (w wieku mojej
córki). Dalej już pewni wiecie... mniej więcej w sierpniu zatrudniłam na
chwilę przyjaciółkę rodziny. Zapytała mnie czemu nie jestem zazdrosna?
Odpowiedziałam, że byłam zazdrosna przez wiele lat, a teraz jestem pewna, że
jest ok. I tak trwałam kiedy na moich oczach w mojej firmie kwitł romans ojca
moich dzieci z dziewuchą, dla której najlepszym weekendowym przeżyciem było
upicie się do nieprzytomności i obrzyganie rozporka nieznanemu człowiekowi
(opowiadała o tym wszystkim i bardzo chętnie). Zaczęłam grać w necie (zawsze
to robię kiedy nie radzę sobie z rzeczywistością - moja wina). zaniedbałam
dom, dzieci, pracę... Ale nadal nie chciałam sobie powiedzieć co się dzieje.
Wiedziałam, że nie będę mogła z tym żyć. W grudniu poszłam do mojego
ukochanego i powiedziałam mu, że dzwonił do mnie mąż Magdy i twierdzi, że ona
ma z nim romans. zapytał czy mam jego numer telefonu. Nie miałam... Wyparł
się. Powiedział, że straszne głupstwa chodzą mi po głowie i kochał się ze mną
przez 2 godziny. Uwierzyłam... bo chciałam. Po kilku dniach byłam z Magdą
sama w firmie. On został w domu bo pracował w nocy i musiał się wyspać. Magda
zażądała (tak to dobre słowo bo przez ostatnie miesiące to ja byłam od tego
by wypełniać jej polecenia), żeby go obudzić, bo nie wszystko jest dobrze
zrobione. Odparłam, żeby sama to zrobiła, bo ja się boję, że będzie wściekły
(jak zwykle kiedy go budzę) i dodałam, że ma powiedzieć, że wyszłam do
sklepu - i nic o tym nie wiem, nie chciałam awantury. Uśmiechnęła się i
zadzwoniła. Powiedziała cześć dzwonię bo ,,, nie nie ma jej wyszła do
sklepu ...........................i tu jej twarz zaczęła się zmieniać... po
chwili powiedziała już zupełnie innym głosem: no cześć daruś (to było drugie
powitanie) wybiegłam do łazienki, w której spędziłam resztę dnia. Ale
dzielnie odebrałam dzieci i poszłam do domu. Kiedy wszyscy poszli spać... ja
podeszłam do niego i zapytałam co to wszysko oznacza... a on mi na to, że się
właśnie obudził, że był nieprzytomny a poza tym był w rozkosznym nastroju...
Chciałam się z nim kochać ale on nie chciał. Próbowałam mimo wszysko. Nie
pragnął mnie. Poszłam pograć... Po kilku dniach kochaliśmy się przez godzine
w wannie było cudownie. Ale kupiłam dyktafon. Zostawiłam go wychodząc do domu
i wiedząc, że po poludniu moj mezczyzna bedzie w firmie bo ma cos do
zrobienia z naszym wspolnym znajomym. Zostawilam go tam majac pewnosc, że nic
nie nagram ciekawego. Magda pracowała do 16.00 a potem miała przecież męża i
dziecko... To był 6 grudnia. Wracałam do domu myśląc skąd wziąć prezenty
mikołajkowe dla dzieci... Następnego dnia okazałao się, że moja córeczka jest
chora. nie było mnie w firmie przez tydzień. W poniedziałek zabrałam dyktafon
i w drodze po dzieci odtworzyłam nagranie. Ona tam była... nie mogłam zbyt
wiele usłyszeć, ale usłyszałam wystarczająco dużo... Zadzwoniłam do niej i
zapytałam czy chce mi coś powiedzieć? Bezczelnie odparła, ze nie wie o co mi
chodzi. Przyjechałam do domu. On czekał. Nakłamałam mu, że wynajęłam
detektywa i żeby natychmiast powiedział mi wszysko to mu wybaczę. Powiedział
dużo... nie wszystko, niestety nakłamał, że mu nie stanął, że nie mógł i ja w
to uwierzyłam..................... .... Jak dziś myślę o tym jaka byłam
durna... Wzięłam winę na siebie. Rzadko z nim spałam, miałam humory, moja
mama go nie lubi... Kochaliśmy się szaleńczo tej nocy (13.12) a rano
poszliśmy do pracy. Zaplanowałam małe przedstawienie. Weszliśmy a on jej
powiedział, że jest tak jak chcieli i że ja odchodzę. Że przyszłam przekazać
jej czeki i pieczątki. Ona podeszła do mojego kompa, usiadła na moim miejscu
i zaczęła oglądać pliki, które jej pokazywałam. A on stał tam wryty w ziemię.
Potem wyszłam. Zawołałam go jeszcze na chwilę i zapytałam czy i kiedy będzie
widywał się z dziećmi. Widziałam strach w jego oczach. Tego nie było w
scenariuszu. Przez chwilę chciałam odejść, ale wróciła, wyrzuciłam ją z
mojego krzesła (nie było to łatwe - była pewna, że 8 lat mojej harówki
dostała właśnie bo rozkraczyła swoje nogi i dała starszemu panu)sory za
wulgaryzm ale jak o tym pomysle... to nawet nie mogę polskich znaków
robić :P . Potem ona zaczęła mi tłumaczyć, że tak naprwdę to ona zrobiła to
dla mnie... bo nam się nie układało.... a wiecie co jej mąż mówi na jej widok
(rzygać mi się chce jak na ciebie patrzę) i pewnie dlatego postanowiła
naprawić mój związek. Koniec końców napisała podanie o urlop i poszła. Wtedy
emocje zaczęły ze mnie opadać. Nie mogłam spać przez 2 tygodnie. Zasypiałam
na chwilę i budziałm się. Serce waliło mi tak, że słyszałam jak trzepocze.
Ale starałam się być szczęśliwa. Przecież wygrałam... tylko co? Faceta
którego każda może mieć? Który kłamie idąc ze mną do łóżka? Który patrząc mi
w oczy mówi, że nic się nie stało? Pierwszy raz złapałam go za rękę, ale w
przeszłości było wiele takich sytuacji co do których moge mieć wątpliwości.
Miałam je i wyrzucałam te panny z pracy zamiast wyrzucić jego... Na dodatek
facet jest notorycznym kłamcą. Wtedy kiedy trzeba i wtedy kiedy nie trzeba
też. Ale... nio właśnie. Nie mogę powiedzieć by był złym ojcem, albo nie dbał
o dom. Wiem, że to zawsze jemu bardziej zależało na tym by budować ten
związek. Myślę, że on ma taką koncepcję, że nie ważne jest to o czym się nie
wie. Że dopóki nie zostanie złapany za rękę to nic się nie stało. Co o tym
myślicie? Męczę się strasznie, obiecałam, że mu wybaczę, ale takie popłuczyny
po Magdzie Koprowicz naprawd ę są niestrawne.
N
    • czarnycharakter moja rada 01.02.05, 21:48
      Radze Ci nie denuncjowac ludzi publicznie. Moze to miec przykre konsekwencje.
      czch
      • nikitaria1 Re: moja rada 01.02.05, 21:57
        a co ja jeszcze mam do stracenia Twoim zdaniem?
        N.
        • cyberski Re: moja rada 01.02.05, 22:02

          ty może i niewiele już masz do stracenia, ale są jeszcze wasze dzieci...
        • marybellows Re: moja rada 01.02.05, 22:06
          Swój ulubiony serial z Bollywood!
    • hsirk Re: Potrzebna mi Wasza rada 01.02.05, 22:16
      uzylas w necie publicznie nazwiska twojej przeciwniczki...

      chcesz rady?


      s p i e r d a l a j, a jak juz to zrobisz

      to wróć i s p i e r d a l a j jeszcze raz
      • inga29 Re: Potrzebna mi Wasza rada 01.02.05, 23:48
        hsirk napisał:

        > uzylas w necie publicznie nazwiska twojej przeciwniczki...
        >
        > chcesz rady?
        >
        >
        > s p i e r d a l a j, a jak juz to zrobisz
        >
        > to wróć i s p i e r d a l a j jeszcze raz


        CHYBA CIE PONIOSŁO ,SMUTNE ALE PRAWDZIWE
        POZDRAWIAM
        • hsirk Re: Potrzebna mi Wasza rada 01.02.05, 23:53
          nie, napisalem to na zimno, choc nie jestem doskonaly i jestem chamem wcielonym


          tyle ze nie ma wiekszego lajdactwa w necie jak publiczne podawanie czyichs
          personaliow w ten sposob

          zdaje sobie sprawe z kalibru stresu jezeli to prawda, pewnie bym wspolczul

          ale tego NIC nie usprawiedliwia


          ps. szkoda ze nie podala adresu i telefonu - moglibysmy zadzwonic i spytac druga
          strone...
          • hsirk Re: Potrzebna mi Wasza rada 01.02.05, 23:59
            a zreszta moze i masz racje. w koncu to nie moja sprawa.

            do autorki watku:

            przepraszam, przesadzilem.
            rob jak chcesz. nie masz nic do stracenia i to Cie usprawiedliwia.
            niech i tak bedzie
        • nikitaria1 Re: Potrzebna mi Wasza rada 03.02.05, 15:23
          prxeciwniczka mozna nazwac kogos z kim trzeba walczyc a nie "panienke
          pie..c" poza tym ona pewnie sie b. cieszy ze zamiast wyslac to i owo jej
          mezowi ograniczam sie do netu... Gdybym naprawde chciala to ona tak jak ja
          stracilaby swoja rodzine, z ta roznica ze ja to pewnie by nie obeszlo.
    • inga29 Re: Potrzebna mi Wasza rada 01.02.05, 23:46
      podziwiam cie ze znosisz to ,ja bym ja wykonczyła i jego tez.
      ciezko bedzie ci zyc obok czlowieka ktory notorycznie klamie ,bedziesz miala
      ciagle wrazenie ze cie oklamuje.ja bym go zostawila,ale wiem ze ciezko to
      zrobic a juz napewno gdy sa dzieci i interesy wspolne.
      pozdrawiam
    • witch-witch Re: Potrzebna mi Wasza rada 05.02.05, 21:16
      Czesc nikitaria1,
      Podziwiam, ze umialas przejsc tak umiejetnie przez taka straszna rzecz jaka ci
      wyrzadzili tych dwoje. Ta kobieta jak ja opisujesz, jest potwornie glupia.
      Uwazam ze powinnas poinformowac jej meza, niech wie z jaka baba zyje. Rozwod w
      twoim wypadku to trudna sprawa, ja bym nie umiala juz zaufac takiemu
      mezczyznie. Dobrze jest, ze jestes mloda, mozesz znalezc kogos dla siebie
      bardziej uczciwego faceta. Wspolczuje ci zycie z takim walkoniem to ni lekka
      sprawa dla kobiety. Oddziel przynajmniej loze od niego i sie zrewanzuj, taki
      stary pryszcz, nie wiele juz zdziala, daj szanse swojej mlodosci.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja