Dodaj do ulubionych

Po co borderowi dziecko?

22.01.15, 22:05
No, sam jestem dzieckiem borderki i rodzicielstwo słabo jej wychodziło. Gdyż nawet po dziecku jechała tak jak po wszystkich... Ech, do dzisiaj pamiętam jak mi kiedyś powiedziała (miałem wtedy 6 lat), że TO PRZEZE MNIE JEST CHORA. Odpier***la też inne akcje...
Dlatego, też się pytam po co borderom dzieci? Prędzej, czy później i tak zrobi z niego kolejną swoją ofiarę. Tak jak było ze mną...
Dorosły nie może wytrzymać z taką osobą, a co dopiero ma zrobić dziecko, które jest skazane na taką osobe...


Obserwuj wątek
    • snowdonia Re: Po co borderowi dziecko? 22.01.15, 22:15
      pytanie zabójcze.... po co...

      jestem dzieckiem zaburzonej matki, moge sobie wyobrazic dosc kolorowo, co jeszcze slyszales i co widziales
      tez sie nad tym zastanawialam i nie ma jednej wlascwiej odpowiedzi

      w innym watku dziewczyna pisze, ze myslala, ze jak pojawi sie dziecko, to jej sie 'poprawi'

      nie wiem, na ile osoby zaburzone sa w stanie obiektywnie ocenic swoje mozliwosci rodzicielskie
      nie wiem, czy dziecko dla wszystkich borderow jest narzedziem do czegos
      na jakim etapie jest taki border, kiedy podejmuje taka decyzje, ze zostanie rodzicem
      czy w ogole jest to decyzja swiadoma?

      to pytanie jest kosmicznie trudne, nie jestem w stanie Ci odpowiedziec
    • the-crawl Re: Po co borderowi dziecko? 22.01.15, 22:40
      to teraz odpowiem ja, mama, żona i osoba zmagająca się z zaburzeniami osobowości pogranicza. Otóż niektórzy z nas dorastają, chodza na terapię. Walczą o każdy dzień i wchodzą w związki. I naturą rzeczy pojawia się potrzeba macierzyństwa. Zgadzam się, ze jest to krok, który przerasta wiele osób niezależnie od tego czy są zaburzone czy też nie. Ale mi się udaje. Pracuję, studiuję, jestem mamą, żoną. NIe jest łatwo ale kocham tego malucha i dla niego jestem w stanie zrobić dosłownie wszystko. Motywuje mnie, tym, że jest. Jestem normalną mamą, jak każda inna mama . Ale każdego dnia pamiętam o tym, że to co jest we mnie, myśli, chęć ucieczki, huśtawka emocjonalna, dewaluacja i lęk, tyle tylko że praca nad sobą, a raczej harówa zrobiła swoje. radzę sobie, Młody jest szczęśliwy, nie obciążony moją przeszłością, bo jest poza nią.
      • snowdonia Re: Po co borderowi dziecko? 22.01.15, 22:52
        milo sie czyta takie wypowiedzi. pelne optymizmu i wywazone. choc wcale niewesole, bo to ciagla walka...
        jednoczesnie zal tylek sciska, nie oszukujmy sie, ze wlasna matka takiej sily w sobie nie znalazla...

        mialam straszne parcie na dziecko
        ale zamiast niego, przygarnelam szczeniaka

        szczenie wyroslo na pieknego i ulozonego psa, a nawet suke :)
        zdrowe i lsniace i do bólu lojalne, pelne empatii, czysta dobroc, cudowny zwierzak

        teraz coraz czesciej mysle nad tym, nad swoim ewentualnym maciezynstwem
        i wciaz nie wiem czy powinnam
        czy dam rade...............?
        • wirujacyplateksniegu Re: Po co borderowi dziecko? 23.01.15, 21:07
          przełamanie takiego myslenia czesto duzo daje (ale w odpowiednim czasie, i ze wsparciem :) ).
          jestem tez szczesliwa mama , ale corka dwojga "ekstrawaganckich" rodzicow ktorzy zdegradowali swoje malzenstwo do cna mniej wiecej po 7 latach. spadek ogarniam wydajac "krocie" (dla mnie to krocie ) na terapie. od lat.
          A dziecko bylo i jest najleprzym co mnie w zyciu spotkało. Wydaje sie tez ze owo dziecko jest tego zupełnie swiadome.
          Jedna pulapka w jaka sie zlapalam, to w wieku 3 lat obarczenie siebie za problemy ktore sie pojawily (agresja) a nie byly wywolane, jak sie potem po wielu konsultacjach okazalo - moimi zaleczonymi problemami, ale smiercia bliskiej i znaczacej osoby rownoleglym czasie...
          choc ja bym czasem chciala o tej osobie nie myslec... jednak dla mojego dziecka byla kim innym.
          No i coz sie tu "rozwodzic" ;) bede sie po prostu przygladac jak robaczkowi, zycie bedzie sie ukladac duzo lepiej niz mi. Fajnie sie patrzy na szczesliwe, pewne siebie rezolutne dziecko.
          Nawet jak momentami wychowawczo czuje sie dosc Syzyfowo. I w ciaglej walce - ale swiadomej.
          Wiec wahajacym sie rzeklabym "Godspeed" :)
          Byle pamietac, ze przy finale ta impreza troche boli :D
      • snowdonia Re: Po co borderowi dziecko? 23.01.15, 12:19
        Chyba bardziej chodzi o to, czy 'border' podoła zadaniu wychowania małego człowieka nie skazując go przy okazji na podobny los, o czym pisze Crawl - każdego dnia musi pamętać, co siedzi w środku, i że niewiele trzeba, żeby maluchowi wyrządzić krzywdę powielając niezdrowe schematy.

        Tylko tyle, albo aż tyle....
          • snowdonia Re: Po co borderowi dziecko? 23.01.15, 14:12
            nie ma pojecia, jak to sie robi
            we mnie siedzi lęk, że taka mała istota jest zbyt krucha, by próbować na niej swoich możliwości, nawet jesli podyktowane najszczerszym pobudkami

            a przeciez nikt nie rodzi sie z bagazem doswiadczen rodzicielskich
            mamy jedynie wzorce, a moje sa niespecjalnie warte powielania

            nikt mi nie powie - ok, teraz jestes gotowa - rodź, wychowuj, bo potrafisz
            mam do siebie zaufanie w wielu sprawach i całkiem niezlą intuicje, ale... ALE zawsze milion ALE
            • brz_a_sk Re: Po co borderowi dziecko? 23.01.15, 15:02
              brz_a_sk napisała:

              > zawsze wraca pytanie
              > czy border jest jaki jest czy bywa
              >
              > jak to się robi by móc pomyśleć tu się da a tu nie?
              oj źle zapytałam
              spróbuję dopowiedzieć

              jak to jest możliwe pomyśleć przy dziecku dam radę panować nad sobą, być z siebie zadowoloną odpowiedzialną itd

              a 5 kroków dalej nie?

              o to mi chodziło

              czasem przykład konieczny - choć wolę delikatnie gadać
              bo mnie żadna jazda nie potrzebna - widziałam/czytałam już wszystko - choć wiem, że tak tylko mi się zdaje :(
              • the-crawl Re: Po co borderowi dziecko? 23.01.15, 15:47
                podstawa to wsparcie! bez tego nie ma szans. Mój mąż ze względu na swoją pracę często wyjezdża. myślicie, że pozwoliłby mi zostawać samej z naszym dzieckiem czasami nawet na ponad miesiąc, gdyby miał choć cień wątpliwości że mogę skrzywdzić własne dziecko? NIE. Ale dzięki właśnie wsparciu najbliższych miałam szansę zmienić się, a przede wszystkim uwierzyć, ze jest to osiągalne. BArdzo często na forum czytam sugestie, że osoby z BPD nie zmieniaja się, objawy nie wygasają, nie słabną. To nie prawda. Pracowałam w terapii z jednym z najlepszych psychologów w Polsce w zakresie terapii z osobami z BPD i on niemalże przewidział osłabienie większości objawów po 25 roku zycia. Tak też się stało. On też jako pierwszy po niemal 6 latach kiedy się niewidzieliśmy pokazał mi jak wiele osiągnęłam i jak bardzo się zmieniłam, pokazał, że BPD to tylko kawałek mnie. NIe zapominajmy kim jesteśmy - a jestesmy ludźmi, a nie jakimiś tworami potocznie nazywanymi -bord, zaburzona osobowość, to tylko jakiś kawałek mojej tozsamości, o którym pamiętam, ale który nie odbiera mi szansy na normalne życie.
                • brz_a_sk Re: Po co borderowi dziecko? 23.01.15, 16:26
                  the-crawl napisała:

                  > podstawa to wsparcie! bez tego nie ma szans. Mój mąż ze względu na swoją pracę
                  > często wyjezdża. myślicie, że pozwoliłby mi zostawać samej z naszym dzieckiem
                  > czasami nawet na ponad miesiąc, gdyby miał choć cień wątpliwości że mogę skrzyw
                  > dzić własne dziecko? NIE. Ale dzięki właśnie wsparciu najbliższych miałam szans
                  > ę zmienić się, a przede wszystkim uwierzyć, ze jest to osiągalne. BArdzo częst
                  > o na forum czytam sugestie, że osoby z BPD nie zmieniaja się, objawy nie wygasa
                  > ją, nie słabną. To nie prawda. Pracowałam w terapii z jednym z najlepszych psyc
                  > hologów w Polsce w zakresie terapii z osobami z BPD i on niemalże przewidział o
                  > słabienie większości objawów po 25 roku zycia. Tak też się stało. On też jako p
                  > ierwszy po niemal 6 latach kiedy się niewidzieliśmy pokazał mi jak wiele osiągn
                  > ęłam i jak bardzo się zmieniłam, pokazał, że BPD to tylko kawałek mnie. NIe zap
                  > ominajmy kim jesteśmy - a jestesmy ludźmi, a nie jakimiś tworami potocznie nazy
                  > wanymi -bord, zaburzona osobowość, to tylko jakiś kawałek mojej tozsamości, o k
                  > tórym pamiętam, ale który nie odbiera mi szansy na normalne życie.

                  i to najcenniejsze, zę piszesz - dajesz nadzieję wszytskim; sukces pewnie osigną niektórzy
                  nie odmawiam np tego ze wręcz potwornie starają się niektórzy i nie wychodzi im
                  nie mam odwagi powiedzieć że są mniej staranni od Ciebie - prawda, ze dobrze myślę?
                  to zaburzenie bywa bardzo skomplikowane

                  >BArdzo często na forum czytam sugestie, że osoby z BPD nie zmieniaja się, objawy nie wygasa ją, nie słabną. To nie prawda.>

                  Ty jesteś dowdem na to, ze nikt tu nie pisze ani WSZYSCY ANI NIKT

                  wieć prawda jest własnie taka - TY nie jesteś WSZYSCY; Ty jestes dowdem na to, ze nie nie możan użyć slowa NIKT nie zajduje siły i terapii która pomaga mu na stałe
                  ale na pewno walniesz w stół gdy ktoś powie, że jesteś jak WSZYSCY - no to jest NIE PRAWADA

                  tak jak nikt nie pisze ze border jet towarem
                  ani CHADowiec ani niewidomy ani chory na raka nie jest towarem - ważne że nie przychodzi mu to do głowy

                  >to tylko jakiś kawałek mojej tozsamości, o którym pamiętam, ale który nie odbiera mi szansy na normalne życie.>

                  Pamiętasz by móc się starać i dokładnie tak to jest - właśnie to jest Twoim sukcesem; starsz się i wykorzystujesz szansę

                  na pewno osoby które wtpierają problem same sobie odbierają tę szansę

                  ja pamiętam i o tych którzy mimo starań nie są zadowoleni z tego co im się udało, lub jest wrecz coraz gorzej - myśli samobójcze i nieznośne cierpienie towarzyszy ich zmaganiom z codziennoscia

                  nie pomaga nic a śwaidomość wyrządzonych krzywd innym skrzeczy z kazdego konta - samotnosć długi nałogi
                  no nie zapominamy i o tych

                  niektórzy sami piszą o sobie, że bywają potworami
                  że są sami by nie niszczyć innych
                  itd


                  pytam jak można pomagać osobie, kórej chce się pomagać oczywiscie

                  takiej której sie udaje być zadowolonym z terapii w długim okresie
                  ale i tej która jeszcze jest w czarnej dupie - czasem jest to dno rozpaczy przecież; czasem bardzo ukrywane

                  są miejsca gdzie widać jak to skomplikowane i nieznośne zaburzenie
                  są miejsca gdzie ludzie w sązdie walczą z potworem bpd - nie ma po co brać na siebie winy za innych - moze niektórym możan pomóc

                  ale są i tacy którzy mają to w d@pie i dla udawania happy luzaków chwalą sie w sieci gnojeniem słabszych od siebie - tak to nazywają - przynajmniej jest pełna jasność :(

                  często bywa, ze bordera dziecko jest borderem - co pytanie kmila czyni ostrym i zasadnym - cholernie poważnym

                  on ma 100% do tego pytania

                  ja myślę ze każdy powinien sobie zadawać takie pytanie z siłą odpowiednią do swoich genów, predyspozycji i chęci - skazywać dziecko na byle co? to co innego niż mieć nadzieję, ze ma prawo byc zdrowe i szczęśliwe

                  nieszczęśliwi ludzie nie mają szczęśliwych dzieci - tak mi się wydaje - pewnie od tego też by można wyjść


                • toxic_chick Re: Po co borderowi dziecko? 23.01.15, 21:22
                  the-crawl napisała:

                  > BArdzo często na forum czytam sugestie, że osoby z BPD nie zmieniaja się, objawy nie wygasają, nie słabną. To nie prawda. Pracowałam w terapii z jednym z najlepszych psychologów w Polsce w zakresie terapii z osobami z BPD i on niemalże przewidział osłabienie większości objawów po 25 roku zycia. Tak też się stało.

                  Oczywiście, że zaburzenie i jego objawy słabną! czy po 25? pewnie zależy... mi to zajęło więcej czasu.. ale też długo oponowałam przed zmianami.. mam też dużą domieszkę narcyzmu i chyba za bardzo lubiłam moją "inność" .. nazwij jak chcesz... do tego doskonałe funkcjonowanie w pracy.. wysokie IQ... znajomi, którzy utwierdzali mnie w tym jaka jestem fajna... dużo zajęć, pasji.. niestety miałam "wszystko"... a jak ma się wszystko nie mając nic... to zmiany zajmują więcej czasu... wydając się zbędnymi..

                  To co mnie bardzo niepokoi od jakiś dwóch lat to zamiana ról ;) wyjaśnię

                  Nigdy (poza jednym dniem dosłownie) nie brałam lekarstw.. dla mnie to było coś zbędnego.. nie miałam objawów somatycznych (tzn miałam ale były moje i KONTROWAŁAM JE (...)... nie wpływały na funkcjonowanie). Ilością recept które otrzymałam przez lata mogłabym obdarować 200 osób.. była terapia, terapia i jeszcze raz terapia - nic więcej

                  Teraz mam nerwicę.. zawsze pewnie miałam... ale nigdy nie taką... boje się określonych sytuacji... unikam ludzi... trzęsę się.. nie wiem.. to nie ja... a jednak

                  Także zaburzenie idzie w cholerę... pojawiają się efekty wtórne..
                  Szczerze? to jest gorsze
                  • wirujacyplateksniegu Re: Po co borderowi dziecko? 24.01.15, 09:37
                    hmm... ja bym tą nerwicę widziała jako kolejny etap, ona Ci się wykluła po "rozłożeniu na łopatki" dysfunkcyjnych cech osobowości. To jest takie coś, skąd już bliżej do normalności. Byle jej (nerwicy) nie polubić :) bo paradoksalnie, w pewnym sensie... bezpiecznie mieć nerwicę.
                    Przełomowe etapy swojej terapii zawsze "okupuję" napadami lęku, różnymi "odjechanymi" odczuciami z ciała i duszy itp :P. Grunt to widzieć to jako element drogi do przodu ( a na tym ile co trwa nie warto się skupiać... bo to tylko proces)
                • agataaa324 Re: Po co borderowi dziecko? 01.05.21, 09:22
                  No właśnie, ciekawe co będzie jak wsparcie się skończy, przyjdą poważne problemy, menopauza, mąż stanie się obojętny - wtedy dopiero wychodzi wasza natura i jest jazda. A dziecko nadal jest i żyje z twoją chorobą. Już nie mówiąc o obciążeniu genetycznym, bo ty „chcesz żyć jak wszyscy”. Ciężej chorzy od ciebie rozumieją, że nie zawsze tak można.
    • wendd Re: Po co borderowi dziecko? 23.01.15, 16:34
      To pytanie z tytułowego postu "po co borderowi dziecko" jest zupełnie niefortunnie postawione.
      Cały żywy świat się rozmnaża - a człowiek jest częścią tego świata i pod tym względem nie różni się od innych stworzeń.
      To nie jest kwestia "po co komu dziecko", to raczej kwestia istnienia wewnętrznej potrzeby posiadania potomstwa, zakodowanej we wszelkim stworzeniu.
      I za to chcenie, tę potrzebę posiadania potomstwa jaką ma większość ludzi nie można kogoś obwiniać (czy gloryfikować - bo i na odwrót bywa:)
      Tak po prostu jest i mnie wcale nie dziwi, że osoba z BPD chce mieć dziecko:) bo to całkiem naturalne.

      Problem raczej polega na tym w jakich warunkach, środowisku, atmosferze i wśród jakich emocji będzie wychowywać się dziecko.
      • brz_a_sk Re: Po co borderowi dziecko? 23.01.15, 16:54
        ale przecież to pytanie na górze jest jasne
        i postawione przez osobę najbardziej uprawnione do jego zadania

        dlaczego miał zadać pytanie n które odpowiedź mniej go interesuje

        mnie zawsze nurtowało takie pytanie i to bardzo szeroko stawiane

        każdy może mieć inne pytanie
        każdy może nie znać odpowiedzi na jakieś pytania

        ale dziecku borderki zwrózić uwagę, że nie wie o co pyta ? czy ze nie POWINNO o to pytać hm - po co, dlaczego? zostawmy . na pewno wiele osób odpowie
        • wendd Re: Po co borderowi dziecko? 23.01.15, 18:11
          Brzask:) ale to jest retoryczne pytanie.
          Po co ludzie mają dzieci? Bo chcą mieć dzieci. Bo czują taką potrzebę.
          To jest powód do posiadania dzieci.
          W tym nie ma żądnej magii - jest tylko biologia i zaspokajanie własnych potrzeb.

          Komu byś nie postawiła takiego pytania - czy zaburzonemu, choremu czy super zdrowemu - to każda odpowiedź będzie miała wydźwięk egoistyczny.
          "Bo ja chcę.., potrzebuję.., potrzebne mi do.., bo wszyscy mają i ja też chcę".

          Osobną kwestią jest to, czy ktoś ma warunki by stanąć na wysokości zadania i wychować szczęśliwego i cieszącego się, że żyje człowieka.
                  • wendd Re: kochać dziecko 24.01.15, 17:34
                    Powiedziałabym raczej, że pragnienie posiadania dziecka i myśli, że być może niedługo do nas zawita wywołują w człowieku pozytywne emocje i oczekiwanie na to wydarzenie.

                    Brzask homo sapiens to tylko jeden z wielu gatunków na ziemi i różni się naprawdę w niewielkim stopniu od innych gatunków.
                    O ile dobrze pamiętam to nawet z dżdżownicą łączy nas 40 czy 50% genów.
                    Mechanizmy, które kierują nami i wieloma innymi gatunkami są takie same.
                        • wendd Re: kochać dziecko 24.01.15, 18:11
                          Myślę, że aż tak się nie różnią:) to raczej kwestia tego jak to nazwiemy.

                          To powiem inaczej - jeśli jest to na etapie planowania, "w planach" - to kochać można co najwyżej własne wyobrażenie o dziecku - bo ono przecież na tym etapie nie istnieje.
                          • brz_a_sk Re: kochać dziecko 24.01.15, 18:18
                            nie że blondyneczka przecież
                            (ale znam ten poziom zamówień - bywa tak :( :( :( pomińmy dobrze? )

                            spytałam o refleksję co znaczy chcieć mieć dziecko właśnie w kontekście czy słowo kochać ma tu zastosowanie

                            • wendd Re: kochać dziecko 24.01.15, 19:48
                              Ja nie pisałam o włoskach tylko o całokształcie:P

                              Brzask ludzie czasem tak bardzo czegoś (kogoś) pragną, że mówią - "ja już bym chciała!, nie mogę się doczekać, ja już teraz go bardzo kocham.." ale te odczucia są inne niż ta fala uczuć, która cię zalewa kiedy w końcu człowiek staje twarzą w twarz z rzeczywistą osobą:)
                              Choćby i nawet jedyną oznaką istnienia tej osoby była kreska na teście:)

                              Przejdź proszę do rzeczy:)
                              • brz_a_sk Re: kochać dziecko 24.01.15, 19:58
                                od rzeczy właśnie uciekam

                                ale widzę, że nie obejdzie się

                                co znaczy pragnę i chcę mieć dziecko?

                                tu chyba różnica się rodzi zanim dziecko jest

                                myślałam, że to co napisałam jest ciekawe - już
                                a tu "do rzeczy" :)

                                • wendd Re: kochać dziecko 24.01.15, 21:10
                                  Wg mnie to "chcę" i "pragnę" oznacza to samo.

                                  Brzask pliz zejdźmy może na niższy poziom abstrakcji i przejdźmy do konkretów, bo nie nadążam za Twoim tokiem myślenia:)
                                  • brz_a_sk Re: kochać dziecko 24.01.15, 22:05
                                    myślisz, ze to łatwo napisać?
                                    dziwię się że nie rozumiesz tak jak Ty dziwisz się, że ja mogę inaczej myśleć

                                    zupełnie nie wyobrażam sobie, że można chcieć mieć dziecko tylko dlatego, że sie chce MIEĆ, PRAGNIE - dziecko ma się dla niego samego - a przy okazji ma się z tego przeogromną radość; Ale celem jest szczęście dobro tego dziecka

                                    człowiek jest koło nas przez czas bardzo ważny po to by potem umieć żyć;
                                    i my możemy być szczęśliwi tylko wtedy gdy to się uda

                                    tak na to patrzę
                                    pewnie dlatego dla mnie mniej ważne są fidrygałki materialne

                                    dziecko jest zobowiązaniem





                                    • wendd Re: kochać dziecko 24.01.15, 22:39
                                      A co dla Ciebie oznacza stwierdzenie "mieć dziecko dla niego samego"?

                                      I bardzo Cię Brzask przepraszam, że to napiszę, bo naprawdę nie chcę Cię urazić - ale życie przeczy temu co piszesz.
                                      Bo gdyby tak było jak mówisz - że ludzie już kochają dziecko zanim ono w ogóle zaistnieje w brzuszku, że pragną je mieć tylko dla niego samego, że akceptują je i otaczają miłością już na etapie jego planowania - to nie mielibyśmy np. porzuconych chorych dzieci.
                                      Zaplanowanych, wyczekanych, ale kochanych tylko do czasu - do czasu dopóki nie okazało się, że ten oczekiwany dzidziuś nie będzie ani ładny, ani mądry czy zdrowy.
                                      Oczywiście są pary, które podejmują wyzwanie.
                                      A często nawet to tylko kobieta podejmuje wyzwanie, bo tatuś się zwija - bo on się przecież "nie umawiał na taką wybrakowaną rodzinę tylko na normalną, z normalnym dzieckiem".
                                      Porozmawiaj z kobietami, które opiekują się swoimi dwudziestoletnimi, trzydziestoletnimi, czterdziestoletnimi niepełnosprawnymi dziećmi i dla których macierzyństwo jest tylko znojem, brzemieniem, udręką, uwiązaniem i żalem, że nie było im dane (choć same to wybrały) doświadczyć normalności - choć na początku były przepełnione miłością co dziecka, siłą i wiarą , że góry dla maleństwa przeniosą.
                                      Przecież ludzie pozbywają się nawet dzieci z zespołem Downa - które są przecież wyjątkowo kochanymi dzieciakami, mogącymi wieść w miarę normalne dorosłe życie.
                                      Dla wielu nawet Down jest nie do przyjęcia.

                                      To co piszesz to jest egzaltacja, a nie życie:)
                                      • brz_a_sk Re: kochać dziecko 24.01.15, 23:40
                                        wendd napisała:

                                        > A co dla Ciebie oznacza stwierdzenie "mieć dziecko dla niego samego"?
                                        >
                                        nie dla swojego widzi mi się; kochać to zupełnie co innego niż MIEĆ

                                        I bardzo Cię Brzask przepraszam, że to napiszę, bo naprawdę nie chcę Cię urazić
                                        > - ale życie przeczy temu co piszesz.>

                                        mnie nie urazisz
                                        pisałyśmy o sobie
                                        ja wiem co robiłam co robię i co chciałam uzysakć

                                        trudno bym pisala, że kogoś namawiamm do czegoś innego

                                        odpowiadałam na pytanie/problem kmil'a

                                        jestem pewna, ze trzymam się tematu



                                        > Bo gdyby tak było jak mówisz - że ludzie już kochają dziecko zanim ono w ogóle
                                        > zaistnieje w brzuszku, że pragną je mieć tylko dla niego samego, że akceptują j
                                        > e i otaczają miłością już na etapie jego planowania - to nie mielibyśmy np. porzuconych chorych dzieci.>

                                        no tak nie mielibysmy
                                        dlatego doradzam tak postępować

                                        dziw mnie że ludzie nie myślą - prawo jazdy na dzieci kiedyś propagowaliśmy na tym forum
                                        mam prawo może nawet obowiązek dziwić się i pisać, ze nie ma usprawiedliwienia dla bezmyślnosci, niewidzy ...
                                        to miejsce gdzie tyle ważnych trudnych słów gorzkich - pada o rodzicach zwłaszcza matkach
                                        chyba jest najlepszym miejscem do przestróg - dziecko - człowiek nie JEST do POSIADANIA
                                        i nie jest do oddania
                                        i nie jest do lekceważenia

                                        pytanie było po co? - jestem pewna że wiem i o tym mówię
                                        i wiem, jak mało kto, jak durni są ludzie w swojej nieodpowiedzialności
                                        trzeba mówić o pozytywnych wzorcach zasadach i wymagać ich przemyślenia


                                        > Zaplanowanych, wyczekanych, ale kochanych tylko do czasu - do czasu dopóki nie
                                        > okazało się, że ten oczekiwany dzidziuś nie będzie ani ładny, ani mądry czy zdr
                                        > owy.
                                        > Oczywiście są pary, które podejmują wyzwanie.
                                        > A często nawet to tylko kobieta podejmuje wyzwanie, bo tatuś się zwija - bo on
                                        > się przecież "nie umawiał na taką wybrakowaną rodzinę tylko na normalną, z norm
                                        > alnym dzieckiem".
                                        > Porozmawiaj z kobietami, które opiekują się swoimi dwudziestoletnimi, trzydzies
                                        > toletnimi, czterdziestoletnimi niepełnosprawnymi dziećmi i dla których macierzy
                                        > ństwo jest tylko znojem, brzemieniem, udręką, uwiązaniem i żalem, że nie było i
                                        > m dane (choć same to wybrały) doświadczyć normalności - choć na początku były p
                                        > rzepełnione miłością co dziecka, siłą i wiarą , że góry dla maleństwa przeniosą
                                        > .
                                        > Przecież ludzie pozbywają się nawet dzieci z zespołem Downa - które są przecież
                                        > wyjątkowo kochanymi dzieciakami, mogącymi wieść w miarę normalne dorosłe życie
                                        > .
                                        > Dla wielu nawet Down jest nie do przyjęcia.
                                        >

                                        widzisz dla mnie to że ktoś ma robaki w głowie nie jest powodem do uznani, ze to ma jakikolwiek wpływ na wzorzec, że liczba idiotów pozwala kolejnemu idiocie zostawić dziecko itd

                                        każdy ma w sprawie dzieci być w 100% odpowiedzialny i w porządku
                                        kto jest bezmyślny czy byle jaki to jest i koniec kropka - nawet jesli pośród 20 idiotów ta ja spokojnie na przeciwko sam stanę i powiem co myślę




                                        > To co piszesz to jest egzaltacja, a nie życie:)

                                        zapewne jestem mocno egzaltowana - gdyby ze mnie ktoś brał przykład co jakiś czas , nie byłoby nieszczęśliwych dzieci, dzieci w domach dziecka czy dzieci zbędnych bo się mamuni i tatuniowi odwidziało być odpowiedzialnym

                                        akurat na te swoje poglądy mam glejt zapewniam
                                        • wendd Re: kochać dziecko 25.01.15, 01:17
                                          Ale jedno nie wyklucza drugiego.
                                          Chcieć mieć dziecko nie oznacza z automatu braku miłości, akceptacji, starań i sukcesu w postaci szczęśliwego najpierw dziecka, a później dorosłego człowieka.

                                          Każde ziemskie stworzenie dojrzewa płciowo i zaczyna odczuwać potrzebę rozrodu, rozmnażania się, kontynuacji, podtrzymania gatunku (przepraszam za taką brzydką, suchą terminologię).
                                          Każde stworzenie ma to w sobie zakodowane - z człowiekiem włącznie.
                                          Brak możliwości realizacji tego wewnętrznego impulsu będzie odczuwane jako cierpienie.
                                          Człowiek nie jest tu wyjątkiem - też jest zwierzęciem (tyle, że rozumnym).
                                          Pragnienie macierzyństwa (czy tacierzyństwa) nie jest jakimś wyjątkowym, kosmicznym natchnieniem, miłowaniem na zaś i z góry, które spływa na człowieka z niebiesiech, i które popycha go do odgrywania tego tajemnego i przepełnionego miłością nadprzyrodzonego misterium tworzenia i oczekiwania na dziecko - jest to tylko zew natury (zwykły, przyrodzony, a nie nadprzyrodzony zew natury:)
                                          To co Ty nazywasz "pragnieniem i kochaniem" inny nazwie burzą hormonów, waleniem babie na mózg czy tykaniem zegara - a wszystko to sprowadza się do jednego - zewu natury:)
                                          Tak jest ten świat skonstruowany - przepraszam, że pozbawiam złudzeń.

                                          To co powyżej opisane odczuwa każdy - bez względu na to czy się na matkę nadaje czy nie.

                                          "Prawo jazdy na rodzicielstwo" mnie trąci hitlerowskimi koncepcjami sterylizacji ludzi uznanych za kiepski materiał do reprodukcji - innych rasowo, niepełnosprawnych fizycznie czy umysłowo.
                                          Jeśli uważamy, że ludzie są równi i mają równe prawa - to siłą rzeczy musimy uznać również, że mają równe prawo realizować swoją potrzebę posiadania potomstwa.

                                          Im jestem starsza tym mam mniej czarno-białe spojrzenie na ten brak odpowiedzialności i porzucanie chorych dzieci.
                                          Nie każdemu było dane wzrastać w środowisku kształtującym w człowieku odpowiedzialność, nie każdy też ma zadatki na heroizm - a wychowywanie chorego, a zwłaszcza poważnie upośledzonego dziecka to dla mnie akt wielkiego heroizmu i poświęcenia.
                                          Wiesz, że ten heroizm, odwagę czy zdolność do altruistycznych zachowań mamy w genach?:)
                                          I odsetek takich ludzi w różnych populacjach i na przestrzeni dziejów rozkłada się podobnie.
                                          Łatwo jest siedzieć w bezpiecznych, miłych warunkach i wyobrażać sobie siebie rozprawiającego się z każdym trudnym życiowym wyzwaniem.
                                          Życie weryfikuje te wyobrażenia - i jeden stanie na wysokości zadania, a dla innego okaże się to ponad siły.
                                          I dziś już nie umiem się zdobyć na potępienie słabeuszy.

                                          A wracając do tego kochania i miłości:)
                                          Jak będziesz miała chwilę wolnego rzuć okiem na szympansicę Washoe czy szympansa Nima Chimpsky`ego. Jest trochę filmów na ten temat, jest też bardzo dobra, wydana po polsku książka o Washoe.
                                          Więź emocjonalna z rodziną, oczekiwanie na dziecko, świadomość spodziewana się dziecka, opieka, emocje, przywiązanie, miłość, uczenie dziecka jak żyć, to nie jest coś, co charakteryzuje tylko człowieka - homo sapiens.
                                          Opowiada o tym Washoe, która posługiwała się ludzkim językiem migowym i momentami naprawdę łzy się do oczu cisną:) To nie jest fikcja literacka - tylko życie.
                                          Ja w ogóle uważam zwierzęta za znacznie lepszych rodziców niż ludzie - nie przebierają w dzieciach tylko biorą to co los przyniósł, nie porzucają dzieci (choć czasem zdarza się, że matka zabije potomstwo jeśli wyczuje w nim wadę, która uniemożliwia jego przetrwanie) i przede wszystkim wypuszczają w dorosłe życie potomstwo przygotowane do życia, nauczone jak żyć i przetrwać - nie produkują tzw. kalek życiowych, co bez mamusi nie da rady:)
                                          Paradoksalnie chyba posiadanie tego "sapiens" w nazwie trochę nam w rodzicielstwie przeszkadza:)

                                          Ps.
                                          Ja doskonale rozumiem o czym pisze i co chciał powiedzieć autor tytułowego posta:)
                                          • brz_a_sk Re: kochać dziecko 25.01.15, 03:13
                                            wendd napisała:

                                            > Ale jedno nie wyklucza drugiego.
                                            > Chcieć mieć dziecko nie oznacza z automatu braku miłości, akceptacji, starań i
                                            > sukcesu w postaci szczęśliwego najpierw dziecka, a później dorosłego człowieka.
                                            >
                                            jak to wyklucza?
                                            o czym mowa?
                                            logiczne jest dość wiązanie miłości z pragnieniem poczęcia itd

                                            rzecz w tym by nie było to samo pragnienie POSIADANIA w sensie MIEĆ CZŁOWIEKA
                                            kochać człowieka to nie mieć człowieka i to dotyczy i dziecka
                                            no może teraz będzie jeszcze jaśniej o czym piszę
                                            chyba pewne jest to, ze dobro dziecka a nie widzimi się rodziców jest zasadnicze
                                            o tym mówią okreslenia 'małpia miłość' czy 'dziecko zabawka'


                                            > Każde ziemskie stworzenie dojrzewa płciowo i zaczyna odczuwać potrzebę rozrodu,
                                            > rozmnażania się, kontynuacji, podtrzymania gatunku (przepraszam za taką brzydk
                                            > ą, suchą terminologię).
                                            > Każde stworzenie ma to w sobie zakodowane - z człowiekiem włącznie.
                                            > Brak możliwości realizacji tego wewnętrznego impulsu będzie odczuwane jako cier
                                            > pienie.
                                            > Człowiek nie jest tu wyjątkiem - też jest zwierzęciem (tyle, że rozumnym).
                                            > Pragnienie macierzyństwa (czy tacierzyństwa) nie jest jakimś wyjątkowym, kosmic
                                            > znym natchnieniem, miłowaniem na zaś i z góry, które spływa na człowieka z nieb
                                            > iesiech, i które popycha go do odgrywania tego tajemnego i przepełnionego miłoś
                                            > cią nadprzyrodzonego misterium tworzenia i oczekiwania na dziecko - jest to tyl
                                            > ko zew natury (zwykły, przyrodzony, a nie nadprzyrodzony zew natury:)
                                            > To co Ty nazywasz "pragnieniem i kochaniem" inny nazwie burzą hormonów, walenie
                                            > m babie na mózg czy tykaniem zegara - a wszystko to sprowadza się do jednego -
                                            > zewu natury:)
                                            > Tak jest ten świat skonstruowany - przepraszam, że pozbawiam złudzeń.
                                            >
                                            > To co powyżej opisane odczuwa każdy - bez względu na to czy się na matkę nadaje
                                            > czy nie.
                                            >

                                            no nie do końca popęd czy instynkt ma decydować o świadomym rodzicielstwie - często decyduje i jkos tam się uchowa taka ciąża :) i często rozum przychodzi z czasem ale nie widzę powdu by propagować mnożenie sie jak króliki bo to fajnie mieć dużo dzieciaczków

                                            raczej nie jest dobrze gdy kobieta czy męzczyzna tupie nóżka i chce to ciach - lepiej trochę wiecej mieć poukładane w tej sprawie
                                            zwłaszcza dziś kiedy rodzice zostają sam na sam z dzieckiem - jeśli sa nie dojrzali w decyzjach krzywdzą czesto - przykład 'mamy Madzi' drastyczny ale mniej drastyczne sa nagminne
                                            rodzą bo chcą mieć a potem? coś nie tak


                                            > "Prawo jazdy na rodzicielstwo" mnie trąci hitlerowskimi koncepcjami sterylizacj
                                            > i ludzi uznanych za kiepski materiał do reprodukcji - innych rasowo, niepełnosp
                                            > rawnych fizycznie czy umysłowo.
                                            > Jeśli uważamy, że ludzie są równi i mają równe prawa - to siłą rzeczy musimy uz
                                            > nać również, że mają równe prawo realizować swoją potrzebę posiadania potomstwa
                                            > .


                                            no nie bo prawa dziecka sa równe z prawami dorosłych; wiec czasem należy zabronić mamuni rodzenie kolejnego dziecka gdy o poprzednie nie dba; czy jesli chla czy cpa itd
                                            trudno to egzekwować ale moralnie to zgnilizna czasem - nie mam watpliwości
                                            polecam nieustannie blog margineszycia.blogspot.com/

                                            sądy nie złagodzą krzywd jakie idioci wyrządzają swoim dzieciom

                                            'prawo jazdy na dzieci' dotyczy głównie domagania się edukacji i świadomego macierzyństwa - porównaie mówi, tyle - jak się nie chcesz czy nie możesz nauczyć jeździć to nie siadasz za kółkiem - chyba bardzo trafne
                                            skrzywdzonymi dziećmi nie bardzo ma się kto zajmować
                                            a jak dziecko mówi lepiej żebyś mnie nie urodziła to chyba jest nad czym myśleć

                                            cóż nie każe się za beztroskie, złe rodzicielstwo więc może warto podkreślać jakie ono powinno być

                                            ja uważam, ze przemyślane, odpowiedzialne i nastawione na dobro dziecka

                                            >
                                            > Im jestem starsza tym mam mniej czarno-białe spojrzenie na ten brak odpowiedzia
                                            > lności i porzucanie chorych dzieci.
                                            > Nie każdemu było dane wzrastać w środowisku kształtującym w człowieku odpowiedz
                                            > ialność, nie każdy też ma zadatki na heroizm - a wychowywanie chorego, a zwłasz
                                            > cza poważnie upośledzonego dziecka to dla mnie akt wielkiego heroizmu i poświęc
                                            > enia.
                                            > Wiesz, że ten heroizm, odwagę czy zdolność do altruistycznych zachowań mamy w g
                                            > enach?:)
                                            > I odsetek takich ludzi w różnych populacjach i na przestrzeni dziejów rozkłada
                                            > się podobnie.
                                            > Łatwo jest siedzieć w bezpiecznych, miłych warunkach i wyobrażać sobie siebie r
                                            > ozprawiającego się z każdym trudnym życiowym wyzwaniem.
                                            > Życie weryfikuje te wyobrażenia - i jeden stanie na wysokości zadania, a dla in
                                            > nego okaże się to ponad siły.
                                            > I dziś już nie umiem się zdobyć na potępienie słabeuszy.
                                            >

                                            jeszcze trudniej jest niż napisałaś
                                            czasem trzeba oddać dziecko do zakładu bo nie da sie przy nim wychować pozstałych dzieci
                                            albo dziecko jest tak chore, że nie da się nim opiekować w domu
                                            bardzo trudne problemy
                                            lepiej oddac jak wyrzucić na smietnik czy tłuc czy wyzywac się - to dotyczy i zdrowych dzieci

                                            ale my rozwazamy sama decyzję - po co kobieta decyduje sie na dziecko? by miec fajnie czy by dziecko miało fajnie

                                            jesli ktos dobrze patrzy to czasem dziwi się w co osesek bywa poubierany i czym karmiony :) zwiastuny nie do końca dobrze rozumianego sensownego traktowania dziecka ; o krzyku na niemowle nie wspomnę ... to juz patologia nie głupawka



                                            > A wracając do tego kochania i miłości:)
                                            > Jak będziesz miała chwilę wolnego rzuć okiem na szympansicę Washoe czy szympans
                                            > a Nima Chimpsky`ego. Jest trochę filmów na ten temat, jest też bardzo dobra, wy
                                            > dana po polsku książka o Washoe.
                                            > Więź emocjonalna z rodziną, oczekiwanie na dziecko, świadomość spodziewana się
                                            > dziecka, opieka, emocje, przywiązanie, miłość, uczenie dziecka jak żyć, to nie
                                            > jest coś, co charakteryzuje tylko człowieka - homo sapiens.
                                            > Opowiada o tym Washoe, która posługiwała się ludzkim językiem migowym i momenta
                                            > mi naprawdę łzy się do oczu cisną:) To nie jest fikcja literacka - tylko życie.
                                            > Ja w ogóle uważam zwierzęta za znacznie lepszych rodziców niż ludzie - nie prze
                                            > bierają w dzieciach tylko biorą to co los przyniósł, nie porzucają dzieci (choć
                                            > czasem zdarza się, że matka zabije potomstwo jeśli wyczuje w nim wadę, która u
                                            > niemożliwia jego przetrwanie) i przede wszystkim wypuszczają w dorosłe życie po
                                            > tomstwo przygotowane do życia, nauczone jak żyć i przetrwać - nie produkują tzw
                                            > . kalek życiowych, co bez mamusi nie da rady:)
                                            > Paradoksalnie chyba posiadanie tego "sapiens" w nazwie trochę nam w rodzicielst
                                            > wie przeszkadza:)
                                            >
                                            a no oczywiście zwierzęta nie mają dzieci dla swojego focha; dbają i wiedzą, ze dziecko jak duze odchodzi i ma być nauczone wszystkiego; nie zwierzęta nie mają problemu z 'małpia miłościa' i co wiecej na współrodzica szukają najlepszego partnera
                                            natura zapewnia prawo jazdy w pewnym sensie :)




                                            > Ps.
                                            > Ja doskonale rozumiem o czym pisze i co chciał powiedzieć autor tytułowego post
                                            > a:)

                                            czyli matki, które nie kochają dzieci należycie pwoinny je mieć czy lepiej nie? wystarczy cheć posiadania dziecka, urodzenia dziecka czy jednak warto mieć na uwadze i jego dobro jak najszerzej pojęte?

                                            ja uwazam, ze nie powinno się rodzić ani jedno dziecko nie oczekiwane - a wspaniale byłoby gdyby te oczekiwane miały dobrych rodziców

                                            szkoda, ze wielu nie mysli a robi dzieci - lepiej gdyby świadomie decydowali jaki ma im wyrosnąc dorosły człowiek z tej 'inwestycji uczuc'



                                            • wendd Re: kochać dziecko 25.01.15, 04:15
                                              Brzask - przecież ja nie stawiam znaku równości pomiędzy potrzebą i chceniem posiadania dziecka, a potrzebą czy fanaberią zafundowania sobie ludzkiej zabawki.
                                              Nigdzie też nie neguję konieczności świadomego, mądrego rodzicielstwa - ja nawet jeszcze nie zaczęłam o tym pisać.
                                              Wyczytujesz z moich postów treści, których tam nie ma.
                                              To jest przecież oczywiste i jasne jak słońce, że sprowadzenie dziecka na świat oznacza wobec niego ogromne zobowiązanie - i dobro dziecka jest na pierwszym miejscu.
                                              Bywa, że brak miłości i czułości kończy się śmiercią dziecka - samo karmienie, sterylne warunki i zmiana pieluch nie wystarczą.
                                              Nie rozumiem więc dlaczego mi to tłumaczysz.
                                              Ja nigdzie nie piszę o dziecku jako o rzeczy i nigdzie nie nawołuję też do bezmyślnego mnożenia się jak króliki.
                                              Ja jedynie piszę co tym, co leży u podstaw tego, że dziecko pojawia się na świecie.
                                              O tym co leży u podstaw tej "decyzji" o posiadaniu potomstwa.
                                              A u podstaw leży potrzeba posiadania dziecka przez człowieka -> biologia oraz egoistyczne chcenie posiadania potomka.
                                              Tylko tyle i aż tyle.

                                              "ale my rozwazamy sama decyzję - po co kobieta decyduje sie na dziecko? by miec
                                              > fajnie czy by dziecko miało fajnie"

                                              To przecież nie dziecko chce się pojawić na świecie - nikt go o zdanie, chęci i zgodę nie pyta, tylko kobieta i mężczyzna chcą je mieć (pomijam wpadki) i sprowadzają na świat.
                                              Dla jego dobra je sprowadzają? (takie przesłanie odbieram z Twoich postów).
                                              Nie.
                                              Sprowadzają dla siebie - bo chcą je mieć.

                                              • brz_a_sk Re: kochać dziecko 25.01.15, 16:04
                                                wendd napisała:
                                                > ...potrzeba posiadania dziecka przez człowieka - biologia oraz egoistyczne chcenie posiadania potomka.Tylko tyle i aż tyle. ...>

                                                >... Dla jego dobra je sprowadzają? (takie przesłanie odbieram z Twoich postów).
                                                Nie.
                                                Sprowadzają dla siebie - bo chcą je mieć. >

                                                od początku chciałam inaczej prowadzić te rozmowę znając swój cel ROZMOWY - poznać co inni mają ciekawego do powiedzenia, co zechcą dodać do mojej wiedzy;

                                                od rozmowy stajemy się mądrzejsi, mamy szansę pomyśleć jak inni widzą sprawy itd;
                                                rozmowa jest by wiedzieć więcej, nie by komuś coś pozmieniać na nasze :) - tak pojmuję rozmowę dlatego najcenniejsza ta gdzie różnice poglądów spore; uzasadnienia mocne itd, postawy różne

                                                pewna jestem, że ludzie są różniści i po to rozmawiam - opowiadam i słucham by wiedzieć więcej

                                                rozmowa sprzyja ludziom - tak to rozumiem - nie ma potrzeby obalać nic nikomu wystarczy pogadac i wybrać dla siebie wnioski

                                                ja wracam spokojnie do tego, że świadomie decydowałam o tym dlaczego będą dzieci w moim życiu - wiedzialm jak jest moja rola - mam zrobić wszystko by osiagnęły w życiu to co tylko mogą, co im się uda - by jako dorosli byli porządnymi ludźmi ...

                                                może jestem jedna na świecie, która tak myśli ale mnie to odpowiada
                                                mam szczęscie kilka takich osób już spotkałam

                                                jedyne co mam w niespokojnym mysleniu - powinnam była więcej dzieci wypuścić spod skrzydeł; szczerze nie chce mi się to bardzo trudne zadanie - trochę to cyniczne - wiem :(

                                                mam uzasadnione nadzieje, że bardzo wiele osób dojrzewa do takiego podejścia, że dziecko jest celem samym w sobie, a że nam po drodze super z nim to jasne; jednak to olbrzymi wysiłek i odpowiedzialność;
                                                czasem ktoś się ocknie za późno i ma dość bachora jakby ten nowy człowiek nie był z jego genów i z jego wychowania czy jego decyzji - zawsze na sobie powinien psy wieszać :)

                                                myślę, ze już tu nic nie da się dodać

                                                mieć dziecko by dawać a potem mieć z tego nagrody
                                                mieć dziecko by mieć prezent a potem zdążyć ocknąć się, że brać to za mało

                                                obie opcje są szansą
                                                czasem i tak się nie udaje, co skłania do jeszcze głębszych refleksji - warto wiedzieć przed egzaminem jakie będą pytania ... nie każdy lubi te studia, na które się wpakował
                                                - cóz nie ma to jak wziąć kredyt we frankach i zdziwić się, ze to już do końca życia razem trzeba się zmagać - to nie pech to pochopność

                                                każdy wybiera informacje, które mu pomagają być sobą
                                                reszcie mówi - nie chce, to mnie nie interesuje i już

                                                rozmowa jest tylko po to by mieć większy wybór








                                                • wendd Re: kochać dziecko 25.01.15, 17:51
                                                  Brzask nadal nie rozumiesz o czym ja piszę.
                                                  Wyczytujesz gdzieś pomiędzy wersami jakieś treści, których tam nie ma - np. że chcenie = bezmyślność, albo że realizacja ludzkich potrzeb = brak świadomości i czujesz się atakowana czy zmuszana do weryfikacji poglądów.
                                                  Nie - nic takiego w moich postach nie ma. Ani nawet nie mam takich intencji.
                                                  Przedstawiam jedynie swój punkt widzenia.

                                                  Chcenie czy robienie dzieci to nie jest jakieś zwiastowanie, to nie jest telegram z nieba z prośbą od aniołków że chciałyby się pojawić na ziemi i proszą o umożliwienie im tego i pozwolenie na zamieszkania w brzuszku, to nie jest apel ZUS do obywatela - "weź zrób czy chcesz czy nie, bo mamy problemy z systemem emerytalnym" - a ktoś altruistycznie robi te dzieci dla jakichś wyższych celów.
                                                  Nie.
                                                  Człowiek robi dzieci, bo chce być ojcem czy matką i chce mieć dzieci.
                                                  A to "chcenie" wcale nie jest równoznaczne z brakiem świadomości, złą wolą czy ignorowaniem albo brakiem dbałości o dobro dziecka.
                                                  Przeciwnie- to "chcenie" to wzięcie na siebie ogromnej odpowiedzialności za powołanie do życia nowej istoty.
                                                  Nawet mówimy o "chcianych" czy "niechcianych" dzieciach.
                                                  Ludzie egoistycznie "chcą" i poźniej bardzo odpowiedzialnie i z radością się dziećmi zajmują, osadzają w świecie i uczą dziecko cenić i cieszyć się życiem.
                                                  A to, że bywa także inaczej - to jest oczywiste i to też obserwujemy koło siebie.
                                                  Nawet teraz czytamy w tytułowym poście.

                                                  "ja wracam spokojnie do tego, że świadomie decydowałam o tym dlaczego będą dziec
                                                  > i w moim życiu - wiedzialm jak jest moja rola - mam zrobić wszystko by osiagnęł
                                                  > y w życiu to co tylko mogą, co im się uda - by jako dorosli byli porządnymi l
                                                  > udźmi ..."

                                                  Żeby zacząć się troszczyć o osiągnięcia dzieci najpierw trzeba "zachcieć" je mieć i powołać na świat.
                                                  Pobudka o zabarwieniu egoistycznym.

                                                  "mieć dziecko by dawać a potem mieć z tego nagrody"
                                                  Odczuwanie potrzeby dawania - swojemu dziecku.
                                                  Zabarwienie egoistyczne.

                                                  Każdy sobie może uzupełnić myśl - "Urodziłam dziecko, bo...."
                                                  I zobaczyć odpowiedzi.

                                                  Nadal podtrzymuję to co napisałam we wcześniejszym poście - nie widzę nic dziwnego, czy nienaturalnego, że osoba z BPD chce mieć dziecko.
                                                  Bo to naturalna potrzeba każdego człowieka.
                                                  Osobną zaś kwestią jest to czy ma zadatki na dobrego, kochającego rodzica i czy ma tego świadomość. Czy decyzję to rodzicielstwie podejmie świadomie.
                                                  Jak można przeczytać z postu Toxic - myśli o tym, rozważa, zastawia się, szacuje swoje możliwości w tym względzie - czyli ma świadomość wagi problemu.

                                                  Zmęczyła mnie ta dyskusja, nie chcę by moje pisanie było odbierane jako wywieranie presji, nie mam takich intencji i wolałabym już tę rozmowę zakończyć.
                                                  • brz_a_sk Re: kochać dziecko 25.01.15, 18:13
                                                    wendd napisała:

                                                    > Przedstawiam jedynie swój punkt widzenia.
                                                    >
                                                    > Chcenie czy robienie dzieci to nie jest jakieś zwiastowanie, to nie jest telegr
                                                    > am z nieba z prośbą od aniołków że chciałyby się pojawić na ziemi i proszą o um
                                                    > ożliwienie im tego i pozwolenie na zamieszkania w brzuszku, to nie jest apel ZU
                                                    > S do obywatela - "weź zrób czy chcesz czy nie, bo mamy problemy z systemem emer
                                                    > ytalnym" - a ktoś altruistycznie robi te dzieci dla jakichś wyższych celów.
                                                    > Nie.
                                                    > Człowiek robi dzieci, bo chce być ojcem czy matką i chce mieć dzieci.>

                                                    tak , jeśli coś zaciekawi - włala - 1, jestem niewierząca; dwa nie uważam by dzieci były po to by utrzymywały rodziców, a rodzice by utrzymywać dorosłe dzieci


                                                    > A to "chcenie" wcale nie jest równoznaczne z brakiem świadomości, złą wolą czy
                                                    > ignorowaniem albo brakiem dbałości o dobro dziecka.
                                                    > Przeciwnie- to "chcenie" to wzięcie na siebie ogromnej odpowiedzialności za po
                                                    > wołanie do życia nowej istoty.
                                                    > Nawet mówimy o "chcianych" czy "niechcianych" dzieciach.

                                                    nie do końca chciane czy niechciane to to o czym piszemy/ ja piszę :)
                                                    te chciane aż nózki tupią ze złości chcę chcę chcę ... bo tak, chcę mieć czy chcę urodzić :)

                                                    bywa niechciana ciąża ale w pełni odpowiedzialna decyzja co dalej ze świadomością co dziecku się należy i dbanie o ciążę i dziecko bardzo sensowne


                                                    > Jak można przeczytać z postu Toxic - myśli o tym, rozważa, zastawia się, szacuje swoje możliwości w tym względzie - czyli ma świadomość wagi problemu.>


                                                    oczywiście rzekła bym miód na moje serce
                                                    nie przypominam sobie żadnych różnic miedzy nami w tej sprawie;
                                                    dojrzałe, przemyślane słowa
                                                    pełen szacunek jak zawsze
                                                    wielka wiedza i świadomość


                                                    > Zmęczyła mnie ta dyskusja, nie chcę by moje pisanie było odbierane jako wywiera nie presji, nie mam takich intencji i wolałabym już tę rozmowę zakończyć. >

                                                    oczywiście było mi miło poczytać - dziękuję i za czytanie tego co ja opowiedziałam

                                                    różnić się pięknie to znaczy korzystać z tej różnorodności
                                                    choć bywa trudno przecież
          • toxic_chick Re: Po co borderowi dziecko? 23.01.15, 19:52
            wendd napisała:

            >Po co ludzie mają dzieci? Bo chcą mieć dzieci. Bo czują taką potrzebę. To jest powód do posiadania dzieci. W tym nie ma żądnej magii - jest tylko biologia i zaspokajanie własnych potrzeb

            Owszem ale myślę, że powodów może być o wiele więcej... i chyba mimo wszystko autorowi chodziło o coś innego ;) i nie o retorykę.. choć prawdą jest, że każdy... i podkreślam KAŻDY decyzję podejmuje w oparciu o "chcę".. nawet jeśli "chce" oznacza "chce to zrobić dla partnera" .. serio.. przypadków znam kilka i nic dobrego z tego nie wyszło

            Dlaczego człowiek chce mieć dziecko? (tak człowiek)
            Jest gotowy na to, "nadszedł czas", "jest odpowiedni moment"
            Czuje potrzebę posiadania potomstwa
            Jest w szczęśliwym związku, kocha, ma tego świadomość i wie, że dziecko będzie dopełnieniem
            itp.

            To co powyżej jest zdrowe
            Ale jest też drugie dno

            Chce mieć dziecko bo to CHCE - nie ma znaczenia z kim (serio), nie ma znaczenia nic poza faktem, że będę cudowną mamą, widzę jutro - nie widzę tego co za 3 lata
            Chcę mieć dziecko bo to ostatni moment i zrobię wszystko żeby osiągnąć cel
            Chcę mieć dziecko bo chcę zatrzymać z ten sposób przy mnie partnera - wszystko się zmieni między nami, będzie cudownie, dziecko nas zbawi i nasz związek (sick)
            Chce mieć dziecko bo Ja się zmienię, będę lepszym człowiekiem, bardziej wartościowym - wszystko co we mnie szwankuje odejdzie
            Chce mieć dziecko bo chce je kochać z całej siły i tylko ono będzie mnie kochać prawdziwie
            Chce mieć dziecko bo będzie lepszą wersją mnie! zrobię wszystko żeby było idealne i nie dopuszczam porażki

            Świadomość jest najważniejsza.. świadomość prawdziwych przesłanek...

            Ja tam się nie palę do bycia mamą i jest to dla mnie totalna abstrakcja ;) uwielbiam dzieci (cudze), one mnie... ale bałabym się odpowiedzialności... tego, że zawiodę.. poza tym ciężko o fajnego tatę w obecnych czasach :D
            • wendd Re: Po co borderowi dziecko? 23.01.15, 21:13
              Dzięki Toxic - mniej więcej właśnie to chciałam powiedzieć:)
              Że u podstaw powoływania dzieci na świat leży i biologiczna potrzeba (instynkt) i egoistyczne chcenie posiadania potomstwa.
              Egoizm może źle się kojarzy - ale nie używam go tu w pejoratywnym znaczeniu, bo to czysta natura - chcieć mieć dzieci.
              I egozim też dlatego - bo to robienie dzieci przecież nie jest jakimś naszym wielkim altruistycznym gestem dla dziecka czy świata, działaniem dla wyższych celów, czy wyświadczaniem przysługi - dziecko stawiane jest przed faktem dokonanym bez pytania o zdanie.
              Dzieci robi się dla siebie.
              I jasne, że tych powodów "chcenia" jest znacznie więcej - jak tylko tak w skrócie rzuciłam przykładem:)

              Dopiero następną kwestią jest ta świadomość czy posiada się warunki (zdrowie psychiczne i fizyczne, satysfakcję ze swojego życia, poukładane w głowie, dobre i zrównoważone środowisko rodzinne, sensownego partnera czy nawet już te finanse) aby wychować człowieka, który będzie szczęśliwy, że jest i żyje.

              Dla mnie sam fakt (umiejętność, możliwość?) dania życia (samego w sobie) nie jest jakąś specjalną wartością - np. komary też dają życie swojemu potomstwu.
              Natomiast ogromną wartością jest przekonanie, że moje życie jest dobre, że życie w ogóle jest dobrem (bo czuję się szczęśliwa, że jestem, chciana i zaopiekowana w swojej rodzinie, bo przyjemnie jest żyć, bo mam świadomość, że mogę liczyć i na siebie i na ludzi) i chęć puszczenia tego dobra dalej (czyt. zrobienia dziecka).
              Ta magia zaczyna się dopiero w tym momencie i dopiero to ma sens i wartość:)


    • brz_a_sk Re: Po co borderowi dziecko? 20.02.15, 23:49
      www.tygodnikpowszechny.pl/jak-siebie-samego-19535
      Paweł Malinowski
      27.05.2013
      Złość jest dzieciom potrzebna. Tak samo jak dorosłym. Zasilana złością niezgoda na jakąś sytuację pomaga budować odrębność i autonomię.

      bardzo ciekawy artykuł - niech dzieciom będzie lżej - mniej zaburzeń

      podobno warto w każdy wątku coś pozytywnego dodać - myślę, że to w sam raz będzie

      każdy wybiera co chce czytać i pisze co ma do powiedzenia, dzieli się tym co ma najlepszego

      skorzystałam i ja z wpisów wielu osób
      i ja się staram
      i nie tylko ja :) bywają tu i fachowcy :) podobno incognito








    • polymeria1 Re: Po co borderowi dziecko? 23.02.15, 10:59
      Pytanie wręcz idaelne i tez pytam sie po co? Dla własnej prózności/
      Moja pasierbica ma matkę borderkę, ktora nie chce iśc na terapię i wogóle nie uważa że coś z nia jest nie tak. Strasznie jej wspólczuje. Kocha matkę bardzo, ciagle o nią zabiega i ciagle dostaje po dupie. A gdy matka ma lepszy dzień jest tak wspaniale. Nagle znowu skok w przepaśc. Młoda ciagle żyje na karuzeli emocji, która serwuje jej mausia jeszcze mocniej ja uzalezniając. Czy zyjąc tak można wyrosnąc na normalengo człowieka?
      • brz_a_sk Re: Po co borderowi dziecko? 23.02.15, 11:14
        jak można jedną ręką oskarżać nieskończenie długo i destrukcyjnie własnych rodziców za swój bordyzm
        a drugą ręką pisać, że bycie borderem dla własnego dziecka nic nie robi?

        no można jeśli się wywali w kosmos odpowiedzialność

        i jeśli wybacza się tylko sobie wszystko

        od kiedy zobaczyłam jak można w jednym miejscu publikować inf. o sukcesie - moje dziecko nie jest borderem choć ja jestem BPD a w innym publikować inf. o dramacie diagnozy i katastrofie w rodzinie - mam poczucie słuszności w myśleniu - nie dzieci nie kiedy nie dajemy sobie ze sobą rady, genetyczne skłonności do zaburzeń psychicznych są tu dodatkowym argumentem
        nie rób swoim dzieciom tego co tobie nie miłe
        nie potrafisz, nie powołuj nieszczęścia na świat
        nie pozwalaj sobie na extremalny egoizm

        nie wszyscy nadajemy się do wszystkiego
        warto znaleźć pomoc w ocenie siebie samego - czasem ktoś widzi w siebie baletnicę - a reszcie opadają ręce - tyle, że nie zawsze wystarczy machnąć ręka i pozwolić zaszaleć na maxa

        skrzywdzenie własnego dziecka jest ostatnią rzeczą jaka może sobie wybaczyć człowiek rozumny

        • chwilowa_01 Re: Po co borderowi dziecko? 23.02.15, 12:56
          kurde, jak można, nie będąc osobą mocno zaburzoną, mieć tak czarno-biały obraz świata?
          z pewnością siebie, ocierającą się o pychę, przyporządkować samą siebie do świata nieskazitelnie białych?
          i dziwić się nieskończenie, jak można być tak czarnym, jak my - bordy
          niepojęte
          to jest niepojęte dla mnie - bordera
          czyż to nie paradoks?

          zazdroszczę Ci uporządkowanego, czarno-białego świata
          zazdroszczę Ci poczucia własnej bieli...

          temat "dziecko" jest dla mnie bardzo trudnym tematem
          nigdy nie pragnęłam być matką
          bałam się tego
          moja mama popełniła mnóstwo błędów - nie dlatego, że to zła kobieta była
          po prostu nieodpowiednie dziecko się jej trafiło: impulsywne, nadwrażliwe... cóż, dziecko nie rodzi się z dołączoną do niego instrukcją obsługi
          myślę, że gdybym miała inny zestaw cech wrodzonych, nie byłabym borderem - może nawet byłabym mniej więcej normalna
          tyle w kwestii nieskończenie długich i destrukcyjnych oskarżeń po adresem rodziców
          co do macierzyństwa - nie pragnęłam go, zwłaszcza że byłam w związku z facetem, z którym nie planowałam dożywotniej egzystencji
          najzwyczajniej w świecie antykoncepcja pokazała mi środkowy palec
          jak wiesz, BPD u matki nie jest wskazaniem do aborcji
          oddanie własnego dziecka do adopcji przekraczało moje zdolności emocjonalne
          facet stwierdził, że na ojcostwo się nie pisał
          zostałam sama z dzieckiem na mnie skazanym
          i ze świadomością, że jeżeli popełnię błąd, nie będzie nikogo obok mnie, kto ten błąd naprawi, zrekompensuje
          wiesz, to jest cholerna odpowiedzialność
          nic nie ma tutaj za darmo, nic nie jest dane
          jedyne, co jest dane, to lęk i nieustająca obawa, że mogę nieświadomie moje dziecko skrzywdzić
          staram się nie popełniać tych błędów, o których wiem, że mogę je popełnić
          a co z tymi, o których nie wiem?

          jestem bordem
          mam dziecko
          po co mi ono?
          nie wiem
          przydarzyło mi się ono i bardzo je lubię, bo to fajny człowiek jest

          robię, co mogę
          pewnie to mało

          czy lepiej być sierotą, czy córką borderki?
          w świetle tego, co czytam na tym forum, dla mojego dziecka byłoby lepiej, gdyby była sierotą

          czarne - białe
          śmierć - życie
          kat - ofiara

          mam świadomość, że nie skomentujesz mojego wpisu
          mam świadomość, że "tutejsze ofiary" mogą mi złośliwie napisać, że kreuję się na "bidulkę", że manipuluję, albo ...
          ale czasami trudno jest milczeć
          trudno jest myśleć, że to nie o mnie tylko o Kasi - twój i innych wpisy są zbyt kategoryzujące, żeby można było wzruszyć ramionami i beztrosko pójść dalej
          • brz_a_sk Re: Po co borderowi dziecko? 23.02.15, 13:23
            chwilowa_01 napisał(a):

            ...
            > co do macierzyństwa - nie pragnęłam go, zwłaszcza że byłam w związku z facetem,
            > z którym nie planowałam dożywotniej egzystencji
            > najzwyczajniej w świecie antykoncepcja pokazała mi środkowy palec
            > jak wiesz, BPD u matki nie jest wskazaniem do aborcji
            > oddanie własnego dziecka do adopcji przekraczało moje zdolności emocjonalne
            > facet stwierdził, że na ojcostwo się nie pisał
            > zostałam sama z dzieckiem na mnie skazanym
            > i ze świadomością, że jeżeli popełnię błąd, nie będzie nikogo obok mnie, kto te
            > n błąd naprawi, zrekompensuje
            > wiesz, to jest cholerna odpowiedzialność
            > nic nie ma tutaj za darmo, nic nie jest dane
            > jedyne, co jest dane, to lęk i nieustająca obawa, że mogę nieświadomie moje dzi
            > ecko skrzywdzić
            ...
            > czy lepiej być sierotą, czy córką borderki?
            > w świetle tego, co czytam na tym forum, dla mojego dziecka byłoby lepiej, gdyby
            > była sierotą

            słusznie jest brać sprawy w swoje ręce
            zwłaszcza zasadnicze

            konia z rzędem temu kto wywiedzie wniosek, że jak się wpadnie i to z nie najlepszym partnerem to najlepiej jeszcze oddać dziecko

            super

            ręce opadają od początku do końca

            należy się cieszyć zasadniczą refleksją: gdybym myślała czy nie miała pecha, nie ryzykowałabym ze swoimi genami i nabytymi problemami - czyli dziecko to jednak powinna być decyzja przemyślana

            zdecydowanie tak

            myśl o nieznośności życia i próby samobójcze - warunek diagnozy BPD - chyba podpowiada logiczne decyzje;
            bywa, że życie wyprzedza wiedzę o sobie samym - szkoda, bo konsekwencje bywają nieodwracalnie bolesne

            trzeba się zmagać z tym co się nieodstanie


            • chwilowa_01 Re: Po co borderowi dziecko? 23.02.15, 14:11
              brz_a_sk napisała:

              > konia z rzędem temu kto wywiedzie wniosek, że jak się wpadnie i to z nie najlep
              > szym partnerem to najlepiej jeszcze oddać dziecko

              nie się wpadnie, tylko borderka wpadnie
              a jako że borderka to nic innego, tylko psychopatka z dodatkową opcją, więc rodzina adopcyjna jest najlepszą opcją dla takiego biednego dziecka
              poczytaj forum, pomyśl o tym, co BPD robią innym ludziom

              wybacz, jestem zmęczona
              bardzo zmęczona
              swoje już tutaj napisałam
              i wystarczy
              • brz_a_sk nie zabierać świadomie dziecku szansy 23.02.15, 15:04
                wiem co napisałam

                nie zakładam, że dziecko bordera jest dzieckiem nieobciążonym

                w takiej sytuacji może nie ma żadnego wyboru czy oddawać, czy to nie ...

                ech

                trzeba dla siebie mieć litość to i dla innych się pojawi

                i łatwiej światu powiedzieć co znaczy żyć bez wyjścia - prawie
          • polymeria1 Re: Po co borderowi dziecko? 24.02.15, 08:53
            Jako osoba mająca w swoim pobliżu borderke z dzieckiem uważam, że moge coś na ten temat powiedziec.
            I powiem jedno borderzy powinni miec zakaz rozmnażania się!!
            Dziecko jest im potrzebne do jednego BEZWARUNKOWEGO KOCHANIA ICH.
            Doskonale zdajecie sobie sprawę że dziecko kocha was bezwarunkowo i przyjmuje kazde wasze gorsze chwile, a raczej jest ich więcej niż tych lepszych. A że dzieci maja tendencję do tłumaczenia rodziców, przyjmowania wszytkiego na siebie, obwiniania się za zły humor rodzica, złośc, agresje jest wam to potrzebne bo w koncu jest ktoś kto was nie zostawi gdy bedzie miał juz dość, a jeszcze będzie tłumaczył i brał wasze zachowanie na siebie. Do tego będzie jeszcze o was zabiegał przynajmniej do chwili, aż nie zrozumie z kim ma doczynienia i jak bardzo ta relacja wyniszcza psychicznie. Ale to przeważnie sa lata świetlne i człowiek dochodzi do tego w dorosłości albo nie dochodzi wcale.

            W mojej rodzinie w moim domu jest takie dziecko. Żal młodej strasznie i mam nadzieję, że uda jej się wyrosnąc na osobę zdrową psychicznie choć zachowania matki przenosi juz teraz na innych.

            • chwilowa_01 Re: Po co borderowi dziecko? 24.02.15, 09:07
              polymeria1 napisała:

              > I powiem jedno borderzy powinni miec zakaz rozmnażania się!!

              widzę, że jesteś pewna swoich racji, więc zamiast bić pianę na forum, rozpocznij kampanię na rzecz przymusowej sterylizacji bordów, domniemanych bordów, chyba bordów...
              jako dodatkowego argumentu możesz użyć wabika w postaci: drodzy panowie, po wprowadzeniu tej ustawy będziecie mieć możliwość uprawiania ekscytującego seksiku z borderkami bez ryzyka ponoszenia konsekwencji w postaci niechcianego bachora
              powodzenia życzę
              • polymeria1 Re: Po co borderowi dziecko? 24.02.15, 09:40
                To można robic zabezpieczając się. Jest tyle metod zabezpieczania że ryzyko wpadki jest prawie równe 0.
                Jak bys nie zauważyła nie chodzi o seks tylko o dzieci borderów, ktore są ofiarami w większości swoich matek. Borderzy powinni zdawac sobie sprawę że na borderów się nie nadaja i robia dzieciom krzywde. Nie zarzucam im braku miłości do własnych dzieci, wierze taka występuje ale dziecko potrzebuje bezpieczeństwa i stabilnosci emocjonalnej, a wy tego nie macie i nigdy miec nie bedziecie. Nie ma tu znaczenia jak bardzo chcecie przekonac innych ze na rodziców się nadajecie, dzieci chcecie i jestescie dla nich dobre. Nie jestescie i niszczycie je psychicznie.
                • chwilowa_01 Re: Po co borderowi dziecko? 24.02.15, 10:09
                  polymeria1 napisała:

                  > ryzyko wpa
                  > dki jest prawie równe 0.

                  no właśnie: prawie...
                  100% daje dobrze przeprowadzona sterylizacja
                  kampania jak najbardziej na miejscu

                  > Jak bys nie zauważyła nie chodzi o seks

                  rozumiem różnicę:
                  u mormalsów seks z płodzeniem potomstwa jest nierozerwalnie związany (możliwością, ryzykiem etc.)
                  więc jeżeli nie chodzi o seks, to... bordery posiadły umiejętność samorozmnażania się?

                  dalej piszesz o tym, jak BPD się nie nadają... to się zapytam: a co z tatusiami? bezwolni, ubezwłasnowolnieni, bez praw rodzicielskich?
                  ale żadna nowa żona nie lubi, kiedy partner zajmuje się dziećmi ze starego związku :(
                  • polymeria1 Re: Po co borderowi dziecko? 24.02.15, 10:35
                    I tu się własnie mylisz jak przystało na bordera doszukiwanie się winy w tatusiu i wszytkich dookoła ale nigdy u siebie.
                    Nie wiem co masz na myśli pisząc "nowa" żona? Ja tam za nową się nie uważa albo o nowej jeszcze nic nie wiem :) Po ślubie jesteśmy juz ponad 6 lat a razem jeszcze dłużej. Ojciec po rozejściu się z byłą od poczatku zajmował się tak dzieckiem i tak zostało. Pełne prawa i odpowiedzialnośc. Córka mojego męża jest częścią naszej rodziny i od zawsze mieszka z nami przez większość miesiąca. U matki juz od dawna spędza może 10 dni w miesiącu i te dni są dla niej mocno wyniszczające. My doskonale zdajemy sobie sprawę, że ona matkę kocha i chce z nia byc. Jest 10 letnim dzieckiem i potrzebuje matki jak każde dziecko w tym wieku. I tu koło się zamyka.

                    >ale żadna nowa żona nie lubi, kiedy partner zajmuje się dziećmi ze starego związku :(>

                    A to już takie wnioski wysunełaś ? Bo...? Bo chaiłabys żeby tak było?
                    Nie moja droga grubo się mylisz. Nasza rodzina to my i dzieci (nasze wspólne i męża córka). Są rodzeństwem i traktujemy to jako cos normalnego.
                    Dlaczego miałabym nie chciec żeby mój mąz zajmował sie właśnym dzieckiem?

                    A co do rozmnażania to bordery raczej nie informuja ze sa borderami, potrafia dosjkonale sie ukrywac. Przed znajomymi i wszytkimi innymi potrafia uchodzić za ideały, a dopiero w domu lub przy bliskim kontakcie wychodzi z kim się ma doczynienia często może byc już za pózno. Poza tym maja doskonała umiejętnośc manipulowania ludzmi i uzależniania ich od siebie i swoich emocji. Doskonale to wiemy.
                    • chwilowa_01 Re: Po co borderowi dziecko? 24.02.15, 10:47
                      ja pisałam na bazie doświadczeń własnych: osobiście mam tatusia i macochę

                      uznałam, że skoro Ty bazując na znajomości jednej borderki masz prawo totalnie uogólniać, to i mnie takie prawo przysługuje
                      zdaje się, że rozmawiamy o tezach ogólnych, a nie o tym, że polymeria1 jest inna

                      napisałaś: "Jako osoba mająca w swoim pobliżu borderke z dzieckiem uważam, że moge coś na ten temat powiedziec"
                      mam macochę, więc mogę się wypowiadać równie kategoryzująco jak TY
                      • polymeria1 Re: Po co borderowi dziecko? 24.02.15, 11:12
                        Ok w sumie racja.
                        Tez znam inne macohcy i faktycznie nie specjalnie przepadaja za pasierbami i pasierbicami choc nie wszytkie. Sa takie i takie.

                        Ale co do borderów niestety chyba temat wygląda nieco inaczej. Nie potraficie panować nad swoimi emocjami więć nie potraficie dac dzieciom tego czego potrzebuja najbardziej. Czyli stabilizacji, bezpieczenstwa, poczucia kochania i akceptacji. Kiedy macie dobre dni to to może dajecie im tego namiastke ale kiedy macie dni gorsze wszytko obracacie w pył. Psychike dziecka tez.

                        • chwilowa_01 Re: Po co borderowi dziecko? 24.02.15, 14:56
                          polymeria1 napisała:

                          > Ok w sumie racja.
                          > Tez znam inne macohcy i faktycznie nie specjalnie przepadaja za pasierbami i pa
                          > sierbicami choc nie wszytkie. Sa takie i takie.

                          dziękuję za to, co napisałaś

                          > Ale co do borderów niestety chyba temat wygląda nieco inaczej. Nie potraficie
                          > panować nad swoimi emocjami

                          nie wypowiem się w imieniu wszystkich borderów
                          mogę mówić za siebie
                          wybuchy niekontrolowanych emocji można opanować - zwłaszcza względem dziecka
                          czasami tylko cena bywa wysoka - ale to już inna opowieść

                          tak czy inaczej jestem certyfikowanym bordem, a mimo to moje dziecko ma do mnie zaufanie - nie powierza się swoich sekretów komuś, komu się nie ufa i kto jest nieprzewidywalny

                          tak na marginesie: nie samo BPD jest groźne
                          groźne jest BPD (zdiagnozowane, czy samozwańczo sobie przypisane), które uważa że ma prawo do jakichś zachowań, bo przecież jest BPD; a są ludzie, którzy chcą być bordami...

                          to wszystko jest naprawdę mocno skomplikowane
                • the-crawl Re: Po co borderowi dziecko? 25.02.15, 01:02
                  niedobrze mi się robi jak ostatnio czytam to forum pełne generalizacji. Te wasze opinie zbudowane na subiektywnej bazie własnych ilościowo ograniczonych doświadczeń sprawia, że osoba z zaburzeniami osobowości BPD urasta do jakiegoś potwora, a jest wytworem waszych odczuć i często domysłów. Apeluję do wszystkich tutaj o powściągliwość w sądach, którymi osobiście czuję się dotknięta. JA CZŁOWIEK, JA KOBIETA, JA MATKA, JA ŻONA, JA OSOBA KTÓRA żyje z zaburzeniem osobowosci typu borderline. Jestesmy kimś więcej niż tylko obrazem klinicznym w przebiegu zaburzenia. Jesteśmy ludźmi i o tym często się zapomina. Ja, jako że wiem czym jest codzienność i zmaganie się z tym co mnie wyniszczało przez lata będe uparcie walczyła z tymi wszystkimi generalizacjami i traktowaniem mnie jak zła wcielonego pozbawionego empatii i uczuć wyższych.
                  • brz_a_sk Re: Po co borderowi dziecko? 25.02.15, 01:39
                    myślisz, że ktoś nie docenia Twoich starań o dzieci?
                    mylisz się - to nieprawdopodobnie trudne - poradzić sobie w takiej sytuacji;
                    niewiele osób na to stać
                    pewnie nikt nie wie lepiej niż Ty

                    pewnie nikt tak jak Ty nie jest świadom co przeżywją dzieci tam gdzie brakuje Twojej rozwagi
                    nie wiem czy Ci się udało ale przynajmniej bardzo się starasz

                    Nie wiem czy warto pisać o dramatycznie złych losach dzieci - czy ktoś się przejmie, zmieni - zawsze stoimy przed wyborami.
                    Zapewne nie jedno mogła byś i Ty opowiedzieć właśnie w kontraście do tego jak wiele zrobilaś by nie usłyszeć, że nie udało się.

                    Wiesz, ze słabo to wygląda u innych dzieciaków. Może warto ostrzegać, że dzieci w rodzinie borderów to poważne wyzwanie a stawka straszna? Jak to delikatnie opisywać? Wcale nie pisać?

                    W sumie to nikt za bardzo nie wsparł chłopaka, który założył wątek. Jego mało obchodzą spory on ma przerąbane po prostu.

                    Z drastycznych obrazów został mi taki - młoda borderka opowiadała o swojej mamie borderce - która ciela się nad nią w łóżeczku i wrzeszczała i krew kapała i dziecko bało się, ze mama umrze . To nie wyssane palca - kto był u MKI na pierwszym forum czytał to. Tych złych wiesci było bardzo duzo - te dzieci żyją z tymi doświdczeniami, niestety często z diagnozami

                    W sumie to takie osoby jak Ty mają szanse jakoś wspierać, rozumieć młodych ludzi czy dzieci - no bo kto inny; kto moze rozumieć dziecko które doświadczyło złej miłości matki?

                    Może ja jestem naiwna, ze to coś pomoże, że tu ktoś pomoże. Ale zdarza się. Nawet adopcje takich dzieci bardzo pocharatnych się zdarzają - to już niesamowita odpowiedzialność i detreminacja w chęci pomocy dzieciom.

                    Ale to sa żywi ludzie do tego dzieci. Nie łatwo im pomóc.
                    • the-crawl Re: Po co borderowi dziecko? 25.02.15, 16:28
                      mi nie chodzi o docenianie, bo jakie ma to znaczenie. chodzi mi o prosty mechanizm - założenie iż osoby z BPD nie mają prawa do założenia rodziny, ba śmielej powiem czasem mam wrażenie, że życia nawet. Zastanawia mnie dlaczego ludzie widzą w nas tyle zła często pomijając własne błędy, wybielając siebie, nie dostrzegając patologi na około. NIe ma rodziców idealnych i rodzicielstwo stanowi wyzwanie dla każdego człowieka. Nie zawsze też można przewidzieć zajście w ciąże, bo nie ma stuprocentowej gwarancji na skuteczność antykoncepcji, o czym sama wiem najlepiej. Czy byłam gotowa na dziecko - nie. Czy dorosłam do tej roli - tak. Ale w około widzę moje znajome emocjonalnie niedojrzałe, w teorii zdrowe, które siadają przed kompem po pracy a dzieciom wciskają w ręke ipada dziwiąc się, że zamiast odpocząć bawię się z dzieckiem w teatrzyk. Prosty przykład...znam też kilka innych mam, nie zaburzonych - chorych psychicznie (schizofrenia, CHAD) radzących sobie o niebo lepiej niż nie jedna "zdrowa" kobieta. To o czym mówię to zakładanie pewnej prawidłowości, że my nie kochamy, nie umiemy, nie zmieniamy się, ranimy, krzywdzimy i nie mamy prawa. mówię o tym, że ten ostracyzm niszczy nadzieję, wiarę a nawet chęci do zmiany i starania się, bo jak wiadomo nic nie następuje w mgnieniu oka i potknięcia zdarzają się, upadki...są tacy, którzy spadną na tyłek sto razy i wstaną, są tacy, którzy nie dadzą rady sami i sorry ale tutaj za dużego wsparcia nie widzę, bo często wypowiedzi osób z BPD są nadinterpretowane, widzi się w nich próbę manipulacji i zaburzeń nawet tam gdzie zupełnie ich nie ma.
                      • brz_a_sk Re: Po co borderowi dziecko? 25.02.15, 17:11
                        rozumiem, o czym piszesz
                        nie zaprzeczam temu co opisujesz
                        i jak inaczej patrzysz na to co ja piszę

                        jeśli udałoby się nam skupić na jednym pewnie nie byłybyśmy tak daleko w poglądach
                        obie jesteśmy pewne, że nie każdy powinien decydować się na dziecko
                        (odłóżmy problemy z planowaniem ciąży - bo to tylko wzmocni nasze zdanie o tym, że wybór partnera i czas myslenia o dziecku jest potwornie ważny, trzeba się liczyć z odpowiedzialnością - to osobny temat - bardzo ciekawy)
                        dziecko powinno być chciane - chyba nikt nie podda tego krytyce
                        (jest potwornie duzo dzieci nie kochanych niepotrzebnych - potwornie skrzywdzonych przez swoich rodziców)
                        dziecko powinno mieć troskliwych rodziców i zajmujących się nim mądrze
                        (sa całe hordy głupkowatych rodziców nie majacych pojęcia jak szkodzą dziecku, czego je pozbawiają, nieodpowiedzialnych głupków, do tego patologicznych - masakra)

                        te wszystkie dobre i złe przypadki zdarzają się w przeróznych rodzinach
                        nikt nie przeczy, że badziewia jest po czubek głowy

                        a dyskusja w tym temacie koncentruje sie na tym, czy rodzic border jest w stanie zapewnić dziecku to co by CHCIAŁ - bo o tych co nie chcą i mają w dupie nie ma co nawet wspominać - idoici są idiotami i nie ma co bardziej szukać ich wsród borderów - zwłaszcza tych inteligentnych

                        i dopiero chyba tu sie zaczynamy różnić:

                        Ty piszesz, że z Twojego doświadczenie będziesz broniła stanowiska - jestem osobą z BPD mam dzieci i dzięki temu, że świadomie zrobiłam wszystko co można są szczęśliwe nie mają zaburzeń
                        uchroniłaś je przed tym co dla Ciebie jest potworną męką - nie będą żyły w poczuciu, ze życie jest tak bolesne, że lepiej się zabić - w końcu to jest ten najcięższy kaliber w diagnozowaniu BPD - próby samobójcze i mysli samobójcze

                        Ty możesz o tym tak napisać - bo Ci się udało - jakim kosztem - byłoby wspaniale gdybyś napisała
                        pewnie nie jedna beztroska osoba zastanowiła by się czy jest gotowa na takie wyzwania
                        może łatwe chcę to chcę i nie pieprzcie mi tu przestało by być takie pochopne

                        Ja raczej mogę napisać o tym co się dzieje z dziećmi, którym się nie udało, bo takich jest wiele;
                        mogę napisać o rodzicach, którzy bardzo cierpią bo nie wiedzieli co znaczy wychowywanie dziecka bordera w złych warunakch - a takich jest bardzo duzo;

                        Myślę, że mimo różnic dasz mi prawo pisania o tym, że nie wiemy jakie znaczenie ma genetyczne obciążenie przy BPD i do tego jakie wzorce przekaze rodzic z BPD i ze w takich warunkach decyzja o posiadaniu dziecka jest przeokropnie trudna i wymaga wiedzy, namysłu i choć czasem dziec w rodzinach z problemem BPD sa największym skarbem i radością to nie jest ławo powiedzieć - masz prawo ryzykować, urodzisz zobaczy się
                        no nie
                        jednak dziecko powinno mieć na starcie szansę życia bez zaburzeń

                        Tak to jest, że na forum obok tego co się komu udało jest i o tym wszystkim co się fatalnie nie udaje
                        Z dziećmi udaje się chyba rzadko? jak myślisz? znasz rozpacz ludzi, których dzieci już mają diagnozę BPD - 'odziedziczyli'
                        dramat i nic cofnąć się nie da

                        dlatego piszę, że jeśli myśli się o dobru, zdrowiu i szczęściu dziecka jest nad czym pomyśleć

                        albo człowiek panuje nad sobą albo nie - jeśli nie to nie mam miejsca tam dla dzieci
                        i nie ma znaczenia czy ktoś ma jakikolwiek glejt na swoje szaleństwo

                        pomagałam dzieciom, których rodzice nie nadawali się na rodziców - czasem nikt ich nie chce do rodziny, bo są nieodwracalnie spaprane - i to też mam na uwadze













                  • agataaa324 Re: Po co borderowi dziecko? 01.05.21, 09:43
                    Ta chorobę diagnostykę się na podstawie objawów, które są takie same u wszystkich, lub bardzo zbliżone. Wiec gdybys nie zachowywała się jak reszta, to byś nie miała diagnozy. Poza tym borderzy w ogóle nie widza nic złego w swoim zachowaniu, zawsze jest wina kogoś innego, także możesz sobie myśleć o sobie co chcesz, to niczego nie zmienia. Twoje dziecko jest obciążone przez ciebie genetycznie i psychicznie.
    • agataaa324 Re: Po co borderowi dziecko? 01.05.21, 09:12
      Bo myśla tylko o sobie, o tym co ludzie powiedzą, bo chcą być uważane za osoby sukcesu, że mają piękny dom, samochód, dzieci itd. Moja matka prawdopodobnie ma borderline, życie z nią to piekło - oczywiście oni nie widzą tego, że się źle zachowują. Współczuję wszystkim dzieciom, które mają matkę z tym. Przez nią sama mam różne jazdy, dlatego ja skończę tą karuzelę zaburzeń i nie będę mieć dzieci.
      • astroblaster Re: Po co borderowi dziecko? 01.05.21, 13:23
        Ale możesz ją skończyć mniej dramatycznie* Agatka...
        Zainwestuj w terapię DDD

        *tak radykalne podejście jest dokładnie borderowym podejściem. Czarno-białym

        Podbiłaś ten wątek, więc sobie go poczytałem od początku. Decydowanie o tym kto może mieć dzieci lub kto ich mieć nie może, jest stygmatyzacją, czyli opaską na łapce.
        Jak się to nazywa? Eugenika, czy faszyzm?

        Zabawa w Boga to dopiero jest fundamentalne spierdolenie.

        Fakt jest zaś faktem, że bardzo trudno mają te Dzieci. Są niestety instrumentem, ale rodzicielstwo to najtrudniejsza ze sztuk.
        Ludzi oświeconych na świecie jest podobno 2-4%. Ludzie idealni nie istnieją. Idealni Rodzice to bajka.
        Temat trudny, ale jedno jest pewne ja psycho jestem Człowiekiem, Agatka poharatana borderem jest Człowiekiem, jej borderowy ex (czy też przypływający i odpływający) jest Człowiekiem; każdy border jest człowiekiem. Nikt z nas nie jest i nie będzie Bogiem.
        • astroblaster Re: Po co borderowi dziecko? 01.05.21, 13:27
          *Edit, sorry Agatko, umknęło mi, że u Ciebie to marka nie facet; a może tylko przewidziałem Twoją przyszłość, jeżeli nie poddasz się terapii.
          Jesteś predystynowana do takiej relacji, wiesz...

          Przerwij to; koniecznie
          Ale zrób to prawidłowo
        • agataaa324 Re: Po co borderowi dziecko? 02.05.21, 20:33
          Nie każdy musi mieć dzieci, tak właśnie myślą borderzy, którzy nie liczą się z nikim i z niczym oprócz własnych zachcianek. Wielu ludzi nie ma dzieci i są szczęśliwi. Tylko w zaścianku każdy musi mieć męża, dziecko i dom na wsi, bo inaczej jest przegrywem. Normalni ludzie już tak nie myślą. Poza tym ja nie mam borderline, także mów za siebie. Mam zaburzenia w związku z borderem matki. A ja na terapii już byłam, dziękuje. Borderowi żadna terapia nie pomoże w 100% o ile w ogóle pójdzie.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka