Dodaj do ulubionych

bolesna zdolność komplikacji

IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 12:34
chciałam się podzielić z wami pewną refleksją, czy nawet a może przede
wszystkim przeczytać wasze komentarze na temat wybitnej mej zdolności do
komplikowania wszelkich znajomości...poza innymi różnymi aspektami życia, które
często wywołują we mnie poczucie dyskomfortu, na plan pierwszy wysuwa się, o
zgrozo najważniejsza, bo zauważona przez mnie zdolność do komplikacji stosunków
międzyludzkich w jakie wchodzę...
znana jako osoba z dużą empatią, uduchowiona, wrażliwa, słuchająca innych i
umiejąca znaleźć rady często słuszne dla innych ( to nie pycha przemawia przeze
mnie - słyszałam takie okreslenia z ust wielu znajomych ) jednocześnie sama,
gdy zbliżam się do kogoś na kim bardzo zależy, głównie chodzi o mężczyzn,
potrafię w drastyczny sposób doszukiwać się wszystkiego co najgorsze w ich
rozumieniu mnie.
Roztrząsam każdą krytyczną uwagę pod moim adresem, doszukuję się zawsze
drugiego dna w ich wypowiedziach - nawet jeśli wypowiedz ta nosi znamiona
pozytywnej pod moim adresem, generalnie z najlepszego nawet związku czy
przyjaźni potrafię zbudować bombę wodorową, którą odpalam w krótkim czasie - a
ta eksplodując kończy związek pozostawiając mnie w bolesnym poczuciu winy....po
czasie...
Próbuję za każdym razem próbuję powstrzymywać się, ale jest to silniejsze ode
mnie, siedzi we mnie jakaś przemożna chęć by nawet najbardziej pozytywne
reakcje na moją osobę odczytywać na opak, podejrzliwość zaś moja w stosunku do
ludzi, że jeśli mówią mi coś miłego to i tak tego nie mają na myśli, a po
prostu czegoś ode mnie chcą, jest przeogromna.

W ten sposób niszczę wszelkie znajomości dla mnie ważne, i choć tak bardzo chcę
z kimś być, ranię i uciekam w dal...bo jakżesz inaczej można to nazwać...
Tak było też wczoraj...przereagowałam a teraz żałuję...
Na straty spisanam?


Obserwuj wątek
    • Gość: rekwizyt Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.proxy.aol.com 30.05.02, 12:38
      osobowosc paranoidalna. wpisana do spisu powszechnego.
      • Gość: trauma Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 12:39
        nie odwiedził mnie jeszcze rachmistrz spisowy...Ty Nim jesteś? witaj...
        • Gość: gertruda Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.proxy.aol.com 30.05.02, 12:52
          ach traumo, traumo, dylemat to nie lada. I wymaga chodzenia po wodzie.
          Mozna zaczac praktkowac po betonie, swiecie wierzac ze to woda, nie za gleboka.
          W ogole wszystko to co rozwija wyobraznie i intuicje zadziala leczniczo i
          pozbawi rozumu poczucia koniecznosci posiadania kontroli nad kazda sytuacja.
          Byli tez tacy co tak bardzo pragneli wyciagnac sie z tego bezmiaru problemu, ze
          uzywajac sily swojej woli, wyciagali sie sami za wlosy. Troche bolesne, wymaga
          pewnej odwagi, a nawet nieco glupoty lub raczej szczypty masochizmu. Wszelkie
          praktykowanie podazania za glosem intuicji rowniez rownowazy, choc jeszcze sie
          taki nie narodzil co by nie przesadzil. Takie zycie. Kto nie ryzykuje ten w
          domu nie spi, kto spi ten nie grzeszy itd. Zycze Milego Dnia, co najmniej!
    • kwieto Re: bolesna zdolność komplikacji 30.05.02, 12:44
      Po prostu za bardzo przejmujesz sie tym co sobie o Tobie pomysla ludzie Ci
      bliscy. A moze masz w glowie model idealnego zwiazku bez tarc, i gdy tylko
      takie (normalne przeciez) sie pojawiaja, interpretujesz to jako wyraz niecheci
      w Twoim kierunku?

      Tak sobie mysle, ze sama masz duzy problem z komunikowaniem czegos, co sie
      Tobie nie podoba. Gdy jakies zachowanie partnera Ci sie nie podoba, milczysz do
      momentu gdy staje sie nie do zniesienia - mam racje?

      Jesli tak - pewnie zakladasz, ze tak samo postepuje partner, i jego drobna
      uwage traktujesz jak wybuch wywolany jakas potworna Twoja niezaradnoscia czy
      niezgrabnoscia...

      A moze po prostu widzisz wszystko czarno i instynktownie starasz sie
      doprowadzic do konca zwiazku wyolbrzymiajac jakies drobiazgi? Ale to Ty musisz
      sobie odpowiedziec na te pytania
      • Gość: soso Re: bolesna zdolność komplikacji IP: 195.41.66.* 30.05.02, 13:04
        Znam z autopsji taki przypadek. Dziewczyna testowala swych apsztyfikantow
        bedzac dla nich nieznosna, nie przychodzac na spotkania i wywolujac awantury o
        byle co. Tlumaczyla to tak, ze jak kocha to przetrzyma - taki test. Efekt byl
        prosty: wszyscy uciekali.
        Ja mam na to wlasna teorie, ktora moze wprawdzie nie jest zawsze prawdziwa ale
        moze? Takie kobiety jak trauma lubia byc takze ostro potraktowane, maja w sobie
        pierwiastek masochistyczny i prowokuja sytuacje, w ktorych do takich aktow
        agresjii skierowanych przeciwko nim dochodzi. Ale ze faceci na ogol ogladni i
        nie czujacy blusa wiec ich drogi sie rozchodza.
        Rzeczona dziewczyna znalazla sobie w koncu 'faceta jej zycia' - pijaczka i
        obszczymura, nieudanego artyste, ktory od czasu do czasu spuscza jej manto ale
        czasami do rany przyloz. No i sa 'szczesliwi' :-)

        pzdrw

        soso
        • Gość: gluś soso IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 13:32

          - jest takich więcej przypadków

          Twoja diagnoza to 100% celności
          pozdr.
          glutek
        • Gość: trauma Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 13:36
          soso,

          wybacz, ale dwója z interpretacji...doceniam jednakże trud w zaopiniowaniu,
          pozdrawiam
          trauma
      • Gość: trauma Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 13:15
        kwieto...

        akapit po akapicie rozgryzasz mnie...twardy orzech prawda? a tobie przyszło to
        z łatwością...
        nie pozostaje mi nic innego jak przyznać Ci rację w każdej Twojej
        obserwacji...tak to prawda - szukam w ludziach akceptacji dla siebie, potrafię
        zrobić dla nich wszystko nie oczekując nic w zamian, a może jednak oczekując
        choćby niewiele a tego nie dostając wpadam w czarne dziury
        niedowartościowania...
        także brak umiejętności komunikowania własnych opinii tych krytycznych, wiedząc
        gdzieś tam w głębi siebie, że mam do tego pełne prawo, unikam tego jak ognia,
        sądząc, że mogę być posądzona o superegoistyczną asertywność...
        zaś uwagi innych w stosunku do mnie...to jak zabójstwo na moim ja, bolą
        przemożebnie...
        i ta czerń...czy w czerni-ciemni można się poruszać? ano właśnie...to i się nie
        poruszam, po omacku dotykam ścian, które zamykają się wokół mnie...
        psyche klaustrofobia?
        • kwieto Re: bolesna zdolność komplikacji 30.05.02, 13:51
          Gość portalu: trauma napisał(a):

          > kwieto...
          >
          > akapit po akapicie rozgryzasz mnie...twardy orzech prawda? a tobie przyszło to
          > z łatwością...

          Czy ja wiem? Mialem to samo, do pewnego stopnia zostalo mi po dzis dzien gdzie
          niegdzie


          > tak to prawda - szukam w ludziach akceptacji dla siebie, potrafię
          > zrobić dla nich wszystko nie oczekując nic w zamian,

          No nie zupelnie, oczekujesz w zamian akceptacji. wiec oczekujesz czegos bardzo
          konkretnego. Typ miekkiego negocjatora, ktoremu sie wydaje, ze jesli bedzie mily
          i grzeczny, bedzie ustepowal - to druga strona bedzie sie zachowywala podobnie, i
          dojdziecie do bardzo sympatycznego porozumienia. Tyle ze to sie niestety nie
          sprawdza w zyciu.

          > a może jednak oczekując choćby niewiele a tego nie dostając wpadam w czarne
          dziury niedowartościowania...

          Oczekiwanie akceptacji to wbrew pozorom bardzo duzo, szczegolnie jesli ktos
          wyczuwa, ze jest to od niego oczekiwane - on czuje sie wtedy przez Ciebie
          manipulowany i zmuszany do czegos, zupelnie wbrew jego woli. Ale nie powie "nie"
          bo nie chce sprawiac Ci przykrosci, z drugiej strony sam tez nie czuje sie w
          porzadku w stosunku do siebie samego, wiec tworzy sie konflikt na linii Ty-dana
          osoba, ktora zaczyna Cie po jakims czasie takiego "nieoczekiwania niczego w
          zamian" (jak sama to tlumaczysz) nie znosic, bo to nieoczekiwanie niczego oprocz
          akceptacji jest bardzo wyczerpujace

          > także brak umiejętności komunikowania własnych opinii tych krytycznych, wiedząc
          > gdzieś tam w głębi siebie, że mam do tego pełne prawo, unikam tego jak ognia,
          > sądząc, że mogę być posądzona o superegoistyczną asertywność...

          Asertywnosc jest egoistyczna? To lepiej siedziec jak mysz pod miotla? Chcesz
          zrzec sie z odpowiedzialnosci za swoje zycie - to Twoj wybor. Ale to tez pewien
          wybor, ktorego konsekwencje musisz poniesc - na przyklad kompletna niemoznosc
          dogadania sie z bliskimi. Wiec - albo albo, albo potrafisz wyrazac siebie,
          ryzykujac ze nie wszyscy dookola beda Cie lubili (i tak nigdy nie zadowolisz
          wszystkich), albo nie powinnas narzekac, ze Ci sie nie uklada, skoro unikasz
          rozmowy na trudne tematy.

          > zaś uwagi innych w stosunku do mnie...to jak zabójstwo na moim ja, bolą
          > przemożebnie...

          A dlaczego wlasciwie? Gdzie sie pojawia ten bol? Bo wychodzi Ci, ze jestes do
          niczego? A nawet jesli, to co z tego? czy to oznacza, ze nie masz rownych praw do
          zycia? To nie jest tak, ze musisz sobie zasluzyc na cos, na prawo do zycia
          chocby. Masz takie samo prawo robic na co masz ochote jak i inni. Jesli jestes do
          niczego - trudno, czy kazdy musi byc genialny i idealny?
          • Gość: trauma Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 14:04
            kwieto napisał(a):

            > Gość portalu: trauma napisał(a):
            >
            > > kwieto...
            > >
            > > akapit po akapicie rozgryzasz mnie...twardy orzech prawda? a tobie przyszł
            > o to
            > > z łatwością...
            >
            > Czy ja wiem? Mialem to samo, do pewnego stopnia zostalo mi po dzis dzien gdzie
            > niegdzie
            >
            >
            > > tak to prawda - szukam w ludziach akceptacji dla siebie, potrafię
            > > zrobić dla nich wszystko nie oczekując nic w zamian,
            >
            > No nie zupelnie, oczekujesz w zamian akceptacji. wiec oczekujesz czegos bardzo
            > konkretnego. Typ miekkiego negocjatora, ktoremu sie wydaje, ze jesli bedzie mil
            > y
            > i grzeczny, bedzie ustepowal - to druga strona bedzie sie zachowywala podobnie,
            > i
            > dojdziecie do bardzo sympatycznego porozumienia. Tyle ze to sie niestety nie
            > sprawdza w zyciu.
            >
            > > a może jednak oczekując choćby niewiele a tego nie dostając wpadam w czarn
            > e
            > dziury niedowartościowania...
            >
            > Oczekiwanie akceptacji to wbrew pozorom bardzo duzo, szczegolnie jesli ktos
            > wyczuwa, ze jest to od niego oczekiwane - on czuje sie wtedy przez Ciebie
            > manipulowany i zmuszany do czegos, zupelnie wbrew jego woli. Ale nie powie "nie
            > "
            > bo nie chce sprawiac Ci przykrosci, z drugiej strony sam tez nie czuje sie w
            > porzadku w stosunku do siebie samego, wiec tworzy sie konflikt na linii Ty-dana
            >
            > osoba, ktora zaczyna Cie po jakims czasie takiego "nieoczekiwania niczego w
            > zamian" (jak sama to tlumaczysz) nie znosic, bo to nieoczekiwanie niczego oproc
            > z
            > akceptacji jest bardzo wyczerpujace
            >
            > > także brak umiejętności komunikowania własnych opinii tych krytycznych, wi
            > edząc
            > > gdzieś tam w głębi siebie, że mam do tego pełne prawo, unikam tego jak ogn
            > ia,
            > > sądząc, że mogę być posądzona o superegoistyczną asertywność...
            >
            > Asertywnosc jest egoistyczna? To lepiej siedziec jak mysz pod miotla? Chcesz
            > zrzec sie z odpowiedzialnosci za swoje zycie - to Twoj wybor. Ale to tez pewien
            >
            > wybor, ktorego konsekwencje musisz poniesc - na przyklad kompletna niemoznosc
            > dogadania sie z bliskimi. Wiec - albo albo, albo potrafisz wyrazac siebie,
            > ryzykujac ze nie wszyscy dookola beda Cie lubili (i tak nigdy nie zadowolisz
            > wszystkich), albo nie powinnas narzekac, ze Ci sie nie uklada, skoro unikasz
            > rozmowy na trudne tematy.
            >
            > > zaś uwagi innych w stosunku do mnie...to jak zabójstwo na moim ja, bolą
            > > przemożebnie...
            >
            > A dlaczego wlasciwie? Gdzie sie pojawia ten bol? Bo wychodzi Ci, ze jestes do
            > niczego? A nawet jesli, to co z tego? czy to oznacza, ze nie masz rownych praw
            > do
            > zycia? To nie jest tak, ze musisz sobie zasluzyc na cos, na prawo do zycia
            > chocby. Masz takie samo prawo robic na co masz ochote jak i inni. Jesli jestes
            > do
            > niczego - trudno, czy kazdy musi byc genialny i idealny?

            • kwieto Re: bolesna zdolność komplikacji 30.05.02, 14:11
              ? jest tylko cytat, mialo byc cos jeszcze?
          • Gość: trauma Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 14:13

            >
            > Czy ja wiem? Mialem to samo, do pewnego stopnia zostalo mi po dzis dzien gdzie
            > niegdzie
            > przeszkadza? wiem, że pewnie tak...choć ty jak sądzę już bardziej szczęśliwy,
            bo jest tego już mniej niż więcej...ja zaś lawinowo zbieram kolejne ofiary...
            >
            >
            > No nie zupelnie, oczekujesz w zamian akceptacji. wiec oczekujesz czegos bardzo
            > konkretnego. Typ miekkiego negocjatora, ktoremu sie wydaje, ze jesli bedzie mil
            > y i grzeczny, bedzie ustepowal - to druga strona bedzie sie zachowywala
            podobnie, i dojdziecie do bardzo sympatycznego porozumienia. Tyle ze to sie
            niestety nie sprawdza w zyciu.
            >
            jak myslisz dlaczego? ludzie są zbyt leniwi, by chcieć wchodzić w relacje
            głębsze, by czytać w nas, by doszukiwać się prawd w nas ukrytych? winno być
            wszystko tak-tak, nie-nie...ideał, a jeslim nie idealna, to co - śmietnik?

            > > a może jednak oczekując choćby niewiele a tego nie dostając wpadam w czarn
            > e
            > dziury niedowartościowania...
            >
            > Oczekiwanie akceptacji to wbrew pozorom bardzo duzo, szczegolnie jesli ktos
            > wyczuwa, ze jest to od niego oczekiwane - on czuje sie wtedy przez Ciebie
            > manipulowany i zmuszany do czegos, zupelnie wbrew jego woli. Ale nie powie "nie
            > "
            > bo nie chce sprawiac Ci przykrosci, z drugiej strony sam tez nie czuje sie w
            > porzadku w stosunku do siebie samego, wiec tworzy sie konflikt na linii Ty-dana
            >
            > osoba, ktora zaczyna Cie po jakims czasie takiego "nieoczekiwania niczego w
            > zamian" (jak sama to tlumaczysz) nie znosic, bo to nieoczekiwanie niczego oproc
            > z
            > akceptacji jest bardzo wyczerpujace

            ja nie artykuuję wprost moich oczekiwań...kwieto, przecież nie powiem komuś, ok,
            jestem świetna, powiedz mi to...powiesz zaraz, ale to można wyczytać w osobie
            oczekującej...myślisz, że tak?
            > > także brak umiejętności komunikowania własnych opinii tych krytycznych, wi
            > edząc
            > > gdzieś tam w głębi siebie, że mam do tego pełne prawo, unikam tego jak ogn
            > ia,
            > > sądząc, że mogę być posądzona o superegoistyczną asertywność...
            >
            > Asertywnosc jest egoistyczna? To lepiej siedziec jak mysz pod miotla? Chcesz
            > zrzec sie z odpowiedzialnosci za swoje zycie - to Twoj wybor. Ale to tez pewien
            >
            > wybor, ktorego konsekwencje musisz poniesc - na przyklad kompletna niemoznosc
            > dogadania sie z bliskimi. Wiec - albo albo, albo potrafisz wyrazac siebie,
            > ryzykujac ze nie wszyscy dookola beda Cie lubili (i tak nigdy nie zadowolisz
            > wszystkich), albo nie powinnas narzekac, ze Ci sie nie uklada, skoro unikasz
            > rozmowy na trudne tematy.
            >
            > > zaś uwagi innych w stosunku do mnie...to jak zabójstwo na moim ja, bolą
            > > przemożebnie...
            >
            > A dlaczego wlasciwie? Gdzie sie pojawia ten bol? Bo wychodzi Ci, ze jestes do
            > niczego? A nawet jesli, to co z tego? czy to oznacza, ze nie masz rownych praw
            > do
            > zycia? To nie jest tak, ze musisz sobie zasluzyc na cos, na prawo do zycia
            > chocby. Masz takie samo prawo robic na co masz ochote jak i inni. Jesli jestes
            > do
            > niczego - trudno, czy kazdy musi byc genialny i idealny?

            Ból pojawia się w chwili, gdy odpowiedzi brak, zrozumienia, cierpliwości ze
            strony innych...zauważalna przez mnie powierzchowność stosunków między ludźmi,
            brak czasu, zastanowienia się, pochylenia nad kimś...wtedy ból jest wielki...
            • kwieto Re: bolesna zdolność komplikacji 30.05.02, 14:42
              Gość portalu: trauma napisał(a):

              > jak myslisz dlaczego? ludzie są zbyt leniwi, by chcieć wchodzić w relacje
              > głębsze, by czytać w nas, by doszukiwać się prawd w nas ukrytych? winno być
              > wszystko tak-tak, nie-nie...ideał, a jeslim nie idealna, to co - śmietnik?
              >

              Dlaczego miekkie negocjowanie i ustepstwa sie nie sprawdzaja? Bo po pierwsze masz
              grupe ludzi ktorzy taka uleglosc chca wykorzystac i ubic na niej "wlasny interes"
              a po drugie... na przyklad nie lubia niepotrzebnie sobie komplikowac zycia. Sa
              ludzie (np. ja) dla ktorych prosta i jasna komunikacja jest podstawa. Slynny
              problem "dlaczego sie nie domyslisz?". Nie domysle sie, bo nie mam pojecia jak
              odczytac aluzje, ani nie mam ochoty szukac drugiego dna w kazdym slowie.
              Co do smietnika - prosta komunikacja wcale nie oznacza, ze musicie sie dogadac w
              kazdym punkcie. Mozecie natomiast wypracowac jakies porozumienie, ktore zadowoli
              obie strony (np. Ty nie znosisz plywac, wiec ja chodze sam na basen, ale z kolei
              nie obrazam sie gdy Ty pojdziesz sama jezdzic konno, itd.) I aby w ogole moc
              dojsc do takiego porozumienia, trzeba jasno komunikowac swoje potrzeby i miec
              ochote zrezygnowac z realizacji niektorych z nich, albo zmienic podejscie - czyli
              osiagnac ten sam cel nieco innymi srodkami. Osoba ktora ulega zadaniom drugiej
              osoby liczac, ze ta osoba poczuje ze powinna ta uleglosc nagrodzic, myli sie juz
              na starcie. Bo skoro ktos decyduje sie na ustepstwa - to jego decyzja, skoro nie
              chce nic w zamian, czemu sam mam to proponowac?


              > ja nie artykuuję wprost moich oczekiwań...kwieto, przecież nie powiem komuś, ok
              > , jestem świetna, powiedz mi to...powiesz zaraz, ale to można wyczytać w osobie
              > oczekującej...myślisz, że tak?

              Oczywiscie, tworzy sie napiecie pomiedzy dwiema osobami. W Twoim zachowaniu
              widac, ze czegos chcesz, zapytana mowisz ze nie, i nagle wychodzisz na dasajaca
              sie panne z ktora nie wiadomo co zrobic. To JEST meczace.


              > Ból pojawia się w chwili, gdy odpowiedzi brak, zrozumienia, cierpliwości ze
              > strony innych...zauważalna przez mnie powierzchowność stosunków między ludźmi,
              > brak czasu, zastanowienia się, pochylenia nad kimś...wtedy ból jest wielki...

              Ale oni tez sa ludzmi, kieruja sie emocjami, nie zawsze moga byc cierpliwi i
              rozumiejacy. Kazdy jest czlowiekiem, kazdy jest niedoskonaly, wiec... Trzeba
              umiec to zaakceptowac. A powierzchownosc kontaktow? Nawet kontaktu ze
              sklepikarzem ograniczajacy sie do "poprosze bochenek chleba" nie traktuje jako
              powierzchowny. Trzeba tylko chciec.
    • Gość: sylwia Re: jednym zdaniem .... IP: *.osmez.eu.org / *.gazeta.pl 30.05.02, 12:58

      uwierz w siebie !!!
      • Gość: Malwina Re: jednym zdaniem .... IP: *.abo.wanadoo.fr 30.05.02, 13:14
        moja droga,
        jestem bez slow bo znalazlam psychicznego klona !
        jesli kiedykolwiek uda ci sie choc troche poprawic sie, napisz mi koniecznie jak zrobilas !
        W moim (ciezkim) wypadku nic nie pomaga !

        soso, do lamusa z ta teoria ! moze dobra dla kolezanki lecz napewno nie dla mnie ! mi wystarczy
        podniesiony glos a juz walizki pakuje !
        (no i taki ktory reke na mnie podniosl jeszcze sie nie urodzil !
        a w materii agresji jestem nie do pobicia wiec kto na te sciezke wchodzi, przegral z gory. Tylko
        lagodnosc moze nas uratowac ......:--)
        • Gość: trauma Re: jednym zdaniem .... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 13:24
          Malwino miła,

          nie powiem, że jest mi lżej, że nie sama w moim zaplątaniu jestem, że jeszcze
          ktoś tkwi w takich schematach, które trenuje na sobie i innych...
          kiedyś zastanowiłam sie nad ich pochodzeniem, przyczyną dlaczego je uprawiam -
          oczywiście wszystko ma swoje korzenie, nic nie dzieje się bez przyczyny, acz na
          plan wysuwają się oczywiście nomen omen traumatyczne przeżycia z innych
          związków, gdzie poraniona zostawiona byłam sama sobie bez pomocy nijakiej i z
          uczuciem rozgoryczenia, że ja dawałam z siebie wszystko a ten ktoś mimo to
          zostawił mnie...proste? niby tak...tylko dlaczego teraz odżywa to ze zdwojoną
          siłą, czyżby to chęć zemsty za to co nieudane, chęć ukarania innych...okropne,
          niskie pobudki...
          a może jednak to głęboko osadzony strach, by nie być znowu odrzuconą, więc to
          ja obierając skąd inąd dziwną drogę, doporowadzam do szybkiego końca, często
          nawet tego co początkiem nie było...i tak buduję wokół siebie bolesną pustkę...
          jaka piękna tragedia, znajomy ból, swojski...ale mam go dosyć, coraz częściej
          nie jest mi już druhem...jest mi mordercą co palce na szyi zaciska i dusi...
          a tchu coraz mniej...
          ratunku znikąd?
          • Gość: Malwina Re: jednym zdaniem .... IP: *.abo.wanadoo.fr 30.05.02, 13:56
            Towarzyszko niedoli,
            tez szukam i szukam, nawet sie doszukalam. I co ? I nic. Zeby to takie proste bylo ! Ale gdzie tam ! to
            ze wiesz ze masz raka nie znaczy ze wyzdrowiejesz.
            Swiadomosc sama nie wystarczy
            trzeba czegos jeszcze , ale czego ? licho wie.
            gdzie jest odpowiednie lekarstwo ? pffff !

            Ochoty wyjscia z piekielnego kola? - nie brak mi.

            Czekajac na olsnienie, pozbawiam sie systematycznie przyjemnosci bycia porzucona (jestem szybsza)
            I nigdy sie nie dowiem co stracilam....
            czas leci, slonce swieci, deszcz pada : w kolko to samo !
            • Gość: trauma Re: jednym zdaniem .... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 14:03
              nic dodać nic ująć...dziś pada...jutro niech już nie świeci, bo i po co?
              trzymaj się Malwinko, może w końcu ktoś doceni smak gorzkiej czekolady...jest w
              niej przecież tyle samo słodyczy co w innych...tylko po to by jej smak poznać
              trzeba taki kawałeczek rozgryźć i posmakować...a kto by się na to zdecydował w
              naszej popkulturze doznań i wrażliwości powierzchownych tak smakowych jak i
              obyczajowych...
              • Gość: Malwina Re: jednym zdaniem .... IP: *.abo.wanadoo.fr 30.05.02, 14:08
                i nawet tu jestesmy podobne ! widze ze jestes przekonana ze masz smak :-) Ja tez.
                coz, trzeba bedzie wybrac miedzy : "pieklo to inni" a "pieklo to my sami". Waham sie....
        • Gość: gluś trauma i malwina IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 13:43
          O niedobre!
          - jestescie jak duch z zamknięty w butelce:
          z tą roznicą ze za to ze ktoś was kiedyś skrzywdził (wsadzi do butelki)
          chcecie udusić kazdego kto "chciałby odetkać korek ... :(
          glutek
          • Gość: trauma Re: Glusiowi IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 13:49
            Glusiu,

            w międzyczasie gdy ja odpowiadałam na Twoje słowa poniżej, Ty napisałeś mądrą
            rzecz...wiesz, masz rację, stuprocentową rację, tylko że od świadomości tej
            myśli i zgody na to co mówisz, jeszcze przede mną daleka droga do
            samouspokojenia i zrozumienia, a może po prostu nie trafiłam jeszcze na kogoś
            kto mocą swego charakteru zniwelowałby mój strach, moją butę, moje żale i
            zwątpienia...kto zza warstwy mojej szorstkości, moich wiecznych żali i
            wiercenia dziury w brzuchu, ze posłużę się kolokwializmem - umiałby stawić mi
            czoła, ale nie dlatego by zetrzeć się ze mną w boju ale dlatego, że dlatego a
            może pomimo to jaka jestem spłoszona i bojaźliwa chciałby ze mną być, chciałby
            się przedrzeć przez tą ścianę betonu, za którym jest już tylko puch miękki,
            ciepło dłoni i słowa najlepsze...
            • kwieto Re: Glusiowi 30.05.02, 13:56
              Gość portalu: trauma napisał(a):

              > a może po prostu nie trafiłam jeszcze na kogoś
              > kto mocą swego charakteru zniwelowałby mój strach, moją butę, moje żale i
              > zwątpienia...kto zza warstwy mojej szorstkości, moich wiecznych żali i
              > wiercenia dziury w brzuchu, ze posłużę się kolokwializmem - umiałby stawić mi
              > czoła, ale nie dlatego by zetrzeć się ze mną w boju ale dlatego, że dlatego a
              > może pomimo to jaka jestem spłoszona i bojaźliwa chciałby ze mną być, chciałby
              > się przedrzeć przez tą ścianę betonu, za którym jest już tylko puch miękki,
              > ciepło dłoni i słowa najlepsze...

              Sek w tym, ze tego nie potrafi nikt oprocz Ciebie. Bo to Ty sie zamykasz, i Ty
              nie dajesz dostepu. Swoja droga, to nie jest tak, ze zostalas niecnie
              wykorzystana przez poprzednich partnerow. To Ty sie dalas wykorzystac, zatem co
              najmniej polowa "winy" za przeszle cierpienia lezy po Twojej stronie. Warto to
              zrozumiec.

              • Gość: trauma Re: Glusiowi IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 14:19
                kwieto,
                mam tego świadomość, biorę winy pół na siebie...samokrytyczna umiem być
                chwilami...acz to jest przeszłość, jak jednak z pęt przeszłości -
                traumatycznych chyba przeżyć, wyswobodzić się i ruszyć ku świetlanej
                przyszłości? lobotomia?
                • kwieto Re: Glusiowi 30.05.02, 14:44
                  Nie, zrozumienie czemu dana sytuacja sie wytworzyla. Co Toba kierowalo, jak
                  mozna potrzeby ktore wtedy byly niezaspokojone spelnic teraz, itd... czyli
                  uczenie sie siebie, wlasnych potrzeb, wlasnych reakcji, zastanawianie sie skad
                  sie takie a nie inne potrzeby biora, czy mozna je zaspokoic w inny sposob
                  • Gość: trauma Re: Glusiowi IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 14:57
                    niczego innego nie uprawiam, jak ciągłego przemyśliwania nad sobą...mądre
                    książki, obserwacja zjawisk, rozmowy z psychologami ( także! ) i co?
                    niereformowalną zostaję...książka idzie w kąt, zjawisko przeoobserwowane,
                    rozmowa z psychologiem zapomina się szybko...a przychodzi kolejna sytuacja i ja
                    jak brudna kalka powtarzam siebie w znanych mi schematach...
                    to koszmar, koszmar...a uwolnić się od tego nie potrafię, tak jakby było to
                    silniejsze ode mnie, dążenie do tragedii...
                    i ona przychodzi...
                    • kwieto Re: Glusiowi 30.05.02, 14:59
                      A nie probojesz choc odrobine zmienic tych schematow? Nawet jesli czujesz sie
                      smieszna, czujesz ze znajomi sie z Ciebie wysmiewaja - pomimo tego zrobic cos,
                      na co masz ochote, a czego sie bardzo boisz?
                      Nie probojesz tych schematow zlamac? Nawet wbrew sobie?
                      Bo z samego myslenia to nic nie wyniknie, potrzebne sa wnioski i wdrozenie ich
                      w zycie...
    • Gość: Gluś Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 13:28
      - Jestem z kobietą ktora jest wstanie odebrać słowa :
      "masz bardzo ładne piersi"
      jak bym chciał powidziec ze reszta jest do niczego...
      zwykle szuka drugiego dna, zastanawia sie "co utor chciał przez to powidzieć" !
      Powiem Ci tyle ze jest to bardzo męczoce dla drugiej osoby.
      Nie mozna normalnie rozmawiać, nalezy dobierac specjalny dobor słow. Przez
      rozmowa jest znieksztłcona , nie wyraza sie czysto mysli.
      Tez masz komplesy i myslisz ze wszyscy sie na Ciebie patrzą? - jesli tak to
      przewalone.
      Z drugiej strony brawo ze zauwazyłas ze to nie jest normalne!
      pozdr.
      glutek

      • Gość: trauma Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 13:43
        Glusiu,

        dzięki za twoje słowa...hm...gratuluję twojej szczerości i wytrwałości z
        rzeczoną kobietą...a jednak z nią jesteś, więc silnym musisz być
        jesli pytasz o kompleksy, pewnie coś w tym z lekka coś jest, acz nie dotyczą
        one bardziej wyglądu, co wnętrza...chciwość uczuć, zachłanność na dobre słowa,
        to to co mnie zniewala...a stąd już niedaleko do kroków często
        drastycznych..krzyku, nawoływania o miłość - nie każdy jednak potrafi to
        zrozumieć.
        Myślę, ze jest podobnie z twoją kobietą...rozumiem ją, tak bardzo potrzebuje
        dobra, akceptacji z twojej strony, i choć nieumiejętnie o to prosi, spaczenie
        czasami to wyraża, ja wiem uwierz mi, że jest to właśnie wołanie o miłość, byś
        był z nią, adorował ją i zapewniał o swoim uczuciu.
        Wiem, że wymaga to od ciebie znacznie większego trudu niż ot taki sobie
        związeczek z prosto wyrażającą swoje pragnienia dziewczyną...ale przecież
        wszyscy jesteśmy różni, skądś przychodzimy, bagaże często ciężke za sobą wlokąc.
        pochylaj się nad swoją kobietą, tul ją słowami, wiem jak bardzo ona tego
        potrzebuje, wiem bo ja potrzebuję tego tak samo...
        • Gość: gluś Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 13:50
          Łagodny ton Twojej wypowiedzie - troszke mnie uspokoił.

          Masz racje w tym ze to wymaga duzej siły , przede wszystkim siły spokoju,
          Duzo dzieki temu dowiaduje sie o sobie , wiem ile moge znieść.
          Traktuje to jako wyzwanie!
          Kocham też moją kobiete, ale nie wiem czy po tym co ona przezyła jest
          wstanie kiedyś "uspokić swoją zranioną dusze"
          Martwie sie czy to kiedyś nastapi.....
          G.
          • Gość: trauma Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 13:55
            Glusiu,

            proszę nie rezygnuj, bądź z nią, nawet wtedy gdy ona tego nie chce, co na pewno
            niejeden raz dała Ci odczuć...al uwierz mi, nawet gdy odwraca się do ciebie
            plecami, woła, krzyczy pragnie byś jej znowu i znowu powiedział - bądź ze mną,
            trwaj przy mnie, kochaj mnie, mów mi o tym...
            jesli przez to przebrniesz, do tego się przyzwyczaisz ( wiem, to będzie trudne,
            ale nikt nie obiecywał, że będzie nam we wszystkim łatwo...) uwierz mi
            zobaczysz ją spełnioną w sobie i w związku z tobą...
            wiem co mówię, jestem taka sama jak ona, uwierz mi, niczego więcej nie pragnę...
            • Gość: gluś Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 14:07
              Gość portalu: trauma napisał(a):

              (...)wiem co mówię, jestem taka sama jak ona, uwierz mi, niczego więcej nie
              pragnę..
              > .

              jesteś pewna czego chcesz ?

              a moze jesteś(jestescie) kobietami skazanymi na stan wiecznej nieszczesliwości?
              moze nie uda sie was uratować w waszych wież.
              siedzicie tam i na złość wszystkim ( a szczegolnie temu co was kocha) utniecie
              sobie reke???
              mozecie chcece zostać sobie małymi dziewczynkami ( popłakaś sobie troszke w
              samotnosci na własnym losem )

              ...tak w nieskonczoność...
              wiecie dokładnie czego chcecie ?
              G
              • Gość: trauma Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 14:25
                myślisz, że moim motto życiowym jest "jaka piękna tragedia"...że siostrą mi
                wspomniana tu gdzieś w innym wątku ahedonia ( nieumiejętność odczuwania
                przyjemności - wybacz, jeśli znasz znaczenie tego słowa )...
    • Gość: fnoll Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.bydgoska.krakow.pl 30.05.02, 14:07
      gdzie Ty sie tego nauczylas?

      cos mi sie widzi, ze ktos wazny dla Ciebie musial ci kiedys czesto mowic
      wprost albo dawac do zrozumienia, ze nie mysli zbyt dobrze o Tobie

      nasze zwiazki z rodzicami (waznymi postaciami z naszego dziecinstwa) sa dla
      nas matryca dla pozniejszych bliskich zwiazkow - takze jak nam cos zgrzyta w
      relacjach miedzyludzkich, to moze znaczyc, ze wchodzimy w nie z
      dosc "pokrzywiona" matryca

      jesli tak jest - co mozesz zrobic?

      no chyba wyklepac ta matryce na plasko i wypolerowac, by sie w niej wszystko
      czysto odbijalo :)))

      czego ci zycze

      fnoll
      • Gość: trauma Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 14:21
        fnollu,

        a jak myslisz, skąd "trauma" w podpisie się wzięła...ot i cała odpowiedź...
        myślisz, że matrycę można wypolerować? rzemieślnika znasz takiego?
        toż musiałby być złotą rączką...
        pozdrawiam szczerze z sympatią,
        t
        • Gość: Gluś Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 14:39
          -u Niej traumatyczne zdarznia - to codzienność w czasach dzieciństwa...
          matryca rodzinna wymagała takiego "przeklepania" ze jest dziś sitem, zlukami w
          pamięci , skłonnoscia do nieswiadomego zapominania wszystkiego i
          powierzchownego traktowania...
          :(
          G.
        • Gość: fnoll Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.bydgoska.krakow.pl 30.05.02, 15:24
          Gość portalu: trauma napisał(a):

          > myślisz, że matrycę można wypolerować?

          w jakims stopniu zawsze, szczegolnie jesli na zgieciach wciaz obecne sa
          napiecia, to samo rozladowanie tych zatrzymanych w czasie napiec znacznie
          poprawia oblicze naszych matryc - poza tym mozemy sie bardzo roznie wobec
          niedobrych doswiadczen, krzywd ulozyc, a czesto trwamy przy takim wobec nich
          ulozeniu jakie zastosowalismy w momencie krzywdy, gdy zwykle bylismy dosc
          bezbronni - gdyby to doswiadczenie odkopac i przezyc na nowo, moglibysmy
          sprobowac poradzic sobie z nim lepiej

          takim rzemieslnictwem zajmuja sie wlasnie psychoterapeuci, z tymze nie na sposob
          kowala ;), a raczej przewodnika przez pogiete wertepy naszej psyche - nowe
          drogi, lepsze przejscia wytycza sie wspolnie, a wlasciwie wytycza je sam
          poszukujacy pomocy, na podstawie dostarczonych prze terapeute map i narzedzi i
          przy jego wsparciu

          pzdr :)

          fnoll

    • Gość: Gluś Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 14:26
      ...
      Moze was skontaktuje z moja dziewczyną???

      mimo to ze bardzo czesto utwierdzam ją w poczucie własnej wartosci ona nie
      wiezrzy...
      wyolbrzymia swoje wady, nie probuje ich sie pozbyć, przecież jest ona juz
      taka jest...
      I najgorsza rzecz :
      OD POCZĄTKU NASZEGO BYCIA RAZEM MAM WRAZENIE ZE ONA SPODZIEWA SIE ZE JĄ
      ZOSTAWIE!!!

      Ona tego nie chce ( tak mi wydaje).
      ale ta jej gotowośc do pujscia sobie jest okropna, potwornie męcząca!!!

      Czy nie da sie zamknąć dzwi za starymi sprawami, zacząć zycie od nowa?
      A moze to taki typ charakteru a nie jakies rany z przeszłości?
      Moze tak juz macie?
      G
      • Gość: trauma Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 14:30
        może tak już mamy...
        wiesz, to można nazwać poniekąd syndromem "chciałabym i boję się", chcę Cię
        chcę być z Tobą ale chcę też uciec od Ciebie...gdy jest z Tobą jest niepokój,
        gdy Cię nie ma jest jeszcze gorzej...nie wiem co to jest...
        może tak już mamy...
        • Gość: soso Re: bolesna zdolność komplikacji IP: 195.41.66.* 30.05.02, 14:46


          Cos mi to wyglada na inny syndrom:
          Osoby zastraszone i obawiajace sie wyrazac swe emocje, szczegolnie te negatywne
          tlumia w sobie agresje jezeli obawiaja sie niebezpiecznej dla siebie reakcji.
          Odwrotnie - w bezpiecznym towarzystwie odreagowuja i sa smiale, takze w tych
          zlych emocjach. Jak do tego dolaczy sie jeszcze moze nie najlepszy partner to
          dzieciaka sie wylewa razem z kapiela.
          Watek seksualny zarzucam ale wciaz mysle, ze moze gdzies sie tam telepie silnie
          wyparty z zycia swiadomego :-).

          pzdrw

          soso

          PS

          Jest niezwykle oczywiste, ze ten przypadek jest trudny do zniesienia w realnym
          zyciu. Pomoc moze tylko idealny partner :-)

          soso


          • Gość: Malwina Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.abo.wanadoo.fr 30.05.02, 14:49
            Amour de ma vie,
            a niech cie !
          • Gość: trauma Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 14:52
            idealny? czyli?..
        • Gość: gluś Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 14:55
          A moze zwyczajnie szukacie ksiecia z bajki?
          a wasz stan jest wyrazem flustracji nie znalezieniem takiego ?
          Same jczujecie sie nieciekawe, nic nie robicie zeby to zmienic, a tak
          to mozecie byc nieszczesliwe.
          Do tego macie powod - ktos was skzrywdził.
          Musiecie te rany tak rozdrapywac aby sobie to przypomionać inaczej nalezałoby
          zacząć mysleć o dniu dzisiejszym a moze nawet przyszłosci ktora w całości
          zalezy TYLKO od WAS.
          G.
          • Gość: trauma Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 14:59
            myślisz, że wszystko jest zależne ode mnie od moich wyborów i decyzji?
            przecież nie jesteśmy samotnymi wyspami...
            • kwieto Re: bolesna zdolność komplikacji 30.05.02, 15:03
              Ale ponosimy odpowiedzialnosc, za to co sie znami dzieje. I jesli dzieje sie
              nam zle, to nie przez "zly swiat" - ale ze sami dajemy sie robic w bambuko.
              Co nie oznacza, ze jedyna rada jest "okopanie sie" i odgrodzenie od innych,
              wystarczy tylko zmienic podejscie do swiata, on jest tak na prawde bardzo
              przyjemny.
              • Gość: trauma Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 15:05
                ta przyjemność upragniona...nie umiem, nie znam jej...a tyle próbowałam...
                • kwieto Re: bolesna zdolność komplikacji 30.05.02, 15:13
                  Znasz ja, tylko inaczej ja odbierasz. To nie jest tak, ze nagle odkrywasz jakis
                  "nowy horyzont" czy wzbijasz sie na "wyzszy stopien swiadomosci". Po prostu
                  nieco inaczej odbierasz codziennosc.
                  • Gość: trauma Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 15:26
                    czego często żałuję...a nie można by tak prostszą być?...tego zazdroszczę wielu
                    ludziom, "nieskomplikowania" z całym szacunkiem dla tego słowa...ja nie umiem
                    tak...mam już takiej siebie dosyć, po prostu nie chcę być już sobą, nie chcę
                    coraz bardziej wogóle być...
                    • kwieto Re: bolesna zdolność komplikacji 30.05.02, 15:36
                      Bzdura! Skomplikowanie to jest cos, w co sami sie wtlaczamy. Ja sie zawsze
                      uwazalem za wrazliwca, takiego co to go delikatnym dotknieciem mozna
                      skrzywdzic. Duzo czasu mi zajelo dojscie do tego, ze nie ma to nic wspolnego z
                      wrazliwoscia, a raczej z "przewrazliwieniem". Tyle, ze objawiajacym sie jako
                      ucieczka i poczucie krzywdy. Podobnie jest z owym "skomplikowaniem", wystarczy
                      chciec sie rozprostowac
                      • Gość: trauma Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 15:49
                        tak tego się właśnie boję, boję się sobie powiedzieć prosto w oczy, że może ja
                        wcale nie jestem taka wrażliwa, uduchowiona jak mi się zdaje, że jestem, a
                        jestem po prostu przzewrażliwiona i czepialska...ciężko jest się przyznawać do
                        własnych słabości, tymbardziej jeśli utkało się z nich cnotę...
                        wywrócić w końcu swetr na prawą stronę i tak od dziś go nosić? chciałabym, bo
                        zimno coraz bardziej...
                        • kwieto Re: bolesna zdolność komplikacji 30.05.02, 16:10
                          No to sprobuj!
                          Tak na marginesie, czytajac Twoje wypowiedzi mam wrazenie, ze Ty sama sobie
                          zamykasz drogi - ciagle gdzies sie powtarza placzliwy ton i slowa "nie moge,
                          nie potrafie, ja tak nie umiem....
                          A czy chociaz probowalas? Moze sie okazac, po kilku pierwszych potknieciach, ze
                          umiesz bardzo dobrze, tylko nigdy jeszcze tych umiejetnosci nie probowalas
                          wykorzystac.

                          Natomiast aby cokolwiek zmieniac w sobie, musisz probowac. Jesli nie uda sie w
                          tym kierunku, to pojdz w innym, szukaj i sprawdzaj jakie sa wyniki tych
                          poszukiwan. Wywracaj ten sweterek na druga strone, trzecia, czwarta... i
                          sprawdzaj jak sie za kazdym razem czujesz.
                          No i szukac musisz niestety w sobie, w swoich zachowaniach, w swoich relacjach
                          ze swiatem. To Ty musisz sie zmieniac, a nie Twoi znajomi.

                          Czasem mam wrazenie, ze poszukiwanie szczescia, to stopniowe uwalnianie sie od
                          wlasnych stereotypow i ograniczen ktore sami na siebie nalozylismy.
                          A skoro to my zrobilismy sobie te peta, to chyba potrafimy sie z nich uwolnic?
              • Gość: Malwina Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.abo.wanadoo.fr 30.05.02, 15:10
                kwieto,
                swiat jest przyjemny
                ty jestes przyjemny
                moi znajomi sa przyjemni
                moja praca jest przyjemna
                moi przyjaciele sa przyjemni
                wszystko gra
                oprocz.......
                • kwieto Re: bolesna zdolność komplikacji 30.05.02, 15:13
                  Czyli "pieklo to my".
                  • Gość: Malwina Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.abo.wanadoo.fr 30.05.02, 15:16
                    alez kwieto ! ja jestem Aniolem ! ;-)
                    • kwieto Re: bolesna zdolność komplikacji 30.05.02, 15:37
                      ooo, ja tez. Tylko czemu niektorzy znajomi mowia mi, ze ciezko ze mna
                      wytrzymac? Na szczescie jeszcze mnie lubia :")
                • pastwa "Kocham" :-) 30.05.02, 15:51
                  Przypomniałaś mi Malwino taki oto "wierszyk":

                  Kocham swoja robote, zarobek kocham tez!
                  Kocham je coraz mocniej, czy slonce jest, czy deszcz.
                  Kocham mego szefa, on przeciez jest wspanialy.
                  Kocham tez jego szefów - i wszystkich pozostalych.

                  Kocham swoje biuro i jego pochodzenie,
                  Na urlopowy wyjazd go nigdy nie zamienie.
                  Kocham biurowych mebli ponury szary kolor
                  I sterty dokumentów rosnace wciaz na nowo.

                  Wydajnosc mojej pracy wzrasta wrecz nadzwyczajnie
                  I nie znam innych przyczyn, by bylo mi tak fajnie.
                  Ja kocham tez obecnosc mych wspólpracowników,
                  Pelna zlosliwych uwag, usmiechów, wykrzykników.

                  Kocham mój komputer, kocham jego programy.
                  Przytulam je do siebie, chociaz nie bez obawy.
                  Ja kocham kazdy program i wszystkie jego pliki
                  Zwlaszcza, jesli ich praca przynosi mi wyniki.

                  Szczesliwy jestem tutaj! Tu zródlo mej radosci,
                  Niewolnik swojej Firmy - to pelnia szczesliwosci!
                  Kocham te robote, kocham swe zadania.
                  I kocham tych nudziarzy, co gledza na zebraniach.

                  Kocham swoja prace, byc moze Was to nudzi?
                  I równiez bardzo kocham przybylych wlasnie ludzi.
                  Tych dwu przyjaznych ludzi, wcale nie zadnych glupków,
                  Co w snieznobialych kitlach wywoza mnie... do "czubków"?


                  • Gość: Malwina Re: zemsta IP: *.abo.wanadoo.fr 30.05.02, 15:55
                    moja zemsta bedzie straszna !;-)

                    swirnieta M.
      • Gość: Malwina Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.abo.wanadoo.fr 30.05.02, 14:47
        eee tam ! ze niby skad ja tak mam ?
        Malwina (zwolenniczka teorii bialej tabliczki)
    • Gość: ida Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.csk.pl 30.05.02, 15:37
      Gość portalu: trauma napisał(a):

      > > Roztrząsam każdą krytyczną uwagę pod moim adresem, doszukuję się zawsze
      > drugiego dna w ich wypowiedziach - nawet jeśli wypowiedz ta nosi znamiona
      > pozytywnej pod moim adresem, (...)

      > Próbuję za każdym razem próbuję powstrzymywać się, ale jest to silniejsze ode
      > mnie, siedzi we mnie jakaś przemożna chęć by nawet najbardziej pozytywne
      > reakcje na moją osobę odczytywać na opak, podejrzliwość zaś moja w stosunku do
      > ludzi, że jeśli mówią mi coś miłego to i tak tego nie mają na myśli, a po
      > prostu czegoś ode mnie chcą, jest przeogromna.


      A może udało Ci sie kiedyś spotkać człowieka, co do którego wypowiedzi(tych
      miłych dla Ciebie) nie miałaś cienia wątpliwości, że znaczą dokładnie to co
      znaczą? Bo słowa idealnie zgadzały sięz tym co mówiły gesty, oczy, głos...?
      Albo jak komunikował coś co nie było po Twojej myśli, to robił to w sposób
      zupełnie otwarty, nieagresywny, tak zupełnie zwyczajnie, i tak, że nie odczuwałaś
      potrzeby rozstrząsania tego co mówi, i dociekania któregoś tam dna w tej
      wypowiedzi? Bo wszystko było jasne? I w którego towarzystwie czułaś się naprawdę
      dobrze?

      (I nie mówię tu o zachowaniu typu "głaskanie po główce" i mówieniu non-stop jaka
      to Ty jestes piękna i wspaniała)

      Czy był/jest ktoś taki? Czy też Twoja podejrzliwośc dotyczy wszystkich bez
      wyjątku?
      • Gość: Malwina Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.abo.wanadoo.fr 30.05.02, 15:45
        odpowiem nie proszona : u mnie wszystkich bez wyjatku ! podejrzliwym okiem lypie gdy uslysze
        chocby slabe echo komplementu i prawie prawie zapytuje sie czy ta osoba ze mnie kpi czy zglupiala...
        No i o co tu chodzi ? jeszcze wokol sie ogladam myslac ze to adresowane do kogos innego.
        Dzielnie trenuje akcje pt "przyjmowanie komplementow bez zmruzenia oka" ale i tak co sobie mysle to
        mysle....
        I od trzech lat wytrwale wyklepuje matryce u psychoanalisty, ale chyba nie tam gdzie trzeba mlotek
        uderza....
        co z tego wyjdzie ?
        Nie wiem.
        • Gość: trauma Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 15:51
          Malwinko,
          przeglądam się w Tobie jak w lustrze...mam to samo i więcej...skąd ta skaza w
          nas...co z tym dalej zrobić...nie wiem, nie wiem, a sił coraz mniej...
          • Gość: ida Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.csk.pl 30.05.02, 16:05
            Gość portalu: trauma napisał(a):

            > Malwinko,
            > przeglądam się w Tobie jak w lustrze...mam to samo i więcej...skąd ta skaza w
            > nas...co z tym dalej zrobić...nie wiem, nie wiem, a sił coraz mniej...


            NAprawdę ani jednego człowieka, na którą nie musiałybyście łypać podejrzliwie
            okiem, że nie mówi tego co myśli?

            Ale z innej beczki, skoro uważacie, że ktos mówi Wam miłe rzeczy, żeby coś od Was
            dostać, czy w taki czy inny sposób wykorzystać, to i tak w tym układzie jesteście
            górą. A to dlatego, że domyslacie się, co nastąpi za chwilę czy dwie, i w
            momencie kiedy okazuje się, że macie racje i ten ktoś faktycznie czegoś chce,
            bazując na tych wcześniejszych komplementach, jesteście przygotowane i możecie
            powiedzieć mu, że sorry, ale... I koniec. A ten "nieszczęsnik" nawet się nie
            domysla, że z Wami to mu się nie uda...
            • kwieto Re: bolesna zdolność komplikacji 30.05.02, 16:12
              Tylko to dziwne, nie ufac nikomu na swiecie :((

              wole zasade "ufaj ale sprawdzaj" :")
              • Gość: ida Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.csk.pl 30.05.02, 16:25
                kwieto napisał(a):

                > Tylko to dziwne, nie ufac nikomu na swiecie :((
                >
                > wole zasade "ufaj ale sprawdzaj" :")


                Dodałabym jeszcze, że nawet jeśli ludzie są dla nas mili tylko i wyłącznie
                dlatego, że chcą nas "wykorzystać", to i tak nie uda im się nas "wykorzystać" w
                większym stopniu niż im na to pozwolimy...

                Chyba, że ktoś nie ma pojecia o swoich potrzebach, pragnieniach itd.. to wtedy
                rzeczywiście istnieje niebezpieczeństwo, że będzie "tańczył jak mu inni zagrają".
            • Gość: Malwina Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.abo.wanadoo.fr 30.05.02, 16:18
              taaak, z wyjatkiem momentow w ktorych jestem zakochana...tu nic nie widze i niczego sie nie
              spodziewam. Do czasu....
              I to nie jest pocieszenie z tym wrabianiem na ktore nie daje sie nabrac - jestem niezwykle socjalna do
              ludzi, otwarta jak ksiazka, nie boje sie relacji codziennych i zazwyczaj lubie innych. I oni mnie
              tez.(oprocz tych ktorzy nie ale to wzajemne wiec nie boli)
              Ta destrukcyjna impreza dotyczy tylko i wylacznie relacji intymnych.
              Help !
              Zeby wszystko skomplikowac dodam ze zakochuje sie jak motyl w stokrotce - czesto, na "cale zycie" i
              raz dwa trzy !
              Ide klepac mlotkiem...

            • Gość: trauma Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 16:19
              ido miła,

              tylko jakaż to przyjemność z umiejętności przewidywania?
              czasami aż strach mnie ogarnia na myśl, że znowu wiem jaką odpowiedź usłyszę,
              jaka reakcja nastąpi...
              nie powiem, nie mam monopolu na wszewchwiedzę, i zdarza mi się być zaskakiwaną -
              chwała losowi za to, acz w tych związkach-kontaktach z ludźmi najbardziej
              intymnych - bliskich, na których mi zalezy i które budować wespół bym chciała -
              włączam jakąś koszmarną maszynę co mało, że przewidywanie reakcji ma nastawione
              na najwyższy poziom wyczulenia, ale co gorsza ten potwór ma funkcję
              samozaprogramowaną na paralizujący dym, który wypuszczam w stronę wtedy już
              ofiary...
              i duszę go, choć chciałabym byśmy jednym tlenem oddychali...
              • Gość: ida Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.csk.pl 30.05.02, 16:43
                Gość portalu: trauma napisał(a):


                > czasami aż strach mnie ogarnia na myśl, że znowu wiem jaką odpowiedź usłyszę,
                > jaka reakcja nastąpi...


                Ja się już pogubiłam...
                CZEGO właściwie sie boisz w kontaktach z innymi ludźmi?
                Że ktoś Ci powie coś co będzie nie po Twojej myśli?
                Przecież to absurdalne. Bać się, że ktoś coś tam powie... Niech mówi...



                • Gość: trauma Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 16:56
                  Ciebie nie obchodzi to co inni mają do powiedzenia? nie wierzę...przecież po to
                  z innymi rozmawiasz, by coś usłyszeć, często by usłyszeć to czego oczekujesz
                  podświadomie, więc gdy to nie przychodzi - ja, bo nie ty zapewne, zaczynam być
                  nieznośnie zaczepna...jakby to coś miało pozytywnego dać...żebrzę o dobre
                  słowo, o uczucia, o uwagę na mnie skupioną...jestem słaba i potrafię się do
                  tego przyznać, więc nie oskarżaj mnie jeszcze bardziej...
                  syty głodnego nie zrozumie...
                  • Gość: ida Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.csk.pl 30.05.02, 17:07
                    Gość portalu: trauma napisał(a):

                    > Ciebie nie obchodzi to co inni mają do powiedzenia? nie wierzę...przecież po to
                    >
                    > z innymi rozmawiasz, by coś usłyszeć, często by usłyszeć to czego oczekujesz
                    > podświadomie,

                    Oczywiście, że mnie obchodzi, ale nie w tym sensie, że tak bez zmrużenia oka
                    przyjmuje to co mówią inni za jakis absolutny pewnik... Raczej, żeby dowiedzieć
                    się czy może istnieją jakieś inne punkty widzenia na tą czy inną sprawę, co
                    mogłabym sobie przemyśleć....

                    Czego podświadomie czekujesz od tej rozmowy na forum? Tak szczerze.

                    ja mam wrażenie, że nie pomocy ale pocieszenia...
                    • Gość: trauma Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 17:14
                      znalazłam i jedno i drugie...i choć wyczuwam lekką prowokację w twoim pytaniu,
                      a może nawet zniecierpliwienie moją tu obecnością, jestem wdzięczna także za
                      twoje słowa...nie pocieszyły, ale pomogły...
                      • maly.ksiaze Re: bolesna zdolność komplikacji 30.05.02, 17:17
                        A to ciekawe. Bo ja odnosze wrazenie, ze forum nie jest szczegolnie pomocne.
                        To znaczy - nie bardziej niz zadna inna mozliwosc anonimowego wygadania sie lub
                        poudawania kogos innego, niz sie jest w rzeczywistosci - zalezy, co komu
                        potrzebne.

                        Pozdrawiam,

                        mk.
                        • Gość: trauma Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 17:28
                          a nawet jeśli zapłakać przyszłam nad sobą tutaj? czy to Ci przeszkadza,
                          drażni...wiesz co to znaczy być pojedynczym człowiekiem, gdy nie masz nikogo
                          komu mógłbyś o takich wątpliwościach powiedzieć, zwierzyć się choćby...że to
                          brzmi trywialnie, zgodzę się, ale nie oskarżaj mnie w pojawieniu się tutaj,
                          zbyt bolesne jest to co we mnie, bym musiała jeszcze od Ciebie gorzkie słowa
                          niezwiązane z tematem lecz z lokalizacją tych słow, otrzymywać...
                          • maly.ksiaze Re: bolesna zdolność komplikacji 30.05.02, 17:41
                            Gość portalu: trauma napisał(a):

                            > a nawet jeśli zapłakać przyszłam nad sobą tutaj? czy to Ci przeszkadza,
                            > drażni...wiesz co to znaczy być pojedynczym człowiekiem, gdy nie masz nikogo
                            > komu mógłbyś o takich wątpliwościach powiedzieć, zwierzyć się choćby...że to
                            > brzmi trywialnie, zgodzę się, ale nie oskarżaj mnie w pojawieniu się tutaj,
                            > zbyt bolesne jest to co we mnie, bym musiała jeszcze od Ciebie gorzkie słowa
                            > niezwiązane z tematem lecz z lokalizacją tych słow, otrzymywać...

                            To nie sa gorzkie slowa. I nic z tego, co mowimy, nie brzmi trywialnie, bo
                            przeciez *my* to mowimy. Po prostu pomoc to tylko to, ze chcemy ze saba
                            porozmawiac i nic wiecej. Wszystko inne, kazda rada, to tylko punkt widzenia.
                            Moj, Twoj, Kwieta, Malwiny - czy kogokolwiek innego. Ale to przeciez wiesz,
                            prawda?
                            Aha, nie drazni mnie to, co piszesz ani troche. Dlaczego mialoby draznic?

                            Pozdrawiam,

                            mk.
                      • Gość: ida Re: bolesna zdolność komplikacji IP: *.csk.pl 30.05.02, 17:28
                        Gość portalu: trauma napisał(a):

                        > i choć wyczuwam lekką prowokację w twoim pytaniu,
                        > a może nawet zniecierpliwienie moją tu obecnością,

                        ja ze swojej strony powiem, że masz rację twierdząc że nadinterpretujesz
                        wypowiedzi innych ludzi, bo w tym momencie właśnie tak jest.

                        Pozostaje sobie uzmysłowić, ze przypisujesz innym cos czego oni sami nie czują.
                        Wyczuwasz coś co nie istnieje. To pytanie nie bylo żadna prowokacją, a ja wcale
                        nie jestem zniecierpliwiona, powiedziałabym raczej obojętna emocjonalnie. Bo
                        właściwie dlaczego Twoja obecność miałaby mnie niecierpliwić?
                  • kwieto Re: bolesna zdolność komplikacji 30.05.02, 17:08
                    Poprawka - nie wiem jak Ida, ale np. ja nie rozmawiam "po to by cos uslyszec" -
                    dla mnie przyjemna jest sama rozmowa. "chciec cos uslyszec" moge jedynie gdy
                    omawiam jakis pomysl, projekt - wtedy chce uslyszec zgode i akceptacje na moje
                    rozwiazanie, moja idee.

                    Ale w rozmowach towarzyskich???
                    Rozmawiasz tylko wtedy gdy czegos chcesz? Sama rozmowa nie jest przyjemna?
    • maly.ksiaze Czasem przechodzi 30.05.02, 15:57
      Z czasem. Wiem, widzialem.

      Pozdrawiam,

      mk.
      • Gość: trauma Re: Czasem przechodzi IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 16:02
        na której planecie mały książe widziałeś tę różę co przechodzeniem wiesz...nie
        na mojej boję się, nie na mojej...
        pozdrawiam i Ciebie serdecznie
        t
        • maly.ksiaze Re: Czasem przechodzi 30.05.02, 16:16
          Nie wiem, bo to bardzo mala planeta byla. Bywa i tak, ze jesli spotkasz na swej
          sciezce duzy i prawdziwy PROBLEM (czego Ci absolutnie nie zycze), to te w
          naszych glowach staja sie mniejsze 'w porownaniu'. Nie zupelnie malutkie, ale
          ludzkich rozmiarow.

          Pozdrawiam,

          mk.
          • Gość: Malwina Re: Czasem przechodzi IP: *.abo.wanadoo.fr 30.05.02, 16:22
            bzdury, mk. Ludzie naszego pokroju nie unikaja problemow.
            Spotkalam juz duuuuuze...
            radze sobie niezle

            Malwina - Fenix
            • maly.ksiaze Trudno, Malwino 30.05.02, 16:32
              Gość portalu: Malwina napisał(a):

              > bzdury, mk. Ludzie naszego pokroju nie unikaja problemow.
              > Spotkalam juz duuuuuze...
              > radze sobie niezle
              W takim razie nie ma dla Ciebie ratunku. Zmowie paciorek w Twojej intencji. Jak
              tylko uwierze.

              Pozdrawiam,

              mk.
          • Gość: trauma Re: Czasem przechodzi IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 16:24
            wiem to, wiem to także...
            życie potrafiło fundować mi takie terapie wstrząsowe...widziałam ból,
            cierpienie, krzyk...czułam to...wtedy wszystko było malutkie w porównaniu do
            tego, że dusza nieswoją była, że bolała...ale czas mijał, otrząśnięcie
            przychodziło...a dusza okrutna wyła wtedy ze zdwojoną mocą, że oto znowu nawet
            tak straszne chwile przychodziło samej przeżywać, samej z nimi się uporać...
            wtedy świadomość samotnego istnienia jest jeszcze ostrzejsza...
            i tak jest do dziś...
            • maly.ksiaze Nie ma nic na zawsze 30.05.02, 16:29
              Ale szesc lat niewymyslania sobie nowych problemow (z malymi przerwami na higiene
              psychiczna, hihi) zrobilo nam bardzo dobrze. Odjelo poczucie tymczasowosci.

              Pozdrawiam,

              mk.
              • Gość: trauma Re: Nie ma nic na zawsze IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 16:34
                skąd magiczna liczba sześciu lat? ja tylko chude liczę...trzynaście ich a może
                już nawet piętnaście...rachubę straciłam, bo i po co to liczyć...
                a higiena psychiczna...jakieś mydło znasz może, czy miotłę do pożyczenia na
                duszy wysprzątanie masz?
                u mnie dawno się te środki czystości wyczerpały...
                • maly.ksiaze Po co wymiatac? 30.05.02, 16:55
                  Nie jestem psycho-guru, nie wiem, jak 'sie' uporzadkowac. Moj prosty rozumek
                  podpowiada mi: po co sprzatac, ten balagan w glowie jest taki moj, unikalny i
                  jedyny.
                  Po prostu staram sie nikogo wiecej do tego nie mieszac. Bardzo sie staram.

                  Pozdrawiam,

                  mk. (neurotyczny)
                  • Gość: trauma Re: Po co wymiatac? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 17:00
                    pogodzić się z sobą?
                    a jeśli to jaki jesteś w byciu z innymi przeszkadza? jeśli szans nie daje na
                    zbliżenie, wręcz przeciwnie odstręcza od Ciebie...to co robić?
                    stać się innym, czy być przestać...
                    • maly.ksiaze Re: Po co wymiatac? 30.05.02, 17:07
                      Przeciez napisalem. To pewnie wbrew wszelkim zasadom, co robie, ale coz. Zasady
                      sa dla mnie, a nie ja dla nich, hihi... Swir w mojej glowie jest moj i juz -
                      staram sie nikogo do tego nie mieszac.

                      Pozdrawiam,

                      mk.
    • kwieto A moze.... 30.05.02, 17:21
      Sluchaj, a moze Ty po prostu wmawiasz sobie ze inni Cie na przyklad nie lubia,
      a potem kazde ich zachowanie interpretujesz tak, zeby nagiac je do tego
      "intuicyjnego" przeczucia? Przeczytalem Twoja sugestie skierowana do Idy, ze
      jest ona zniecierpliwiona Twoja tu obecnoscia. Ja tak tej wypowiedzi nie
      odebralem...

      Tylko ze ta "intuicja" to chyba nie jest glos ukrytego rozumu, ale raczej
      szeptanie strachu, ktory siedzi w Tobie. Moze nie warto go sluchac?

      • Gość: trauma Re: A moze.... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 17:32
        zapewne masz rację, ale jak widzisz jest to niezależne ode mnie, sami
        zobaczyliscie że to jest we mnie i unaacznia się właściwie w każdej sytuacji,
        przepraszam, że to dotknęło także was...
        i tak to się właśnie plecie ze mną
        • Gość: ida Re: A moze.... IP: *.csk.pl 30.05.02, 17:40
          Gość portalu: trauma napisał(a):

          > zapewne masz rację, ale jak widzisz jest to niezależne ode mnie, sami
          > zobaczyliscie że to jest we mnie i unaacznia się właściwie w każdej sytuacji,
          > przepraszam, że to dotknęło także was...
          > i tak to się właśnie plecie ze mną

          A za co nas przepraszasz? Przecież żadnej krzywdy nam (a przynajmniej mi) nie
          zrobiłaś?

          Przepraszasz wszystkich za to, że żyjesz?
          • Gość: trauma Re: A moze.... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 17:50
            tak ido, przepraszam za to, że żyję
            • kwieto Re: A moze.... 30.05.02, 17:55
              Gość portalu: trauma napisał(a):

              > tak ido, przepraszam za to, że żyję

              Dlaczego? Mozesz to jakos przyblizyc, wyjasnic? Skad sie bierze ta postawa?
              • Gość: trauma Re: A moze.... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 18:12
                nie wiem skąd, ale jest to we mnie, zauważyłam zresztą, że nadużywam słów
                przepraszam, wybacz, przykro mi, choć często nie mają one odniesienia do
                sytuacji która się wydarzyła...są często zbyt mocne, nie na miejscu, ale uzywam
                ich...czyżby przyczyna tego znowu tkwiła w niskiej samoocenie, w chęci zyskania
                czyjejś akceptacji...
                że żyję? po co żyję? nie wiem po co...więc dlatego, że sensu życia nie
                wyrobiłam sobie, za to przepraszam...
                może też za to, że nie potrafię wszystkim pomóc, że nie wszystkich zadawalam,
                że nie spełniam wszystkich oczekiwań tych co wokół mnie...nie potrafię
                odmawiać, a czasem nie potrafię wszystkiego zrobić co obiecałam...bo tak sobie
                kiedyś wymyśliłam, że jesli nigdy nikomu niczego nie odmówię, że będę zawsze
                pod ręką, pocieszę, pomogę, zadowolę, to może mnie ktoś w końcu zauważy, doceni

                tak się niestety nie dzieje, więc brnę dalej, jestem na każde zawołanie, sama
                zagubiona w tym co robię kim jestem a właściwie kim nie jestem a chciałabym,
                wegetuję w samotności
                • kwieto Re: A moze.... 30.05.02, 18:26
                  No ale skoro tak sie nie dzieje, to moze zamiast brnac dalej, trzeba sprobowac
                  czegos innego? A najlepiej przestac szukac pocieszenia i docenienia u innych
                  osob, a znalezc je w sobie i na nim sie oprzec? Swoja droga, ja tez nie widze
                  jakos sensu w zyciu, tylko mi to jakos nie przeszkadza... a kiedys
                  przeszkadzalo bardzo, czyli nad tym tez mozna popracowac. Zwroc uwage, ze np.
                  ten sens u mnie sie wcale nie pojawil, kluczem byla zmiana podejscia do niego.

                  A powiedz mi, czy jest w Tobie jakis glos, ktory mowi czego bys chciala, czy
                  tylko ten, ktory mowi co "powinnas"?
                  • Gość: trauma Re: A moze.... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 18:36
                    chciałabym się uspokoić wewnętrznie, chciałabym być silna nie tylko na zewnątrz
                    ale i głęboko w sobie, i żeby mnie ktoś przytulił i powiedział: dopełniasz
                    mnie"...
                    • Gość: ida Re: A moze.... IP: *.csk.pl 30.05.02, 18:41
                      Gość portalu: trauma napisał(a):

                      > chciałabym się uspokoić wewnętrznie, chciałabym być silna nie tylko na zewnątrz
                      >

                      nie uda ci się uspokoić wewnetrznie, jesli bedziesz na czyjeś każde skinienie
                      biec z pomocą. Do uspokojenia wewnetrznego trzeba też troche spokoju zewnętrznego


                      >i żeby mnie ktoś przytulił i powiedział: dopełniasz
                      > mnie"...

                      Dlaczego chciałabys kogos "dopełniać"?
                      A nie wystarczyłoby gdyby ten ktos powiedział, że mu z Tobą dobrze?
                      • Gość: trauma Re: A moze.... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 18:52
                        tak ido, wystarczyłoby gdybym to usłyszała
                        • Gość: ida Re: A moze.... IP: *.csk.pl 30.05.02, 18:58
                          Gość portalu: trauma napisał(a):

                          > tak ido, wystarczyłoby gdybym to usłyszała

                          No własnie, bo to "dopełnianie" to jest takie cholernie zobowiązujące...
                          I jakby tak z góry zakłada, że znów musiałabys sie do tego kogoś dostosować...
                          zamiast byc po prostu sobą.
                          :-)
                          • Gość: trauma Re: A moze.... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 19:04
                            jestem sobą zatem, słów: "dobrze mi z tobą" nie zaznając...o dopełnieniu nawet
                            nie wspomnę bo jak mówisz to już całkiem inna bajka, w której pewnie nie mnie
                            jest zagrać kiedykolwiek choćby rolę garnka w którym zupę kopciuszek gotował...
                            • Gość: ida Re: A moze.... IP: *.csk.pl 30.05.02, 19:19
                              Gość portalu: trauma napisał(a):

                              > jestem sobą zatem, słów: "dobrze mi z tobą" nie zaznając...

                              o dopełnieniu nawet
                              > nie wspomnę bo jak mówisz to już całkiem inna bajka, w której pewnie nie mnie
                              > jest zagrać kiedykolwiek choćby rolę garnka w którym zupę kopciuszek gotował...

                              teraz to pewnie ja coś znadinterpretuję :-)
                              Rozumiem, że mimo że powiedziałaś wyżej, że wystarczy Ci, że komuś bedzie z tobą
                              dobrze, w głębi duszy jednak chciałabyś byc jego dopełnieniem? Skąd ta wyższość
                              tego dopełnienia? Chcesz go od siebie uzależnić? Bo w ten sposób stajesz się
                              kawałeczkiem jego, kawaleczkiem bez którego on nie może żyć? Dlaczego?
                              • Gość: trauma Re: A moze.... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 19:26
                                dopełnieniem...hm...to takie ładne słowo, mówi o wielkim znaczeniu kogoś w
                                czyimś życiu, o ważności wspólnie przeżywanych chwil...nie chciałam cytować
                                odnalezionych połówek jabłka, stąd dopełnienie...
                                uzależnienie? nie, raczej zgoda na patrzenie w jednym kierunku,
                                wespółodczuwanie, odkrywanie siebie i świata już nie samotnie ale we dwoje...
                                tak wiele pragnę? wiem, zbyt wiele...
                                • Gość: ida Re: A moze.... IP: *.csk.pl 30.05.02, 19:54
                                  Gość portalu: trauma napisał(a):

                                  > dopełnieniem...hm...to takie ładne słowo, mówi o wielkim znaczeniu kogoś w
                                  > czyimś życiu, o ważności wspólnie przeżywanych chwil...nie chciałam cytować
                                  > odnalezionych połówek jabłka, stąd dopełnienie...


                                  A nie masz wrażenia, że mieć wielkie znaczenie w czyimś zyciu, to ogromna
                                  odpowiedzialność?
                                  I strach, żeby tego znaczenia nie stracić? Stach, że w któryms momencie tej
                                  odpowiedzialności nie będziesz w stanie udźwignąć?
                                  • Gość: trauma Re: A moze.... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 20:01
                                    masz absolutną rację, acz o tym jak sądzzę, nikt nie myśli, a na pewno już nie
                                    na początku znajomości...toż gdybym jeszcze do mojego wariactwa dołączyłam
                                    myśl, że tak naprawdę to nie warto wchodzić w związki, bo statystycznie jeden
                                    na dwa nie ma szans przetrwania, to już na pewno byś teraz ze mną nie
                                    rozmawiała...
                                    zrozum ja nie potrafię przebrnąć przez pierwszą fazę a co dopiero mówić o
                                    dalszym ciągu...
                                    wiem, wiem powiesz mi...a no właśnie, więc gdzie ja się wybieram...
                                    • debe Re: A moze.... 30.05.02, 20:18
                                      nie wiem co Ida miala na mysli, ale ja ta odpowiedzialnosc zrozumialam troche
                                      inaczej niz strach przed niepowodzeniem..
                                      Zakladajac jakikolwiek zwiazek kazdy chyba doskonale zdaje sobie sprawe z tego,
                                      ze moze sie nie udac. To raczej naturalne.

                                      Natomiast byc wszystkim w czyims zyciu? Miec wielkie znaczenie? Naprawde
                                      balabym sie, i szczerze mowiac, chyba nie odwazylabym sie za bycie z kims, kto
                                      chcialby by byc dla mnie wszystkim..., i pewnie by tego samego ode mnie
                                      oczekiwal... ale moze Cie nie za dobrze zrozumialam..
                                      • Gość: trauma Re: A moze.... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 20:25
                                        nie wszystkim, nie wszystkim...wiesz, przecież o czym mówię, taką mam
                                        nadzieję...o pragnieniu bycia dla kogoś istotnym...nigdy nie miałaś takiej
                                        tęsknoty? może jeszcze inaczej - tęsknoty do dzielenia swojego świata z kimś
                                        dla Ciebie szczególnym, o patrzeniu na zycie we dwoje, o jego przeżywaniu
                                        wspólnym...
                                        nie powtórzę tu za niektórymi, że człowiek to zwierzę stadne, ale ja nie tak
                                        sobie wyobrażam moje życie, jak prowadzę go do tej pory...nie mogę po prostu
                                        wyzbyć się przekonania, że będąc sama jestem niepełnowartościowa...ale o tym
                                        rozmawialismy już duzo wyżej...
                                        • kwieto Re: A moze.... 30.05.02, 20:32
                                          Tak, bycie dla kogos nawet PRAWIE wszystkim... ja bym uciekl. Bo jesli ktos
                                          chce bym zastapil mu caly swiat... ech, nie jestem w stanie, nie potrafie, nie
                                          umiem, nie chce!! Przeciez to uklad wysysania jednej osoby przez druga, godzic
                                          sie na to dobrowolnie? Na to zeby ktos kto nie potrafi zyc samodzielnie robil
                                          ze mnie podporke? brrr...

                                          Osoba niepelnowartosciowa... czy Ty chcesz byc z kims zeby poczuc sie
                                          wartosciowa? Mi sie to kojarzy ze wspomnianym wyzej wysysaniem kogos...
                                          Czerpaniem z niego dla swojej wlasnej korzysci, dobrego samopoczucia. A jego
                                          koszt? Czy to jest uczciwe w stosunku do niego?

                                          A wspolne przezywanie, dzielenie patrzenia na swiat - to sie nigdy nie uda. Bo
                                          kazdy jest chocby odrobinke inny. Wiec... w gruncie rzeczy, kazdy, nawet
                                          "sparowany" jest w jakims stopniu samotny. Przed tym nie uciekniesz, nawet
                                          jesli znajdziesz idealnego partnera.
                                    • Gość: ida Re: A moze.... IP: *.csk.pl 30.05.02, 20:19

                                      Ale ja wcale nie uważam, że nie warto wchodzic w zwiazki. Mówię tylko, ze nie
                                      warto wchodzićw zwiazki z przekonaniem, że jak już będę miała tego kogoś, to
                                      wszystkie moje obecne problemy znikną jak za dotknieciem czarodziejskiej
                                      różdżki... I będzie tak jak w bajce, że zyli długo i szcześliwie?

                                      Nie znikna.
                                      To tylko takie pobożne zyczenie.
                    • kwieto Re: A moze.... 30.05.02, 18:45
                      Uspokoic sie wewnetrznie mozna na rozne sposoby - medytacja, joga, ksiazki,
                      caly pakiet...

                      Natomiast mam pytanie, dlaczego Ci az tak bardzo zalezy na tym, zeby kogos
                      dopelniac?
                      • Gość: trauma Re: A moze.... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 18:58
                        mam książki, mam moją muzykę, podróże, pasje...
                        i ciągły brak osoby, z którą mogłabym to przeżywać...tej bliskiej najbliższej...
                        dlaczego tak zależy mi na tym by być czyimś dopełnieniem, czy też by ktoś
                        dopełniał mnie? bo nigdy tego tak naprawdę nie zaznałam i za tym tęsknię...
                        to jest moje niespełnienie...nie jedyne, ale najmocniejsze
                        • kwieto Re: A moze.... 30.05.02, 19:05
                          Ale to dziwne, skoro tego nie zaznalas, a za tym tesknisz. Ja nie chcialbym byc
                          "dopelnieniem". Bo to sugeruje jakas zaleznosc, jest szalenie... zobowiazujace,
                          ograniczajace. Bo to znaczy ze ta osoba nie moze normalnie funkcjonowac beze
                          mnie (skoro jestem dopelnieniem), a co w sytuacji gdy ze soba zerwiemy? brr...

                          A czego oczekujesz od tej osoby z ktora chcesz to przezywac? Co wlasciwie
                          chcesz od niej uzyskac, skoro tak Ci jej brakuje? Jakie dokladnie potrzeby
                          mialoby to zaspokoic?
                          • Gość: trauma Re: A moze.... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 19:22
                            źle sformułowałam...zaznałam, bardzo bardzo dawno temu...stąd i tęsknota...
                            wiesz wiele lat próbowałam sobie wmówić, że można żyć świetnie w samotności,
                            ba, więcej nawet innym to pokazywałam całym moim jestestwem...tylko tak
                            naprawdę bardzo tęsknię za tym by nie być samą...

                            jakie potrzeby? współprzeżywanie świata...

                            i żeby mieć z kim pić herbatę wieczorem i czytać razem gazety i patrzeć jak
                            jesień kolejna panoszy się złotem i brązem na naszej ulicy i złorzeczyć, że za
                            rogiem znowu pijak się wydziera spać nie pozwalając...
                            • kwieto Re: A moze.... 30.05.02, 19:25
                              No dobrze ale co jest w tym byciu z kims takiego niesamowicie cennego, ze bez
                              tego nie da sie zyc?

                              Picie herbaty mozna uskuteczniac z przyjacielem, wszystkie inne sprawy
                              rowniez... a samotne czytanie ksiazki, przy lampce wina i dobrej muzyki... to
                              jest wlasnie to...

                              Nie probowalas nigdy zorganizowac sobie zycia z sama soba? Mam wrazenie, ze
                              sama ze soba czujesz sie raczej zle, nie lubisz przebywac gdzies w samotnosci -
                              dlaczego?
                              • Gość: maly.k Co ja tam wiem, kwieto...? Nic. IP: 139.57.24.* 30.05.02, 19:29
                                Ja to wszystko o samotnosci slyszalem, czytalem, widzialem. Ale codziennosc z
                                *kims* smakuje inaczej, niz codziennosc samemu. W kazdym razie mi smakuje
                                inaczej.

                                Pozdrawiam,

                                mk.
                                • kwieto Re: Co ja tam wiem, kwieto...? Nic. 30.05.02, 19:31
                                  Inaczej, zgoda. Czy gorzej? Tu bym juz polemizowal :")
                                • Gość: trauma Re: Co ja tam wiem, kwieto...? Nic. IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 19:36
                                  no właśnie o tym mówię niezbornymi słowami...smak każdego dnia...inny...
                                  mnie zabija widok nieparzystych sprzętów w moim domu...pojedynczy kubek na
                                  herbatę, jedna poduszka, jedna szczotka do zębów, jedne pantofle i jeden stolik
                                  nocny...
                                  i jedna ja...
                                  • kwieto Re: Co ja tam wiem, kwieto...? Nic. 30.05.02, 19:48
                                    Nie obraz sie, ale to jest fascynujace... wlasnie ta pojedynczosc. Ja mam
                                    wszystkiego pare sztuk "na zapas", a tutaj.... musze sie pozbyc pozostalych
                                    kubkow.
                              • kwieto Takie pytanie na marginesie 30.05.02, 19:30
                                A mozesz opowiedziec jak sobie wyobrazasz tego partnera? Ta osobe ktorej
                                dopelnieniem mialabys byc?
                                • Gość: trauma Re: Takie pytanie na marginesie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 20:34
                                  domyślam się ( cóż za błyskotliwość ), że nie chodzi Ci o cechy fizyczne...więc
                                  tylko powiem, że winna Go cechować przede wszystkim wielka cierpliwość do mnie,
                                  podobna wrażliwość ( ach to czytanie między wierszami - nie za dużo
                                  neurotycznosci w takim tandemie ?), siła psychiczna i stabilność wewnętrzna
                                  ( oj nie taki jak ja chwiejący się ...nie taki)...i żeby mimo mojego zrzędnego
                                  czasem charakteru nie zważał na to co mówię i wiedział, że tak naprawdę,
                                  naprawdę to chcę być z nim na dobre i na złe...cokolwiek ma to znaczyć...
                                  • kwieto To drugie pytanie 30.05.02, 20:37
                                    A czy Ty potrafisz byc taka w stosunku do tej osoby w chwilach gdy to ona
                                    bedzie zrzedliwa, chwiejna, wymagala opieki?
                                    • Gość: trauma Re: To drugie pytanie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 20:48
                                      tego nie wiem, nie dane mi było wejść z kimś mi bardzo bliskim w taką sytuację,
                                      wiem, że potrafię to w stosunku do znajomych i przyjaciółki, więc może i z tym
                                      kimś umiałabym....
                                      acz, sytuacja która kazała mi zacząć ten wątek jakby była powodem tego, że za
                                      bardzo nie sprawdziłam się w sytuacji gdy ten ktoś zaczął zrzędzić z lekka a ja
                                      poczułam się winna za wszystkie niedociągnięcia świata i nie powstrzymałam się
                                      od gwałtownej reakcji...
                                      mimo to miałam nadzieje, że zrozumie mnie, że zatrzyma, nie pozwoli odejść,
                                      porozmawia i powie...nie denerwuj się poradzimy sobie z tym oboje...tak nie
                                      zrobił i wyszłam...
                                      • kwieto Re: To drugie pytanie 30.05.02, 20:52
                                        Wiesz, bo znowu siegajac do madrych sentencji: "wpierw stan sie taki sam, jak
                                        osoba ktorej pragniesz" - czyli, aby znalezc i umiec byc z tym "idealnym
                                        partnerem", niestety wpierw trzeba samemu stac sie takim idealem. Dlatego ja
                                        uwazam, ze poszukiwanie idealow nie ma sensu, bo nigdy sie ich nie znajdzie.
                                        Ale cos w tym jest, ze przyciagamy ludzi, ktorzy sa podobni do nas samych,
                                        wlasnie nas w jakis sposob dopelniaja. Nie zawsze w taki, jak bysmy tego
                                        chcieli
                                        • Gość: trauma Re: To drugie pytanie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 20:56
                                          no i taki znalazł się w sferze mojego przyciągania...outsider, odszczepieniec,
                                          indywidualista...tylko, że go chyba prześcignęłam w oryginalności...nawet on
                                          mnie nie zrozumiał...
                                          chyba nie był przygotowany na kogoś jeszcze bardziej pokręconego niż on sam...
                                          a tu proszę surprise...
                                          • kwieto Re: To drugie pytanie 30.05.02, 21:12
                                            To nie lepiej poszukac sobie kogos "zwyklego" i samemu byc zwyklym?
                                            • Gość: trauma Re: To drugie pytanie IP: 217.99.217.* 30.05.02, 21:21
                                              kwieto żartowniś...a to Ci się udała krotchwila:-)))
                                              to jak rybę na rowerze nauczyć jeździć...
                                              nie uważasz, że już trochę za późno na zwyczajnienie mnie? nie widzisz jak
                                              daleko to zaszło?
                                              • kwieto Re: To drugie pytanie 30.05.02, 21:27
                                                A czy Ty przypadkiem sama nie bronisz sie teraz przed tym "zebami i pazurami"?

                                                A wlasciwie co Ci przeszkadza zebys teraz odeszla od komputera, pomyslala sobie
                                                o czyms co lubisz a co mozesz zrobic teraz wlasnie - kapiel, ksiazki, sklejanie
                                                modeli samolotow - cokolwiek co sprawia przyjemnosc. I zrobic to, tak po
                                                prostu, dla samej radosci. I zyc, po prostu zyc, zamiast sie ciagle zastanawiac
                                                i analizowac czy to zycie jest wlasciwe czy nie.
                                                • Gość: trauma Re: To drugie pytanie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 21:37
                                                  pójdę więc, umyję włosy, zjem truskawki, poczytam i usnę...

                                                  jutro jest pierwszy dzień z reszty mojego zycia
                                                  ( wiem, wiem to takie wyświechtane zdanko ale lubię je i może czas je
                                                  potraktować serio )

                                                  kwieto, proszę trzymaj za mnie kciuki, jeśli to nie jest zbyt osobista prośba...
                                                  jesli się uda, może kiedyś Ci o tym opowiem...tylko czy będziemy tak długo
                                                  żyli:-))))
                                                  jesli nie, pewnie i tak nikt się o tym nie dowie...

                                                  może spróbuję od jutra naprawiać małymi kroczkami to co popsułam dniami
                                                  ostatnimi, może jest szansa...
                                                  chciałabym...

                                                  serdeczności wszelkie dla Ciebie
                                                  trauma
                                                  • kwieto Re: To drugie pytanie 30.05.02, 21:47
                                                    Pozdrawiam wiec, powodzenia zycze - odezwij sie tu czasem, jak Ci idzie :"))
                              • Gość: trauma Re: A moze.... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 19:33
                                myślę, że umiejętność bycia samemu ze sobą i to w zgodzie z własnym ja, jest
                                wyższą szkołą jazdy...ja tej sztuki jeszcze nie posiadłam i choć nie nudzę się
                                ( a przynajmniej niezbyt często ) ze sobą, wymyślając sobie co nowsze zajęcia,
                                to jednak czasami myślę, że tak naprawdę mają one zagłuszyć we mnie stan pustki
                                i niespełnienia z powodu bycia właśnie samotną osobą...
                                myślę, że chcesz powiedzieć, że dopóki nie nauczę się być ze sobą to nie będę
                                potrafiła być z nikim...pewnie to racja, ale to trudne zadanie, tymbardziej
                                jeśli ktoś jest tak kurczowo złapany myśli, że bycie samemu jest mniej
                                wartościowym stanem ( co gorsza pomimo wielu osiągnięć w życiu, jakie właśnie
                                dzięki temu stanowi zdobyłam )...więc obiektywnie patrząc na sytuację powinnam
                                się zacząć cieszyć z tego w jakim momencie życia jestem, czy wręcz włączyć
                                apoteozę samotności na maxa i uczynić z niej cnotę...
                                tylko, że ja tego nie potrafię, nie potrafię, nie potrafię
                                • kwieto Re: A moze.... 30.05.02, 19:41
                                  Cieszyc sie z sytuacji w ktorej jestes - tak, bo to jest szansa na dowiedzenie
                                  sie czegos o samym sobie.
                                  Natomiast pochwala samotnosci, to juz zupelnie inna sprawa. Nie warto
                                  przedkladac jednego stanu nad drugi, oba maja swoje plusy i minusy. Sama
                                  negacja partnerstwa na rzecz samotnosci to tylko wpuszczanie sie w kolejny
                                  kanal. Chodzi o to, zeby w obu stanach czuc sie dobrze, i potrafic byc zarowno
                                  samemu ze soba, jak i z kims.
                                  Piszesz, ze to trudne. Ale (moim zdaniem) to jedyne wyjscie, zeby moc wiesc
                                  jako tako sensowne zycie.

                                  Jak to zrobic? - znowu wracamy do tego, ze nie ma uniwersalnej recepty, ze ta
                                  droga dla kazdego jest inna. Trzeba probowac i starac sie rozwijac siebie. Na
                                  przyklad bardziej swiadomie przygladac sie swojemu postepowaniu i jego
                                  konsekwencjom. Jesli ktos Cie zranil - zastanowic sie w jaki sposob sama moglas
                                  sie przyczynic do takiej wypodziedzi czy czy dzialania owej osoby...

                                  Pustka w Tobie... a jesli nawet, to co? czy trzeba byc od razu osoba bogata
                                  wewnetrznie? Czy musze udawac kogos innego niz jestem, by moc cieszyc sie
                                  zyciem?
                                  • Gość: trauma Re: dziękuję IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 19:55
                                    wyjdę na niemądrą dziewczynkę co tupie nogami i krzyczy, ja nie chcę, ja nie
                                    chcę, ja nie chcę być sama...
                                    lata całe trenuję tę swoją samotność i nie mogę jej oswoić za
                                    nic...nieposłuszna, niepokorna, nie daje radosci...oczywiście są chwile lepsze
                                    i gorsze, ale jednak cały czas gdzieś tam w głowie tępo brzmi głos - jesteś
                                    sama...
                                    bogata wewnętrznie...hm, no i widzisz do czego mnie to bogactwo
                                    doprowadziło...wyedukowana, zaradna, świadoma miejsca i czasu, wrażliwa ( no
                                    może przewrażliwiona) siedzę i płaczę nieznanym ludziom w rękawy...tak to się
                                    kończy...przeświadomienie siebie...

                                    a swoją drogą dzięki Wam za te wszystkie słowa...spędziliście ze mną
                                    dzień...dzięki za to bo nie wiem co by się stało gdyby nie Wy...naprawdę...
                                    to mówię już teraz, gdyby kogoś obowiązki porwały a ja podziękować nie miałabym
                                    już okazji
                                    • kwieto Re: dziękuję 30.05.02, 20:14
                                      Dziekowac nie masz za co :")))
                                      No dobrze, ale samej Ci zle, z kims tez nie bardzo wychodzi. Jak zatem bys
                                      chciala?
                                      • Gość: trauma Re: dziękuję IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 20:19
                                        "samej Ci zle, z kims tez nie bardzo wychodzi"

                                        proszę nie wbijaj mi noża w plecy i nie przekręcaj boleśnie...
                                        • Gość: ida Re: dziękuję IP: *.csk.pl 30.05.02, 20:23
                                          Mi też nie musisz dziękować.
                                          Gdybym tego nie lubiła tobym tu nie siedziała.

                                          Jak nic wychodzi, że Cię wykorzystuje dla sprawiania sobie przyjemności, hihi
                                          • Gość: trauma Re: dziękuję IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 20:26
                                            cała przyjemność po mojej zatem stronie...jesli Ci tylko przyjemności z lekka
                                            zadać mogłam...
                                            • Gość: ida Re: dziękuję IP: *.csk.pl 30.05.02, 20:40
                                              Gość portalu: trauma napisał(a):

                                              > cała przyjemność po mojej zatem stronie...jesli Ci tylko przyjemności z lekka
                                              > zadać mogłam...

                                              mam nadzieję, że to nie ironia...
                                              Że sprawia mi przyjemność czytanie jakie to ludzie mają problemy...
                                              bo nie taka "przyjemność" miałam na myśli.
                                              • Gość: trauma Re: dziękuję IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 20:50
                                                ida, nie to nie była ironia, z całą sympatią słowa pisane do Ciebie, naprawdę
                                                jestem Ci wdzięczna że byłaś dziś tutaj...
                                                hej czy ja Cię nie złapałam na doszukiwaniu się czegoś czego nie
                                                napisałam...uważaj, bo wyjdzie na to, że jesteś podobna do mnie a to już
                                                strach:-))))
                                                • Gość: ida Re: dziękuję IP: *.csk.pl 30.05.02, 20:56
                                                  Gość portalu: trauma napisał(a):

                                                  > hej czy ja Cię nie złapałam na doszukiwaniu się czegoś czego nie
                                                  > napisałam...uważaj, bo wyjdzie na to, że jesteś podobna do mnie a to już
                                                  > strach:-))))


                                                  No właśnie - "przygadał kocioł garnkowi, a sam smoli"... Co? Ale numer!
                                                  :-))))))))

                                                  • Gość: trauma Re: dziękuję IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 20:58
                                                    ale jaka ulga...nie ginie duch w narodzie...:-)))
                                                    ida, jescze raz wielkie dzieki za dziś
                                                  • Gość: ida Re: dziękuję IP: *.csk.pl 30.05.02, 21:09
                                                    Gość portalu: trauma napisał(a):

                                                    > ale jaka ulga...nie ginie duch w narodzie...:-)))
                                                    > ida, jescze raz wielkie dzieki za dziś

                                                    nie ma za co :-)))
                                                    A tak poważnie- jak się czujesz w sytuacji osoby, której właśnie przypisano cos
                                                    czego nie czujesz?
                                                    I ja też będę podejrzliwa i zapytam, czy aby na pewno nie czujesz, czy może tylko
                                                    nie chcesz mi sprawić przykrości... (i co się za tym kryje?)

                                                    Absurdalne prawda? Że nie tylko my patrzymy na kogoś przez pryzmat naszych
                                                    chorych wyobrażeń, ale i inni próbują postrzegać nas przez pryzmat swoich... I
                                                    jak te spostrzerzenia skonfrontować... jedna wielka paranoja, tak krótko
                                                    mowiąc...:-)

                                                  • Gość: trauma Re: dziękuję IP: 217.99.217.* 30.05.02, 21:19
                                                    czuję się niezręcznie, co tu ukrywać i najchętniej bym sie obróciłam na pięcie
                                                    i wyszła...ano właśnie, i proszę bardzo chwalę się empatią, a nie potrafię tak
                                                    naprawdę nakierować jej do ludzi w najbardziej stosownych momentach...

                                                    tak też stało sie ostatnio w stosunku do osoby na której mi tak bardzo
                                                    zalezało...skopałam wszystko w jednej chwili, bo nie pomyślałam, co on może
                                                    poczuć, gdy ja naburmuszona bez specjalnego jak teraz widzę powodu obróciłam
                                                    się na pięcie i zakonczyłam spotkaniem symbolicznym trzaśnięciem drzwiami ( tak
                                                    naprawdę nie trzasnęły...zamknęłam bezgłośnie )
                                                    widziałam jego zdziwienie w oczach gdy puściłam swój wątek pretensji...teraz to
                                                    sobie przypominam...jaka szkoda, że dopiero teraz, gdy jest już za późno i nic
                                                    się nie da już zrobić...
                                                    nieuleczalny przypadek ze mnie, rarog emocjonalny i osobowościowy...
                                        • kwieto Re: dziękuję 30.05.02, 20:35
                                          Ale odpowiedz mi "z reka na sercu" czy tak nie jest? Bo z tego co mowisz, to
                                          cos takiego wychodzi. Nie jest to wbijanie noza w plecy, tylko stwierdzenie
                                          czegos, co pozwala inaczej spojrzec na problemy. Jesli chcesz cos z tymi
                                          problemami zrobic, musisz wziac pod uwage, ze czasem bedzie bolalo
                                          • Gość: trauma Re: dziękuję IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 20:43
                                            no jest, jest niestety...
                                            i boli, czy coś z tym robię czy nie...boli tak samo...
                                            wiesz, przegadaliśmy mnie tu dziś tak dokładnie, cieszę się, że nie
                                            gładziliście mnie po główce, tylko łupnie szły ze wszech stron...
                                            doceniam, naprawdę...
                                            wiem też, że ode mnie teraz zalezy co z tym dalej zrobić...
                                            więc chyba trzeba będzie zacząć od jutra...powiem Ci kwieto ( i nie tylko Ty,
                                            bo innym też zaiste dziękuję ), że pokręciłeś mi trochę w głowie, myślę, że w
                                            zdrową stronę...
                                            chciałabym zacząć od tego co spaprałam niedawno, nie wiem czy jeszcze się
                                            uda...jesli nie, może będzie to kolejna nauczka dla mnie...ale może
                                            spróbuję...chyba, że rany zadane zbyt mocne i pacjent się już nie podniesie pod
                                            naporem tej mojej szczypiącej czasami wrażliwości...
                                            warto próbować? przyznać się do słabości? może...jeśli nie zrozumie teraz, nie
                                            zrozumiałby zapewne także nigdy w przyszłości...więc może warto...
                                            • kwieto Re: dziękuję 30.05.02, 20:48
                                              Najgorsze co mozna zrobic to nie przyznawac sie do swoich slabosci. Bo wtedy
                                              "ani w lewo ani w prawo". I mozna zrobic komus (lub czemus) prawdziwa krzywde
                                              tylko i wylacznie dlatego, ze nie potrafi sie przyznac do wlasnego bledu.

                                              Z tym zmienianiem sie - uwazaj. Bo na poczatku mozesz sie czesto potykac i
                                              przewracac, to jest calkiem normalne, wiec lepiej nie zmieniac sie calkowicie
                                              od razu (na zasadzie "od jutra bede innym czlowiekiem" - a raczej starac sie
                                              wylapywac te wszystkie rzeczy ktorych nie chcesz w codziennym zyciu, i starac
                                              sie je neutralizowac, jesli sie nie uda za ktoryms razem - trudno.
                                              W zmienianiu sie bardziej chodzi o zwykla uwage na to co sie robi, i swiadome
                                              zycie, niz o jakies spektaularne zmiany z dnia na dzien.
                                              • Gość: trauma Re: dziękuję IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 20:54
                                                kwieto,
                                                toż jestem dużą dziewczynką ( choć jak widzisz nie do konca dojrzałą:-)))
                                                rozumiem to doskonale...to proces, i nie stanie sie tak, że zapisze sobie w
                                                kalendarzu od 31.05. jestem innym człowiekiem i jutro juz nikt mnie nie pozna...
                                                a że trudno będzie...wiem, nikt nie obiecywał, że będzie łatwo, co gorsza, może
                                                być i tak, że się nie uda...no i wtedy to już klapa na całej linii...
                                                ale jak już jestem takim popaprańcem to co mnie jeszcze gorszego może spotkać...
                                                • kwieto Re: dziękuję 30.05.02, 21:15
                                                  :"))))
                                  • Gość: Toi Re: A moze.... IP: *.wbpg.org.pl / 192.168.5.* 31.05.02, 13:16
                                    kwieto napisał(a):

                                    Trzeba probowac i starac sie rozwijac siebie. Na
                                    > przyklad bardziej swiadomie przygladac sie swojemu postepowaniu i jego
                                    > konsekwencjom. Jesli ktos Cie zranil - zastanowic sie w jaki sposob sama moglas
                                    >
                                    > sie przyczynic do takiej wypodziedzi czy czy dzialania owej osoby...

                                    Mój Boże... A czy ten ktoś się zastanawia w jaki sposób 'mógł sie przyczynić do
                                    tego, że zranił'?... Może też by mu się przydało...
                                    Pozdrawiam ogólnie
                    • debe Re: A moze.... 30.05.02, 18:48
                      Gość portalu: trauma napisał(a):

                      > chciałabym się uspokoić wewnętrznie, chciałabym być silna nie tylko na zewnątrz
                      >
                      > ale i głęboko w sobie, i żeby mnie ktoś przytulił i powiedział: dopełniasz
                      > mnie"...


                      i znowu dochodzimy do starej spiewki, jak bedzie tem KTOS, to ja bede szczesliwa,
                      a moze by tak z drugiej strony, jak ja bede szczesliwa - to reszta nie ma
                      znaczenia...

                      i troche za Ida zapytam, o co chodzi z tym "dopelnianiem"???
        • kwieto Re: A moze.... 30.05.02, 17:53
          No ale co jest i co sie unaocznia? Siedzimy tu sobie i rozmawiamy. Twoj watek
          zdobyl w przeciagu dwoch czy trzech godzin rekordowa liczbe prawie 100 postow,
          podczas kiedy inne maja po 2-3 posty. Gdybysmy nie chcieli tu siedziec,
          udzielalibysmy sie zupelnie gdzie indziej. Nie zmuszasz nas przeciez do
          zabierania glosu. Za co wiec wlasciwie przepraszasz?
      • Gość: ida Re: A moze.... IP: *.csk.pl 30.05.02, 17:36
        kwieto napisał(a):

        > Sluchaj, a moze Ty po prostu wmawiasz sobie ze inni Cie na przyklad nie lubia,
        > a potem kazde ich zachowanie interpretujesz tak, zeby nagiac je do tego
        > "intuicyjnego" przeczucia? Przeczytalem Twoja sugestie skierowana do Idy, ze
        > jest ona zniecierpliwiona Twoja tu obecnoscia. Ja tak tej wypowiedzi nie
        > odebralem...
        >


        Dokładnie. Właśnie odpisałam Traumie, że znadinterpretowała to co napisałam i
        przypisała mi coś czego ja w ogóle nie czuję. Stad też pradwopodobnie w
        identyczny sposób nadinterpretuje zachowanie i słowa każdego napotkanego
        człowieka.



        • maly.ksiaze Zdecydowanie (n/t) 30.05.02, 17:44
        • Gość: trauma Re: na pewno IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 17:44
          ido i kwieto,
          zgodność wasza jest powtórzeniem słow mych w pierwszym poście...wiem to, że
          nadinterpetuję, wiem też, że jest to mój błąd...potwierdzenia nie szukałam,
          rady bardziej co z tym zrobić...
          to tyle i aż tyle...
          • Gość: ida Re: na pewno IP: *.csk.pl 30.05.02, 17:53
            Gość portalu: trauma napisał(a):

            > ido i kwieto,
            > zgodność wasza jest powtórzeniem słow mych w pierwszym poście...wiem to, że
            > nadinterpetuję, wiem też, że jest to mój błąd...potwierdzenia nie szukałam,
            > rady bardziej co z tym zrobić...
            > to tyle i aż tyle...


            A ja od pewnego czasu usiłuję sprawić, żebys sobie uzmysłowiła, że wyobrażanie
            sobie, czegoś co nie istnieje i przypisywanie innym emocji, których oni nie czują
            jest bez sensu. Bo przestajesz żyć w realnym świecie... A zaczynasz w takim,który
            sobie sama wymysliłaś, i który ma niewiele wspólnego z tym rzeczywistym...

            • maly.ksiaze Re: na pewno 30.05.02, 17:58
              Gość portalu: ida napisał(a):

              > A ja od pewnego czasu usiłuję sprawić, żebys sobie uzmysłowiła, że wyobrażanie
              > sobie, czegoś co nie istnieje i przypisywanie innym emocji, których oni nie czu
              > ją
              > jest bez sensu. Bo przestajesz żyć w realnym świecie... A zaczynasz w takim,któ
              > ry
              > sobie sama wymysliłaś, i który ma niewiele wspólnego z tym rzeczywistym...
              >

              Ja akurat doskonale rozumiem to, co Trauma pisze. Pomaga mi prosta obserwacja, ze
              wiekszosc relacji miedzy mna i innymi jest bardzo plytka. Tak plytka, ze o zadnym
              drugim dnie nie moze byc mowy.

              Pozdrawiam,

              mk.
            • kwieto Re: na pewno 30.05.02, 18:00
              ... a ja proponuje, zebys zaczela przelamywac ta bariere ktora wytworzylas, i
              przestala zyc w "swoim swiecie" a zaczela w tym realnym... Tyle ze to Ty musisz
              podjac te dzialania, nawet jesli nie jestes do nich przekonana. Sek w tym, ze
              nie dostaniesz tu (i zapewne nigdzie indziej) gotowej recetpy "zrob to lub
              tamto". To Ty musisz sie sama zmierzyc ze swoimi lekami, najpierw je wszystkie
              sobie uswiadomic, a potem sprobowac je ujarzmic. My mozemy Cie wspierac, ale
              pracy za Ciebie nie wykonamy. Kazdy jest inny, wiec niestety kazdy musi dojsc
              sam do tego, jaka taktyka jest dla niego najlepsza.

              Mi bardzo pomoglo swego czasu robienie rzeczy, ktore uwazalem za glupie, a na
              ktore mialem wielka ochote. I wlasnie w ten sposob przelamywalem swoj lek "co
              sobie o mnie ludzie pomysla" - niech mysla. A ja i tak bede robil to na co mam
              ochote. Najpierw drobiazgi, potem rzeczy smielsze... okazalo sie, ze
              najczesciej owi ludzie nic nie mysla, a moje przejmowanie sie jest tylko
              urojeniem.
    • pastwa Niezdolność odbicia się od dna ? 30.05.02, 17:42
      Nie chcesz drugiego dna, zatem proszę zważaj głównie na czyny swoich znajomych,
      nie na ich "komplementy", te zwyczajnie połykaj i traw bardzo krótko, bo
      komplementy są bez znaczenia tak naprawdę. Swoją drogą mam wrażenie, że Ty
      zwyczajnie nie znasz swoich atutów i minusów, podobnie jak nie znasz swoich
      znajomych. Zastanawiasz się więc, niepotrzebnie czy jesteś taka, jaka jesteś,
      czy inna, na jaką cholerę, olej te rozważania.
      Bądź tez szczera wobec swoich potrzeb, to najprędzej otrzymasz to, czego
      chcesz, bo szybko stanie sie jasne dla innych jaką jesteś, miast tracić czas na
      domyślanie się tego. Staraj się być bardziej czytelna dla innych, to i oni
      staną się takimi wobec Ciebie, a kolejne dna „zdennieja”.
      Wygląda też jakbyś nie miała naprawdę dobrych znajomych, stąd takie kłopoty z
      odczytaniem czy mówią prawdę, czy nie.
      Jak mam kogoś skrytykować to, to zrobię, jak mnie najdzie na komplement raz na
      rok, to tez go powiem i ta osoba wie, że to prawda, a do mej złośliwości szybko
      się przyzwyczaja.

      • Gość: trauma Re: Niezdolność odbicia się od dna ? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 17:48
        dzięki pastwo - mądre wyważone słowa, dzięki jeszcze raz...
      • kwieto Re: Niezdolność odbicia się od dna ? 30.05.02, 18:04
        A tu powiedziales cos cennego - taki szablon czlowieka w ktory wielu chce sie
        wtloczyc (ja niestety czasem tez). Ze osoba ktora chce byc powinna byc taka,
        taka, taka... A ja taka osoba nie jestem i w zwiazku z tym wydaje mi sie, ze
        ludzie mnie nie lubia, czuje sie ze soba zle, czuje sie "do niczego". Sek w
        tym, ze swoim idealem i tak nigdy nie bede, zostaje mi tylko cieszyc sie tym,
        kim jestem w tej chwili. Nawet jesli mam mnostwo wad. Zreszta, ja swoje wady na
        przyklad bardzo lubie, wrecz przydaje im czasem range cnoty :"P
        • debe Re: Niezdolność odbicia się od dna ? 30.05.02, 18:14

          Wydami mi sie, ze taki szablon w realnym swiecie raczej nie istnieje. Istnieje
          w naszej glowie, a gdy przestajemy sie nim przejmowac okazuje sie, ze w
          wiekszosci przypadkow i tak malo kto "cos tam sobie o nas mysli".
          Bo niby dlaczego mialby wlasnie o nas myslec. Ze niby tacy wazni dla nich
          jestesmy?
          Nie jestesmy, i moze warto wlasnie to sobie uzmyslowic...
          • kwieto Re: Niezdolność odbicia się od dna ? 30.05.02, 18:22
            O, wlasnie :")))
            Dokladnie, nie jestesmy az tak wazni, zebysmy stanowili pepek swiata dla tych
            wszystkich osob, ktorym to przypisujemy :")
            A szablony w naszych glowach najbardziej bruzdza, a i najtrudniej je zmienic
            • debe Re: Niezdolność odbicia się od dna ? 30.05.02, 18:41
              Trudno je zmienic, to prawda..
              z drugiej strony, moze jest to jedyna rzecz, na ktora to wlasnie my mamy wplyw,
              i ktora zalazy od nas, czy tez raczej naszych checi, szczegolnie wtedy, gdy
              zdajemy sobie sprawe z tego, ze one istnieje, ze sa bezsensowne i "zjadaja" nam
              nasze zycie..
              ...to zycie, ktore nawet "bez szablonow w naszej glowce", nieraz uklada sie pod
              gorke...

              • kwieto Re: Niezdolność odbicia się od dna ? 30.05.02, 18:48
                Teoretycznie mozemy tak nagiac otoczenie, zeby do owych szablonow sie
                dopasowalo. Ale jak widac na przykladzie Traumy, jest to i prawie niewykonalne
                i nie przynosi spodziewanych efektow...

                Zmieniac siebie tez czasem nie jest dobrym pomyslem. Richelieu mial kiedys
                powiedziec: "niegdys walczylem ze wszystkimi tymi postaciami siedzacymi w mojej
                glowie. Teraz staram sie z nimi dogadac" :")
                • debe Re: Niezdolność odbicia się od dna ? 30.05.02, 19:17
                  Ja tak sobie mysle, ze naginanie otoczenia do nas jest calkiem wykonalne,
                  zalezy razcej od naszego uporu (wiara czyni cuda, ponoc, hihi), z efektami to
                  juz znacznie gorzej, niestety..
                  wlasnie te niezbyt dobre efekty (np. ciagle niezadowolenie z siebie, czy
                  wszystkiego) powinny(?) przynajmniej zrodzic pytania "dlaczego", a dalej chec
                  zmiany (lub nie) i ewentualne dzialanie.

                  Zmiana czasami moze zdzialac cuda oczywiscie, ale nie w samej zmianie tu
                  problem. Dogadywac sie lepiej, to prawda. I najlepsza to recepta... I mozna to
                  powiedziec o dogadywaniu sie zarowno z soba, jak i z cala reszta...
                  Jesli sami siebie "jakos tam" rozumiemy, to po co cokolwiek zmieniac? Zeby byc
                  bez wad - chyba nie o to w zyciu chodzi. Zreszta, wady jak najbardziej mozna
                  polubic, ale o tym to chyba wlasnie Ty pisales?
                  Poza tym kazdy ma swoje granice, pewnych rzeczy po prostu nie zmienimy. Nie
                  dlatego ze nie potrafimy, ale po prostu nie chcemy. Mimo, ze byc moze "ta
                  zmiana" bylaby dla nas w jakis sposob korzystna. Ale bylaby to "maska", a w
                  maskach malo kto dobrze sie czuje..

                  Natomiast w sytuacjach w ktorych wiecznie nam zle, mamy pretensje do calego
                  swiata na pewno warto zastanowic sie nad soba; a i bez mniejszych lub wiekszych
                  zmian raczej sie nie obejdzie... no chyba, ze zycie pt. "dlaczego mnie sie
                  wszystko nie udaje" nas bawi..
                  .. ale do tego autorce watku chyba, i na szczescie daleko
                  • kwieto Re: Niezdolność odbicia się od dna ? 30.05.02, 19:33
                    No wlasnie. Ale te "zmiany, ktorych nie unikniemy" bardzo czesto okazuja sie po
                    prostu swego odgruzowywaniem nas samych - pozbyciem sie wpojonych stereotypow,
                    nierzeczywistych przekonan i pogladow. Czy zatem sa one tak naprawde zmiana?
                    Niby tak, ale wlasciwie... nie zmieniaja one nas, a tylko zdejmuja pewna
                    zaslone z oczu
                    • debe Re: Niezdolność odbicia się od dna ? 30.05.02, 19:57
                      Pewnie mozna by o tych zmianach napisac "odkrywanie siebie" czy cos w tym
                      rodzaju; jakos nie lubie takich i wszelkich podobnych wielkich slow...

                      Jakos nigdy nie roztrzasalam za bardzo tego, ale masz racje, my sie tutaj nie
                      zmieniamy. Zmiana jest jedynie w stosunku do stanu poprzedniego, to wszystko.
                      Ale rozumujac w ten sposob, mozna dojsc do wniosku, ze kazda zmiana bedzie
                      nienaturalna. Zreszta moze i tak jest. Moze po prostu jest tak, ze nasze
                      niezadowolenie nie wynika z tego, ze potrzebujemy sie zmienic, ale z tego, ze
                      trzeba sie zastanowic czego tak naprawde chcemy/nie chcemy - i moze wlasnie to
                      jest tutaj najtrudniejsze. I nie moze. To jest najtrudniejsze.
                      Poniewaz nasze "chcemy" to stos stereotypow, wpajanych nam od zlobka..., ktore
                      nijak sie ma do faktycznego "chcemy"
                      Szczerze mowiac, ma to o wiele wiekszy sens niz mowienie o zmianach,
                      szczegolnie, gdy pomyslimy, ze ludzie zadowolenie z siebie, czy ze swego zycia
                      po prostu zmian nie potrzebuja=nie chca.
                      • kwieto Re: Niezdolność odbicia się od dna ? 30.05.02, 20:13
                        Z drugiej strony, zmieniamy sie ciagle, z godziny na godzine wrecz. Bo czy po
                        dzisiejszej rozmowie bedziemy tymi samymi osobami ktorymi bylismy przed nia?
                        niby tak, ale nie do konca, w jakims minimalnym stopniu zmienilismy sie w
                        trakcie - chocby dlatego, ze jestesmy bogatsi o doswiadczenia z niej plynace.

                        Ale co do owego "chcemy" prawdziwego i tego ktore sie nam wydaje. Jest taka
                        sentencja (fragment buddyjskiego poematu hsin hsin ming) "wielka droga nie jest
                        latwa ani trudna, wystarczy pozbyc sie chcen i nie-chcen". I cos w tym jest, bo
                        te nasze chcenia i nie chcenia czesto opieraja sie o wyobrazeniach: "bedzie mi
                        wspaniale jesli znajde druga polowke", "to okropne byc samotnym", "nie znosze
                        tego czy tamtego" i tak dalej. A tak na prawde, nie ma co gonic za tymi
                        zludami, nie ma co opierac sie na mysleniu "powinienem", "tego ode mnie
                        oczekuja" i tak dalej. Wystarczy posluchac swojego wewnetrznego glosu i
                        kierowac sie nim, postepowac tak jak to uznajemy za sluszne, nie zastanawiajac
                        sie czy spelniamy czy nie oczekiwania innych, nawet jesli wydaje sie to nam
                        poczatkowo glupie. Chcesz fikac koziolki na trawniku w srodku miasta - fikaj!
                        chcesz brodzic w fontannie - zrob to! Tylko uwazaj na to co robisz i rob to
                        swiadomie, unikniesz wtedy krzywdzenia bogu ducha winnych osob. Ot i metoda na
                        blyskawiczne oswiecenie :"))
                        • debe Re: Niezdolność odbicia się od dna ? 30.05.02, 21:06
                          he, he, nie kazdy uczy sie (rozwija, zmienia) z doswiadczen, niestety...

                          a serio pewnie w jakims stopniu mozna powiedziec, ze sie zmieniamy, ale po
                          prostu poszerza sie nasze pole widzenia, co moze miec wplyw na postrzeganie
                          rzeczy w innym swietle; nie sa to zmiany pt. ja musze nad tym popracowac, ale
                          raczej pewna weryfikacja..
                          Przynajmniej u mnie. Moge powiedziec, ze np. od 5 lat niewiele sie zmienilam, a
                          raczej nic. Tzn. moje zycie jest zupelnie inne, "mam" zdecydowanie wieksze
                          doswiadczenie, ale niewiele ponadto.
                          Decyzje podjete teraz, z tym doswiadczniem nie roznilyby sie od tych sprzed 5
                          lat (sprzed 10, to inna sprawa)

                          Ale wlasciwie to chcialam o czyms innym. O naszym "chceniu". Wydaje mi sie, ze
                          kazdy chce temgo samego: byc szczesliwym.
                          Roznice wlasnie w stereotypach, co oznacza bycie szczesliwym. Jedni wierza, ze
                          super, praca, samochod, chalupa, czuly maz, czy dobra zonka itd. mozna w
                          nieskonczonosc...
                          No i tak dazymy do "naszych celow". A czesto, moze bardzo czesto, gdy je
                          osiagamy okazuje sie, ze nie za bardzo, ze cos nie tak. No to szukamy
                          nastepnych, i tak, wiecznie niezadowoleni przechodzimy przez zycie..

                          Kierowac sie tym, co obchodzi tylko nas, wydaje sie dosyc proste. Natomiast
                          dojcie do tego "co" nas uszczesliwia, jest niesamowicie trudne (powiedzialabym
                          nierealne), zwlaszcza, gdy zakladamy, ze to "cos" musi byc; ze cos nas
                          uszczesliwi, ze jak to dostaniemy to rozwiaze nasze problemy...
                          tymczasem takich rzeczy nie ma.. a problemy pozostana tak dlugo, jak sami ich
                          sie nie pozbedziemy..

                          ...co do koziolkow, to moga byc one fatalne w skutkach takze dla fikajacego,
                          np. skrecenie karku, co bynajmniej nie oznacza, ze jest to cena zbyt wysoka...
                          • kwieto Re: Niezdolność odbicia się od dna ? 30.05.02, 21:22
                            Przy koziolkach (o ile ktos czuje ich potrzebe) cena nigdy nie jest zbyt wysoka
                            :"))) Choc osoba taka powinna znac rowniez wlasne ograniczenia, i wiedziec czy
                            jej te koziolki nie zaszkodza :")))

                            A co do dazeniu do celow lub nie dazeniu - zgadzam sie, ze tych celow nie ma,
                            nie mozna ich "osiagnac". Bo dopoki mowisz o osiagnieciu celu stawiasz go
                            daleko poza soba, a on jest zawsze tuz obok, wlasciwie nie obok a w Tobie.

                            A te wszystkie problemy z ktorymi sie borykamy... sami je w wiekszosci
                            przypadkow tworzymy, wystarczy przestac a same znikaja. Wszystkie "jestem do
                            niczego", "nie nadaje sie", "gdybym byl taki a taki to bylbym wspanialy a teraz
                            nie jestem" to po prostu opar, ktory sami rozpylamy wokol siebie, i wydaje sie
                            nam, ze jest to szczera prawda... Wystarczy przestac myslec w ten sposob, a
                            opar sam sie rozwiewa.

                            Tak sobie wlasnie pomyslalem, ze najlepsza taktyka na zmiany jest chyba totalne
                            zaakceptowanie swoich traum, niedoskonalosci, nastepnie wrecz "rozsiadniecie
                            sie w nich" a pozniej - po prostu oswojenie, nauka jak sobie umilic zycie z
                            tymi wszystkimi niedoskonalosciami i brakami, ktore w nas tkwia. Dosc szybko
                            sie okazuje, ze te braki to tylko banki mydlane :")
                            • debe Re: Niezdolność odbicia się od dna ? 30.05.02, 22:11
                              czyli przestac sie przejmowac innymi, jako najprostrza recepta na szczescie..
                              a pozniej to juz z gorki..

                              Nasze braki to faktycznie w mniejszym/wiekszym stopniu to wymysly.
                              Porownujemy siebie do x, czy y; bo on to jast taki, ma to, a w tym wieku to juz
                              mial tyle a ja? I prosta droga do flustracji...
                              Tyle, ze zapominamy(?), ze JA to nie x, y. Moze mnie nie potrzeba w ogole tego
                              co ma x. A moze y jest niezadowolonym ze swego zycia maruderem, ktory marzy
                              zeby byc takim jak.. ja? Porownujemy siebie z czyms czego nie ma, bo nie ma
                              jednej recepty na udane zycie. Przejmujemy sie zdaniem innych, chociaz nawet
                              ich najgorsze zdanie o nas i tak nie ma wplywu na nasze zycie..

                              • kwieto Re: Niezdolność odbicia się od dna ? 30.05.02, 22:28
                                Wiecej, sami podciagamy innych do naszego modelu zycia, udzielajac im rad (to
                                jeszcze mniej bolesne), albo zloszczac sie na nich gdy nie wpasowuja sie w nasz
                                schemat (to juz bardziej).

                                I chyba im mniej jestesmy sami wobec siebie w porzadku, tym bardziej chcemy
                                podciagac i poprawiac innych :((

                                A samo nieprzejmowanie sie cudzymi opiniami nie wystarczy. Trzeba jeszcze
                                nauczyc sie nie przejmowac sie opiniami wlasnymi :")))
                                • debe Re: Niezdolność odbicia się od dna ? 30.05.02, 23:04
                                  Rady mozna przezyc,
                                  natomiast od wszelkich dopasowywan do siebie/kogos-jak najdalej

                                  ..to prawda, ze najwiecej do poprawiania i radzenia maja ci, ktorzy u siebie
                                  maja najwiecej klopotow.
                                  Kazdy widzi swiat swoimi oczyma. Gdzie juz to pisalam.
                                  Odwieczny problem zdrady np.: komus kto nie widzi w tym sensu ( w zdradzaniu)
                                  do glowy nie przyjdzie podejrzewac (no chyba, ze przeslanki sa ewidentne,
                                  a "niezauwazanie" bo tak wygodniej, to nastepny temat..), podejrzewamy bo sami
                                  mamy cos na sumieniu, niekoniecznie "czyny" zreszta...

                                  dopasowywanie to jedna z rzeczy, ktore naprawde mnie wkurzaja (a niewiele ich
                                  jest), akceptacja kogos jakim jest nie musi byc latwa, ale bez tego ani rusz,
                                  w zwiazku, czy znajomosciach;
                                  A zloscic sie latwo, gdy zalozylismy sobie, ze ja ja/go zmienie, a tu sie
                                  okazuje ze uparty jakis czy co i nie rozumie, ze my to tak dla jego/jej dobra..

                                  jesli akceptujemy, nie ma miejsca na zlosc; jest zrozumienie..

                                  co masz na mysli piszac o nieprzejmowaniu sie wlasnymi opiniami?
                                  • kwieto Nie przejmowanie sie wlasnymi opiniami 30.05.02, 23:38
                                    Hmmm... w sumie calkiem zgrabny bon-mot mi z tej mysli wyszedl.

                                    To jest tak: nie tylko nasi znajomi maja o nas jakies opinie, ale my sami
                                    rowniez. I o ile latwo sie nie przejmowac cudzymi opiniami (wystarczy odrobinka
                                    wiary w siebie i swoj punkt widzenia), o tyle ciezko jest zwalczyc opinie
                                    wlasne. W koncu przekonanie ze jestesmy do niczego to tylko nasza wlasna
                                    opinia, nie cudza. Przy czym to jest dosc ewidentny przyklad wlasnej opinii
                                    ktora szkodzi, i ktora nalezaloby ignorowac. Ale takie poglady na wlasny temat
                                    moga byc o wiele bardziej subtelne. Na przyklad wydaje mi sie, ze powinienem
                                    byc powazny, dlatego nie bede zjezdzal na sankach z gorki w wieku 30 lat - sam
                                    uznalem ze "nie wypada".

                                    Taki konflikt maja tez na przyklad menedzerowie. Z jednej strony, budujac wiez
                                    z pracownikami, musza pokazac sie jako "ludzcy" - wyrozumiali, dobrzy,
                                    lagodni... Z drugiej strony, jesli do takiej opinii o sobie zbyt mocno sie
                                    przywiaze, to w przypadku zwolnien nie bede w stanie podjac decyzji o
                                    zwolnieniu kilku pracownikow, bo w ten sposob we wlasnych oczach zburze
                                    wizerunek dobrego i wyrozumialego szefa. I w ten sposob, usilujac ratowac obraz
                                    siebie takim jakim chcialbym sie widziec, moge doprowadzic firme do plajty...

                                    Tak samo na przyklad moje "krolowanie" na tym forum. Niektorzy byc moze
                                    chcieliby mnie widziec w roli "idealnego kwieto". I ta opinia moge sie nie
                                    przejmowac. Gorzej, gdybym sam chcial takim "idealnym kwieto" zostac - wtedy
                                    kazdy moj post tutaj podlegalby swoistej autocenzurze, czy aby napewno jest
                                    zgodny z tym wizerunkiem, ktory chcialbym sobie nadac. I byc moze wiekszosc
                                    moich postow bylaby zupelnie inna niz jest. Sam bym sobie zablokowal mozliwosc
                                    wyrazenia pewnych mysli, byle tylko przystac do wizerunku ktory sam sobie
                                    stworzylem.
                                    A w sytuacji gdybym chcial byc idealny na codzien... strach pomyslec, w
                                    skrajnym przypadku nie moglbym wstac z lozka, bo zastanawialbym sie, czy jest
                                    to "wlasciwe" czy nie...

                                    I wlasnie o ile latwo jest nam sobie uzmyslowic, ze cudze opinie nie musza
                                    wplywac na to kim jestesmy, to o wiele ciezej jest przestac sie kierowac
                                    opiniami wlasnymi. :")

                                    Czy teraz jest to bardziej zrozumiale?
                                    • pastwa Re: Nie przejmowanie sie wlasnymi opiniami 30.05.02, 23:51
                                      kwieto :
                                      I wlasnie o ile latwo jest nam sobie uzmyslowic, ze cudze opinie nie musza
                                      wplywac na to kim jestesmy, to o wiele ciezej jest przestac sie kierowac
                                      opiniami wlasnymi. :")

                                      Kiedy po odrzuceniu opinii innych, nie ma już jakikolwiek po za naszymi, nie
                                      możliwe jest więc, nie kierować się i tymi.Albo tamte, albo nasze zatem, wybór
                                      jest ofraniczony, pytanie raczej, czyje opinie są dla nas lepsze ?


                                      • kwieto Blad! 31.05.02, 00:01
                                        Ale wlasciwie stawiasz wybor jedynie pomiedzy wlasnymi opiniami na swoj temat,
                                        a cudzymi? A nie mozna po prostu tych opinii nie miec? Czy aby zyc i normalnie
                                        funkcjonowac musze poslugiwac sie zbiorem przekonan - "kim jestem"? Ale
                                        przeciez w kazdej chwili jestem kims nieco innym - tu jestem forumowiczem, na
                                        uczelni studentem, w pracy szefem lub podwladnym... kazda z tych sytuacji
                                        wymaga nieco innych zachowan, nieco innej postawy. Jesli usztywnie sie
                                        ograniczajac ten zbior postaw ktore moge przyjac do tylko nielicznych (np:
                                        "jestem madry i zawsze mam racje", "jestem glupi i nic nie wiem", "jestem
                                        ulegly", "jestem twardy" itd) - wtedy nie moge wykorzystac pelni swoich
                                        mozliwosci. Postawa "nic nie wiem" moze byc dobra na uczelni (gdzie sie ucze),
                                        ale zupelnie nie sprawdzi sie na przyklad w pracy, gdzie oczekuje sie ode mnie
                                        wykorzystania zdobytej wiedzy. Tak samo postawa "jestem malomowny" moze byc
                                        ciekawa gdy chce sobie poczytac i pomilczec, ale zupelnie sie nie nadaje w
                                        trakcie jakiejkolwiek dyskusji czy rozmowy.

                                        I im bardziej przywiazuje sie do tych przekonan JAKI JESTEM, tym trudniej mi
                                        bedzie prawidlowo zareagowac w jakiejs sytuacji.

                                        A przeciez moge te opinie kim i jaki jestem zignorowac, i reagowac odpowiednio
                                        do sytuacji - raz wykazujac sie spokojem, innym razem aktywnoscia, raz
                                        sluchajac cierpliwie, innym razem popisujac sie swoja wiedza. Przyklady mozna
                                        mnozyc...
                                        • pastwa Re: Blad! 31.05.02, 00:12
                                          Bo ja te opinie traktowałem jako równoznaczne z moim chwilowym spojrzeniem
                                          na daną sprawe, czyli myślami, które mi się pojawiają w danym momencie, stąd
                                          uznałem, że takie zycie bezmyślne jest jak loteria, na którą nie mamy wpływu.
                                          • kwieto Re: Blad! 31.05.02, 00:17
                                            No ale chwilowe opinie to po prostu reakcja na jakas sytuacje, ciezko je nazwac
                                            opiniami tak naprawde. A problemem moga byc te opinie dotyczace naszej osoby
                                            jako takiej, takie "zawsze i wszedzie jestem....". Bo one wlasnie pozbawiaja
                                            nas elastycznosci, a co za tym idzie - wtlaczaja w schemat.

                                            I co jesli po paru latach okaze sie, ze wcale nie jestesmy tacy, jacy sie sobie
                                            wydajemy? Ot, problem.
                                    • kwieto Dopisek 30.05.02, 23:52
                                      I chyba dopiero w momencie gdy przestaniemy chciec sprostac wlasnemu obrazowi
                                      siebie, mozemy mowic o sobie jako o czlowieku prawdziwie wolnym. I w moim
                                      przekonaniu - szczesliwym.
                                      • pastwa Re: Dopisek 31.05.02, 00:01
                                        kwieto napisał(a):

                                        > I chyba dopiero w momencie gdy przestaniemy chciec sprostac wlasnemu obrazowi
                                        > siebie, mozemy mowic o sobie jako o czlowieku prawdziwie wolnym. I w moim
                                        > przekonaniu - szczesliwym.


                                        Masz na mysli, że ten własny obraz tak naprawdę nie jest "własnym", bo wynika
                                        raczej z oczekiwań innych, bądź tez nie pokrywa sie z naszymi mozliwościami, co
                                        tym samym sprawia nam bardziej udrekę podczas realizacji tego obrazu,niż
                                        satysfakcję akceptacji siebie bez udoskonaleń, które są poza naszym zasięgiem ?
                                        • kwieto Re: Dopisek 31.05.02, 00:06
                                          A mozesz prosciej? :")))

                                          Tak, masz racje, ze chodzi tu o rezygnacje z idealnego obrazu siebie ktorego
                                          nigdy nie zrealizujemy. Ale rowniez otworzenie sie na ta czesc siebie ktorej
                                          nie lubimy, a ktora tez jest czescia nas - impulsywnosc, porywczosc, gniew,
                                          niecierpliwosc, zniechecenie, itd.

                                          Zarazem usilujac sprostac jakiemus wymyslonemu na wlasny uzytek wizerunkowi
                                          wlasnej osoby, moge w efekcie blokowac pelnie swoich mozliwosci. Na przyklad
                                          wydaje mi sie, ze powinienem zostac naukowcem, i w zwiazku z tym calkowicie
                                          neguje swoje zdolnosci artystyczne. W ten sposob sam siebie ograniczam wlasnymi
                                          przekonaniami i pogladami.
                                          • pastwa Re: Dopisek 31.05.02, 00:16
                                            Właśnie nasunęło mi się pytanie, czy poglądy i przekonania muszą się tworzyć
                                            w "czasie" ( dojrzewać), czy tez mozliwe jest ich stworzenie "nagle" niczym
                                            szybka myśl w naszej głowie, bo o tą ich definicję sie trochę tez spieramy.
                                            • kwieto Re: Dopisek 31.05.02, 00:22
                                              To zalezy jak to sam okreslisz. Ja sie sklaniam ku zen-taoistycznej
                                              interpretacji, ze te "nagle poglady" to po prostu spontaniczna reakcja na
                                              rzeczywistosc. Natomiast osad, poglad, opinia, przekonanie o czyms ma dla mnie
                                              charakter bardziej trwaly, dotyczacy dluzszego okresu

                                              Szczegolnie ze chodzi tu o opinie na wlasny temat - czyli te wszystkie:
                                              "jestem...."
                                              "zawdze robie...."
                                              "nigdy bym nie...."
                                              "uwazam sie za...."

                                              i inne takie. Trudno w tym przypadku mowic o chwilowych przekonaniach, to
                                              byloby troche bez sensu, nie uwazasz?
                                              • pastwa Re: Dopisek 31.05.02, 00:29
                                                Podsumowując zatem, pogląd moze powstac "nagle"( musi byc ta chwila gdzie nas
                                                olsni) jednak robienie z niego niezmiennej zasady na przyszłość odnośnie
                                                naszego postepowania moze właśnie stac sie takim kłopotliwym poglądem.
                                    • debe Re: Nie przejmowanie sie wlasnymi opiniami 31.05.02, 00:36
                                      bardziej zrozumiale, ale..

                                      zaczne od pracy, ten przyklad z menedzerowaniem;
                                      tutaj raczej problem ze zbytnim utozsamianiem sie, to jest jednak praca, i
                                      wykonywanie obowiazkow jest najwazniejsze, prawda? Tzn. menedzer moze byc
                                      ludzki, co nie oznacza przeciez, ze musi osobiscie angazowac sie w relacje z
                                      pracownikami. Nie chodzi mi o to, ze takich relacji byc nie moze, tylko, zeby
                                      odroznic prace od zycia prywatnego. "Ludzki" menedzer moze zwolnionej osobie
                                      szczerze wspolczuc, ale zwolni, bo to wlasnie jego praca. I nie sadze, ze
                                      bedzie tutaj konflikt (pomimo, ze wolalby nie zwalniac) .
                                      Po prostu nasza opinia o tym jaki powinien byc szef (dobry szef=nie zwalnia)
                                      nie ma tak naprawde wiele wspolnego z idealnym szefem.
                                      Szef ma prowadzic firme. Trzeba sobie to uswiadomic, i starac sie nie dopisywac
                                      innych cech dobrego szefa.

                                      Wlasne opinie. Bardziej bym byla za tym, zeby zastanowic sie dlaczego takie sa.
                                      Dlaczego nie wypada jezdzic na sankach. I dlaczego sama to uznalam. A moze nie
                                      tak calkiem sama? Moze wciaz pokutuje powinnam to, wypada tamto. Bo jesli nie
                                      licze sie ze zdaniem innych, to co mnie wstrzymuje przed jazda? Moge nie
                                      chciec, albo sie bac.
                                      Ale uznanie, ze nie powinnam? Nie ma "powinnam", no chyba, ze sa normy
                                      okreslajace zachowanie trzydziestolatka/ki.

                                      Co do Twego krolowania, czy raczej bycia idealnym? Dlaczego ludzie chca byc
                                      idealni? Dla siebie, czy innych? Bycie idealnym dla siebie, to wyraz chyba(?)
                                      bardzo niskiej samooceny, czyli kolo sie zamyka. Gdyz nie problem tutaj w
                                      przejmowaniu sie opiniami wlasnymi, ale w tym, ze opinie sa do kitu...

                                      Nasze opinie czesto sa wynikiem opini innych, moze po prostu wystarczy nauczyc
                                      sie je odrozniac?
                                      a wtedy mozna sie swoimi opiniami przejmowac (no ja sie przejmuje zdaje sie, a
                                      wydaje mi sie, ze calkiem "zdrowa" jestem)....

                                      • debe Re: Nie przejmowanie sie wlasnymi opiniami 31.05.02, 01:15
                                        no tak, troche sie spisaliscie...
                                        tak sobie czytam Wasze wypowiedzi, i wydaje mi sie, ze mowiac o swojej opini o
                                        sobie mowimy o roznych rzeczach.
                                        Dla mnie stwierdzenia " ja jastem..." "teraz i zawsze" nie sa zadnymi
                                        opiniami...
                                        Opinia to bardziej swiadomosc, ze ja wiem, ze np. tego nie chce, a chcialabym
                                        tamto, i chcialabym nie dlatego, ze rodzice, sasiedzi i ksiadz mowi, ze
                                        powinnam....., nie ma tu zadnego miejsca na powinnam, ani na ukladanie wlasnego
                                        obrazu i zycie wg niego..
                                        • kwieto Re: Nie przejmowanie sie wlasnymi opiniami 31.05.02, 07:48
                                          Co do opinii innych i wlasnych - nie zwalajmy winy za swoje dzialania i za to
                                          kim jestesmy na innych. W koncu przekonanie, ze jesli bede mial partnera to
                                          rozwiaza sie wszystkie moje problemy jest MOIM przekonaniem a nie czyims innym.
                                          To skad sie wzielo jest nieistotne, wazne ze to JA w to wierze i UTOZSAMIAM sie
                                          jakos z tym przekonaniem.

                                          Bardzo zgrabnie zauwazylas, ze chodzi o problem utozsamiania sie. Ale to
                                          utozsamianie sie nie dotyczy tylko relacji praca<>zycie prywatne (jak ow
                                          menedzer), a czesto utozsamiamy sie ze swoim zachowaniem, ktore przejawia sie
                                          bardzo czesto. Np. jesli zwykle ciezko mnie wyprowadzic z rownowagi, dosc
                                          szybko sam sobie wyrobie opinie "jestem opanowany". I moge sie bardzo zdziwic,
                                          gdy zdarzy mi sie wybuchnac gniewem, lub w swoim przekonaniu o byciu opanowanym
                                          zupelnie nie zauwazyc, ze czesto reaguje emocjonalnie.

                                          Po prostu takie nawet drobne przekonania o swojej osobie w jakis sposob
                                          "zwalniaja" mnie z myslenia czy rzeczywiscie tak jest, zwalniaja mnie z uwagi
                                          na to co robie w kazdym momencie. A wtedy zapedzic sie i zrobic sobie kuku juz
                                          nie jest wielkim problemem.

                                          Dla Ciebie opinia to "ja wiem, ze tego nie chce" - ale czy odnosi sie ona do
                                          danej jednej sytuacji, czy rozciaga sie na cale Twoje zycie? Bo wracajac do
                                          problemu przekonania o tym, ze partner rozwiaze wszystkie problemy, mozemy to
                                          przekonanie ujac w ten sposob: "ja wiem, ze nie chce byc sam, pragne bycia z
                                          kims". Ale jesli sie glebiej przyjrzec, to moze wcale nie koniecznie wlasnie to
                                          jest mi potrzebne, moze mi sie tylko tak wydaje?
                                          • debe Re: Nie przejmowanie sie wlasnymi opiniami 31.05.02, 21:04
                                            dobra, teraz jasne
                                            myslalam troche o czyms innym
                                            bo te opinie pt. jaki mam byc, nasze wyobrazenia o nas to przeciez takze pewne
                                            strereotypy, matryce; nie bede sie madrzyc, ze takich opini sobie nie buduje,
                                            ale jesli uzmyslowic sobie, ze takich matryc nie ma bo po prostu nie istnieja,
                                            to jest duzo latwiej; a matryc nie ma bo nie ma zadnego prawidlowego sposobu
                                            postepowania;
                                            np. jezeli sobie ubzduramy, ze np. ja nie powinnnam pozwolic wyprowadzic sie z
                                            rownawagi i za wszelka cene bede starac sie to robic, to tutaj wg mnie bardziej
                                            chodzi o to zeby nie budowac sobie takich "powinnam/nie powinnam" niz na
                                            przejmowaniu sie nimi. Jak ich nie bedzie, to wystarczy. Pytanie czy sie tak
                                            da?
                                            Pewnie nie zawsze, ale jakos zaden przyklad tutaj nie przychodzi mi do glowy
                                            (pomijajac sytuacje w ktorych taka "matryca" jest, jak np. w przypadku pracy
                                            menedzera)

                                            Co do mojego "ja tego nie chce"/"a to chce" jak pisalam wczesniej, nie
                                            uzalezniam mojego szczescia od rzeczy, osob, czy czegos tam...
                                            fajnie cos tam miec, ale wiem (czy tez mi sie wydaje? he, he), ze jak
                                            szczesliwa nie jestem, to te "cele" i tak sa zludne..
                                            sprobuje opowiedziec w ten sposob: sa pewne rzeczy, ktorych nie umiem
                                            zaakceptowac, z ktorych bym nie zrezygnowala. Czy one za iles tam lat sie
                                            zmienia. Nie wiem. Nie sadze, ale powiem "nie wiem" a nie "stanowczo nie", byc
                                            moze stanie sie cos, co zupelnie zmieni moje zapatrywanie na swiat czy siebie.
                                            Na dzien dzisiejszy tak mysle/tak mi sie wydaje, i dotyczy to mojego zycia,
                                            mojej przyszlosci. Nie oznacza, ze sie nie myle. Ale umiem zaakceptowac swoje
                                            pomylki, bo niby dlaczego mialabym wymagac od siebie nierobiennia bledow?

                                            Jezeli juz zakladam, ze partner odnieni moje zycie, to musi sie zdarzyc cos co
                                            zmnieni ta opinie (np. jakos dojde do wniosku, ze moze jednak nie tak wiele od
                                            tego parnera zalezy; lub tez przekonam sie na wlsanej skorze, ze racji nie
                                            mialam), albo bede w nia wierzyc do konca swoich dni. Czy bede sie nia
                                            przejmowac? Dobre pytanie, kompletnie nie umniem postawic sie w takiej
                                            sytuacji, ale chyba latwe by to nie bylo...

    • kamfora podejrzliwosc... 30.05.02, 19:04
      Gość portalu: trauma napisał(a):

      > Próbuję za każdym razem próbuję powstrzymywać się, ale jest to silniejsze ode
      > mnie, siedzi we mnie jakaś przemożna chęć by nawet najbardziej pozytywne
      > reakcje na moją osobę odczytywać na opak, podejrzliwość zaś moja w stosunku do
      > ludzi, że jeśli mówią mi coś miłego to i tak tego nie mają na myśli, a po
      > prostu czegoś ode mnie chcą, jest przeogromna.

      Zastanawia mnie to, co napisalas. Bo z jednej strony, piszac o sobie -
      mowisz, ze chcesz z kims byc, chcesz, zeby ktos byl z Toba - czyli
      CHCESZ czegos od tego kogos i dlatego starasz sie o niego.
      Z drugiej strony chcialabys, zeby ten ktos akceptowal Cie bezwarunkowo,
      nie chcac od Ciebie niczego...czyli nawet tego, zebys z nim byla?

      No wiem, przesadzam. Ale...zastanow sie: jezeli Ty potrafisz powiedziec
      cos komus szczerze (bo robisz tak, prawda?) to dlaczego uwazasz, ze
      wszyscy wokolo to oszusci?

      A moze to polega na nieudawaniu kogos
      innego podczas pierwszych chwil po spotkaniu kogos, nieudawaniu
      kogos lepszego, niz sie jest w rzeczywistosci. Bo potem jest ten strach,
      ze "on odkryje, jaka ja jestem naprawde i wszystko sie skonczy"
      I konczysz Ty, zeby on nie skonczyl z Toba...

      A moze nie?...
      • Gość: trauma Re: podejrzliwosc... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.05.02, 19:08
        • Gość: dluś Re: podejrzliwosc... IP: 217.99.217.* 31.05.02, 00:08
        • Gość: gluś Re: podejrzliwosc... IP: 217.99.217.* 31.05.02, 00:12
          - ale macie zdrowie.....
          • Gość: soso Re: podejrzliwosc... IP: 195.41.66.* 31.05.02, 07:21
            Kapitalna dyskusja! (Rozmowa?)

            Idealny partner opisany przez traume jest dokladnie taki, jakim go chcialem
            opisac z tym - najistotniejsza uwaga - idealny partner nie istnieje! No i teraz
            kwestia praktyczna. Skoro nie istnieje to trzeba sobie to wbic do glowy i od
            tego punktu zaczac. Tak wiele madrych slow to padlo, ze mozna cos znalezc dla
            siebie. Ale potem - zaczac od siebie a nie ogladac sie na pomoc z zewnatrz. Ten
            przypadek mowi, ze doswiadczenie jest wazniejsze od teorii. Traumo, doswiadczaj
            swego zycia i tyle. To jest wlasnie cala przyjemnosc o ile sie siebie akceptuje.

            pzdrw

            soso
            • Gość: trauma Re: podejrzliwosc... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 31.05.02, 09:10
              soso i wszyscy wszyscy...
              dziś pierwszy dzień z reszty mojego życia...wczorajszy na pewno na długo
              pozostanie w mojej pamięci - intensywność przemyśleń, jaką przyniosła mi
              tutejsza dyskusja, nie do zapomnienia będzie w szybkim czasie, a i wnioski z
              rozmowy daleko idące...
              teraz idę przed siebie, co się da - spróbuję naprawić, jesli nie będzie to
              możliwe pożałuję, ale będę szła dalej...oby sił starczyło...
              każdy dzień kolejny będzie niepodobny do poprzedniego i wiem, że nie będzie
              łatwo...mały kroczek, potem drugi...
              cierpliwości mi trzeba i uspokojenia wewnętrznego, pokory w języku, myślach i
              czynach...czyli plan na całe życie stawania się sobą lepszą...
              czy się uda? nie wiem...ale pójdę dalej
              może jeszcze nie wsystko stracone...

              • Gość: lusia glos zdrowej nicheci IP: *.kim.pl / *.kim.net.pl 31.05.02, 13:32
                A mnie Traumo irytujesz. Ta maniera pisania, z czasownikami na koncu -
                okropnosc. To ciagle plaszczenie sie przed wszystkimi, przepraszanie i
                dziekowanie za wszystko. Nie do zniesienia.
                Szczerze, od serca i bez drugich i kolejnych den.
                Pytanie brzmi - co z tego wynika dla Ciebie? Nic. Ta irytacja jest moim
                doswiadczeniem. To tylko moja opinia, nie musi Cie obchodzic. Okazalabym Ci ja,
                gdybysmy weszly w kontakt poza Internetowy. Nie chcialabym jednak, zeby to
                urazilo Twoje uczucia. Dlatego w trosce o wlasny komfort psychiczny prosze -
                wiecej gruboskornosci w kontaktach z innymi ludzmi.
                • Gość: lusia tylko blagam - nie dziekuj IP: *.kim.pl / *.kim.net.pl 31.05.02, 13:34
                  Powiedz raczej, ze masz gdzies moje opinie.
    • poison1 Re: Do Traumy 31.05.02, 10:48
      Nie martw się. To tak, jak bym czytała o sobie. Nie jesteś jedyna z tym
      problemem, ale to żadne pocieszenie. Jesteś nadwrażliwcem, jak ja. A spod
      jakiego znaku jesteś, bo ja spod Raka. Wszytkie znaki wodne mają tę
      nadwrażliwość. Może ty też nim jesteś.
      • Gość: trauma Re: Do Traumy IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 31.05.02, 11:01
        ryby:-)))
        • Gość: ida Re: Do Traumy IP: *.csk.pl 31.05.02, 11:14
          Gość portalu: trauma napisał(a):

          > ryby:-)))

          jak mnie pamięć nie myli to skorpiony też są wodne (choc z wodą mają tyle
          wspólnego, że coś pić muszą... ale nie koniecznie wodę:-)
          To powiem, że też byłam nadwrażliwa(do dzisiaj trochę mi jeszcze zostało, ale juz
          tej resztki nie chciałaby sie pozbywać :-) ale z tego jak najbardziej się
          wyrasta. Oczywiście, pod warunkiem, że uświadomi się sobie problem i naprawdę
          chce się zmienić...
          • poison1 Re: Do Traumy 31.05.02, 11:24
            Gość portalu: ida napisał(a):

            > Gość portalu: trauma napisał(a):
            >
            > > ryby:-)))
            >
            > jak mnie pamięć nie myli to skorpiony też są wodne (choc z wodą mają tyle
            > wspólnego, że coś pić muszą... ale nie koniecznie wodę:-)
            > To powiem, że też byłam nadwrażliwa(do dzisiaj trochę mi jeszcze zostało, ale j
            > uz
            > tej resztki nie chciałaby sie pozbywać :-) ale z tego jak najbardziej się
            > wyrasta. Oczywiście, pod warunkiem, że uświadomi się sobie problem i naprawdę
            > chce się zmienić...


            Zgadza się. Skorpiony należa dotego trygonu co Raki i Ryby (też nie wiem
            dlaczego, ale nie ja to wymyśliłam). Tylko, że Skorpion do obrony ma żądło, Raki
            skorupę, a Ryby? Nic! Co najwyżej mogą się wyślizgiwać.
            • Gość: ida Re: Do Traumy IP: *.csk.pl 31.05.02, 11:36
              poison1 napisał(a):

              >Tylko, że Skorpion do obrony ma żądło,

              to sie fachowo chyba nazywa kolec jadowy, a nie żądło
              :-)))))
              • poison1 Re: Do Traumy 31.05.02, 12:00
                Gość portalu: ida napisał(a):

                > poison1 napisał(a):
                >
                > >Tylko, że Skorpion do obrony ma żądło,
                >
                > to sie fachowo chyba nazywa kolec jadowy, a nie żądło
                > :-)))))

                Ale czy my rozmawiamy o zakończeniu ogona skorpiona, czy o czymś głębszym? Jak
                zwał tak zwał, biologirm nie jestem, ale dzięki za podpowiedź.
          • kwieto Re: Do Traumy 31.05.02, 20:01
            Gość portalu: ida napisał(a):


            > jak mnie pamięć nie myli to skorpiony też są wodne (choc z wodą mają tyle
            > wspólnego, że coś pić muszą... ale nie koniecznie wodę:-)
            > To powiem, że też byłam nadwrażliwa(do dzisiaj trochę mi jeszcze zostało, ale j
            > uz
            > tej resztki nie chciałaby sie pozbywać :-) ale z tego jak najbardziej się
            > wyrasta. Oczywiście, pod warunkiem, że uświadomi się sobie problem i naprawdę
            > chce się zmienić...

            A ja jestem Bykiem i tez sie uwazalem za nadwrazliwca. Teoria sie nie sprawdza

        • poison1 Re: Do Traumy 31.05.02, 11:22
          Gość portalu: trauma napisał(a):

          > ryby:-)))


          No widzisz Trauma, coś wyczułam. Witaj w klubie wodniaków-biedaków!
    • poison1 Re: Trauma 31.05.02, 11:58
      Przeczytałam Twoją ostatnią wypowiedź i chciałam ci zadać jedno pytanie: dla
      kogo chcesz być lepsza? Jeśli dla siebie - to warto się starać, a jeśli dla
      świata to daj spokój, i tak nie doceni. Myślę, że już samo to, iż jesteś
      zdolna do tak głębokich przemyśleń na swój temat świadczy, jak bardzo
      wartościowym człowiekiem, chociażby dla siebie samej, jeste; dla siebie i dla
      Twojego Boga. To najważniejsze. A reszta - to marny puch.
      • traumaa Re: Trauma 31.05.02, 17:40
        myślisz, że świat nie czeka na to bym była lepszą? że poprzez stawanie się
        właśnie dojrzalszą, mądrzejszą, wyrozumiałą i otwartą na innych nie można
        zmienić siebie a przez to może wpłynąc na świata polepszenie?
        czyż nie jest tak, że akcji odpowiada reakcja, choćby nieoczekiwana ale czyż w
        tym wypadku nie pożądana?
        ktoś powiedział, zacznij mieniać świat od siebie...może to jest metoda...jesli
        ja będę lepsza, wokół mnie choćby w małym zakresie będzie lepiej...
        ale póki co myślę, że ważniejszym jest by skupić się na sobie, na poprawianiu
        własnego ja...jeśli świat przez to będzie lepszy....to ja poproszę, niech tak
        się dzieje...
        • Gość: morskapi Re: Trauma IP: *.pwr.wroc.pl / *.wroclaw.dialog.net.pl 01.06.02, 08:52
          Mila Traumo !
          Z ciekawoscia przesledzilam wczoraj dyskusje na " zadany" przez Ciebie temet !
          Po raz kolejny zaluje, ze tak pozno sie urodzilam ! ! ! Gdy bylam mloda -
          nawet nie snilo mi sie o mozliwosci podyskutowania na tak wazne ( dla mnie )
          tematy, w tak duzym gronie, z tak ciekawymi rozmowcami !
          Niestety. Ja do wszystkiego musialam dochodzic sama ( nie mialam odwagi
          zapytac, nie mialam z kim pogadac, wszystko co mnie bolalo - zostawalo
          we mnie...........).
          Efekty - rany we mnie, swiadomosc, ze nie potrafilam dac tego co moglam swoim
          Najblizszym, nie dostalam od Nich tego co moglam dostac - bo nie umialam
          powiedziec o swoich potrzebach....marzeniach.....). Jedyny, najwazniejszy dla
          mnie czlowiek - znalazl, czego nie dostal ode mnie, u innej. I to ona cieszy
          sie teraz tym, co ja tak kochalam ( tym czyms, co czlowiek ma w samym srodku
          swojej duszy i dzieli sie tym tylko z kims najblizszym...............).
          Czemu o tym pisze ?
          Bo czytajac o Tobie.........widzialam siebie sprzed lat !
          Wszyscy wkolo mnie zawsze mieli mnie....na wyciagniecie reki, na kazde
          zawolanie.
          Bo kazde przezycie, niezauwazalne dla innych - dla mnie bylo ......trauma !
          ( mimo, ze dlaeko mi do znakow wodnych ! ).
          Mila Dziewczyno !
          Dbaj o siebie ! ! Badz dla siebie mila i wyrozumiala ! !
          Mysl o swoich potrzebach ! ! Staraj sie egzekwowac od innych to co Ci sie
          " nalezy " - sami Ci nie dadza i to nie ze zlej woli, ale z.....wygodnictwa ! !
          ......a moze z ...normalnego myslenia o sobie ???
          Serdecznie pozdrawiam ...........M.P.
        • Gość: ida Re: Trauma IP: *.csk.pl 01.06.02, 10:05
          traumaa napisał(a):

          > myślisz, że świat nie czeka na to bym była lepszą? że poprzez stawanie się
          > właśnie dojrzalszą, mądrzejszą, wyrozumiałą i otwartą na innych nie można
          > zmienić siebie a przez to może wpłynąc na świata polepszenie?



          Nie, świat nie czeka na to abyś była lepsza. Świat nawet nie wie, że istniejesz
          więc dlaczego miałby czegoś od Ciebie oczekiwać? Stajesz sie lepsza sama dla
          siebie, dlatego że wykryłaś w sobie cechy, które Cię "uwierają", i z którymi jest
          Ci źle, i których chcesz się pozbyć. Ale to wszystko robisz dla siebie, nie dla
          świata.

          A że gdyby takich ludzi jak Ty było więcej... To juz zupełnie inna historia...
          • traumaa Re: WSZYSTKIM WAM STĄD... 02.06.02, 17:46
            Mili moi,
            Minęło kilka dni od naszej dyskusji tu oto w tym miejscu, nie wpadając w
            egzaltację lekkie poruszenie na tym wątku nastapiło za przyczyna mojej osoby,
            czy raczej mojej przypadłości i nieumiejętności radzenia sobie z pewnym
            aspektem mojego ja, lub może niezdolności obcowania z innymi w pewnych
            sytuacjach...
            Minęło kilka dni, które nie ukrywam strawiłam na intensywnym myśleniu co dalej
            z tym począć, jak się odnaleźć po przekroczeniu granicy, którą niechybnie
            naruszyłam a co było bezpośrednim przyczynkiem do skonstruowania tego wątku, a
            co najważniejsze - szczególnie dla mnie jak dokonać w sobie zmian by w
            przyszłości tego typou sytuacji unikać.
            Nie pochwalę się, że spłynęła na mnie genialna myśl, która jak za dotknięciem
            czarodziejskiej różdżki rozwiała wszelkie moje wątpliwości i pokazała szlak ku
            świetlanej przyszłości.
            Tak się nie stało...

            ale powiem Wam, że przede wszystkim uspokoiłam się wewnętrznie ( na ile tylko
            mogłam );

            podjęłam decyzję by porozmawiać z ostatnią "ofiarą" mego postępowania
            ( tu myślę nastąpiło rozjaśnienie co do relacji między nami, choć jakby
            w niespodziewaną mimo wszystko dla mnie stronę - odkryłam, co tak naprawdę
            winno być dla mnie czytelne od czasu dłuższego - między nami nigdy nie
            było "chemii", że uogólnię- były poprawne relacje znajomych, gdy ja tymczasem
            doszukiwałam się uczuć na poziomie kobieta - mężczyzna - za dużo wyczytywałam
            z jego gestów i komunikatów czysto werbalnych...stąd i może moje reakcje
            ustawione były na najwyższych diapazonach - "kocha = zrozumie, wybaczy, usłyszy
            wołanie o wzajemność", i stąd także myślę pewne uzurpatorskie zachowania
            z mojej strony ). A więc nadal się komunikujemy, tylko, że ja "schłodziłam" się
            do jego temperatury - spokojnie z nim rozmawiałam uwierzycie?, bez napięcia
            wewnętrznego, od miesięcy nie przeszywał mnie dreszcz nerwowości czy
            niepewności na każde jego kolejne słowo - mówiłam i słuchałam...nie
            interpretowałam - udało się...;

            podjęłam postanowienie mocnej poprawy ( zbyt "biblijnie" może zabrzmiało, ale i
            w Biblii znalazłam źródło mego uspokojenia, wyjaśnienia także dla moich
            ułomności, czy też siłę do ich przezwyciężania - polecam psalm 139 );

            nie myślę o tym ( co obiecałam zresztą kwieto:-), że od jutra będę inna,
            doskonała, taka supergirl, daję sobie prawo do pomyłek, ale z pokorą do samej
            siebie, oby się udało, obym znowu nie przereagowała;

            i żyję...

            dzięki Wam wszystkim stąd za wszystkie słowa...dzięki za to, że się
            zatrzymaliście, żeby napisać do mnie słów tyle, dzięki także tym, którzy nie
            pisząc może tylko przeczytali i z niezrozumieniem pokręcili głową - rany co za
            kobieta hegemon, a może innym właśnie te moje słowa, ta moja spowiedź tu była
            przestrogą - co zrobić by się kimś takim nie stać, lub jak z takiej
            przypadłości mentalnej próbować się wyswobodzić...

            dzięki, że jesteście, piszecie i czytacie...każdemu z WAS stąd...

            traumaa







Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka