Gość: trauma
IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl
30.05.02, 12:34
chciałam się podzielić z wami pewną refleksją, czy nawet a może przede
wszystkim przeczytać wasze komentarze na temat wybitnej mej zdolności do
komplikowania wszelkich znajomości...poza innymi różnymi aspektami życia, które
często wywołują we mnie poczucie dyskomfortu, na plan pierwszy wysuwa się, o
zgrozo najważniejsza, bo zauważona przez mnie zdolność do komplikacji stosunków
międzyludzkich w jakie wchodzę...
znana jako osoba z dużą empatią, uduchowiona, wrażliwa, słuchająca innych i
umiejąca znaleźć rady często słuszne dla innych ( to nie pycha przemawia przeze
mnie - słyszałam takie okreslenia z ust wielu znajomych ) jednocześnie sama,
gdy zbliżam się do kogoś na kim bardzo zależy, głównie chodzi o mężczyzn,
potrafię w drastyczny sposób doszukiwać się wszystkiego co najgorsze w ich
rozumieniu mnie.
Roztrząsam każdą krytyczną uwagę pod moim adresem, doszukuję się zawsze
drugiego dna w ich wypowiedziach - nawet jeśli wypowiedz ta nosi znamiona
pozytywnej pod moim adresem, generalnie z najlepszego nawet związku czy
przyjaźni potrafię zbudować bombę wodorową, którą odpalam w krótkim czasie - a
ta eksplodując kończy związek pozostawiając mnie w bolesnym poczuciu winy....po
czasie...
Próbuję za każdym razem próbuję powstrzymywać się, ale jest to silniejsze ode
mnie, siedzi we mnie jakaś przemożna chęć by nawet najbardziej pozytywne
reakcje na moją osobę odczytywać na opak, podejrzliwość zaś moja w stosunku do
ludzi, że jeśli mówią mi coś miłego to i tak tego nie mają na myśli, a po
prostu czegoś ode mnie chcą, jest przeogromna.
W ten sposób niszczę wszelkie znajomości dla mnie ważne, i choć tak bardzo chcę
z kimś być, ranię i uciekam w dal...bo jakżesz inaczej można to nazwać...
Tak było też wczoraj...przereagowałam a teraz żałuję...
Na straty spisanam?