Dodaj do ulubionych

kocham słodycze

14.02.05, 23:19
... i to bardzo. zawsze odchudzałam się. czyli od jutra nie będę jeść
słodyczy. będę jeść niedużo i zdrowo. po kilku dniach marzyłam o słodyczach
znowu. miałam napad i pożerałam ich tony. od wczoraj stwierdziłam, że czas
zaakceptowac to, że kocham słodycze i NIGDY nie przestanę ich nie chcieć
jeść. normalni ludzie też je jedzą i to z radością. więc od wczoraj jem
słodycze. niedużo. jestem spokojna. być moze do pierwszego stresu. wiem od
swojej terapetki, że problem jest w tym, że często rozum mówi swoje, a
uczucia swoje. wtedy powstaje zgrzyt. im bardziej chcę być rozsądna, tym
bardziej robię rzeczy pozbawione sensu. trzeba się naprawdę wsłuchiwać w
siebie, tzn. w to czego się pragnie. to się samo z czasem zracjonalizuje.
łatwo powiedzieć... ale takie mam przemyślenia walentynkowe. trochę nie na
czasie, ale co mi tam. daję sobie prawo do coraz więcej rzeczy i coraz mi z
tym lepiej. nie można udawać kogoś innego, niż się nim jest. to się zawsze
mści. pierwszy stopień to poznanie siebie, bo to wcale nie jest takie
oczywiste.
Obserwuj wątek
    • kasiolda Re: kocham słodycze 15.02.05, 18:37
      witaj oka!
      wszystko to co napisalas jest prawda
      tylko ze to jest teoria,a z praktyka roznie bywa,sama chyba wiesz,ale probowac
      trzeba
      pozdrawiam
      • oka10 głód miłości 15.02.05, 21:56
        jak już pogodziłam się z tym że kocham słodycze i dałam sobie prawo do tego
        żeby je jeść, przestały wywoływac we mnie takie emocje. zjadłam i już. za jakiś
        czas zjem je znowu. przestałam się z nimi "żegnać" jak gdyby to był ostatni
        raz. dzisiaj zaczęłam zastanawiać się dlaczego właściwie słodycze? moje teoria
        jest taka, ze one są czymś przyjemnym a nie karą za coś. a zatem zastepują mi
        coś czego bardzo pragną moje uczucia, a czego rozsadek mi odmawia. myślę że to
        miłość, która do tej pory była wiecznie nieszczęśliwa, której się boję, bo
        rozum mówi, że mężczyźni są źli i podli, którą odrzucam, a której pragnę. może
        to nawet miłość cielesna, bo jedzenie przecież jest przyjemnością zmysłową. pod
        warunkiem oczywiście, ze się to robi dla przyjemności, a nie za karę.
        tak sobie pokombinowałam i dobrze mi z tą myślą, choć nie wiem co dalej.
        • motylek.motylek Re: głód miłości 16.02.05, 08:40
          Witajcie :)

          Chciałam napisać słów parę o słodkościach.
          Sama mam czasami ten problem. U mnie sprawdza się właśnie podejście akceptacji
          do nich. To się sprawdza! Nie piszę, nie myslę: kocham, to za mocne słowo, zbyt
          cenne. Kocha się bliskich, rodzinę, przyjaciół. Słodycze się lubi, a kiedy owe
          słodycze je się z przesadną namietnością to jest to tylko SYGNAŁ, że coś z
          naszym zyciem, podejściem do niego, jest nie tak. A co dalej??
          Dalej trzeba rozwiązywać problemy!
          Ja zaczęłam to ostatnio robić, to trudne ale b a r d z o satysfakcjonujące.
          Warto! Warto stanąć twarzą w twarz z własnym wnętrzem i je porządkować. A potem
          nie wiadomo kiedy namiętność do słodyczy gaśnie, a rozkwita najczystsza miłość:
          DO SIEBIE, DO ŻYCIA, DO BLISKICH.

          I ja tej prawdziwej miłości CHCĘ szukać, bo zbyt wiele przeleciało mi jej przez
          palce!

          Co o tym myslicie?
          Trzymajcie się cieplutko!


          • neja Re: głód miłości 18.02.05, 13:16
            Miałam teaki sam problem ze słodyczami. Przez lata, właściwie odkąd pamiętam
            pożerałam wszystko co słodkie i nie mogłam przestać. Nie było to dla mnie
            problemem bo nie tyłam. Problem zaczął się rok temu, spadła mi przemiana
            materii i z równej przez lata wagi 50 kg +/- 1 kg skoczyłam do 53 - 53,5 i za
            nic w świecie nie mogę się tego pozbyć. Jestem niska mam zaledwie 162 cm
            wzrostu i każde 0,5 kg widać niestety dość mocno. Oczywiście na przestrzeni
            kilku ostatnich lat próbowałam się pożegnać ze słodyczami. Wyglądało to mniej
            więc tak; kupowałm wsystkie rodzaje czekoladek, lodów i batoników jakie
            lubiałam jeść i zjadałam je na raz. I co ?? Za dwa trzy dni jadłam znowu. Aż
            pewnego dnia mój mąż przyniósł do domu największa bombonierkę Merci był mikołaj
            dostałam dwa wielkie worki kasztanków i tik - taków - pomadek z Wedla.
            Następnego dnia miąłam jechać do Warszawy i wiedziałam że w acie pojawi się to
            wszystko i podczas podróży pochłoniemy całość. Powiedziałam sobie nie ! Nie
            będzie mną głupia czekoladka rządziła !! Nie wierzyłam specjalnie że mi się
            uda, myśłałam że nic z tego nie będzie a już na pewno skusze się na parę
            gryzków od męża.... i co ??? Nie uwierzycie ale od 6 grudnia nie jem
            słodyczy !!! I nie sa mi w ogóle potrzebne. Mało tego mogą leżeć przed mną w
            domu i nic mnie do niech nie ciągnie, wręcz się dziwię jak to możliwe że kiedyś
            tak się nimi objadałam !!!

            Wprawdzie nie schudłam ani grama ale przynajmniej ukręciłam łeb hydrze... teraz
            walczę z orzechami, zwłaszcza ziemnymi prażonymi bez soli i tłuszczu.... Tu
            jest gorzej, bo ne są bardzo zdrowe....
            Trzymam za Was kciuki i wierzę że kiedyś tez słodycze przestaną wami
            rządzić !!! Nie mam sposobu bo sama nie wiem jak to się stało, ale chcialam Wam
            pokaza że tak skrajne przypadki jak ja wychodzą z tego obżarstwa....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka