Dodaj do ulubionych

co ja zrobiłam... :(

26.03.05, 18:03
Witajcie,
poznałam faceta w necie, klikamy już 4-mce, jeszcze się nie widzieliśmy, ale
dobrze się rozumiemy, on planuje już przyszłość... Na zdjęciu był nawet
wporzo, ale wiem, ze było dawno zrobione...
Zależy mu na domu, rodzinie...ale problem w tym, że nie ma domu od kilku
lat /jest bezdomny, tak przynajmniej mi powiedział...ma zresztą taki
chrapliwy głos, jak u alkoholików ;( / Dowiedziałam się niedawno, wspominał
dawne swięta, i to, że teraz jest sam...Pomyslałam, ze może...moglibyśmy się
spotkać, podzielić jajkiem...Tylko ,że teraz trochę się boję...żę on nie da
mi spokoju, jeśli zalezy mu tylko na obiadkach, meldunku...Nie ma pracy, a ja
nie chcę go utrzymywać, bo zwyczajnie mnie nie stać...Ja jestem sama od kilku
lat, ale to nie znaczy, ze zależy mi na kimkolwiek, nie chcę, by moje małe
dziecko się go bało...Nie wiem, dlaczego to zrobiłam / odruch /, on chce się
żenić, ja - tylko na razie chcę przyjażni...
Może zależy mu na meldunku ? Ma też kłopoty z prawem, sprawę w sądzie...
Może to zakończyć i nie zawracać sobie głowy ?
Co sądzicie ? Proszę o sugestie...
Obserwuj wątek
    • julla Re: co ja zrobiłam... :( 26.03.05, 18:23
      Cztery miesiące klikacie, nie widziałaś go na oczy i on chce się żenić??
      Mam nadzieję, że źle zrozumiałam, albo się wygłupiasz
    • moofka Re: co ja zrobiłam... :( 26.03.05, 18:50
      nie rozumiem
      ale może mnie dzień gospodarczo-sanitarno-kuchenny zmęczył :)
      zaprosić człowieka po katolicku na jajeczko to chwalebne, nie musisz go
      meldować wszakże
      przed pierwszym spotkaniem nie musisz wiedziec jak ono sie potoczy, a tym
      bardziej jak wasza znajomość dalej sie rozwinie
      nie wiem czemu dziwnie jakoś czuje, ze czujesz sie do czegoś zobowiązana
      niesłusznie, po tym spotkaniu możecie sie więcej nie spotkać, albo zostac tylko
      znajomymi
      tym bardziej nie musisz go utrzymywać co za pomysł w ogóle?
      ale jednego nie rozumiem najbardziej (albo najmniej) - gdzie on bezdomny z tego
      netu korzysta?
    • lunar1978 Re: co ja zrobiłam... :( 26.03.05, 19:05
      Też mnie zastanawia gdzie on z tego neta korzysta, bo to
      jednak trochę kosztuje ... a może szuka sobie ciepłej
      przystani ... ja bym się bał. A może ktoś się po prostu
      Tobą bawi, taki eksperyment, czy ktoś da się nabrać ...
      Zresztą jak można chcieć się żenić po klikaniu z kimś porzez
      internet ... niepoważne. W każdym bądź razie uważaj. Ja bym
      jednak nie zawracał sobie głowy tą osobą, tym bardziej że ma
      kłopoty z prawem. Kończ z tym jak najprędzej. Jest
      tylu "normalnych" facetów, których można poznać również poprzez
      internet, a Ty się jego uczepiłaś, tak samo jak on Ciebie.
    • ewa-anna1 Re: co ja zrobiłam... :( 26.03.05, 20:49
      Witam i dziękuję za posty...
      On poważnie traktuje naszą znajomość, ja jestem na luzie - sparzyłam się dwa
      razy, sama wychowuję dzieci...
      To żaden kawał, facet często wpomina o MOJEJ zmianie nazwiska, a ponieważ ma
      kłopoty z prawem / jakaś sprawa w sądzie o wyłudzenie kredytów / - planuje
      notarialnie przepisać wszystko, / także co ja mam / na dzieci / moje,
      jego...Chce w ten sposób podkreślić, że nie chce mojego domu, samochodu,
      firmy...etc. Zależy mu na meldunku...
      Była zona zabrała mu wszystko,jak przepisał na nią majątek, żeby komornik się
      nie dobrał, odsunęła go od dzieci, odeszła z innym, co ma "furę i komórę"...
      Dla mnie dziwna historia :( że facet wolał zostać włóczęgą i bezdomnym...To się
      nie trzyma kupy...
      P.S. Podobno klika do mnie z kawiarenek...
      Facet mnie dobrze rozumie, mamy te same wartości życiowe...Nie uczepiłam się
      go, tylko mam wątpliwości...stąd mój post na forum...Nie chcę, by moja zbytnia
      ostrozność zniszczyła coś być może wartościowego...Sama nie wiem, szukałam
      właśnie faceta o takich cechach...
      Czy jest możliwe, by ktoś dawał ogłoszenie w serwisie matrymonialnym tylko po
      to, by się zabawić... ?
      • lunar1978 Re: co ja zrobiłam... :( 26.03.05, 21:00
        Właśnie dlatego że nie trzyma się to kupy, uważam że
        nie warto brnąć w to wszystko dalej. I to wcale nie
        jest moim zdaniem zbytnia ostrożność, ale zwyczajny
        rozsądek. Naprawdę uważaj ...
      • witch-witch Re:I ty mając dzieci nie boisz się o nie?!!!!! 26.03.05, 21:38
        Wyglądasz na desperatkę, która w desperacji weźmie każdego kto jej powie to co
        ona chce usłyszeć! JESTEŚ BANALNA I STRASZNIE NAIWNA! Przerażenie ogarnia jak
        się czyta takie głupie posty jak twój!!! Czy ty wiesz na jakim ty świecie
        żyjesz? Ile ty masz lat? Co ty wiesz o tym włóczędze? I ty pod dach takiego
        jeszcze chcesz zaprosić? Z jakim towarzystwem ty się zadajesz? Mając dzieci to
        ty jesteś bardzo nieodpowiedzialna! Najpierw człowieka się poznaje. A tu kogo
        chcesz poznawać? Biedę z nędzą i wierzysz,. że on ma jakieś uczucia do ciebie i
        wspólnota poglądów? hahahahahahaha takie banialuki i ślub chce brać. Ty
        spotkałaś zdesperowanego wariata, takiego desperata jak ty sama. Idź kobieto po
        rozum do czaszki jakiś dobry psychol powinien się tobą zająć.
        Jedno na koniec o nim ci powiem: człowiek w takiej sytuacji ekonomicznej jakiej
        on się znajduje jest psychicznie bardzo słaby i chory. Po prostu chory, bo w
        takiej sytuacji wszystkie rezrwy psychiczne działają na aby przeżyć. Dla niego
        życie jest dżunglą, gdzie on walczy o kawałek chleba, żeby nie paść jak pies
        kulawy z zimna i głodu. On nie ma wielkich uczuć. Tam jest duży stres i walka o
        przetrwanie, ale jest też odrobina inteligencji, która działa, dlatego cię
        poderwał wiedział jak się do tego zabrać. I pewnie nie było mu trudno!Jesteś
        głupią desperatką! Obudź się.
        Piszę do ciebie w ten sposób aby potrząsnąć tobą, żebyś głupoty nie robiła BO
        MASZ DZIECI! Zajmij się kobieto dzićmi, kochaj je, daj im czas i miłość i niech
        cię BÓG chroni przed włóczęgami i innymi czarnymi typami! A do mężczyzn przez
        internet poznawanych podchodź szczególnie ostrożnie!!!! I jeszcze jedno KOCHAJ
        SIEBIE! Bo to jest jedyna miłośc jaka istnieje!
        • ewa-anna1 Re:I ty mając dzieci nie boisz się o nie?!!!!! 26.03.05, 22:12
          Nie jestem naiwną desperatką, żyję sama z dziećmi od kilku lat, poradziłam
          sobie, chociaż ex-mąż próbował mnie zniszczyć...W pewnym sensie przywykłam do
          samodzielności.
          Nie miałam zamiaru zapraszać go pod swój dach, mieliśmy się spotkać w
          Warszawie...Ja wiem o nim tyle, co sam pisze, on o mnie nie wie nic
          konkretnego /adres, inne dane /
          Może, jakby napisał, ze jest biznesmenem z BMW, to byłoby O.K. ?
          A to, ze jest bezdomnym dowiedziałam się od niego niedawno :( Na slub też nie
          mam ochoty, żyłam z psychopatą 12 lat, wiem, co to znaczy...Dlatego jestem
          ostrożna, to, ze ktoś jest bez domu nie zawsze musi oznaczać, że jest draniem,
          łajdakiem...Znam takich ludzi, co im zycie "podstawiło nogę", z dnia na dzień
          zostali bez niczego...
          A mnie raczej łatwo nie poderwie, bo mam za sobą "wieloletnie pranie mózgu",
          dwa związki, z których to ja odeszłam, więc teraz dmucham na zimne. A że ciężko
          jest być samemu...to nie zbrodnia, ze myśli się o partnerze na dalsze lata...
          • witch-witch Re:I ty mając dzieci nie boisz się o nie?!!!!! 26.03.05, 22:39
            Zgoda, można szukać partnera ale rób to ostrożnie. Opinia na szukanie takich
            panów przez internet zaczyna byc zgodna, że to sam element. Noga mu się
            podwichnęła? A dleczego tobie się nie podwichnęła? Ty samotna kobieta z dziećmi?
            I ty dajesz sobie radę, a on dorosły mężczyzna i nie daje sobie rady? Jak to
            jest? A czy nie wyszedł przypadkiem z jakiegoś więzienia albo zakładu
            psychiatrycznego? Dlaczego nie powiedział od razu, że jest bezdomny? A teraz ty.
            Dlaczego kręcą cię takie wybitne niedobitki? Dlaczego ostro nie reagujesz na
            jego warunki typu najpierw zamieszkamy razem, a później praca? TU JUŻ WYCHODZI
            CHARAKTER ELEMENTA!!! On manipuluje tobą, a ty jak głupia jakaś, nawet tego nie
            zauważasz! Uważasz, ze jesteś dobra jako człowiek bo się litujesz? O tym czy
            jako człowiek jesteś dobra, będą świadczyć twoje własne dzieci, po tym jak je
            wychowasz jaki, będziesz miała stosunek do własnych pociech, a nie takich tam
            przygodnych elementach. Biedni zawsze byli i będą. Świata nie zmienisz.
            • ewa-anna1 Re:I ty mając dzieci nie boisz się o nie?!!!!! 26.03.05, 23:59
              witch-witch napisała:

              A teraz ty
              > .
              > Dlaczego kręcą cię takie wybitne niedobitki? Dlaczego ostro nie reagujesz na
              > jego warunki typu najpierw zamieszkamy razem, a później praca? TU JUŻ WYCHODZI
              > CHARAKTER ELEMENTA!!! On manipuluje tobą, a ty jak głupia jakaś, nawet tego
              nie
              > zauważasz!
              ....................
              Mnie kręcą faceci zaradni / niekoniecznie bogaci /, rodzinni, pracowici...jak
              ja sama ;)
              A to, że niedawno się o tym dowiedziałam, ze jest bez domu...nie mogłam
              wcześniej przewidzieć...I logicznym jest to, że szuka meldunku, bo czy może bez
              niego pracować legalnie, hę ?
              ELEMENT przeważnie też nie korzysta z netu, nie umie skanować zdjęć, nie pisze
              poprawnie, ortograficznie...
              Tu nie mogłam mieć zastrzeżeń, ani złych przeczuć...Ot, zwykła /dla mnie/
              znajomość z netu, a że dla niego nie...

              A czy wyszedł z więzienia lub psychiatryka ? tego nie wiem, pisal, ze trzy lata
              jest po rozwodzie, więc jest to mozliwym...
              Mój ex-mąż, jedynak, z dobrej rodziny, poprawny, zaradny...był chory w
              dziećiństwie, ale dowiedziałam się o tym po latach, jak nastapił nawrót
              STRASZNEJ choroby psychicznej...Myślisz, ze kogoś znasz, masz z nim dzieci, a
              potem wychodzi z niego drugie"ja" czyli diabeł...Miałaś kiedyś, witch-witch, do
              czynienia z człowiekiem spokojnym, łagodnym, biznesmenem, który pewnego dnia
              zamienia się w zwierzę ? cofa mu się choroba psychiczna z dzieciństwa...
              Co można przewidzieć, będąc z innym człowiekiem ?
              Nie byłam pewna swoich odczuć, dlatego poradziłam się was, chciałam znać inne,
              obiektywne oceny sytuacji.


              Uważasz, ze jesteś dobra jako człowiek bo się litujesz? O tym czy
              > jako człowiek jesteś dobra, będą świadczyć twoje własne dzieci, po tym jak je
              > wychowasz jaki, będziesz miała stosunek do własnych pociech, a nie takich tam
              > przygodnych elementach. Biedni zawsze byli i będą. Świata nie zmienisz.
              • witch-witch Re:Moja rada jest taka!! 27.03.05, 11:12
                Nie melduj, niech cie Bog chroni, jego w twoim mieszkaniu! Facet narobil sobie
                problemow niech sam z nich wyjdzie: Ty masz dzieci i ty o nich masz myslec.
                • ewa-anna1 Re:Moja rada jest taka!! 27.03.05, 12:27
                  witch-witch napisała:

                  > Nie melduj, niech cie Bog chroni, jego w twoim mieszkaniu! Facet narobil
                  sobie
                  > problemow niech sam z nich wyjdzie: Ty masz dzieci i ty o nich masz myslec.
                  ....................................................

                  Nie mam najmniejszego zamiaru go meldować, nawet nie mam takiej możliwości, bo
                  mieszkam we wspólnym domu z rodziną. Wiem, co znaczy komornik na karku / on go
                  ma, nie może NIC na siebie mieć / i wiem, że mogłabym mieć "wizyty" komornika w
                  domu, łącznie z koniecznością posiadania rachunków imiennych na WSZYSTKIE
                  sprzęty w domu, także nie moje / np.rodziny /
                  Też uważam, ze powinien się sam wygrzebać z problemów ,w których się
                  znalazł...Podobno to była żona go w nie wpakowała, dla niej robił przekręty,
                  potem się rozwiedli, zrobili rozdzielność, on przepisał na nią i dziecko cały
                  majątek, po czym...wyrzuciła go z domu, zabroniła dostępu do dziecka...Miałam
                  też problemy finansowe i rodzinne prze ex-a, więc poniekąd go rozumiem, o ile
                  jest to prawdą, co pisze...Dziecka nie widuje od kilku lat (?), więc też
                  podejrzewam, że może siedział w anclu...Kiedyś nawet /żartem/napisał w zadniu -
                  my, kryminaliści...Trochę się wystraszyłam...
                  Ja nie dopuszczę, by dzieciom mogło się cos stać, a ponieważ mam "szczęście" do
                  łobuzów, drani, a nie mam się kogo poradzić, postanowiłam zasięgnąć rady
                  forumowiczów. Wiem, ze piszą tu ludzie życiowo doświadczeni, może też
                  specjaliści...Nie chcę popełnić kolejnego błędu :(
      • amelia-1 Re: co ja zrobiłam... :( 28.03.05, 15:11
        > go, tylko mam wątpliwości...stąd mój post na forum...Nie chcę, by moja
        zbytnia
        > ostrozność zniszczyła coś być może wartościowego...Sama nie wiem, szukałam
        > właśnie faceta o takich cechach...


        To nie zbytnia ostroznosc tylko resztki zdrowego rozsadku i instynktu
        samozachowawczego. Szukalas wlasnie bezdomnego i bezrobotnego mezczyzny, ktory
        ma problemy z prawem?
        • ewa-anna1 Re: co ja zrobiłam... :( 28.03.05, 16:39
          Witam,
          >
          > To nie zbytnia ostroznosc tylko resztki zdrowego rozsadku i instynktu
          > samozachowawczego. Szukalas wlasnie bezdomnego i bezrobotnego mezczyzny,
          ktory
          > ma problemy z prawem?
          ..........................................................................

          Oczywiście, że nie...O tym, że ma taką sytuację, dowiedziałam się niedawno :(
          Mam dość własnych problemów, by jeszcze brać sobie na głowę cudze...I dziwnym
          mi się wydał fakt, że po mojej propozycji rozejrzenia się w necie za ofertami
          pracy / szukam dla siebie nowych kontaktów, mogłam rozejrzeć się za czymś dla
          niego, mam stałe łącze /, powiedział, że sam musi sobie poradzić...
          Nie wygląda mi to na "faceta-bluszcza", ale jestem ostrożna...
          Co do cech charakteru - sam napisał na początku dużo o sobie, skąd mógł
          wiedzieć, że te cechy mi podpasują ? Są różne kobiety, mają różne
          priorytety...nie wiedział też, że mam firmę i cokolwiek o mnie od poczatku...
          Myślę jednak, że rady forumowiczów warto wziąść pod uwagę, zwłaszcza, że nie
          mam w tym temacie doświadczenia :)
          Pozdrawiam
    • witch-witch Re: A czy ty jesteś organizacja charytatywna? 26.03.05, 21:04
      Kobieto ty chyba żartujesz? I ty jeszcze się zastanawiasz czy nie masz kończyć?
      Czy ty siebie kochasz? Czy ty wiesz, że jesteś coś warta więcej i lepiej?
      KOŃCZYĆ I TO NATYCHMIAST!! Po co ci taki niedobitek mężczyzny? Pewnie jemu
      wygodnie i dlatego chce się zenić. Tylko nie wpadaj z deszczu pod rynnę. I
      nie żałuj dziada on w odwrotnej sytuacji zapewne by się nad tobą nie zlitował.
      Tylko skąd on ma dostep do internetu?
      • spiral_architect Re: A czy ty jesteś organizacja charytatywna? 26.03.05, 21:10
        Na pierwsze spotkanie wez koniecznie witch-witch i trzymaj ja przed soba jako
        tarcze :). Ja zwykle podchodze do ludzi z otwartoscia i zaufaniem, ale ostatnio
        slyszalem o psychopacie, co to uwiodl dosc znana krakowska terapeutke swym
        czarem, inteligencja i urokiem - jak to psychopata (nie twierdze, ze bedziesz
        miala do czynienia z kims podobnym, ale warto ta ostroznosc zachowac).
        • junkoh Re: A czy ty jesteś organizacja charytatywna? 01.04.05, 13:57
          spiral_architect napisał:

          > Na pierwsze spotkanie wez koniecznie witch-witch i trzymaj ja przed soba jako
          > tarcze :).


          :))))
      • ewa-anna1 Re: A czy ty jesteś organizacja charytatywna? 26.03.05, 21:28
        Do witch-witch...
        Prywatnie sądzę, że on właśnie chce gdzieś się "przytulić", mieć obiad /ciągle
        o tym pisze, że je bułki z kefirem /,dach nad głową...wzamian
        oferuje "przytualski", "całusie", i to, ze nie będzie mnie pytał, gdzie np.
        byłam w nocy...Z drugiej strony pisze, ze się zakochał / ja nie wierzę i mu o
        tym pisałam /, ale czy miłość bezwarunkowa potrafi zgadzać się na "skoki w bok"
        u partnera, którego jeszcze się nie widziało ? Tu po raz pierwszy w styczniu
        zapaliło mi się "czerwone światełko"...
        A klika ponoć z kawiarenek, nawet po kilka godzin dziennie :(, na moje pytanie
        o pracę - odpowiada: będziemy razem, będzie i praca"...
        Dlatego napisałam posta, by się UTWIERDZIĆ w przekonaniu, że czas to skończyć...
        • lunar1978 Re: A czy ty jesteś organizacja charytatywna? 26.03.05, 21:37
          I bardzo dobrze !!! Jeszcze poznasz kogoś, komu będzie można zaufać.
          Tego Ci życzę. Powodzenia.
        • witch-witch Re: A czy ty jesteś organizacja charytatywna? 26.03.05, 21:40
          ewa-anna1 napisała:

          > Do witch-witch...
          > Prywatnie sądzę, że on właśnie chce gdzieś się "przytulić", mieć obiad /ciągle
          > o tym pisze, że je bułki z kefirem /,dach nad głową...wzamian
          > oferuje "przytualski", "całusie", i to, ze nie będzie mnie pytał, gdzie np.
          > byłam w nocy...Z drugiej strony pisze, ze się zakochał / ja nie wierzę i mu o
          > tym pisałam /, ale czy miłość bezwarunkowa potrafi zgadzać się na "skoki w bok"
          .....
          Przeczytaj co ci napisałam na górze!
          >
          > u partnera, którego jeszcze się nie widziało ? Tu po raz pierwszy w styczniu
          > zapaliło mi się "czerwone światełko"...
          > A klika ponoć z kawiarenek, nawet po kilka godzin dziennie :(, na moje pytanie
          > o pracę - odpowiada: będziemy razem, będzie i praca"...
          > Dlatego napisałam posta, by się UTWIERDZIĆ w przekonaniu, że czas to skończyć..
          > .
      • tessg Re: A czy ty jesteś organizacja charytatywna? 29.03.05, 02:27
        witch-witch napisała:

        > Kobieto ty chyba żartujesz? I ty jeszcze się zastanawiasz czy nie masz
        kończyć?
        > Czy ty siebie kochasz? Czy ty wiesz, że jesteś coś warta więcej i lepiej?
        > KOŃCZYĆ I TO NATYCHMIAST!! Po co ci taki niedobitek mężczyzny? Pewnie jemu
        > wygodnie i dlatego chce się zenić. Tylko nie wpadaj z deszczu pod rynnę.
        I
        > nie żałuj dziada on w odwrotnej sytuacji zapewne by się nad tobą nie zlitował.
        > Tylko skąd on ma dostep do internetu?a MOŻE JESZCZE MU PODAŁA ADRES I MIEJSCE
        ZAMIESZKANIA GŁUPIA GĘŚ.TAK MUSZĘ TO NAZWAĆ
    • lunar1978 Re: co ja zrobiłam... :( 26.03.05, 21:14
      ewa-anna1 napisała:

      > Czy jest możliwe, by ktoś dawał ogłoszenie w serwisie matrymonialnym tylko po
      > to, by się zabawić... ?

      A nie słyszałaś o więźniach, którzy pisali mniej więcej tak:
      ""Jestem wrażliwy, kocham wąchać kwiatki, bla, bla, tylko teraz
      zupełnie przypadkiem jestem ZK.""
      Myślisz że nie dawały się nabrać takie wrażliwe istotki jak Ty.
      Nie jesteś instytucją charytatywną, która rozdaje meldunki, ale
      kimś kto potrzebuje kogoś, kto byłby dla Ciebie kimś wyjątkowym,
      przyjacielem, a nie nie wiadomo kim. Pokłony dla tego kogoś. Facet
      umie kombinować! Kończ jejmość !!! Nie daj się już w to wciągać.
    • zza_krzaka Re: co ja zrobiłam... :( 26.03.05, 22:32
      Też zalecam ostrożność, ostrożność i jeszcze raz ostrożność.
      Daj mu co chcesz, ale nad meldunkiem zastanów się co najmniej
      siedem razy.
      • adamtyc Re: co ja zrobiłam... :( 29.03.05, 15:03
        hmmm mam mętlik w głowie ale
        jezeli naprawdę gościu jest bezdomny (każdego z nas to moze spotkać) sa różne
        koleje losu, i życie naprawdę dało mu po PUPIE, a ty podarujesz mu trochę serca
        i sie dla niego otworzyć on będzie Ci wierniejszy i bardziej wdzieczny niż pies
        przygarnięty ze schroniska i mam nadzieje dozgonnie będzie trwał przy tobie i
        pomagał wżyciu z całych sił.

        Nieststy teraz wersja mniej optymistyczna a mianowicie może sie zdarzyc tak iż
        za jakis czas w TV podają ze w internecie grasuje naciągacz ktury poluje na
        samotne kobiety prosimy państwa o wnikliwsze analizowanie ofert matrymonialnych
        czy tez towarzyskich (dziekujemy) a teraz sport i prognoza pogody

        osobiście z całego serca życzę rodakom powodzenia i tobie oczywiscie pierwszej
        wersji !!!
    • rozgwiazda1 Re: co ja zrobiłam... :( 26.03.05, 22:53
      Ja bym go po prostu zignorowala.Po co tracic czas i energie na takie zawiklane
      znajomosci??A fakt,ze ma na pienku z prawem od razu wyczulilby mnie na tego
      typu znajomosc.
      • ligia12 Re: co ja zrobiłam... :( 27.03.05, 09:25
        Lepiej daj sobie spokój!!! naprawdę ja nie wierze w znajomość przez internet!!!
        W ogłoszeniach internetowych,mężczyżni sa zawsze pokrzywdzeni przez żony ,które
        ich nie rozumieją,albo w separacji, a jak wszystko wyjdzie na jaw to sa potulni
        jak baranki!!! Szkoda zawracać sobie głowę!
        Pozdrawiam!!!
    • psychoguru Dlaczego, dlaczego? 27.03.05, 12:43
      ewa-anna1 napisała:

      >....
      > Ma też kłopoty z prawem, sprawę w sądzie...
      > Może to zakończyć i nie zawracać sobie głowy ?
      > Co sądzicie ? Proszę o sugestie...

      Jest oczywiste ze nawiazywanie znajomosci z osoba majaca potezne
      problemy zyciowe to zbyt duze ryzyko dla ciebie.

      Mozna sadzic ze twoje dzialanie wynika z tego ze podswiadomy system planowania
      aktywnosci zyciowej w twoim mozgu poszukuje jakiegos rozwiazania w twojej
      sytuacji osobistej. Byc moze twoja samoocena jest bardzo niska i stad
      sklaniasz sie do kontaktow niezaleznie kim kto jest. W twoich warunkach
      wskazane sa wylacznie kontakty z facetami w ustabilizowanej sytuacji
      zyciowej.
      • ewa-anna1 Re: Dlaczego, dlaczego? 27.03.05, 12:56
        Wszystko fajnie...właśnie kogoś takiego szukam...
        Jaką samoocenę może mieć kobieta 40-letnia, z małym dzieckiem, sama od kilku
        lat, bez rodziny i bratniej duszy w otoczeniu ? Trzymam się, jak umiem
        najlepiej, ale nie oszukujmy się - panów odstrasza fakt posiadania dzieci,
        nieważne, że jestem zaradna, mam inteligencję, prowadzę swoją firmę,
        którą "ciągnę" od 7 lat w pojedynkę - do tego dom, dzieci, samochód...Ciężko
        jest żyć w pojedynkę, decydować o wszystkim samemu, czuję się "niekompletna" :(
        Zwłaszcza święta mnie dołują :(
        Gdzie szukać "normalnego" faceta ? W realu - znajomi są już zajęci :(
        • witch-witch Re: I ja wtrące moje trzy grosze... 27.03.05, 14:00
          ale nie oszukujmy się - panów odstrasza fakt posiadania dzieci,

          >>***<<
          Czyli według ciebie posiadanie dzieci jest odsraszające dla mężczyzn? Czyli
          gdyby dziecka nie było byłoby łatwiej kogoś spotkać, wtedy twoje poczucie
          wartości byłoby większe? Dlaczego winą za trudności w poznaniu kogoś
          odpowiedniego obarczasz swoje dziecko, a nie siebie? Gdzie byłaś wtedy gdy je
          tworzyłaś? Muszę ci powiedzieć,że to twój sposób myślenia przeszkadza tobie w
          poznaniu kogoś odpowiedniego. Bardzo dobrz znam pewną mamę dwójki dzieci, która
          przez całe życie ma ogromne powodzenie i nie może się opędzić od mężczyzn, oni
          sami ganiją za nią i dzieci nie są tu żadną przeszkodą. Tak, że to ty sama się
          oszukujesz wmawiając że twoje dziecko stoi na przeszkodzie w ułożeniu sobie
          życia. Moja rada jest żebyś mogła dalej sobie żyć tak jak chcesz i nie spotykać
          typów spod ciemnej gwiazy, którzy żerują na twoich słabościach i naiwnościach.
          IDŹ I POSZUKAJ PSYCHOLOGA! Terapia koognitywna czy jakas podobna daje swoje
          rezultaty. Zmienisz definitywnie twoje podejscie do zycia i sposób
          wartościowania.
          Mówię to serio psycholog jest ci BARDZO POTRZEBNY!
          • ewa-anna1 Re: I ja wtrące moje trzy grosze... 27.03.05, 14:47
            Tak, z pewnością masz rację, witch...Psycholog się przyda, po po tylu latach
            prób ułożenia sobie życia, zawsze trafiam na facetów, z którymi mi się świetnie
            rozmawia, do momentu, gdy się dowiedzą o dzieciach...Potem znikają lub się nie
            odzywają...Fatum ? Tak było też z panem wdowcem, z córką 12 lat, napisał do
            mnie, ja odpisałam w skrócie o sobie / w tym o dzieciach /, no i nie raczył
            nawet odpisać: spadaj...
            "Pan bezdomny" był wyjątkiem, który docenił MNIE, może rzeczywiście była to
            manipulacja, ale jednak dla mnie było to słabą nadzieją, ze może spotkałam
            wreszcie tego właściwego...
            Chyba rzeczywiście pójdę na terapię, bo już sama nie wiem, co jest manipulacją,
            a co nie...
          • ewa-anna1 Re: I ja wtrące moje trzy grosze... 27.03.05, 16:38
            Witch-witch, możesz mi cos powiedzieć o tej terapii koognitywnej?
            Szukałam w necie, ale nie znalazłam...Zastanawiam się, jak to działa...
            • spiral_architect Re: I ja wtrące moje trzy grosze... 27.03.05, 16:55
              Szukaj takich nazwisk jak Aaron Beck, Martin Selligman, Arnold Lazarus, a przede
              wszystkim Albert Ellis. Jesli chodzi o ksiazki to www.gwp.pl. Z tym ze nie
              wydaje mi sie zeby wiedza o terapii przed jej ewentualnym rozpoczeciem byla
              dobrym posunieciem :).
            • witch-witch Re: I ja wtrące moje trzy grosze... 27.03.05, 17:35
              Miła jesteś, myślałam, że mnie potępisz za mój sposób pisania:)))A ty nie!!

              Więc terapia tego typu, a temat jest ogromny, jest uznana w terapii jako
              klasyczne metody terapeutyczne mające za zadanie koorygowć m.in zachowanie.W
              wielkim skrócie można to kreślić, że terapia kognitywna oprócz rozmowy z
              psychologiem, gdzie klijent opowiada o swoim życiu,wrażeniach, rodzicach,
              cierpieniach wyniesionych z dzieciństwa, snach, association, uczuciach itp.
              Terapeuta podczas takich rozmów stara się wejśc w świat klijenta, zrozumieć
              motywy i siły, czynniki kierujące sposobem myślenia, uczuć, postępowania. I
              poprzez swoje uwagi podczas rozmowy, stara się uświadomić mechanizmy działające
              postępowaniem klijenta. Stara się poszerzyć jego swiadomość, pokazać drugą
              strone medalu wielu wydarzeń z życia. Na tym etapie najważniejsza jest
              świadomość i uświadomienie podświadomych mechanizmów i czynników działania.
              Ale na tym terapia się nie kończy, później ważne staje się przetestowanie
              nowej świadomości i nowego zachowania. Na tym etapie terapii staje się ważne
              trzy mechanizmy SYTUACJA-ZACHOWANIE- KONSEKWENCJE i twoja świadomość.

              Sama terapia jest długa, ale przeprowadzona z doświadczonym psychoteraputą
              daje najlepsze rezultaty w zmianie zachowania i oczywiście w sposobie myslenia
              pomaga szczególnie ludziom, ktorzy często miewają depresje albo neurotyczne
              nawyki. Myślę, że po polsku odpowiednikiem terapii kognitywnej jest inaczej
              zwana terpia zachowawcza, tu moga być te same metody podejścia w terapii ale ja
              nie znam słów polskich na określenie tego co się dzieje podczas takiej terpaii.
              To tylko tyle w wielkim skrócie.
              • ewa-anna1 Re: I ja wtrące moje trzy grosze... 27.03.05, 20:53
                witch-witch napisała:

                > Miła jesteś, myślałam, że mnie potępisz za mój sposób pisania:)))A ty nie!!
                >
                :) Cóż, ludzie różnie wyrażają swoje zdanie...Ja się nie obrażam na słowa,
                zawsze zwracam uwagę na intencje piszącego. Wiem, że chciałaś mi pomóc, a forma
                postu miała być powodem do "wstrząsu" :) I dobrze, bo tego chciałam :)

                "Pogoglowałam" nieco, i znalazłam kilka odnośników co do tej terapii...myślę,
                że byłaby odpowiednia :)
                Kilka lat temu miałam "traumę" spowodowaną sposobem, w jaki mój - jeszcze wtedy
                mąż, postanowił się mnie pozbyć...wymyślił sposób bardzo okrutny, do tego
                stopnia, ze miałam "próbę", na szczęście nieudaną...
                Od tamtej pory nie mogę się pozbierać emocjonalnie, byłam u kilku lekarzy i
                dzięki lekom jakoś funkcjonuję...To jest klasyczny stres pourazowy...ze
                wszystkimi objawami, bezsennością, depresją, strachem...

                W każdym razie dziękuję Ci za kubełek zimnej wody :) chociaż to dopiero jutro
                lany poniedziałek ;)
                Pozdrawiam
                • witch-witch Re: I ja wtrące moje trzy grosze... 27.03.05, 21:06
                  Trzymam kciuki abyś się lepiej poczuła, może napisz kiedyś jak będziesz chciała
                  pogadać i czuła się sama:)))Obojętnie czy na forum czy na priv.

                  Pozdrawiam Cię serdecznie
                  i trzymam kciuki za
                  poprawę samopoczucia.
                  • ewa-anna1 Re: I ja wtrące moje trzy grosze... 27.03.05, 21:16
                    Dzięki, witch-witch ;) za słowa otuchy...Miłych Świąt - wszystkim
                    forumowiczom ;)
        • psychoguru Minimum 27.03.05, 14:57
          ewa-anna1 napisała:

          > Wszystko fajnie...właśnie kogoś takiego szukam...
          > Jaką samoocenę może mieć kobieta 40-letnia, z małym dzieckiem, sama od kilku
          > lat, bez rodziny i bratniej duszy w otoczeniu ? Trzymam się, jak umiem
          > najlepiej, ale nie oszukujmy się - panów odstrasza fakt posiadania dzieci,
          > nieważne, że jestem zaradna, mam inteligencję, prowadzę swoją firmę,
          > którą "ciągnę" od 7 lat w pojedynkę - do tego dom, dzieci, samochód...Ciężko
          > jest żyć w pojedynkę, decydować o wszystkim samemu, czuję się "niekompletna"
          > Zwłaszcza święta mnie dołują :(
          > Gdzie szukać "normalnego" faceta ? W realu - znajomi są już zajęci :(

          Na pewno to nie sa latwe sprawy. Ale jako MINIMUM musisz miec swiadoma kontrole
          by nie dac sie wpedzic przez system podswiadomy w zwiazek z osoba asocjalna.

          Jedynym wyjsciem jest rozszerzenie kregu kontaktow i to przede wszystkim w
          realu. Zwykle jest tak ze znajomi sa zajeci, trzeba szukac nowych znajomych:).
          • morelowo_brzoskwiniowa Moje 3 grosze 27.03.05, 17:13
            Według mnie jak najszybciej powinnaś dać sobie spokój z tym facetem. Nie wiesz
            ile jeszcze niespodzianek szykuje dla Ciebie. Dla Twoich dzieci. Moja kobieca
            intuicja podpowiada mi, że to pachnie tarapatami. Jeszcze możesz zakończyć tę
            znajomość, im dalej w las... Posłuchaj siebie, gdybyś nie miała wątpliwości nie
            pisałabyś tu, nie zadawałabyś sobie mnóstwa pytań... Życzę Ci abyś wybrała jak
            najrozsądniej, porada psychologiczna też byłaby bardzo wskazana. Życzę
            powodzenia :-)
        • wuefka Re: Dlaczego, dlaczego? 27.03.05, 22:06
          > prowadzę swoją firmę,
          > którą "ciągnę" od 7 lat w pojedynkę - do tego dom, dzieci, samochód...Ciężko
          > jest żyć w pojedynkę, decydować o wszystkim samemu
          Przepraszam, i jeszcze masz Ci za mało? Potrzebny Ci jeszcze facet z problemami?
          • ewa-anna1 Re: Dlaczego, dlaczego? 27.03.05, 22:21
            Każdy ma jakieś problemy, większe czy mniejsze...Zawsze patrzę na innych z
            własnej perspektywy...ja chciałabym, będąc bezdomną czy biedną, by ktoś
            zaryzykował i podał mi rękę...Inna sprawa, jeśli się to komuś przydarzy losowo,
            a inna - jak świadomie pakuje siebie w kłopoty...Chciałam się przekonać, jak to
            jest w jego przypadku...mozliwie szybko, by nie przyzwycził się do mnie za
            bardzo...Jak to mądrze zauważyła witch-witch - że bezdomny walczy o
            przetrwanie, ze jego świat to dżungla i każdy może być wrogiem...Tacy ludzie
            przytakną i zgodzą się na wszystko dla realizacji marzeń o mieszkaniu i
            obiedzie...Dlatego pomyślałam o spotkaniu, bo o "problemie" dowiedziałam się
            niedawno :(
            • wuefka Re: Dlaczego, dlaczego? 27.03.05, 23:06
              Zgoda, ale te wszystkie informacje brzmią tak nieprawdopodobnie. Bezdomny,
              bezrobotny klikający godzinami z kafejki internetowej? Zakochany przez sieć?
              Wyrzucony przez żonę z własnego domu? Nie tak łatwo wyrzucić z domu, nawet przy
              rozdzielności majątkowej. Prawo nie zezwala na wymeldowywanie donikąd - trzeba
              zapewnić lokal zastępczy.
              To chyba nie jest tak, że doradzający Ci nie znają współczucia. Jeżeli chodzi o
              mnie - zetknęłam się w Internecie z takimi oszustwami, że wręcz trudno
              uwierzyć. Gdzieś zapytałaś, czy to możliwe, żeby ktoś wymyślał takie historie
              (jak ta Twojego znajomego) bez powodu. Zapewniam Cię, że możliwe. Robią to dla
              rozrywki (osobliwej), dla interesu (oszustwa matrymonialne nie zostały
              wymyślone ostatnio), dla seksu - tu typowe kłamstwo - jestem rozwiedziony, albo
              w separacji, żona się nade mną znęca psychicznie itd, branie na litość (żona
              mnie wyrzuciła z domu, żona ze mną nie sypia) itd, branie na sukces (mam domek,
              2 samochody, a żona tylko trwoni moje ciężko zarobione pieniądze i nic nie robi
              w domu). Około 90% tych panów to przykładni małżonkowie, ojcowie dzieciom.
              Jeżeli chciałabym się z nim spotkać mimo wszystko to na pewno w miejscu
              neutralnym, z dużą ilością ludzi. A jeszcze wcześniej zweryfikowałabym w jakiś
              sposób numer id - czy na pewno dana osoba klika ze mną z kafejki.
            • psychoguru Nie pchaj sie w to 27.03.05, 23:28
              ewa-anna1 napisała:

              > Każdy ma jakieś problemy, większe czy mniejsze...Zawsze patrzę na innych z
              > własnej perspektywy...ja chciałabym, będąc bezdomną czy biedną, by ktoś
              > zaryzykował i podał mi rękę...Inna sprawa, jeśli się to komuś przydarzy
              losowo,
              >
              > a inna - jak świadomie pakuje siebie w kłopoty...Chciałam się przekonać, jak
              to
              >
              > jest w jego przypadku...mozliwie szybko, by nie przyzwycził się do mnie za
              > bardzo...Jak to mądrze zauważyła witch-witch - że bezdomny walczy o
              > przetrwanie, ze jego świat to dżungla i każdy może być wrogiem...Tacy ludzie
              > przytakną i zgodzą się na wszystko dla realizacji marzeń o mieszkaniu i
              > obiedzie...Dlatego pomyślałam o spotkaniu, bo o "problemie" dowiedziałam się
              > niedawno :(

              Twoje intencje sa szlachetne ale niestety przebija z nich brak realizmu.
              Ludzie bezdomni, skazani, czesto maja problemy psychiczne czy osobowosciowe. To
              jest wlasciwe zrodlo ich problemow i sa problemy tak kolosalne ze ty obciazona
              swoimi sprawami nie zajmuj sie nimi.

              Rzecz jasna ludziom rozne rzeczy sie moga zdarzyc. Na przyklad jakis zloty facet
              wskutek pecha wszystko stracil. Ale to jest rzadkie.
            • lilu27 Re: Dlaczego, dlaczego? 29.03.05, 13:51
              ewa anna Mam pytanie czy ta STRASZNA choroba to moze schizofrenia? Przepraszam
              ze pytam, jak nie chcesz nie odpowiadaj ale moj ojciec byl chory na to I stad
              zaciekawilo mnie jak napisalas ze nastapil nawrot A moja rada: zerwij kontakt z
              facetem Mam nadzieje ze nie ma Twojego adresu Badz ostrozna Lepiej byc samą niz
              z klopotami przez faceta Trzymaj sie i odezwij Pozdrowionka
              • ewa-anna1 Re: Dlaczego, dlaczego? 29.03.05, 20:23
                Do lilu 27...
                Niestety dowiedziałam się tego od teściowej, która w przypływie rozpaczy się
                wygadała przez telefon...Potem się wszystkiego wyparła ;(
                A objawy ? Byłam dla niego WROGIEM...nienawidził mnie...z agresją fizyczną
                włącznie...kilka razy zdarzały się sytuacje, gdzie stojąc przy ścianie
                przyparta przez niego widziałam, ze mnie nie poznaje...Potrafił uderzyć w tą
                ścianę nad moją głową, krzycząc coś o ludziach, którzy go prześladują...Nieraz
                leżał na podłodze w dziwnej delirce, dużo pił, brał jakieś prochy, mówił też
                coś o amfie...potem opowiadał całą noc o kochankach, i co z mnimi robił / ze
                szczegółami /
                Wyglądało to na schizofrenię, rozszczepienie jażni, psychozę
                maniakalną...Trochę czytałam, ale konkretnie nazwy nie znam :(
                Nie bardzo mogłam pojąć, ze w krótkim czasie z człowieka normalnie się
                zachowującego stał się szaleńcem, przez romans z kobietą, która miała dostęp do
                psychotropów/ z racji wykonywanego zawodu /
                • lilu27 Re: Dlaczego, dlaczego? 30.03.05, 09:36
                  Dziekuje za Twoja odpowiedz Myslalam ze byla znana konkretna diagnoza Nie bede
                  juz rozstrząsac tego tematu Na szczescie nie jestes juz z nim i to jest
                  najwazniejsze Nie patrza na Twoje cierpienie Trzymaj sie i zycze wymarzonego
                  mezczyzny
    • lunar1978 Re: co ja zrobiłam... :( 27.03.05, 18:20
      Śledząc odpowiedzi w tym wątku coś mi się przypomniało. Kiedyś znajoma moich
      rodziców "wzięła sobie taki kłopot na głowę". Ona była kobietą po przejściach,
      miała dwojkę dzieci. Zaczęła z kimś korespondować. Z jakiegoś ogłoszenia
      matrymonialnego w gazecie. On siedział w więzieniu, potrafił naprawdę pięknie
      pisać i się wysławiać. O tym jakie to błędy popełnił i jak strasznie tego
      żałuje. Wyszedł, poznali się, pobrali. On też nie miał gdzie się podziać. Życie
      tej kobiety po ślubie zaczęło przypominać koszmar. Nawrót jakiejś choroby
      psychicznej, terroryzował ją i jej dzieci, pił. Ona mimo wszystko go kochała,
      zwłaszcza jak to mijało, bo mówić przekonująco to on potrafił, jak wcześniej
      pisać. W końcu dorobili się jeszcze dwojga dzieci. Teraz już nie są ze sobą z
      prostej przyczyny. Siedzi w więzieniu za znącanie się nad rodziną, ale czuję że
      ona jeszcze go przyjmie pod swój dach.

      Dlatego jeszcze raz Ci radzę, a nawet proszę. Uważaj, a najlepiej zakończ tę
      podejrzaną i pełną niejasności znajomość. I to nieprawda że jak masz dzieci to
      już nikt "normalny" Ci się nie trafi.

      Pozdrawiam
      Lunar
    • rybolog Re: co ja zrobiłam... :( 27.03.05, 19:23
      No i co? Byl? Widze ze lubisz ryzyko. Normalne dla ludzi biznesu. Natomiast co
      nie jest normalne to to, ze po decyzji wpadasz w panike. Brak Ci konroli
      emocji. A jak takich brak, to moze sie to wszystko zle skonczyc.
      • ewa-anna1 Re: co ja zrobiłam... :( 27.03.05, 21:00
        Nie doszło do spotkania ;)
        Tak się złożyło, że dziś kawiarenki nieczynne, więc nie mógł się umówić, a ja
        wyjechałam autem za bramę / jechałam na CPN / i zrobiło buuuuu...
        To wskazówka :)
        A co do decyzji - nie podjęłam jej, to była taka lużna propozycja z mojej
        strony, bez pewności, ze dojdzie do skutku...Może rzeczywiście nie panuję nad
        emocjami, lubię ludziom pomagać, wcześniej też to robiłam, więc tak z rozpędu
        wpadłam na pomysł...Nie przemyślałam go do końca, ale przecież zwykłe spotkanie
        niczego nie zmienia :)
        Ja nie zamierzam rzucać się w ramiona faceta tylko dlatego, ze byłam sama kilka
        lat...byłam z wyboru, bałam się następnego psychola...
        • rybolog Re: co ja zrobiłam... :( 27.03.05, 21:14
          Osobiscie unikam spotkan internetowych. Real mi wystarczy. W realu jest mi o
          wiele latwiej "wyczuc" czlowieka. W sieci nie wiesz z kim rozmawiasz. Nie wiesz
          czy akurat nie wypil za duzo, czy nie robi sobie jaj z kumlami, czy po prostu
          nie jest psycho. Latwo sie pomylic co do oceny. Naprawde dziwie sie ze kobiety
          decyduja sie na spotkania. Ale to juz moj problem. Oczywiscie sa osoby w sieci
          ktore wyjatkowo "lubisz". Ale to trwa lata i trzeba bacznie sledzic rozmowy tej
          osoby z innymi. 1 do 1, to juz duze ryzyko.

          Ale widze ze Ci kamien z serca spadl :)
          • lunar1978 Re: co ja zrobiłam... :( 27.03.05, 22:05
            ...no może tutaj jest troszeczkę inaczej, ale nikt tutaj nie chce z nikim się
            spotykać, ani żenić, czy za mąż wychodzić :-)))
            • rybolog Re: co ja zrobiłam... :( 27.03.05, 22:14
              Wiesz, slub juz jeden byl. I chyba wlasnie te forum jest za to odpowiedzialne,
              chociaz tak do konca nie wiem, jako ze stalo sie to przed moim przybyciem :)
              • lunar1978 Re: co ja zrobiłam... :( 27.03.05, 22:19
                myślę że małżeństw, które się poznały przez internet jest jednak trochę więcej
                niż jedno :-)))
                • procesor Re: co ja zrobiłam... :( 27.03.05, 23:34
                  lunar1978 napisał:
                  > myślę że małżeństw, które się poznały przez internet jest jednak trochę więcej
                  > niż jedno :-)))

                  Z tego forum jedno jest stuprocentowo pewne. :)
                  Niestety nie dojechałam na ślub ale zdjęcia widziałam. :)

                  Jesli któres z nich tu zagląda (w co wątpie, real góra!) to wszystkiego
                  najlepszego!!
    • amelia-1 Re: co ja zrobiłam... :( 28.03.05, 15:12
      > Może to zakończyć i nie zawracać sobie głowy ?

      Bardzo dobry pomysl.
      • ewa9922 Re: co ja zrobiłam... :( 28.03.05, 18:18
        tak wyslij mu 1000 zł ,zeby miał za co przyjechać , kup garnitur i 0,5 litra i
        załatw wszystko w urzędzie , mozesz kupic sobie suknę , a jak nie chcesz to
        moloezance j jeden h.. dl aa niego
    • politisz politisz !!! 28.03.05, 19:21
      www.politisz.blox.pl
    • rwpg Re: co ja zrobiłam... :( 28.03.05, 20:41
      W ciągu ostatnich lat poznałem bardzo wielu wartościowych ludzi. Z niektórymi
      spotkałem się w realu - nigdy nie było rozczarowania. Nikt mnie nie oszukał,
      nie zadrwił. Powiem więcej - z jednej znajomości wynikło bardzo silne uczucie,
      trwające do dzisiaj. I ogólnie mógłbym powiedzieć - nie obawiaj się. Ale ja
      mówię co innego - zakończ tą znajomość. Przeczytałem uważnie wszystkie Twoje
      posty i wszystko zdaje się mówić: z tej mąki chleba nie będzie. Zakończ, choć
      pewnie trudne to będzie, bo Ty już rozbudziłaś w sobie marzenia, oczekiwania
      jakieś. I on też. Pewnie będzie bombardował Cię nadal mailami z oczekiwaniem
      opisu dlaczego, co się stało itp. itd. Nie masz innego wyjścia. Zakończ...
      Życzę powodzenia...
    • tessg Re: co ja zrobiłam... :( 29.03.05, 02:20
      ewa-anna1 napisała:

      > Witajcie,
      > poznałam faceta w necie, klikamy już 4-mce, jeszcze się nie widzieliśmy, ale
      > dobrze się rozumiemy, on planuje już przyszłość... Na zdjęciu był nawet
      > wporzo, ale wiem, ze było dawno zrobione...
      > Zależy mu na domu, rodzinie...ale problem w tym, że nie ma domu od kilku
      > lat /jest bezdomny, tak przynajmniej mi powiedział...ma zresztą taki
      > chrapliwy głos, jak u alkoholików ;( / Dowiedziałam się niedawno, wspominał
      > dawne swięta, i to, że teraz jest sam...Pomyslałam, ze może...moglibyśmy się
      > spotkać, podzielić jajkiem...Tylko ,że teraz trochę się boję...żę on nie da
      > mi spokoju, jeśli zalezy mu tylko na obiadkach, meldunku...Nie ma pracy, a ja
      > nie chcę go utrzymywać, bo zwyczajnie mnie nie stać...Ja jestem sama od kilku
      > lat, ale to nie znaczy, ze zależy mi na kimkolwiek, nie chcę, by moje małe
      > dziecko się go bało...Nie wiem, dlaczego to zrobiłam / odruch /, on chce się
      > żenić, ja - tylko na razie chcę przyjażni...
      > Może zależy mu na meldunku ? Ma też kłopoty z prawem, sprawę w sądzie...
      > Może to zakończyć i nie zawracać sobie głowy ?
      > Co sądzicie ? Proszę o sugestie...Witaj!Coś mi tu nie pasuje.Bezdomny bez
      pracy a klika ????Ja poznałam cudownego /tak mi sie wydawało w
      necie/widywaliśmy sie co tydziń mieszkał z synem , żona go zostawiła 9 lat
      temu , córka usamodzielniona.Cudownie było od czerwca do Sylwestra.Potem /a
      mieszka 70 km ode mnie/chorował -bolał go żołądek przez 3 tygodnie nie
      przyjeżdzał ja zajechałam bo przedtem jego córka mi puściła e-mail w sekrecie
      że jest anonimowym alkoholikiem.Przyznał sie że 9 lat nie pił i chciał
      spróbować czy to juz ma za zobą ,Niestety nie. Nie chciałam go zostawić ,ale on
      mimo że mi sie nie przyznał nic nie robił aby było dobrze.Wymigiwał sie ,że nie
      ma kasy a to że go żołądek boli i takie inne.Więc mimo ,że nie był mi
      obojętny powiedziałam dość niech poukłada swoje sprawy , odpocznie ode mnie
      zostańmy na jakiś czas przyjaciółmi.Stał sie samotnikiem /podobno nie pije/
      ale to inny człowiek.Obraził sie i teraz cisza.Pól roku było wspaniałe
      życzyłabym każdej kobiecie choć miesiąc z takim mężczyzną ale..............
      sam zepsuł to co mogło być piękne..Takie życie......Uważam ,że uciekaj jak
      najszybciej od tego człowieka , bo możesz mieć problemy. Zmień dane swoje
      jeśli on je zna i szukaj dalej, ale trzeba sie spotkać .Ja spotkałam sie po 3
      tygodniach i było super pół roku.Jeśli sie spotkasz to widzisz i masz
      bezpośredni kontakt , ale jeśli idziesz na spotkanie to ktoś z rodziny musi
      wiedzieć bo różnie bywa.pOZDRAWIAM.
      • proza_zycia Re: co ja zrobiłam... :( 29.03.05, 10:44
        Daj sobie spokój z tym człowiekiem póki nie jest za pozno. Spotkasz sie i byc
        moze serce weżmie górę nad rozsądkiem.Już jestes oczarowana tym człowiekiem .
        Po co ci dodatkowe problemy, masz juz ich wystarczajaco dużo.
        Matka Teresa jesteś? Pomyśl o dzieciach!.
        Internet "rzadzi" sie swoimi prawami. Rozmwócy sa piekni, wspaniali, maja
        głebokie wnętrze.A jacy są wyrozumiali, empatyczni,co niektórzy to altruiści.
        Ja takiego gościa po prostu bałabym sie.

    • j_ar Re: co ja zrobiłam... :( 29.03.05, 10:53
      hej ewa-anno... pomysl sama, kto normalny po 4 m-cach klikania w inecie chce
      sie zenic? dodatkowo jakies dziwne biedactwo z niego, kawalerka a bezdomny, w
      kawiarence a bezrobotny i tylko na kefir z bulka go stac, zla zona a on dobry,
      cos tam karnego, ale chce przytulaskow bo wrazliwiec.... no...
      p.s. faceci nie boja sie kobiet z dziecmi, to kobiety z dziecmi sadza, ze
      faceci sie ich boja,
      • marybellows Re: co ja zrobiłam... :( 29.03.05, 12:58
        Dobrze gada j_ar!
        W necie się żenić?!!! Bez bezpośredniej znajomości się żenić?!!! Co to za
        głupota? A już twierdzenie, że to miłość... Takie małżeństwa "zaoczne" nie
        zdarzały sie nigdy z miłości, tylko ze względów dynastycznych i majątkowych. I
        obawiam się, że w twoim przypadku też zachodzi taka okoliczność. Oczywiście nie
        dynastyczna... Smutne, ale prawdziwe.
        Ale może być tak, że nawet jeśli facet szuka stabilizacji materialnej, to ty go
        chcesz, bo marzysz o partnerze życiowym. Ale ten facet to ściemniacz - na to
        wygląda! To nie jest uczciwy nieudacznik, który powie: Mała, jestem trochę
        ofermowaty, zależy mi na poczuciu bezpieczenstwa, jesteś zaradną kobietą, nie
        kocham cie ale lubię i myslę, że możemy sobie wzajemnie pomóc.
        On buduje jakieś piętrowe historie, stosuje uniki, udaje świętego
        pokrzywdzonego... Uważaj z tym facetem, naprawdę. To sprytny manipulator,
        tzw "cwana gapa".
        • venti1 Re: co ja zrobiłam... :( 29.03.05, 16:08
          Każda kobieta chciałaby kochac i byc kochana. Tobie tez tego brakuje więc
          szukasz. Ja i moje przyjaciółki mamy teorię, że od dobrego męża żony nie
          odchodzą szczególnie gdy sa dzieci. Zastanów sie więc co mogłoby byc powodem -
          tak naprawdę - jego rozstania z rodzina.Sama jestem po 2 nieudanych związkach i
          szukam dalej bo chcę być kochana. I kogo znajduję? Za każdym razem większego lub
          mniejszego "psychola". A jesli trafi sie w miare do rzeczy to okazuje sie, że
          żonaty. Moja rada: nie wiąż sie z nikim na stałe, miej przyjaciela na
          "dochodząco". Taki układ przetrwa najdłużej i dzieci nie będą przeszkodą. A ten
          Twój bezdomny to prowadzi gre, bada Twoje reakcje i dobrze sie bawi. Gdyby był
          zainteresowany to juz dawno spotkalibyście sie.
          Spróbuj zaprzyjażnic sie z kobietami internautkami. One maja spore
          doświadczenie, można z nimi spędzić interesująco czas, można iść na zabawę i
          poznac kogoś w realu.Powodzenia.
          • ewa-anna1 Re: co ja zrobiłam... :( 29.03.05, 20:53
            Do venti 1...
            Ależ ja właśnie nie chcę się wiązać, przynajmniej nie tak szybko...To on wciąż
            mówi o miłości, w co ja nie wierzę i to go właśnie wkurza...Że ja nie wierzę.
            Zwłaszcza, ze ponoć zerwał kontakt z rodziną / matka, ojciec /, BOI SIĘ ze mną
            spotkać, bo jest przewrażliwiony, ze go odtrącę z jakiegoś powodu...Mówił, ze w
            święta kawiarenki były nieczynne...nie wiem, znalazłam w necie kilka czynnych :(
            Napisałam mu wczoraj maila, że chciałabym, by nie traktował tej znajomości "tak
            serio - uczuciowo", to się na mnie obraził...Sama widzę, ze jest chyba
            niedojrzały...Mnie do szczęścia nie jest potrzebny "papierek", wolałabym
            ewentualnie lużny związek, ale on widocznie nie...Pokazał złość, oburzenie...
            Sama podejrzewam, ze coś nie jest tak...Mówi, ze nie kłamie, ze z nikim nie
            pisuje...
            A odpisał do mojej znajomej na jej maila :(
    • kingaolsz Re: co ja zrobiłam... :( 29.03.05, 17:15
      Dla dobra dzieci i swojego radzilabym Ci dac sobie spokoj.
      Sama kilka razy poznalam "wspanialych" facetow przez net i byly to ogromne
      rozczarowania, stad wiem, ze niewielu facetow z ogloszen matrymonialnych w
      necie jest uczciwych.
      A czytajac ta historie, ktora on Ci "sprzedaje" , to musze Ci powiedziec, ze
      tzw. moj ojciec, tez podobnie kobiety na internet podrywa ( tyle, ze nie ma
      przeszlosci wiezniennej, ale tez przekrety z kredytami, komornik na karku, nie
      ma meldunku , choc wynajmuje mieszkanie, niby nie ma pracy itd itp ) no i
      oczywiscie tez jest "ofiara" zycia i innych ludzi, a tak naprawde 90% z tych
      rzeczy sam sobie i wszystkim bliskim zafundowal i teraz probuje "wslizgnac" sie
      w zycie jakiejs milutkiej pani ( moze byc z dzieckiem), co by go przytulala i
      zeby on mogl jej dac duzo ciepla, a to wszystko, zeby znow moc macic......

      Jak widzisz, sa podobne historie w necie i w realu ( gdyby nie ten kryminal to
      bym podejrzewala, ze na mojego ojca trafilas). I jedyna rada jaka Ci moge da,
      ze jesli na samym poczatku "zwiazku" sa takie niewyjasnione, dziwne i niepewne
      sprawy to najlepiej dac sobie spokoj.

      Pozdrawiam i zycze znalezienia super faceta
      Kinga
      • pyskata36 Re: co ja zrobiłam... :( 29.03.05, 19:32
        A mnie ciekawi dlaczego ta pani czasem pisze dziecko a czasem dzieci?

        Dlaczego w 1 poscie pisze ze "nie ma nawet mozliwosci zameldowania tego pana
        poniewaz mieszka w domu z rodzina" a w innym jak "ciezko jest byc samej z
        dziecmi bez rodziny".

        Mnie sie tak wydaje ze ta pani sama ma problemy z podwojna osobowoscia albo
        ktos sobie tutaj zarty robi a nie wszyscy czytaja uwaznie.

        :-)
        • ewa-anna1 Re: co ja zrobiłam... :( 29.03.05, 20:37
          No więc wyjaśniam, bo może niedokładnie czy też niejednoznacznie napisałam...
          Mieszkam w domu, gdzie mieszkają jeszcze dwie rodziny - mój ojciec, brat z
          rodziną i ja z dziećmi.
          Musiałabym uzyskać ich zgodę na zameldowanie tam kogoś obcego, chyba, ze byłby
          to mój MĄŻ...Może dlatego myślał o małżeństwie...

          A "ciężko być samej z dziećmi bez rodziny" dotyczyło MOJEJ WŁASNEJ pełnej
          rodziny, teraz brakuje w niej męża i ojca /ojczyma dla dzieci...
          I nikt się tutaj nie bawi nikim...Mnie naprawdę nie jest do śmiechu :(
          • pyskata36 Re: co ja zrobiłam... :( 29.03.05, 21:07
            Ewa-Anna - alez absolutnie nie musisz nic wyjasniac.

            Pozbadz sie goscia, zmien sobie swoje email i id i zapomnij.

            Trzymaj sie cieplo :-)
            • ewa-anna1 Re: co ja zrobiłam... :( 30.03.05, 00:14
              Chyba już to włąsnie zrobiłam...
              Oskarżył mnie, ze mu nie wierzę, że go dyskryminuję, bo jest bezdomny...etc.
              Nic takego nie pisałam, pozatym, ze nasza znajomość w tej fazie powinna
              pozostać na poziomie ZNAJOMYCH z netu, lub przyjaciół...O to powstała burza w
              szklance wody, chyba nieuniniona, bo ja nie lubię, jak ktoś pisze, co ja miałam
              na myśli i sugeruje sytuacje, o których nawet nie pomyślałam...
              Facet jest zbyt skomplikowany, jak dla mnie.
              • pyskata36 Re: co ja zrobiłam... :( 30.03.05, 00:22
                Ewa - i super. Chcesz zeby cie ktos wpedzal w poczucie winy?
                Facet ma jakies powazne problemy, daj sobie spokoj - masz wystarczajaco duzo
                wlasnych.

                3maj sie cieplo.
                • ass_o Re: co ja zrobiłam... :( 30.03.05, 09:02
                  Poszukuję partnerki dla mojego prawie byłego męża.
                  Wymagania: kobieta do 36 roku życia, nienajgorzej wyglądająca, koniecznie
                  przedsiębiorcza, czyli taka do której należy pierwszy krok. Wiedza z zakresu
                  branży budowlanej będzie dodatkowym atutem.
                  Oferuję mężczyznę : wiek 34 lata, przystojnego, pracowitego, bardzo
                  pracowitego, cichego, niewymagającego ( w tym również gotowania obiadów),
                  przewidywalnego, oczywiście do pewnych granic, płaci rachunki zawsze w terminie.
                  Dodatkowo:
                  - pół domu jednorodzinnego komfortowo urządzonego z kominkiem, ogrodem, kino
                  domowe

                  Tylko poważne oferty proszę kierować na adres okazja1@poczta.fm
                  • adam022 Re: co ja zrobiłam... :( 30.03.05, 09:58
                    Jak na dzisiejsze czasy, to dość przyzwoity facet :)
                    Więc czemu chcesz się go pozbyć ?
                    To pewnie żart :)
                    • ass_o Re: co ja zrobiłam... :( 30.03.05, 12:16
                      gdyby to miał być żart to nie podawałabym adresu e-mail
                      • pyskata36 Re: co ja zrobiłam... :( 30.03.05, 13:01
                        ass_o napisała:

                        > gdyby to miał być żart to nie podawałabym adresu e-mail

                        Podalabys adres email - jego obecnej partnerki ;-)
                      • sonia_p Re: co ja zrobiłam... :( 30.03.05, 17:38
                        ass_o!!!
                        ja chce ja!!! :):):):)
                        jestem architektem z wiedza budowlana i nie najgorzej wygladam:)
                        i nie mam jeszcze trzydziestki :P
                        i tylko tylko w cuda nie wierze ;)
                        ale pozdrawiam :)
                        • ass_o Re: co ja zrobiłam... :( 01.04.05, 08:34
                          no to uwierz, masz podany adres, ale teraz to jesteś druga w kolejności:-)
                          w każym razie spróbować zawsze można
    • gmona Re: co ja zrobiłam... :( 30.03.05, 09:34
      Dziewczyno...
      Pytasz, czy to mozliwe, zeby ktos robil sobie eksperymenty w necie lub
      wykorzystywal go do innych celow niz matrymonialne, pomimo, ze zamieszcza posta
      na forum matrymonialnym? Owszem, jest to mozliwe, mozesz na przyklad spotkac
      super wrazliwego i inteligentnego faceta, ktory w kilku rozmowach zauroczy Cie
      i utwierdzi w przekonaniu, ze spotkalas swoja druga polowe, przekona Cie, ze
      zaczepil Cie przypadkiem, bo testuje wlasnie nowy komunikator, tak sobie
      kliknal i .. nagle okazalo sie, ze odezwala sie do niego jego druga polowa, on
      sam nie wie, co sie z nim dzieje, czuje, ze krew plynie szybciej w jego zylach
      i chce sie spotkac, Ty w to wszystko wierzysz, bo jestes juz od kilku lat sama
      i zaczynasz przekonywac otoczenie, ze w necie tez sa cudowni ludzie, tacy sami
      jak Ty, cieszysz sie, a potem odkrywasz, ze gosciu w ten sposob poznal juz
      kilkanascie dziewczyn i chodzi tylko o to, zeby kazda sie w nim zakochala a on
      je moze porzucic, bo msci sie za brak milosci matki w dziecinstwie. To tylko
      jeden z mozliwych sposobow odmiennego zastosowania internetu. Pozdrawiam.
    • sylwiastep Re: co ja zrobiłam... :( 30.03.05, 15:45
      Ja bym proponowala zmykac, gdzie pieprz rosnie. I sie nie odwracac.
      • aguniak27 Re: co ja zrobiłam... :( 31.03.05, 16:12
        To jeszcze raz ja, przeczytałam większość Twoich postów Ewo-anno i wydaje mi
        się, że nie powinnaś wierzyć we wszystko co on Ci wypisuje. Sama przeszłaś
        wiele, dlatego jesteś jesteś wrażliwa na ludzką krzywdę. To oczywiście nic
        złego, ale są ludzie, którzy mogą zechcieć to wykorzystać. Wbrew pozorom on
        może mieć już całe mnóstwo informacji o Tobie. Na pewno wiele do siebie
        pisaliście, on mógł kodować, kojarzyć. Wbrew pozorom na sieci nie jesteśmy tacy
        anonimowi jak się nam wydaje. Rozumiem, że brakuje Ci partnera, ale czy nie
        lepiej udać się do biura matrymonialnego? Tam są ludzie ( tak mi się
        przynajmniej wydaje), którzy mają poważne zamiary. Na necie- owszem można
        znaleźć wielką miłość, ale również i niestety coraz częściej - zetknąć się z
        oszustem. Bądź ostrożna. Pozdrawiam.
        • ewa-anna1 Re: co ja zrobiłam... :( 31.03.05, 16:34
          Witaj, Aga...
          Nie wierzę od razu w to, co ktoś mówi/pisze...I w zasadzie już od dawna sobie
          radzę sama...Tak się akurat złożyło, że w grudniu byłam trochę zdołowana w
          święta, więc buszowałam w necie ni i trafiłam na to ogłoszenie...Akurat właśnie
          na taką osobę /trzeba mieć farta.../
          Tak właściwie net wykorzystuję do biznesu, znam się trochę na informatyce,
          sporo czytałam, jak się ukrywać w sieci...Mam zainstalowany programik do zmiany
          IP, pozatym są serwery proxy :) darmowe, przez które można się łaczyć
          anonimowo...
          A co do informacji o sobie...podałam tylko część prawdy, telefon kom. mam
          zastrzeżony, więc musi się trochę namęczyć, zanim mnie znajdzie...zresztą po
          co ?J
          Tak prywatnie podejrzewam, że on nadal jest z żoną, zawsze bowiem pisze, ze nie
          chce nic, poza miłością...raz pisze, że chciałby wszystko robić razem, pracować
          razem, jeść razem...Że się zakochał itd...że moglibysmy się pobrać...
          A innym, że nie myślał o mieszkaniu ze mną...
          Sam widzę, ze facet ma problem.
          • yoosh Re: co ja zrobiłam... :( 01.04.05, 09:00
            ewa-anna1 napisała:

            > Witaj, Aga...
            > Nie wierzę od razu w to, co ktoś mówi/pisze...I w zasadzie już od dawna sobie
            > radzę sama...Tak się akurat złożyło, że w grudniu byłam trochę zdołowana w
            > święta, więc buszowałam w necie ni i trafiłam na to ogłoszenie...Akurat
            właśnie
            >
            > na taką osobę /trzeba mieć farta.../

            ***********************************************************

            No i tu sama odpowiedzialaś sobie...Tak to już jest,gdy sie neurotycznie
            poszukuje kogoś w chwilach wielkiego dola..reaguje sie wtedy na mile
            slówka...ty masz dola,on w nieciekawej sytuacji... pokrewne dusze ;)

            > ***********************************************************************

            > Tak prywatnie podejrzewam, że on nadal jest z żoną, zawsze bowiem pisze, ze
            nie
            >
            > chce nic, poza miłością...raz pisze, że chciałby wszystko robić razem,
            pracować
            >
            > razem, jeść razem...Że się zakochał itd...że moglibysmy się pobrać...
            > A innym, że nie myślał o mieszkaniu ze mną...
            > Sam widzę, ze facet ma problem.

            ****************************************************************************

            Zakochal się??????? Może nie czytalam wszystkich twoich wpisów,ale to brzmi co
            najmniej dziecinnie.czy wy spotkaliście się w realu?

            Twoja intuicja podpowiada ci slusznie,ale świadomie opierasz się.

            Wiesz,co to jest syndrom ofiary?


            Facet jest nieuczciwy,chce wyjść na prostą twoim kosztem.Mam koleżanki,które
            wiele lat poświęcily na glaskanie po glówce takich nieudaczników,w końcu
            wylądowaly na terapii lub gorzej a facet szuka nastepnych naiwnych.
          • aguniak27 Re: co ja zrobiłam... :( 01.04.05, 13:50
            :) cieszę się, bo widzę że podchodzisz do wszystkiego rozsądnie z dystansem :-)
            pozdrawiam
    • camel_3d dziwne... 31.03.05, 11:55
      bezdomny i na necie siedzi??
      to bardzo interesujace..
      • aguniak27 Re: dziwne... 31.03.05, 15:59
        A ja przeżyłam kiedyś taką oto przygodę z facetem z netu.... Klikaliśmy ze sobą
        dość długo, on mieszkał jakieś 300 km ode mnie. Spędziliśmy razem weekend nad
        morzem. Później zaczął u mnie bywać w weekendy. Wszystko trwało jakieś 3
        miesiące, dopóki nie zadzwoniła do mnie jego.....żona :-) Nie muszę mówić
        jakigo szoku doznałam. Facet kręcił ile wlezie i mnie i ją. Na dodatek ma
        dziecko. Do tej pory zastanawiam się jak mogłam być taka głupia i naiwna, ale
        coż...chyba chęć spotkania wreszcie KOGOŚ zaślepia lub też zakłada różowe
        okulary...OD tamtej pory nie szukam nikogo na necie, myślę że nie byłabym w
        stanie nikomu zaufać. Oczywiście wiem, że nie wszyscy oszukują, ale trzeba
        zachować zdrowy dystans. Poznać człowieka w jego realnym świecie, dowiedzieć
        się jaki jest naprawdę. Bo przez net wiadomo tylko tyle ile o sobie napisze.
        Zdrowy rozsądek i nie angażować się za szybko!!! pozdrawiam
    • hexulka Re: co ja zrobiłam... :( 01.04.05, 08:48
      Witaj!
      Powiem Ci jakie mam zdanie na ten temat, ale myślę, że i tak powinnaś posłuchać
      samej siebie. Znajomość opisana przez Ciebie nie wygląda na "bezpieczna". Weź
      pod uwagę dobro swojego dziecka. Nie ma czegoś takiego jak przyjaźń między
      kobietą a mężczyzną... (wiem z autopsji). Być może człowiek chce ułożyć sobie
      życie ale jest tez druga strona medalu. Może zależy mu tylko na mieszkaniu,
      utrzymaniu itp. Myślę, że stać Cię na poznanie kogoś "lepszego". Puste gadanie
      o domu, pracy i rodzinie nie da Ci szczęścia. Po ewentualnym ślubie sprawy mogą
      zmienić swój obrót. Myślę, że zakończenie takiego wirtualnego romansu byłoby
      wskazane. Ale zrobisz co będziesz uważała za słuszne. Nikt nie może Ci niczego
      narzucać. Tak więc przemyśl może całą sytuację i spójrz na dobro swojego
      dziecka.
      Pozdrawiam serdecznie
      ...i głowa do góry!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka