remain.in.light
05.04.05, 10:19
Zrozumiałam dlaczego jem. Nie wyjadałam całej zawartości lodówki, ale nie
mogłam przestać myślec o jedzeniu, planować co zjem. Wyznaczyłam sobie limit
2 tys. kalorii i mimo, że nie byłam głoda musiałam dociągnąć do tego limitu.
Chore...Dwa tygodnie temu zrozumiałam czemu to robię. Przyjaciółka spytała
mnie czemu jestem taka skupiona na sobie, czemu myślę o jedzeniu, przecież
jedzenie służy tylko zaspokajaniu głodu.
Wtedy nastąpił przełom. Od tego właśnie momentu jedzenie straciło swój urok.
Teraz wiem,że gdy chcę sięgnąć po bułkę, drożdżówkę, 10 jabłek po posiłku to
właśnie dlatego, że zajadam emocje.
Jem, gdy jestem głodna. Prawie. Mimo świąt, podczas których co nieco zjadłam
natychmiast schudłam 2 kg. Moje ciało samo wraca do swojej normalnej,
naturalnej wagi (chociaż moja waga jest w lekarskiej normie). Jestem syta.
Ale... czuję pustkę...Pustkę, której już nigdy mi nie wypełni jedzenie. W
jednej chwili straciłam tego pocieszyciela...Nie rajcuje mnie ani jedzenie,
ani internet, od którego wręcz się uzależniłam, ani ogromne zakupy, które w
ostatnim czasie stały się moim drugim hobby.
Czuję totalną, absolutną pustkę. Jednocześnie wiem, że nawet nie powinnam
mieć czelności narzekać. Mam wspaniałego mężczyznę obok siebie. Studiuję, a
już dostałam pracę, z pensją o której absolwenci mogą marzyć. A jednak...
Staram się uprawiać bardzo aktywnie sport, który coraz bardziej sprawia mi
przyjemość. Cieszę się swoim ciałem, które wraca do pięknego kształtu. Znów
czytam książki.
Wiem, że potrzebuję terapeuty. Rozglądam się za kimś w Warszawie. Kimś, z kim
będę w stanie być szczera, a nie manipulowac nim i sobą jak kiedyś.
Boję się tej pustki. Boję się, że jestem złym, wstrętnym człowiekiem, którego
nie obchodzą inni.