Gość: Ania
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
25.06.02, 15:10
Mam brata na medycynie, ktory obecnie zajmuje sie psychiatria i po kilku
rozmowach z nim zaczelam zastanawiac sie nad sensownoscia takiego zawodu jak
psycholog.
1. Psycholog i tak nie wiele moze pomoc, chociazby dlatego ze nie ma prawa
przepisywac lekow.
2. Nie ma takiej czynnosci zawodowej, ktora moglby przeprowadzic psycholog, a z
ktora nie poradzilby sobie psychiatra.
3. Psychologowie tylko przeszkadzaja w pracy lekarzom zarzucajac pacjentow
kretynskimi testami, ktore maja minimalna (albo nieznana) moc diagnostyczna.
Dotyczy to zwlaszcza tzw. psychologii glebi.
4. Wynika z tego ze rola psychologa sprowadza sie do "porozmawiania" - ale czy
do tego nie wystarczy przyjaciolka albo dobry astrolog?
Na koniec mam do was pytanie.
Czy wam tez psycholog kojarzy sie z rozhisteryzowana starsza pania (wariant1)?
Ewentualnie z jakims wyluzowanym na sile bucem (a'la A. Samson) ktory na
wszystkie pytania udziela jednej odpowiedzi ("wszyscy jestesmy winni") a przy
tym zachowuje sie jakby posiadl niedostepna zwyklym smiertelnikom wiedze
tajemna?
pozdrawiam.