Dodaj do ulubionych

Po co nam psychologowie?

IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.06.02, 15:10
Mam brata na medycynie, ktory obecnie zajmuje sie psychiatria i po kilku
rozmowach z nim zaczelam zastanawiac sie nad sensownoscia takiego zawodu jak
psycholog.
1. Psycholog i tak nie wiele moze pomoc, chociazby dlatego ze nie ma prawa
przepisywac lekow.
2. Nie ma takiej czynnosci zawodowej, ktora moglby przeprowadzic psycholog, a z
ktora nie poradzilby sobie psychiatra.
3. Psychologowie tylko przeszkadzaja w pracy lekarzom zarzucajac pacjentow
kretynskimi testami, ktore maja minimalna (albo nieznana) moc diagnostyczna.
Dotyczy to zwlaszcza tzw. psychologii glebi.
4. Wynika z tego ze rola psychologa sprowadza sie do "porozmawiania" - ale czy
do tego nie wystarczy przyjaciolka albo dobry astrolog?

Na koniec mam do was pytanie.
Czy wam tez psycholog kojarzy sie z rozhisteryzowana starsza pania (wariant1)?
Ewentualnie z jakims wyluzowanym na sile bucem (a'la A. Samson) ktory na
wszystkie pytania udziela jednej odpowiedzi ("wszyscy jestesmy winni") a przy
tym zachowuje sie jakby posiadl niedostepna zwyklym smiertelnikom wiedze
tajemna?

pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • kwieto Re: Po co nam psychologowie? 25.06.02, 15:20
      Szczerze mowiac, boje sie glownie psychiatrow, bo na schorzenia dotyczace w
      durzej mierze duszy, stereotypow pogladowych maja jedna odpowiedz - prochy.
      "damy Ci tabletke poczujesz sie lepiej" - brrr...

      Psycholog rzeczywiscie ma role podobna do przyjaciela, tylko ze ciezko znalezc
      teraz przyjaciela, ktory by mial odpowiednia wiedze by poradzic cokolwiek
      madrego, a nie opierajacego sie na jego wlasnych stereotypach czy dziwnych
      fobiach - przy psychologu chyba jednak ryzyko jest ciut mniejsze.
      • malwinamalwina Re: Po co nam psychologowie? 25.06.02, 15:32
        tu we fr :
        psychiatra psychoterapeuta (obojetnie jaka terapia) nie przepisuje tabletek - znaczyloby to
        bezskutecznosc jego terapii
        psycholog nie jest uwazany za lekarza przez kase chorych i nie jest sie ubezpieczonym na takie wizyty,
        wiec z wlasnej kieszeni placisz
        kazdy (po dwoch latach studiow) moze przyczepic sobie tablice" psycholog" i przyjmowac ludzi-
        wolnosc
        naduzyc mnostwo
        neurolog to ten co przepisuje pigulki i zajmuje sie fizjologiczno chemicznym funkcjonowaniem naszych
        ptasich mozdzkow i brakiem chemicznej rownowagi w szarej materii
        przepisuja tez (na zadanie !) lekarze ogolni co jest skandalem
        w zyciu nie poszlabym do psychologa !
        to studia (wdl mnie) ktore sluza do ...nabycia kultury ogolnej, lub dodatek do innych (np menagement)
        • kwieto Re: Po co nam psychologowie? 25.06.02, 15:35
          :"))))

          No u nas psychiatra wlasnie przepisuje tabletki :(
        • Gość: Ania O TO WLASNIE CHODZI! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.06.02, 17:15
          Musze przyznac ze nie wiedzialam o rozwiazaniach francuskich ale w porownaniu z
          polskimi wydaja sie znakomite! Zgadzam sie ze te studia powinny sluzyc nabyciu
          pewnej kultury ogolnej, a takze pewnej wiedzy a naduzycia powinien regulowac
          rynek oraz sady (gdy zostaje naruszone prawo). Tymczasem u nas musisz nie tylko
          piec lat siedziec na studiach, ktore nie ucza Cie kompletnie niczego ale po ich
          zakonczeniu skazana jestes laske i nielaske kliki zajmujacej sie przydzielaniem
          koncesji. Efeket jest taki ze koncesje otrzymuja nie Ci ktorzy maja dobry
          kontakt z ludzmi ale Ci ktorzy maja znajomosci lub kase na lapowki.
          • Gość: Psychol Re: O TO WLASNIE CHODZI! IP: *.gda.pl / 10.66.3.* 26.06.02, 22:20
            Jestem psychologiem ale czasami wstydzę się do tego przyznawać.
            • Gość: PawelD ? IP: *.sunsh2.vic.optusnet.com.au 30.06.02, 23:45
              wstydzisz sie przyznac, czy czujesz sie niezrecznie?
              P>
      • Gość: Ania Re: Po co nam psychologowie? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.06.02, 17:21
        O czym Ty w ogole mowisz?
        Gdybys na studiach psychologicznych wspomniala o czyms takim jak dusza to
        wylecialabys z wielkim hukiem. Od duszy sa ksieza.
        Stereotypami zas zajmuja sie takze socjologowie i z tego co wiem robia to duzo
        lepiej. Nie potrafie powiedziec z czego to wynika ale chyba mniej histeryzuja i
        maja bardziej otwarte glowy. Faktem jest jednak ze nie prowadza gabinetow
        dyskusyjnych.
        • kwieto Re: Po co nam psychologowie? 25.06.02, 22:10
          Halo tu ziemia, jak mnie slychac?

          Czy zastanowilas sie w ogole nad tym co napisalem, czy po prostu od razu
          zaatakowalas moj poglad? Bo:

          1. Dusza jest tu przenosnia, nikt wierzacy nie powie Ci, ze dusza moze
          chorowac, natomiast "choroby duszy" to potoczne okreslenie roznego rodzaju
          depresji, nie radzenia sobie ze soba, z wlasnym zyciem - i tym sie zajmuja
          psychologowie, nieprawdaz?

          2. Stereotypy w tym kontekscie (wydawalo mi sie to oczywiste) to wpojone
          schematy myslowe, ktorymi czlowiek sie posluguje a ktore powoduja to co w
          punkcie pierwszym - na przyklad komus sie wydaje ze "zawsze musi byc dobry dla
          innych", co powoduje ze daje sie wykorzystywac, czuje sie oszukiwany itd...
          Jest to wlasnie taki schemat, stereotyp myslowy. Tym tez ma sie zajac socjolog?

          Prosilbym o czytanie tekstu ze zrozumieniem...
    • starszapani Re: Terapia duszy 25.06.02, 17:21
      Gość portalu: Ania napisał(a):
      > 4. Wynika z tego ze rola psychologa sprowadza sie do "porozmawiania" - ale czy
      > do tego nie wystarczy przyjaciolka albo dobry astrolog? >



      Przyjaciółce powiedz o swoich prawdziwych bolączkach, to niebawem
      wszystkie nieprzyjaciółki będa miały Cię na językach.
      Z astrologiem to trzeba uważać.


      > Czy wam tez psycholog kojarzy sie z rozhisteryzowana starsza pania >


      Cóz to znaczy?
      Buźka.
      Pogodna staruszka
      • Gość: Ania astrolog IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.06.02, 17:56
        starszapani napisał(a):

        > Gość portalu: Ania napisał(a):
        > > 4. Wynika z tego ze rola psychologa sprowadza sie do "porozmawiania" - ale
        > czy
        > > do tego nie wystarczy przyjaciolka albo dobry astrolog? >
        >
        >
        >
        > Przyjaciółce powiedz o swoich prawdziwych bolączkach, to niebawem
        > wszystkie nieprzyjaciółki będa miały Cię na językach.

        To zalezy jakie ma sie przyjaciolki. Trzeba jednak pamietac ze psycholog ich nie
        zastapi. Zal mi ludzi, ktorzy nawiazuja bliskie kontakty psychologami, bo rzako
        kiedy sa one odwzajemnieone a "znawcy duszy" tylko wykorzystuja ludzka samotnosc
        do zarabiania pieniedzy.

        > Z astrologiem to trzeba uważać.

        Dlaczego? Bo "psychologowie bija na alarm"? To oczywiste ze te dwie grupy beda ze
        soba walczyc -sa naturalnymi konkurentami. Przeciez to taka sama szarlataneria...
        Niech mi pani powie czy psycholog ponosi obecnie wieksza odpowiedzialnosc
        zawodowa niz astrolog? A moze chodzi o "nienaukowosc" astrologii? Prosze mi
        wierzyc ze naukowosc psychologii, operujacej wylacznie hipotezami, jest tego
        samego rodzaju. Poza tym dlaczego niby mamy holdowac osiemnastowiecznym
        wyobrazeniom o nauce? Czy to ze nie potrafimy czegos wyjasnic poprzez ustalone
        reguly dzialania znaczy ze nie mamy sie tym zajmowac? Gdyby rozumowac w ten
        sposob to taka np. psychologia w ogole by nie powstala. Wreszcie ostatnie
        pytanie - czy z astrologiem nie trzebabylo juz uwazac gdyby posiadal dyplom
        magistra?
        • starszapani Re: jesteś bardzo wyuczona, 25.06.02, 18:13

          a ja prosta staruszka, nawet nie wiem co Ty mówisz.

          Młoda damo, ja nigdy nie byłam u psychologa, ani u astrologa,
          ale przyjaciółce tez wszystkiego nie mówiłam.
          Ja najwięcej radości czerpałam, idąc sama do pustego kościoła,
          i tam dyskutowałam z Bogiem. Miałam pewność, że On nikomu
          nie powtórzy, i pewnie mi nie uwierzysz, ale wracałam zawsze
          silniejsza i pewniejsza siebie. Z większą ufnością patrzyłam
          w przyszłość.
          Ale są to stare, dawno zapomniane metody na uleczenie naszych
          smutków.

          Astrolog, to ten co przepowiada przyszłość ???
          Nie, ja nie chcę wiedzieć co mnie czeka, ja wolę wierzyć, że
          będzie dobrze, miło i bezpiecznie.
          A co będzie jak on mi zobaczy w tych gwiazdach cos złego, juz
          nie przestane o tym myśleć. I chociazby to była bzdura, ja
          przez samo myslenie mogę to zło sciagnąć do siebie.
          Tak sie kiedys mówiło, nie kus licha, niech to spi.
          A powiedzenie chyba troche przekręciłaś na własny uzytek.
          Bądźmy dobrej myśli, nasze mysli idą we wszechświat przecież.
    • Gość: kk Re: Po co nam psychologowie? IP: *.jci.com 25.06.02, 19:06
      ciekawe pytanie, a ze psychologia to fascynacja mego zycia, postaram sie
      odpowiedziec jak najlepiej

      psycholgowie sa rozni, tak jak rozni sa chocby fryzjerzy... niby ta sama szkola,
      ale trzeba miec reke i wyczucie, i styl taki jaki klientowi pasuje. W swiecie
      idealnym psycholog to nie ktos kto raptem skonczyl studia, lecz pracowal pare lat
      pod superwizja, przeszedl wlasna terapie, nie wierzy slepo w testy i ma odwage
      nie wiedziec wszystkiego, byc czlowiekiem po prostu.

      Od psychologa lepszy bywa przyjaciel albo jeszcze lepiej 'wystarczajaco dobry'
      rodzic. Ale co maja zrobic ci ktorym tej bazy zabraklo? Zaufac pierwszej lepszej
      osobie? ZYc samotnie i w cierpieniu? Powtarzac ciagle te same bledy?

      Tabliczka 'psycholog' powinna byc gwarancja pewnej wiedzy n/t ludzi (takze
      takiej, kiedy niezbedne sa tabletki i trzeba kogos odeslac do lekarza), wiedzy
      przede wszystkim z wlasnego zycia, z otwartego serca, uszu, oczu, nie z ksiazek,
      gwarancja dyskrecji oraz gwarancja ze twoj - kliencie - interes jest na pierwszym
      miejscu. Na psychologa czekaja rozne pokusy, aby byc lubianym, uznanym za
      kompetentnego, skutecznego, potrafic kogos trafnie opisac (=zaszufladkowac) itp.
      Ale istota tego zawodu jest byc swiadomym tych pokus, a jednak swoja satysfakcje
      odstawic na boczny tor i towarzyszyc klientowi w jego drodze.

      ɭ. Psycholog i tak nie wiele moze pomoc, chociazby dlatego ze nie ma prawa
      >przepisywac lekow.
      Moze pomoc w 'zwyczajnym' zyciu, w nerwicach, oraz wspierac w psychozach.

      ɮ. Nie ma takiej czynnosci zawodowej, ktora moglby przeprowadzic psycholog, a
      >z ktora nie poradzilby sobie psychiatra.

      Byc moze, ale ktory psychiatra ma czas OPROCZ doglebnego zajmowania sie medycyna
      doksztalcac sie w psychologii? Jezdzic na warsztaty, chodzic na wlasna terapie,
      superwizje, no i spotykac sie z klientem co tydzien.
      Mozna powidziec, ze i psychiatra niepotrzebny, bo lekarz ogolny tez moze wypisac
      recepte. Niepotrzebny endodonta, bo 'zwyczajny' stomatolog tez moze wypelnic
      kanaly w zebie. Itd.

      ɯ. Psychologowie tylko przeszkadzaja w pracy lekarzom zarzucajac pacjentow
      >kretynskimi testami, ktore maja minimalna (albo nieznana) moc diagnostyczna.

      Tu sie niestety czesciowo zgadzam. W ogole wspolpraca psychologow i psychiatrow
      ma jeszcze przed soba dluga droge. Z mojego doswiadczenia wynika, ze czesto
      lekarze 'zlecaja' psychologowi robienie testow, nie wiem wlasciwie dlaczego, moze
      zeby sie czyms zajal - to raz, i zeby diagnoze mozna bylo zrobic w modelu
      medycznym - to dwa. Czyli, skoro juz mamy psychologa na etacie, niech trzaska
      testy i pomaga nam poszufladkowac pacjentow. Niech wynikiem jego pracy bedzie
      numerek, lub kategria, cos mierzalnego, chociaz i tak w te testy nie wierzymy.

      4. Wynika z tego ze rola psychologa sprowadza sie do "porozmawiania" - ale czy
      do tego nie wystarczy przyjaciolka albo dobry astrolog?

      To wiecej niz rozmowa. Faktycznie psychoterapia to czesto umozliwienie klientowi
      cos PRZEZYL, a nie OPOWIADAL O... Niemal kazdy ucieka w 'opowiadactwo'. kazdy
      psycholog wiele razy dal sie w to wciagnac. Ale po to wiele lat sie uczy, zeby
      nie dac sie 'zaczarowac' slowami tak jak klient zdazyl juz w zyciu zaczarowac
      siebie i swoja rodzine.

      Porozmawianie o czyms moze ulzyc na chwile, ale to tylko pierwszy etap kontaktu,
      albo jedynie wentyl zeby spuscic troche pary i nie musiec niczego zmieniac.

      Jestem psychologiem, kocham ten zawod, jest to dla mnie nieustajace zaproszenie
      do podrozy po zakatkach ludzkiej duszy. Doceniam to ze klient obdarza mnie
      zaufaniem, i staram sie towarzyszyc, nie narzucac. Ludzie gdy sa wolni pieknieja,
      a ja mam szanse zobaczyc jak sie prostuja, nabieraja pelne pluca powietrza, jak
      im 'rosna piora'. Jak sobie swietnie radza beze mnie. Jak zauwazaja ze wcale nie
      jestem od nich madrzejsza :)

      pozdrawiam
      • Gość: provo Re: Po co nam psychologowie? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.06.02, 20:15

        > Jestem psychologiem, kocham ten zawod, jest to dla mnie nieustajace zaproszenie
        do podrozy po zakatkach ludzkiej duszy.

        A ja nie jestem, i -pewnie dlatego dolacze sie do krytyki. Co wiecej, po raz
        pierwszy w zyciu sprobuje byc "asertywny", a wiec powiem co mysle nie zwazajac na
        to jak odbierzesz moje slowa i czy przypadkiem nie sprawia ci przykrosci.
        Pytanie pierwsze:
        Co to jest dusza? "Ania" (co za idiotyczny nick...) juz o tym pisala w ktoryms z
        poprzedniuch postow -dusza zajmuja sie ksieza i filozofowie, a ty co najwyzej
        podrozojesz po psychice, osobowosci, emocjach etc.

        Doceniam to ze klient obdarza mnie
        > zaufaniem, i staram sie towarzyszyc, nie narzucac.

        Doceniam zalety twojego warsztatu ale to raczej temat na jeden z waszych
        kongresow.

        Ludzie gdy sa wolni pieknieja, a ja mam szanse zobaczyc jak sie prostuja,
        nabieraja pelne pluca powietrza, jak im 'rosna piora'.

        Wolni "do" czy wolni "od"? Hegel czy Smith?

        Jak sobie swietnie radza beze mnie. Jak zauwazaja ze wcale nie jestem od nich
        madrzejsza :)

        No wlasnie...

        Nie znam sie na waszych metodach pracy i prawde mowiac niewiele mnie to obchodzi,
        jest jednak cos co mnie niepokoi. Skoro wiedza psycohlogiczna to w duzej czesci
        zdolnosc komunikowania sie z ludzmi a takze wiedza przedteoretyczna (tj.
        doswiadczenie zyciowe) to dlaczego jako srodowisko zaczynacie zachowywac sie jak
        notariusze, aptekarze, lekarze etc? Probojecie zawlaszczyc dla siebie wiedze,
        ktora tak naprawde jest udzialem kazdego z nas. Wytwarzacie pozory niedostepnosci
        wiedzy psychologicznej, kreujecie wokol siebie atmosfere osob ktore rzeczywiscie
        poznaly ludzka dusze. Tymczasem psychologia to zbior wykluczajacych sie teorii i
        domyslow, a takze arsenal testow, ktore myslacego czlowieka moga co najwyzej
        przyprawic o niekontrolowane wybuchy smiechu. Co gorsza, macie czelnosc
        poslugiwac sie testami ktorych diagnostyczna trafnosc jest znacznie nizsza niz
        0.5. Jednoczesnie bronicie do nich dostepu osobom z poza psychologicznej kliki.
        Nie zgadzam sie z autorka tego watku, ze nie jestescie potrzebni, bo we
        wspolczesnych spoleczenstwach pewnie niedlugo zaczniecie zastepowac ludziom
        tradycyjne relacje interpersonalne, zastanawia mnie natomiast postepujaca
        hermetyzacja waszego srodowiska, ktora w kontekscie tego co bylo juz napisane o
        waszej odpowiedzialnosci i "miekkim" charakterze wiedzy psychologicznej -jest
        ABSURDALNA! Rozumiem ze tak naprawde chodzi wylacznie o obronę waszych kieszeni.
        Szkoda tylko ze przy tej okazji zamykacie dostep do zawodu ludziom, ktorzy
        sprawdziliby sie w nim rownie dobrze jak dyplomowani psychologowie. Jak pisal
        ktos na tym forum, we Francji wystarcza dwuletnie studia zeby przbic sobie na
        drzwiach tabliczke "psycholog" - a u nas? Z otwartego srodowiska robicie sie
        zamknieta klika, co jest o tyle zalosne ze wasze praktyczne umiejetnosci nie
        wyrastaja ponad umiejetosci otwartego i wrazliwego "czlowieka z ulicy".
        Od razu dodam ze nie jestem zainteresowany "psychologicznym gabinecikiem"
        natomiast od zawsze staram sie sprzeciwiac zawlaszczaniu szerokich aspektow zycia
        (w tym takze zycia zawodowego) przez jakiekolwiek "grupy wybrane"

        pozdrawiam

        p.s.
        Ile zarabiasz miesiecznie? (prosze o podanie kwoty bezwzglednej w PLN - brutto)
        • Gość: Lolek Re: Nie-psychologowie do roboty IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 25.06.02, 22:37
          No to cwaniaczki, krytycy psychologii i psychologów, przejdźcie na wątek "jak
          pomóc zgwałconej kobiecie", przeczytajcie w czym problem i zaproponujcie
          sensowną pomoc. SENSOWNĄ, a nie poklepanie po plecach. W grę wchodzi samoocena,
          poczucie własnej wartości, emocje, najprawdopodobniej postawa wobec mężczyzn
          itp. I to wszystko kształtowało się przez 30 lat! I CO, MĄDRALE? Tu macie kawał
          prawdziwego życia, z którym stykają się psychologowie (psycholodzy - prof.
          Miodek preferuje tę wersję) a nie przelewanie z pustego w próżne na forum.
          • Gość: Ala Re: Nie-psychologowie do roboty IP: *.gda.pl / 10.66.3.* 26.06.02, 22:29
            A Ty mądralo tak bardzo pomagasz tej zgwałconej kobiecie, za ile jej pomagasz,
            jak długo, ile osób zgwałconych dostaje tzw. pomoc psychologiczną. Ilu
            psychologów potrafi pomóc takim osobom, ilu psychologów szkodzi takim kobietom
            gdyż nie ma pojęcia jak im pomóc. Znam psychologa, który zgwałconemu dziecku
            zaproponował badania na dyslekcję.
            Więc nie mów, że psycholog potrafi prowadzić psychoterapię. Wiemy oboje, że
            psychologowie niejednokrotnie szkodzą swoim pacjentom.
            Pozdrwaiam
            • Gość: Lolek Re: Nie-psychologowie do roboty-OJOJOJOJ!!! IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 26.06.02, 22:42
              Gość portalu: Ala napisał(a):
              > A Ty mądralo tak bardzo pomagasz tej zgwałconej kobiecie, za ile jej pomagasz,
              > jak długo,

              nie pomagam, ja specjalizuję się w innej dziedzinie, nie będę udawał, że
              potrafię, tak jak dentysta nie powinien udawać, że potrafi pomóc ginekologicznie


              > Ilu psychologów potrafi pomóc takim osobom, ilu psychologów szkodzi takim
              kobietom
              > gdyż nie ma pojęcia jak im pomóc.

              a Ty, mądralo, masz pojęcie?

              >Znam psychologa, który zgwałconemu dziecku
              > zaproponował badania na dyslekcję.

              błąd - DYSLEKSJĘ, a poza tym może ono miało dysleksję i warto było w tej sferze
              też mu pomóc?

              > Więc nie mów, że psycholog potrafi prowadzić psychoterapię.

              nie mówię, psychoterapia i psychologia kliniczna to tylko część psychologii, i
              psycholog wcale nie potrafi prowadzić psychoterapii, potrafi to robić tylko
              psycholog-psychoterapeuta, po wieloletniej nauce, praktyce i superwizji (czyli
              nadzorze psychologa-fachowca od nadzoru)

              >Wiemy oboje, że
              > psychologowie niejednokrotnie szkodzą swoim pacjentom.

              niejednokrotnie, ok, więc konkretnie napisz: ilu-krotnie? może wszyscy? to by
              było!!

              > Pozdrwaiam

              ja też pozdrwaiam
              Lolek
              • Gość: Ala Re: Nie-psychologowie do roboty-OJOJOJOJ!!! IP: *.gda.pl / 10.66.3.* 26.06.02, 22:53
                Tez pozdrawiam i dziękuję za odpowiedź. Znam kilku psychologów, którzy nie
                pomogli a zaszkodzili. Natomiast zgwałcone dziecko nie miało problemów z
                dysleksja (dziękuję za poprawienie) a miało Zespół Dziecka Maltretowanego - ale
                powiedz mi wrażliwy Psychologu (w sensie pozytywnym)- ilu psychologów stawia
                diagnozę Zespół Dziecka Maltretowanego.
                Pozdrawiam
                Ala
                • kwieto Re: Nie-psychologowie do roboty-OJOJOJOJ!!! 26.06.02, 23:01
                  A ja nie rozumiem do czego ma prowadzic ta dyskusja? Ze lepiej gdyby dzieckiem
                  zajal sie psychiatra? I co, przepisal mu moze Prozac? Jakis rok temu Wyborcza
                  rozpisywala sie o kobiecie, ktora "przez pomylke" zdiagnozowano jako umyslowo
                  chora i odwieziono na rok do szpitala dla oblakanych. Diagnozowal oczywiscie
                  psychiatra. Lekaze ktorzy byli w zakladzie potwierdzili diagnoze, i zaczeli ja
                  faszerowac psychotropami - mezowi i reszczie rodziny kilka miesiecy zajelo
                  wyjasnienie nieporosumienia i wydarcie (tak, bo w takiej atmosferze to
                  przebiegalo) zony z rak szacownych kompetentnych "psychiatrow".

                  Nie twierdze, ze psycholodzy sa chodzacymi Jezusami zbawiajacymi swiat. Zawod
                  jak kazdy inny, zdarzaja sie geniusze i partacze. Ale jesli alternatywa ma byc
                  psychiatra (jak to wynika z Twojego pierwszego postu), to ja sie wypisuje z
                  takiego leczenia. Bo skutki jego bledow sa o wiele gorsze.
          • Gość: Ala Re: Nie-psychologowie do roboty IP: *.gda.pl / 10.66.3.* 26.06.02, 23:05
            Panie Lolek ( pozytywnie)
            Nie odpowiedział Pan/Pani na mój powiedzmy sobie list. Byłoby mi miło usłyszeć
            Pana/Pani odpowiedź na temat diagnoz: Zespół Dziecka Maltertowanego - przez
            psychologów.
            Pozdrawiam
            Ala
            • Gość: Lolek Re: ODPOWIADAM W TE PĘDY!!! IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 27.06.02, 21:15
              Gość portalu: Ala napisał(a):
              > Panie Lolek ( pozytywnie)
              > Nie odpowiedział Pan/Pani na mój powiedzmy sobie list. Byłoby mi miło usłyszeć
              > Pana/Pani odpowiedź na temat diagnoz: Zespół Dziecka Maltertowanego - przez
              > psychologów.
              > Pozdrawiam
              > Ala

              Pani/Panie Alu!
              Nie wiem co napisać. Jeżeli są psycholodzy maltretujący - to straszne. I dlatego
              opracowywana jest ustawa o zawodzie psychologa, która ma uregulować te sprawy, a
              którą już parę lat blokują w parlamencie... lekarze.
              Pa... pa...
        • Gość: kk Re: Po co nam psychologowie? IP: *.jci.com 25.06.02, 23:46
          > A ja nie jestem, i -pewnie dlatego dolacze sie do krytyki. Co wiecej, po raz
          > pierwszy w zyciu sprobuje byc "asertywny", a wiec powiem co mysle nie zwazajac
          > na to jak odbierzesz moje slowa i czy przypadkiem nie sprawia ci przykrosci.

          forum swietnie sie do tego nadaje. z ciekawoscia czytam dalej.

          > Co to jest dusza? "Ania" (co za idiotyczny nick...) juz o tym pisala w ktoryms
          > z poprzedniuch postow -dusza zajmuja sie ksieza i filozofowie, a ty co najwyzej
          > podrozojesz po psychice, osobowosci, emocjach etc.

          tak, i niech tak zostanie

          > Wolni "do" czy wolni "od"? Hegel czy Smith?

          i OD (leku, poczucia winy, niepokoju) i DO (podejmowania decyzji, brania
          odpowiedzialnosci)

          albo, jesli wolisz wolni DO przezywania leku, czucia sie winnym, zmierzenia sie z
          niepokojem... wolni OD nawyku np. decydowania za innych, brania odpowiedzialnosci
          itp.

          > Jak sobie swietnie radza beze mnie. Jak zauwazaja ze wcale nie jestem od nich
          > madrzejsza :)
          >
          > No wlasnie...

          No wlasnie! Ale to tak samo nie przychodzi. Ludzie poczatkowo spostrzegaja
          psychologa albo jako tego kto 'mnie przejrzy', albo 'gowno o mnie wie'.


          > Nie znam sie na waszych metodach pracy i prawde mowiac niewiele mnie to obchodz
          > (...)
          > Tymczasem psychologia to zbior wykluczajacych sie teorii i
          > domyslow, a takze arsenal testow, ktore myslacego czlowieka moga co najwyzej
          > przyprawic o niekontrolowane wybuchy smiechu. (...) trafnosc jest znacznie
          > nizsza niz 0.5. Jednoczesnie bronicie do nich dostepu osobom z poza
          > psychologicznej kliki.

          troche pocielam twoja wypowiedz, ale sens zachowany?
          najpierw mowisz ze nie znasz metod psychologicznych i cie nie obchodza, potem
          piszesz o trafnosci testow i sposobie ich stosowania

          Opracowanie trafnego i rzetelnego testu psychologicznego to kupa czasu i $$. Test
          taki jest opatrzony prawami autorskimi. Wolna dystrybucja testu sprawilaby, ze
          szybko przestalby byc uzyteczny, bo dla wielu osob nie byl by nowy w momencie gdy
          psycholog go stosuje. Dla przykladu, przychodzi do poradni mama z dzieckiem,
          chlopiec ma klopoty w szkole, trzeba sprawdzic czy trudnosci w nauce maja podloze
          emocjonalne czy moze organiczne, i jakie aspekty uczenia sie odbiegaja u dziecka
          od normy. Psycholog wyciaga test, a mama na to "ooo, wlasnie ten w domu
          cwiczylismy, kolezanka nam dala". Rece opadaja.

          Ale sprobuj odmowic znajomemu przyniesienia testow osobowosci, IQ czy co tam
          jeszcze... Bo jest ciekawy, i chcialby sobie sprawdzic... A potem moze jeszcze
          zrobic test swojej dziewczynie itd.

          Jezeli testy beda powszechnie dostepne, stana sie bezuzyteczne, a ich opracowanie
          pojdzie na marne.


          >Probojecie zawlaszczyc dla siebie wiedze, ktora tak naprawde jest udzialem
          >kazdego z nas. Wytwarzacie pozory niedostepnosci wiedzy psychologicznej,
          >kreujecie wokol siebie atmosfere osob ktore rzeczywiscie
          >poznaly ludzka dusze.

          KTO probuje? A ci psychologowie ktorzy organizuja warsztaty, pisza artykuly,
          ksiazki, rozmawiaja w wywiadach? Warsztaty owszem, kosztuja, ale na przeczytanie
          np. wypowiedzi Eichelbergera w Zwierciadle stac kazdego, komu sie chce.
          Jestem jak najbardziej za powszechna dostepnoscia wiedzy psychologicznej.


          > Szkoda tylko ze przy tej okazji zamykacie dostep do zawodu ludziom, ktorzy
          > sprawdziliby sie w nim rownie dobrze jak dyplomowani psychologowie.

          Jak ktos pomaga, z dyplomeme czy bez, to niech pomaga. Nie musi przeciez miec
          wywieszki 'psycholog'? W USA 'psycholog' ma minimum doktorat, ale oprocz
          psychologow jest cala masa pomagaczy, z dyplomami i bez, tylko ze tytuluja sie
          inaczej.

          > Francji wystarcza dwuletnie studia zeby przbic sobie na
          > drzwiach tabliczke "psycholog" - a u nas?

          Ten pomysl chyba nie podnioslby jakosci uslug psychologicznych.

          > wasze praktyczne umiejetnosci nie wyrastaja ponad umiejetosci otwartego i
          > wrazliwego "czlowieka z ulicy".

          Oby zawsze byly chociaz takie! Mam dni,gdy do piet nie dorastam wrazliwemu
          czlowiekowi z ulicy.


          > Rozumiem ze tak naprawde chodzi wylacznie o obronę waszych kieszeni (...)
          > Ile zarabiasz miesiecznie? (prosze o podanie kwoty bezwzglednej w PLN - brutto)

          Na psychologii nic nie zarabiam, a jeszcze dokladam, bo ciagle sie ucze.
          Utrzymuje sie z innej pracy.

          A jaka jest twoim zdaniem, provo, godziwa zaplata za 1h pracy psychologa?



          • Gość: maly.ksiaze Szalbierstwa psychologow? IP: *.sympatico.ca 26.06.02, 05:17
            Podobnie jak provo i Ania mam spory klopot, aby
            skrzesac w sobie jakis glebszy szacunek dla psychologow
            jako profesji. Studia psychologiczne, jak kazde niemal
            studia o podobnym smaczku, daja przede wszystkim ogolna
            oglade i kulture (to wcale nie malo). Aha, jeszcze
            mowia tam, gdzie jest biblioteka.

            1. Rewia mody
            Psychologia cierpi na schorzenie bardzo podobne do
            tego, ktore trapilo medycyne. Brak pokory i zmiennosc
            mod. Dziala to mniej wiecej tak: ksztaltuje sie jakis
            poglad (jakis model, teoria), ktory zyskuje
            zwolennikow. Owa teoria spelnia podstawowe warunki
            dobrej teorii: jest wewnetrznie niesprzeczna (albo
            trudno te sprzecznosci zauwazyc) i nie kloci sie z
            obserwacja. Poki co - wszystko OK. Tylko w pewnym
            momencie praktycy psychologii zapominaja, ze to
            *teoria* byla i mysla, ze to pewnik.
            Na przyklad przez dlugi czas funkcjonowalo takie
            zalozenie, ze dzieci autystyczne nie rodzily sie
            autystykami, ze stawaly sie takimi dlatego, ze ich
            rodzice byli nieopiekunczy i zimni. Leczenie polegalo
            na odebraniu takich dzieci rodzicom i oddaniu ich pod
            opieke 'lepszych' rodzin. Ciekaw jestem, ilu ludzi
            skrzywdzono w imie tej jednej falszywej teorii? Takie
            psychologiczne 'puszczanie krwi' bylo zupelnie
            popularne jeszcze bardzo niedawno. Mam mocne
            podejrzenia, ze psychologia jako taka jest ciagle
            wlasnie na etapie puszczania krwi przez balwierza. Niby
            nic w tym zlego, szczeniecych lat nie da sie
            przeskoczyc. Ale warto sobie czasem z tego zdac sprawe.

            Wyrugowanie teorii o 'winie rodzicow' bylo dosc trudne
            i zajelo troche czasu - tak glebokie bylo przywiazanie
            do freudowskiej teorii wszystkiego. Dla uzupelnienia
            dodam, ze pokorniejsi od psychologow neurolodzy do tej
            pory nie uwazaja, ze znaja przyczyne autyzmu. Czasem
            twierdza, ze wiedza, gdzie jej zaczac szukac.

            2. Magia testow?
            Musze przyznac, kk, ze Twoj argument o kosztownosci
            przygotowania testow i prawach autorskich nie przekonal
            mnie wcale. W koncu publikowanie czegos w obiegu
            otwartym badz polotwartym nie wyklucza mozliwosci
            zarobienia kilku zlotych przez autora. Raczej
            przeciwnie. Co do zas tego, czy ktos testy wczesniej
            widzial czy nie - coz z tego, skoro i tak ich moc
            diagnostyczna jest nieznana? Po co komu te testy?
            Tu jeszcze moja wlasna obserwacja. Bylem kiedys
            swiadkiem serii testow 'zaaplikowanych' pewnemu
            dziecku. Pytania testowe zawieraly specyficzne
            odniesienia kulturowe, obce temu dziecku. Psycholog
            prowadzacy test nie zdawal sobie z tego sprawy. To co
            mierzy taki test?
            Daleko blizszy prawdzy niz tlumaczenia kk wydaje mi sie
            zarzut provo: ze to sztuczne tworzenie wiedzy tajemnej,
            ktora zaszkodzic by mogla maluczkim.

            Na koniec pytanie: czy uwazacie, ze psychologia to nauka?

            Pozdrawiam,

            mk.
        • Gość: PawelD provo: az przykro czytac Twoj list IP: *.sunsh2.vic.optusnet.com.au 30.06.02, 23:40
          provo: az przykro czytac Twoj list
          ,,ze Ania to idiotyczny nik"

          ze nic nie wiesz, ale masz prawo osadzac,

          ze ukrywaja swoje metody pracy - to ostatnie to tez brednia...

          zajrzyj np. do wyd Jacka Santorskiego a zobaczysz jak chetnie dziela sie swoja
          wiedza...

          ze sa mechanizmy, ktore powoaduja, ze kazda profesja - wlacznie z psychologami
          temu ulega, to prawda.

          ze nie sa idealni,
          to prawda,
          ze czasem sa po... :))
          to tez prawda

          ale .. czasem
          i psychologia jest NAPRWAWDE poteznym narzedziem nie tylko do zddrowia,
          ale i do szczescia

          czego sobie i Wam
          zycze

          Pawel
          www.SekretyNegocjacji.com
    • Gość: Ełkalipt Re: Po co nam psychologowie? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 25.06.02, 23:07
      nie mam pojęcia po co Wam psycholog i niech tak zostanie.
      Wiem natomiast po co mi psycholog i niech tak zostanie
    • al_he_mja Re: Po co Ani psycholog? 25.06.02, 23:42
      Droga Aniu,
      Piszesz w taki sposób, jakby badzo był Ci potrzebny psycholog, nie psychiatra
      (prochy generalnie źle wpływją na trzeźwość umysłu, mogłyby zatem jeszcze
      pogorszyć Twój stan), ale właśnie psycholog.


      Gość portalu: Ania napisał(a):

      > Mam brata na medycynie, ktory obecnie zajmuje sie psychiatria i po kilku
      > rozmowach z nim zaczelam zastanawiac sie nad sensownoscia takiego zawodu jak
      > psycholog.
      > 1. Psycholog i tak nie wiele moze pomoc, chociazby dlatego ze nie ma prawa
      > przepisywac lekow.
      > 2. Nie ma takiej czynnosci zawodowej, ktora moglby przeprowadzic psycholog, a z
      >
      > ktora nie poradzilby sobie psychiatra.
      > 3. Psychologowie tylko przeszkadzaja w pracy lekarzom zarzucajac pacjentow
      > kretynskimi testami, ktore maja minimalna (albo nieznana) moc diagnostyczna.
      > Dotyczy to zwlaszcza tzw. psychologii glebi.
      > 4. Wynika z tego ze rola psychologa sprowadza sie do "porozmawiania" - ale czy
      > do tego nie wystarczy przyjaciolka albo dobry astrolog?
      >
      > Na koniec mam do was pytanie.
      > Czy wam tez psycholog kojarzy sie z rozhisteryzowana starsza pania (wariant1)?
      > Ewentualnie z jakims wyluzowanym na sile bucem (a'la A. Samson) ktory na
      > wszystkie pytania udziela jednej odpowiedzi ("wszyscy jestesmy winni") a przy
      > tym zachowuje sie jakby posiadl niedostepna zwyklym smiertelnikom wiedze
      > tajemna?
      >
      > pozdrawiam.

    • Gość: trawka Re: Po co nam psychologowie? IP: *.acn.waw.pl 26.06.02, 09:32
      Ten kto nigdy nie wybral sie po taka pomoc. Powiem lepiej jej nie potrzebowal
      nigdy nie zrozumie po co ludzie chodza do psychologa. Dziwie sie ze atakujecie
      cos o czym nie macie pojecia. Ja nie mialam tyle szczescia co wy i nie
      wychowalam sie w kochajacej rodzinie. Moj ojciec bil nas odkad pamietam, mnie
      moje siostry i mame. Moja mama nie poszla po zadna pomoc bo sie wstydzila.
      Balam sie wracac do domu bo nie wiedzialam co mnie tam czeka wiec siadalam z
      moja siostra po szkole na schodach klatki schodowej i czekalam az mama
      przyjdzie z pracy. Nikt mi nie odda i nie wynagrodzi tego co przezylam. Mam
      problemy z zaakceptowaniem siebie samej w tym swiecie i wydaje mi sie ze ten
      swiat nie jest dla mnie. Zaznaczam ze nie jestem ani glupia, ani nawet
      brzydka. Ludzie mi zazdroszcza niektorych rzeczy i co z tego? Nikt ne ma
      pojecia co przezywam kazdego dnia. Po prostu znam wartosc terapi dla mnie.
      Zazdroszcze wam ze nie musicie wygrzebywac ze swojej przeszlosci strasznych
      rzeczy, nie musicie przezywac zabranego dziecinstwa od nowa zeby sobie radzic
      teraz kiedy jestescie juz dorosli. Te teksty ktore piszecie sa dla mnie
      osobiscie puste. Znam mnostwo ludzi takiech jak ja. Myslicie ze pomoze w tych
      sprawach przyjaciolka??:-)) Powodzenia.
      Zgodze sie z jednym, sa rozni psychologowie i nie od razu trafiamy na kogos
      naprawde dobrego, ale jest to mozliwe.
      Bardzo latwo jest krytykowac nam Polakom, tylko ze nie mamy zadnych pomyslow
      na pomoc, nie mamy zadnych rozwiazan...tak sobie tylko krytykujemy...
      pozdrawiam
      trawka
      • Gość: polak zadalem sobie trud zeby........................... IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 28.06.02, 21:21
        PRZECZYTALEM PRAWIE WSZYSTKIE POSTY!!!!!!!!!!!!!
        i pisze to do ciebie TRAWKA ZE MASZ 100 % RACJI
        jak widzisz nawet nie ma jednej odpowiedzi na twoj post.
        Zastanawailem sie dlaczego tak jest.
        Mysle ze jest duzo powodow, ale o tym napisze pod innym
        teamtem.
        Porusze tylko jeden wiekszsc ludzi umie sie wymonrzac ze
        ma wyobrznie, ale tylko ja ma do siebie.
        Ale zastanowic sie nad tym jak by to bylo jak by oni byli
        w takiej samej sytuacji to co wtedy.
        Czytalem gdzies o tym jak to w czasie rozmowy radiowej
        przecinik ostrych kar przeciwko przestepcom ktorzy
        prrywali samoloty. Zmiel natychmast zdanie jak zadarzylo
        sie se on sam znalazl sie raz w porawnym samolocie.
        Jak ta zaistnial sytuacja zmiemnila jego nastawienie.
        Jak sam zobaczyl na wlasnej skorze jak to wtedy jest.
        Ja nie potrzebowalem czyjes pomocy tak jak ty, ale bylem
        w stanie sam znalesc ja miedzy innymi w ksiazkach, ale to
        nie jest takie latwe. Czesto szukamy innnego czlowieka.

        nie bede sie wiecej teraz tu rozpisywal
        jezeli ci interesuje kontalt przez email napisz na
        AmerykaPolska@aol.com

        polak

        Gość portalu: trawka napisał(a):

        > Ten kto nigdy nie wybral sie po taka pomoc. Powiem
        lepiej jej nie potrzebowal
        > nigdy nie zrozumie po co ludzie chodza do psychologa.
        Dziwie sie ze atakujecie
        > cos o czym nie macie pojecia. Ja nie mialam tyle
        szczescia co wy i nie
        > wychowalam sie w kochajacej rodzinie. Moj ojciec bil
        nas odkad pamietam, mnie
        > moje siostry i mame. Moja mama nie poszla po zadna
        pomoc bo sie wstydzila.
        > Balam sie wracac do domu bo nie wiedzialam co mnie tam
        czeka wiec siadalam z
        > moja siostra po szkole na schodach klatki schodowej i
        czekalam az mama
        > przyjdzie z pracy. Nikt mi nie odda i nie wynagrodzi
        tego co przezylam. Mam
        > problemy z zaakceptowaniem siebie samej w tym swiecie i
        wydaje mi sie ze ten
        > swiat nie jest dla mnie. Zaznaczam ze nie jestem ani
        glupia, ani nawet
        > brzydka. Ludzie mi zazdroszcza niektorych rzeczy i co z
        tego? Nikt ne ma
        > pojecia co przezywam kazdego dnia. Po prostu znam
        wartosc terapi dla mnie.
        > Zazdroszcze wam ze nie musicie wygrzebywac ze swojej
        przeszlosci strasznych
        > rzeczy, nie musicie przezywac zabranego dziecinstwa od
        nowa zeby sobie radzic
        > teraz kiedy jestescie juz dorosli. Te teksty ktore
        piszecie sa dla mnie
        > osobiscie puste. Znam mnostwo ludzi takiech jak ja.
        Myslicie ze pomoze w tych
        > sprawach przyjaciolka??:-)) Powodzenia.
        > Zgodze sie z jednym, sa rozni psychologowie i nie od
        razu trafiamy na kogos
        > naprawde dobrego, ale jest to mozliwe.
        > Bardzo latwo jest krytykowac nam Polakom, tylko ze nie
        mamy zadnych pomyslow
        > na pomoc, nie mamy zadnych rozwiazan...tak sobie tylko
        krytykujemy...
        > pozdrawiam
        > trawka

    • Gość: BD Re: Po co nam psychologowie? IP: 195.136.251.* 26.06.02, 09:43
      Witam,

      Gość portalu: Ania napisał(a):

      > 1. Psycholog i tak nie wiele moze pomoc, chociazby dlatego ze nie ma prawa
      > przepisywac lekow.

      No, jeśli uważasz, że leki wszystko rozwiązują to Twój problem.
      Leki - raz że usuwają (czasem) objawy a nie przyczynę (truizm) dwa - mają wciąż
      wiele skutków ubocznych (przeróżnych - otępienie, pogorszenie pamięci ale też np.
      tycie).
      Nie przeceniałbym też kompetencji psychiatrów. Istnieją co najmniej dwa ciekawe
      badania na temat ich umiejętności - w pierwszym wyszło, że lepszym predykatorem
      powrotu pacjenta do szpitala jest waga jest akt, a nie diagnoza doświadczonego
      psychiatry. W drugim okazało się, że oceny psychiatrów były tak samo trafnea jak
      oceny ich sekretarek (oczywiście nie posiadających specjalistycznego
      wykształcenia).
      Panuje taki powszechny mit o wyższości umiejętności diagnostycznych w "twardszych
      zawodach" niż w tych bardziej humanistyczny. Uwierz, że nawet inżynierowie są pod
      tym względem bardzo słabi - a nie dużo lepsi od np. psychologów.

      > 3. Psychologowie tylko przeszkadzaja w pracy lekarzom zarzucajac pacjentow
      > kretynskimi testami, ktore maja minimalna (albo nieznana) moc diagnostyczna.
      > Dotyczy to zwlaszcza tzw. psychologii glebi.

      Wartość diagnostyczna niektórych testów jest duża, niektórych mała - nie można
      uogólniać. Testy trzeba umieć stosować, trzeba je adaptować kulturowo i
      kalibrować - ktoś już wyżej o tym pisał. Mam wrażenie, że swoją opinię opierasz
      bazując na trafności tzw. testów projekcyjnych, które faktycznie pod tym wzgędem
      nie błyszczą. Ale są jeszcze oaprte na innej filozofii testy psychometryczne.

      > 4. Wynika z tego ze rola psychologa sprowadza sie do "porozmawiania" - ale czy
      > do tego nie wystarczy przyjaciolka albo dobry astrolog?

      Czasami jak najbardziej. Zresztą najlepsi astrologowie swoje sukcesy zawdzięczają
      zapewne temu, że są bardzo dobrymi psychologami - amatorami.

      > Na koniec mam do was pytanie.
      > Czy wam tez psycholog kojarzy sie z rozhisteryzowana starsza pania (wariant1)?
      > Ewentualnie z jakims wyluzowanym na sile bucem (a'la A. Samson)

      Tu jest pewien rzeczywisty problem. Otóż w przypadku psychologów istnieje bardzo
      duża rozbieżność między medialnością a rzeczywistą kompetencją. Ci
      najpopularniejsi - Samson, Santorski, Eichelberger IMHO bardziej szkodzą niż
      pomagają i z rzetelną, twardą psychologią mają niewiele wspólnego. Z kolei
      nazwiska najwybitniejszych w swoich specjalnościach polskich psychologów -
      akademików, szaremu człowiekowi pewnie nic nie mówią. Cóż, takie życie.

      Nie należy wrzucać całej psychologii do jednego worka, bo obecne są tam zarówno
      totalne brednie - typu pop-psychologiczne poradniki, jak i bardzo rzetelne
      badania niewiele odbiegające swym rygorem od tych z nauk przyrodniczych. Rzecz w
      tym, że im coś jest porządniejsze naukowo, tym mniej atrakcyjne dla zwykłego
      odbiorcy.

      pozdrawiam,

      BD
    • Gość: Zima Re: Po co nam psychologowie? IP: *.tkb.pl / 10.1.70.* 26.06.02, 09:58
      mhhh... czytam sobie i czytam... i własnie widze coś baardzo dziwnego....
      Pytanie, które nie ma sensu... Po co nam psycholog... po to aby przywiązać się
      do niego emocjonalnie... w sposób bardzo zdrowy, nie miec w tych relacjach
      poczucia winy i po to aby wiedzieć, że on od nas niczego nie oczekuje. Polega
      to mniej wiecej na tym, że osoby, które nie miały dzieciństwa mogę je sobie
      zwrócić ... nie w pełni ale pozwoli im to nie myśleć o przeszłości w
      traźniejszości i normalnie żyć...
      Z depresją owszem uwazam, że należy iśc do psychiatry... na poczatku... ale
      potem przychodzi faza druga... i psycholog też jest niezbędny. Ludzie sa
      bardzo zlożonymi istotami. I depresja nie jest jedynym problemem.... psycholog
      jest po to aby ... nam pokazać coś ... konkretnie nas samych... w taki sposób
      abyśmy mogli zdrowo patrzeć na wszystko co nas otacza.
      Jest potrzebny....
      Zima pozdrawia ozięble:-)
    • Gość: m A po co nam chirurdzy? IP: *.tpnet.pl / *.cracow.eu.org 26.06.02, 11:44
      Jednym potrzebni, inni ich do konca zycia nie ogladaja. Jeden chirurg -
      artysta, talent, ratujacy zycie - inny palant, lapowkarz, beztalencie i zgroza.
      NIemniej w zyciu nie poszukalabym porady takiego, ktory skonczyl wieczorowy
      kurs dowolny i wywiesil sobie plakietke "chirurg". Do grzebania w ludzkiej
      duszy tez trzeba kompetencji, co nie zawsze ma mila przyjaciolka. Najlepiej
      zapytac tych, ktorzy korzystali z pomocy terapeuty, zreszta pojawili sie na
      tym forum. W Sejmie jest projekt ustawy o zawodzie psychloga, wlasnie po to,
      zeby wykluczyc niedouczonych hochsztaplerow, ktorzy moga wyrzadzic naprawde
      wiele krzywdy emocjonalnej na dlugie lata.
      A tabletki.. NIe zawsze pomagaja, np. bitej przez meza zonie. Co ztego,ze
      bedzie je brala, a on ja nadal bedzie bil. Trzeba dlugiej pracy terapeutycznej,
      aby ona odwazyla sie od niego odejsc.
      Nic Aniu nie jest takie oczywiste, jakie sie wydaje. Wolna wola - Ty mozesz
      zawsze poksc do psychiatry, a ktos inny do psychologa. M
      • kwieto Re: A po co nam chirurdzy? 26.06.02, 11:48
        No widzisz, uzyles slowa dusza, zaraz wyjdzie ze jestes dewotka/dewotem i
        jedynie ksiadz moze Ci pomoc...

        Ah_to_czepianie_sie_slowek :")
        • Gość: magamaga Re: A po co nam chirurdzy? IP: *.ost-poland.com.pl 26.06.02, 14:35
          Przekonanie o wyzszosci psychiatrii nad psychologia zaskoczylo mnie. To dwie
          rozne dziedziny wiedzy, ktore w pewnym tylko stopniu na siebie zachodza.
          Psychiatria jest nauka waska w stosunku do psychologii, zajmuje sie ludzmi
          chorymi, zaburzonymi, psychologia tak samo, a ponadto takze zachowaniami i
          psychika ludzi zdrowych. Bada prawidlowosci myslenia i zachowania, zdolnosci,
          predyspozycje do roznych rzeczy, takie zjawiska jak talent, tworczosc,
          odpornosc na stres, postawy wobec roznych rzeczy i tysiace innych przejawow
          zycia psychicznego ludzi w ogole. Ludzmi zdrowymi zajmuje sie - procentowo - w
          wiekszym stopniu, niz tymi z problemami. Dzieki temu psychologowie moga pomagac
          ludziom nie tylko radzic sobie z bardzo powaznymi problemami i chorobami
          (podobnie jak psychiatrzy), ale rowniez podnosic jakosc zycia, pomagac w
          sprawach, ktorych zadne leki nic nie wskoraja.
          A na argument, ze zamiast psychologa mozna "uzyc" przyjacolki czy astrologa,
          powiem: jasne, ze tak! A zamiast programisty po studiach mozna zatrudnic osobe,
          ktora przestudiowala dwa podreczniki do C++ i napisala pare programikow.
          zastanowcie sie, co mowicie!
        • Gość: m Re: A po co nam chirurdzy? IP: *.tpnet.pl / *.cracow.eu.org 26.06.02, 14:56
          Kwieto, nie chce po prostu poprzestawac na fakcie,ze mam tylko tkanki lub
          zaburzone (ewentualnie) funkcje mozgu. Moze w tym tkwi ta kontrowersja
          psychologii, ze widzi cos wiecej niz mechanizmy mozgowe i inne, ktore czarownie
          reguluje sie tabletkami.
          A poza tym jestem kobitka, co oczywiscie po nicku "m" nie jest takie
          widoczne ;))
          Pozdr
          M
          • kwieto Re: A po co nam chirurdzy? 26.06.02, 22:24
            Oj, ja rowniez uwazam, ze czlowiek to zbyt skomplikowana maszyneria i zbyt nie
            dajaca sie przewidziec, zeby sprowadzac go do reakcji chemicznych dajacych sie
            sterowac pigulkami - ale juz mi sie za "dusze" oberwalo na tym watku, i zdaje
            sie, ze nie tylko mnie :"))))
            • Gość: m no to jest juz kółko osób z duszami.;). IP: *.tpnet.pl / *.cracow.eu.org 28.06.02, 10:22
              Zawsze to coś,Kwieto, prawda? Może by tu uruchomić taką małą psychologiczną
              grupkę wsparcia? Hm???
    • Gość: Psycholo Re: Po co nam psychologowie? IP: *.gda.pl / 10.66.3.* 26.06.02, 22:16
      Kurcze blade - dziękuję Ci za ten list - masz rację. Wiem coś o tym - jestem
      psychologiem
      Pozdrawaiam
      • Gość: Mirek Re: Po co nam psychologowie? IP: *.gda.pl / 10.66.3.* 26.06.02, 22:46
        Psychologowie nie pomagają - po prostu szkodzą. Wolę filozofów lub socjologów
        • al_he_mja dobra rada dla Psycholo alias Ala alias Mirek 26.06.02, 23:18
          kolego z Gdańska podpisujący się adresem IP
          "adres: *.gda.pl / 10.66.3.* " za kazdym razem, miej choć na tyle przyzwoitosci
          by się logować, kiedy się klonujesz na forum, aż kłuje w oczy gdy widzi się 3
          inentyczne IP z tą samą datą, godziną i z innym nickiem. dziwne? nie.
          oczywiste.
          • Gość: Ala Re: dobra rada dla Psycholo alias Ala alias Mirek IP: *.gda.pl / 10.66.3.* 28.06.02, 19:03
            al_he_mja napisał(a):

            > kolego z Gdańska podpisujący się adresem IP
            > "adres: *.gda.pl / 10.66.3.* " za kazdym razem, miej choć na tyle przyzwoitosci
            >
            > by się logować, kiedy się klonujesz na forum, aż kłuje w oczy gdy widzi się 3
            > inentyczne IP z tą samą datą, godziną i z innym nickiem. dziwne? nie.
            > oczywiste.

            >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
            ??????????????????????
            ale z Ciebie detektyw????????????????????? (((:0)))))))))))))))))))))))))

            Ala

    • klaryska nie pojde do psychiatry 27.06.02, 21:31
      bo jak bede miala problem to pojde do psychologa a nie do psychiatry...i tak
      zrobi wiekszosc. A mnie psycholog kojarzy sie z fajnym sensownym facetem. Wiem
      ze koledzy nigdy by nie chcieli miec zon pan psycholog. a co z psychologiem dla
      maloletnich ich tez wyslesz do psychiatry!!!
    • awojtow Re: Po co nam psychologowie? 29.06.02, 03:11
      Psychologowie - poza skrajnymi przypadkami - niepotrzebni.
      Literatura z zakresu nowoczesnej psychologii - moze czlowieka duzo nauczyc.
      pzdr
      • kwieto Re: Po co nam psychologowie? 30.06.02, 23:50
        Hehehe - ciekawe kto w takim razie naprodukuje tej literatury, skoro
        psychologow nie bedzie?
    • Gość: PawelD Re: Po co nam psychologowie? IP: *.sunsh2.vic.optusnet.com.au 30.06.02, 23:43
      Aniu - u nas w Australii czesto ksiegowi wyobrazaja sobie, ze posiedli cala
      wiedze na temat biznesu...

      z rozmowa psyhologiczna to tak jak z gra w pilke nozna - niby kazdy potrafi,
      ale sprobuj to robic profesjonalnie...

      pozdrawiam

      Pawel
      • cyntia1 Re: Po co nam psychologowie? 01.07.02, 00:03
        Przepraszam, ale czegoś w tej "pyskówce nie rozumiem. Ja tam mam depresję
        endogenną, sezonową, czyli co roku od jakiś 10 lat lecę w dół aż do dna bez
        żadnej konkretnej przyczyny. Jestem pod stałą opieką psychiatry bo muszę (to
        oczywiste brać prozakopodobne leki żeby przeżyć.
        Od niedawna (ok pół roku jestem w kontakcie z terapeutą- klincystą)
        Nie rozumiem ja mianowicie tego strachu przed lekami (oczywiście jeśli są
        konieczne), oraz nie rozumiałam NIGDY dlaczego w Polsce psycholog odradza
        wizytę u terapeuty i vice WERSAL.
        Psychiatra nie chce gadać z pacjentem o stanie umysłu i emocji chorego i
        naprawiać go przez rozmowy, on jest od zdjagnozowania i przepisania leków. Od
        terapi przez rozmowę jest psycholog, tylko oni na całym świecie ze sobą
        współpracują, a u nas konkurują jakby mieli te same role i zadania.

        Czy obecni na sali specjaliści mogliby mi wytłumaczyć dlaczego?

        Dzięki i pzdr:)
        • Gość: Lolek Re: Po co nam psychologowie? IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 01.07.02, 20:47
          cyntia1 napisał(a):
          > Psychiatra nie chce gadać z pacjentem o stanie umysłu i emocji chorego i
          > naprawiać go przez rozmowy, on jest od zdjagnozowania i przepisania leków. Od
          > terapi przez rozmowę jest psycholog, tylko oni na całym świecie ze sobą
          > współpracują, a u nas konkurują jakby mieli te same role i zadania.
          >
          > Czy obecni na sali specjaliści mogliby mi wytłumaczyć dlaczego?

          Nie wiem czy tak zupełnie jest. Ja jestem psychologiem i bardzo chętnie
          współpracuję z co najmniej 2-3 psychiatrami a oni ze mną. I już. Wzajemnie się
          uzupełniamy bez kręcenia nosem. A może takie konflikty psychiatrzy-psycholodzy są
          po prostu ciekawostką medialną? A w życiu jest inaczej?
          Lolek
          • cyntia1 Re: Po co nam psychologowie? 01.07.02, 21:14
            No ja też osobiście mam inne doświadczenia niż te o których piszę, ale
            przyznasz chyba, że często się słyszy od psychologów na przykład:

            - no na lekach to ja nic z Panem nie będę w stanie zrobić

            a od psychiatrów:

            - leki Pan musi brać, bo to gadanie to przecież Pana nie wyleczy itd itp.

            najlepszym na tą walkę dowodem są:

            - list zapoczątkowujący ten wątek

            - fakt, że ludzie z problemami psychicznymi często się zastanawiają czy iść do
            psychologa czy psychiatry kiedy powinni i tu i tu.

            No ale nie mam powodu Ci nie wierzyć i jeśli także i u nas coś się zmienia to
            cudownie pzdr
            • Gość: Lolek Re: Po co nam psychologowie? IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 02.07.02, 20:06
              cyntia1 napisał(a):
              > - fakt, że ludzie z problemami psychicznymi często się zastanawiają czy iść do
              > psychologa czy psychiatry kiedy powinni i tu i tu.
              >
              > No ale nie mam powodu Ci nie wierzyć i jeśli także i u nas coś się zmienia to
              > cudownie pzdr

              Ludzie często nie rozróżniają psychiatry od psychologa (psychiatrii od
              psychologii) - bardzo często się z tym spotykam. Poza tym też Cię w te pędy
              cudownie pozdrawiam.
              Lolek

        • Gość: Ktoś tam Re: Po co nam psychologowie? IP: *.gda.pl / 10.66.3.* 02.07.02, 18:53
          cyntia1 napisał(a):

          > Przepraszam, ale czegoś w tej "pyskówce nie rozumiem. Ja tam mam depresję
          > endogenną, sezonową, czyli co roku od jakiś 10 lat lecę w dół aż do dna bez
          > żadnej konkretnej przyczyny. Jestem pod stałą opieką psychiatry bo muszę (to
          > oczywiste brać prozakopodobne leki żeby przeżyć.
          > Od niedawna (ok pół roku jestem w kontakcie z terapeutą- klincystą)
          > Nie rozumiem ja mianowicie tego strachu przed lekami (oczywiście jeśli są
          > konieczne), oraz nie rozumiałam NIGDY dlaczego w Polsce psycholog odradza
          > wizytę u terapeuty i vice WERSAL.
          > Psychiatra nie chce gadać z pacjentem o stanie umysłu i emocji chorego i
          > naprawiać go przez rozmowy, on jest od zdjagnozowania i przepisania leków. Od
          > terapi przez rozmowę jest psycholog, tylko oni na całym świecie ze sobą
          > współpracują, a u nas konkurują jakby mieli te same role i zadania.
          >
          > Czy obecni na sali specjaliści mogliby mi wytłumaczyć dlaczego?
          >
          > Dzięki i pzdr:)

          .....................
          współpraca, a nie rywalizacja, na rzecz dobra innych, to chyba jest coś co jest
          dopiero przed nami
          Pozdrawiam cię serdecznie
          PS. Chętnie nawiązałabym z Tobą Kontakt nie tylko na forum.


          • cyntia1 Re: Po co nam psychologowie? 02.07.02, 21:47
            nic prostszego; cyntia1@poczta.onet.pl
            Napisz, odpowiem na pewno, wybacz jeśli nie odrazu, ale wiesz, ten ciagły
            niedoczas.
            Pzdr :))))))
    • ripper~ Re: Po co nam psychologowie? 02.07.02, 21:49
      dzięki za uświadomienie,a ja wczoraj zdawałem egzamin na psychologie i co teraz
      skoro ludzie sądzą w rten sposób.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka