be81
28.04.05, 18:02
Trafiła mi się okazja i w zastępstwie za kogoś byłam na wczasach prawie 2
tyg. za granicą. Tam zobaczyłam ze jedzenie to nadaL problem Aczykolwiek były
tez panny, które mają podobnie. No i one tak jak nie potrafiły sie niczym
cieszyć , cay czas były zajęte swą osobą, kontrolowaniem siebie itp.
Pozostali się bawili, robili zakupy, nie spali nocami, byli pełni chęci do
życia
Po pierwsze zetknęłam się z sytuacją, gdzie ciągle przede mną stały
pyszności, dania desery, likiery itd. Najpierw całkiem ok , potem zaczęłam
przesadzać (szkoda byłoby nie skosztować specjałów wszystkich) więc następny
dzien ograniczanie- aby się pokazac na plazy. Do tego mnóstwo nerwów,
zmęczenia. Aktywność jakiej dawno nie miałam - no i tu nie mogłam się schować
do swego spokojnego pokoiku, mieć gdzieś wszystkich i planować (jak to było
przez ostatnie miesiące) W takim spokoju mogłam zapomnieć o bed.
Teraz wyszło na to, ze z życiem sobie jednak nie radzę. No i napady powracają.
Jak to jest, że człowiek marzy o aktywnym prawdziwym życiu, o poznawaniu
nowych ludzi i miejsc , samodzielności a jak tego doświadcza tak go to
przeraża/ drażni/ złości/ rozczarowuje, ze pragnie znów się schować w swą
szarą wegetację..(?) najlepiej z pocieszycielem w postaci słodkości :////