agneessa
14.05.05, 20:55
mam 20 lat , rodziców ledwo po 40-tce, przyjeżdzam do domu na weekend
(studiuje w innym mieście)a tu normalnie piekło.
Mama (uległa żona, bardzo za męzem, niezdolna do zdrady, aczkolwiek
samodzielna, niezależna)
była na zakupach za długo i tata (osobnik autorytarny do przesady, uważający
ze on ma zawsze racje chocby twierdził ze "trawa dzisiaj jest rózowa" bez
mozliwosci dyskusji)
stwierdził ze go zdradza. Problem tkwi w tym ze podobna sytuacja zdazyla sie
jakies 10 lat temu i dokladnie 7 lat zajelo mu przyznanie sie ze nie mial
podstaw do oskarzen.
Ale najwyrazniej tkwilo to w nim bardzo silnie i chyba szukal jakiego punktu
zapalnego zeby znowy wybochnac. Tyle ze teraz to juz nie zarty, ja juz nie
wiem co mam robic, brakuje tylko rekoczynow, ale wszelkie wyzwiska zarzuty
grozby kary - to wszystko jest. Mamie zaraz serce peknie a tata nic,
zachowuje sie totalnie z Dziecka (at)nie przyjmuje zadnych argumentów, przy
czym jego sa zalosne. Sprawa nadaje sie totalnie na kozete tylko ze on uwaza
ze nie ma potrzeby isc na terapie, on problemu nie widzi, mama owszem chce.
Jak sobie poradzic z taka osoba? Ja sie boje ze dojdzie do jeszce wiekszej
tragedii, przeraza mnie ta sytuacja, przeraza mnie ojciec, przeraza mnie
przerazemnie mojej mlodszej siostry, babci, o mamie nie wspomne......