Przekroj kosciola

01.06.05, 15:58
albo lepiej ... ludzi tworzacych kosciol ... oto panowie w sukienkach po
jednej stronie, ci oswieceni, ci wiedzacy ... opetani, chorzy od wytworow
wlasnych mysli ... a po drugiej zagubiona tluszcza ... ze slepiami wlepionymi
w tych pierwszych oczekujaca cudu i natchnienia ... trzebaby raz stanac za
plecami tych dyrygentow, tych ekonomow ludzkich dusz i spojrzec w oczy tej
oglupionej masie ... mysle, ze cala tragedia ludzkosci krzyczalaby z tych
pustych twarzy ... na ktorych rozgrywaja swoj diabelski mecz w picipolo
namiestnicy Pana ...
Imagine.
    • duet.otwarty.na.propozycje :) 01.06.05, 16:03
      • imagiro Re: :) 01.06.05, 16:09
        how about .... trojkacik ?
        • duet.otwarty.na.propozycje Re: :) 01.06.05, 16:13
          czy trójkącik, czy orgia;)
          • imagiro Re: :) 01.06.05, 16:15
            orgia wpisana w trojkacik ... rowno-zboczny ...
            • krtysia Re: :) niektorych to od tych 01.06.05, 16:37
              poszukiwac "niewiadomo czego" calkiem pogiello;))))))
    • scylla Re: Przekroj kosciola 01.06.05, 19:27
      dobrze że Waść o wierze nie piszesz,
      tylko o błednych ludziach,
      ale szukają... szukają,
      co raz częściej znajdują.
      • imagiro Re: Przekroj kosciola 01.06.05, 19:39
        o wierze bedzie tez ... a ci co szukaja ... co takiego znajduja ?
        • scylla Re: Przekroj kosciola 01.06.05, 19:46
          spokój ducha, wyciszenie, zrozumienie,
          oświecenie itp.
          • imagiro Re: Przekroj kosciola 01.06.05, 19:48
            to wszystko przychodzi z wiekiem, tego nie trzeba szukac ...
            • scylla Re: Przekroj kosciola 01.06.05, 19:56
              jasne, siedźmy i czekajmy, samo przyjdzie z wiekiem.
              • imagiro Re: Przekroj kosciola 01.06.05, 19:57
                nie plywaj tylko daj sie unosic ... wole taka madrosc niz przygotowana papke
                biblijna czy koraniczna ...
                • scylla Re: Przekroj kosciola 01.06.05, 20:02
                  nie mam zamiaru cię karmić,
                  a jeżeli ktoś chce chodzić do kościoła po papkę,
                  to jest leniuchem, idzie na łatwiznę,
                  coś tam odbebnia i sumienie zaspakaja.
                  Ale to się tyczy papkojadów,
                  jest też spora grupa ludzi którzy chodzą po coś innego.

                  Żeby sie dać unieść musisz posiadać wiedzę...
    • hubkulik Re: Przekroj kosciola 01.06.05, 23:09
      >... trzebaby raz stanac za
      > plecami tych dyrygentow

      Imagine, czy Ty byles moze ministrantem?
      :)

      Pozdrawiam Hubert
      • imagiro Re: Przekroj kosciola 01.06.05, 23:11
        Hubertusie .... nie bylem .... a o co ci chodzi ?
        • hubkulik Re: Przekroj kosciola 01.06.05, 23:16
          Tak mi sie skojarzylo, a propos bycia za plecami "dyrygentow".
          Ja bylem kiedys ministrantem jako malec:)
          Bardziej zalosnie to wygladalo jak stalem jako zwykly wierny poza oltarzem.
          Wrazenie bycia w stadzie zahipnotyzowanych zombie. Bedac na oltarzu myslalem ze
          to ma jakis sens, a ja ze jestem wazny. Tam to wyglada nawet kolorowo.

          Pozdrawiam Hubert
          • imagiro Re: Przekroj kosciola 01.06.05, 23:23
            opowiedz cos wiecej o tych zombi ... fascynuje mnie widzenie tej farsy z tamtej
            strony ... od strony oltarza ...
            • krtysia Re: Przekroj kosciola 01.06.05, 23:31
              imagiro napisał:

              > opowiedz cos wiecej o tych zombi ...

              - a medytujacy mezczyzni,nie wygladaje ,noooo! powiedzmy troche "dziwnie"
              zeby nie powiedziec smiesznie?


              fascynuje mnie widzenie tej farsy z tamtej
              >
              > strony ... od strony oltarza ...
              >
              • hubkulik Re: Przekroj kosciola 02.06.05, 00:28
                > - a medytujacy mezczyzni,nie wygladaje ,noooo! powiedzmy troche "dziwnie"
                > zeby nie powiedziec smiesznie?

                Od zewnatrz moze tak.
                • krtysia Re: Przekroj kosciola 02.06.05, 08:59
                  hubkulik napisał:

                  > > - a medytujacy mezczyzni,nie wygladaje ,noooo! powiedzmy troche "dziwnie"
                  > > zeby nie powiedziec smiesznie?
                  >
                  > Od zewnatrz moze tak.
                  >
                  To moze ,my stojacy w Kosciele -Zombi ,tez tylko od zewnatrz tak smiesznie
                  wygladamy?
                  • hubkulik Re: Przekroj kosciola 04.06.05, 00:12
                    Opisywalem swoje subiektywne doznania i interpretacje.
                    Ci zombie nie wygladali smiesznie. To jest raczej smutne, dolujace jak sie tam
                    jest.

                    Pozdrawiam Hubert
            • hubkulik Re: Przekroj kosciola 02.06.05, 00:07
              To poczucie zombie nastapilo dopiero wtedy, gdy stanalem w jego tlumie. Jest to
              tepe stanie w tlumie, wypowiadanie jakichs kompletnie niezrozumialych dla
              nikogo formul i gestow. Nie wiesz po co to robisz. Po prostu trzeba. Znosisz
              dzielnie cierpienie dlugiego stania, czy kleczenia na twardej posadzce.
              Wszystkiemu towarzyszy totalna nuda i czekanie kiedy sie to skonczy. Patrzysz
              jednak na krzyz z cierpiacym Jezusem nieopodal i myslisz ze ten to wycierpial
              dopiero i jak mi jeszcze daleko do niego. Znosisz wiec ta totalna nude i
              bezsens ktorego nikt nie rozumie, bo nie jestes jeszcze tak doskonaly jak on a
              masz nadzieje, ze moze kiedys bedziesz jak wystarczajaco duzo sie nacierpisz.
              W niebie po smierci sie wyjasni po co to wszystko jak zniesiesz ten znoj i nie
              poddasz sie. Znoszenie tego jest wlasciwe i sluzy zbawieniu. Masz wiec tu
              przychodzic co tydzien i wycierpiec ta godzine w mekach czekajac kiedy koniec
              mszy. Tak to wlasnie wygladalo z mojej perspektywy.
              Na oltarzu wygladalo to inaczej i bylo bardziej urozmaicone.
              Gdy bylem ministrantem na oltarzu, to wszystko wygladalo na doskonaly teatr,
              obie strony bezsprzecznie wierzace w swietosc i odwiecznosc rytualu. Jak jestes
              tam na oltarzu, to czujesz sie wazny, potrzebny. Masz poczucie, ze robisz cos
              waznego. Tlum poslusznie powtarza za kaplanem. Przychodza tu tlumnie jak od
              wiekow, wiec ma to oczywisty sens i wydaje sie Ci ze uczestniczysz w czyms
              swietym, jakims odwiecznym sacrum. Nie jest tak nudno, bo ministranci maja
              swoje obowiazki, ktore dziela miedzy soba. Jeden robi to, drugi tamto. Jest
              pewna hierarchia i system. Ci starsi czytaja, maja bardziej zaawansowane
              obowiazki. Ci najmlodsi nie robia nic, wiec chcesz awansowac w hierarchii.
              Pamietam, ze nawet chcialem byc ksiedzem jak bylem ministrantem. To bylby
              wysoki szczebel awansu w tej hierarchii.
              Nie wiem jak mi przeszlo. Chyba w wieku 14 lat stwierdzilem ze jestem za stary
              jako ministrant i przeszedlem na kosciol jako zwykly wierny. Tam poznalem bycie
              zombie, zwyklym szarym wiernym zlanym w masie, owieczka powtarzajaca formulki.
              Stopniowo odsuwalem sie, albo chodzac na "koncowki" mszy, albo od czasu do
              czasu chodzilem, az przestalem w ogole chodzic.
              W Kosciele dowiedzialem sie o Bogu, ale mysle, ze Kosciol byl przeszkoda w
              wewnetrznych doswiadczeniach duchowych. Uwalnianie sie od Kosciola bylo
              pozytywna praca rozwojowa dla mnie. Jest to chyba rodzaj jakiegos
              nieprzytomnego uzaleznienia.
              Uzaleznienia ktore trzyma tak naprawde czlowieka z dala od Boga (szczescia,
              wolnosci, prawdy, doskonalosci). Chociaz trzeba przyznac, ze tam sie o tej
              Doskonalosci dowiedzialem, a wiec sa tam tez przebitki Swiatla.
              Mysle, ze mozna podzielic rozwoj duchowy czlowieka na 3 etapy:
              1. bycie w ciemnosci (brak wiedzy o tym, ze jest Swiatlo, Doskonalosc, Bog)
              2. swiatelko w tunelu (nadzieja) - swiadomosc istnienia Doskonalosci, ale
              umiejscawianie jej na zewnatrz, co musi zrodzic uzaleznienie (to jest wlasnie
              przygoda z Kosciolem), bo musisz do niej tesknic, wyciagac rece. Nie mozesz sie
              odprezyc w doskonalosci swego istnienia
              3. bycie w swietle - doswiadczanie Doskonalosci wewnatrz w Zyciu, niebo tu i
              teraz

              Pozdrawiam Hubert
              • psychopata.z.borderline Re: Przekroj kosciola 02.06.05, 00:12
                Hubert, jak wspomniałam o oskarze było oburzenie.
                jak ktoś powie coś, co jest sprzeczne z opinia ogółu lepiej opuluc niz pomyślec
                co autor miał na myśli mówiąc
              • luty10 Re: Przekroj kosciola 02.06.05, 02:08
                Hubert, cos ci opowiem, bo Twoje zwierzenia do czegos zobowiazuja....

                Gdy bylem maly, bardzo lubilem chodzic do kosciola, chodzilem sam,
                bo dorosli lubili w niedziele pospac... bardzo lubilem zapach kadzidla i te
                zaspiewy, ktore po czesci mnie usypialy, a po czesci wprowadzaly w trans...
                lubilem tez przygladac sie Chrystusowi na krzyzu...krew z jego boku lala sie
                obficie, wspolczulem mu i nie moglem zrozumiec, jak ludzie mogli mu cos takiego
                zrobic...
                Pewnego dnia pomyslalem, ze skoro Chrystus mnie zbawil, to ja tez musze cos dla
                niego zrobic...dlugo myslalem, co to moze byc, az wreszcie wymyslilem..
                Otoz, kazdego wieczora czekalem na niego przy jednej z palestynskich studzien...
                Przychodzil bardzo strudzony, siadal pod watlym drzewem oliwnym, oparty plecami
                o pien...przynosilem dzban pelen wody, te dzbany (sprytne z mojej strony),
                zawsze byle pelne...chyba to kobiety, co je przy studni spotykalem, napelnialy
                dzbany co wieczor...
                Targalem dzban pod drzewo oliwne, podtykalem mu pod usta...pil lapczywie i
                duzo, ciezko bylo malemu chlopcu dzban utrzymac...

                Kiedy juz zaspokoil pierwsze pragnienie, kucalem u jego stop, rozwiazywalem
                rzemienie sandalow i polewalem nogi zimna woda...widzialem na jego twarzy
                zadowolenie...
                Tak mijaly lata...kiedy z jakiegos powodu zapomnialem poleciec pod studnie,
                budzilem sie w nocy i dopelnialem obowiazku...
                Bardzo go pokochalem...nigdy nie zamienilismy slowa...
                Pewnego dnia, a bylem juz nastolatkiem, zrobilem cos, czego strasznie sie
                zawstydzilem...bardzo bylem zaniepokojony i smutny z tego powodu...blagalem
                Chrystusa o przebaczenie....nie chcialem przysparzac mu cierpien...
                Kiedy tak rozpaczalem, przysnil mi sie wiszacy na krzyzu...stalem i patrzac w
                gore, blagalem o przebaczenie...i wtedy jego lza spadla mi na usta i wyszeptal
                slowo 'przebaczam'...
                Obudzilem sie i zaraz pobieglem do kosciola...tam madlac sie nagle doznalem
                olsnienia..
                Krzyknalem do niego...zlaz z tego krzyza, zlas natychmiast, to bzdura co robisz
                i zwykle wyglupy, nie chce twojej krwi i nie chce twojego zbawienia...

                Odwrocilem sie na piecie i poszedlem...tak skonczyla sie przyjazn dziecka z
                Bogiem...
                Rzecz jednak ma swoje zakonczenie, otoz pewnej nocy snilem, ze niebo otwarlo
                sie nade mna,
                ujrzalem Chrystusa w pelnej chwale i rzekl do mnie; wzywam cie na sad
                ostateczny...i zobaczylem to wszystko...nie bede tutaj opisywal, bo to inna
                historia i tez dluga...w kazdym razie pokazany mi tam zostal, bezsens wiary
                w zbawienie ...
Pełna wersja