amba4
09.09.05, 11:13
Mam problem. Moi rodzice... jestem jedynaczką. Mężatką, trójka
dzieciaków...jak byłam dzieckiem miałam wszystko, moje dzieciństwo to lata
siedemdziesiąte i osiemdziesiąte, ale pamiętam i smak szynki, smak nutelli,
ciuchy z peweksu. Jednego mi tylko brakowało swobody... zawsze tylko rodzice,
mój ojciec strasznie nadopiekuńczy... na pierwszym roku studiów nauczyłam się
kroić chleb:)studia to było uczenie się samodzielności, ale względnej, bo
byłam przyzwyczajona do "krótkiej smyczy"i praktycznie z każdego kroku byłam
rozliczana. Z moją mamą miałam wtedy bardzo dobry kontakt. Na V roku wyszłam
za mąż. Na ślubie mój ojciec obiecał nam mieszkanie... nic z tego nie
wyszło.I wtedy zaczeło się wszystko psuć. Nie mogłam na nich liczyć.
Mieszkają w bardzo atrakcyjnej miejscowości... nie było mowy o możliwości
przyjazdu do nich. A teraz kontakty z nimi są dwa razy do roku... Mieszkamy
500 km od nich. Niby ciesząsię z naszych krótkich odwiedzin, ale ojciec tylko
szuka pretekstu do zwady: wszystko krytykuje, mój sposób zajmowania się
dziećmi, ich wychowywania, mój ubiór... a matka sprawia wrażenie jakby jej na
niczymnie zależało... totalna obojętnośc...jest mi z tym żle... czuję się jak
niedorobiona ech szkoda gadać...