sewilla
30.10.05, 00:15
Właśnie rozstałam się tego wieczoru ze swoim chłopakiem… dość chłodno…
Chciałam zeby zapytał czy cos jest nie tak? Ale nie zapytał… pożegnał się
jakby nigdy nic … a ja chciałam aby się domyślił ze mi go przez cały dzień
brakowało ..nie fizycznie ale psychicznie…
Bo mimo ze się przez kilka dni nie widzieliśmy ,przez cały dzień byliśmy
jakby obok siebie… ja tak to czułam… a jak On ? nie jestem pewna…
Zwykle rozmawiamy o wszystkim…ale nie o tym co czujemy do siebie…
Nigdy nie powiedzieliśmy sobie: „kocham Cię”… ale mi wystarczało ze to czułam
w jego gestach, zachowaniu, dotyku, tego co dla mnie robi…
Nigdy otwarcie i poważnie nie rozmawialiśmy o wspólnej przyszłości… ale w
żartach i przekomarzaniach rozmawialiśmy kto będzie opiekował się dziećmi a
kto pracował…
Czasem w żartach mówił „że on się nigdy nie ożeni”…lub gdy widzieliśmy jakiś
ślub droczył się ze mną „ale są naiwni...nie wiedzą jaką głupotę robią” lub
cos w tym stylu…
Ja zwykle brałam to jako droczenie się ze mną albo żart… bo często bywa
ironiczny czy nawet cyniczny ukrywając za tym swoje uczucia…
Ale teraz już prawie po roku znajomości i chodzeniu ze sobą… nie wiem…
Gdy tak mówi czy kiedy jest chłodny i obojętny czuje ból..
Bo ja sobie nie wyobrażam życia bez niego… i coraz bardziej chce o tym
pogadać szczerze z nim…
Najgorsze jest to ze mnie samą to przeraża… boje się powiedzieć mu że go
kocham jak i usłyszeć to… a jeszcze gorzej odkryć się i nie usłyszeć…