szaleniecc
06.10.02, 06:27
Nie wiem czemu akurat mi sie to przytrafilo. Coz moze nie tylko mi a moze
jak na razie oceniam to wszystko nieracjonalnie i pewnego dnia ktos mnie
uleczy. Nie wiem nie znam swojej przyszlosci. Nie wierze ze przyszlosc mozna
przewidziec. Nie powiem co zrobilbym z wrozkami bo jedna przepowiadala mi
podobno dluga dostatnia i szczesliwa przyszlosc z kobieta z ktora bylem. Ale
pominmy te glupoty. Przez ponad trzy lata bylem z kobieta a moze bardziej z
dziewczyna ktora na poczatku nie bardzo mi ze tak powiem lezala. Wydawalo mi
sie ze ten zwiazek potrwa bardzo krotko. Jednak szybko moje podejscie do
zwiazku zmienilo sie. Pomine moze szczegoly naszego pozycia. Bywalo roznie
jak to w zyciu raz lepiej raz gorzej. Naturalna sprawa. Nie byla moim
idealem ani pod wzgledem wygladu ani zachowania ani charakteru. Z czasem
jednak stala sie dla mnie tym idealem. Jej wady w wygladzie czy zachowaniu
przestaly miec jakiekolwiek znaczenie. Ona byla po prostu moja i gdy bylem z
nia bylo super. Gdy dzwonila do mnie z propozycja spotkania to wszytsko
odchodzilo na bok. Cokolwiek by to nie bylo, stawalo sie nagle niczym w
porownaniu ze zwyklym spotkaniem z nia. Zawalilem sobie przez to bardzo
wiele w swoim zyciu ale nie mialem do niej pretensji. Cieszyla mnie ta
znajomosc pomimo tego ze czasem naprawde dawala popalic. To nie mialo
znaczenia bo pozniej byla tak niesamowicie kochana ze od razu o wszystkim
zapominalem. No moze nie zawsze tak od razu ale tak bywa. Nie powiem nie
docenialem jej. Niestety. W sumie chyba troche zle ja traktowalem. Gdy jej
nie bylo bylem jej stuprocentowo lojalny. Nie zaczepialem zadnych dziewczyn,
zero podrywania nie mowiac o zdradzie fizycznej. Gdy bylem z nia
zachowywalem sie sto razy gorzej. Czesto dawalem jej odczuc ze podobaja mi
sie inne dziewczyny. Wtedy sam jeszcze nie rozumialem ze tak naprawde
wszystkie mam je gdzies. Teraz juz wiem ze wszytskie dziewczyny mam gdzies.
Fajnie sie z nimi rozmawia, latwo nawiazuje nowe znajomosci ale co mi po
tym. To na czym naprawde mi zalezalo ulecialo bezpowrotnie. Ale moj mozg
jest glupi on gdzies sie ludzi ze to jeszcze wroci. A wrocic juz chyba nie
moze. Coz chemia. Uzaleznilem sie od niej, o wiele bardziej niz mogloby sie
wydawac. Gdybym rok temu wiedzial to co teraz wiem, bylibysmy chyba
szczesliwa para. Popelnilem sporo bledow ktorych nie da sie naprawic. No coz
poczatek rozpadu naszego zwiazku zaczal sie rok temu. Stalo sie to za
przyczyna dwoch osob. Dzieki nim zostalem zaszczuty. Za dlugo by pisac o tym
wszystkim. Mogloby wystarczyc na obszerna ksiazke. Moze kiedys to opisze
tylko kto by to czytal. Wiec w sumie po co. To jest zycie nie tylko mi sie
to przydarzylo. Tzn rozpad zwiazku. Wiec te dwie osoby pozadroscily mi tego
ze w zyciu mi sie ukladalo, mialem kase, moze nie bardzo duzo ale o wiele
wiecej niz oni, mialem swietna dziewczyne na jaka nigdy ich nie bedzie stac.
Chyba sie w niej ze tak powiem prostacko bujneli. Stalo sie i postanowili
zniszczyc moje zycie. Tak postanowila glownie jedna z tych osob. Nie chce tu
napisac zbyt wiele ale z ta osoba jeszcze sie spotkam, co dalej niewazne. Na
poczatek udalo im sie mnie zaszczuc w taki sposob iz wpadlem w jakis dziwny
stan psychofizyczny. Nie bylem w stanie wydajnie funkcjonowac. Kasa sie
rozplywala i nie moglem dobrze sie wziasc za rozkrecenie jakiegos fajnego
interesu. Mialem wiele pomyslow ale nie bylem w stanie realizowac zadnego z
nich. Staczalem sie na dno. Na koniec wykorzystali dziwny zbieg okolicznosci
i wsadzili mnie do wiezienia. Nie wiem co im to dalo. Kiedys byli w sumie
moimi kolegami. Pijalismy razem piwo, bawilismy sie na imprezach. Jednak ich
swiatopoglad i podejscie do zycia bylo dla mnie nie do zaakceptowania w
pewnym momencie. Nie zniszczylem ich w momencie gdy moglem bo mialem za
dobre serce. Coz litosc to zbrodnia. Teraz pisze to z cala stanowczoscia i
przekonaniem. Za duzo napisalem. Ona czytuje ta liste i skojarzy ze to ja,
moze bedzie miala o to pretensje. Nie wiem. Ale wracajac do watku, w
momencie gdy znalazlem sie w miejscu odosobnienia to byl poczatek
definitywnego konca naszego zwiazku. Ona stanela za mna. Niesamowicie mi
pomogla. Znalazlem sie tam za totalna glupote ale coz zyjemy w Polsce
przeciez a to kraj absurdu i debilizmu. Prawde powiedziawszy moglem stamtad
wyjsc nawet po tygodniu ale zlosliwosc polskiego wymiaru sprawiedliwosci
sprawila ze potrwalo to dwa miesiace. Inteligent w wiezieniu. Bylo ciezko
ale przetrwalem. Teraz moge powiedziec ze jest bardzo malo rzeczy ktorych
sie boje. Na niewielu sprawach niestety mi teraz zalezy. Stracilem sens
zycia. A moze go odnalazlem. Tylko niekoniecznie dobry i wlasciwy. Wciaz
mysle o zemscie. Wiem ze to glupie ale nie daje mi to zyc. Gdybym sie z nia
nie rozstal wiem ze nie chcialbym tego. Gdy wyszedlem przez trzy dni zylem
jak w bajce. Wielbilem ja i bylbym w stanie zrobic dla niej wszytsko. Tak
szok powiezienny. Nie ma sprawy ok moge sie nawet z tym zgodzic. Ale taki
szok nie moze trwac chyba prawie 4 miesiace. A nadal czuje to co czulem juz
tyle czasu temu. Po tych trzech dniach dowiedzialem sie o tym ze nie byla
wobec mnie fair. Zalamal sie troche moj swiat ale bylem w stanie zapomniec o
tym. Milosc to idiotyczne uczucie. Bedac tam poznalem pewne osoby. Po
wysjciu zaczalem od razu cwaniakowac co to nie ja. To byl jeden z moich
wiekszych bledow ale to nie bylem ja, to bylo wlasnie w szoku. Ale ja to
chyba przerazilo. Potraktowala mnie jak smiecia. Odrzucila i niemal zgnoila,
dziewczyna ktora jeszcze tak niedawno mowila "kocham Cie" z niesamowitym
przekonaniem. Pozniej twierdzila ze tak naprawde to nigdy mnie nie kochala.
Co mialem myslec? Sam nie wiedzialem. Postanowilem walczyc o nia bo
stwierdzilem ze warto. To nic nie dalo uslyszalem tylko wiele rzeczy ktorych
wolalbym nie uslyszec. Myslalem o smierci. W sumie modlilem sie o nia.
Bardzo by mnie ucieszyla. Ona podobno poznala kogos gdy ja tam bylem. Do tej
pory nie wiem czy tak faktycznie bylo. Twierdzi ze z kims teraz jest. Wole
nie wiedziec tego. Dziwne ale ja odczulem jakby telepatycznie ze po miesiacu
od momentu mojego zamkniecia cos umarlo. Od wtedy zaczelo sie moje stopniowe
zalamanie. Nic jednak nie moglem zrobic bedac tam. Ale co sie dziwic. Mloda
inteligentna dziewczyna majaca przyszlosc przed soba. Czemu mialaby wiazac
swoja przyszlosc z kryminalista? No tak racja ale ktos do tego doprowadzil,
do tego ze sie tam znalazlem. Wiele osob powiedzialo mi ze wplynela na nia
rodzina. Ja nie wiem w jakim stopniu wplynela ale uwazam ze chociaz
czesciowo tak. Ona teraz i ona pol roku temu to dwie rozne osoby. Jest teraz
inna. Nawet nie wiem jaka teraz dokladnie jest bo unikam kontaktu z nia.
Kazdy kontakt z nia doprowadza mnie do rozstroju nerwowego. Czlowiek czuje
ze rozmawia z osoba z ktora chcialby byc a jednoczesnie takie przytlaczajace
uczucie ze tego juz nigdy nie bedzie. To niestety czesto sie pojawia tak
samo od siebie. Jest to bardzo przygnebiajace. Ja moze nie jestem bardzo
atrakcyjny ale nie mam problemu z nawiazywaniem kontaktu z dziewczynami. Nie
jest tak ze nikt mnie nie chce. Pojawilo sie kilka dziewczyn ktore chcialyby
ze mna byc. Dla mnie to moga byc co najwyzej kolezanki. Moge z nimi co
najwyzej porozmawiac. Zadna kobieta mnie nie pasjonuje. Teraz powoli odbijam
sie finansowo. Poznalem ludzi do robienia interesow. Legalnych, dodam na
marginesie. Chyba dojde do kasy ale co mi po niej. Znaczy wiem co mi po niej
i po co mi ona ale tutaj tego nie napisze. Moze nie tylko ja przez cos
takiego przechodze. Nawet na pewno. Ja jednak czuje wewnetrznie ze to mi
nigdy nie przejdzie. Ktos powie przeszadzasz chlopie. Moze i tak ale co
jesli nie? Mam juz troche lat, ponad 25 i za duzo doswiadczen zyciowych.
Czuje sie jednak o wiele mlodziej. Wygladam tez mlodo co jest akurat
pozytywne. Zastanawiem sie c