fnoll
07.10.02, 19:00
od czasow Freuda tyle napisano o kolosalnym wplywie przezyc z dziecinstwa na
dorosle zycie, ze juz chyba kazdy przyjmuje to jako oczywistosc (choc
jeszcze 100 lat temu nie kojarzono na ogol dzieciecych doswiadczen z
problemami doroslych)
wplyw ten nie zawsze jest oczywisty - sledzenie go przypomina droge
detektywa od miejsca zbrodni do miejsca w ktorym aktualnie przebywa
przestepca
szczegolnymi "zbrodniami" dziecinstwa sa jakies ogolne niepokoje ze swiata
doroslych, ktore po przesiaknieciu w swiat dzieciecy przyjmuja magiczne,
basniowe formy - nie dotykaja bezposrednio, tworzac jedynie atmosfere
niejasnego zagrozenia
dla mnie czyms takim byla np. "wojna atomowa" - kto o niej dzis mowi? dzis
analogicznym "strachem" sa "terrorysci"
w pierwszych moich modlitwach zawsze zyczylem prezydentowi USA smierci, a
swiatowi pokoju i wolnosci od "atomowych" zagrozen
i zastanawiam sie teraz - co z tego umagicznionego strachu dzis we mnie
zostalo? czy nadal w glebi serca zycze smierci prezydentowi USA i oczekuje
atomowych grzybow na horyzoncie? hmm...
jak wy macie ze swoimi dzieciecymi strachami?