abrysia
16.11.05, 11:20
Tak się ostatnio zastanawiam nad małżeństwem moich teściów. Teść jest
potwornym manipulatorem, terroryzującym całą rodzinę. Próbuje tego także ze
mną, ale ponieważ nasze kontakty nie należą do rzadkości, uznałam za właściwe
postawić mu się parę razy, kiedy zaczął przeginać, zniosłam kilka okrutnych,
chamskich zachowań i jakoś (dzięki Bogu) mam względny spokój. Niestety nie
wszyscy są mojego zdania, że konsekwentne odmawianie wykonywania jego głupich
poleceń ("próśb") jest wskazane. Słyszę wtedy (szczególnie od męża): "ty go
nie znasz", "łatwo ci mówić, to nie twój ojciec", itp. Czy ja się mylę?
Uważam, że ważniejsze od chwilowego "świętego spokoju" jest uświadomienie mu,
że np. jeśli odbierze się towar z hurtowni dzień później, bo dzisiaj nie ma
się czasu, albo zwyczajnie nie jest nam po drodze (muszę tu wspomnieć, że
towar był mu potrzebny na sobotę, a odebrać według niego należało KONIECZNIE
już w poniedziałek, tak jakby do wtorku, czy środy miał wyparować z magazynu
w hurtowni), to nie jest oznaka braku szacunku dla niego (nawet nie wiecie
jak często słyszę ten tekst), a jedynie rozsądnego rozplanowania czasu. Przy
tym wszystkim on jakby zapomina, kto właściwie wyświadcza mu przysługę. Ale
najlepsze zostawiłam na koniec. To dotyczy tego wspomnianego już małżeństwa.
Matka teścia będzie wymagała za kilka miesięcy całodobowej opieki kogoś z
rodziny. Na swoje nieszczęście teściowa będzie miała możliwość, żeby się nią
zająć. Nie chce tego bardzo, zwłaszcza, że staruszka ma jeszcze inne dzieci,
ale wygląda na to, że nie będzie miała (w swoim mniemianiu) większego wyboru,
bo teść już postanowił, że weźmie matkę do siebie. Ja tutaj abstrahuję od
tego, kto powinien staruszkę przygarnąć. Uważam tylko, że skoro to teściowa
będzie miała się nią opiekować (wspomnę tutaj jeszcze, że staruszka leży
teraz w szpitalu i nie chce jeść z rąk personelu medycznego, a teść jeździ
specjalnie po teściową, żeby nakarmiła jego mamusię, sam nie umie - nie chce -
zajmować się takimi "czynnościami fizjologicznymi") to ona musi mieć
decydujący głos w tej sprawie. Znam trochę teścia i wiem, że gdyby
powiedziała stanowcze NIE, musiałaby się liczyć z poważnymi konsekwencjami,
być może nawet rozwodem, wygonieniem jej z domu, itp. BO TEŚCIOWI NIKT SIĘ
NIE SPRZECIWIA. Pewnie szybko chciałby do niej wrócić, bo jest za wygodny,
ale musiałaby na pewno sporo przeżyć.
A teraz: Czy są sposoby na TAKICH? I czy on już nie jest za stary na
ewentualne sposoby (są ponad 30 lat po ślubie)? Ja mam wątpliwości, ale chcę
wierzyć, że tak.