sternick1
30.11.05, 14:03
Odszedłem. Po wielu tygodniach przemyśleń "za", "przeciw". Odszedłem,
wyprowadziłem się. Byłem z nią siedem lat. Dobrych, może nie było między nami
wielkich uniesień, ale po prostu miłość (z jej strony - większa), przyjaźń,
szacunek.
Jej smutek, nie - rozpacz, załamanie, brak nadziei na przyszłość, świadomość,
że zmarnowałem jej życie, wyrzuty sumienia z tego powodu; to wszystko
sprawia, że jest mi straszliwie ciężko, nic mi się nie chce, nie pozwala się
cieszyć nowym związkiem. Wciąż myślę o tym, że siedzi w naszym (kiedyś -
naszym) mieszkaniu samotna, zapłakana, załamana...
Nie wiem jak sobie z tym poradzić...