Dodaj do ulubionych

"kobieca solidarnosc"

27.12.05, 15:43
zawsze w nia wierzylam. wierzylam, ze kobieta kobiecie nie wyrzadzi jakiejs
strasznej krzywdy zupelnie bezinteresownie, a tu prosze:
moj byly mial kilka kobiet przede mna. jedna z nich byla N. byli razem bardzo
krotko, to w zasadzie nie byl nawet zwiazek, ale ona szalenczo w nim
zakochana, nie poddawala sie latami. starala sie utrzymywac z nim kontakt,
nawet jak juz bylismy razem. kiedys przyszla niezaproszona do domu gdy ja tam
bylam. widzialam ze ja to zabolalo. patrzyla na mnie i na niego, i cierpiala.
szybko wyszla, i rozluznila kontakty. pamietam, czulam sie podle. nic jej nie
zrobilam, a mimo wszystko nieswiadomie, sama swoja obecnoscia sprawilam jej
bol.
niedawno rozstalam sie z moim facetem, on teraz wrocil do N. miesiac temu
mialam niezapowiedziana wizyte. moj byly i...N. weszla, usmiechnela sie,
poprosila o herbate. nawet nie umialam ich wyrzucic. przecierpialam ta
herbate. ona sie smiala, patrzyla na mnie i na niego, byla taka "naturalna"
i "mila".
nigdy nic mnie mocniej nie ubodlo. moje sprawy z nim i jego postepowanie to
oddzielna kwestia, ale ona?
czy to taka przyjemnosc dokopac komus, kto cie nigdy nie skrzywdzil? wiedzac
jak to boli?
co sadzicie?
Obserwuj wątek
    • iberia29 Re: "kobieca solidarnosc" 27.12.05, 15:50
      nie bardzo rozumiem, czmeu Twoj ex przyszedl z nia???
      • arletta.wagner Re: "kobieca solidarnosc" 27.12.05, 15:52
        kobieta jeste największym naturalnym wrogiem drugiej kobiety.dlatego
        przyjaciółkę mam jedną i przyjaźnię się z facetami;)pozatym -wpuściłas do domu
        byłego z panną? tak,poprostu bo przyszli?
        • k7a7r7o7 Re: "kobieca solidarnosc" 27.12.05, 16:00
          arletta. to glupie bylo, wiem, na swoja obrone moge tylko powiedziec ze
          zupelnie, totalnie, niesamowicie wrecz mnie zatkalo! brak reakcji z mojej
          strony uznali za reakcje, i zanim doszlam do siebie, juz byli w kuchni. jedyne
          co potem robilam, to bylam tak odpychajaca jak tylko moglam, tak ze wyniesli
          sie po chwili.
          ale nie wiedzialam, ze moze czlowieka tak totalnie zatkac, taka zupelna niemoc.
          • iberia29 Re: "kobieca solidarnosc" 27.12.05, 16:56
            to tylko najlepszy dowod na to, ze twoj ex to prostak jakich malo.
    • illiterate Re: "kobieca solidarnosc" 27.12.05, 16:03
      Nie bardzo rozumiem, o co chodzi.
      "N" zachowala sie jak kompletna swinia, i to jest jasne.
      Dlaczego jednak mialaby sie od tego powstrzymac przez wzglad, ze Ty takze
      jestes kobieta? Utrzymywanie, ze kobiety powinny byc solidarne jest tak samo
      naiwne, jak utrzymywanie, ze kobiety sa dla siebie naturalnymi wrogami.

      A tamta baba zapewne chciala Cie upokorzyc. Nastepnym razem nie wpuszczaj ich
      do domu, zatrzepocz tylko rzesami w drzwiach i powiedz, ze niestety, wlasnie
      wybierasz sie na porywajaca randke z oszalamiajacym blondynem, ktory, na
      szczescie ...(i tu wymien jakas ceche, ktorej Twoj ex zupelnie nie posiadal -
      jest wysoki, barczysty, zna sie na sztuce albo cos w tym rodzaju. A jesli
      jeszcze dodasz, ze cudownie gotuje i potem zmywa, to i N skreci z zazdrosci).
      • arletta.wagner Re: "kobieca solidarnosc" 27.12.05, 16:07
        stwierdzenie ze kobieta jest największym wrogiem drugiej kobiety nie jest
        naiwne tylko oczywiste- kobiety nienawidzą jedna drugiej z powodu
        urody ,ciuchów,męza itd.wiem co mówię bo wiele razy doświadczyłam zazdrosci i
        zawisci innych babek.jest to stara prawda ,poparta rozmaitymi przykładami. nie
        ma solidarności jajników. nie ma. jest natomiast męska solidarnośc.
        • horpyna4 Re: "kobieca solidarnosc" 27.12.05, 16:18
          Dawno temu ktoś napisał, że w kobiecie drzemie dusza niewolnika. Niewolnik,
          chcąc przypodobać się panu, stara się poniżyć w oczach pana innych niewolników.
          Niestety jest w tym wiele prawdy. Wiele kobiet uważa, że są coś warte dopiero
          wtedy, gdy jakiś mężczyzna raczy spojrzeć na nie łaskawym okiem. Dlatego starają
          się niszczyć potencjalne rywalki i dlatego nie ma czegoś takiego, jak
          solidarność kobieca. Smutne to. Aha, osoba która to pisała, również była kobietą
          i chyba nie była tą, częstą u kobiet, cechą zachwycona.
        • illiterate Re: "kobieca solidarnosc" 27.12.05, 16:55
          Bez obrazy, ale to jakies glupoty.
          Jesli chcesz w nie wierzyc, to pewnie w Twoim zyciu znajduja potwierdzenie. W
          moim jakos nie. Mam przyjaciolki i przyjaciol plci obojga. Przyjazn to bardzo
          wymagajace do utrzymania stworzenie - bardzo trzeba o nia dbac i poswiecac
          wiele wysilku, energii i czasu, ale kiedy sie chce, to ona rosnie.
          Chyba, ze tego nie chcesz.

          PS Odpisalabym Ci tak samo, gdybys byla facetem ;-)
      • k7a7r7o7 Re: "kobieca solidarnosc" 27.12.05, 16:11
        illiterate napisała:

        Utrzymywanie, ze kobiety powinny byc solidarne jest tak samo
        > naiwne, jak utrzymywanie, ze kobiety sa dla siebie naturalnymi wrogami.

        To nawet nie do konca chodzi TYLKO o wzglad na inna kobiete... ale w koncu
        kobieta kobiete rozumie, wie, ze pewne rzeczy bola, faceci czesto inaczej to
        rozumieja.
        Moj byly np. zrobil cos tak podlego, ale (wiem, teraz bedzie ze jestem naiwna)
        nie chcial mi wcale "pokazac". Myslal ze mnie to nie ruszy (wiem, wiem!) bo
        jego by nie ruszylo. to byl czlowiek pozbawiony uczucia zazdrosci.
        wiec z kobietami to bardziej chodzi o pewna plaszczyzne zrozumienia.
        szczegolnie ze N. rozumiala, co mi robi, sama to w koncu przezyla.
        • arletta.wagner Re: "kobieca solidarnosc" 27.12.05, 16:13
          i dlatego to zrobiła bo wiedziała ze sprawi Ci tym ból.
    • k7a7r7o7 Re: "kobieca solidarnosc" 27.12.05, 16:24
      a poza tym chodzi o bezinteresowne okrucienstwo. nigdy tego nie zrozumiem. byc
      okrutnym, tak po prostu, dla rozrywki, a potem isc sobie na kawe.
      moze jestem naiwna, ale nie pojmuje tego.
      • luty10 Re: "kobieca solidarnosc" 27.12.05, 16:39
        k7a7r7o7 napisała:

        > a poza tym chodzi o bezinteresowne okrucienstwo. nigdy tego nie zrozumiem.
        byc
        > okrutnym, tak po prostu, dla rozrywki, a potem isc sobie na kawe.
        > moze jestem naiwna, ale nie pojmuje tego.

        gdybys spojrzala na te sytuacje nie od strony swojego zranionego ego, ale
        jak na bardzo ciekawa i pouczajaca lekcje zycia...

        ludzie otrzymuja wskazowki jak wzniesc sie na wyzszy poziom swiadomosci,
        ale nie dostrzegaja tego, biadola nad soba, zaslepieni i glusi...

        to zdarzenie moze byc dla ciebie schodkiem w gore i od Ciebie tylko zalezy, czy
        nie bedzie ono schodkiem w dol...

      • illiterate Re: "kobieca solidarnosc" 27.12.05, 16:52
        Zadne tam bezinteresowne.
        To zwykla zemsta byla. Ja bolalo, to teraz Ciebie zaboli! Mozesz umilic sobie
        czas knuciem zemsty za zemste, albo olac sprawe - puscic zal i poczucie
        krzywdy, powoli sprobowac przestac to przezuwac i roztrzasac (nie wiem, czy to
        by nie byla najlepsza zemsta).

        Swoja droga, jesli on taki beznadziejny sam w sobie, a do tego wrocil do
        kobiety pozbawionej serca (czyli glupi albo na ludziach sie nie zna), to w
        sumie sympatycznie, ze zniknal.
    • luisssa Re: "kobieca solidarnosc" 27.12.05, 20:11
      Skoro sie rozstaliscie, tzn. ze nie bylo dobrze. A jesli nie bylo dobrze, to
      chyba za nim nie tesknisz? A jesli nie tesknisz, to ani nie kochasz, ani nie
      jestes o niego zazdrosna. Dziwne, ze jeszcze nie masz ani jego ani jej gleboko
      gdzies. Taki stan olewczy jest chyba samoistny.

      A msciwosc u kobiet tez wystepuje, zwlaszcza jesli idzie o faceta. A jaka
      rywalizacja odchodzi!

      I dlatego lepiej nie kontaktowac sie z ex'ami, bo potem takie glupie sytuacje
      maja miejsce...
    • jan_stereo Re: "kobieca solidarnosc" 28.12.05, 12:46
      No ale czym Ci niby ona/oni dokopali ?

      Przyszedł do Ciebie Twój znajomy( bo jak go nazwac skoro nie jestescie razem, a
      rozstałas sie z nim raczej nie z miłosci)z dziewczyną,którą znałas z
      widzenia,oboje byli mili w przeciwienstwie do Ciebie,wiec to raczej Ty im
      dokopałaś.


      ps. widac nie wszystkie kobiety są z Wenus ;")
      • k7a7r7o7 Re: "kobieca solidarnosc" 28.12.05, 17:15
        jan_stereo napisał:

        > No ale czym Ci niby ona/oni dokopali ?
        >
        > Przyszedł do Ciebie Twój znajomy( bo jak go nazwac skoro nie jestescie razem,
        a
        >
        > rozstałas sie z nim raczej nie z miłosci)z dziewczyną,którą znałas z
        > widzenia,oboje byli mili w przeciwienstwie do Ciebie,wiec to raczej Ty im
        > dokopałaś.
        >
        >
        > ps. widac nie wszystkie kobiety są z Wenus ;")

        Zartujesz, prawda?
        jesli szczegoly sa wazne, to ja nie chcialam sie rozstac, on mnie rzucil i do
        tej pory sie probuje pozbierac. mielismy wziac slub i w ogole. nie bylo to mile
        i przyjemne.
        wiec obnoszenie sie z nowymi partnerami przed oczami "zbolalej" ex trzy
        tygodnie po zerwaniu nie jest chyba szczytem dobrej woli.
        ale nie o tym mialo byc.
        nie wiem, jak dokopalam komus, kto zrobil mi celowo przykrosc. na miejscu by
        bylo z mojej strony pewnie i nawet gdyby moj byly dostal po buzi, bo zachowal
        sie podle. a moje mieszkanie nie jest arena triumfu dla roznych kobiet mojego
        bylego.
        wiec wybacz, przepraszam ze nie rzucialm sie przed nimi na kolana i nie
        zaproponowalam im kolacji przy swiecach na nowa droge zycia.
        sorry, ale naprawde sie wkurzylam.
        • illiterate Re: "kobieca solidarnosc" 28.12.05, 18:11
          Wyluzuj, jan jest ze stereo-marsa, dlatego nie kuma.
        • jan_stereo Re: "kobieca solidarnosc" 28.12.05, 21:00
          Skąd u Ciebie taka pewnosc co do niecnych intencji z ich strony ( to tak jak
          zarzucic malpom ze zachowuja sie niepoprawnie chodzac "nago",ale te "nagosc"
          tylko Ty zauwazyłas,małpy byly szczerze soba,zgaduje tylko),ja raczej
          zarzuciłbym im pewien brak savoir'vivru,bo mogli uprzedzic o wizycie tak bys
          miała czas sie ewentualnie przygotowac.
    • dostojka Re: "kobieca solidarnosc" 28.12.05, 17:56
      Dopiero co gadałysmy o naszej naiwnosci.Powinnas zrzucić ich ze schodów-
      zwłaszcza jego.Nie jest wart nawet butów Ci czyścić.Jest bezczelny i zapomnij o
      nim-wiem że to niełatwo.Ja tez wykazałam słaba wolę-napisałam niestety
    • kate_go Re: "kobieca solidarnosc" 28.12.05, 19:29
      A ja się nie zgadzam z wymienianą tu często opinią że nie ma solidarności
      jajników i kobiety nienawidzą się atawistycznie. Wiem, ze tak się często zdarza
      i jest to po prostu przykre. Wstyd mi za takie zawistne kobiety, co drugiej
      wydrapałyby oczy za samo istnienie. Zazdrość o urodę, ciuchy, facetów - to
      wszystko prawda. Ale nie wszystkie kobiety takie są. Niektóre mają raczej
      wrodzony dystans i złośliwość dla mężczyzn, np.ja i moje przyjaciółki - zawsze
      razem przeciw męskiej czesci ludzkości ;) to się chyba nazywa feminizm ;) ale
      coś w tym jest.

      Moze to kwestia tego, ze faceci nie są najwyzszym celem naszej egzystencji, a co
      za tym idzie uroda i ciuchy tez schodzą na dalszy plan. Tak szczerze to nie
      lubie tylko głupich i próżnych kobiet. Dla kazdych innych mam z góry neutralne
      nastawienie.

      Czy to nie jest męczące żyć z taką niechęcią do innych, obcych kobiet? te ciągłe
      porównywanie się z nimi, rywalizacja, wyszarpywanie sobie facetów?
      • horpyna4 Re: "kobieca solidarnosc" 29.12.05, 10:14
        Niestety sporo kobiet tak ma. Nawet tu gdzieś na forum jakaś napisała, że
        interesują ją tylko tacy faceci, na których lecą inne babki. I nie wiem, jaki
        procent kobiet tak się zachowuje, ale zachowania takie rzucają się w oczy, co
        powoduje, że niektórzy widzą to jako typową cechę kobiecą. Jednym słowem,
        kretynki psują opinię również kobietom normalnym.
        • arletta.wagner Re: "kobieca solidarnosc" 29.12.05, 10:33
          alez to logiczne ze zainteresowanie wzbudzają faceci otoczeni kobietami. i jaka
          frajda kiedy on- jak mój mąz- zrywa wieloletnie zaręczyny z datą slubu- i
          wybiera własnie własnie mnie.zresztą ja z zasady zachowuję sie tak zeby
          zainteresować sobą wszystkich facetów w towarzystwie. a mój mąz jest dumny z
          zony która jest uwielbiana;)bo wie ze to tylko zabawa i tylko jego kocham:)
          • kate_go Re: "kobieca solidarnosc" 29.12.05, 17:35
            ciekawe czy wiesz, że możesz tym u niektórych wzbudzać politowanie... pewnie
            starasz sie o tym nie myśleć. Ale kiedyś znajdzie sie obok ciebie inna "gwiazda"
            i zostając w jej cieniu będziesz kwiczeć. No ale to w końcu tylko zabawa, nie?
            • arletta.wagner Re: "kobieca solidarnosc" 30.12.05, 08:34
              kazdy ma swoje sposoby i sztuczki:)
          • aroden Re: "kobieca solidarnosc" 29.12.05, 17:54
            arletta.wagner napisała:

            > alez to logiczne ze zainteresowanie wzbudzają faceci otoczeni kobietami. i
            jaka
            >
            > frajda kiedy on- jak mój mąz- zrywa wieloletnie zaręczyny z datą slubu- i
            > wybiera własnie własnie mnie.zresztą ja z zasady zachowuję sie tak zeby
            > zainteresować sobą wszystkich facetów w towarzystwie. a mój mąz jest dumny z
            > zony która jest uwielbiana;)bo wie ze to tylko zabawa i tylko jego kocham:)


            I udaje Ci sie to? Ja takie omijam szerokim lukiem. Od razu czuc, ze sa nie
            do wziecia, a zainteresowanie mezczyzn wzbudzaja tylko dla zaspokojenia wlasnej
            proznosci.

            Zajmowanie sie takimi, to zwykla strata czasu.


            • arletta.wagner Re: "kobieca solidarnosc" 30.12.05, 08:35
              dla prózności albo dla zabawy;)pozatym -przeciez faceci lubią
              te ,,zajęte"kobiety:)
    • miang Re: "kobieca solidarnosc" 29.12.05, 10:39
      jej zachowanie nie bylo bezinteresowne, skoro jestes jej rywalka. moze chciala
      sprawdzic czy na pewno juz nie ma nic miedzy Toba a bylym, moze chcial a mu
      pokazac jaka jest nowoczesna i tolerancyjna..... ale przede wszystkim pretensje
      powinnas miec do bylego. Ona nie miala wobec Ciebie zadnych zobowiazan, on
      powinien zachowac sie wobec ciebie przyzwoicie ze wzgledu na to co was kiedys
      laczylo. Mowisz o kobiecej solidarnosci, ale wolisz obarczac winą kobiete niż
      faceta.
      • k7a7r7o7 Re: "kobieca solidarnosc" 29.12.05, 11:14
        miang napisała:

        ale przede wszystkim pretensje
        > powinnas miec do bylego. Ona nie miala wobec Ciebie zadnych zobowiazan

        wlasnie o to chodzi. co zrobil on, to zrobil, i to jest sprawa miedzy mna a
        nim, i nam to oceniac. o nia mi chodzi o tyle, o ile wlasnie nie miala zadnego
        interesu i zadnych uprawnien do dokladania swoich trzech groszy: ani jej nic
        nie zrobilam (wiec jaka zemsta? za to, ze z nim bylam? to nie mialo z nia nic
        wspolnego, nie odbilam go jej ani nic podobnego) ani nie musiala mi nic
        pokazywac, bo ja z exem juz nie bylismy razem, wiec to jego sprawa z kim sie
        spotyka.
        interesuja mnie wlasnie jej pobudki do czynu.
        • miang Re: "kobieca solidarnosc" 29.12.05, 11:35
          no napisalam Ci przeciez mozliwe powody. Naprawde myslisz ze to ona
          zaproponowala ta wizyte a nie Twoj byly? bo jezeli tak to jest zwyczajnie glupia
          jak but i nie ma sensu zastanawiac sie nad jej motywami
        • horpyna4 Re: "kobieca solidarnosc" 29.12.05, 11:35
          Musiała zademonstrować, że postawiła na swoim i zrobić sobie radochę z Twojego
          dyskomfortu psychicznego. Paskudne, ale częste.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka