woman54
16.01.06, 01:56
Pisze tutaj bo mam problem z ktorym nie moge sobie poradzic...
Wlasciwie nie o problem chodzi, ale o to co sie ze mna dzieje:(
Nie radze sobie juz ze soba, nie wiem co sie dzieje. Wszystko trwa od wiosny
i jest coraz gorzej. Cale dnie siedze w domu, bezsensownie patrzac w
komputer, nawet nie mam ochoty nigdzie wyjsc. Nic mnie nie cieszy, wszystko
jest obojetne... Odsuwam sie od ludzi, juz nie potrafie rozmawiac o tym co
boli. Zreszta mam wrazenie ze mnie juz nie boli, nie czuje po prostu nic.
Takie zupelne wypalenie. Myslalam, ze to depresja, moze mialam racje. Bralam
deprim - pomogl minimalnie i na krotko. Ale pozniej wszystko wrocilo i to
jeszcze mocniej. Czuje, ze cos ze mna nie tak, to nie jestem ja. "Cos" siedzi
w srodku i przeslania prawdziwe "ja". Nie jestem w stanie niczego sie
nauczyc, a w tym roku matura. Nie moge sie na niczym skoncentrowac, ciagle
zupelnie sie wylaczam. Na dodatek, jak dziecko zaczynam sie wszystkiego bac,
szczegolnie w nocy. Nigdy nie balam sie nawet zostawac sama w domu na noc, a
tu nagle takie leki typowe dla malego dziecka. Czesto tez zastanawiam sie czy
to co sie dzieje, dzieje sie naprawde. Tzn. np. przypominam sobie jakies
zdarzenie/okres czasu i stwierdzam ze tego chyba nie bylo, chyba mi sie tylko
wydaje ze to przezylam. To samo dotyczy terazniejszosci, takich zwyklych
czynnosci, jak rozmowa z kims. Siedze pozniej i sie zastanawiam czy to dzialo
sie naprawde, a dzialo sie minute wczesniej. To chyba nie jest normalne?:(
Co to moze byc? Czy ktos moglby mi odpowiedziec? Depresja, schizofrenia,
nerwica? A moze to normalne?
Blagam, pomozcie...
A i jeszcze jedno - jesli to ma znaczenie to mam 18 lat, w przeszlosci
anoreksja i bulimia(na szczescie doszlam tylko do takiego stopnia, ze moglam
wyjsc z tego sama).
Jeszcze raz prosze, odpiszcie...