Gość: jacunia
IP: *.MAN.atcom.net.pl
09.11.02, 11:39
Pomóżcie,
Staram sie być dobra dla ludzi, by mieć przyjaciół. W większości wyoadków
okazuje sie jednka, że trafiam na ludzi, którzy mnie wykorzystyują. Doprawdy
w ciągu ostatnich kilku lat nie spotkałam nikogo, kto nie miałby tendencji i
ochoty mnie wykorzystać. Ostatnio coraz bardzoiej zaczyna mi to ciązyć:
- koleżanka, która ma dziecko spotyka się ze mną, by w końcu proponowac mi,
żebym przychodziła do niej co piątek wiecvzorek, w zamian ona postawi mi
piwo, kolację, ja pomogę wykompać dziecko, bo mąz w piątki chodzi na
stakówki; podczas każdej wizyty daje mi do zrozumienia, że oczekuje, iz w jej
trakcie będę jej pomagać, bo ona ma dziecko i jest jej ciężko, że będę
bawiać dzieci i cieżyć się, że dostapiłam zaszczytu złożenia tej wizyty - -
druga zaprasza mnie do siebie, po czym okazuje się, że ma dla mnie do
zrobienia zadania z fracuskiego (za[prasza mnie po tym, jak nie przychodzi na
spotkanie, twierdząc, że po prostu zasnęła)
- trzecia dzowni do nie z wakacji, z komórki, prosząc żebym to ja zadzowniła
za chwilę ze swojej komórki na jej komórkę, bo ona ma kłopoty z mężem i chcę
mi sie wyrązlić, a ma już "naprawdę na dużo wydzwonionych impulsów"
- co sprawia, że ludzie ci uważąją, że można mnie wykorzystać, gdzie znaleźć
jakieś normalne osobym, które po prostu chcą mieć z kimś kontakt, nić
porozumienia, wspólne sprawy. próbuję dawać im to do zrozumienia, skarżą sie
jednej na drugą, żeby zrozumiały, że boli mnie takie zachowanie, ale wydaje
się, że skutek jest odwrotny do przewidywanego... Natomiast w sytuacji, kiedy
ja potrzebuje pomocy, po prostu nie mam na co liczyć i już!!!!
Pomóżcie, jak odróżnić normalnych od niemormalnych???
Boję się, że kiedy im o tym powiem, to się ode mnie odwrócą, a ja nie chcę
być tak smaotna, jak byłam w czasach, kiedy nie było w moim życiu nawet
takich osób.