Dodaj do ulubionych

Mój mąż wie lepiej

IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 10.11.02, 20:46
No właśnie.I wiecznie mnie wychowuje. Twierdzi , że to dla mojego dobra.
Wiem , że robi to z miłości , ale jest chyba bardziej pedagogiczny niż mó
własny ojciec.Czuję się jak dziecko.On wie , kiedy mam myć włosy , co kupić
na obiad i jak ustawiać szklanki.Bywam tym zmęczona.
Obserwuj wątek
    • Gość: anika Re: Mój mąż wie lepiej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.02, 21:31
      No serdecznie współczuję. Sama właśnie mojemu zrobiłam awanturę, bo ma zwyczaj
      komentowac większość rzeczy, które oglądam. Właśnie omal go nie zabiłam, bo
      przez połowę emisji "Przyjaciół" perorował zawzięcie, jakie to głupie, jakie te
      teksty idiotyczne, film dla kretynów itd. Pomijając fakt, że nie jest to szczyt
      sztuki filmowej, prosiłam milion razy, żeby się odczepił i przestał
      przeszkadzać.
    • duszek_ Re: Mój mąż wie lepiej 11.11.02, 11:13
      Gość portalu: uta napisał(a):

      > No właśnie.I wiecznie mnie wychowuje. Twierdzi , że to dla mojego dobra.
      > Wiem , że robi to z miłości , ale jest chyba bardziej pedagogiczny niż mó
      > własny ojciec.Czuję się jak dziecko.On wie , kiedy mam myć włosy , co kupić
      > na obiad i jak ustawiać szklanki.Bywam tym zmęczona.

      Oj, paskudnie z jego strony...
      Nie daj sie! Czy nie jestes zbyt ugodowa?
      Na pocieszenie dodam, ze nie tylko faceci tak maja. Moja zona tez...:(
      Znam to zmeczenie z autopsji. I to podswiadome oczekiwanie, do czego sie
      jeszcze dzis przyczepi.
      D.
      • Gość: anika Re: Mój mąż wie lepiej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.02, 11:50
        Mnie, przyznaję, ponosi i robię piekielne awantury. No bo ile można prosić,
        żeby nie zagłuszał marudzeniem programu, który ja lubię? Serial komediowy - 15
        minut przemowy o tym, jak można oglądać takie bzdury, film dokumentalny o
        maltretowanej kobiecie, przemowa pt. jak można oglądać taką patologię, reportaż
        o porzucanych dzieciach - jak można szukać sensacji itd. Ja jakoś nie pitolę za
        uszami jak ogląda mecz. Nie wiem, albo się wreszcie przymknie, albo go kiedyś
        zabiję i każdy sąd mnie uniewinni.
        • duszek_ Re: Mój mąż wie lepiej 11.11.02, 12:03
          Gość portalu: anika napisał(a):

          > Mnie, przyznaję, ponosi i robię piekielne awantury.

          Ja juz sobie darowalem awantury - do niczego nie prowadza.
          Po prostu nie ogladam w domu TV.


          > No bo ile można prosić,
          > żeby nie zagłuszał marudzeniem programu, który ja lubię? Serial komediowy -
          15
          > minut przemowy o tym, jak można oglądać takie bzdury, film dokumentalny o
          > maltretowanej kobiecie, przemowa pt. jak można oglądać taką patologię,
          reportaż
          >
          > o porzucanych dzieciach - jak można szukać sensacji itd.

          A ja sie w koncu przekonalem, ze tu nie chodzi o zadne programy w TV, czy inne
          rzeczy, ktore teoretycznie przeszkadzaja. To jest niestety jej sposob na zycie.
          Gdy sobie darowalem TV, zaczelo przeszkadzac radio. "Jak mozna sluchac takiej
          muzyki" etc. O akceptacji mojego hobby juz nie mowie, po prostu w domu ten
          temat nie istnieje.
          Teraz slucham radia przez sluchawki, to znalalzo sie 1000 innych problemow:(

          > Ja jakoś nie pitolę za
          >
          > uszami jak ogląda mecz. Nie wiem, albo się wreszcie przymknie, albo go kiedyś
          > zabiję i każdy sąd mnie uniewinni.

          Eeee tam, szkoda zachodu. Bedziesz potem miala spaprany zyciorys.
          Podjalem zupelnie inna decyzje, aczkolwiek prowadzaca do tego samego.
          I jak narazie, sie ciesze, choc troche to jeszcze potrwa.

          • Gość: anika Re: Mój mąż wie lepiej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.02, 12:18
            On poza tymi odpałami jest kochany, szalenie uprzejmy, czuły, troskliwy itp.
            Nie mam powodu, żeby się skarżyć. Tylko ja mam za mało cierpliwości. On ma
            potem zal że jak można powiedzieć ukochanemu, żeby się odpieprzył. Niestety do
            tego jest pedantyczny, a to kolejna rzecz, która mnie doprowadza do szału.
            Kuchnia jest idealnie czysta, z uporem maniaka chowa mi za każdym razem
            cukiernicę do szafki (bo to nieestetyczne jak coś stoi na wierzchu), czy sok do
            lodówki (a ja nie lubię zimnego), jak zostawię sobie trochę kawy "na później",
            to za chwilę filiżanka jest w zmywarce. Takie podstawowe dla mnie akcesoria
            typu zmywak, płyn do mycia i ściereczka są chowane do specjalnego pojemnika w
            szafeczce, żeby nie szpeciły krajobrazu. Walczę z nim, choć to droga przez
            mękę, a on wali argumenty typu "czy nie lepiej jak wszystko jest na swoim
            miejscu". Tyle że ja po tą pieprzoną ściereczkę sięgam 150 razy dziennie do
            szafki. A na pytanie czemu nie mogę się po prostu do tego przyzwyczaić i
            trzymam ją pod ręką, tzn. na wierzchu, odpowiedziałam ostatnio wprost "bo chcę,
            żebyś cierpiał". Moje szczęście jest w zasadzie ugodowe, nigdy nie podnosi
            głosu, czy nie zwraca mi uwagi w sposób przykry (raczej delikatnie sugeruje),
            tylko raczej przynudza. Jak być cierpliwym?!
            • duszek_ Re: Mój mąż wie lepiej 11.11.02, 12:40
              Gość portalu: anika napisał(a):

              > On poza tymi odpałami jest kochany, szalenie uprzejmy, czuły, troskliwy itp.

              To dobrze, bardzo dobrze. I mimo wszystko dobrze wrozy na przyszlosc:)
              U mnie tego nie ma:(
              Musisz jednak zwracac uwage na proporcje miedzy odpalami a normalnoscia...

              > Nie mam powodu, żeby się skarżyć. Tylko ja mam za mało cierpliwości. On ma
              > potem zal że jak można powiedzieć ukochanemu, żeby się odpieprzył.

              Fakt, troche racji ma.
              Moze mow sobie po cichu?
              Ale nie, wtedy on uzna, ze jest wszystko ok.

              > Niestety do
              > tego jest pedantyczny, a to kolejna rzecz, która mnie doprowadza do szału.
              > Kuchnia jest idealnie czysta, z uporem maniaka chowa mi za każdym razem
              > cukiernicę do szafki (bo to nieestetyczne jak coś stoi na wierzchu), czy sok
              do
              >
              > lodówki (a ja nie lubię zimnego), jak zostawię sobie trochę kawy "na
              później",
              > to za chwilę filiżanka jest w zmywarce.

              Wiesz, a mnie wkurza, gdy moja zona zostawia brudny noz na blacie. Tak z
              lenistwa, bo po co myc jeden noz? Nie mowie, zeby od razu z tego powodu odpalac
              zmywarke, ale kurcze mozna go chociaz wrzucic do zlewu. A tak wszystko sie
              potem lepi... bleeee...
              A cukiernica - u mnie zawsze stoi na wierzchu, choc nie slodze:) Jest ozdoba
              kuchni:)


              > Takie podstawowe dla mnie akcesoria
              > typu zmywak, płyn do mycia i ściereczka są chowane do specjalnego pojemnika w
              > szafeczce, żeby nie szpeciły krajobrazu. Walczę z nim, choć to droga przez
              > mękę, a on wali argumenty typu "czy nie lepiej jak wszystko jest na swoim
              > miejscu". Tyle że ja po tą pieprzoną ściereczkę sięgam 150 razy dziennie do
              > szafki.

              Ekm, przepraszam, to chyba jest mieszkanie, w ktorym sie normalnie zyje, a nie
              muzeum? Wlasnie bez takich pierdółek jak zmywak czy garnki na kuchni mieszkanie
              traci swoj klimat. Plyn do mycia w szafce? A mydlo w lazience tez szpeci
              krajobraz? Przepraszam, zapienilo mnie to troche..

              > A na pytanie czemu nie mogę się po prostu do tego przyzwyczaić i
              > trzymam ją pod ręką, tzn. na wierzchu, odpowiedziałam ostatnio wprost "bo
              chcę,
              >
              > żebyś cierpiał".

              Bardzo dobrze! Pieerwszy krok bywa najtrudniejszy:)
              Mieszkacie tam oboje i w dodatku razem, nieprawdaz? Naucz go troche tolerancji!

              > Moje szczęście jest w zasadzie ugodowe, nigdy nie podnosi
              > głosu, czy nie zwraca mi uwagi w sposób przykry (raczej delikatnie sugeruje),
              > tylko raczej przynudza.

              Moze trzeba ignorowac?

              > Jak być cierpliwym?!

              Hmm, nie wiem, jak mozna sie nauczyc cierpliwosci.
              Ja po prostu taki jestem. Az do bolu...:(

              D.
                • duszek_ Re: Mój mąż wie lepiej 11.11.02, 16:33
                  Gość portalu: anika napisał(a):

                  > Owszem, mydło w łazience szpeci, w związku z tym wlewa się płyn do mycia do
                  > stalowego pojemniczka, bo to ładniej.
                  > A ja potem myję twarz płynem do mycia rąk.

                  Coooooooo????? A co Twoj maz na to? To mu nie przeszkadza???
                  Przeciez to ohydne. Nie wysusza Ci skory?
                  Kurcze, nie daj sie! Nie mozesz miec nawet swojego mydla?
                  A, przepraszam, masz je trzymac w szafce...
                  Totalnie, zupelnie, tego faceta nie rozumiem...
                  Czy Ty przypadkiem nie czujesz sie troche jak na uwiezi?

                  Znam to uczucie, niestety. Kazdy Twoj ruch jest monitorowany, wszystko na
                  rozkaz... Bardzo mile i budujace zwiazek... Nigdy mi to nie odpowiadalo, ale
                  tak samo slyszalem, ze to dla mojego dobra etc. Wlasnie powiedzialem "dziekuje".

                  > Właśnie jestem na etapie tłumaczenia, że dom to nie muzeum, ale co mam
                  > odpowiedzieć na dictum "tak jest ładniej"?

                  Ojojoj, istnieje 1000 odpowiedzi, w zaleznosci od tego na jaka sciezke chcesz
                  wstapic. Naturalnie zadna z nich nie jest ugodowa. W ten sposob tej sytuacji
                  nie rozwiazesz. Tylko uwazaj mimo wszystko, zeby nie przegiac w tych
                  awanturkach. Pamietaj, zebys umiala sie w pore wycofac, zastopowac:)

                  Wiadomo, kazdemu zalezy, zeby w mieszaniu milo spedzac czas, w ladnym
                  mieszkaniu, urzadzonym wedlug wlasnych zyczen i wlasnego gustu.
                  Mozesz decydowac o czymkolwiek? Czy Twoj maz liczy sie z Twoim zdaniem w
                  kwestii urzadzenia wnetrz? Mam wrazenie, ze traktuje Ciebie troche jako kolejna
                  ozdobe mieszkania. Ot, tak, zeby bylo ladniej.

                  D.
              • maly.ksiaze Duszku, kochany Duszku 12.11.02, 04:20
                duszek_ napisał:

                > Bardzo dobrze! Pieerwszy krok bywa najtrudniejszy:)
                > Mieszkacie tam oboje i w dodatku razem, nieprawdaz?
                Naucz go troche tolerancji!

                Mam ochotę coś Ci napisać. Ale nie wiem, czy chcesz to
                przeczytać. Zresztą, pewnie sam już wiesz, o co mi chodzi...

                Pozdrawiam,

                mk.
                • duszek_ Re: Duszku, kochany Duszku 12.11.02, 09:24
                  maly.ksiaze napisał:

                  > Mam ochotę coś Ci napisać. Ale nie wiem, czy chcesz to
                  > przeczytać. Zresztą, pewnie sam już wiesz, o co mi chodzi...

                  Cos znowu popsulem?
                  Nie, nie wiem, o co chodzi. Ale to moze na "dzieki" wczesnej porze i nawalowi
                  obowiazkow. Jesli chcesz, mozesz mi napisac na skrzynke.

                  > Pozdrawiam,
                  >
                  > mk.

                  Pozdrawiam rowniez
                  D_
                  • Gość: maly.k Nie, na skrzynke to nie... IP: *.BrockU.CA 12.11.02, 15:22
                    Nie chce byc nadmiernie uszczypliwy wobec Ciebie, ale czy nie sadzisz, ze nie
                    jestes w sytuacji, ktora uprawnialaby do dawania rad z rodzaju 'jak ulozyc
                    sobie zycie w malzenstwie'? W koncu Tobie nie udalo sie nauczyc zony
                    tolerancji. Wydaje mi sie, ze sytuacje Twoje i Aniki sa zupelnie rozne tak
                    naprawde. W jej sytuacji zastosowanie moze znalezc sugestia Malwiny raczej, nie
                    Twoje. No, chyba ze caly czas zartowales...

                    Pozdrawiam,

                    mk.
                    • duszek_ Re: Nie, na skrzynke to nie... 12.11.02, 16:53
                      Gość portalu: maly.k napisał(a):

                      > Nie chce byc nadmiernie uszczypliwy wobec Ciebie,
                      [...]

                      No. fakt.
                      Przeczytalem ponownie jeszcze raz to, co napisalem i przynaje Ci racje, m.k.
                      Przepraszam.

                      Jednak punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia, mimo szczerych checi bycia
                      obiektywnym:(( Musze sie tego za wszelka cene oduczyc.
                      Chyle czolo...

                      D_

                      P.s. Uszczypliwym byc mozesz. Istnieje przeciez wolnosc slowa:)
    • nowylogin Re: Mój mąż wie lepiej 11.11.02, 11:46


      a na poczatku zwiazku nie byl taki ? mysle ze ludzie traktuja nas tak jak
      sobie pozwalamy , wiem ze to trudne ale jesli nadal bedziesz mu pozwalac to
      ciagle bedzie cie wychowywal , mozesz sprobowac sie przeciwstawic .. ale to
      wymgaa sily woli i rezygnacji ze swietego spokoju na jakis czas.

      powodzenia :)
    • Gość: madziamadzia Re: Mój mąż wie lepiej IP: *.lodz.dialog.net.pl 11.11.02, 18:42
      Znam to z autopsji - tego się nie da zmienić;(( Dla "Twojego dobra" będzie tak
      Cię poprawiał we wszystkim całe życie.Co z tego ,że kulturalnie i delikatnie?
      Przecież te uwagi burzą Twój spokój wewnętrzny tak potrzebny do harmonii w
      związku.Ja nie wytrzymałam.Przez 15 lat usiłowałam się -
      dostosować,walczyć,ignorować - w końcu nie wytrzymałam.I teraz mi dobrze.Mam
      tak jak sama chcę i nikt mi nie dulczy nad uchem:))Święty spokój.
    • Gość: Magdalena Re: TO JEST KONTROLA NAD TOBA UTA.... IP: proxy / *.cpe.net.cable.rogers.com 11.11.02, 20:57
      Uta on tego nie robi z milosci!!!!! On to robi z checi kontroli nad toba. Nie
      wierz mu w te milosc ani w twoje rzekome dobro stojace za jego postepowaniem.
      To jest tylko i wylacznie kontrola. Absolutnie nie mozesz tego kontynuowac, bo
      dzis sa wlosy i zakupy oraz szklanki ustawione wedlug jego gustu, jutro bedzie
      ci dyktowac kiedy wolno ci wyjsc z domu, z kim bedziesz mogla sie spotykac i
      rozmawiac a z kim nie. Juz dzisiaj czujesz sie jak dziecko a nie zona . Czy
      wychodzi sie za maz za ojcow? Jesli nie to najwyrazniej jest to niezdrowe ze
      traktuje cie jak dziecko.
      • Gość: Dana Re: TO JEST KONTROLA NAD TOBA UTA.... IP: *.dip.t-dialin.net 12.11.02, 02:49
        Mam dokladnie takie same odczucia w kwestii mojego meza. On wie zawsze wszystko
        najlepiej i powinnam robic tak, zeby bylo po jego mysli. Siedzac na przyklad o
        tej porze przy komputerze, czy ogladajac pozno TV mam jakies dziwne uczucie, ze
        jestem niegrzeczna i zostane skarcona.
        Przed przyjsciem meza z pracy zastanawiam sie, czy wszystko jest zrobione, czy
        nie zapomnialam czegos zalatwic itp. On chyba uwaza, ze jezeli ja siedze w
        domu, a on pracujac caly dzien ma prawo do takiego zachowania.
        Czasami mam juz naprawde tego dosc. Nieraz zastanawialam sie , czy nie odejsc,
        ale mam na wzgledzie dzieci, ktore sa bardzo z ojcem zwiazane.
        Mysle, ze kiedy dzieci sie usamodzielnia, zdecyduje sie na ten krok.
        Dodam jeszcze, ze nie jestem mloda mezatka. Jestesmy 18 lat po slubie.

        Pozdrawiam
        • Gość: Aa Re: TO JEST KONTROLA NAD TOBA UTA.... IP: *.czestochowa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.11.02, 09:04
          Te typy tak mają.Nic nie robiąc samemu,wiedzą wszystko najlepiej.Nawet jak
          gotuje się regionalną potrawę,(przepis pokoleniowy,wyniesiony z domu),chociaż
          pochodzi z innej części kraju.Poprawianie mnie we wszyskim jest"
          specialite "mojego mężą,szczególnie przy gościach.Naucz się lekceważyc.Chyba,ze
          masz ochotę na nowego mężą(możę mądrzejszego) wtedy przy tychże gościach mów
          np.myszeczko.misiaczku itp nie masz racji,pomyliło ci się.Potraktuj go tak jak
          on ciebie.
    • olek13 Re: Mój mąż wie lepiej 12.11.02, 08:58
      Ale fajnie macie...
      Ptaszek w klatce, gdy już za bardzo się dusi, to niekiedy wyfruwa na wolność...
      My z żoną aż tak nie mieliśmy. Ale i tak zrobiło się znacznie lżej, gdy dojrzeliśmy do stwierdzenia, że:
      - dajemy sobie wolność, każde ma prawo robić co chce i nie może żądać od drugiego posług czy powinności,
      - jeśli jedno drażni drugie, to jest to problem rozdrażnionego (niech się wyluzuje i da spokój),
      i zrobiło się cudownie miło. Teraz dogadzamy sobie wzajemnie z wyboru, z chęcią, a nie z obowiązku. Szanujemy się przy tym, nie obrażamy i wogóle nie kłócimy. Jeśli coś w kimś narasta, to głośno mówi o swoich odczuciach i tyle - bez żalów i pretensji. Drugie przyjmuje to do wiadomości i jeśli uważa za stosowne, robi z tej wiedzy użytek. Pewnie, że niekiedy mamy różne zdania, ale to nie stanowi problemu. No i rozmawiamy chętnie i często ze sobą.
      To tak w skrócie. Nie twierdzę, że łatwo osiągnąć taki stan, ale warto!

      I tego wszystkim życzę :o)
      • betina23 Re: Mój mąż wie lepiej 12.11.02, 11:09
        To o czym mówi Olek nie do zrobienia niestety:(ale ciesze sie,że u niego sie to
        udało.Wczoraj np dowiedziałam sie,że jestem głupia dlatego,bo nie potrafie
        szkoły skonczyc,ze w/g niego nie płace rachunków juz pomine wyzwiska,ustawianie
        na kazdym kroku,darcie sie o jakies drobiazki,moje zdanie jest niewazne,bo co
        ja głupia madrego powiem??czuje sie jak mała dziewczynka,która za kazdym razem
        prosi "tatusia" o to czy o tamto..czy moge to,czy tak dobrze..moze to
        wyolbrzymiam,nie wiem..,ale tak sie czuje..boje sie czasem nawet spojrzec w
        którąs strone bo juz sie przyczepi..sytuacja niedozniesienia poprostu..a na
        swierdzenie ,że sie przynajmniej staram robic cos dobrze to on mi na to,że za
        malo sie saram..ja juz rozkładam rece..
        A co do powyzszego 1.niepowiodło mi sie na studiach(mam tylko pół roku
        zaliczone),chiałam wrocic od przyszłego roku ale jesli sobie nie poradze?to
        bede miec zero wsparcia z jego strony tylko pouczanie,wypominanie,krytyka..ze
        juz nie wspomne o kasie 2.rachunki płace,bo chodze do pracy ale niestety
        zarabiam mniej od meza wiec co za tym idzie rozliczam te mniejsze..itd itd
        nie mamy dzieci,wiec zastanawiam sie nad rozwodem ale nie wiem czy sama sobie
        zdołam poradzic..w ogole odwazyc na ten krok..boje sie..
        • Gość: Aa Re: Mój mąż wie lepiej IP: *.czestochowa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.11.02, 12:24
          Bierz nogi za pas i uciekaj,albo lepiej niech on sobie idzie!Kiedyś możesz
          żałować,ze tego nie zrobiłaś w porę.Im pozniej tym trudniej.Brak dzieci jest
          tutaj tylko plusem.Lepiej urodzi dziecko człowiekowi którego sie nie
          boimy,ktorego kochamy,dla ktorego nie jestesm kretynkami.A tak wogóle to po co
          poprosił Cię o rękę ? Zenimy się(wychodzimy za mąż)po długim rozmyśle czy na
          pewno chcemy spędzić resztę życia z tym drugim!Coś wygląda mi na to,żę czas się
          za Waszym konfliktem ta druga.Przepraszam,za to co napisałam,ale znam to z
          autopsji.Zupa buła za zimna,nic mądrego nigdy nie powiedziałam (chociaż,przez
          20 lat małzeństwa prowadziliśmy długie rozmowy i dyskusje na wszystkie
          tematy),nie znam się na niczym.Na obsłudze komputera też bo nie kończyłam kursu
          tak jak on.Do dzisiaj jest głęboko przekonany,że komórka i komputer dl dla mnie
          czarna magia i do głowy mu nie przyjdzie,że po Aa to jego 50 letnia żona.
    • joanna_1 Re: Mój mąż wie lepiej 12.11.02, 19:11
      Dorzucę coś ze swojego podwórka.
      Mój szanowny Pan Mąż swego czasu zagonił mnie do kąta, żebym tam grzecznie
      stała i przypadkiem nosa wyściubiać nie chciała. Po co? Chyba nie muszę
      tłumaczyć :-)
      Ej, wylazłam stamtąd.Nie było to proste, bo bestyja inteligentna i warsztat
      strategicznego myślenia ma opanowany do perfekcji.I to przecie On najmądrzejszy
      i sprawiedliwy wśród narodów świata :)) No to po cóz niweczyć tę siłę
      intelektu? Zapraszałam go dzielnie do polemiki, rozbrajając w ten sposób
      problemiki te większe i te mniejsze do samego rdzenia, jeśli oczywiście
      takowych zabiegów wymagały. Albo żartem Go, śmiechem, dowcipem! Jakieśtam
      róznice ideologiczne w pewnych sprawach ubieramy oboje w komizm sytuacyjny.
      Pole manewru dzięki temu oboje rozminowujemy, atmosfera robi się czysta. Baa,
      nawet czasem świetnie się bawimy, znamy się jak łyse konie przecież. Po cóz się
      zacietrzewiać lub co gorsza rywalizować.
      Jak do etapu partnerstwa w małzenstwie dojść to poniekąd napisał Olek. Dla
      niektórych to długa droga i zawiła, ale warto, na pewno warto!
      I własnie tej wytrwałości wszystkim życzę!
    • ta_mar_ta Twój mąż jest wampirem ;( 12.11.02, 20:32
      Następne etapy:
      - będzie wiedział lepiej , co lubisz, czego się obawiasz, czego pragniesz
      - będzie wiedział , jak się zachowasz i kiedy
      - będzie wiedział o czym myślisz teraz i o czym będziesz myślała za chwilę
      - stanie się Tobą, za Ciebie i w Twoim imieniu będzie decydował o wszystkim:
      wybierze ci pracę, przyjaciół i hobby
      - za kilka lat nie będziesz wiedziała kim jesteś i czego oczekujesz od życia

      Wampir to najodpowiedniejsze określenie. I nie narzekaj kiedyś, gdy z nim
      zostaniesz, że Cię nie ostrzegano ;)
    • matrek Re: Mój mąż wie lepiej 13.11.02, 17:20
      Gość portalu: uta napisał(a):

      > No właśnie.I wiecznie mnie wychowuje. Twierdzi , że to dla mojego dobra.
      > Wiem , że robi to z miłości , ale jest chyba bardziej pedagogiczny niż mó
      > własny ojciec.Czuję się jak dziecko.On wie , kiedy mam myć włosy , co kupić
      > na obiad i jak ustawiać szklanki.Bywam tym zmęczona.


      Nie dziwię się. Tobie oczywiście.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka