Dodaj do ulubionych

Zdrada i zazdrość

11.11.02, 21:37
Jestem mężatką od 12 lat . Mam dwoje dzieci . Mój mąż wielokrotnie mnie
zdradzał . Miałam za każdym razem nadzieję ,że to tylko mi się wydaje. Jednak
gdy pierwszy raz usłyszałam , że ma kogoś od niego samego i ,że ten ktoś
więcej dla niego znaczy niż ja było kiepsko. Postanowiłam jednak wybaczyć ze
względu na nasze dzieci , które go bardzo kochają. Jednak gdy sytuacja się
powtórzyła nie mogę tego zaakceptować i chociaż nadal jesteśmy razem nasze ,
a raczej moje życie zamienia się w piekło. Zrobiłam się zazdrosna i nawet nie
potrafię z tym walczyć , bo cokolwiek usłyszę od męża nie jest dla mnie
wiarygodne. Rozpada się noje życie seksualne. Gdy tylko pomyślę ,że mamy się
kochać jest mi niedobrze. Każdy dotyk sprawia mi ból.Już nie zależy mi na
naszym związku i chociaż on bardzo się stara aby mi pomagać nie potrafię tego
potraktować jako coś co świadczyłoby o jego dobrych intencjach. Zależy mi
tylko na dzieciach . Do faceta czuję zwyczajnie wstręt , ale nie potrafię
powiedzieć dzieciom , że najlepiej byłoby mi bez ich ojca.Czy ktoś zna
sposoby na to?
Obserwuj wątek
    • malwinamalwina Re: Zdrada i zazdrość 11.11.02, 22:56
      sa dwa : albo odejsc
      albo zostac

      Nie chcesz chyba abysmy poraz wtory pisali co kazdy mysli o tzw zostawaniu "dla
      dobra dziecka".
      no nic , powiem ci jeszcze raz co o zostawaniu w takich warunkach mysle :
      bzdura, hipokryzja i krzywda dzieci (+ wasza)
      a potem rob co chcesz ...
      zdenerwowalam sie bo rodzina jako taka dla mnie nie jest swietoscia i na
      oltarzu twn calej rodziny nikogo nie poswiece.
      Uczciwosc i milosc znacza dla mnie wiecej niz symboliczne ikony.
    • Gość: anka Re: Zdrada i zazdrość IP: *.lubin.dialog.net.pl 11.11.02, 23:34
      odeszłabym od niego i tyle
      • Gość: ??? Re: do Zolzy1 IP: *.visp.energis.pl 12.11.02, 01:49
        To przeciez juz nie rodzina...
        Krzywdzisz siebie i dzieci, pomysl co one zapamietaja z domu rodzinnego, nie
        skazuj je na takie wspomnienia. Dzieci doskonale zdaja sobie sprawe z atmosfery
        panujacej w domu, wiedza, ze cos jest nie tak...
        Twoj maz Cie zdradza, nie kocha Cie, Ty tez go nie kochasz. Nie warto tkwic w
        takim "zwiazku".
        • zolza1 Re: do Zolzy1 15.11.02, 13:22
          To wcale nie jest takie proste. Gdybym tak zrobiła od razu to ok, ale nie
          byłam w stanie podjąć jakiejkolwiek decyzji. Teraz mam za swoje. Mój mąż bardzo
          się stara abyśmy tworzyli rodzinę. Bardzo się zmienił i o ile wcześniej
          musiałam wszystko wyrywać z niego , tak teraz dostaję to prawie na srebrnej
          tacy. Myślę , że w tej chwili problem jest w mojej głowie. Nie potrafię przyjąć
          tego co mówi jako prawdę - ciągle pamiętam jak bardzo mnie okłamywał dawniej.
          Racjonalnie patrząc na to wiem i widzę ,że się stara, ale podświadomie nie
          jestem w stanie tego przyjąć . Istna karuzela. I właśnie w tum tkwi mój problem.
          Zupełnie nie wiem jak to rozwiązać.
          • ladybird77 Re: do Zolzy1 15.11.02, 14:17
            dziewczyno:
            Twoj maz:
            zdradza cie, oszukuje, oklamuje, poniza ...
            wiesz co-zastanow sie co robisz sobie i dzieciom!
            szkoda zycia przy takim palancie i dupku!
            ja na twoim miejscu to bym go na intensywna terapie wyslala-bo takie
            skurwysynki (sorki za okreslenie , ale tak wlasnie takich nazywam)wzbudzaja we
            mnie agresje!

            jest to sytuacja nie do zaakceptowania-po porstu poracha..pakuj manatki-
            najlepiej jego i za drzwi!!!wont!
            nie ma nad czym sie zastanawiac!!!

            powodzenia!

            • zlakobieta Re: do Zolzy1 15.11.02, 21:21
              Wiecie, jej chyba chodzi o to, ze on sie wlasnie zmienil.
              Prawdopodobnie juz nie zdradza i chce odbudowac zwiazek, a ona nie potrafi dac
              mu szansy.

              Latwiej jest pielegnowac niechec do kogos, do kogo ma sie zal i pretensje, byc
              obojetnym i patrzec, ze tej drugiej stronie tez jest wszystko jedno - nie
              stara sie i robi rozne swinstwa.
              Wtedy mowie sobie "ja go tak kochalam, wybaczylam mu wszystkie krzywdy,
              zostalam z nim, a on tego nie docenia i nadal jest okropny".

              Latwo jest byc ofiara, bo w takich okolicznosciach od ofiary nic sie nie
              wymaga. Obojetnosc jest obustronna. Zyja kazdy swoim zyciem i jakos to sie
              kreci. Od czasu do czasu mozna pozalic sie kolezance, a wszyscy dookola lituja
              sie i mowia "to taka wspaniala kobieta, poswieca sie, wybacza, a on taki dran.
              Dzielna, ze mimo to sobie radzi".

              Kiedy ta druga osoba nagle sie zmienia i robi wszystko tak, jak wlasciwie
              powinna, to nagle jasno sobie uswiadamiam, ze nie moze juz byc tak jak
              dawniej, bo JA TEGO NIE CHCE NAPRAWDE!
              Ja udawalam to wybaczenie i wszystkie inne uczucia, bo tak mi bylo wygodniej.
              Nie musialam wysilac sie na odejscie, na rozmowy z dziecmi, rozwod,
              rozpoczynanie nowego zycia...
              Zylam sobie spokojnie litujac sie nad soba i podziwiajac
              swoja "wspanialomyslnosc" i rozkoszujac sie swoim "cierpieniem" (ktore juz
              wlasciwie nie boli, bo jest obojetnoscia).
              Trudno sie do tego przyznac.

              Gdy sytuacja sie zmienia, to nagle on zaczyna czuc sie pokrzywdzony, ze pomimo
              jego wysilkow nie udaje sie nic zmienic na lepsze.
              "Jak to?" mysli "wiec niepotrzebnie sie staram? Ona mnie nie chce? To dlaczego
              mi wybaczyla i ze mna zostala? Myslalem, ze mnie kocha, docenilem to,
              zrozumialem, chce dac jej to czego jej brakowalo, a ona mnie odrzuca".

              Nagle i nieoczekiwanie role sie odwracaja. To juz nie ja jestem ofiara!
              On nosi mnie na rekach i zabiega o moje wzgledy, a ja jestem jak skala -
              obojetna i zimna.

              "Nie moze tak byc!" mysle "On mnie skrzywdzil. Ja wybaczylam, bo nie myslalam,
              ze on to wezmie za dobra monete. Moje wybaczenie dotyczylo tylko pozostania w
              ukladzie, a nie pozostania w zwiazku. Co robic?! Jak to teraz wyglada?!"

              Potem, po dluzszym czasie dochodzi do sytuacji, w ktorej zaczynam czuc sie
              winna, zaczynam czuc, ze go krzywdze, oszukuje, zabieram jemu i sobie czas na
              ulozenie zycia i tak naprawde jest.

              Zolzo, nie chodzi o to jaki on byl i co on Tobie za krzywde zrobil.
              Chodzi o to, ze to Ty go teraz oklamujesz.
              Ty mu nie wybaczylas.
              Ty po prostu wybralas latwe rozwiazanie i zapomnialas o swojej dumie, zeby to
              rozwiazanie wprowadzic w zycie. On zrobil cos, co zabilo Twoja milosc do
              niego, a Ty mu tego nie powiedzialas.

              Wybaczenie, to taki akt, ktory pozwala Ci pozostac uczciwym wobec osoby,
              ktorej wybaczasz, czyli wybaczasz i kochasz dalej, lub wybaczasz i mowisz "nie
              potrafie z Toba dalej byc", a wtedy bezwzglednie odchodzisz.

              Ty powiedzialas, ze wybaczasz i zostalas wiedzac, ze nie kochasz.
              On tego nie wiedzial. Dla niego Twoje wybaczenie bylo wybaczeniem z gatunku
              tych pierwszych - "wybaczyla, zostala, to znaczy, ze mnie kocha, to znaczy, ze
              mozna to naprawic. Bede robic to, czego ona zawsze ode mnie oczekiwala i wtedy
              bedzie dobrze".
              On ma prawo tak myslec bo sama mu takie prawo dalas.

              Bluffowalas, a on Cie sprawdzil.
              Wydalo sie i jest Ci z tym zle.
              Ja tak widze te sytuacje.
              Moze sie myle.

              Nie odbierz tego Zolzo, jako rodzaj krytyki twojego postepowania, czy czegos w
              tym rodzaju. Jestem od tego daleka. Po prostu zrobilam hipotetyczna analize
              tej sytuacji i tak mi wyszlo. To nie znaczy, ze zrobilas cos zle. Moim zdaniem
              nie zdawalas sobie sprawy, ze tak to naprawde wyglada. Czasem ciezko jest
              samemu dojsc wlasnych motywow postepowania. Czasem sie nie przyznajemy nawet
              przed soba...
              To trudne.
              Chce tylko napisac jeszcze, ze Cie rozumiem i jesli mam racje, to musisz
              wybrac:
              1) zostajesz i wybaczasz naprawde, a wiec dajesz mu szanse
              2) Mowisz, ze nie potrafisz juz czuc do niego tego co dawniej i rozstajecie
              sie.
              Inaczej Twoje postepowanie nie jest uczciwe w stosunku do niego, do Ciebie i
              do Waszych dzieci.
              To nie chodzi o to, co on zrobil Tobie zlego.
              Chodzi o to, zebys TY nie robila czegos podobnego.
              To nic zlego, ze nie potrafisz kochac go po tym co zrobil, ale nie musisz
              karac wszystkich lacznie ze soba, bo to co robisz jest kara dla calej Twojej
              rodziny.
              Badz lepsza od niego.

              Pozdrawiam cieplo.
              • Gość: ??? Re: do Zolzy1 IP: *.visp.energis.pl 16.11.02, 00:53
                Bardzo podoba mi sie to co napisalas, dobra "zlakobieto":-)
                Mysle, najwazniejszy problem Zolzy to brak zaufania do meza. A bez zaufania
                zaden zwiazek nie jest mozliwy, moim zdaniem...
                • zolza1 do ???? 18.11.02, 02:46
                  Spróbujmy porozmawiać w domu a nie przez internet :-))). Czy może brak Ci
                  odwagi?
                  • Gość: ??? Re: od ??? IP: *.visp.energis.pl 26.11.02, 02:23
                    Przepraszam, ze odpisuje z opoznieniem, watek mi sie "zawieruszyl" ;)))).

                    Naprawde myslisz, ze jestem Twoim mezem? Mylisz sie, nie jestem facetem.
                    Wlasciwie to sprawilas mi przykrosc tym stwierdzeniem. Jesli naprawde czujesz
                    wstret do meza i mu nie ufasz.... trudno to nazwac "zwiazkiem" i tylko tyle
                    staralam sie napisac w ostatnim wpisie.

                    Zycze powodzenia i madrosci w podejmowaniu decyzji
                    ???
              • zolza1 do Zlakobieta 18.11.02, 02:42
                Dziękuję za Twój list. Miałam nadzieję, że się mylę, ale ja również doszłam
                do takich wniosków jak Ty. Cały problem polega na tym , że nie bardzo wiem w
                którą strone chcę się udać. Zostawić go czy wybaczyc i nigdy już do tego nie
                wracać. Tak długo tłumiłam swoje emocje ,że nie potrafię zdecydować czego tak
                naprawdę chcę, a wiem ,że mam coraz mniej czasu na decyzję. Może powinnam iść z
                tym do psychologa? Tylko czy będzie mnie stać na zupełną szczerość z obcym
                człowiekem? Czy wogóle potrafię szczerze rozmawiać o moim małżeństwie?
                • zlakobieta Re: do Zolzy 18.11.02, 13:26
                  Nie moge Ci Zolzo nic konkretnego doradzic.
                  Nie wiem co powinnas zrobic :(
                  Za malo jest danych.
                  Nie wiem na ile mozna wierzyc Twojemu mezowi, ze faktycznie postanowil porzucic
                  poprzedni styl zycia i zmienic sie o 180 stopni. Niektorzy mezczyzni potrafia
                  to zrobic, inni wytrzymuja miesiac, dwa lub nawet kilka lat, a potem zaczyna
                  sie od nowa... Ty znasz go lepiej wiec moze potrafisz ocenic szanse realnie.

                  Druga sprawa: czasem mezczyzna, gdy zauwaza obojetnosc kobiety, ktora do tej
                  pory szarpala sie i walczyla o zwiazek, nagle odczuwa cos w rodzaju straty.
                  Do tej pory skakal z kwiatka na kwiatek i korzystal z przyjemnosci zycia,
                  wiedzac, ze kobieta w domu miota sie, cierpi ale JEST i na jego skinienie
                  bedzie posluszna i kochajaca jak piesek.
                  Czul sie wazny, bo sadzil, ze to jakie bedzie Wasze malzenstwo (i czy w ogole
                  bedzie) zalezy od niego. Gdy zobaczyl Twoja obojetnosc i brak zaangazowania,
                  musial przestac czuc sie panem sytuacji.
                  To trudne.
                  Jego walka moze miec na celu nie tyle prawdziwe ratowanie zwiazku, ile chec
                  powrotu do "wladzy".
                  On bedzie dobry i kochajacy, czym skloni Cie do prawdziwego wybaczenia. Tobie
                  znowu zacznie zalezec, a wtedy on znowu zacznie Cie traktowac jak przedtem.
                  To oczywiscie tylko hipoteza.
                  Sa mezczyzni, ktorzy w takiej sytuacji faktycznie potrafia sie zmienic.

                  Jedno jest pewne Zolzo - jezeli zdecydujesz sie zostac, to musisz wybaczyc
                  naprawde i rzeczywiscie nigdy juz do przeszlosci nie wracac. To trudne i nie
                  kazda kobiete na to stac.
                  Mysle jednak, ze o ile nie zaangazowalas sie uczuciowo gdzie indziej, to
                  istnieje szansa na naprawe Twojego malzenstwa pomimo glebokich ran.
                  Wybor oczywiscie nalezy do Ciebie i tylko Ty wiesz, czy potrafisz to zrobic.
                  Zycze Ci podjecia wlasciwej decyzji - takiej, ktorej w przyszlosci nie bedziesz
                  zalowac.
                  Pozdrawiam cieplo.
              • Gość: elle Re: do Zolzy1 IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 27.11.02, 15:31
                Jak pięknie to wszystko rozłożyłaś na uczucia i odczucia...
                Jestem pod wrażeniem.
                Oddzywaj się częściej, proszę, bo aż przyjemnie czytać tak mądre wypowiedzi.
                Pozdrawiam serdecznie :)
          • Gość: Mila Re: do Zolzy1 IP: *.inco.wroc.pl 18.11.02, 21:56
            Przeczytałam Twoje listy, Zołzo i mam wrażenie, że sama je napisałam. Przeszłam
            to samo co Ty z tą różnicą, że prawda dotarła do mnie nagle (stało się to w
            26.roku naszego małżeństwa). Wcześniej niczego się nie domyślałam. Z tą swoją
            wiedzą meczę się już 4 lata. Mąż zmienił się, stara się coś tam naprawić, ale
            ja tego nie umiem już przyjąć. Odejść też nie bardzo mam jak. Jestem chyba dużo
            starsza od Ciebie bo już po pięćdziesiątce, przeszłam depresję, nie mam żadnych
            własnych zasobów pieniężnych, wspólnie spłacamy ogromny kredyt mieszkaniowy a
            przede wszystkim nie mam już sił na włóczenie się po sądach ani nadziei na
            ułożenie sobie w miarę znośnego samodzielnego życia. Czuję się ogromnie
            samotna i nieszczęśliwa. Po tym co przeżyłam i ciągle jeszcze przeżywam uważam,
            że cena psychiczna jaką płaci się za kompromisy w takim małżeństwie jest zbyt
            wysoka. Serdecznie Cię pozdrawiam, życzę dużo sił i mądrych decyzji. Mila.
            • joanna_1 do Mili 18.11.02, 22:35
              Ja z kolei mam wrażenie, jakbym czytała list mojej mamy, Milu. To był dokładnie
              ten sam czas. Napatrzyłam się na te wszystkie upokorzenia, na to podeptane
              zaufanie. Pamietam jak mama to strasznie przeżyła i jak bardzo potrzebowała
              nas , dzieci. Staralismy się bardzo, zmniejszyc jej to cierpienie, mimo , ze
              Ona nie zawsze umiała ta pomoc przyjąć, nawet nie chciała, była tak
              zrezygnowana. Na dodatek była po trzeciej operacji.
              Ale przetrwała, nie izolowała się od ludzi.
              Musisz się trzymać Milu, wylej z siebie tą całą gorycz i zajmij się czymś ,
              zrób coś tylko dla siebie. I nie rezygnuj, z siebie nie rezygnuj.
              Pozdrawiam Cię z naszego ciepłego Wrocławia.
    • siona Re: Zdrada i zazdrość 16.11.02, 19:30
      Odejdź od niego, a jeśli nie potrawisz w tej chwili, poszukaj sobie innego
      mężczyzny, poczuj się znowu młoda, atrakcyjna, interesująca.
      Nie zostawaj z mężem tylko dla "dobra dzieci", to bez sensu, poświęcisz siebie
      i swoje uczucia a raczej nigdy nie zostaniesz za to doceniona.
      Porozmawiaj z dziećmi, powiedz im otwarcie, że Twój mąż cię zdradza, że już nie
      masz siły, nie chcesz być dalej upokarzana ... myślę że zrozumieją.
      Można żyć bez mężczyzny, wcale nie trzeba się go kurczowo trzymać, lepiej żebyś
      sama zdecydowało o rozstaniu się z mężem, niż czekała, kiedy On o tym zdecyduje.
      A może znadziesz takiego mężczyzne, z którym będzie dobrze Tobie i Twojej
      rodzinie ...
      Świat i życie jest takie piękne, szkoda to tracić ...
    • Gość: Allegra Re: Zdrada i zazdrość IP: proxy / 212.244.106.* 17.11.02, 21:35
      Rozumiem wstręt do mężczyny, który sypia z innymi kobietami. Nawet kiedy
      wybaczamy zdradę, gdzieś w podświadomości pozostaje nam odruch niechęci..
      Czasem udaje się go uśpić, ale budzi się w najmniej oczekiwanym momencie.. a
      czasem wcale nie zasypia - jak u autorki tematu..

      Och, czasem uczucie jest tak wielkie, że wybaczamy zdradę.. Ale to tylko
      pozory, wybaczamy - ale nie zapominamy..
      • Gość: zolza1 Re: Zdrada i zazdrość IP: 212.244.167.* 19.11.02, 18:09
        Bardzo wszystkim dziękuę za wypowiedzi. To bardzo pomaga gdy człowiek
        dowiaduje się,że nie tylko on spotyka się z życiem od tej strony. Mam
        nadzieję,że podejmę dobrą decyzję zarówno dla mnie jak i dla moich dzieci.
        Dziękuję.
        • Gość: Magdalenka Re: Zdrada i zazdrość IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 27.11.02, 18:33
          Duzo na temat zdrad napisano na przeroznych forach. To dobrze ze czlowiek nagle
          dostaje tyle rad i tyle osob znajduje zaangazowanych w swoje uwiklane
          problemami zycie.
          Moze moja rada jako ta ostatnia, wyda sie Pani ta najgorsza ale ja bym zrobila
          to wszystko troche inaczej.
          Wyobrazam sobie jak bolsne jest uczucie gdy osoba z ktora czlowiek zlaczyl
          swe zycie nagle okazuje sie byc zupelnie kims innym a jeszcze na dokladke jest
          to ojciec - dzieci.Latwo jest sie rozstac o wiele trudniej jest zebrac sily i
          jeszcze raz sprobowac naprawic cos co zostalo zepsute.Rozstajac sie nagle z
          mezem, dzieci beda tymi ktore najbardziej ucierpia - bo one nic a nic z calej
          tej historii nie rozumieja. To one poniosa wszelkie psychiczne koszta i
          problemy za wasza decyzje o rozstaniu na ktora nie maja wplywu. Zmieni sie
          zapewne takze cala Pani sytuacja ekonomiczna , socjalna itp.
          A za rogiem nie bedzie czekal "prawdziwy ksiaze z bajki" - bo takich po prostu
          nie ma.I samej przyjdzie dzwigac ciezar wychowania dzieci, pracy i szarej
          codziennosci.
          Czasami trzeba miec duzy dystans do swoich uczuc i do calego wydarzenia...
          Bo nawet to najgorsze uczucie niecheci do meza - tez przeminie.
          Meczyzni sa silni i slabi to co u nas jest silne u nich bywa slabym punktem!
          Dla mezczyzn sex=sex...I nic pozatym. Dlatego czsem nie warto rowniez
          wyolbrzymiac znaczenia zdrad, poniewaz oni inaczej to przezywaja i odbieraja.

          Dobrze czasem jest zadac sobie pytanie - co sprawilo takie a nie inne
          zachowanie meza.
          Moje wlasne zachowanie- Czy nie ma wtym mojego wplywu na to ze jestem zdradzana?
          Czy jest cos we mnie co moze sprawia ze maz - ucieka przed tym:)))Smieszne to
          ale czesto na nieszczescie sie zdarza?
          Meza zachowanie - czy nie jest on tzw.sexalkoholik ? czy w zdradach nie
          ujawniaja sie u niego jakies inne sklonnosci- depresja, stany lekowe,kryzys
          psychiczny, natrectwa; tego jest bardzo duzo w psychologi.

          Jednym krotkim slowem, szukalabym pomocy u bardzo dobrego psychologa.
          szukalabym pomocy dla siebie i dla meza....A dopiero pozniej zastanawialabym
          sie czy stac mnie na wybaczanie czy nie! Pani tez jest potrzebna terapia-
          u kogos z kim mozna porozmawiac szczerze i o wszystkimz kims kto potrafilby
          naswietlic sprawe z wielu konkretnych stron.
          Rozwodu w pani sytuacji nie doradzam - bo problemow to rozwod rozwiaze a
          zaczynac zycie na nowo nie jest tak latwo jak ludzie opowiadaja, zwlaszcza
          jezeli sa dzieci...
          Majac wlasnie dzieci trzeba zapomniec o swoim urazonym "ego", smutku i
          rozczarowaniu a myslec tylko o nich. Bo w naszym doroslym zyciu
          tylko "maluszki" sie licza a cala ogromna reszta to tylko "zabawa doroslych
          dzieci".

          Pozdrawiam.
          M
          • petronelcia Re: Zdrada i zazdrość 28.11.02, 15:13
            Bardzo serdecznie pozdrawiam p. Magdalenka i Autorke tego watku.
            Od jakiegos czasu czytam wypowiedzi Forumowiczow na temat zdrady w malzenstwie -
            jak latwo sie domyslec - jako osoba bezposrednio "dotknieta" ta sytuacja.
            Przeczytalam i listy w tym watku i - mile zaskoczenie ! ktos mysli dokladnie
            tak jak ja !! Jestem juz na etapie troche dlaszym - wydaje sie, ze po wielu
            miesiacach - wreszcie "wygralam" te trudna walke o moje malzenstwo, o moja
            rodzine, o moj Dom.
            Tak. Kierowalam sie dokladnie takim mysleniem , o jakim napisala Magdalenka.
            Nie bylo mi latwo, bo zaczac musialam od ....schowania baaaaaardzo gleboko
            moich zranionych uczuc, od powiedzenia sobie, ze nie jestem bez winy, od
            potraktowania meza - mimo, ze Jego wina jest bezsporna (!!)- jak chlopca, ktory
            jesli chce do mnie wrocic - to ja musze Mu to ... ulatwic !
            Maz wrocil, razem prostujemy to co sie pogmatwalo, pewnych rzeczy uczac sie
            wrecz od nowa.
            Czy jest latwo ??? - NIE ! Jest bardzo trudno, ale caly czas powtarzam sobie,
            ze gdybym musiala przejsc przez pieklo rozstania - byloby trudniej. Dzieci -
            coz nie sa juz takie male, ale ( wiem to po sobie ) DOM bedzie dla nich zawsze
            miejscem powrotow i "ladowania akumulatorow" i tego nie chcialam im odebrac.
            Tak. Nie bylo i nie jest latwo - ale........warto bylo !
            Pozdrawiam i zycze powodzenia. P.
            • Gość: zolza1 Re: Zdrada i zazdrość IP: 212.244.167.* 01.12.02, 11:47
              Dziękuję za budujące wiadomości. To prawda,że nie jest sztuką rozstać się z
              kimś kto zawiódł nasze zaufanie, sztuką jest zostać i naprawić to co zostało
              popsute. I, według mnie robienie tego w imię dobra dzieci nie jest czymś złym.
              Szczegolnie wtedy gdy związek nie jast szarpany notorycznymi awanturami i
              złośliwościami. Tworzymy z mężem dość specyficzną parę. Staramy się rozwiązywać
              nasze problemy na spokojnie, bez awantur. Owszem nie zawsze to jest możliwe i
              nie zawsze idzie to gładko, jednak do ostrej wymiany zdań dochodzi naprawdę
              bardzo rzadko. Nie oznacza to również tego, że nie rozmawiamy ze sobą. Na
              początku tak było, ale wydaje mi się, że pracujemy nad sobą obydwoje i każde z
              nas stara się dostosować do tej drugiej strony. Ja,osoba która się zgadzała na
              wszystko - zaczynam mówić też o swoich potrzebach. Mój mąż zaczął bardziej
              liczyć się z moim zdaniem. Postrzegam to jako zmianę na lepsze. Co nie ułatwia
              mi wyboru. Sądzę, że jest to również dobre dla moich dzieci. Patrzą i widzą ,że
              ich rodzice pomimo kłopotów starają się dojść do porozumienia nie poprzez
              krzyk, ale dzięki rozmowie.
              • Gość: Magdalenka Re: Zdrada i zazdrość IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 01.12.02, 12:12
                Gość portalu: zolza1 napisał(a):

                > Dziękuję za budujące wiadomości. To prawda,że nie jest sztuką rozstać się
                z
                > kimś kto zawiódł nasze zaufanie, sztuką jest zostać i naprawić to co zostało
                > popsute. I, według mnie robienie tego w imię dobra dzieci nie jest czymś
                złym.
                > Szczegolnie wtedy gdy związek nie jast szarpany notorycznymi awanturami i
                > złośliwościami. Tworzymy z mężem dość specyficzną parę. Staramy się
                rozwiązywać
                >
                > nasze problemy na spokojnie, bez awantur. Owszem nie zawsze to jest możliwe i
                > nie zawsze idzie to gładko, jednak do ostrej wymiany zdań dochodzi naprawdę
                > bardzo rzadko. Nie oznacza to również tego, że nie rozmawiamy ze sobą. Na
                > początku tak było, ale wydaje mi się, że pracujemy nad sobą obydwoje i każde
                z
                > nas stara się dostosować do tej drugiej strony. Ja,osoba która się zgadzała
                na
                > wszystko - zaczynam mówić też o swoich potrzebach. Mój mąż zaczął bardziej
                > liczyć się z moim zdaniem. Postrzegam to jako zmianę na lepsze. Co nie
                ułatwia
                > mi wyboru. Sądzę, że jest to również dobre dla moich dzieci. Patrzą i
                widzą ,że
                >
                > ich rodzice pomimo kłopotów starają się dojść do porozumienia nie poprzez
                > krzyk, ale dzięki rozmowie.
                ___________________________________________

                I zycze pani domowi szczescia!:)))
                Pozdrawiam
                M
                • Gość: weronika Re: Zdrada i zazdrość IP: *.kopernik.gliwice.pl 01.12.02, 13:39
                  ciekawi mnie czemu mężczyzni tak łatwo nie wybaczaja zdrady a kobiecie przychodzi to tak łatwo...
                  pewnie kobiecie tak nie przeszkadza że jej mąż był w środku innej kobiety i do tego wyznał że było mu
                  lepiej
                  powodzenia świeta kobieto
                  • Gość: Magdalenka Re: Zdrada i zazdrość IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 01.12.02, 14:13
                    Gość portalu: weronika napisał(a):

                    > ciekawi mnie czemu mężczyzni tak łatwo nie wybaczaja zdrady a kobiecie
                    przychod
                    > zi to tak łatwo...
                    > pewnie kobiecie tak nie przeszkadza że jej mąż był w środku innej kobiety i
                    do
                    > tego wyznał że było mu
                    > lepiej
                    > powodzenia świeta kobieto
                    _______

                    Sa tacy, ktorzy wybaczaja jezeli naprawde kochaja.
                    W tym wypadku nie ma roznic pomiedzy plciami.
                    Wszystko zalezy od tego, na kogo sie trafilo.

                    Tez zycze ci powodzenia Sw. Weroniko,
                    patronko artystow :)

                    M

                    • talisker Do Autorki 01.12.02, 14:15
                    • Gość: weronika Re: Zdrada i zazdrość IP: *.kopernik.gliwice.pl 01.12.02, 15:30
                      może wybaczy ale nigdy nie zapomni ze cialo jej mężą lizała inna kobieta, a jego jezyk wędrował w
                      intymne miejsce obcej kobiety
                      a fuuuu
                      • Gość: A28 Re: Zdrada i zazdrość IP: *.proxy.aol.com 01.12.02, 16:52
                        Masz racje Weroniko, tego sie nie zapomina nigdy. W kazdej intymnej sytuacji
                        bedzie wracalo do tej, ktora zostala. I widzisz Magdalena ubrala to w
                        przepiekna teorie: dzieci, slub i praca nad soba. Ale jest w jej wypowiedzi tez
                        to zdanie, ze za rogiem nie czeka ksiaze z bajki, I o to wlasnie chodzi. Niech
                        by pil, niech by bil, niech by zdradzal ale byl! Kobiety potrafia sie poswiecic
                        dla kazdego drania i nawet fakt, ze "byl w srodku" innej im nie przeszkadza.
                        Byle miec meza!! Smutne to i przerazajace. Mozna wybaczyc jedna zdrade, ale
                        notoryczne zdradzanie?? W imie czego? Dzieci?? Dzieci pojda kiedys swoja droga,
                        czy maja sie tez kiedys dla matki poswiecic? I trudniej jest odejsc a nie
                        zostac!! Trudniej jest powiedziec NIE, wiecej nie. A maz? Hmmm nie ma zadnych
                        klopotow, nie musi placici alimentow a nastepna zdrade zonka mu i tak wybaczy.
                        Dla dobra dzieci, rzecz jasna!
                        • Gość: weronika Re: Zdrada i zazdrość IP: *.kopernik.gliwice.pl 01.12.02, 17:40
                          dzieci dorosną i nie będą szanować matki za to że pozwalała sobie na to wszystko, ale coż trzeba sobie zdawać też
                          sprawę ztego że gdyby każda zdrada była przyczyna rozwodu to pewnie nie byłoby już żadnego małzenstwa..
                          Gadanie o powrocie miłosci itp to mżonka. Sa dzieci, sa wydatki to juz jest kontrakt małżeński a nie miłość. Pewni ona
                          też zacznie cos na boku żeby sie odstresować z innym odpowiedzialnym małzonkiem kolejnej pokrzywdzonej rodziny
                          • Gość: zolza1 Re: Zdrada i zazdrość IP: 212.244.167.* 03.12.02, 01:52
                            Raczej nie, nie zacznę nic na boku. Myślę,że swój "limit" już wyczerpałam.
                            Miałam w życiu wielu mężczyzn i nie tęski mi się dzis do rozmieniania się na
                            drobne. Może dlatego tak trudno mi zrozumieć potrzebę bycia z kimś innym.
    • kamfora Re: Zdrada i zazdrość 01.12.02, 17:12
      Właściwie to znowu chcę napisać trochę jakby z boku tematu.

      Zastanawia mnie, jak to możliwe, że tak trudno wybaczyć i wrócić do
      poprzedniego życia we dwoje - a jednocześnie łatwo związać się z kimś,
      czyj związek z kim innym - rozpadł się (albo nawet trwa!).
      Przecież i tu i tu chodzi o związek z kim innym. I tu i tu związujemy się z
      kimś, kto "całował nie_mnie w tych miejscach intymnych".

      O co chodzi? Może wierność jest faktycznie powinnością moralną?
      (i to wcale nie w aspekcie religijnym?) Wbudowanym nakazem wewnętrznym?
      Wmawianie sobie, że tak nie jest - to do pewnego czasu. Potem jest załamanie.
    • Gość: Terry Ta zazdrość IP: 5.3.* / 167.178.112.* 03.12.02, 12:21
      "Uczeni" uważają, że zazdrość to fe takie nieładne. Zwyczajni ludzie z
      usmieszkiem patrzą na zazdrosnych. Żałować tylko należy, że ta krytyka nie jest
      skierowana w dających powód do zazdrości. Oni jakoś są super i ach.
      • Gość: weronika Re: Ta zazdrość IP: *.kopernik.gliwice.pl 03.12.02, 19:34
        ależ to oczywiscie jest jego wina, ale tolerowanie tego to juz bycie współwinną
    • fnoll Re: Zdrada i zazdrość 04.12.02, 07:09
      uczycie swoje dzieci takich relacji małżeńskich jakie sami macie

      więc czy naprawdę działacie dla ich dobra?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka