Gość: żona
IP: 62.29.248.*
26.11.02, 16:55
Miałam w domu dobry wzor. Jednak nie uwazalam, ze koniecznie trzeba zyc tak
jak rodzice. Na szczescie mam troche luzu w sobie wiec nie na sile nie
chcialam robic. Spotykalam sie z kilkoma facetami jednak zaden z nich nie byl
tym. W koncu trafil swoj na swego. Bylo wreszcie az do bolu normalnie. Fajny
nie pretensjonalny zwiazek dawal mi wiele radosci i zadnych watpliwosci. W
koncu decyzja o malzenstwie. Przygotowywalismy sie do slubu na powaznie.
Potem kilka miesiecy kontynuacji tamtej sielanki. Decyzja o dziecku i kilka
miesiecy starania sie o nie. Spokojna ciaza. Wszystko wlasciwie bez zmian i
pojawilo sie Ono. Upragnione przez Niego, ale tez chciane przeze mnie. I
nagle cos sie zmienilo. Do mnie to nie docieralo, ale On czuly, wrazliwy
dobry czlowiek nie chce ze mna dzielic trudow rodzicielstwa. Jestem z
dzieckiem od roku, ale bywam tez zmeczona. Czasem w weekend zdarza mi sie Go
zbudzic w nocy, gdy Ono placze, a ja juz nie daje rady, a wtedy spotyka
nieznana mi wczesniej zlosc i prawie agresja. Nie moge tego pojac. Jego
okrotnych slow ( moich tez bo nie wytrzymuje i zaczynam sie "odwdzieczac" z
potrojna sila) i tego ze nie chce mi pomoc. Wciaz mowi, ze Ja i Ono to caly
jego swiat, ale gdy przychodzi to poswiadczyc nie daje temu swiadectwa. Nie
ucieka z domu. Jak tylko moze wraca do niego (choc pracuje dosc duzo) widze
ze wciaz go pociagam, widze ze mnie kocha i uwielbia. Widze ze dla dziecka
zrobil by wszystko. Z kolegami spotyka zie od czasu do czasu, po knajpach nie
lazi, nie ma specjalnie nalogow (czasem papieros lub piwo). Specjalnie nie
mam mu nic do zarzucenia, ale anjgorsze jest to ze czuje ze sie od niego
oddalam. Wiem ze kiedy potrzebuje wsparcia, nie moge na niego liczyc ( a na
kogo mam do jasnej?) Jak on chce spac to nie ma zmiluj. Natomiast gdy cos
musi zrobic do pracy zawsze znajdzie sily. Boje sie ze nic z nas nie bedzie.
Przeciez cos musi byc ze on nie chce mi pomoc. Jak sie kogos kocha to
wszystko sie dla niego zrobi! Boje sie kazdego kolejnego dnia. Jak rozmawiamy
to jest fajnie. Postanawiamy to i tamto, a potem znow jest tak samo. Nie
wierze juz Jego slowom. Jak przestaje sie do niego odzywac lai za mna jak sep
i w koncu sie lamie. A piotem znow olewa mnie. Oglada Tv do 1-2 a jak go
prosze o pomoc to sie zakrywa koldra. Co moze byc tego przyczyna??? Jak
postepowac? Mie mam ochoty na niego patrzec, dotykac, dzielic z nim łozko.
Nie tesknie za nim tak jak pare miesiecy temu. Co robic Czy to zachowanie
swiadczy, ze nasz wybor nie byl trafiony?