Dodaj do ulubionych

Stany Therwordth

IP: *.tnt2.b2.uunet.de 13.10.01, 10:49
Stany Therwordth siedzial bez ruchu i analizowal beznamietnie niebezpieczenstwa
zagrazajace jego zyciu. Bylo to zajecie powtarzajace sie z regularnoscia
zegarka dzien w dzien, 365 dni w roku, od 22 lat.
U kazdego innego czlowieka monotonnosc taka spowodowalaby najprawdopodobniej
powstanie ciezkich stanow depresyjnych wiodacych nieodwracalnie do chorob
fizycznych a w rezultacie do nieuniknionej smierci. Stany Therwoldth nie
zaprzatal sobie jednak glowy problemami innych ludzi, kierujac sie w swoim
zyciu zdrowa zasada przezycia w miare i za niewielka cene, w swiecie pelnym
balaganu, nieuzasadnionych dazen, zadzy wladzy i nigdy niezaspokojonych
namietnosci. Stany Therwordth nie posiadal sprecyzowanego obrazu swiata jako
calosci, co w bardzo efektywny sposob upraszczalo jego sposob patrzenia na
niektore skomplikowane sprawy.
W pokoju w ktorym Stany siedzial panowala cisza, przerywana tylko
nierownomiernym tykaniem starego, sciennego zegara z kukulka. Za lekko
uchylonym oknem szumiala liscmi topoli i rzesista ulewa wczesna w tym roku
jesien.
Niebieska strugawka lezaca do tej pory nieruchomo w cieniu komputera, zblizyla
sie do zoltego olowka lezacego na bialej kartce papieru w jaskrawym swietle
regalowego reflektora i zaczela sie w niego wkrecac, kompensujac tym poczucie
niedowartosciowania, jakie ja ogarnialo zawsze wtedy, gdy dookola panowala
cisza. Stany obserwowal bezwiednie ta beznadziejna orgie proznosci.
Uplynelo pare chwil. Stany nie musial w tym czasie nic przezwyciezac i nic
rozstrzygac na nowo. Troche zdziwil sie slyszac nagle chrzest pracujacej
strugawki, gdy ten wyrwal go z ogarniajacej go sennosci. Swiadomosc ponownego
przezywania rzeczywistosci zmieszala go.
Przeniosl swoj wzrok odruchowo, niejako z niesmakiem, na gorna polke regalu.
...moze ktos ma ochote dalej?...
Obserwuj wątek
    • Gość: dike Re: Stany Therwordth IP: *.icpnet.pl 13.10.01, 11:00
      Aż tu nagle... jak nie huknie!
    • Gość: renka Re: Stany Therwordth IP: *.sympatico.ca 14.10.01, 07:13
      Na gornej polce regalu zobaczyl cos, czego wczesniej nie dostrzegal. Odkad
      wyprowadzila sie ta polska emigrantka, ktora dbala o dom, Stany nie mial
      ochoty na analizowanie i kontemplowanie zawartosci domu. Dom byl zaniedbany.
      To cos lezalo na gornej polce regalu , lekko poruszajac sie od podmuchu
      wentylatora , ktory krecil sie ciezko pod sufitem. Stany niechetnie podniosl
      sie z ogromnego fotela.Odkad zamontowano mu DSL internet, przesiadywal przed
      komputerem calymi godzinami z rzadka przejezdzajac do kuchni lub
      lazienki.Czasem telefon wystarczal mu do bezposredniego kontaktu ze swiatem.
      Malenka restauracyjka na rogu miala wysmienite posilki.Stany zamawial jedzenie
      przez telefon. Nie znal wlascicieli, zreszta i po co? Zamawial zawsze to samo,
      nie chcial niczego, czego nie znal.(ew cdn)
      • Gość: klik Re: Stany Therwordth IP: *.tnt7.b2.uunet.de 14.10.01, 08:46
        Zamknal oczy i ogarniajaca go ciemnosc ruszyla fala zrywajac tamy wspomnien z
        dawnej przeszlosci. To byla znowu ta noc. Przd jego wewnetrznym wzrokiem
        zamajaczyly zarysy portu w Reykjawiku.
        Snieg rzucal sie tumanami w slabe kolumny swiatla pod dwoma rzedami latarni
        ulicznych wyznaczajacych droge do przystani promu. Z oddali, z jakiejs
        nierealnej, bo pozaziemskiej juz przestrzeni, dobiegl odglos syreny wchodzacego
        do portu tankowca. Podniosl kolnierz swojej polowej, watowanej kurtki, spojrzal
        na zegarek i postanowil czekac. Pare sekund przed eksplozja, ktora miala
        pozostawic mu kawalek metalu o dziwnie nieskomplikowanym ksztalcie i blizej nie
        sprecyzowane poczucie straty otworzyl oczy i pomyslal: W nastepnym zyciu,
        moze...
        • Gość: renka Re: Stany Therwordth IP: 65.93.229.* 15.10.01, 06:29
          Poczul drzenie gruntu pod nogami,uslyszal grozny pomruk grzmotu
          przetaczajacego sie gdzies pod woda.Obrocil z wolna twarz, poddal sie
          porywistemu , mroznemu wiatrowi.Przymknal oczy .Wysoka na kilka pieter fala z
          cichym swistem wslizgnela sie na molo zabierajac wszystko ze soba w otchlan,
          ktora pienila sie w dole. Bulgot gotujacej sie wody , jezyki ognia pelzajace
          po molo i te nieustanne , przetaczajace sie gdzies pod woda grzmot za grzmotem
          napelnialy mrozne powietrze nieznosna mieszanina dzwiekow towarzyszacych
          EKSPLOZJI.
          • Gość: kreska Re: Stany Therwordth IP: 10.129.132.* / *.acn.pl 15.10.01, 09:46
            Gdy Stany Therwordth poczuł się częścią podmuchu niosącego huk, świat przestał
            istnieć.
            Tymczasem, cztery ulice dalej Mała Uul nic nie wiedziała [...]
            • Gość: renka Re: Stany Therwordth ,skutki eksplozji IP: *.sympatico.ca 16.10.01, 14:51
              Obudzil sie w szpitalu. Przezyl! Siostra zakonna przyniosla mu kawalek metalu,
              ktory usunieto z jego popekanej czaszki.Wbil mu sie w glowe podczas eksplozji.
              -
              Stany nie ruszal sie , patrzyl beznamietnie na kawalek metalu.Wreszcie zdobyl
              sie na odwage i siegnal reka,... ktora natychmiast cofnal z sykiem.To cos bylo
              gorace!
              • Gość: klik Re: Stany Therwordth ,skutki eksplozji IP: *.tnt6.b2.uunet.de 17.10.01, 06:41
                Swawola jego wlasnych mysli zdziwila go nieco, porwaly go ze soba wstecz jak
                trojka przerazonych koni. Nie lubil pustyni. Wolal snieg, fiordy, ocean z jego
                nieobliczalnoscia, ale i dziwna, konsekwentna prostota zasad i regul
                decydujacych o przyjazni lub wrogosci. Pustynia byla niobliczalna, kaprysna,
                pelna nieokreslonych rzadzy istota do ktorej nie potrafil sie zblizyc. W
                Algierii mial zdobyc pare informacji dla pewnej firmy.
                Byl wtedy mlody, w wieku najlepiej nadajacym sie do tego typu zycia jakie
                prowadzil - szybkie zmiany miejsca, jakas niespozyta zachlannosc na afery z
                kobietami. Kochal je, wszystkie, ktore uwazaly, ze jest wspanialy. Szczegolnie
                jednak te prawdziwe, te ktore przestaly sie adorowac i staly sie wolne,
                podnoszac tym walory swojej kobiecosci. Przypuszczal, ze mezczyzna przestajac
                zdobywac swiat, stawal sie filarem spokoju i urzeczywistnieniem przezywania,
                czemu zadna z nich nie byla w stanie sie oprzec. Nierzadko spotykal sie z ich
                strony z jakas nieokielznana determinacja, dziwnym pedem do samozaglady i
                moralnego upadku. Byly wspaniale. Co najmniej takie jak on. I wspanialsze.
                Uklad taki budzil w nim zawsze obawe przed utrata samokontroli. Potrzebowal
                pare lat, aby pojac, ze kobieta jest istota, ktorej mezczyzna nie byl w stanie
                zrozumiec.
                Juz w samolocie czul sie dziwnie. Okreslil ten stan jako niepewnosc.
                Zafascynowany i rozbawiony jednoczesnie waryfinowanym sposobem, w jaki ktos,
                kogo zupelnie nie znal, zmuszal go do powaznego zastanowienia sie nad soba.
                Helen miala wolne cztery godziny i on tez nie musial sie spieszyc. Nie spieszyl
                sie nigdy.
                Po jej wyjsciu siedzial w drzwiach balkonu, dopijal reszte szampana i wpatrywal
                sie nic nie widzacym wzrokiem w horyzont na ktorym niejako zawieszony w
                blekitnej prozni miedzy bezgranicznym niebem i morzem zeglowal trojmasztowiec.
                Ocknal sie dopiero na glos nawolujacego do modlitwy muezina, ubral sie, zszedl
                na dol i usiadl przy barze.
                Zamowil piwo, wypil jeden lyk i odstawil butelke. Dobrze wiedzial ze byl
                obserwowany. Robiono to jednak bardzo dyskretnie. Byl dziwnie roztargniony.
                Nagle uswiadomil sobie, ze moglby zaczac popelniac bledy. Byl perfekcjonista i
                taka eventualnosc musialaby skonczyc sie dla niego tragicznie. Byl to pierwszy
                moment zwatpienia w jego zyciu.
                Jeszcze przed polnoca wyruszyl na czele malej karawany na poludnie. Po raz
                pierwszy przyszlo mu wtedy na mysl, ze cos utracil. Byl za mlody, aby przyznac
                sie do tego uczucia, uwazal je wtedy za ponizajace i godne pozalowania...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka