Gość: robert
IP: *.cyberia.com.pl
10.12.02, 21:24
Jestem młodym człowiekiem po studiach. Pracuję w Warszawie.
Jestem człowiekiem który za dużo myśli. Jestem człowiekiem, który ma poczucie
braku życiowych perspektyw.
Jest coraz trudniej w pracy. Poczucie zagrożenia zwolnieniem, co nie jest
teraz niczym nowym. To co nie zdarzało mi się wcześniej to płakanie ze
strachu w poduszkę późnym wieczorem po przyjściu z biura. Słucham wtedy
Depeche Mode i marzę o opuszczonej stacji, gdzie mógłbym posiedzieć na ławce
i zapalić papierosa. Nie mam nic oprócz tej pracy co daje mi umiarkowaną
wolnośc. Nie mam do czego wracać.
Jest osoba, która mnie kocha. Nie ma perspektyw i ogromne długi. Pomagam na
ile mogę. Jestem zmęczony. To się nie liczy. Nie zostawię, choś nie ma we
mnie uczuć. Nie mogę, to wbrew podstawowycm zasadom. I chcę bo nie pozwolę na
to by coś się stało. poczucie ześlizgnięcia się kogoś z mojej winy. Nie
pozwolę sobie na ignorancję. Tym bardziej że mogę też liczyć na nią, mimo
wszystko.
Czuję ból i zaczynam szukac dawno zapomnianego kontaktu z Bogiem. Najgorsza
jest nieznośność użalania się nad sobą, czego nie potrafię powstrzymać. A w
chwili otrzeźwienia podejmowanie prób 'wzięcia się w garść' które obracają
sie w słomiany ogień. i poczucie, że tak naprawdę nie jest tak źle choć
czuję, że nie. przecież nic się nie dzieje..
Zaczynam pić. lubię piwo, więc uciekam do swojego ulubionego pubu, albo
z 'przyjaciółmi'z pracy, aby przez chwilę poczuć się lepiej. Lubię ten
fałszywy stan pozytywnego uniesienia, który sprowadza się do głupstw i
pozoranctwa. Znaleznienie płytkiej 'chwili' dobrego samopoczucia staje się
czymś nadrzędnym. Jest zdawanie sobie sprawy z popełnianego błędu, który nie
determinuje żadnych zmian oprócz kolejnego pustego wyzwania. Pustego bo nie
wywołuje żadnego efektu.
Nie wiem po co to piszę. Nie mam żadnych icnncyh możliwości uzewnętrznień.