Gość: agencik
IP: *.waw.cdp.pl / *.gov.pl
11.12.02, 10:10
Od pewnego czasu nie znajduje przyjemności w niczym. Ciągle rozmyślam o
jakiś "głupotach" i snuje chore rozważania. Najbardziej cierpi na tym mój
związek, ponieważ jako element mojego życia, on jest tematem największej
ilości moich pytań. Pytam siebie, czy kocham, czy jest mi dobrze,
jednocześnie będąc pewnien,że nie wyobrażam sobie utraty tej ukochanej osoby
i tylko obecność jej poprawia moją sytuację psychiczną, ale gdy jej nie ma...
Najgorsze jest, że sam nakręcam się na odpowiedzi negatywe i jakby z nudów
opjawiają się one w mojej głowie. Ta cała sytaucja przeszkadza mi się
skoncentrować w pracy, przeszkadza w kontaktach z najbliższymi i nie tylko.
Usmich całkowiecie zniknął z mojej twzrzy. Co mi jest i co to wszystko znaczy?