Dodaj do ulubionych

ROZWODY........

IP: *.214.125.231.Dial1.Boston1.Level3.net 11.12.02, 16:05
Inspiracja do rozpoczecia tego watku byla dyskusja na forum o "dzieciach po
rozwodzie". Czasem chyba dobrze jest przyjrzec sie rodzicom...
To bedzie dluga historia, dla wytrwalych, dla cierpliwych. Ku przestrodze?
Chyba nie, w zyciu nie sluchamy przestrog, idziemy wlasna droga.
Pisze to chyba dla siebie, zeby kolejny raz "wyrzucic" z siebie swoj bol, w
nadziei, ze kiedys minie...
Bylam mloda dziewczyna, swierzo po studiach, na ktorych nie wyszlam za maz.
Zaczynalam juz bac sie staropanienstwa.
:-))) Pewnie za mocno "przebieralam"
Mojego meza poznalam dosc romantycznie, w lesie i.....byla to milosc od
pierwszego wejrzenia. Wygladalo na to, ze dla obu stron.
Facet byl starszy ode mnie o 12 lat, byl w trakcie rozwodu.....bo jego zona
okazala sie osoba chora psychicznie.(trzy lata pozniej popelnila samobojstwo!)
Przyszly maz byl uroczym, przemilym, czarujacym czlowiekiem. Mowil o swojej
tragedii, o synu, o ktorym musi myslec.Bardzo mu wspolczulam i chcialam
zrobic wszystko, zeby mu pomoc, rowniez w odzyskaniu syna, ktory bardzo sie
do mnie garnal.
Moj ojciec nie byl zadowolony z tego zwiazku, przed slubem ostrzgal mnie, ze
jego zdaniem moj przyszly maz to "przechodzony ch..", "ma falszywy, handlowy
usmiech" i "stac mnie na kawalera" - oczywiscie nie sluchalam tych rad, majac
23 lata wszystko wiedzialam najlepiej, kochalam bez granic, a swiat mial byc
piekny.
Zaangazowalam sie bardzo, cale swoje zycie "zmienilam" dla niego, oddalam mu
wszystko co mialam (tzw.posag), co pozwolilo nam rozpoczac nowe zycie.
On sie rozwiodl, jego siostra (miala przyjaciolke w Osrodku Badan Rodzinnych)
pomogla uzyskac prawa do syna, wzielismy slub.
Zaszlam w ciaze (bardzo pragnelam dziecka), na ktore on sie zgadzal. Gdy
bylam juz w zaawansowanej ciazy, sytuacja zaczela sie zmieniac. Byl nerwowy,
agresywny, czesto wsciekly...INNY. Ja wciaz szukalam dla niego
usprawiedliwien i...staralam sie.
Pobil mnie poraz pierwszy, gdy nasza coreczka miala 3 miesiace. Chcialam
wrocic do domu, do rodzicow, ale mama...powiedziala mi , ze "powinnam byc
dobra dla meza, to mnie nie bedzie bil".
No to chcialam byc dobra. Pracowalam, sprzatalam, gotowalam, zajmowalam sie
dziecmi, obslugiwalam "pana", ktory nie robil w domu kompletnie NIC.
Ale to nie pomagalo. Bo coraz czesciej pil, bil, ublizal.
Pytalam : "co mam robic, zebys byl zadowolony? Czy mam znac Twoje mysli?"
- Tak, powinnas znac moje mysli - odpowiadal.
Awantury byly non-stop, o wszystko (o nic). Zycie bylo coraz wiekszym pieklem.
A on chcial byc bogaty.
Pracowalismy, pracowalismy po kilkanascie godzin dziennie (ja rowniez w
domu), zeby zarobic duuuuuuzo pieniedzy. I udawalo sie, to byly lata
osiemdziesiate, dziewiedziesiate. Robilismy sie coraz bardziej bogaci, ale
wciaz bylo malo. Wciaz chcial firme wieksza i wieksza i wciaz mial do mnie o
cos pretensje.
Nie lubil, gdy wychodzilam z domu, gdy rozmawialam z sasiadami, gdy chcialam
pojechac do rodzicow.
Kiedys zadzwonila do mnie kolezanka (umierala na bialaczke), chciala, zebym
ja odwiedzila. Pojechalam, mimo protestow "pana". Byl 13 grudnia, slisko.
Samochod przede mna wpadl w poslizg i....skonczylo sie wypadkiem.
Wtedy pierszy raz dostalam jakiejs histerii, panicznie balam sie reakcji
meza. Ludzie dziwnie na mnie patrzyli, nie rozumiejac powodu mojego strachu.
Dostalam dwa oswiadczenia, ze wypadek nie byl z mojej winy.
Wrocilam do domu......i zaczelo sie.
Ublizanie, bicie, bicie, ublizanie.....cala noc, do rana.(opisac sie tego nie
da, to trzeba przezyc, choc....nikomy tego nie zycze, no....moze tylko mojemu
oprawcy)
(a...powinniscie wiedziec, ze niektorzy faceci tak bija, ze sladow nie ma -
nie wiem czy pisac jak to robia, bo...nie chcialabym jakiegos drania nauczyc -
ale mozna tracic przytomnosc i nie miec sladow pobicia)
Rano pojechalam do rodzicow, zeby pozyczyc od Taty samochod dla meza.Rodzice
zainteresowali sie tym, czy mi nic nie jest. U nich sie odprezylam. Pamietam,
ze pilam herbate i poczulam, ze boli mnie reka i nie moge jej wyprostowac, ze
boli mnie glowa. Minelo kilkanascie godzin od wypadku, gdy zaczelam czuc.
Na prosbe taty pojechalam do szpitala, do znajomego lekarza, zeby mnie
zbadal. Zrobil mi zdjecie kregoslupa, okazalo sie....ze jest uszkodzony.
Musialam zostac w szpitalu.(na szczescie u rodzicow zostawilam 3 czy 4 letnia
wtedy coreczke).
Moj maz stwierdzil, ze "udaje, bo robic jej sie nie chce".
Ja lezalam sama w szpitalu, a on pil. To trawalo 10 dni. Nie odwiedzil mnie
mimo prosb znajomych, moich rodzicow - tylko pil na umor, bo "jemu na zlosc
zniszczylam mu samochod".
Mnie zalozono stelaz - od szyi do bioder i kazano w nim chodzic, spac, caly
czas. Na wigilie puscili mnie do domu. Ale to nie byly dobre Swieta (jak
zreszta kazde z nim).
Po tej historii wiedzialam juz, ze moje malzenstwo jest....nienormalne.
Ale nie wiedzialam, co robic, gdzie szukac pomocy.
Czulam sie samotna, bylam coraz bardziej zalamana. Jego obelgi analizowalam,
bralam wine na siebie, wciaz probowalam byc lepsza, a poniewaz bez skutku,
wiec wybuchalam. Zylam sobie w takim piekle, nawet nie majac czasu na wydanie
pieniedzy, ktorych bylo baaaardzo duzo.
Sypialam z gazem pod poduszka, bo balam sie atakow meza.
Probowalam wylewac wodke, probowalam pic z nim, probowalam wszystkiego, ale
wszystko bylo bezskuteczne.
Nie mialam juz sil. Chcialam sie zabic. Ale corka? Przeciez nie moglam mu jej
zostawic!!! Zaczelam zastanawiac sie, jak umiercic bezbolesnie nasze dziecko
i...(chyba jednak Bog mnie kochal!!!) - bo ta mysl spowodowala, ze
oprzytomnialam. Przerazona sama soba zadzwonilam do telefonu zaufania.
Pierwszy raz od lat moglam powiedziec szczerze, anonimowo (wtedy nie bylo
internetu :-(() - co przezywam. facet mnie sluchal, mial cieply glos.
Skierowal mnie do "Petry" (nie wiedzialam co to jest) i powiedzial, ze tam mi
pomoga. Poszlam. Okazalo sie, ze trafilam do Osrodka Pomocy Rodzinom
Alkoholikow. Zaczelam chodzilac na Al-Anon, na terapie. Powoli zaczynalam
rozumiec, co dzieje sie w moim zyciu. Probowalam sobie radzic.
Ale to bylo trudne, bo moje pieklo trwalo caly czas, a ja...wciaz sie balam.
Balam sie jego, balam sie od niego odejsc, balam sie wszystkiego.
Ale na Al-Anonie nauczyli mnie, ze musze sie bronic. Odwazylam sie
powiedziec, ze jesli jeszcze raz mnie pobije, to pojde na Policje. No...wtedy
to "zasluzylam" sobie na lanie. Ale wstalam z podlogi i poszlam na Policje.
Panowie przyjechali, nawet mu porzadnie nawymyslali i....pojechali. O Boze,
jak ja sie balam, tego, co bedzie po ich wyjezdzie. Ale, o dziwo, nie bylo
nic. Poniewaz poszlo doniesienie do prokuratora (gdzie jak wiekszosc
maltretowanych osob, stwierdzilam, ze meza kocham, ze nie chce rozwodu, ze
tylko prosze, zeby go postraszyli, bo nie chce, zeby mnie bil) - "pan" musial
stawic sie na przesluchaniu. Prokurator byl ok., zrobil tak, jak go prosilam,
a postanowienie o umorzeniu postepowanie przeslal na adres moich rodzicow,
zeby "pan" nie czul sie zbyt pewnie.
Przez trzy lata nie bylam bita. Awantury oczywiscie byly, obelgi, a jakze,
ale....piesc zawisala w powietrzu....on sie bal.
W tym czasie stalismy sie zamoznymi ludzmi, firma prosperowala swietnie, z
kazdym dniem lepiej. Czesto nie chcialam wracac do domu, ze strachu przed
kolejna awantura, mowilam wiec, ze mam jeszcze oferty do napisania (ktore
zreszta pisalam)i wracalam ok.20:00. Wtedy on czesto byl juz tak pijany, ze
spal. Praktycznie przejelam prowadzenie firmy. W domu mialam gosposie i
opiekunke do 10 letniej coreczki. Ucieklam w prace i zycie jakos sie toczylo.
Odnosilam sukcesy. Zdarzylo sie, ze Klienci przyslali nam zaproszenie na dosc
powazna "impreze" zawodowa (byly zaproszone tylko dwie firmy) - adresowane do
mnie (nie do niego!!!).
Poszlam, bo tego wymagala nasza praca.
Byla kolejna awantura. Dowiedzialam sie , ze jestem ta najgorsza (chyba
tysieczny raz), ze UKRADL
Obserwuj wątek
    • proo Re: ROZWODY........ 11.12.02, 17:15
      Samako .. i co dalej?
    • Gość: A28 Re: ROZWODY........ IP: *.proxy.aol.com 11.12.02, 19:52
      Samako, odezwij sie!! Czy nic ci sie nie stalo?? To jest prawdziwy problem!!
      Odezwij sie!!! Nieprawdopodobne, ze takie cos istnieje!! Co dalej? Jak jest ci
      dzisiaj?? Odpowiedz!!
      Pozdrwowienie i najmilsze, najcieplejsze wyrazy dla ciebie!!
      • joanna_1 Re: ROZWODY........ 11.12.02, 19:56
        Eh, Samaka chyba odpowiedziała w wątku "związki po rozwodzie". Odetchnęłam z
        ulgą, uff.
    • Gość: A28 Re: ROZWODY........ IP: *.proxy.aol.com 11.12.02, 20:19
      Ja tez juz przeczytalam na watku "zwiazki po rozwodzie". Chcialabym bardzo,
      zeby napisala tutej ciag dalszy. Jak sie wyrwala, jak sie odwazyla i jak jej
      sie udalo. I niech by to byl przyklad dla innych kobiet, ze mozna sie wyrwac,
      ze mozna zaczac od poczatku, pomimo takiego starchu. I niech by sie dla niej
      niebo usmiechalo!!
      • Gość: samaka Re: ROZWODY........ IP: *.214.121.180.Dial1.Boston1.Level3.net 11.12.02, 22:17
        Lzy mi polecialy jak czytalam wasze odpowiedzi.
        Nie martwcie sie.
        Teraz jest ok., bylo dobre zakonczenie.
        Mam wspaniala Rodzine i jestem bardzo, bardzo szczesliwa.
        W styczniu mina dwa lata, od czasu, gdy poznalam obecnego meza.
        To najpiekniejsze dwa lata mojego zycia.
        Teraz wiem, ze to nie ja bylam klotliwa, ..taka..owaka..
        Moj obecny maz nigdy sie ze mna nawet nie posprzeczal
        kazdego dnia mowi, ze mnie kocha (i co wazniejsze - pokazuje to)
        Czuje sie odpowiedzialny za moje dziecko (dzis juz dorastajaca panne)
        wg mojego czasu, gdzies za godzine wroci z pracy, dlatego teraz chce zrobic mu
        dobry obiad..
        :-))
        napisze jutro czesc ciagu dalszego
        bo najgorsze lata, prawdziwe pieklo (choc naiwnie wydawalo mi sie, ze gdy
        odejde, to juz wszystko bedzie dobrze), zaczelo sie dopiero wraz z moim
        odejsciem...
        pozdrawiam was bardzo serdecznie
        • alfika Re: ROZWODY........ 12.12.02, 11:44
          Pozdrawiam Cię bardzo, bardzo serdecznie! Myślę, że jesteś wspaniałą, silną
          kobietą :)
          Idę szukać wątku, w którym opisałaś resztę.
        • Gość: A28 Re: ROZWODY........ IP: *.proxy.aol.com 12.12.02, 13:20
          Napisz koniecznie!! Dla wszystkich, jako prezent na gwiazdke, ze zycie jednak
          bywa pelne milych i dobrych niespodzianek. Dla innych, ze mozna sie nawet z
          najgorszego piekla wyzwolic I na przestroge dla innych, ze maz sie nie zmieni i
          nie ma co szukac winy u siebie, tylko zwiewac. Podziwiam cie ogromnie i zycze
          ci szczescia do konca twoich dni!! Odezwij sie!!
    • Gość: Magra Re: ROZWODY........ IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 12.12.02, 14:05
      Przezycia Samaki sa mi tak bliskie.
      To bylo 9 lat temu. Wiele rzeczy zapomniala, ale wielu nie wybaczylam.
      Kontaktujemy sie z bylym mezem tylko ze wzgledu na dziecko. Ono potrzebuje
      obojga rodzicow, dojrzalych rodzicow.
      Niestety chec podporzadkowania mnie mojemu bylemu mezowi pozostala i czesto
      daje temu wyraz. Najgorsze jest jednak to, ze wciaga w to dziecko.
      Mysle, ze jego zachowanie wynika z zazdrosci. I jest to zazdrosc przede
      wszystkim o dziecko, ale chyba tez o zycie jakie mamy.
      Od roku jestem szczesliwa z moim Mezem. Najwazniejsze jest jednak to, ze moja
      corka zaakceptowala w pelni ojczyma. Spedzajac czas ze soba, zawsze staramy
      sie, aby zdanie kazdego czlonka rodziny liczylo sie. Nikt nie jest traktowany
      przedmiotowo.
      Byly maz przenosi relacje jakie mial ze mna, na nasza corke. Gdy byla malenka,
      zwracala uwage na przyjemnosci jakie dostarczal jej tata. Ja
      bylam "wymagajaca" mama. I nie mam tego mu za zle. Tak sie ulozylo
      zycie. "Niedzielny" tata jest od przyjemnosci, nie od problemow. Chocby tylko
      z tej przyczyny, ze czesto na pewne sprawy nalezy reagowac w momencie ich
      pojawienia sie. Ale taka sytuacja wyrobila w moim dziecku przekonanie, ze mama
      jest od spraw "powaznych" i zabaw, a tata tylko od przyjemnosci.
      Probowalam "wciagac" go w codzienne problemy dziecka, ale zawsze wypieral sie
      albo brakiem czasu albo.... brakiem dobrej znajomosci psychiki dziecka, z
      ktorym nie jest codziennie.
      Teraz corka jest w tzw. "trudnym" wieku. Wyraznie manifestuje swoja odrebnosc,
      swoje zdanie. Ma do tego prawo, a ja staram sie ja rozumiec i probowac
      pokazywac co mozna zrobic, jak nalezy reagowac.
      A tata ?
      Postanowil wychowywac teraz dziecko twarda reka.
      Efekty byly do przewidzenia.

      W tej chwili, gdy spotykamy sie z moim bylym mezem, badz rozmawiamy
      telefonicznie, wysluchuje o zlym wychowaniu, o braku szacunku u niej.
      A nasze dziecko jest zagubione. Do tej pory znala innego tate.
      • Gość: samaka Re: ROZWODY........ IP: *.214.122.114.Dial1.Boston1.Level3.net 12.12.02, 16:17
        Hej, Magra
        chcialabym Cie pocieszyc, ale...tu nie ma pocieszenia
        Ojciec Twojej corki nie potrafi kochac
        Mysle, ze (porownujac ze swoja sytuacja), chce dokopac Tobie przez dziecko.
        Nie naprawisz ojca swojej corki, ale ja mozesz kochac.
        Gdy moja corka przechodzila tzw.trudny wiek, moja mama (pamietajac problemy ze
        mna) radzila mi jedno "kochaj ja, dawaj jej jak najwiecej milosci"
        Te rade przekazuje wraz z pozdrowieniami Tobie
        i..wracam do starych czasow.

        Wyladowalam w Krakowie. Przede mna byl weekend.
        Poszlysmy z corka do kina. Reklamowano film "Synalek" z Kavinem (nie pamietam
        nazwiska, taki aktor dzieciak, grajacy w filmach dla dzieci). Gdy juz
        siedzialysmy w kinie, to okazalo sie, ze nie jestesmy wcale na filmie dla
        dzieci, a na powaznym filmie o psychopacie. Moja corka miala 10 lat, ale
        chciala zostac, byla bardzo dojrzala. Moze to glupie (ale w stresie tak bywa),
        film odebralam jak "znak" - docieralo do mnie, ze mam do czynienia z psychopata.

        W firmie (ktora zylam) bylam potrzebna, konieczny byl wyjazd do Luksemburga.
        Zadzwonilam do domu, powiedzialam gosposi, ze z nami ok., zeby sie nie martwila
        (z mezem nie chcialam rozmawiac) i dowiedzialam sie od niej ,ze maz wybiera sie
        w droge. Ok., nie musialam jechac.
        Wrocilam w poniedzialek do domu, jego nie bylo.
        Postanowilam na razie przeniesc sie do takiej przybudowki, wstawilam kaloryfer,
        materac (byla zima, ale ogrzalam pomieszczenie do 14-16 stopni.
        Gdy "pan" mial wrocic, tam nocowalam. Pomieszczenie bylo zamkniete na klucz,
        mialo kraty w oknach. Obudzilam sie jak przyjechal - byla noc.Probowalam spac
        dalej. Gdzies za pol godziny....wszedl (jak?) do tego pomieszczania, popatrzy,
        powiedzial : No i dobrze i.....zniknal.
        Doszlam do wniosku, ze chyba wariuje.
        Nigdy tego z nim nie skonfrontowalam, bo juz nie bylo okazji, ale jedyne
        wytlumaczenie, jakie znalazlam, to eksterioryzacja (kiedys mialam z nim podobna
        historie, opisalam ja z rok temu w watku "opowieci troszke dziwne".
        Przez pare dni nie dzialo sie nic. On chodzil do pracy, wracal do domu w ktorym
        siedzial i pil.
        Ja rano szlam do domu, do corki, po poludniu wracalam "do siebie"
        Po kilku dniach...okazalo sie, ze jestem w ciazy. Nie wiem jakim cudem, ale tak
        to wygladalo. Bylam kompletnie przybita, nie moglam jesc, nie moglam spac, nie
        moglam sie na niczym skoncentrowac. Praktycznie wypijalam ze 2-3 kawy,
        wypalalam ze 2-3 paczki papierosow i lezalam gapiac sie w sufit.
        Dlaczego?
        Chyba mimo "decyzji" czekalam na to, ze jak zawsze przyjdzie, bedzie
        przepraszal, prosil, udawal dobrego...sama nie wiem, nie rozumiem.
        W koncu poprosilam go o rozmowe. Przyszedl.
        Ze mna dzialy sie dziwne rzeczy. Wiedzialam, ze go kocham. Odejscie wydawalo mi
        sie "czarna dziura", ale wiedzialam, ze jesli z nim zostane, to ...zgine - albo
        zwariuje jak pierwsza jego zona, albo w stresie bede miala jakis wypadek, albo
        tak dostane, ze nie przezyje...
        Czulam, ze bardzo go kocham i wiedzialam, ze MUSZE (i dla siebie i dla dziecka)
        sie z nim rozstac. Kiedys wmawialam sobie, ze kontynuuje ten chory zwiazek "dla
        dobra" corki. teraz nie moglam sobie tego powiedziec, bo bil mnie przy niej.
        Ona bala sie go tak jak ja. Wiedzialam, ze dla "jej dobra" musze odejsc.
        Mialam nadzieje, ze pojdzie to jakos gladko, ze mamy w koncu kupe forsy, ktora
        sie podzielimy i ....bedzie dobrze. Wiedzialam, ze musze powiedziec cos
        takiego, co spowoduje, ze on nie bedzie chcial juz byc ze mna.
        Przyszedl - patrzyl, czekal (nawet byl prawie trzezwy).
        - Jestes alkoholikiem, nasze malzenstwo nie ma sensu - powiedzialam
        - No i dobrze, przynajmniej jestem rozluzniony, a nie spiety jak Ty
        - Ale jestes takze impotentem (co bylo zgodne z prawda, bo seks zdarzal sie nam
        raz na miesiac, raz na dwa i...byle jaki - dlatego ta ciazatak mnie szokowala)
        a ja chce sie kochac!
        Zrobil sie zielony, zawrzalo w nim.
        - No to sie rozchodzimy!
        Wyszedl. Tak naprawde, to on te decyzje podjal.
        Teraz wypadki zaczely toczyc sie szybciej.
        Ze dwa dni pozniej zobaczylam w domu fax od naszego dostawcy z zagranicy,
        mowiacy o tym, ze "pan" wybiera sie do stanow, zeby do reki, gotowka wziac
        nasza prowizje. Przeszukalam mu teczke, znalazlam paszport z wiza (mialam
        ochote go podrzec), znalazlam fax z niemieckiej firmy, zeby prowizje przeslali
        mu na konto...w Luksemburgu.
        Nie mialam watpliwosci, facet chce zgarnac sam, to co nasze.
        Przyszlam do domu po poludniu, zeby omowic kwestie finansowe i dowiedzialam
        sie, ze...wszystko jest jego.
        nawet nie mialam sily walczyc.Zapadalam sie coraz glebiej w jakos potworna
        dziure. lezalam na materacu w przybudowce, plakalam, nie jadlam...Nie bylam w
        stanie robic nic.
        Przychodzila do mnie gosposia, bardzo porzadna dziewczyna, probowala namowic na
        jedzenie, ale ja lezalam patrzac w sufit i nic.
        Minely ze dwa tygodnie.
        Poronilam.
        Nie czulam nic.
        Z opowiadan wiem, ze gosposia martwiac sie o mnie, poszla do niego i
        powiedziala, ze jestem chora i potrzebuje lekarza, ale uslyszala : Niech
        k...zdechnie. Odszukala telefon do moich rodzicow, ktorzy przyjechali i zabrali
        nas (mnie , dziecko i gosposie) do siebie.Zawolali lekarza, doprowadzili mnie
        do "ladu". Po paru dniach "doszlam do siebie", zaczelam myslec, uznalam, ze mam
        dziecko i musze walczyc, musze zapewnic nam obu przyszlosc.
        Corke wsadzilam w samolot i wyslalam do mojej siostry do Londynu.
        U rodzicow nie chcialam zostac, bo moj ojciec (skad inad wspanialy czlowiek)
        byl typem agresywnym slownie i "walczacym" (albo ja z nim) ze mna cale zycie.
        (Teraz wiem, ze chociaz sam nigdy nie pil, to jako dziecko alkoholika NIE
        POTRAFIL byc inny. Bardzo mnie kochal, ale...nie umial).
        Postanowilam pojechac do firmy.Rodzice bali sie mnie poscic sama, nie
        chcialam ,zeby jechal tata, pojechala ze mna mama i gosposia.
        Budynek naszej firmy (duzy, 2.500m2), poza czescia biurowa, techniczna, mial
        czesc "domowa" - urzadzone mieszkanie.
        Gdy weszlam, zatrzymal mnie.......ochroniasz (ktorego nigdy wczesniej nie
        bylo!!!). Rozmowa z mezem nie dala zadnych rezultatow. Dowiedzialam sie, ze
        firma juz nie jest moja (mielismy spolke cywilna), bo on spolke "zamknal", a
        otworzyl wlasna firme, tylko na swoje nazwisko - oczywiscie o tej samej nazwie,
        w tym samym budynku, z tymi samymi pracownikami, ktorzy jak sie pozniej
        okazalo, dostali od niego "premie" (ksiegowa i glowny handlowiec w wysokosci
        hmmm 200mln).Wezwalam policje, wtedy "pan" zgodzil sie, bym zajela
        mieszkanie.nastepnego dnia postanowilam przyjsc "do pracy", ale ochroniarz
        doslownie "wystawil" mnie z mojego gabinetu, w moim budynku, w mojej firmie.
        Bylam w strasznej furii, chyba z bezsilnosci. Mialam ochote wziac mlotek i
        tluc, co sie da (wiele pomieszczen bylo przeszklonych). Wtedy pomogla mi mama,
        ktora mna potrzasnela i powiedziala : uspokoj sie, on przeciez na to tylko
        czeka, wtedy wezwie karetke i cie zamknie.
        I mama miala swieta racje!
        Poszlam do banku. Konto bylo zablokowane (jak to mozliwe?!! bylam nie zona
        wlasciciela, ale wspolnikiem!! - ale bylo), pieniadze wybrane.Panie w Banku
        zachowywaly sie "dziwnie" (bo wiedzialy juz od meza, ze ja zwariowalam!!!, a on
        taki biedny, druga zona z rzedu mu wariuje:-(( ; one go "rozumialy", bo jak
        dowiedzialam sie pozniej, "przekonal" je odpowiednio)
        Poszlam do urzedu. Pani dziwnie mi sie przygladala, potwierdzila, ze maz
        zalozyl nowa firme i kazala(!) podpisac, ze wycofuje sie ze spolki. Oczywiscie
        nie zrobilam tego.
        Zablokowano mi telefon komorkowy. Pojechalam do firmy telefonicznej i
        dowiedzialam sie, ze telefon (na spolke) zostal zablokowany przez meza,
        bo....ja zwariowalam i moge nie placic rachunkow, a nabic duzo (widzialam jego
        pismo!!!)
        Zadzwonilam do naszego (mojego, z tym zawsze wylacznie ja pracowalam) dostawcy -
        trzy razy dowiedzialam sie, ze go nie ma. Wszystko bylo jasne.
        czulam sie jak w pajeczynie, mucha zlapana przez pajaka.
        Przekaz brzmial : chcesz odejsc, ok., do widzenia,
      • Gość: samaka Re: ROZWODY........ IP: *.214.122.114.Dial1.Boston1.Level3.net 12.12.02, 16:17

        Wyladowalam w Krakowie. Przede mna byl weekend.
        Poszlysmy z corka do kina. Reklamowano film "Synalek" z Kavinem (nie pamietam
        nazwiska, taki aktor dzieciak, grajacy w filmach dla dzieci). Gdy juz
        siedzialysmy w kinie, to okazalo sie, ze nie jestesmy wcale na filmie dla
        dzieci, a na powaznym filmie o psychopacie. Moja corka miala 10 lat, ale
        chciala zostac, byla bardzo dojrzala. Moze to glupie (ale w stresie tak bywa),
        film odebralam jak "znak" - docieralo do mnie, ze mam do czynienia z psychopata.

        W firmie (ktora zylam) bylam potrzebna, konieczny byl wyjazd do Luksemburga.
        Zadzwonilam do domu, powiedzialam gosposi, ze z nami ok., zeby sie nie martwila
        (z mezem nie chcialam rozmawiac) i dowiedzialam sie od niej ,ze maz wybiera sie
        w droge. Ok., nie musialam jechac.
        Wrocilam w poniedzialek do domu, jego nie bylo.
        Postanowilam na razie przeniesc sie do takiej przybudowki, wstawilam kaloryfer,
        materac (byla zima, ale ogrzalam pomieszczenie do 14-16 stopni.
        Gdy "pan" mial wrocic, tam nocowalam. Pomieszczenie bylo zamkniete na klucz,
        mialo kraty w oknach. Obudzilam sie jak przyjechal - byla noc.Probowalam spac
        dalej. Gdzies za pol godziny....wszedl (jak?) do tego pomieszczania, popatrzy,
        powiedzial : No i dobrze i.....zniknal.
        Doszlam do wniosku, ze chyba wariuje.
        Nigdy tego z nim nie skonfrontowalam, bo juz nie bylo okazji, ale jedyne
        wytlumaczenie, jakie znalazlam, to eksterioryzacja (kiedys mialam z nim podobna
        historie, opisalam ja z rok temu w watku "opowieci troszke dziwne".
        Przez pare dni nie dzialo sie nic. On chodzil do pracy, wracal do domu w ktorym
        siedzial i pil.
        Ja rano szlam do domu, do corki, po poludniu wracalam "do siebie"
        Po kilku dniach...okazalo sie, ze jestem w ciazy. Nie wiem jakim cudem, ale tak
        to wygladalo. Bylam kompletnie przybita, nie moglam jesc, nie moglam spac, nie
        moglam sie na niczym skoncentrowac. Praktycznie wypijalam ze 2-3 kawy,
        wypalalam ze 2-3 paczki papierosow i lezalam gapiac sie w sufit.
        Dlaczego?
        Chyba mimo "decyzji" czekalam na to, ze jak zawsze przyjdzie, bedzie
        przepraszal, prosil, udawal dobrego...sama nie wiem, nie rozumiem.
        W koncu poprosilam go o rozmowe. Przyszedl.
        Ze mna dzialy sie dziwne rzeczy. Wiedzialam, ze go kocham. Odejscie wydawalo mi
        sie "czarna dziura", ale wiedzialam, ze jesli z nim zostane, to ...zgine - albo
        zwariuje jak pierwsza jego zona, albo w stresie bede miala jakis wypadek, albo
        tak dostane, ze nie przezyje...
        Czulam, ze bardzo go kocham i wiedzialam, ze MUSZE (i dla siebie i dla dziecka)
        sie z nim rozstac. Kiedys wmawialam sobie, ze kontynuuje ten chory zwiazek "dla
        dobra" corki. teraz nie moglam sobie tego powiedziec, bo bil mnie przy niej.
        Ona bala sie go tak jak ja. Wiedzialam, ze dla "jej dobra" musze odejsc.
        Mialam nadzieje, ze pojdzie to jakos gladko, ze mamy w koncu kupe forsy, ktora
        sie podzielimy i ....bedzie dobrze. Wiedzialam, ze musze powiedziec cos
        takiego, co spowoduje, ze on nie bedzie chcial juz byc ze mna.
        Przyszedl - patrzyl, czekal (nawet byl prawie trzezwy).
        - Jestes alkoholikiem, nasze malzenstwo nie ma sensu - powiedzialam
        - No i dobrze, przynajmniej jestem rozluzniony, a nie spiety jak Ty
        - Ale jestes takze impotentem (co bylo zgodne z prawda, bo seks zdarzal sie nam
        raz na miesiac, raz na dwa i...byle jaki - dlatego ta ciazatak mnie szokowala)
        a ja chce sie kochac!
        Zrobil sie zielony, zawrzalo w nim.
        - No to sie rozchodzimy!
        Wyszedl. Tak naprawde, to on te decyzje podjal.
        Teraz wypadki zaczely toczyc sie szybciej.
        Ze dwa dni pozniej zobaczylam w domu fax od naszego dostawcy z zagranicy,
        mowiacy o tym, ze "pan" wybiera sie do stanow, zeby do reki, gotowka wziac
        nasza prowizje. Przeszukalam mu teczke, znalazlam paszport z wiza (mialam
        ochote go podrzec), znalazlam fax z niemieckiej firmy, zeby prowizje przeslali
        mu na konto...w Luksemburgu.
        Nie mialam watpliwosci, facet chce zgarnac sam, to co nasze.
        Przyszlam do domu po poludniu, zeby omowic kwestie finansowe i dowiedzialam
        sie, ze...wszystko jest jego.
        nawet nie mialam sily walczyc.Zapadalam sie coraz glebiej w jakos potworna
        dziure. lezalam na materacu w przybudowce, plakalam, nie jadlam...Nie bylam w
        stanie robic nic.
        Przychodzila do mnie gosposia, bardzo porzadna dziewczyna, probowala namowic na
        jedzenie, ale ja lezalam patrzac w sufit i nic.
        Minely ze dwa tygodnie.
        Poronilam.
        Nie czulam nic.
        Z opowiadan wiem, ze gosposia martwiac sie o mnie, poszla do niego i
        powiedziala, ze jestem chora i potrzebuje lekarza, ale uslyszala : Niech
        k...zdechnie. Odszukala telefon do moich rodzicow, ktorzy przyjechali i zabrali
        nas (mnie , dziecko i gosposie) do siebie.Zawolali lekarza, doprowadzili mnie
        do "ladu". Po paru dniach "doszlam do siebie", zaczelam myslec, uznalam, ze mam
        dziecko i musze walczyc, musze zapewnic nam obu przyszlosc.
        Corke wsadzilam w samolot i wyslalam do mojej siostry do Londynu.
        U rodzicow nie chcialam zostac, bo moj ojciec (skad inad wspanialy czlowiek)
        byl typem agresywnym slownie i "walczacym" (albo ja z nim) ze mna cale zycie.
        (Teraz wiem, ze chociaz sam nigdy nie pil, to jako dziecko alkoholika NIE
        POTRAFIL byc inny. Bardzo mnie kochal, ale...nie umial).
        Postanowilam pojechac do firmy.Rodzice bali sie mnie poscic sama, nie
        chcialam ,zeby jechal tata, pojechala ze mna mama i gosposia.
        Budynek naszej firmy (duzy, 2.500m2), poza czescia biurowa, techniczna, mial
        czesc "domowa" - urzadzone mieszkanie.
        Gdy weszlam, zatrzymal mnie.......ochroniasz (ktorego nigdy wczesniej nie
        bylo!!!). Rozmowa z mezem nie dala zadnych rezultatow. Dowiedzialam sie, ze
        firma juz nie jest moja (mielismy spolke cywilna), bo on spolke "zamknal", a
        otworzyl wlasna firme, tylko na swoje nazwisko - oczywiscie o tej samej nazwie,
        w tym samym budynku, z tymi samymi pracownikami, ktorzy jak sie pozniej
        okazalo, dostali od niego "premie" (ksiegowa i glowny handlowiec w wysokosci
        hmmm 200mln).Wezwalam policje, wtedy "pan" zgodzil sie, bym zajela
        mieszkanie.nastepnego dnia postanowilam przyjsc "do pracy", ale ochroniarz
        doslownie "wystawil" mnie z mojego gabinetu, w moim budynku, w mojej firmie.
        Bylam w strasznej furii, chyba z bezsilnosci. Mialam ochote wziac mlotek i
        tluc, co sie da (wiele pomieszczen bylo przeszklonych). Wtedy pomogla mi mama,
        ktora mna potrzasnela i powiedziala : uspokoj sie, on przeciez na to tylko
        czeka, wtedy wezwie karetke i cie zamknie.
        I mama miala swieta racje!
        Poszlam do banku. Konto bylo zablokowane (jak to mozliwe?!! bylam nie zona
        wlasciciela, ale wspolnikiem!! - ale bylo), pieniadze wybrane.Panie w Banku
        zachowywaly sie "dziwnie" (bo wiedzialy juz od meza, ze ja zwariowalam!!!, a on
        taki biedny, druga zona z rzedu mu wariuje:-(( ; one go "rozumialy", bo jak
        dowiedzialam sie pozniej, "przekonal" je odpowiednio)
        Poszlam do urzedu. Pani dziwnie mi sie przygladala, potwierdzila, ze maz
        zalozyl nowa firme i kazala(!) podpisac, ze wycofuje sie ze spolki. Oczywiscie
        nie zrobilam tego.
        Zablokowano mi telefon komorkowy. Pojechalam do firmy telefonicznej i
        dowiedzialam sie, ze telefon (na spolke) zostal zablokowany przez meza,
        bo....ja zwariowalam i moge nie placic rachunkow, a nabic duzo (widzialam jego
        pismo!!!)
        Zadzwonilam do naszego (mojego, z tym zawsze wylacznie ja pracowalam) dostawcy -
        trzy razy dowiedzialam sie, ze go nie ma. Wszystko bylo jasne.
        czulam sie jak w pajeczynie, mucha zlapana przez pajaka.
        Przekaz brzmial : chcesz odejsc, ok., do widzenia, ale nic nie dostaniesz.
        Oczywiscie, moglam tak odejsc. Zamieszkac u rodzicow, pojsc do jakiejsc pracy,
        probowac zyc.
        Ale nie umialam sie z tym pogodzic.
        Dlaczego?
        12 lat bardzo ciezkiej pracy i wszystko mam mu oddac?
        Dla czego mam obnozac komfort zycia dziecku?
        Dlaczego mam pozwolic sie okrasc?
        Nie umialam zaakceptowac takiej sytuacji.
        Spotkalam sie z jednym ze znajomych (wlasciwie to byl Klient, bo mysmy nie
        mieli znajomych), wiedzialam, ze mam jego s
      • Gość: samaka Re: ROZWODY........ IP: *.214.122.114.Dial1.Boston1.Level3.net 12.12.02, 16:19
        hej Magra,
        chcialabym Cie pocieszyc, ale to trudne...
        Powiem Ci tylko : kochaj corke, kochaj ja i mimo problemow jakie teraz zapewne
        masz, dawaj jej duuuuuzo milosci
        :-)))
        jej ojciec nie umie kochac, Ty Ja kochaj za dwoje
        pozdr
        • Gość: eva07 Re: ROZWODY........ IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 15.12.02, 22:17
          Hej, samaka! napisz co dalej bo to jak powieść sensacyjna.A swoją drogą wiedza
          taka może tez byc pouczająca. Tak ze prosze o ciąg dalszy!!!!!
    • melinek Re: ROZWODY........ 12.12.02, 16:04
      Ale tasiemcowaty post. Myslalam, ze nie przebrne, lecz mnie wciagnal.
      Wlos sie na glowie jezy od rodzinnych okropnosci.
      Widac, ze drugie malzenstwo jest rekompensata za pierwsze.
      Gratuluje wyjscia na prosta i zycze dalszego, udanego zycia.
      • Gość: agnes38 Re: ROZWODY........ IP: 195.116.45.* 15.12.02, 14:32
        melinek napisał:


        > Widac, ze drugie malzenstwo jest rekompensata za pierwsze.
        > Gratuluje wyjscia na prosta i zycze dalszego, udanego zycia.
        >
        >Niestety, nie zawsze.Ja byłam drugą żoną mojego eks.Małżeństwo było nieudane.
        Wiedząc to,nie mam nadziei na to,że ... uda mi się za drugim razem.Nawet chyba
        nie ma się z kim udać. :)I tak to jest.
        • Gość: julka do Agnes IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 15.12.02, 14:52
          Jedyna pewna rzeczą w życiu jest to, że nic nie jest pewne i dlatego nie
          mów "hop". Ja jestem zwolenniczką teorii, że im związek ma wyższy numerek, tym
          jest lepszy. Może też dlatego, że wiemy już z kim się nie wiązać i dlaczego.
          Mówiąc prościej oddzielamy ziarno od plew. Dojrzalej i w szerszej perspektywie
          patrzymy na ludzi.
          Nie dołuj się, to co czujesz w tej chwili może być chwilowe; to banalne co
          piszę, ale życie czasem tak zaskakuje, że naprawdę nie sensu czegokolwiek z
          góry zakładać
          • Gość: agnes38 Re: do Agnes IP: *.siedlce.dialup.inetia.pl 17.12.02, 18:38
            Dziękuję.Niestety, od dłuższego czasu życie mnie zaskakuje ciągle na minus.
    • Gość: Nati Re: ROZWODY........ IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 15.12.02, 17:57
      ale napisz co dalej? jak to sie stalo ze teraz piszesz do nas z Bostonu?
      • Gość: samaka Re: ROZWODY........ IP: *.214.126.73.Dial1.Boston1.Level3.net 16.12.02, 20:38
        Wlasnie zastanawiam sie, na ile wracanie do tego "balaganu" ma sens
        Dlaczego wracam?
        Nie mozna odciac sie od przeszlosci - ale tak naprawde, to bardzo chcialabym
        moc zapomniec
        Co bylo dalej?
        Towar w moich rekach zmobilizowal "pana" dp rozmow.
        Spotkalismy sie w kawiarni (przy stolikach obok ochroniarze!!!)
        i uzgodnilismy, ze na razie podzielimy budynek firmy, bo to najlatwiejsze,
        potem na spokojnie zajmiemy sie reszta.
        Zobowiazal sie (notarialnie!!!) do splaty w dwoch ratach.
        Pierwsza rate dostalam w terminie, wiec sie uspokoilam i pojechalam do corki do
        Londynu. Bylam troche nerwowa, troche nieprzespanych nocy, ale ...ogolnie ok.
        Wrocilam po zakonczeniu roku szkolnego.
        Zaczelam szykowac sobie do zamieszkania dom w rodzinnym miescie.
        Nie bardzo wiedzialam co robic, ale...dawne kolezanki, wspomnienia dziecinstwa,
        jakos bylo.
        Gdy przyszedl czas 2 raty, dowiedzialam sie, ze moge pocalowac sie w nos.
        zaczely sie telefony w nocym strasznia bandziorami (mialam powisiec sobie w
        piwnicy glowa w dol, zeby mi rozum z d...do glowy doszedl)
        Potem corka znalazla groby na kartkach papieru, w ogrodzie. (musial tam byc)
        dalam to do rzeczoznawcy pisma, on nie mial watpliwosci, ze to pismo mojego ex
        meza, ale rzeczoznawca "pana" (drozszy 10 krotnie) byl innego zdania.
        W sumie ponad 10 sadowych spraw.
        Nawet o paszport dla corki, i to ...dwa razy. Bo za 1 razem napisal do sadu, ze
        przeciez on sie na paszport zgadza, tylko mi odbija i zawracam sadowi glowe -
        wiec sad umorzyl postepowanie, a ja dalej paszportu nie moglam dostac (bo on
        nie chcial isc do wydzialy paszportowego, zeby zlozyc podpis). Dopiero, gdy 2
        raz wnioslam sprawe, pani sedzia polapala sie, ze musi wydac postanowienie, ze
        dziecku nalezy wyrobic paszport.
        O znecanie sie prokurator wniosl sprawe do sadu z...5-6 lat temu (te grozby) -
        do dzis (!!!!) Sad nie wyznaczyl terminu.
        Nie upominalam sie, bo gdy poszlam do prokuratora, to grozby sie skonczyly,
        ale....widocznie pani sekretarce....gdzies akta pod szafke wpadly.
        Wciaz bylam nekana, przeprowadzalam sie ....strasznie duzo razy.
        I dostawalam np.list (pusta koperte) przez niego adresowana - zebym miala
        swiadomosc, ze juz mnie jakis detektyw namierzyl i...nie moge spokojnie spac.
        Kiedys, po wyjsciu z sadu (ze sprawy rozwodowej) wsiadam do samochodu, a
        tu....hamulce nie dzialaja - w warsztacie dowiedzialam sie, ze sa przeciete
        przewody....
        A ja w tym wszystkim?
        Znajomi mieli mnie dosyc, bo bylam monotematyczna, lub jego sie bali
        Probowalam isc do pracy, ale to sie nie sprawdzalo, bo ...mialam wrazenie, ze
        zaniedbuje corke, ktorej musze jakos wynagrodzic te cala sytuacje, miec dla
        niej czas, dbac o nia
        Cale swoje uczucia przelalam na dziecko
        bardzo aktywne dziecko, z duza iloscia zajec poza szkolnych
        Poza tym, nie mialam sily, ochoty na nic
        W pidzamie odwozilam mala do szkoly, a potem gapilam sie godzinami w sufit i
        ryczalam
        Nie musialam sie myc, nie musialam sprzatac (tzn.nie robilam tego)
        nawet pojcie do sklepu po zakupy zaczynalo byc problemem
        Obejrzalam z 1000 filmow na video, ale chyba i wtedy nie wiedzialam o czym
        Chcialam umrzec, ale nie moglam, bo mialam dziecko, ktore mnie potrzebowalo
        tatus widywal je roznie, czasem dwa razy w miesiacu, czasem (gdy mala nie
        probowala nawiazac kontaktu), nie widzial jej rok
        Zawsze, kiedy sie z nim widziala, balam sie, ze mi ja porwie (tez mnie tym
        straszyl)
        Moja corka miala zawsze schowane pieniazki na taksowke, adresy i
        telefony "cioc", tak na wszelki wypadek
        Nie pamietam juz chronologii zdarzen, ale to byl koszmarny czas,
        koszmarne...najmniej 5 lat.
        W czasie rozwodu falszywi swiadkowie i....same klamstwa - a mimo to (nie zawsze
        dobrze klamali - jedna osoba twierdzila, ze to ja bylam piana i BILAM swojego
        meza, a potem go zamykalam - pani sedzia spytala : a co robila pozniej?
        - no....pozniej uspokajala dziecko - nie douczyli klamczucha i sie wkopal)
        dostalam rozwod z wylacznej winy meza.
        Tylko co to znaczy w Polsce?
        Dokladnie nic, poza tym, ze ladnie brzmi.
        W Stanach, facet by wyszedl w skarpetkach.
        W Polsce (do dzis!!!) - 9 lat - trwa sprawa o podzial majatku i....juz nie
        bardzo chce mi sie wierzyc, ze kiedys sie skonczy.
        "pan" bardzo sie wscieka i przedluza jak moze (bo to on jest mi winien
        pieniadze), bo gdy nie zaplacil 2 umowionej raty za budynek, to wnioslam sprawe
        9trwala 2 lata) i wygralam ja, a on musial wyplacic druga rate z odsetkami
        (wtedy prawie 50%) i teraz mu sie zdaje, ze juz nic nie jest moi winien.
        A mi, jak o tym mysle, robi sie niedobrze.
        Najgorszy byl 3 rok po rozwodzie, najtrudniejszy
        Potem ,pomalu zaczelo sie wychodzenie z dolka
        Odrobine "znormalnialam" po 5 latach.
        Zaczelam normalnie zyc, choc byly smutne samotne wieczory....
        Ale wszystko jakby ucichlo i....zaczynalam widziec swoja przyszlosc.
        Po 6 latach, corka , dorastajaca panna - zaczela uswiadamiac mi, ze nie
        powinnam byc sama, bo ona juz niedlugo zacznie studia i...krotko mowiac,
        uznala, ze pora, zebym sobie kogos znalazla.
        zaczelam szukac (przez internet) i...
        27 stycznia - dokladnie 7 lat po moim odejsciu - co do dnia - moj obecny maz mi
        sie oswiadczyl.
        Wszystko, co z nim przezylam bylo i jest wspaniale.
        Ale to zupelnie inna historia
        :-)))
        W kazdym razie od prawie dwoch lat jestem szczesliwa kobieta, w cudownym,
        dobrym, spokojnym zwiazku - pelnym milosci i zaufania.
        Moja corka ma okazje widziec, ze mozna zyc w malzenstwie bez awantur, bez
        klotni, za to z miloscia i szacunkiem.
        Nigdy w zyciu nie bylo mi tak dobrze
        (choc czasem, gdy jestem sama, to czkawka odbija mi sie przeszlosc)
        czuje sie jak zlamane drzewo, ktoremu wreszcie odrastaja nowe galezie.
        Chyba namaluje taki obraz
        :-))))
        Przepraszam, ze was zanudzilam
        Wsciekla bylam na siebie, ze to wszystko pisalam
        ale....
        moze dobrze (?)
        moze teraz uda mi sie zapomniec

        Wszystkim smutnym, rozczarowanym, zgorzknialym, skrzywdzonym - zycze tego co
        sobie - czlowieka, ktoremu mozna zaufac, ktorego mozna bezpiecznie kochac,
        ktory prawdziwie pokocha
        I niech sie wam spelni
        :-))
    • Gość: Agnieszka Re: ROZWODY........ IP: 213.195.142.* 17.12.02, 15:29
      Witajcie !
      Samaka Twój list był jak z filmu, czytając twój list płakałam jest to aż
      trudne do uwierzenia że można tak robić ( mowa o „panu) i przeżyć cos takiego.
      Moje życie nie wyglądało tez bajecznie ale w porównaniu do Twojego to
      sielanka .Nasze małżeństwo nie było sielanką a raczej katastrofą. Jedyne co nam
      wyszło to jest nasz córeczka która ma 6 lat i jest słoneczkiem. Mąż miał
      mieszkanie stare zaniedbane ja chciałam to mieszkanie sprzedać i kupić lepsze
      On się nie zgadzał i od tej pory zaczęły się nasze problemy. Mąż jak twierdzi
      mścił się na mnie za to że chciałam jego dorobek sprzedać... wypominał mi ze
      mieszkam u niego, ze chodzę po jego podłodze, nawet liczył ile razy włączyłam
      światło, miałam wyliczany czas rozmowy przez telefon... , kilka razy dostałam
      od niego utrzymywałam się sama on płacił czynsz i robił podstawowe zakupy ja
      natomiast zaspakajałam swoje i dziecka potrzeby głównie dziecka (tego nie musze
      tłumaczyć). Pamiętam jak bardzo długo nie wracał do domu siedziałam w oknie
      do 12:00 w nocy i wyglądam , zaczęłam dzwonić po znaimomych, gdy przyszedł
      skwitował to jednym zdaniem „ zamiast spać to panikujesz , masz jakieś głupie
      metody mnie pilnowania o której przyjdę , jestem dorosły i wracam kiedy chcę „
      Gdy bolał mnie ząb a wtedy nie pracowałam, poprosiłam go żeby mi dał na
      dentystę odrzekł jak Cię starzy źle zrobili to teraz niech ci dają na lekarzy.
      Nasza córeczka gdy zaczeka chodzić do przedszkola zaczeka również częściej
      chorować , krzyczał na nią że odda ją do domu dziecka jak będzie tak często
      chorować. Zdarzały się takie sytuacje , ze jak chciała obejrzeć bajkę to mówił
      żeby ci mamusia kupiła telewizor bo ten jest jego i on w tej chwili ogląda.
      Pewnego dnia mąż dostał propozycję wyjazdu do Stanów (ja mu odradzałam to). Po
      powrocie od swych rodziców stwierdził jednak że nie wyjedzie bo ja mu sprzedam
      mieszkanie i kogo okradnę. Po tych słowach postanowiłam sobie kupić własne
      mieszkanie miałam dość bycia traktowana jako osoba czyhająca na mieszkanie
      męża. O fakcie że mam mieszkanie nie powiedziałam Mu. Pewnego dnia wróciłam do
      domu za wcześnie i zastałam mojego męża z inną... jak to boli, spakowałam się i
      wyszłam. Od tego czasu minęło 1,5 roku. On miał liczne romanse. Nawet został
      oskarżony o molestowanie seksualne będzie miał sprawę w sodzie .Teraz twierdzi
      że chce być tylko ze mną i namawia mnie abym wróciła do niego a swoje
      mieszkanie w którym mieszkam z córka wynajęła lub sprzedała. A jeśli nie zgodzę
      się na to on ma już kandydatkę na moje miejsce.. Kocham go nadal , ale boję się
      że wszystko wróci od nowa moje poniżania i mojego dziecka. Ale boli mnie jak
      opowiada o swych panienkach jaki jest dobry dla nich i wogle. Mówi mi że to ja
      byłam nie do życia ze on potrafi być z kimś bez żadnych zgrzytów. Ostatnio
      często nas odwiedza nawet potrafimy spędzić wspólnie niedzielę. Cieszę się bo
      widzę jak moja córeczka lgnie do niego. A zarazem widzę że czasem ma tego
      dość i często wspomina swoje byłe „znajome”. Poprosiłam go aby pozmywał po
      sobie ( talerz i szklankę ) oburzył i powiedział że nie będzie zmywał, ubrał
      się wyszedł . Zadzwonił do mnie i kazał przemyśleć moje postępowanie do niego,
      jego znajome mu nie każą zmywać . Teraz zbliżają się święta , zaproponował że
      przyjedzie do nas na święta że pomoże mi w zakupach i w przygotowaniach. Nie
      wiem czy mam z nim spędzić te święta czy jechać do rodziców , którzy są
      przeciwnie żebym z nim spędziła świata. Wiem jedno ze jak z nim tych świat nie
      spędzę on wniesie sprawę o rozwód. A jeśli nie spędzę z rodzicami to się
      obrażą i koło się zamyka. Nie wiem co wybrać . Nie potrafię się od niego
      uwolnić , i moja miłość do niego nie chce przejść mimo tylu krzywd. Boje się
      zakończy to , nie wiedze dla siebie żadnej przyszłości.
      Pozdrawiam A.


      • Gość: A28 Re: ROZWODY........ IP: *.proxy.aol.com 17.12.02, 16:04
        Agnieszko, powiedz, za co ty kochasz meza? Albo dlaczego go kochasz? To nie
        moze byc prawda. Moze boisz sie tylko przyszlosci? Poczytaj, co przezyla ta
        kobieta, ktora zalozyla ten watek. Dzis jest szczesliwa i to bardzo. Ona tez
        sie bala. Stworzylas cos sama, stworzylas spokojny dom sobie i twojej corce.
        Zachowaj to. Decyduj sama, co jest dla ciebie wazniejsze i przyjemniejsze.
        Swieta z rodzicami w spokoju, czy z mezem? Nabierz wiary w siebie. Innym sie
        udalo, to tobie tez sie uda. Zobaczysz!! Pomyslnosci!!
        • Gość: agnes38 Re: ROZWODY........ IP: *.siedlce.dialup.inetia.pl 17.12.02, 18:36
          Nad czym tu się zastanawiać i kogo tu kochać?Kobieto, obudź się.
    • maurycyxxl PRZESTROGA DLA TATUSIÓW 17.12.02, 20:35
      Czytam i czytam i czytam..... I tak sobie myślę..... podręcznikowy przypadek.
      Ojciec despota, niedostępny i chłodny - nie potrafiący kochać. I co z tego
      wynika? Córka wiąże się z psycholem, beznadziejnie go kocha (przez pierwsze
      lata0, ma zaćmę na oczach. "NAGLE" okazuje się, że facet jest
      nienormalny, "NAGLE I NIESPODZIEWANIE" okazuje się, że jest agresywny,
      despota, niedostępny, chłodny i nie potrafiący kochać. Deja vu?
      Córki w nieprawdopodobny sposób szukają w dorosłym zyciu "swoich ojców". To
      przecież pierwszy facet, wzór, mężczyzna życia, pierwsza miłość niespełniona...
      No i znajdują - takich jak oni!!! To nie ich wina. One po prostu nie wiedzą, że
      są inni...
      Rozpacz!
      TATUSIOWIE!!! Kochajcie swoje córki!!! Przytulajcie, rozpieszczajcie, czytajcie
      na dobranoc bajki, zabierajcie na lody, spacer, do kina. Gotujcie z nimi
      obiady, wyjeżdżajcie na wakacje, na rower, na rolki, zabierajcie na motor, do
      jazz-klubu na nocny koncert, bądźcie z nimi, dla nich.....
      Jeśli będziecie zamknięci, surowi, oschli, niedostępni, niesprawiedliwi,
      będziecie je karać, (bić - o zgrozzzzzo!!), kiedyś w życiu waszych córek pojawi
      się facet, którego pokochają tak jak was - który je zgwałci, pobije pięścią po
      twarzy, okradnie, a one będą się bały nawet przyjść do was po pomoc - po
      schronienie!!!!PAMIĘTAJCIE O TYM WSZYSCY ZAPRACOWANI, GONIĄCY ZA KASĄ
      TATUSIOWIE!!!

      Ojciec - lat 42.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka