sonai
31.03.06, 20:50
U mnie o niebo lepiej, jesli chodzi o jedzenie i samoakceptacje.Bo jesli
chodzi o inne rzeczy,...to juz inna, wcale nie tak wesoła bajka.Jem jak
zwyczajny czlowiek i duzo sie ruszam.Nie jest zle. W ciagu ostatnich tygodni
na ulicy zaczepilo mnie sporo facetow:)Nie mierze swojej wartosci ich
opiniami, ale nie powiem, czlowiek sie lepiej czuje, zwlaszcza gdy ma
watpliwosci: czy aby na pewno nie strasze ludzi na ulicy swoi wygladem?jednak
pojawily sie inne problemy. Kiedys zapełnialo sie pustke jedzeniem, teraz
hmmm...jest problem. Tak jakbym cos stracila, niekoniecznie dobrego, ale cos,
co mi ciagle towarzyszyło. Budze sie O 4 nad ranem, mecza mnie jakies
koszmary, wieczorem z kolei dopada mnie dziwna melancholia.w dom umowia, ze
mam za dobrze.Byc moze z ich punktu widzenia tak jest.Ale ja w ten sposob
tego nie odbieram.mnie jest trudno. Probuje stanac na nogi. Poznalam fajnego
chlopaka, ale przyznaje mam opory. Ciagle boje sie ze ktos mnie niewlasciwie
oceni albo ze jak zwykle cos rozwale.Czasami zycie wydaje sie szare.Moze
wiecie jak je ubarwic? Niby wszystko dochodzi do normy, jednak czegos mi
brakuje.Nie wiem jak to okreslic.Moze mialyscie podobnie? Mam nadzieje ze Wam
sie uda z tego wyjsc.Przyjdzie taki moment,ze dacie rade.Trzymajcie
sie.POZDRAWIAM!