Dodaj do ulubionych

Złym człowiekiem być

13.01.03, 10:37
Wszystko mi na to wskazuje, jednak samo pojęcie dobrego i złego jest dość
rozmyte, jeśli nie kierujemy się jakimiś wyznacznikami owych. Tu dla
uproszczenia weźmy normy chrześcijańskie.

Nie sugerując się kolejnością, mam jak poniżej.
Odczuwam czasami tak wielka pychę, że nawet najpyszniejsze ciastko jej nie
dorównuje.
Chciwość, która rodzi się we mnie, wręcz przyprawia mnie o zawroty głowy.
Duszę mam tak nieczystą jak ciało bezdomnego, bo i jak mogło być inaczej
skoro nigdy jej nie oczyszczałem.
Zazdroszczę, a zwłaszcza tym, którzy się potrafią w życiu bez grzeszenia
obyć zaznając szczęscie zarazem.
Podczas jedzenia i picia nie korzystam z żadnej miarki, stąd czynność ta jest
nawet bardziej niż nieumiarkowana, zwyczajnie jem, kiedy mam na to ochotę i
w ilościach mi odpowiadających. (Swoją drogą, to chyba również podstawowy
grzech wszelakich fitness clubów.)
Gdy się gniewam mam ochotę zatłuc miauczącego nieznośnie kota, otruć
rozkapryszonego bachora moich krewnych itd. itp.

Tak więc, popełniam wszystkie grzechy główne, choć nie zawsze jest mi dane
je uzewnętrznić, ale to głównie przez moje lenistwo (!).

I jeszcze mnie ciekawi czy dobrym będzie ten, kto ma analogicznie same dobre
i szlachetne chęci działań, co do swych bliźnich, jednak nie wciela ich w
zycie. Wynikałoby, ze jeśli w pierwszym przypadku jest się złym, to w drugim
z tego samego powodu jest się dobrym.
Dopuszczam jeszcze takie możliwości, że nie tyle jestem zły, co grzeszny,
pytanie jednak czy grzechy są czymś złym, bo jeśli tak, to na jedno wychodzi,
oraz, być może złym jest ten, kto nie ma wyrzutów sumienia, ja zatem jestem
diabłem wcielonym, bo sumienia kompletnie swego nie wyczuwam, gdyż me grzechy
ani mnie grzeją ani ziębią.



A jak Wy się oceniacie i z grzechami swymi radzicie, macie sumienie ?
Obserwuj wątek
    • Gość: kamfora Re: Złym człowiekiem być IP: 62.29.248.* 13.01.03, 12:33
      pastwa napisał:


      > Dopuszczam jeszcze takie możliwości, że nie tyle jestem zły, co grzeszny,


      Grzech dotyczy Twojej relacji z Bogiem.
      Dobry/zły człowiek - Twojej relacji z ludżmi.

      Tylko dla wierzących jest to to samo. :-)))

      • pastwa Re: Złym człowiekiem być 13.01.03, 12:55
        Gość portalu: kamfora napisała:

        > pastwa napisał:
        >
        >
        > > Dopuszczam jeszcze takie możliwości, że nie tyle jestem zły, co grzeszny,

        > Grzech dotyczy Twojej relacji z Bogiem.

        Kiedy treść tych grzechów mówi o relacjach z ludźmi, soba samym, a nie
        relacjach z Bogiem.

        > Dobry/zły człowiek - Twojej relacji z ludżmi.

        Jednak zły człowiek może mieć dobre relacje z ludźmi (i odwrotnie), dzieje sie
        tak dlatego, ze to, co jest wymieniane jako grzeszne, niekonieczne będzie dla
        innych ludzi czymś złym. I co z tym fantem zrobic, kiedy dany człowiek wierzacy
        popełnie grzechy według Boga, a nie robi niczego złego według ludzi.
        • Gość: kamfora Re: Złym człowiekiem być IP: 62.29.248.* 13.01.03, 13:47
          pastwa napisał:
          I co z tym fantem zrobic, kiedy dany człowiek wierzacy

          > popełnie grzechy według Boga, a nie robi niczego złego według ludzi.

          Dla człowieka wierzącego ważne jest to co "według Boga",
          a nie to, co "według ludzi".

          Powtarzam: pojęcie grzechu nie ma zastosowania do ludzi niewierzących.
          A człowiek wierzący - to nie ten z przyklejoną etykietką.

          Więcej wieczorem :-)
          • pastwa Re: Złym człowiekiem być 13.01.03, 13:58
            Gość portalu: kamfora napisała:

            > pastwa napisał:
            > I co z tym fantem zrobic, kiedy dany człowiek wierzacy
            > popełnie grzechy według Boga, a nie robi niczego złego według ludzi.


            > Dla człowieka wierzącego ważne jest to, co "według Boga",
            > a nie to, co "według ludzi".

            Czyli, że wieksze ma znaczenie to, co czuje Bóg, niż to, co czują ludzie, ale
            wychodzi na to, że taki Bóg jest strasznie nieludzki, chociaz strasznie boski.



            • kamfora Re: Złym człowiekiem być 13.01.03, 19:09
              pastwa napisał:


              > Czyli, że wieksze ma znaczenie to, co czuje Bóg, niż to, co czują ludzie,
              ale wychodzi na to, że taki Bóg jest strasznie nieludzki, chociaz strasznie
              boski.

              Na to akurat nijak "nie wychodzi";-)

              Jeżeli nie wierzysz w Boga - jak możesz oceniać swoje postępowanie
              według przykazań boskich? Postępujesz według "przykazań ludzkich".

              A jeśli wierzysz - to wiesz, że najważniejsze jest przykazanie
              miłości. I słowa: cokolwiek uczynisz drugiemu człowiekowi - to tak,
              jakbyś Bogu samemu uczynił. I Ty też jesteś człowiekiem. Siebie też więc
              masz kochać. Nie krzywdzić.
              Postępuj tak, jakbyś chciał, żeby ludzie postępowali wobec Ciebie.
              (nie w zależności od tego, jak oni postępują wobec Ciebie).

              I jest jeszcze coś: zachowasz przykazania JEŚLI CHCESZ.
              Bo przymusu nie ma.

              Jeśli nie zachowujesz przykazania miłości - grzeszysz.
              Ale w każdej chwili możesz wrócić.

              Pojednanie z drugim człowiekiem zależy od Ciebie i od tego człowieka.
              Pojednanie z Bogiem zależy tylko od Ciebie.

              Tak to się mniej więcej wykłada. Nie ma powodów kpić.
              Nie ma w przykazaniach żadnego, które byłoby przeciwne dobru
              człowieka.
              • pastwa Re: Złym człowiekiem być 14.01.03, 17:36
                kamfora napisała:

                > pastwa napisał:
                >
                >
                > > Czyli, że wieksze ma znaczenie to, co czuje Bóg, niż to, co czują ludzie,
                > ale wychodzi na to, że taki Bóg jest strasznie nieludzki, chociaz strasznie
                > boski.

                > Na to akurat nijak "nie wychodzi";-)
                >
                > Jeżeli nie wierzysz w Boga - jak możesz oceniać swoje postępowanie
                > według przykazań boskich? Postępujesz według "przykazań ludzkich".

                > A jeśli wierzysz - to wiesz, że najważniejsze jest przykazanie
                > miłości. I słowa: cokolwiek uczynisz drugiemu człowiekowi - to tak,
                > jakbyś Bogu samemu uczynił. I Ty też jesteś człowiekiem. Siebie też więc
                > masz kochać. Nie krzywdzić.
                > Postępuj tak, jakbyś chciał, żeby ludzie postępowali wobec Ciebie.
                > (nie w zależności od tego, jak oni postępują wobec Ciebie).

                Kiedy podałem przypadek w którym ani ja nie mam uczucia pokrzywdzenia siebie,
                ani kogoś drugiego mym postepowaniem nie ranię, mimo własnie grzesznosci tegoż
                postepowania. Przez to własnie mam prawo mniemać, ze odczucia ludzi, nie sa tu
                nadrzednymi, ale własnie boskie samopoczucie, tak wynika z tego co piszesz.
                A przeciez, Bóg jako jako istota nieskończenie miłosierna, to włąsnie na
                ludzkie samopoczucie powinien bardziej zwracac uwage , niźli na swoje,a jest
                odrotnie.
                Co do miłowania innych, tu bym uważał, przykładowo trudno rozstrzygnać, jak
                potraktowac przypadek w którym, dana osoba się w nas zakochuje bez wzajemnosci.
                Cierpi ona, ponieważ, my z nia być nie mamy zamiaru. I tu pytanie, czy to my ją
                krzywdzimy, czy ona sama się krzywdzi. Można nawet zaryzykować uwagę, że nasza
                potrzeba, a może wrecz chciwosc na własne szczęście jest większa od potrzeby
                uszczęśliwienia kogoś ( choćby i kosztem nas). I jak to ocenić.

                > Tak to się mniej więcej wykłada. Nie ma powodów kpić.
                > Nie ma w przykazaniach żadnego, które byłoby przeciwne dobru
                > człowieka.

                Może intencje były szlachetne(, ale nie wiem czy dobrymi sa prawa, które
                równaja wszystkich (wierzacych) do jednej grupy, przykładowo reprezentowanej
                przez Kamfore, i które to prawa nie uwzgledniają różnorodnosci postrzegania i
                odczuwania ludzi, myslisz ze każdy czuje tak jak Ty, kiedy grzeszy bądź jest
                światkiem popełniania grzechu przez kogoś ?. Uważam ze można w wielu
                przypadkach nikogo nie krzywdzic, a jednoczesnie popełniac własnie grzechy
                główne, stad mój do nich stosunek żartobliwy, bo na szacunek nie zsługuja przez
                swą niesprawiedliwość.
    • Gość: firanka Re: Złym człowiekiem być/troche obok IP: 212.244.188.* 13.01.03, 16:02
      Troche obok watku, ale blisko tematu. Pastwa pastwi sie nad tzw. grzechami glownymi, a 10 przykazan? Jaka
      roznica - zapytam moze naiwnie? Nieprzestrzeganie przykazan, to grzech przeciez, to co? Grzechow jest 17? Czy
      jak? I czy grzech "nieswiecenia dnia swietego" jest rowny grzechowi zabijania?

      • kamfora Re: Złym człowiekiem być/troche obok 13.01.03, 19:23
        Gość portalu: firanka napisał(a):

        I czy grzech "nieswiecenia dnia swietego" jest rowny grzechowi zabijania?

        A może to to samo?

        Czy człowiek, który nie ma czasu na świętowanie,
        na odpoczynek od pracy - nie zabija w sobie człowieka?
        Nie ma czasu na miłość. Córka znajomych wyskoczyła z 10 piętra.
        Nieudana próba - zaczepiła spódnicą o balkon niżej. Uratowali.
        (scena żywcem z jakiegoś wyciskacza łez, gdyby nie to, że to prawda)

        Powiedziała, że ma dosyć życia, gdzie rodzice nie mają dla niej czasu
        nawet w niedzielę.
        Moim zdaniem tutaj nieświęcenie dni swiętych przełożyło się na zabijanie.
    • Gość: Imagine Re: Złym człowiekiem być IP: *.unl.edu 13.01.03, 16:35
      pastwa napisał:

      > Wszystko mi na to wskazuje, jednak samo pojęcie dobrego i złego jest dość
      > rozmyte, jeśli nie kierujemy się jakimiś wyznacznikami owych. Tu dla
      > uproszczenia weźmy normy chrześcijańskie.
      >
      > Nie sugerując się kolejnością, mam jak poniżej.
      > Odczuwam czasami tak wielka pychę, że nawet najpyszniejsze ciastko jej nie
      > dorównuje.
      > Chciwość, która rodzi się we mnie, wręcz przyprawia mnie o zawroty głowy.
      > Duszę mam tak nieczystą jak ciało bezdomnego, bo i jak mogło być inaczej
      > skoro nigdy jej nie oczyszczałem.
      > Zazdroszczę, a zwłaszcza tym, którzy się potrafią w życiu bez grzeszenia
      > obyć zaznając szczęscie zarazem.
      > Podczas jedzenia i picia nie korzystam z żadnej miarki, stąd czynność ta jest
      > nawet bardziej niż nieumiarkowana, zwyczajnie jem, kiedy mam na to ochotę i
      > w ilościach mi odpowiadających. (Swoją drogą, to chyba również podstawowy
      > grzech wszelakich fitness clubów.)
      > Gdy się gniewam mam ochotę zatłuc miauczącego nieznośnie kota, otruć
      > rozkapryszonego bachora moich krewnych itd. itp.
      >
      > Tak więc, popełniam wszystkie grzechy główne, choć nie zawsze jest mi dane
      > je uzewnętrznić, ale to głównie przez moje lenistwo (!).
      >
      > I jeszcze mnie ciekawi czy dobrym będzie ten, kto ma analogicznie same dobre
      > i szlachetne chęci działań, co do swych bliźnich, jednak nie wciela ich w
      > zycie. Wynikałoby, ze jeśli w pierwszym przypadku jest się złym, to w drugim
      > z tego samego powodu jest się dobrym.
      > Dopuszczam jeszcze takie możliwości, że nie tyle jestem zły, co grzeszny,
      > pytanie jednak czy grzechy są czymś złym, bo jeśli tak, to na jedno wychodzi,
      > oraz, być może złym jest ten, kto nie ma wyrzutów sumienia, ja zatem jestem
      > diabłem wcielonym, bo sumienia kompletnie swego nie wyczuwam, gdyż me grzechy
      > ani mnie grzeją ani ziębią.
      >
      >
      >
      > A jak Wy się oceniacie i z grzechami swymi radzicie, macie sumienie ?
      Wiesz ze Cie lubie Pastwa, ale tego belkotu nie moge zniesz. Czytaj o EGO
      na tym forum i potem wyskakuj z takimi parabolami i gnomami jak powyzsze.
      Pozdr, Imagine.
    • trzcina Re: Złym człowiekiem być 13.01.03, 20:21
      Pan żartujesz, panie Pastwo...
      A mnie ziębią moje grzechy.
      Za Kamforą, nie tyle dobry/zły, ocena zawsze kulawa.

      Nie chcę być chciwa, chciwość marnotrawi życie.
      Nie chcę być pyszna, pycha mnie wypycha w głupotę.
      Duszę(tylko, błagam, nie zaczynajcie o duszy siedzibie)to ja wolę mieć czystą,
      za brudem en general nie przepadam.
      Znaczy czasem trzeba posprzątać.
      W tej duszy.
      Zazdrość pozbawia mnie radości bycia z ludźmi.
      Gniew, ten z przyzwoleniem, rozrywa bliskość.
      Długo trzeba potem łatać.
      Każde nieumiarkowanie kończy sie buntem organizmu.

      Patrzę i co widzę? Nie opłaca mi sie grzeszyć.
      Wyrachowaniem grzeszę, gdy nie grzeszę;)


      zdrowionka
      t.))





      • pastwa Re: Złym człowiekiem być 14.01.03, 17:41
        Pan Pastwa nie twierdził Trzcino, ze nikt nie odczuwa „bólu” podczas
        popełniania grzechów głównych, Twój przypadek, ale jest wielu ludzi, którzy
        tego tak nie odbieraja i kwestia wiary nie ma tu nic do rzeczy.
        Zważ tez jeszcze, że samo zaznanie nieszcześcia,dyskomfortu
        psychicznego/fizycznego, nie musi być wcale powiazane z grzesznym czynem ( tak
        jak Ty to na swoim przykładzie przedstawiłaś). Jest nieskonczenie wiele
        wręcz, zagadnień,zachowań, dylematów, których rozstrzyganie i przezywania
        sprowadza na nas cierpienie, a żądnymi grzechami one nie są. Ja próbuje jedynie
        pokazac, ze definicja grzechu, nie jest doskonała i nie wywołuje tych samych
        odczuć, a wynika to z różnorodnosci ludzi, którzy niejednakowo patrzą na świat
        i go odbierają, zatem równanie tylko do tej jednej grupy jest krzywdzace dla
        pozostałych, którzy wcale nie musza być przy tym niewierzacymi, jak to
        sugerowac chce się.
        • trzcina Re: Złym człowiekiem być 14.01.03, 21:27
          Pastwo miły,
          odpowiedziałam Tobie, a i sobie, na pytanie kończące post inicjujący wątek.
          JAk mi się grzechy wymienione kojarzą i dlaczego, staram się tych akurat
          unikać, na ile to możliwe.
          Już ani słowa więcej o wyrachowaniu;)



          pastwa napisał:

          > Zważ tez jeszcze, że samo zaznanie nieszcześcia,dyskomfortu
          > psychicznego/fizycznego, nie musi być wcale powiazane z grzesznym czynem (
          tak
          > jak Ty to na swoim przykładzie przedstawiłaś). Jest nieskonczenie wiele
          > wręcz, zagadnień,zachowań, dylematów, których rozstrzyganie i przezywania
          > sprowadza na nas cierpienie, a żądnymi grzechami one nie są.


          Bo to na odwrót. Dyskomfort i kiepskie inne skutki sprowadzić może na nas nie
          tylko grzech.
          Ale też wymienione na starcie przez Ciebie grzechy, w pełnym brzmieniu znaczeń
          tych słów, nieodmiennie je powodują, to zmniejszenie ich ciężaru gatunkowego
          może kazać nam mysleć, że nic to.
          I może są wyjątki potwierdzające regułę, dla których zazdrosć, chciwość, gniew
          są nie tylko neutralne, ale wręcz twórcze, ale nie w tym zakresie, sadzę, jaki
          ustawodawca miał na myśli;)


          >Ja próbuje jedynie pokazac, ze definicja grzechu, nie jest doskonała i nie
          wywołuje tych samych
          > odczuć, a wynika to z różnorodnosci ludzi, którzy niejednakowo patrzą na
          świat
          > i go odbierają, zatem równanie tylko do tej jednej grupy jest krzywdzace dla
          > pozostałych, którzy wcale nie musza być przy tym niewierzacymi, jak to
          > sugerowac chce się.

          Cóż, definicja jest pojemna, takie one i bywają.
          Sama nikogo do niczego nie zamierzam równać, jako i nie chcę być równana.
          Z pewnościa byłby możliwy kodeks obejmujący wszystkie kombinacje zachowań
          dobrych/złych, grzesznych/nie.
          Z niuansami, z wyjatkami, z uwzględnieniem wszelkich odcieni odczuć. Życia by
          na czytanie nie starczyło.
          A i może życia by jeszcze nie było, bo kodeks ciągle nie gotowy;)

          A ten, który jest, mówi mi tylko - "trzcina, uważaj, tam moze być ślisko", to
          uważam, tyle.

          Serdecznie
          t.))





    • martyna14 Re: Złym człowiekiem być 13.01.03, 23:36
      pastwa napisał:

      > Wszystko mi na to wskazuje, jednak samo pojęcie dobrego i złego jest dość
      > rozmyte, jeśli nie kierujemy się jakimiś wyznacznikami owych. Tu dla
      > uproszczenia weźmy normy chrześcijańskie.

      Ale czy tak naprawde mozliwa jest czysta i pelna definicja dobra i zla ?
      Jesli nawet to jak wiele mamy takich definicji - spojrz na filozofie.

      Czy my tak naprawde potrzebujemy tej definicji czy nie prosciej stosowac
      zasade nie ranic samego siebie i innych? Moze rozwiazanie tej zagadki co jest
      dobrem a co zlem jest jednym z powodow dla ktorych zyjemy?
      .
      > Zazdroszczę, a zwłaszcza tym, którzy się potrafią w życiu bez grzeszenia
      > obyć zaznając szczęscie zarazem.

      Ja mam odwrotnie- ze nie grzesze bardzo zaluje.

      > I jeszcze mnie ciekawi czy dobrym będzie ten, kto ma analogicznie same dobre
      > i szlachetne chęci działań, co do swych bliźnich, jednak nie wciela ich w
      > zycie. Wynikałoby, ze jeśli w pierwszym przypadku jest się złym, to w drugim
      > z tego samego powodu jest się dobrym.

      A mnie ciekawi jak ocenic tego z zlymi, podlymi checiami , ktore wcielone w
      zycie jednak czynia dobro? Jak ocenic klamstwo, ktore okazuje sie prawda?



      > Dopuszczam jeszcze takie możliwości, że nie tyle jestem zły, co grzeszny,
      > pytanie jednak czy grzechy są czymś złym, bo jeśli tak, to na jedno wychodzi,
      > oraz, być może złym jest ten, kto nie ma wyrzutów sumienia, ja zatem jestem
      > diabłem wcielonym, bo sumienia kompletnie swego nie wyczuwam, gdyż me grzechy
      > ani mnie grzeją ani ziębią.

      Bez oceniania chce tylko dodac, ze my wszyscy mamy niezwykle zdolnosci do
      nawet podswiadomego zapominania i nie odczuwania i czasami jak zagladniemy w
      glab siebie - obudzimy sie zaskoczeni samymi soba .


      Pozdrowionka


      • karkass Re: Złym człowiekiem być - kuszace ale... 14.01.03, 20:46
        wszystko co opisujesz jest POZORNA wolnoscia czlowieka. Jest to tak silny bodziec ze wielu uznaje to
        jako recepte na zycie i POZORNE pozostawanie w zgodzie z soba. Sa nawet religie ktore glosza aby robic
        to co Ty robisz i w ten sposob osiagac jednosc z soba i "REALIZOWAC SIE" bez zadnych hamulcow.

        Chce to nienawidze, chce to jem i ile chce, chce to oszukuje, klamie, kradne, wrzeszcze, bije itp
        Ta pozornosc wyzwolenia w ten sposob moze doprowadzic do obledu. Bo w ten sposob czlowiek cofa sie
        do poziomu zwierzecia i tak pojmuje swiat. Pies takze je, gryzie sie, rozmnaza kiedy tylko ma na to ochote
        i jest na pewno w tym dzialaniu w zgodzie z "SOBA". oczywiscie soba nie jest a raczej zlepkiem instynktow
        i nie mysli, nie ma tego pytania egzystencjalnego ktore ma czlowiek, nie wartosciuje, dziala bo tak kaze
        mu instynkt. dlatego w odniesieniu do zwierzecia nie ma zastosowanie pojec ZLY I DOBRY.

        Czlowiek rozni sie jednak tym ze ma glowe, mysli, aspiruje, do czegos dazy a wiekszosc z nas zadaje
        sobie tez pytanie: po co? dokad? jak? a wracajac do poziomu zwierzecia odwracasz sie od swojej
        ludzkosci i realizacji jako czlowiek i prawdopodobnie przychodzi chwila kiedy odczujesz kompletna
        zwodniczosc i falsz takiej drogi. Mysle ze panowanie nad swoimi zadzami i popedami daje nam, jako
        ludziom w efekcie, inny, lepszy, dojrzalszy powrot do natury i okdkrycie prawdziwego siebie.
        Cala sztuka polega wlasnie na tym aby poprzez dlugoletnie praktykowanie, czesto cale zycie (i bez efektu)
        dochodzic do tego ze rzeczy o ktorych piszesz sa wlasnie zaprzeczeniem czlowieczenstwa a droga do
        pelnej realizacji jest calkiem inna
        • pastwa Karkass 15.01.03, 09:42
          karkass napisała:

          wszystko co opisujesz jest POZORNA wolnoscia czlowieka. Jest to tak silny
          bodziec ze wielu uznaje to jako recepte na zycie i POZORNE pozostawanie w
          zgodzie z soba. Sa nawet religie ktore glosza aby robic to co Ty robisz i w ten
          sposob osiagac jednosc z soba i "REALIZOWAC SIE" bez zadnych hamulcow.

          ***Kiedy ja sie hamuje,grzeszę, ale staram sie nikogo nie krzywdzic,
          przynajmniej umyslnie.

          Chce to nienawidze, chce to jem i ile chce, chce to oszukuje, klamie, kradne, w
          rzeszcze, bije itp

          ***Nienawiśc nie jest wynikiem chciejstwa, ale pojawia sie u wiekszości niejako
          odgórnie, a co potem z nia robimy to w pewnym stopniu zalezy od nas. Zauważ
          tez, ze oszustwo, kradzież,bicie itd. juz nie są wystepkami nieszkodliwymi dla
          innych ludzi, stad o nich nie wspomniałem.

          Ta pozornosc wyzwolenia w ten sposob moze doprowadzic do obledu. Bo w ten
          sposob czlowiek cofa sie do poziomu zwierzecia i tak pojmuje swiat. Pies takze
          je, gryzie sie, rozmnaza kiedy tylko ma na to ochote i jest na pewno w tym
          dzialaniu w zgodzie z "SOBA". oczywiscie soba nie jest a raczej zlepkiem
          instynktow i nie mysli, nie ma tego pytania egzystencjalnego ktore ma czlowiek,
          nie wartosciuje, dziala bo tak kaze mu instynkt.

          ***Do obłedu prowadzą najczęsciej wszelakie pytania egzystencjalne,popatrz ilu
          jest obłakanych ludzi, a ile zwierząt, co nieznaczy, że nalezy nasladować
          zwierzeta.

          Czlowiek rozni sie jednak tym ze ma glowe, mysli, aspiruje, do czegos dazy a
          wiekszosc z nas zadaje sobie tez pytanie: po co? dokad? jak? a wracajac do
          poziomu zwierzecia odwracasz sie od swojej ludzkosci i realizacji jako czlowiek
          i prawdopodobnie przychodzi chwila kiedy odczujesz kompletna zwodniczosc i
          falsz takiej drogi.

          ***Nie wierzył bym tak mocno, w siłe spełnienia poprzez zadawanie pytań
          typu "po co?", "dlaczego?", bo jak długo istnieje ludzkośc i stawiane sa takie
          pytania, to tak długo brak człowiekowi sensu w zyciu, spokoju, itd. Co
          oczywiscie nie przekresla wagi takich rozmyslań, bo nawet liczne największe
          umysły wielokroć nijak tym mysleniem nie ukoiły swego umysłu, wrecz przeciwnie.

          Mysle ze panowanie nad swoimi zadzami i popedami daje nam, jako ludziom w
          efekcie, inny, lepszy, dojrzalszy powrot do natury i okdkrycie prawdziwego
          siebie.

          ***Co to znaczy panowac nad popedami, bo chyba nie całkowita z nich rezygnacje,
          ale raczej folgowaniu sobie wówczas kiedy efekt tychże "grzechów" raniacym
          nikogo nie jest. Nie rezygnujemy przeciez z żadzy seksu, miłości,popedu do
          przygód tylko dlatego, by wykazać siłę ludzkiego umysłu.

          Cala sztuka polega wlasnie na tym aby poprzez dlugoletnie praktykowanie, czesto
          cale zycie (i bez efektu) dochodzic do tego ze rzeczy o ktorych piszesz sa
          wlasnie zaprzeczeniem czlowieczenstwa ...

          ***Kiedy "rzeczy te" wynikaja moja droga własnie z człowieczenstwa, tym samym
          jak moga mu zaprzeczać ???

          ...a droga do pelnej realizacji jest calkiem inna.

          ***Albo wcale jej nie ma, na co wskazuja miliony przypaków ludzkich nie
          kroczacych wcale po drodze, której ja bronie, a której wcale za najlepszą nie
          uwazam, ale za złą równiez nie. Ot zwyczajnie nikt mnie nie przekonał ze jest
          tylko jedna słuszna autostrada do nieba.
          • karkass Re: Pastwa 15.01.03, 11:56
            OK Pastwa prawda jest pewnie gdzies po srodku. Wiesz pisze co pisze bo wydaje mi sie ze kiedys Twoj
            post moglby byc podpisany przeze mnie. Oczywiscie gledzenie o szukaniu drogi i tp jest stare jak swiat i
            odpowiedzi chyba jeszcze nikt nie znalazl. Jednak wydaje mi sie ze obowiazkiem czlowieka jest szukanie
            a nie trwanie w takiej mentalnosci o jakiej piszesz. Mnie to nie zaprowadzilo daleko i bardzo spaczylo
            postrzeganie swiata. Pomysl sobie ze zachowujac sie tak dalej, sprowokujesz w koncu ludzi by i oni bez
            skrupolow i hamulcow rowniez tak sie zachowywali (wzgledem Ciebie).

            Ludzka pycha, zluda wszechwiedzy, egocentryzm, zogniskowanie na sobie jako jedynym punkcie
            odniesienia jest w istocie niedorozwojem. Bo sila przebicia i stawianie na swoim oraz milosc wlasna
            zupelnie nie musza sie klocic z byciem pokornym, spokojnym, skromnym i uczynnym dla innych.

            Widzisz po moich starych mrzonkach pozostal mi jedynie nick, rozumiem go teraz calkiem inaczej. Ty tez
            jestes karkassem i im predzej to pojmiesz trym lepiej :)))
            • pastwa Re: Karkass 15.01.03, 12:13
              karkass napisała:

              .... Jednak wydaje mi sie ze obowiazkiem czlowieka jest szukanie a nie trwanie
              w takiej mentalnosci o jakiej piszesz.

              ***Wiesz mnie to takiej mentalnosci własnie rozwazania doprowadziły, a nie
              trwanie.

              Mnie to nie zaprowadzilo daleko i bardzo spaczylo postrzeganie swiata. Pomysl
              sobie ze zachowujac sie tak dalej, sprowokujesz w koncu ludzi by i oni bez
              skrupolow i hamulcow rowniez tak sie zachowywali (wzgledem Ciebie).

              ***Jesli mnie to nie bedzie bolało, to nie mam nic przeciwko temu by sie ludzie
              manifestowali po swojemu, tak jak czuja ze będzie dla nich najlepiej, a dla
              otoczenia bez szkód jakichś.

              Ludzka pycha, zluda wszechwiedzy, egocentryzm, zogniskowanie na sobie jako jedy
              nym punkcie odniesienia jest w istocie niedorozwojem. Bo sila przebicia i
              stawianie na swoim oraz milosc wlasna zupelnie nie musza sie klocic z byciem
              pokornym, spokojnym, skromnym i uczynnym dla innych.


              ***wszem, ale nie moge odmawiac komus prawa do pychy i traktowac tego jakos
              czegos gorszego od mojej skromnosci, bo nie mam wcale pewnosci, ze czyjes
              lenistwo bedzie rozwiązaniem na zycie które się źle skonczy. A rozwój moze i
              dobrym byc, ale czy osoby mniej rozwiniete mają mniej szczęscia, wcale takiej
              relacji nie dostrzegam.

              Widzisz po moich starych mrzonkach pozostal mi jedynie nick, rozumiem go teraz
              calkiem inaczej. Ty tez jestes karkassem i im predzej to pojmiesz trym
              lepiej :)))

              ***Dzieki, za zyczenia. Na koniec powiem, ze w moim spojrzeniu na życie ludzi,
              miesci sie i Twoje podejście, a zarazem jest tam tez miejsce nie mniej
              uprzywilejowane dla grzechów, choc te uznaje tylko wówczas kiedy nie rania
              innych, czym sie powtarzam.

              Miło mi ;-)
              • karkass Re: Pastwa 2 15.01.03, 12:30
                hehe Pastwa, lubie takie konkluzje i zywe dialogi. Wez pod uwage, ze w tym co pisze jest sporo autoironii
                a wiec sporo racji Ci tez przyznaje. karkass = scierwo, padlina i to nie w sensie tak niskiego mniemania o
                sobie, Tobie czy innych ale zdrowe widzenie swojej malosci, smiesznosci i przyziemnosci.
    • Gość: ela Re: Jak złym człowiekiem być IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 15.01.03, 10:04
      Drogi Pastwo

      Przeanalizowałam te Twoje „grzechy” i niestety nie doszukałam się w nich cienia
      złego, za to 123% dobrego.

      Kwestia jedzenia i picia - skoro stać Cię nawet na nadmiar to znaczy, że ciężko
      pracujesz co w konsekwencji daje środki na zaspokojenie własnego głodu i
      pragnienia.

      Miauczący kot - oznacza, że w Twoim towarzystwie musi czuć się świetnie skoro
      pozwala sobie na demonstrowanie swojej obecności. Moim zdaniem za bardzo go
      rozpieściłeś i teraz wszedł Ci na głowę. Tak więc bardziej jesteś ofiarą kota i
      przydałoby się trochę go potarmosić.

      Rodzinny bachor - podobnie jak z kotem. Zbytnia uległość, poświęcanie dziecku
      swojego cennego czasu, wymyślanie zabaw, przedłużanie czytania bajek itd. dało
      podobnie rezultaty. Teraz dzieciaczek dręczy i męczy, żeby dostać to co chce a
      nawet więcej. Trzeba troszeczkę dziecko odstawić od piersi a właściwie dostawić
      do piersi tych którzy je mają w dowodzie osobistym.

      Także Drogi Pastwo przestań już pastwić się nad sobą!!! Bo to grzech, no i zło
      też!!!

      Pozdr. Ela
    • hermina Re: Złym człowiekiem być 15.01.03, 16:10
      Otwieram taki wątek o świetnym tytule, hipnotyzującym mnie na dzień dobry, bo
      mam lekką palmę na punkcie takich jednoznacznych, czarno-białych dywagacji na
      poletku etyki. Dobre, złe, amen, kurwa. Nie kpię, jest to wciągające w swej
      abstrakcyjności, bezużyteczności i przekornej wszechobecności...

      Ale patrzę, najpierw pan Pastwa zagaja, potem mu różne istoty odpowiadają, i
      jakoś mnie ani to zagajenie, ani to rozwinięcie z tematu postawionego nie
      wynika... Może głupia jestem - jeszcze raz przeczytałam. Nic. No jak raz
      wszyscy o grzechu prawią. Grzechu, grzechach, przewinach wobec istoty wyższej,
      kuksańcach wydzielanych inszym ludziom celowo czy przypadkiem, itepe. Gapię się
      zawiedziona... Kurczę. Miało byc zło / dobro, jest o grzechu. Dlaczego?

      No dobra. Zagajasz, Pastwa, i zanim Ci jeszcze ktoś odpowie polemicznie, to na
      zapas wdajesz się w kwietną polemikę z samym sobą. Wyliczasz sobie te dziwaczne
      dla laickiego oka "grzechy główne", bez większego trudu negujesz ich związek z
      pojęciem Zła jako Zła... no i już, no i co teraz ma byc? I ktoś teraz ma
      powiedziec Ci coś o grzeszności swojej, Twojej, cioci Heli? Ale po co, skoro
      tak łatwo Ci przyszło zanegowanie związku grzeszności - religijnie pojmowanej,
      i okolice - ze złem?

      Ja tam prymitywna jestem. Przyjmuję na podstawie prostego wnioskowania, że
      grzech a zło to piernik a wiatrak. A że Pastwa wątek założył, to do niego w
      takim razie kieruję kolejne nasuwające się, prymitywne pytanie. Więc gdzie
      jest "Zło_Według_Pastwy?" Jak nie w grzechu, to gdzie?

      A, i jeszcze mały kamyczek bokiem wrzucę do ogródka. Co to znaczy skrzywdzic
      kogoś? Bo ja, gdziekolwiek bym pamięcią nie sięgnęła, nie umiem sobie
      przypomniec, żeby mnie ktoś kiedyś skrzywdził. Co mi może zrobic inny człowiek?
      Może mnie na przykład uszkodzic cieleśnie. Specjalnie mnie nie uszkodził
      jeszcze, a te uszkodzenia cielesne i choroby, co mi się zdarzyły w życiu, to ja
      traktuję jako dar losu, poszerzacz świadomości, wrażliwości itede. Może mnie
      okraśc? a na co mi pieniądze, widocznie jemu potrzebniejsze albo tam Porządkowi
      Wszechświata... Może mnie zranic emocjonalnie? nie może, nie da rady, z każdej
      sytuacji mogę wyjśc skrzywdzona tylko o tyle, o ile sobie na to pozwolę
      (zamiast na przykład wyciągac wnioski, trenowac wybaczanie albo inną opcję
      wybrac). Może mnie obrazic? bez żartów, a cóż to ze mnie za święta krowa, żeby
      mnie czyjeś słowa mogły razic. No co mi kto może zrobic poza zaszlachtowaniem
      mnie? A skoro tak, to "skrzywdzenie kogoś" to takie jest trochę do dupy
      kryterium definiowania zła... Więc jakie inne? W ogóle to jest to zło, czy nie?
      • pastwa Re: Złym człowiekiem być 15.01.03, 21:40
        No ale co, no co ja na to poradze, ze na jedna rzecz istnieje kilka wymiennie
        stosowanych okresleń ( złe, grzeszne, umyslnie krzywdzace, ...), toz ja nie
        moge się oderwac od nazewnictwa mych rozmówców, wierzacych czy tez innych. Nie
        psiocz wiec zbednie acz z artyzmem ;-)

        Różnorodność ludzkiej psychiki nie pozwala na definicję zła/grzechu ( jak kto
        woli), która by jednoznacznie i u każdego wyzwalała tę samą reakcję
        emocjonalną, stąd wynika i nie wynika zarazem wszystko powyższe z tytułu wątku,
        bo jak ma być jednoznaczne coś, co ma znaczeń więcej niż jedno. To ze ja cos
        próbuje sam zanegować, nie oznacza, żem kontent w tym co napisałem, bo liczę na
        sprzeciw, wierzę w podważenie mojego, a dopiero gdy brak przekonywujących
        takowych , wówczas mogę przypuszczać mocniej, ze takie myślenie bardziej się
        broni, niźli inne które znam.


        Osobiście uważam, że nie ma czegoś takiego jak zło i dobro absolutne.
        Jednak na użytek własny wyznaję następujące podejscie do określania tego
        co „złe”.

        *Jeśli dana Istota ma ochotę splunąć, choć może się od splunięcia powstrzymać
        bez uszczerbku większego ( wiem, tu można by deliberowac) dla siebie, a
        jednocześnie jest w towarzystwie osoby, którą to splunięcie mocno zaboli (
        wedle wyobraźni), o czym Istota plujka wie, wówczas umyślne splunięcie będzie
        czymś „złym”.

        A że pytasz :
        „ Więc gdzie jest "Zło_Według_Pastwy?" Jak nie w grzechu, to gdzie? „

        Owszem zło może być w grzechu ale nie definiowanym nastepujaco : „ nie będziesz
        pluł w towarzystwie bliźniego swego”, bo zło ( lub jego brak) tego czynu,
        zależeć będzie od konkretnego przypadku Istoty towarzyszącej.
        Zatem ujął bym to, mniej więcej tak, jak powyżej*, ale w miejsce plucia
        wstawiłbym słowo "czyn".

        I dalej Twoje :

        „A, i jeszcze mały kamyczek bokiem wrzucę do ogródka. Co to znaczy skrzywdzic
        kogoś?”

        To, myślałem że wiesz, skoro w swoim wątku tym słowem się posłużyłaś.

        oraz :

        " Bo ja, gdziekolwiek bym pamięcią nie sięgnęła, nie umiem sobie
        przypomniec, żeby mnie ktoś kiedyś skrzywdził. Co mi może zrobic inny człowiek?
        Może mnie na przykład uszkodzic cieleśnie. Specjalnie mnie nie uszkodził
        jeszcze, a te uszkodzenia cielesne i choroby, co mi się zdarzyły w życiu, to ja
        traktuję jako dar losu, poszerzacz świadomości, wrażliwości itede. Może mnie
        okraśc? a na co mi pieniądze, widocznie jemu potrzebniejsze albo tam Porządkowi
        Wszechświata... Może mnie zranic emocjonalnie? nie może, nie da rady, z każdej
        sytuacji mogę wyjśc skrzywdzona tylko o tyle, o ile sobie na to pozwolę
        (zamiast na przykład wyciągac wnioski, trenowac wybaczanie albo inną opcję
        wybrac). Może mnie obrazic? bez żartów, a cóż to ze mnie za święta krowa, żeby
        mnie czyjeś słowa mogły razic. No co mi kto może zrobic poza zaszlachtowaniem
        mnie? A skoro tak, to "skrzywdzenie kogoś" to takie jest trochę do dupy
        kryterium definiowania zła... Więc jakie inne? W ogóle to jest to zło, czy
        nie? „

        Brawo, choć myślę że trochę przesadziłaś wcielając się w skórę istoty czysto
        logicznej ale to z grubsza cały czas chcę powiedzieć, chociaż osobiście nie
        osiągnąłem tak kurewsko rozumnego odbioru wszystkiego co mi się przydarza. Zło
        dotknąć w pełni może tylko przypadki, które krzywdzie podlegają, podobnie jak
        Ty ma zapewne sam Bóg, jeśli istnieje, Jego też pewnie nie można skrzywdzić ;-)


        Jedno mnie tylko jeszcze zastanawia, ale to odnośnie Ciebie, czy osoba która,
        cytuję " Może mnie zranic emocjonalnie? nie może, nie da rady, z każdej
        sytuacji mogę wyjśc skrzywdzona tylko o tyle, o ile sobie na to pozwolę " czyli
        niejako sprawuje niepowdzielnie władze nad emocjami niesionymi przez wszelakie
        zdarzenia. Pytam wiec, czy ze szczesciem masz podobnie, tzn. z byle sytuacji
        pozwalasz sobie wyciągac wedle uznania tyle ile chcesz radości, zadowolenia,
        dzieki odpowiedniemu podejciu do tego co Ci sie przydarzyło, tak jak w
        prypadku "ranienia" Cie. Jesteś zatem osoba dowolnie szcześliwą ?( moze ja źle
        rozumuje, weź mnie popraw prosze).

        Jak to jest więc z zaznawaniem przyjemności u Ciebie Hermiono, dogłebnie jesli
        mozna.



        Twój Harry Potter ;-)))
        • trzcina Hermino, Pastwo 15.01.03, 23:17
          O krzywdzeniu.
          Szczęsliwi, którzy krzywd nie doznają.
          Widzi mi się, że tak czują albo ci oświeceni – jak zwał, tak zwał – czyli
          jednostki nie tak często występujące w przyrodzie, albo ci bardziej agresywni,
          bo nikt ich skrzywdzić nie zdąży.
          Ufam, że do pierwszych należysz, Hermino.

          O pluciu w kontekście krzywdzenia
          I nie bez kozery ten kontekst nie pojawia się ani w religijnych , ani w
          etycznych rozważaniach.
          Jego miejsce w podręcznikach savoir-vivru.
          Pojawiaja się inne.

          Grzech, a zło
          Bo jakoś czemus tak jest, że większość ludzi ma poczucie krzywdy, kiedy spotka
          ich obmowa, zdrada, gniewny atak, ponizenie, kiedy padają ofiarą kradzieży. O
          przemocy milczę, rozumiem, ze wyjeta spod ostrzału.
          I dla nas, maluczkich, tu cytat przekręcony, to „skrzywdzenie kogoś” nie jest
          troche do dupy, excusez–moi le mot.
          Dlatego związek miedzy grzechem, a złem widzę.
          Grzech jest dla mnie nazwaniem momentu, od którego zaleca się rozwagę. Od
          którego, niezależnie od tego, co mi się zdaje, muszę brać pod uwagę mozliwość
          skrzywdzenia kogoś, w tym także samej siebie.
          Tylko tyle i aż tyle.

          Z pełną świadomością ułomności wypowiedzianych słów - pozdrawiam
          Trzcina prosta

      • kamfora skrzywdzić kogoś 16.01.03, 06:52
        hermina napisała:

        Co to znaczy skrzywdzic
        > kogoś? Bo ja, gdziekolwiek bym pamięcią nie sięgnęła, nie umiem sobie
        > przypomniec, żeby mnie ktoś kiedyś skrzywdził. Co mi może zrobic inny
        człowiek?
        >
        > Może mnie na przykład uszkodzic cieleśnie. Specjalnie mnie nie uszkodził
        > jeszcze, a te uszkodzenia cielesne i choroby, co mi się zdarzyły w życiu, to
        ja traktuję jako dar losu, poszerzacz świadomości, wrażliwości itede. Może
        mnie okraśc? a na co mi pieniądze, widocznie jemu potrzebniejsze albo tam
        Porządkowi Wszechświata... Może mnie zranic emocjonalnie? nie może, nie da
        rady, z każdej sytuacji mogę wyjśc skrzywdzona tylko o tyle, o ile sobie na
        to pozwolę (zamiast na przykład wyciągac wnioski, trenowac wybaczanie albo
        inną opcję wybrac). Może mnie obrazic? bez żartów, a cóż to ze mnie za święta
        krowa, żeby mnie czyjeś słowa mogły razic. No co mi kto może zrobic poza
        zaszlachtowaniem
        > mnie? A skoro tak, to "skrzywdzenie kogoś" to takie jest trochę do dupy
        > kryterium definiowania zła... Więc jakie inne? W ogóle to jest to zło, czy
        nie?

        No tak...mało brakowało, a uwierzyłabym, że jesteś "nietykalna".

        Można, oczywiscie, patrząc na siebie z perspektywy...wieczności (tak!)
        widzieć swoje życie ziemskie i wszystkie problemy jako ten pyłek,
        któremu i tak nic i nikt...
        Przedstawiasz "listę" ewentualnych krzywd - i od razu zaprzeczasz,
        jakoby krzywdami Tobie być mogły. Brakuje, Hermino, na tej liście
        kilku punktów. Tych kilku punktów, których się boisz.

        Bo cokolwiek by mówić o tym patrzeniu z perspektywy - po ziemi też
        musisz chodzić.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka