pastwa
13.01.03, 10:37
Wszystko mi na to wskazuje, jednak samo pojęcie dobrego i złego jest dość
rozmyte, jeśli nie kierujemy się jakimiś wyznacznikami owych. Tu dla
uproszczenia weźmy normy chrześcijańskie.
Nie sugerując się kolejnością, mam jak poniżej.
Odczuwam czasami tak wielka pychę, że nawet najpyszniejsze ciastko jej nie
dorównuje.
Chciwość, która rodzi się we mnie, wręcz przyprawia mnie o zawroty głowy.
Duszę mam tak nieczystą jak ciało bezdomnego, bo i jak mogło być inaczej
skoro nigdy jej nie oczyszczałem.
Zazdroszczę, a zwłaszcza tym, którzy się potrafią w życiu bez grzeszenia
obyć zaznając szczęscie zarazem.
Podczas jedzenia i picia nie korzystam z żadnej miarki, stąd czynność ta jest
nawet bardziej niż nieumiarkowana, zwyczajnie jem, kiedy mam na to ochotę i
w ilościach mi odpowiadających. (Swoją drogą, to chyba również podstawowy
grzech wszelakich fitness clubów.)
Gdy się gniewam mam ochotę zatłuc miauczącego nieznośnie kota, otruć
rozkapryszonego bachora moich krewnych itd. itp.
Tak więc, popełniam wszystkie grzechy główne, choć nie zawsze jest mi dane
je uzewnętrznić, ale to głównie przez moje lenistwo (!).
I jeszcze mnie ciekawi czy dobrym będzie ten, kto ma analogicznie same dobre
i szlachetne chęci działań, co do swych bliźnich, jednak nie wciela ich w
zycie. Wynikałoby, ze jeśli w pierwszym przypadku jest się złym, to w drugim
z tego samego powodu jest się dobrym.
Dopuszczam jeszcze takie możliwości, że nie tyle jestem zły, co grzeszny,
pytanie jednak czy grzechy są czymś złym, bo jeśli tak, to na jedno wychodzi,
oraz, być może złym jest ten, kto nie ma wyrzutów sumienia, ja zatem jestem
diabłem wcielonym, bo sumienia kompletnie swego nie wyczuwam, gdyż me grzechy
ani mnie grzeją ani ziębią.
A jak Wy się oceniacie i z grzechami swymi radzicie, macie sumienie ?