gem69
28.05.06, 11:12
Już kiedyś o to pytałem, ale teraz sytuacja jeszcze bardziej się zmieniła.
Kobieta którą Bardzo Kocham i która jest dla mnie wyjątkowa (ze wszystkimi
swoimi pozytywnymi cechami ale też i wadami) zadecydowała że nie możemy być
razem.
Pomijając moją rozpacz, to bardzo ważnym jest dla mnie dlaczego tak się
stało??
Czuję że to uczucie nie jest tylko we mnie ale że również Ona nadal mnie
Kocha. Ale cóż, zadecydowała tak a nie inaczej. Według niej powodem dla
którego nie możemy być razem (teraz/nigdy??) jest brak zaufania wobec mnie i
upływający czas. Od dłuższego czasu zmieniam swoje życie, według mnie dla tej
relacji zrobiłem prawdziwą rewolucję w moim życiu. Niestety może za długo to
trwało, mam tego świadomość. Nie próbuję siebie na siłę tłumaczyć, smutno mi
z tego powodu że nie potrafiłem dokonać tych zmian prędzej, ale widocznie
tyle czasu potrzebowałem. Tylko czy to ma oznaczać ze nie można mi zaufać??
Czuję jej Uczucie do mnie, a z drugiej strony jej decyzja jest dla mnie
niezrozumiała. To znaczy intelektualnie staram się zrozumieć, tylko niestety
emocje są tak silne że nie potrafię ich okiełznać.
Przyznam szczerze że nie bardzo wiem co robić. Kocham ją i chciałbym o nią
walczyć, ale widzę też że ta moja walka bardzo rani nie tylko mnie ale także
Ją. Chciałbym jej dać spokojny czas, nie chcę do niczego zmuszać, naciskać.
Nie po to przechodziłem te wszystkie życiowe przeobrażenia żeby kogoś
uszczęśliwiać na siłę. Zapragnąłem tej relacji bo poczułem że moje poprzednie
życie było jałowe, a im bardziej się angażowałem w ten związek tym więcej
błędów także w sobie dostrzegałem. Tak więc dzisiaj myślę że jestem
zdecydowanie bardziej gotów do budowania odpowiedzialnej relacji. Przyznam
też, że mam duże oczekiwania od takiej ważnej życiowej relacji, ale właśnie
dzięki temu Uczuciu, dzięki tej Kobiecie zrozumiałem że moje marzenia o
spełnionej Miłości nie zrealizują się jeśli sam się nie otworzę na Nią w
całości, nie zaufam bezgranicznie, nie zacznę patrzeć na relacje także oczyma
tej drugiej strony. I wiele innych rzeczy tutaj odnalazłem, które gdzieś
kiedyś zagubiłem…albo zwyczajnie ich nie znałem.
A dzisiaj jestem w takim a nie innym punkcie. Czy to że dam jej ten czas nie
będzie oznaczało że mi na niej nie zależy?? Czy to nie ostudzi zupełnie
uczuć???
W poprzednim związku tak bardzo wierzyłem w uczucie że chyba sam siebie też
oszukiwałem. Otwierając się na tą relację chciałem jasnej i czytelnej
sytuacji. Poczułem że przekraczam Rubikon ,,prawdy’’, że teraz już nikt
nikogo nie oszuka, nie zawiedzie, nie zdradzi…
Czy wierząc nadal w tą Miłość nie popełniam znów tego błędu co kiedyś??
Naprawdę jestem gotów dać jej wszystko, łącznie z czasem którego potrzebuje i
życiowym wyborem którego ma dokonać.
Wiem że to bardzo trudna odpowiedź, ale jestem tak spragniony tego szczerego
i prawdziwego uczucia że zupełnie nie wiem co robić. Czy ja znów żyję w
złudzeniach??
A może rzeczywiście powinienem być silnym i okiełznać swoje emocje aby dać
Jej zwyczajnie możliwość dokonania wyboru który dla Niej będzie najlepszym?
Nawet gdyby miało okazać się że będzie to decyzja która mnie zrani? Trudno
powiedzieć że życzę jej szczęścia w innej relacji, ale z pewnością nie życzę
jej źle…i tak naprawdę to bardzo pragnę Jej szczęścia, a nie tylko swojego.
Może rzeczywiście tak jak mnie prosiła pozwolić aby los zadecydował?
Jeśli to jest rzeczywiście tak ważne i wielkie uczcie to z pewnością wygra.
A sam może dalej powinienem iść tą drogą którą mi pokazała ta Miłość, być po
prostu dobrym człowiekiem.
Co tym wszystkim myślicie?
Post miał być krótki, a wyszedł skomplikowany jak życie.