Dodaj do ulubionych

Miłość a poczucie Bezpieczeństwa?

28.05.06, 11:12
Już kiedyś o to pytałem, ale teraz sytuacja jeszcze bardziej się zmieniła.
Kobieta którą Bardzo Kocham i która jest dla mnie wyjątkowa (ze wszystkimi
swoimi pozytywnymi cechami ale też i wadami) zadecydowała że nie możemy być
razem.
Pomijając moją rozpacz, to bardzo ważnym jest dla mnie dlaczego tak się
stało??
Czuję że to uczucie nie jest tylko we mnie ale że również Ona nadal mnie
Kocha. Ale cóż, zadecydowała tak a nie inaczej. Według niej powodem dla
którego nie możemy być razem (teraz/nigdy??) jest brak zaufania wobec mnie i
upływający czas. Od dłuższego czasu zmieniam swoje życie, według mnie dla tej
relacji zrobiłem prawdziwą rewolucję w moim życiu. Niestety może za długo to
trwało, mam tego świadomość. Nie próbuję siebie na siłę tłumaczyć, smutno mi
z tego powodu że nie potrafiłem dokonać tych zmian prędzej, ale widocznie
tyle czasu potrzebowałem. Tylko czy to ma oznaczać ze nie można mi zaufać??
Czuję jej Uczucie do mnie, a z drugiej strony jej decyzja jest dla mnie
niezrozumiała. To znaczy intelektualnie staram się zrozumieć, tylko niestety
emocje są tak silne że nie potrafię ich okiełznać.
Przyznam szczerze że nie bardzo wiem co robić. Kocham ją i chciałbym o nią
walczyć, ale widzę też że ta moja walka bardzo rani nie tylko mnie ale także
Ją. Chciałbym jej dać spokojny czas, nie chcę do niczego zmuszać, naciskać.
Nie po to przechodziłem te wszystkie życiowe przeobrażenia żeby kogoś
uszczęśliwiać na siłę. Zapragnąłem tej relacji bo poczułem że moje poprzednie
życie było jałowe, a im bardziej się angażowałem w ten związek tym więcej
błędów także w sobie dostrzegałem. Tak więc dzisiaj myślę że jestem
zdecydowanie bardziej gotów do budowania odpowiedzialnej relacji. Przyznam
też, że mam duże oczekiwania od takiej ważnej życiowej relacji, ale właśnie
dzięki temu Uczuciu, dzięki tej Kobiecie zrozumiałem że moje marzenia o
spełnionej Miłości nie zrealizują się jeśli sam się nie otworzę na Nią w
całości, nie zaufam bezgranicznie, nie zacznę patrzeć na relacje także oczyma
tej drugiej strony. I wiele innych rzeczy tutaj odnalazłem, które gdzieś
kiedyś zagubiłem…albo zwyczajnie ich nie znałem.
A dzisiaj jestem w takim a nie innym punkcie. Czy to że dam jej ten czas nie
będzie oznaczało że mi na niej nie zależy?? Czy to nie ostudzi zupełnie
uczuć???
W poprzednim związku tak bardzo wierzyłem w uczucie że chyba sam siebie też
oszukiwałem. Otwierając się na tą relację chciałem jasnej i czytelnej
sytuacji. Poczułem że przekraczam Rubikon ,,prawdy’’, że teraz już nikt
nikogo nie oszuka, nie zawiedzie, nie zdradzi…
Czy wierząc nadal w tą Miłość nie popełniam znów tego błędu co kiedyś??
Naprawdę jestem gotów dać jej wszystko, łącznie z czasem którego potrzebuje i
życiowym wyborem którego ma dokonać.
Wiem że to bardzo trudna odpowiedź, ale jestem tak spragniony tego szczerego
i prawdziwego uczucia że zupełnie nie wiem co robić. Czy ja znów żyję w
złudzeniach??
A może rzeczywiście powinienem być silnym i okiełznać swoje emocje aby dać
Jej zwyczajnie możliwość dokonania wyboru który dla Niej będzie najlepszym?
Nawet gdyby miało okazać się że będzie to decyzja która mnie zrani? Trudno
powiedzieć że życzę jej szczęścia w innej relacji, ale z pewnością nie życzę
jej źle…i tak naprawdę to bardzo pragnę Jej szczęścia, a nie tylko swojego.
Może rzeczywiście tak jak mnie prosiła pozwolić aby los zadecydował?
Jeśli to jest rzeczywiście tak ważne i wielkie uczcie to z pewnością wygra.
A sam może dalej powinienem iść tą drogą którą mi pokazała ta Miłość, być po
prostu dobrym człowiekiem.
Co tym wszystkim myślicie?
Post miał być krótki, a wyszedł skomplikowany jak życie.
Obserwuj wątek
    • 7zahir Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 28.05.06, 11:18
      Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie,
      nie wiedząc na czym polegała Twoja "rewolucyjna"zmiana
      i dlaczego Ona nie może miec do Ciebie zaufania?
    • beata_1969r Kluchy a a ciepłe Flaki z olejem? 28.05.06, 11:21
      Trudno mi zrozumieć co piszesz.
      Nie piszesz jak facet, tylko rozlazłe ciepłe kluchy.

      Być może zmian dokonywałeś samodzielnie bez udziału twojej żony...?
      Nie piszesz jakie to zmiany, więc trudno zabrać głos w tej sprawie.

      Nie rozumiem słów "walczyć o nią". Albo kocha i chce być z tobą, albo nie. Na
      siłę do życia razem nie zmusisz nikogo i nie przekonasz...
      Piszesz: "poczułem że moje poprzednie życie było jałowe". Jakie poprzednie?
      Obecne! I ty cały jesteś jakiś jałowy.

      I pisz z akapitami bo trudno czytać taki jednolity tekst.
    • gem69 Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 28.05.06, 11:33
      no tak, trochę to rozlazłe (i życie i to co napisałem)
      Według mnie moje najważniejsze zmiany to: zmiana sposobu myślenia o relacji
      (związku), zobaczyłem wspólną przyszłość a nie tylko tu i teraz, obudzony
      pierwszy raz w życiu instynkt, myślę że stałem się wreszcie naprawdę
      odpowiedzialnym facetem, że nie wspomnę o odejściu od żony i sprawie rozwodowej
      w toku.
      Według niej brak zaufania ma wynikać z czasu który już upłynął oraz pewnie z
      tego jakim kiedyś byłem człowiekiem. Myślę że Ona dostrzega moje zmiany, tylko
      może to wciąż za mało aby odbudować zaufanie?
      • 7zahir Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 28.05.06, 11:38
        Wijesz się jak piskorz,
        żeby nie odpowiedziec konkretnie.
        Wyjasnij co to znaczy:
        "Według niej brak zaufania ma wynikać z czasu który już upłynął oraz pewnie z
        tego jakim kiedyś byłem człowiekiem." ????
      • beata_1969r Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 28.05.06, 11:45
        Czynników braku poczucia bezpieczeństwa może być wiele. Ja widzę 2:

        1. odejście od żony, mimo że składałeś jej przysięgę - twoja obecna partnerka
        obawia się, że w jej przypadku postąpisz podobnie,
        2. partnerka nie ma materialnego poczucia bezpieczeństwa - czasami wydaje się
        mężczyznom, że gdy dobrze zarabiają to już dziewczyna powinna padać im do nóg.
        Nie wiem jak jest w waszym przypadku, ale czy twoja dziewczyna ma rzeczywiście
        poczucie bezpieczeństwa, np. w przypadku, gdybyście mieli dzieci, lub
        odejdziesz, jak ją zabezpieczyłeś? Czy sama dokonuje wyborów, czy robisz to za
        nią?

        Piszesz:"Według niej brak zaufania ma wynikać z czasu który już upłynął oraz
        pewnie z tego jakim kiedyś byłem człowiekiem".

        Nie może ktoś tracić zaufania z faktu mijania czasu, to jakiś absurd. W pewnych
        okresach dzieją się jakieś czynności, które mogły spowodować taką reakcję u
        partnerki. To ty musisz wiedzieć co to było i jakim człowiekiem byłeś. Jeśli
        nie wiesz, spytaj ją dokładnie o co chodzi. Należy ci się wyjaśnienie.
    • mooninblack Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 28.05.06, 11:58
      Dlaczego nie może tobie ufać?
      Co zrobiłeś, że zasłużyłeś sobie na jej brak zaufania?
      Czy poznaliście się, kiedy miałeś żonę? Uczucie, uczuciem, ale może boi się, że
      możesz ją zostawić jak swoją żonę, kiedy poznasz inną kobietę i zakochasz się w
      niej.
      Zonie też mówiłeś, że ją kochasz.

      Czy przypadkiem twoja miłość i walka spowodowana jedynie jest tym, że to ona
      zdecydowała, że nie może być z tobą?
      Gdybyś to ty nie chciał odejść od żony, to byłaby inna sytuacja.
      A, tak może odezwała się u ciebie tylko męska duma. Łatwiej kogoś porzucić, ale
      gorzej jak to kobieta ciebie odrzuca.
    • gem69 Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 28.05.06, 12:09
      nie wiję tylko myślę że ten mój tekst to dłużyzna:-)
      ale poważniej przede wszystkim wyprowadziłem się od żony jak już Ona myślała że
      wybrałem relacje w której byłem dotychczas i że powinna o mnie zapomnieć.
      Próbowała sobie nawet układać życie a tu nagle znów się pojawiłem jak Filip z
      konopi. A pod drugie to po wyprowadzce Ona oczekiwała że zaraz szybko załatwię
      rozwód, a ja przyznaję że potrzebowałem na to trochę czasu. Tym bardziej że dla
      mnie rozwód i inne papiery nie były wcześniej do niczego potrzebne. Dla mnie
      liczył się człowiek i relacje. Niestety w swoim egoizmie nie dostrzegłem że
      rozwód to dla Mojej Kobiety ważny element poczucia bezpieczeństwa.

      Nie wiem czy to ma znaczenie ale Ona też była Mężatką.
      A co do złamanej przysięgi to też może macie rację, Ona mi tego nie powiedziała
      ale może tak myśleć. Przysięga to ważna rzecz, wiem o tym. W całej sprawie
      chciałbym też dodać że po czasie widzę że nie byłem kiedyś gotowy na ślub i
      inne rzeczy z tym związane. Ale po którejś wymianie zdań z żoną dokonałem
      prostego rachunku. Sądziłem że skorą ją kocham to nawet jeśli nie jestem gotów
      na ten ślub, to dlaczego tego dla niej nie zrobić? Poświęciłem się chyba i to
      wcale nie było dobre. Niestety wówczas tego nie dostrzegałem. To przykre, ale
      ślub okazał się początkiem końca.

      Mówisz męska duma?? Ja raczej widzę tutaj uczucia których wcześniej nie dane mi
      było dotknąć. Mam na myśli przede wszystkim wspólne patrzenie w przyszłość i to
      że poczułem pierwszy raz w życiu że chcę i potrafię być Ojcem…i że dziecko to
      nie tylko ,,rozkrzyczany siuśmajtek’’ z którym tylko są kłopoty bo nie wiadomo
      jak wychować, ale że dzieci to coś pięknego, że to Owoc Miłości. ech.
      • mooninblack Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 28.05.06, 12:29
        jeśli była mężatką, to sama też złamała tą przysięgę. I nie tylko.
        Nie może tutaj winić ciebie.
        Dlaczego myślisz o sobie, że byłeś złym człowiekiem i chciałeś zmienić się? Co
        spowodowało, że straciła do ciebie zaufanie?

        Nie umiałeś szybko zdecydować, kto jest dla ciebie ważny i czego chcesz.
        Może to spowodowało, że straciła do ciebie zaufanie? Taki życiowy sprawdzian
        twojej miłości do niej.
        Później też jak wyprowadziłeś się od żony, to znowu zwlekałeś z rozwodem. Czyli
        z ostatecznym zakończeniem małżeństwa i kolejnym dowodem, że właśnie ją kochasz.
        Takie miałeś uczucia, ale ona też czegoś potrzebowała.
        Jeśli już zdecydowałeś się na rozwód, to nie tylko dla niej było ważne, abyś
        szybciej zadeklarował, co jest dla ciebie ważne. Każda kobieta chce wiedzieć, że
        jest najważniejsza dla swojego mężczyzny.
        To daje jej poczucie bezpieczeństwa. I też gwarancję, że będzie mogła polegać na
        ojcu jej dzieci dla ich dobra. Natury nie oszuka się.
        A, dzieci możesz mieć z inną kobietą.
        Czy dalej kochałbyś ją, gdyby ona nie chciała mieć dzieci?
        Czego chcesz? Ją, czy w końcu dojrzałeś, aby przekazać swoje geny?
        Może spóźniłeś się. Jak robi to wielu mężczyzn przez swoje niezdecydowanie.
        Często dopiero po stracie kobiety dowiadują się, co naprawdę stracili.
        Miłość.




      • wichrowe_wzgorza Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 28.05.06, 12:34
        Wyglada na to, ze dorosles ciut "za pozno". Sam chyba narozrabiales, teraz sie
        boisz, wiesz zreszta ze slusznie - czy nie wyczerpala sie cierpliwosc Tej,
        ktora, jak piszesz - kochasz i wierzysz, ze Ona nadal Ciebie.
        Nie masz wyboru - nie sadze, by przekonywanie Jej dalo w tej chwili rezultaty
        upragnione przez Ciebie. Zrob to, o co Cie prosila - daj Jej czas. Podejmij to
        ryzyko, przekonaj ją czynami, ze warto Ci ponownie zaufac...
        powodzenia
        :))
      • 7zahir Do gem69 28.05.06, 12:39
        Czuję, że nie jestes z nami szczery
        i napisałeś wszystkiego
        o tym jakim byłes człowiekiem.
        A to co napisałes teraz brzmi mi jak
        scenariusz kiepskiego romansidła:-)
        • beata_1969r Re: Do gem69 28.05.06, 16:40
          Podpisuję się pod powyższym obiema ręcami
      • czarna-wiedzma Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 29.05.06, 10:37
        A mogę wiedzieć ile macie lat?

        Jak długo ta relacja trwa? Z żoną 12 lat, a z Nia? Ile czekała na Ciebie,
        mozesz umiejscowić to w czasie?

        Napisała chyba Beata, że jesteś jak ciepłe kluchy, chyba sie nie pomyliła,
        przepraszam. Chyba ona naprawde coś czuje do Ciebie, bo ja z tych opowieści
        sącząc sedno uciekłabym na Gibraltar, sic! Rozumiem, że nadal nie masz rozwodu,
        ona go ma. Hola! I śmiesz Jej głowę zawracać? A bezpieczeństwo kobieta ocenia
        przez pryzmat dzieci? (macie z poprzednich związków?), przyszłości? i celu
        życiowego jaki chce osiągnąć.

        A czy to nie jest tak, że sobie wygodnie żyjesz na 100m2, jeździsz fura,
        sprawiasz wrażenie chłopca wiecznie niedorośnietego, którego zabawki sa tylko
        jego?

        Przeszlość jest tu ważna, ale najważniejsza jest teraźniejszosc i przyszłość.

        Tez nie czulabym sie bezpieczna w tej sytuacji, która opisałeś - bedac w
        dodatku kobieta po przejsciach.

    • gem69 Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 28.05.06, 19:23
      Z pewnością moje decyzje mogłem podejmować prędzej. Nie ukrywam że tego bardzo
      żałuję że to tak długo trwało. Czy to ma jednak oznaczać że jej szczerze i
      mocno nie kocham???
      Chce być ze sobą szczery, myślicie że nie wszystko napisałem, że coś ukrywam?
      No cóż, nie chciałem się tutaj jeszcze więcej rozpisywać, choć z pewnością
      wszystko to co się wydarzyło może mieć wpływ na punkt w którym się oboje
      znaleźliśmy.
      W takim razie przepraszam Beato, ale jednak się pewnie zaraz rozpiszę.
      Przede wszystkim jakim byłem człowiekiem zanim jej nie poznałem.
      Z moją żoną znamy się, a właściwie znaliśmy się przez blisko 14 lat. Można
      powiedzieć że od początku tworzyliśmy parę, choć ślub wzięliśmy po 12 (!!!)
      latach związku. I to po wielkich bojach. Pisałem o tym trochę wcześniej. Po
      prostu ja nie byłem na to gotów. Z tego co pamiętam to poważne rysy zaczęły
      pojawiać się już po około 7 latach związku. W dużym skrócie to ujmując bo
      naprawdę trudno mi o tym wciąż pisać. Sądziłem wówczas że stanowimy dobraną i
      pasującą do siebie parę. Czułem się wówczas naprawdę szczęśliwy i chyba nie
      dostrzegałem rys na tym cokole. Aż pewnego dnia zostałem po prostu zdradzony.
      To był dla mnie wielki szok. Nie chcę jej dzisiaj oceniać. Myślę że mogła to
      zrobić nie z wyrachowania ale z powodu tego że czegoś ode mnie nie otrzymywała.
      Być może chodziło tutaj o to że niemal od początku naszej znajomości
      deklarowałem że nie chcę mieć dzieci. Ja ją naprawdę bardzo kochałem ale po
      prostu nie czułem tego ważnego uczucia. I tak sobie chyba żyliśmy w złudzeniu
      że jest dobrze a będzie jeszcze lepiej.
      No i właśnie pewnego wrześniowego dnia, bodajże w moje imieniny stała się rzecz
      która mnie zabiła. Byłem kompletnie zaskoczony, ale wiecie co w końcu zrobiłem??
      Pomimo zdrady zacząłem o nią walczyć, nie mieściło mi się to w głowie że to się
      mogło wydarzyć, aż w końcu myślałem że wyparłem to wydarzenie z pamięci i
      odbudowaliśmy do siebie zaufanie.
      No cóż, okazało się to jednak tylko fasadą bo spirala zdrad od tego czasu
      zaczęła się nakręcać…także z mojej strony. Chyba nie potrafiłem wówczas się
      przyznać do tego że to jednak koniec. I zamiast tego Oboje się oszukiwaliśmy
      sądząc że to uczucie, i że to tylko ,,przejściowe’’ kłopoty które miną.
      Zwieńczeniem tego wszystkiego był właśnie ślub. Który chciałem jej dać, ale tak
      naprawdę utwierdził mnie w przekonaniu że ja tak nie chcę już żyć. No cóż, ta
      refleksja przyszła jednak za późno.
      Nie umiałem się odnaleźć w tej sytuacji.
      I zacząłem szukać, ale nie kolejnej kochanki czy przygody. Chciałem może
      zapytać kogoś kto też jest w związku czy tak ma wyglądać małżeństwo? Czy to
      zawsze muszą być tylko pozory, złudzenia itp. Wiem że to może się wydawać
      niedorzeczne, ale uwierzcie mi nie szukałem wówczas nikogo, nie czułem nawet
      potrzeby i możliwości zmian. Zwyczajnie chciałem z kimś porozmawiać.
      Porozmawiać i znaleźć swoje ,,bezpieczne’’ miejsce w życiu które mnie względnie
      będzie satysfakcjonowało.
      No cóż, i tutaj zaczyna się coś co można nazwać ,,kiepskim romansidłem’’.
      Spotkałem kogoś takiego z kim mogłem o tym szczerze porozmawiać. Opowiedziałem
      jej o sobie wszystko, nakreśliłem dobre i złe strony swojego życia, charakteru,
      czynów. Ale Ona wcale mi nie przytakiwała tylko pokazała gdzie się zatrzymałem,
      gdzie to wszystko także z mojej winy zostało zaprzepaszczone.
      I wtedy to poczułem. Poczułem że jest ktoś kto zawsze powie mi prawdę, a to
      oznacza że można tej Kobiecie zaufać. I dalej już się potoczyło. Uczcie zostało
      obudzone.
      Wszystko już miało się dobrze dziać w Naszym życiu, tylko pozostawała kwestia
      rozstań z poprzednimi partnerami. Kiedy ją poznałem to myślę ze Ona już była do
      tego gotowa, a tymczasem ja długo, oj bardzo długo nie mogłem sobie z tym
      poradzić. Być może to też moja wada, ale naprawdę nie wiedziałem jak się do
      tego zabrać. Czułem że ją kocham i że z nią chce spędzić resztę życia ale
      zwyczajnie nie wiedziałem jak odejść od żony. Przekreślić te naście lat, uznać
      że to były lata stracone i wiele innych pytań które mnie wówczas przybijały. A
      z drugiej strony chciałem być szczęśliwy i wiedziałem że tego szczęścia nie
      znajdę już z żoną. Wiem, tani romans sobie myślicie, tylko naprawdę bardzo dużo
      w tym emocji.
      Trudny to był czas, jak się domyślacie przepełniony wzajemny szarpaniem i
      oczekiwaniem. Aż w końcu podjąłem decyzję że spróbuję wszystko poodcinać i…
      odbudować swoje małżeństwo. Nie chce się już tutaj rozpisywać, ale w efekcie
      tej próby odbudowy zupełnie zatraciłem siebie, swoje marzenia, nadzieje i w
      końcu pewnego sierpniowego poranka po prostu się wyprowadziłem od żony.
      A wówczas Kobieta która wciąż była w moim sercu wiecie co zrobiła? Ona już
      próbowała jakoś układać sobie życie, ale nie odrzuciła mnie. Myślę że nawet
      dała Nam nową szansę. To też mnie utwierdziło w przekonaniu że nie tylko Ona
      jest dla mnie ważna, ale że również ja też jestem dla Niej. Powiedziała że nic
      mi nie obiecuje, że potrzebuje czasu, że ,,zobaczymy jak się życie potoczy’’.
      No i cóż, życie potoczyło się jak sami wiecie. Ja nie potrafiłem szybko uporać
      się z kolejnym tematem czyli z rozwodem a Ona żyła bez poczucia bezpieczeństwa
      z tego powodu.
      Choć ja byłem gotów budować życie Razem od zaraz, ale jak pisałem nie
      dostrzegłem że to nie jest tylko jej walka o ten ,,papier’’ ale o coś więcej. A
      z drugiej strony Ona nie potrafiła do mnie przemówić taki sposób abym wówczas
      zrozumiał o co jej chodzi. Nie oskarżam jej i nie szukam w niej winy, ale tak
      wówczas i teraz czuję.
      Nie wiem czy tak jest zwykle w relacjach damsko męskich, ale mam wrażenie że
      często moje słowa i czyny robione w dobrej intencji były na opak odbierane. I
      podobnie z jej gestami.
      Jednak pomimo tych dużych różnic ja strasznie ja pokochałem. Za szczerość,
      prawdę, za podobne marzenia i cele w życiu a nade wszystko za Ojcowskie uczucia
      które we mnie obudziła. Poczułem że nie jestem jakimś niedorobionym facetem
      któremu z kolei jego Ojciec nie przekazał tego uczucia, ale że chcę i potrafię
      być Ojcem. Poczułem to właśnie z Nią.
      Być może dla wielu z was to nic nowego, nic nadzwyczajnego, po prostu to
      czujecie bądź nie. Dla mnie to słało się sensem dalszego życia. Tak chcę być
      Ojcem, tak właśnie z Tą Kobietą. Przepraszam jeśli uznacie to za egzaltację,
      ale tak czuję. Może to nie męskie i rozwlekłe ale nie obchodzi mnie to. TAK
      CZUJĘ.
      Nigdy wcześniej nie doświadczyłem tego, więc nie dziwcie się że pomimo tylu
      trudnych wydarzeń ja wciąż o Nią walczę, walczę o To uczucie którego nie chcę
      stracić.

      Mówicie że dorosłem ciut za późno. Hm, całkiem możliwe. Okazało się że nie dane
      mi było dotknąć wcześniej takiego szczęścia.
      Wiem że narozrabiałem. Ale jak pisałem nie chce już żyć złudzeniami. W
      poprzednim związku okazało się że tak właśnie w efekcie żyłem.

      Też się skłaniam ku temu aby dać jej otwartą głowę, czas i prawo wyboru tego co
      dla niej będzie najlepsze.
      Choć jak się sami domyślacie to jest dla mnie bardzo trudne, ale może tego
      wymaga to uczucie.

      A co do tego że dzieci można mieć z inną Kobietą to nie sadzę że tak jest. Ja
      przynajmniej muszę czuć to że właśnie z Nią chcę je mieć, że właśnie z Nią chcę
      spędzić swoje życie. Może to zbyt wyidealizowane, ale inaczej nie chcę tego,
      nie jestem reproduktorem.

      Zwyczajnie chcę dawać Miłość i samemu ją otrzymać. Czy to takie dziwne i
      wygórowane życzenie?

      Przepraszam tych którzy się wynudzili czytając ten ,,romansowy’’ wątek, ale to
      kawał mojego życia.
      • mooninblack Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 28.05.06, 21:00
        jeśli te 69 w twoim nicku jest rokiem urodzenia, to jest to czas, kiedy w
        większości ludzi budzi się chęć dawania komuś miłości. Jeśli wcześniej nie
        doznało się tych uczuć. Dla mężczyzny to może być faktycznie, jak przebudzenie
        ze snu:-)
        Nasze potrzeby zmieniają się co ok.7 lat. I stąd też często związki przechodzą
        kryzys w tym czasie.

        Jedynie możesz rozmawiać z nią o tym, czego razem chcecie. I powinieneś być
        cierpliwy, aż ona znowu nabierze zaufania i dojrzeje do tego samego, co ty chcesz.
        Jeśli wcześniej nie mówiłeś jej o tym wszystkim, co nam napisałeś, to powinieneś
        jej o tym teraz powiedzieć.
        Dobrze, aby wiedziała, co wtedy czułeś i dlaczego nie mogłeś szybko podejmować
        decyzji, abyście byli razem.
        Jeśli kocha ciebie, to zrozumie. Ale, też nie wymagaj od niej, aby tak samo
        szybko deklarowała się.
        Zmieniły się twoje potrzeby, a teraz poczekaj na nią.
        Tak ja myślę, ale najlepiej sam szczerze rozmawiaj z nią o swoich uczuciach.
        Kiedyś czytałam taką chińską mądrość, że mężczyzna powinien czekać, aż kobieta
        dojrzeje.

        Powodzenia.
      • inw.nn Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 29.05.06, 16:10
        Tak sobie czytam to co napisałeś i myślę, że tego się nie da załatwic jedym zdaniem - tak, daj jej czas/nie, nie dawaj czasu, walcz, waruj, nie popuszczaj itd. (skreślic dowolne ) takie binarne, czarno - białe widzenie świata do niczego dobrego nie prowadzi, bo człowiek ze swojej natury jest kolorowy (niektórzy twierdzą, że tylko w odcieniach szarości, ale to już ich życiowy problem) , wiec coś takiego staje się paskudnym uproszczeniem. Wyglada na to, ze Twoja wybranka decyzję już podjęła, ale z kobietami tak często bywa, że to co mówią nie zawsze oznacza to, co naprawdę myślą.
        Przeczytałam uważnie to co napisałeś, i bardziej mnie wzruszyły nie fakty, ale sposób w jaki o nich piszesz. Wydaje mi się, ze Ty już wygrałeś, bo się nie godzisz na życie jakieśtam, ale wybierasz życie świadome, bo bo myślisz, bo analizujesz, bo zastanawiasz się, bo starasz się uporządkowac swoje emocje nie popadając przy okazji w zgorzknienie, agresję czy tym podobne niesmaczki, bo nie jesteś warzywkiem. To nieistotne, ze w tej chwili nie ma gotowego rozwiązania. I tak zrobisz to, co potrafisz zrobic, nic więcej. I to będzie najwłaściwsze. A to, ze rozum swoje a emocje swoje? Taka już nasza natura ludzka :)

    • witch-witch Re: Bossche, jak mi cie zal..... 28.05.06, 20:58
      Milosci pewnie by nie bylo gdyby nie jej cien...bol rostania. Pozostawienie
      sobie samemu i rozstanie z ukochana osoba. Ale ponoc nawet i to przemija.
      Pewnie zadna specjalna argumentacja z mojej strony tobie nie pomoze, ale
      czytajac twoj post, widze czlowieka z ogromna energia zyciowa, pasja, miloscia
      do swiata i zycia. Jakby sie twoj los z ta pania nie potoczyl, to kogos takiego
      jak ty milosc nigdy nie ominie. Zawsze ja znajdziesz i sile aby walczyc dalej
      tez. Nie zalamuj sie i zaufakj sobie. Masz milosc w sobie i to
      najwazniejsze....twoj dom masz w sobie samym dbaj o ten dom.
    • gem69 Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 28.05.06, 21:39
      Wiecie, ja z Nią już rozmawiałem, a przynajmniej nie raz próbowaliśmy to robić.
      Może to głupie, i pewnie jeszcze raz bym tak postąpił ale czasem żałuje że jej
      opowiadałem te wszystkie historie ze swojego życia. Myślę że czasem stają jej
      one przed oczyma i wówczas ogrania ją przerażenie. To kolejny przyczynek do
      braku zaufania. Sądziłem że jestem jej winien prawdę i szczerość. Nie wymazało
      to moich czynów a jedynie obciążyło jej głowę.
      Ale dziękuję za dostrzeżenie we mnie straszliwej potrzeby zbudowania Domu. To
      dla mnie rzeczywiście bardzo ważne.
      Sam czuję że ponoszę konsekwencje swojego życia, mimo tego chcę być
      szczęśliwym, choć nie wiem co mi los zgotuje.
      Pozdrawiam Forumowiczów.

    • czarna-wiedzma Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 29.05.06, 10:39
      Przepraszam, nie mam doswiadczeń forumowych i żle się wkleilam z odpowiedzią.

      A mogę wiedzieć ile macie lat?

      Jak długo ta relacja trwa? Z żoną 12 lat, a z Nia? Ile czekała na Ciebie,
      mozesz umiejscowić to w czasie?

      Napisała chyba Beata, że jesteś jak ciepłe kluchy, chyba sie nie pomyliła,
      przepraszam. Chyba ona naprawde coś czuje do Ciebie, bo ja z tych opowieści
      sącząc sedno uciekłabym na Gibraltar, sic! Rozumiem, że nadal nie masz rozwodu,
      ona go ma. Hola! I śmiesz Jej głowę zawracać? A bezpieczeństwo kobieta ocenia
      przez pryzmat dzieci? (macie z poprzednich związków?), przyszłości? i celu
      życiowego jaki chce osiągnąć.

      A czy to nie jest tak, że sobie wygodnie żyjesz na 100m2, jeździsz fura,
      sprawiasz wrażenie chłopca wiecznie niedorośnietego, którego zabawki sa tylko
      jego?

      Przeszlość jest tu ważna, ale najważniejsza jest teraźniejszosc i przyszłość.

      Tez nie czulabym sie bezpieczna w tej sytuacji, która opisałeś - bedac w
      dodatku kobieta po przejsciach.
    • mskaiq Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 29.05.06, 12:37
      Strach jest bardzo czesto przyczyna rozpadu zwiazku, to nie jest Twoja wina ze
      Ona zdecydowala ze nie mozecie byc razem. Sa ludzie ktorzy sa bardzo podatni na
      strach, nawet jesli odbierzesz jeden powod do strachu, pojawi sie drugi.
      Jesli nie widzisz zycia bez Niej, czekaj, czas oslabia strach, jest szansa ze
      pokona strach i wtedy mozecie byc razem.
    • leon_xyz Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 29.05.06, 13:06
      Kochasz Ją i odbudowywałeś swoje małzeństwo? Chyba Żone kochałes.

      Można kochać Obie?
    • pron48 Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 29.05.06, 17:12
      A mi to wyglada ze jeszcze nie dojrzales do pojscia na calosc.

      Gdybys byl wolny ozenilbys sie z ta Druga, zeby dac jej poczucie
      bezpieczenstwa? Zeby pokazac ze jest tak samo wazna jak Zona, z ktora kiedys
      przegrala?
      Ja sobie zadalem pytanie podobne i jestem wolny.
    • gem69 Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 30.05.06, 01:19
      No to może po kolei.
      Mówicie ciepłe kluchy, no cóż otworzyłem się tutaj i jak sam to wszystko czytam
      to rzeczywiście wygląda to na ,,brazilianę’’. Trudno mi z tym polemizować, mam
      tego świadomość ale nie oczekiwałem że mnie ktoś pochwali, raczej szukam
      odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. A czy je tutaj znajdę? Nie wiem, ale może
      łatwiej mi będzie zrozumieć to co się dzieje, bo jak się domyślacie wstrząsają
      mną emocje z którymi próbuję sobie jakoś radzić.

      No ale do sedna.
      Jeśli to Wam pomoże trzeźwiej ocenić sytuacje to już odpowiadam.
      Ile mamy lat? Ona 32 a ja 37. Znamy się prawie 6 lat.

      A w sprawie rozwodu to ja mam w toku, a Ona pomimo tego że mówiła już o
      rozwodzie i rozstaniu z mężem na początku naszej znajomości (myślę że ta
      decyzja dojrzewała w niej zanim się poznaliśmy) to załatwiła sprawę rozwodu
      dopiero pod koniec ubiegłego roku. Powiem wam że naprawdę dla mnie to nie miało
      aż takiego znaczenia czy i kiedy Ona go będzie miała. Ale dla Niej okazało się
      to bardzo istotne (teraz jej się już nie dziwię, tak myślą kobiety) i miała na
      ten temat inny punkt widzenia. Żałuje że opacznie odczytałem jej motywy.
      I jeszcze jeden fakt, który nie wiem czy ma znaczenie (ja go umniejszam) ale to
      fakt. Pozew w końcu złożył jej mąż choć Ona od bardzo dawna o tym mówiła. Nie
      chce się licytować w tej sprawie, ale jeśli macie mieć jasność sytuacji to
      piszę o tym też.

      Co do własnego egoizmu (czyli fura, imprezy itp.). No cóż kiedyś używałem życia
      w złym tego słowa znaczeniu i Ona o tym wie (jak o wszystkim). Niestety obawiam
      się że przykleiła mi przy okazji etykietkę której nie mogę się pozbyć a która
      mnie drażni. A drażni mnie dlatego bo już nie mam z tym nic wspólnego. Uważam
      że warto korzystać z życia, cieszyć się jego urokami ale wszystko ma swoje
      miejsce i czas. Nie jestem zgorzkniałym facetem który lubi siedzieć przed tv i
      oglądać mecz. Mam swoje pasje które może ostatnio zaniedbałem ale powoli do
      nich wracam. Mam też przyjaciół choć też przyznam szczerze że w ,,ferworze
      walki’’ i ich zaniedbałem. Teraz to widzę dobitnie. No cóż wydawało mi się że
      powinienem najpierw uporządkować swoje życie a później myśleć o innych sprawach
      i ludziach. Bo prawdę powiedziawszy przez ileś tam lat potrzeby moich bliskich
      były dla mnie ważniejsze niż moje. Nie zrozumcie mnie źle, ale w wielu
      przypadkach rezygnowałem ze swoich potrzeb na rzecz innych, najpierw
      zaspokajałem oczekiwania innych ludzi a na końcu jak sił i czasu starczyło
      swoje. Przy okazji zaniedbywałem też potrzeby naprawdę najbliższych osób. No i
      po tym wszystkim pewnie popadłem w skrajnie odmienny stan.

      A co do bezpieczeństwa dla Kobiety i Rodziny to przyznaję że dużo pracuję. Ale
      uwierzcie mi nie robię tego ze specjalnej przyjemności. Uważam że Mężczyzna
      oprócz bardzo ważnego bezpieczeństwa emocjonalnego powinien także zapewnić
      Rodzinie godziwe warunki życia. Mam chyba na tym punkcie może fioła, ale uważam
      że to także jedna z cech odpowiedzialnego faceta.

      Zawracanie głowy Kobiecie jak się nie ma rozwodu? Hm, no cóż pomimo tego że
      naprawdę to nie ma dla mnie aż takiego znaczenia to zrozumiałem że dla jej
      bezpieczeństwa to jest bardzo ważne!!! Więc się tym zająłem, pytanie tylko czy
      nie za późno?. :-(

      A co do gotowości bycia Razem to Ona rzeczywiście we mnie była i jest nadal, od
      zaraz, od teraz. Ale już jakiś czas temu zrozumiałem też, że bez formalnego
      rozwodu Ona ze mną nie będzie czuła się bezpiecznie. Choć przyznaję że miałem
      kiedyś silne odruchy aby przeforsować bycie Razem niekoniecznie z uregulowanymi
      tymi sprawami. Co nie oznaczało że o tym nie myślałem, ale chciałem to załatwić
      później. Wiem że teraz wszystkie Kobiety zjedzą mnie żywcem, ale prawda jest
      taka że nie było to dla mnie wówczas najważniejsze.

      Próba odbudowy relacji z żoną.
      Byłem z nią kilkanaście lat i oprócz złych chwil było naprawdę bardzo dużo
      dobrych momentów. Nie potrafiłem się z tym uporać. Zrobiłem sobie takie
      równanie, że skoro w tej relacji były dobre momenty to dlaczego Nam się nie
      udało/nie udaje, może warto jeszcze raz spróbować. Sądziłem że jestem jej i
      sobie to winien. Nie chciałem podchodzić do życia jak lekkoduch który zmienia
      partnerki jak rękawiczki. Zapewne gdybym wówczas szybko zakończył swoje
      małżeństwo okazałbym zdecydowanie i pokazał na kim mi naprawdę zależy. No cóż
      podjąłem wówczas taką decyzje i pewnie teraz też za to ponoszę konsekwencje. Z
      drugiej strony jestem też przekonany że gdybym nie podjął wówczas tej
      rozpaczliwej próby naprawy małżeństwa to chyba czułbym się zdecydowanie gorzej
      niż teraz. Czułbym że to nie w porządku, że nie zrobiłem wszystkiego co
      możliwe, że nie podjąłem próby przezwyciężenia własnych słabości. Efekt jest
      taki że spróbowałem ale nic z tego nie wyszło. Nie jest mi z tym jakoś
      specjalnie lżej, ale wiem że zrobiłem wszystko co mogłem ze swoje strony.
      Zresztą to odbudowywanie to wątek na kolejny dramat, wiec nie będę się o tym
      już rozpisywał. Przynajmniej znacie motywy i efekty.

      Małżeństwo powiadasz? Hm, no wiesz niezły pomysł ale żeby do niego doszło
      potrzebne były w tym klinicznym przypadku oprócz rozwodów także wspólne decyzje
      w tym zakresie. A Kobieta tak mi bliska od zawsze deklarowała że tego nie chce,
      że była już raz mężatką i nie chce już przez to przechodzić. Cokolwiek to miało
      znaczyć, ja bez szemrania to uszanowałem. Choć muszę się przyznać że w
      przypadku tej relacji byłbym naprawdę szczęśliwy gdybym mógł powiedzieć jej to
      sakramentalne ,,TAK’’. No nic, nostalgicznie się zrobiło a nie o to mi chodzi.

      Kochałem Obie???
      Myślę że nie, z pewnością nie równocześnie. Choć czuje że nie potrafiłem
      wówczas zdefiniować końca mojego małżeństwa. Odpowiedzieć sobie na pytania, czy
      tak ma wyglądać związek? czy ludzie bliscy wobec siebie tak postępują? Nie
      wiedziałem też gdzie umieści te dobra momenty małżeństwa? Przekreślić?? no nie,
      przecież nie były złe, to co z nimi zrobić pytałem sam siebie?

      I właśnie dlatego także o tym wszystkim piszę. Bo szukam dzisiaj wytrwale
      odpowiedzi i nie chce się sam więcej oszukiwać i łudzić.

      No i jest jeszcze jeden element tej układanki życiowej.
      Nie chciałem o tym pisać, wolałem skupić się na Naszych relacjach, ale cóż, to
      chyba też we mnie siedzi i nie wiem co myśleć do końca.
      Kiedy się poznaliśmy był w jej otoczeniu mężczyzna który już wcześniej walczył
      o jej uczucia. Przez dłuższy okres naszej znajomości Ona mi o nim opowiadała.
      Że jest ktoś taki, że jest nią zainteresowany, że walczy, że stara się itp.
      Uznałem wówczas to za dowód wielkiego do mnie zaufania skoro mi o nim mówi,
      opowiada o jego z kolei małżeńskich problemach itp. Przyjaciołom mówi się
      czasem o trudnych dla nich sprawach. Tak wówczas myślałem. No i ten mężczyzna
      od zawsze przewijał się w jakiś sposób w Naszych relacjach. Ale żeby nie pisać
      znów za dużo to powiem że kiedyś zapytałem ją wprost: czy mogła by być z nim ?
      (jest znacznie od niej starszy). Wtedy odpowiedziała że NIE. Twierdziła że to
      tylko jej Przyjaciel, że sobie pomagali, w pracy, w życiu itp. Cóż, pomyślałem
      sobie, to mężczyzna, walczący o względy mojej Kobiety, ale skoro Ona twierdzi
      że to tylko Przyjaźń, ważna , ale ,,tylko’’ przyjaźń to ja nie mogę jej tego
      zabraniać. Przecież nie chcę jej ograniczać a raczej dawać szczęście i także
      wolność, wolność wyboru Przyjaciół i znajomych. Uwierzyłem że Ona nie zrobi nic
      co mogłoby mnie skrzywdzić. Miałem co prawda w pamięci zdrady żony, ale skoro
      chciałem zaczynać życie od nowa to nie mogę tego robić od zakładania bliskiej
      osobie ,,kagańca’’. A on tymczasem walczył, nie wiem o wszystkim, ale stosował
      wiele różnych sposobów aby ją do siebie przekonać. Zauważyłem w pewnym momencie
      naszych relacji że Ona czasem wskazując mi moje wady jako przykład pozytywny
      pokazywała mi właśnie jego. Że dla niej takiej ,,małol
    • gem69 Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 30.05.06, 07:34
      No i chyba ucięło moją wypowiedź
      …cd…
      …że dla Niej takiej ,,Małolaty’’ odszedł od żony, że taki odpowiedzialny itp. A
      najbardziej bolało mnie kiedy mówiła ze jemu może ufać. Argumentacja z
      zaufaniem pojawiła się chyba wtedy kiedy ja dokonałem tej nieudanej wolty z
      odbudową małżeństwa.
      Nie były to miłe słowa, ale pomyślałem że zdecydowanie muszę zabrać się do
      pracy nad sobą. No i zabrałem. Sięgnąłem do początków, zacząłem analizować
      swoje dzieciństwo, relacje z Tatą, Mamą, z Żoną, innymi Kobieta i wyszedł z
      tego jakiś mój niezbyt ciekawy obraz który sukcesywnie zacząłem zmieniać.
      Dowiedziałem się o sobie wielu rzeczy i zapewniam was nie były to wcale
      przyjemne prawdy. Ale uważam że zrozumienie siebie, spojrzenie w głąb duszy
      może być pierwszym krokiem do zmiany swojego życia. Tak więc zamiast na nią
      naciskać zająłem się sobą, mając jednak w świadomości że robię to nie tylko dla
      siebie ale również dla Nas, dla Niej także.
      Więc kiedy pojawiłem się ponownie jak ,,Filip z Konopi’’ i powiedziałem że
      chciałbym być z Nią szczęśliwy, a w zasadzie to zadeklarowałem że będę o Nią
      walczył bo nie potrafię bez Niej żyć, nie potrafię funkcjonować bez uczuć które
      we mnie po raz pierwszy obudziła, że naprawdę jest dla mnie najważniejsza na
      świecie. Jednym słowem podjąłem to ryzyko. Wiedziałem doskonale co się
      wcześniej wydarzyło, ale podjąłem to ryzyko bo ją Kocham.
      A przede wszystkim czułem że warto zmagać się w własnymi słabościami bo tutaj
      jest Moje Szczęście.
      Tak więc stało się, wyprowadzka od żony.
      Moje Ukochana myślę że dała mi szansę, dała Nam szansę. Powiedziała: ,,nic nie
      obiecuję, zobaczymy jak się życie potoczy’’. I to po raz kolejny też mnie
      utwierdziło w przekonaniu że to uczcie to nie tylko wytwór mojej
      wyidealizowanej wyobraźni ale że to też jest w Niej, w Nas Obojgu.
      Powiedziała też że potrzebuje czasu. Czego jak czego, ale tą potrzebę
      rozumiałem doskonale. Uważam ze dałem jej go, cały czas dając do zrozumienia że
      ja Kocham, ale przede wszystkim jak pisałem wcześniej zająłem się porządkami w
      swojej głowie i w końcu w życiu.
      A czas niestety płynął.
      I w pewnym momencie zorientowałem się że ciągle w otoczeniu Naszych relacji
      jest on. Dostrzegłem że zamiast Oboje koncentrować się na odbudowie Naszych
      relacji jakimś kolejnym elementem tej układanki jest ciągle jej przyjaciel.
      Chyba o tym zapomniałem wcześniej napisać, ale to właśnie z nim Moja Ukochana
      próbowała sobie też w końcu układać życie kiedy ja podjąłem decyzje o
      rozpaczliwej próbie odbudowy małżeństwa.
      Ale sądziłem że skoro daje Nam teraz szanse to tamta relacja zostanie przez Nią
      wyjaśniona, przynajmniej na tyle na ile to możliwe, czyli zgodnie z prawdą i
      stanem faktycznym.
      Więc czas płynął, a w Naszych relacjach jego było w efekcie coraz więcej a mnie
      coraz mniej. Któregoś dnia poprosiłem o wyjaśnienie, ale otrzymałem odpowiedź
      że to jest jej relacja, że sama ją uporządkuje jak przyjdzie na to czas, że to
      tylko Przyjaciel itp. Nie pozostawało mi nic innego jak zaufać. Nie po to
      zmieniałem swoje życie aby już na początku nowej relacji zakładać bliskiej
      osobie ,,kaganiec’’. Zresztą miałem też świadomość że tak naprawdę także powodu
      braku formalnego rozwodu nie mam do niej żadnych praw i nie mogę dobierać jej
      przyjaciół, hobby czy znajomych. Zresztą nie jestem apodyktycznym tyranem, co
      nie oznacza że nie byłem zazdrosny. Ale jak pisałem wcześniej zaufałem, bo
      przecież sam chciałem żeby mi zaufała. Czy mogłem postąpić inaczej? Myślę że ja
      po prostu uwierzyłem w jej słowa.
      Prawdę mówiąc to nie wiem czy on cokolwiek wie o Naszych relacjach, o tej
      szansie, nie wiem, ale czy to ma jakieś znaczenie?
      Więc zaczęliśmy jak sądziłem coś budować, ja bardzo skoncentrowałem się nad
      własnymi zmianami, ale w całym tym okresie miały miejsce równe takie dziwne
      fakty.
      A to nie mogła pójść ze mną na koncert Naszej ulubionej wykonawczyni bo on
      wcześniej ja zaprosił, a to jakieś wspólne z Nim wyjazdy i zniknięcia
      weekendowe, a to odwiedzanie wspólnych znajomych i wreszcie wspólny z nim
      sylwester plus kilka innych wydarzeń. Nie rozumiałem i nie rozumiem tego do
      dzisiaj, ale cóż myślałem że rzeczywiście robi nic co mnie zrani, że mój rozwód
      wszystko tutaj wyjaśni. Jak pisałem ZAUFAŁEM. Tylko czy o to tutaj chodziło?
      Więc to wszystko jakoś trwało, ja próbowałem pokazać że można mi z kolei zaufać
      i uważałem że skoro tego potrzebuje to sama we właściwym dla siebie czasie też
      uporządkuje tą relację. Było mi z tym ciężko ale chciałem się wznieść poza
      rozhisteryzowane odczucia.

      Nie oceniajcie tego jednak pochopnie tylko czytajcie dalej.
      Więc coraz bardziej dostrzegałem że ten mężczyzna wciąż jest obecny w jej
      życiu. On coraz więcej a ja chyba coraz mniej.

      Kiedy w ubiegłym tygodniu dowiedziałem się że Moja Ukochana podjęła decyzję że
      nie będziemy Razem jak się domyślacie byłem zrozpaczony.
      Chciałem się dowiedzieć dlaczego podjęła taka decyzję??
      Zasypałem ją gradem pytań w stylu dlaczego??, gdzie się podziała Nasza
      Miłość??? I wiele innych.
      Moim zdaniem najważniejszą z jej odpowiedzi było to, że ,,nie możemy być razem
      bo mi nie ufa a strach ją paraliżuje tak mocno, że nie możemy być ze sobą
      blisko’’ oraz ,, jestem kobietą, pękłam’’ co rozumiem że jest kobietą w
      określonym (!) wieku i ma swoje niezrealizowane potrzeby…

      Zapytałem ją też o niego, o tego mężczyznę. Spytałem czy postanowiła z nim być?
      Czy go kocha? Zadałem pytanie czy mnie kocha? Czy może już przestała mnie
      kochać??
      Zbyt wiele się nie dowiedziałem poza ,,uszanuj Moją decyzję, nie będziemy
      Razem, nie wiem co mi życie przyniesie, chcę się ponieść fali’’
      A jak sami się domyślacie człowiek zrozpaczony chce już tylko znać prawdę…nawet
      tą najgorszą.

      Powiedziała też coś czego się trzymam, ale oceńcie proszę sami.

      ,,SERCE PODPOWIADA MI JEDNO A ROZSĄDEK DRUGIE’’. Powtarzała to kilka razy.


      A wiecie jak się końcu rozstaliśmy?
      OBEJMUJĄC SIĘ CZULE I CAŁUJĄC NAMIĘTNIE!!!

      Wstąpił we mnie nowy duch, dostałem znów sygnał że nie wszystko stracone.
      Wróciłem z tego spotkania roztrzęsiony ale też pełen nadziei. Zabrałem się
      energiczniej za sprawy związane z rozwodem, zacząłem jeszcze intensywniej
      działać w kierunku Naszego wspólnego życia, nawet jeśli to miało by być w
      bliżej bądź dalej nie określonej przyszłości.
      Czułem że Ona również tak czuje.

      Jechaliśmy na to spotkanie Oboje pełni najczarniejszych myśli. A tutaj taki
      zwrot sytuacji.
      I tak myślałem przez kilka kolejnych dni, aż do momentu kiedy zorientowałem się
      że ten mężczyzna jest bardzo, ale to bardzo obecny w jej życiu. Jeśli chcecie
      to zapytajcie, ale nie chce teraz o tym pisać

      Wczoraj były jej imieniny, ale spędziła je z nim nie ze mną.
      Naprawdę nie chcę się nad sobą użalać ale mam potworny mętlik w głowie.


      Jak to rozumieć ,,serce podpowiada mi jedno a rozsądek drugie’’ ???

      Kocham ją bardzo i jak pisałem już kilka razy wcześniej jeśli teraz Ona
      potrzebuje czasu, (nawet bardzo długiego) otwartej przestrzeni do podjęcia
      decyzji to wierze że znajdę w sobie taka siłę, bo wierze że Ta Miłość między
      Nami istnieje. Jest poturbowana ale wciąż żywa…

      Rozkładam sobie jej zdanie na czynniki pierwsze i widzę to tak (może zbyt
      skrótowo i brutalnie):

      1. Kocha mnie, ale rzeczywiście nie potrafi teraz przełamać strachu. Ale
      co w takim razie z tym mężczyzną? Podjęła decyzję żeby spróbować z nim z
      ROZSĄDKU? Chyba mu tego nie powiedziała bo nie sądzę żeby się na to godził?

      inny wariant
      2. Z jakiś powodów mi nie chce powiedzieć prawdy, że chce być z nim
      szczęśliwa, że podjęła już taką decyzję, a może nawet jest z nim już
      szczęśliwa. Może nie mówiąc mi tego wprost, nie przekreślając definitywne
      wszystkiego między Nami chce zwyczajnie zachować miłe wspo
    • gem69 Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 30.05.06, 07:44
      ...rzeczywiście ktoś kasuje zbyt długie wypowiedzi. Już konczę..

      inny wariant
      2. Z jakiś powodów mi nie chce powiedzieć prawdy, że chce być z nim
      szczęśliwa, że podjęła już taką decyzję, a może nawet jest z nim już
      szczęśliwa. Może nie mówiąc mi tego wprost, nie przekreślając definitywne
      wszystkiego między Nami chce zwyczajnie zachować miłe wspomnienia, bo to chyba
      niezbyt przyjemne jeśli się przyzna że ileś tam lat się zmarnowało, nawet jeśli
      by uznać że to nie było z jej tylko z mojej przyczyny.

      Ale w takim razie nie jest do końca z kimś szczera. Podkreślam też raz jeszcze
      nie oskarżam jej o nic, chce tylko znać prawdę, nawet najgorszą.
      Czy ktoś ma jakiś inny pomysł na Jej słowa???

      Mam też pytanie skierowane szczególnie do kobiet.
      Czy można być z mężczyzną z rozsądku, budować z nim Wspólny Dom, tworzyć
      Rodzinę, mieć Dzieci?? Czy można w takim przypadku świadomie zrezygnować z
      Miłości, Szczęścia??

      I między innymi dlatego tutaj jestem, bo nie wiem do końca co o tym wszystkim
      myśleć, nie chcę się sam oszukiwać, robiłem to przez pewien okres małżeństwa i
      naprawdę mam tego dosyć.

      Cokolwiek by powiedzieć o mojej opieszałości i spóźnionych decyzjach to z
      pewnością nie idę na łatwiznę w życiu, może je sobie nawet na własne życzenie
      utrudniałem ale zwyczajnie chcę być SZCZĘŚLIWYM…taki niespokojny duch ze mnie.
      • haansi miłość? 30.05.06, 09:39
        gem69 napisał:

        > Czy można być z mężczyzną z rozsądku, budować z nim Wspólny Dom, tworzyć
        > Rodzinę, mieć Dzieci?? Czy można w takim przypadku świadomie zrezygnować z
        > Miłości, Szczęścia??


        Można. Każdy czego innego potrzebuje i czym innym kieruje się.
        Oboje macie już swoje doświadczenia i wiecie, czego naprawdę potrzebujecie.
        Ona pewności, że ktoś będzie o nią starał się i dbał.
        Ty na początku nie dawałałeś jej tej pewności.

        Kobiecie najbardziej potrzebne jest, aby była pewna, że mężczyzna będzie przy
        niej. Ty dużo pracujesz. Wiele kobiet spędzających samotnie wieczory dowiaduje
        się, że pieniądze nie są najważniejsze, tylko mężczyzna u jej boku.
        Zresztą zawsze jest najważniejszy mężczyzna. Tylko oni dowiadują się, co jest
        dla niej najważniejsze.


        Czy to jest odpowiedzialność, że tamten dla niej zdecydował się zostawić żonę?
        To jest dla niej odpowiedzialność, a wobec swojej żony nie zachował się
        odpowiedzialnie.

        Ja uważam, że ona nie zachowała się odpowiedzialnie wobec ciebie.
        Dała ci nadzieję, a tak naprawdę wybierała między wami nie licząc się z tobą.
        Zyjesz złudzeniami. Chcesz wierzyć, że ona kocha ciebie.

        • czarna-wiedzma do Haansi 30.05.06, 10:09
          Co Ty piszesz?? "Dała ci nadzieję, a tak naprawdę wybierała między wami nie
          licząc się z tobą."

          Gem69 nie zachowal sie ok kiedy zaczynal sie ten zwiazek, potem tez byly
          potkniecia! Sugerujesz ze mimo wszystko powinna byc z Nim? Wtedy zachowalaby
          sie odpowiedzialnie?
          • haansi Re: do Haansi 30.05.06, 10:18
            Jesteś kobietą po przejściach, jak sama napisałaś.
            Tylko jego oceniasz, a ona też nie była później wobec niego całkowicie w porządku.
            Nie wiemy, co ona myślała. Ale, z tym swoim przyjacielem nie wygląda o'k.
            "Zobaczymy, co życie przyniesie" Co jej przyniesie. A, co ona mu wniosła?
            Gdyby to kobieta napisała ten wątek, to inaczej byście tutaj pisały- kobiety po
            przejściach.
            • czarna-wiedzma Re: do Haansi 30.05.06, 10:36
              Nie biore nikogo w obrone, ale Gem rozpoczal ta fale. Kobieta miala prawo
              rozpoczac zycie jakies tam, zostala odrzucona. Nie wiemy czy jest szczesliwa.
              Mysle ze jest w wielkim klopocie. Skoro odwazyla sie na rozmowe z Nim, to ma
              szacunek do Niego i uczucia, jak silne nie wiemy. Nie wiemy tez jak czesto sie
              komunikuja ze soba.
              Gem obudzil w niej cos, co tlumila i wytrawiala w sobie latami, nie tylko
              uczucia, ale bol po odrzuceniu. Przegrana z Zona to ponoc najwieksza jaka moze
              spotkac kochajcaca kobiete - wiem cos o tym. Tez przegralam, ale z kretesem.
    • posrod.traw Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 30.05.06, 08:55
      Ojejku. Strasznie duzo tekstu, sporo cierpienia.

      6 lat !?
      Pamietam swoje przezycia, to co najwazniejsze dostrzegles jak zaczales ja
      tracic bezpowrotnie. Myslales ze dziewczyna bedzie czekac do 40 na Ciebie,
      siedzac w kaciku?
      Autorze watku! I tak dobrze ze Ona chce z Toba rozmawiac. Wspolczuje Wam, choc
      takie wstrzasy ucza pokory do wlasnych decyzji, zycia i do najblizszych. Sporo
      osob cierpi przez Twoj czas, ktorego potrzebowales. Zastanow sie nad tym.
      Czy to jedyna jej "wada" ze postanowila ukladac sobie zycie?
      Ja czekalam na ciaze walczac z medycyna i sama soba 10 lat (czekajac przez 3
      lata na Niego), gdy w koncu sie udalo, urodzilo sie Nasze Dziecko, odszedl, bo
      nie mial czasu dla siebie:( A ja mysle ze osiagnal cel, meski cel.

      Trzymaj sie! Porozmawiaj ze soba, czy to faktycznie TA DROGA, nie marnuj juz
      tylu lat nikomu, i sobie tez.
    • leon_xyz Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 30.05.06, 11:48
      1. Nie kochales Zony, a probowales odbudowac.
      2. Dziewczyna wkoncu tez zglupiala, rzucajac sie w rozsadny zwiazek, a nie
      milosciwy.

      Nie ma co tu szat drzec, to tylko Twoja strona widzenia, insza inszosc to jej
      widzenie tego wszystkiego, Twojej Zony i Przyjaciela.

      Moze jestem sceptyczny, ale po co tak utrudniac sobie zycie? Z wiekiem wybieram
      proste rozwiazania. Moze sie wypalilem. Nie wiem. Czasem czegos brak, ale jest
      wtedy alkohol.
    • gem69 Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 30.05.06, 17:03
      Uśmiechnąłem się do wypowiedzi posród.traw , bo wiesz Ona też tak mówi, że
      powinienem cieszyć się że ze mną jeszcze rozmawia, ale jak się zapewne
      domyślasz nie tego od Niej oczekuję.
      Wiesz, nie myślałem że ma na mnie czekać nie wiadomo ile lat. Kiedyś sądziłem
      że Miłość to nie tylko miłe i piękne chwile ale też akceptacja wad drugiej
      osoby. I nie uważam że należy akceptować bezwarunkowo wszystkie wady, ale
      powiedzmy sobie uczciwie kto ich z nas nie ma. A z drugiej strony czy to nie
      piękne, że pomimo wad drugiej osoby ją kochamy, widzimy pozytywne cechy. Wierzę
      że akceptując niedoskonałości bliskich nam osób potrafimy przez to zobaczyć i
      wydobyć na światło dzienne czyjeś pozytywne cechy. Może to zbyt idealistyczne,
      ale tak to czuję.
      Pomimo tego co się stało nie uważam że jej potrzeby są jej wadą. To strasznie
      dla mnie trudne ale rozumiem doskonale że każde z Nas ma prawo do szczęścia.
      Więc staram się także jej tego prawa nie ograniczać. A obawy we mnie są, to
      jasne. Ale chcę zawierzyć rzeczywiście losowi i jej decyzji.
      Przyznaję że dzisiaj z pewnością nie potrafię być dla Niej ,,tylko’’
      przyjacielem, stąd moje prośby o nie oszczędzanie mi niczego.

      I macie rację że Ona też mogła zupełnie stracić orientację doświadczając tego
      wszystkiego z mojej i nie tylko z mojej strony.
      Dzisiaj miałem lepszy dzień, idę dalej tą drogą, porządkuję do końca swoje
      życie, chce realizować inne plany.
      Wierzę że los okaże się dla Nas łaskawy.

      mooninblack dziękuję za chińską mądrość, że mężczyzna powinien czekać, aż
      kobieta
      dojrzeje.
      Co prawda ja czuje że to Ona dotąd czekała jak ja dojrzeję, ale widać że los
      zwraca nam wszystko co daliśmy.

      Nie chce żyć złudzeniami, ale umacniam swoje postanowienie w tym aby tym razem
      to Ona zadecydowała, ja mogę tylko ,,robić swoje’’ i czekać…



      p.s.
      jak sami widzicie czasem sami stawiamy siebie na życiowych zakrętach i jeszcze
      się dziwimy skąd ta siła odśrodkowa. Wiem że ta historia nie jest jednoznaczna,
      myślę że nie trzeba potępiać ani Jej ani Mnie. Dziękuję raz jeszcze wszystkim
      którzy ,,to’’ przeczytali.
      A swoją drogą czy znacie wiele takich historii które dla osób niezaangażowanych
      przypominają brazylijską telenowelę a dla aktorów są ważnym kawałkiem życia?

      p.s. 2
      chciałbym zacytować jej wypowiedzi z dzisiejszego tlenu, ale nie wiem czy nie
      będzie miała o to do mnie pretensji, bo z pewnością wcześniej czy później
      dotrze do tego forum.
      W każdym razie…Miłość Jest Wielka i warto dla niej się zatracić, choć nigdy nie
      mamy pewności co nam przyniesie jutrzejszy dzień

      CZEKAM…
      • posrod.traw Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 31.05.06, 12:12
        Tobie Twoje zycie wydaje sie brasiliana z szokujacym scenariuszem.

        Kazdy ma swoj ogodek, wierz mi ze rownie bogaty. Trzeba tylko go plewic
        sukcesywnie, sadzic kwiaty, podlewac, nawozic, o rozmowie z kwiatami nie
        wspomne:)
    • gem69 Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 31.05.06, 18:14
      no tak:-) chociaż czasem mam wrażenie że to ciągła orka na ugorze. Jak nie
      walka z przeciwnościami losu to z własnymi emocjami.

      Ale rzeczywiście nigdy nie wiemy co nam zakiełkuje…i może to też jest piękne :-)
      • czarna-wiedzma Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 01.06.06, 10:43
        Dlaczego?

        Nic nie dzieje sie z przypadku, zawsze jest jakas przyczyna. Pozostawiam pod
        rozwage i na reszte zycia.

        A ja mam mantre taka jedna: "Z tymi ktorych naprawde kochasz postepuj lepiej
        jak z samym soba"

        Pozdrawiam!
    • orino Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 01.06.06, 12:58
      Sory, ale nie doszedlem do konca z tym. Na moje oko, sam sobie to
      skomplikowales.
      • czarna-wiedzma Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 19.06.06, 12:05
        Wiedzma pyta, jak tam sie ulozylo? Bo wokol mnie same sluby ostatnio, ze o
        prokreacji nie wspomne. Jedni tacy pojechali "porozmawiac" na Cypr i wrocili z
        blizniakami:) Juz chyba nie musza rozmawiac. Samo sie wyjasnilo. I to podwojnie.

        • caprissa Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 19.06.06, 16:41
          no jesli kazda noc byla icha:)
          a blizniaki to po leczeniu hormonami sa:)

          a tak powaznie jak sie wie ze chce sie byc razem to ludzie maja gdzies anty,
          kazda noc ich:P
          zreszta dzis jets inaczej, mamy wiele udogodnien dla Maluszkow:)

          buziaki dla Niunkow:)
          • czarna-wiedzma Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 20.06.06, 12:09
            Caprissa,
            dzieki za pozdrowienia dla Niunkow, to chyba bardzo male Fasolki, ale przekaze:)
            Hormonami sie nie leczyli, a raczej nie wiedzieli co zrobic z tym zwiazkiem po
            przejsciach.
            A Ty masz Maluszka?
    • gem69 Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 24.06.06, 08:12
      Jak się ułożyło? No tak trochę czasu minęło od ostatniej mojej bytności tutaj.
      Nie chcę o tym zbyt głośnio mówić bo wszystko to jest dla mnie takie kruche
      wciąż, ale czuję że będąc konsekwentnym w swoich postanowieniach, czynach i
      relacjach dostaję od życia coraz więcej :-). Ciągle jestem głodny tego Uczucia…
      Przeżyłem ostatnio najpiękniejszą burzę i oberwanie chmury w swoim życiu.

      Jakie Niuńki, jakie Fasolki??...fajny musi być Dzień Ojca z ,,drugiej
      strony’’ :-)

      Ludziska Kochajcie się i Szanujcie :-)
    • leon_xyz Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 16.07.06, 10:31
      Jestem nikim, uciekalem w alkohol, by potem mowic jej ze jest nieczula.

      Rozpoczynam terapie w osrodku zamknietym. Pierwsi o tym wiecie.
      • leon_xyz Re: Miłość a poczucie Bezpieczeństwa? 16.07.06, 10:33
        A gem, powodzenia chlopie!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka