Gość: Imagine
IP: *.unl.edu
03.02.03, 16:35
Zapiski z tego, czego swiadkiem bylem kilka dni temu.
Obudzilem sie rano, calkowicie wypoczety i z otwartymi juz oczami,
przygladalem sie dopiero co zakonczonej projekcji snu. Nagle, jak z jasnego
nieba grom, dotarlo do mnie, ze KTOS lub COS zyczajnie bral udzial w
sennych wydarzeniach bazujac na materiale z mojej pamieci. Poczulem jakby
wbicie klina miedzy mnie, ten stwor jaki znam i nazywam Andrzejem a czyms
zupelnie odrebnym, czyms co stalo sie dla mnie nagle jasnym, co bylo niczym
innym jak Wszechpenetrujaca Swiadomoscia. Nie mialem juz wiecej watpliwosci,
ze prawdziwym aktorem, prawdziwa egzystencja w tym zyciu, jest owa Swiadomosc,
ze moje cialo jest tylko maska, jedna z wielu form, jakie przyjmuje
Swiadomosc. Wrazenia ze swiata zewnetrznego, jakie sa nieustannie
kolekcjonowane i katalogowane w naszym mozgu (czy tylko ?)tworza nastepny w
kolejnosci swiat, dostepny dla Swiadomosci, szukajacej drogi do swej
ekspresji. Wszystko to co dzieje sie w czasie snu, jest az do bolu logiczne.
Dopiero z perspektywy "jawy" wiekszosc snow nie ma sensu. Ale nie nam tu
osadzac, co logiczne a co nie. Dla mnie drzewo, ktore mijam codziennie po
drodze do pracy jest tak nieznosnie realne, ze wiem z cala pewnoscia, iz
nigdy pod tym drzewem nie zatrzyma sie ktos, kto umarl juz dawno. We snie
jednak jest to mozliwe, gdyz Swiadomosc konfiguruje dane z naszej pamieci
wbrew kategoriom czasu i przestrzeni.
Rozmyslajac dalej nad tym co mi sie przytrafilo tego poranka, poczulem nagle
jednosc z cala egzystencja. Zawsze sie zastanawialem czym owa jednosc jest,
teraz jednak do mnie dotarlo, ze o jednosci mozna mowic dopiero wtedy, gdy
poczuje sie odrebnosc. Troche to zagmatwane, ale oto ilustracja pokazujaca, ze
aby zobaczyc calosc, trzeba przejsc na teleskopowe postrzeganie, z dystansu.
Musisz sie oddalic od obiektu obserwacji, by moc objac go w calosci. Wiec
potrzebna jest swego rodzaju odrebnosc, by poczuc i zrozumiec jednosc.
To wlasnie doswiadczylem. Oddalac sie od obiektu swego uwiazania (cialo,
umysl)nagle poczulem jednosc z podstawa innych obiektow, z tym co nas wiaze.
Koncentrujac sie na swym ciele i utozsamiajac sie z nim, kopiemy rowy
przepasci pomiedzy tzw. nami a czymkolwiek innym w tym universe.
Moje rozwazania kontunuowalem przez wiele godzin. Wszystko zaczelo sie nagle
ukladac w calosc. Stalo sie jasnym dla mnie, ze my nie posiadamu zadnych dusz.
Jedna wielka dusza Wszechpenetrujaca wszystkie wymiary, jest Swiadomosc.
My jestesmy ta Swiadomoscia, ktora istnieje wszedzie. Nie ma znaczenia w
praktyce, czy zyjemy czy nie. Swiadomosc zawiazala to tzw. zycie ziemskie
i je sobie rozwiaze. Wszystko co istnieje, poczynajac od podatomowych
jednostek, poprzez swiat zwierzat, ludzi i konczac na zgrupowaniach galaktyk,
jest Wszechpenetrowane przez Swiadomosc. Nie ma zadnej prozni w manifestacji
owej Swiadomosci. Swiadomosc jest niepodzielna caloscia. To ze drzewo nie
rozpacza pod ciosami topora, nie znaczy ze nie rozumie co sie z nim dzieje.
Nie posiada tylko srodkow do wyrazenia swego bolu (ktory niekoniecznie musi
byc bolem w stylu, w jakim my to rozumiemy).
Stalo sie jasne dla mnie, ze nie ma czegos takiego jak karma i reinkarnacja.
A przynajmniej w tym waskim rozumieniu, podanym przez hinduizm czy buddyzm.
W konsekwencji, nie ma zadnego Kola Zycia, do ktorego przerwania namawiaja
wyzej wymienione religie. Nie ma zadnego Nieba i Piekla, poza tym co sami
sobie gotujemy tu na Ziemii. Swiadomosc, ktora przybierajac ludzkie ciala
w czasie "przyjscia" na swiat doswiadcza to co zostalo zakodowane w naszych
DNA, w naszych pamieciach i to jest jedyna forma karmy jaka istnieje.
Wszechpenetrujaca Swiadomosc nie niesie ze soba zadnych obciazen karmicznych.
Karme ta napotyka w nowym ciele jako "spadek" po szanownych rodzicach.
Uswiadamiajac sobie ten fenomen musimy dojsc do wniosku, ze autorami swych
nieszczesc JESTESMY SAMI.
Nie ma innego Boga poza Wszechpenetrujaca Swiadomoscia. Czym jest owa
swiadomosc ? Co sie dzieje w czasie smierci ? Nic sie nie dzieje. To tak
proste ze az nie do przyjecia. Nic sie nie dzieje. Patrzac na swoje cialo
dzieje sie wiele, przestajemy oddychac, zaczynami sie dezintegrowac...
tylko ze my tymi cialami nie jestesmy i tu lezy caly problem.
Zwolennicy Big Bang sa w bledzie twierdzac, ze tak wlasnie powstal
obserwowalny swiat. Ten swiat jaki znamy istnial od zawsze. Poczatek i koniec
czegolowiek to tylko konstrukcje ograniczonego, kolektywnego umyslu.
Dalej zwolennicy ewolucji wszechswiata uwazaja, ze kiedys tam, zaczela sie
rozwijac JAZN, czyli Swiadomosc. To kolejny, chybiony pomysl, zakladajacy,
ze z czegos, co powstalo ot tak sobie (kolejna bzdura)bez zadnej inteligentnej
interwencji, nagle tworzy sie Samoswiadomosc istnienia.
Konczac juz, prosze was wszystkich, przyjrzyjmy sie sobie jeszcze raz.
Przypatrzmy sie sobie, chodzacym, myslacym, egzystujacym. Czy to nie
wystarczajczajacy dowod na to, ze jest cos co animuje nas, cos co zyje naszym
zyciem, ze bez tego czegos "pozwolenstwa" niemozliwy bylby najprostrzy krok ?
Czy mamy prawo uwazac, ze tylko my, ludzie jestesmy penetrowani przez
Swiadomosc ? Czy to nie oddala nas od naszych przyjaciol zwierzat, skal, rzek,
gwiazd i zwyklego wiatru ? Czy nie tworzymy poprzez to rozdialu miedzy nami,
szlachetnymi a kupa smieci pod nogami ?
Pozostaje mi zyczyc Wam wszystkim podobnego gromu z jasnego nieba, poczucia
odrebnosci, tylko po to, by zaraz potem poczuc WSZECHPENETRUJACA JEDNOSC.
Pozdr, Imagine.