Dodaj do ulubionych

po rozwodzie

IP: *.slupsk.cvx.ppp.tpnet.pl 23.02.03, 17:47
czy ktoś rozwiódł się po wielu latach małżeństwa dla nowego związku?
Jak to jest? Czy warto burzyć 2 małżeństwa ,mieszać w głowach 4 dzieci?
Naprawdę nowa ,,miłość ,,jest warta tego?Jeśli ktoś nie szanuje swojej
rodziny i nie szanuje innej rodziny-to umie stworzyć nowy,trwały,szczęśliwy
związek ?Zaopiekować się nową kobietą(mężczyzną)zatroszczyć się o swoje
dzieci i dzieci z innego związku?
Co o tym sądzicie?Ja nie umiem tego zrozumieć .Zgodziłam się na rozwód aby
nie stać na drodze,, do szczęścia,,innych.
Obserwuj wątek
    • Gość: Malwina Re: po rozwodzie IP: *.d1.club-internet.fr 23.02.03, 17:58
      przeszkadza mi ze napisalas "zerwac jeden zwiazek by zalozyc drugi" (mniej
      wiecej)
      tak mozna co drugi dzien ...

      byloby to na zasadzie zamienil stryjek ...
      a czy jest ?
      Gdzie jest problem ?
      Milosc uciekla ? Kiedy ? Kto ja widzial ? Kto ja lapal ?
      • Gość: vita Re: po rozwodzie IP: *.slupsk.cvx.ppp.tpnet.pl 23.02.03, 18:56
        Miłość uciekła? No nie wiem czy ona ucieka-podobno miłość odchodzi od
        ludzi,którzy na nią nie zasługują(co można dwuznacznie rozumieć)Ja
        kochałam,próbowałam ratować.To jednak musi zależy od dwóch osób a nie od jednej.
        Nie wiedziałam długo-podobno za bardzo wierzyłam,za bardzo ufałam-może.
        Ale przede wszystkim nie wiedziałam że miłość ,,odeszła ,,od mojego męża i że
        uważał swoje małżeństwo za nieudane.Nigdy o tym nie mówił,mimo iż wielokrotnie
        pytałam.
        Zastanawiam się jednak jak można budować nowy związek na takich
        zgliszczach.Gdybym uważała swoje małżeństwo za nieudane to albo bym je ratowała
        albo rozwiązała.On nie ratował ,nie mówił o rozwodzie,poszukał nowej
        miłości,prowadził podwójne życie-jeden ciąg nielogiczności i kłamstw.
        Problem jak piszesz tkwi w tym czy rzeczywiście warto na krzywdzie i bólu
        najbliższych osób budować swoje szczęście.
        • burza4 Re: po rozwodzie 24.02.03, 09:36
          Wiesz, mi też ciężko było pogodzić się z odejściem kogoś, na kim mi strasznie
          zależało. I wydawało mi się, że skoro JA byłam z nim szczęśliwa, to oczywiste
          jest, że on ze mną też! Kiedy oznajmił mi, że odchodzi, byłam w szoku. Jak
          to?!!! Przecież jest nam dobrze. Też nic nie mówił itd. Okazało się, że mówił,
          tylko ja nie chciałam słuchać. Przypomniał mi pewne fakty i z bólem musiałam
          przyznać mu rację. Ja po prostu nie słyszałam jego uwag, bo ich słyszceć nie
          chciałam! Nie chcę cię osądzać, jednak z każdego dołka trzeba wyciągnąć
          wnioski. Najłatwiej jest szukać winy w tej trzeciej czy tym trzecim. Ale czy
          zdrada jest powodem czy skutkiem kryzysu w małżeństwie? Owszem, faceci mają
          skłonność do niewierności, jednak wydaje mi się, że jeśli w małżeństwie
          wszystko gra, to po prostu taki facet robi skok w bok, ale nie zostawia
          rodziny! Coś musiało zgrzytać, skoro zdecydował się na odejście. Może jak w
          American Beauty obudził się z 40-tką na karku i świadomością, że jego życie to
          beznadzieja?
    • Gość: Krystyna Re: po rozwodzie IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 23.02.03, 18:47
      Rozwod to czasem taki nieprzyjemny zabieg jak wyrwanie chorego zeba, ząb sie
      sam nie wyleczy a zycie z takim zębem to mordęga. Dzieci wcale nie sa
      szczęśliwe w rodzinach gdzie rodzice sie nie kochaja czy nawet ze soba walcza.

      To może jest tak że dla jednej osoby (Ciebie?) nie warto marnować reszty życia
      kilku innym osobom?
      • Gość: Vita Re: po rozwodzie IP: *.slupsk.cvx.ppp.tpnet.pl 23.02.03, 19:24
        Krysiu
        Jak mam to rozumieć? Nie warto dla kochającej żony i swoich dzieci marnować
        swojego(męża)szczęscia?
        Wiesz podświadomie moje pytanie brzmiało:czy on znajdzie to czego szukał?Zranił
        wiele osób.Jeżeli znajdzie to znaczy że uzna że było warto.Niestety wolałabym
        aby wrócił i szukał szcześcia w rodzinie którą założył 15 lat temu.To
        moje,,chciejstwo,, dyktuje mi te pytania
        • Gość: termit Re: po rozwodzie IP: *.chello.pl 23.02.03, 19:51
          Droga Vito,
          Nikt tu juz niczego odkrywczego Ci nie napisze.Poczytaj sobie wątki rozwodowe
          i o zdradzie z poprzednich miesięcy. Znajdziesz tam też odpowiedź na swoje
          pytania.
          Teraz pewnie oczekujesz, że odezwą się panowie, którzy odeszli od żon dla nowej
          tzw.Miłości.Nic z tych rzeczy.Oni dobrze wiedzą, że dla egoizmu i wygodnictwa
          nie ma wytłumaczenia, więc po co mają się wystawiać na ataki.Paru
          antyfeministow za to przeleci się po Tobie - no bo to na pewno Ty jesteś winna
          wszystkiemu, oni to wiedzą, choć Cię nie znają.
          Może niejaki Imagine , nadworny mędrzec tego forum , pomoże Ci znaleźć sposób
          na pogodę ducha w okolicznościach w jakich się znajdujesz.
          Chociaż on zajmuje się bardziej wzniosłymi rzeczami niz przepieranie brudów
          damsko męskich.
          Trzymaj się - masz inne wyjście?
        • Gość: Przemek Re: po rozwodzie IP: *.tele.pw.edu.pl 27.02.03, 19:44
          Gość portalu: Vita napisał(a):

          >Niestety wolałabym
          > aby wrócił i szukał szcześcia w rodzinie którą założył 15 lat temu.To
          > moje,,chciejstwo,, dyktuje mi te pytania

          NIEEEEEEEE!!!!!!
          Tylko nie to! Chcesz malzenstwa z czlowiekiem, ktory sie do tego nie nadaje, nie wahal sie zranic Ciebie,
          narazic dzieci na przykrosci i perturbacje - dla wlasnego egoizmu, jedynie.
          Zanim doszlo do rozwodu, moglas go upominac, jak w tej piosence, ktora nadaja ciagle w Radiu Z:
          "Tu m'as promis, et j'ai te cru - tu es foutu" (obiecales mi, ja ci uwierzylam, to teraz "masz przechlapane")
          :-)
          A teraz powstrzymaj to Twoje "chciejstwo" - jesli on wroci to historia powtorzy sie za pare lat (znam to,
          przerabialem!). Uloz sobie zycie bez tego dupka.
      • Gość: Przemek Re: po rozwodzie IP: *.tele.pw.edu.pl 27.02.03, 19:01
        Gość portalu: Krystyna napisał(a):

        > Rozwod to czasem taki nieprzyjemny zabieg jak wyrwanie chorego zeba, ząb sie
        > sam nie wyleczy a zycie z takim zębem to mordęga. Dzieci wcale nie sa
        > szczęśliwe w rodzinach gdzie rodzice sie nie kochaja czy nawet ze soba walcza.

        Nie sa tez szczesliwe, gdy musza mieszkac z jednym z rodzicow i jego(jej) partnerka(partnerem).
        Nie sa w stanie zaakceptowac takiego ukladu, wiedzac, ze ten partner przyczynil sie do rozbicia rodziny, w
        ktorej czuly sie bezpiecznie.
    • Gość: aiszka4 Re: po rozwodzie IP: 217.8.186.* 24.02.03, 12:55
      Gość portalu: vita napisał(a):


      > Co o tym sądzicie?Ja nie umiem tego zrozumieć .Zgodziłam się na rozwód aby
      > nie stać na drodze,, do szczęścia,,innych.


      Jeśli już się zgodziłaś na rozwód, to nie traktuj tego w
      kategiorach "przeszkody na drodze do szczęścia innych". To jest argument
      słabych, którzy nie potrafią się przyznać do swoich błędów (czyli Twój mąż) i w
      ten sposób unikają "obowiązków wynikających z założenia rodziny". Takie
      myślenie uczyni z Ciebie nieszczęśliwą osobę, która będzie usuwać się z drogi
      każdemu, zamiast walczyć o swoje szczęście.

      > czy ktoś rozwiódł się po wielu latach małżeństwa dla nowego związku?
      > Jak to jest? Czy warto burzyć 2 małżeństwa ,mieszać w głowach 4 dzieci?
      > Naprawdę nowa ,,miłość ,,jest warta tego?Jeśli ktoś nie szanuje swojej
      > rodziny i nie szanuje innej rodziny-to umie stworzyć nowy,trwały,szczęśliwy
      > związek ?Zaopiekować się nową kobietą(mężczyzną)zatroszczyć się o swoje
      > dzieci i dzieci z innego związku?


      Nie wiem, jak ułoży się u Ciebie, ale opowiem Ci moją historię (a właściwie
      mojej rodziny):
      Mój ojciec miał trzy żony. Pierwsza po rozwodzie wyszła drugi raz za mąż i była
      szczęśliwa (tak mówi nawet córka mojego ojca). Ale żona nr 1 i jej mąż już nie
      żyją (dwie tragiczne śmierci).
      Druga żona mojego ojca (jednocześnie moja mama) po rozwodzie wyszła drugi raz
      za mąż, rozwiodła się i wyszła trzeci raz. Dla wszystkich trzech była drugą
      żoną. W trzecim małżeństwie jest szczęśliwa - tak twierdzi i to widać. Drugi
      mąż mojej mamy poszukał sobie trzeciej towarzyszki, ale nie wiem, jak im się
      układa.
      Dla mojej macochy (czyli trzeciej żony)mój ojciec był drugim mężem. Nie byli ze
      sobą szczęśliwi - to też było widać. Mój ojciec w końcu popełnił samobójstwo, a
      co się dzieję z żoną nr 3 - nie mam pojęcia.
      Dodam tylko, że z trzech małżeństw mojego ojca i kolejnych związków jego byłych
      żon, urodziło się sześcioro dzieci, każde z sobą jakoś spokrewnione, ale
      żadnego 100% rodzeństwa. Albo mama inna, albo ojciec. Dwoje z nas jest już po
      rozwodach i ma kolejnych małżonków. Trójka chyba sobie jakoś radzi, nie mam za
      bardzo kontaktu.
      A mój mąż niedawno znalazł sobie lepszą partnerkę, widocznie nie potrafiłam
      stworzyć mu takiej rodziny, jakiej oczekiwał.
      Mnóstwo osób cierpiało i cierpi, nic z tego dobrego nie wyszło.
      Nie wiem, kto naprawdę zawinił, a ojca już nie zapytam, nie udźwignął
      odpowiedzialności.
      • Gość: vita Re: po rozwodzie IP: serwer:* / 192.168.0.* 24.02.03, 19:27
        Takie historie może napisa`c tylko życie.Dla mnie przysięga małżeńska to bardzo
        ważne zobowiązanie,pełne miłości(takiej jak w <<liście do Koryntian<<)a jeżeli
        owocem związku są dzieci jest to tym większa odpowiedzialność (za związek i za
        dzieci)
        Ja nie wiedziałam że mąż uważa nasze małżeństwo za pomyłkę.Mam żal ,że nie
        mówił tego wcześniej.
        Bardzo tęsknie za nim i za tzw.normalną rodziną.
        Ale po rozwodzie podziękowałam mu za wspólne-dla mnie szczęśliwe lata.A może
        kiedyś on zrozumie co to jest szacunek i troska o najbliższe osoby.
        Mam taką nadzieję
        • Gość: zwin Re: czy rozwody sa dziedziczne? IP: *.ny5030.east.verizon.net 25.02.03, 00:58
          Moze troche tak, moze troche nie. I nic z tego nie wynika. Oprocz rozwodow
          dzieci dziedzicza po nas bardzo wiele nie tylko dobrego, ale i zlego co nikogo
          (nie liczac powaznych genetycznych chorob) nie wstrzymuje od posiadania dzieci.
          Wiec nie obciazajmy za nasze rozwody rodzicow.
          • Gość: aiszka4 Re: czy rozwody sa dziedziczne? IP: 217.8.186.* 25.02.03, 10:19
            Gość portalu: zwin napisał(a):

            > Moze troche tak, moze troche nie. I nic z tego nie wynika. Oprocz rozwodow
            > dzieci dziedzicza po nas bardzo wiele nie tylko dobrego, ale i zlego co
            nikogo
            > (nie liczac powaznych genetycznych chorob) nie wstrzymuje od posiadania
            dzieci.
            >
            > Wiec nie obciazajmy za nasze rozwody rodzicow.

            Trochę źle mnie zrozumiałeś/zrozumiałaś. Chodziło mi o to, że w całym tym moim
            galimatiasie niektórzy ułożyli sobie życie, mimo rozwodu/rozwodów, a inni nie.
            Część dzieci z tych małżeństw też sobie ułożyła, część miała/ma problemy.
            Dlatego Vita nie może skazywać się przegraną. Może ułoży sobie życie z kimś
            innym, może nie. Może mężowi uda się z tamtą mężatką, może nie. Może dzieci
            wyjdą z tego bez psychicznych okaleczeń. Ale trudniej jest układać sobie
            prawidłowe relacje z drugim człowiekiem, jeśli miało się bolesne doświadczenia.
            To nie ma nic wspólnego z dziedziczeniem.
            Dorosłych obwiniam za cierpienie, o swoje małżeństwo/swój rozwód zatroszczyć
            muszę się sama.
    • Gość: Przemek Re: po rozwodzie IP: *.tele.pw.edu.pl 27.02.03, 19:32
      Gość portalu: vita napisał(a):


      > Jak to jest? Czy warto burzyć 2 małżeństwa ,mieszać w głowach 4 dzieci?
      > Naprawdę nowa ,,miłość ,,jest warta tego?Jeśli ktoś nie szanuje swojej
      > rodziny i nie szanuje innej rodziny-to umie stworzyć nowy,trwały,szczęśliwy
      > związek ?

      Moje zdanie jest nastepujace: albo sie ktos nadaje do malzenstwa, albo nie. Te ceche ma sie "w sobie",
      osoba partnera (poza przypadkami patologicznymi, jak nieuleczalny alkoholizm, narkomania, sadyzm,
      nieumiejetnosc dochowania wiernosci) ma tu mniejsza role. Z opisu zdarzen wnosze, ze Ty sie do
      malzenstwa nadajesz (jesli stworzysz nowy zwiazek, bedzie on udany), a Twoj ex - nie (zapewne kazdy
      stworzony przez niego zwiazek sie rozpadnie).

      > Co o tym sądzicie?Ja nie umiem tego zrozumieć .

      Czlowiek prawy nie jest w stanie zrozumiec zla. Ja od tygodnia usiluje zrozumiec faceta, ktory najechal
      ciezarowka na moj stojacy samochod, a nastepnie oswiadczyl policji... ze to ja najechalem na jego
      ciezarowke.

      >Zgodziłam się na rozwód aby
      > nie stać na drodze,, do szczęścia,,innych.

      Mam nadzieje, ze zadbalas o to aby rozwod zostal orzeczony z winy meza. Mozna zrezygnowac ze
      szczescia, ale nie wolno rezygnowac z prawdy. W tej sytuacji udawanie "porozumienia" byloby
      klamstwem (i to klamstwem w obliczu sadu!), bo przeciez zadnego porozumienia nie bylo - Ty bronilas
      rodziny, a ex chcial wszystko zburzyc.



      • pani_domu Re: po rozwodzie 27.02.03, 21:37
        Po rozwodzie, jak i po slubie zaczyna sie nowe zycie. Czasem lepsze, czasem
        gorsze, czasem takie sobie.
        Jestem druga zona mojego drugiego meza. Bez zadnego planu czy premedytacji
        rozbilismy oboje nasze poprzednie malzenstwa. Byly lzy, noce w hotelu, jakies
        idiotyczne telefony, naburmuszone dzieci i wszystko, co tylko chcesz. To juz
        bylo ladnych kilka lat temu, teraz jest juz wszystko cicho i spokojnie. Moj
        byly maz i moj obecny maz, jak kiedys, jezdza razem na nartach. Byla zona
        mojego obecnego meza korzysta bez oporow z uslug mojej firmy (ma znizke!), ja
        wciaz utrzymuje poprawne stosunki z byla tesciowa. Moj byly maz bedzie sie
        niedlugo zenil ponownie i wlasnie "sondowal" przez nasza nastoletnia corke, czy
        nie odmowimy zaproszenia.
        Nie pisze tego zeby Ci obiecac jakas cukierkowa przyszlosc, w ktorej w koncu
        wszyscy bedzie sobie buzi dawac. Nam zajelo naprawde kilka ladnych lat zeby
        sobie rozne uczucia i wspomnienia poukladac ale wszyscy, naprawde wszyscy
        bardzo sie staralismy zachowywac kulturalnie, cywilizowanie, rozwaznie w miare
        mozliwosci.
        Pytasz, czy warto rozwalic. Najczesciej pewnie warto juz chocby z tego wzgledu,
        ze skoro pojawila sie chec rozwalenia, to znaczy, ze w zwiazku cos bardzo
        szwankowalo tak, czy tak. Poza tym jezeli jest milosc... to nie ma sie czesto
        wyboru - trzeba odejsc. Inaczej sie czlowiek udusi.
        • Gość: Przemek Re: po rozwodzie IP: *.tele.pw.edu.pl 01.03.03, 16:24
          pani_domu napisała:

          > Po rozwodzie, jak i po slubie zaczyna sie nowe zycie. Czasem lepsze, czasem
          > gorsze, czasem takie sobie.

          "Do you believe in love after love" - spiewa ta polatana przez chirurgow plastycznych Cher, parafrazujac
          "do you believe in life after life" :-)

          > Jestem druga zona mojego drugiego meza. Bez zadnego planu czy premedytacji
          > rozbilismy oboje nasze poprzednie malzenstwa. Byly lzy, noce w hotelu, jakies
          > idiotyczne telefony, naburmuszone dzieci i wszystko, co tylko chcesz. To juz
          > bylo ladnych kilka lat temu, teraz jest juz wszystko cicho i spokojnie. Moj
          > byly maz i moj obecny maz, jak kiedys, jezdza razem na nartach. Byla zona
          > mojego obecnego meza korzysta bez oporow z uslug mojej firmy (ma znizke!), ja
          > wciaz utrzymuje poprawne stosunki z byla tesciowa. Moj byly maz bedzie sie
          > niedlugo zenil ponownie i wlasnie "sondowal" przez nasza nastoletnia corke, czy
          > nie odmowimy zaproszenia.

          Slyszalem taka przedwojenna satyryczna piosenke - spotyka sie grupa znajomych i nagle okazuje sie, ze
          kazda pani byla juz n-ta zona kazdego pana i vice versa. To, co przed wojna wydawalo sie karykatura,
          stalo sie rzeczywistoscia...

          > Nie pisze tego zeby Ci obiecac jakas cukierkowa przyszlosc, w ktorej w koncu
          > wszyscy bedzie sobie buzi dawac. Nam zajelo naprawde kilka ladnych lat zeby
          > sobie rozne uczucia i wspomnienia poukladac ale wszyscy, naprawde wszyscy
          > bardzo sie staralismy zachowywac kulturalnie, cywilizowanie, rozwaznie w miare
          > mozliwosci.

          Kultura i powsciagliwosc to jedno a ocena moralna to drugie. Nie wolno uciekac od oceny moralnej,
          ktora, jesli wierzyc autorce listu, jest tu jednoznaczna. Jej maz zlamal przyrzeczenia zlozone zonie (na
          ktorych opieral sie caly jej swiat), narazil dzieci na perturbacje (nazywajac to "naburmuszeniem" po
          prostu lekcewazysz bardzo powazny problem!), podczas gdy ona sprawdzila sie jako zona i matka.

          > Pytasz, czy warto rozwalic. Najczesciej pewnie warto juz chocby z tego wzgledu,
          > ze skoro pojawila sie chec rozwalenia, to znaczy, ze w zwiazku cos bardzo
          > szwankowalo tak, czy tak. Poza tym jezeli jest milosc... to nie ma sie czesto
          > wyboru - trzeba odejsc. Inaczej sie czlowiek udusi.

          Wprowadzasz metlik pojeciowy, na czym cierpi przejrzystosc Twojego wywodu. Proponuje slowo "milosc"
          zarezerwowac dla uczucia dobrego i kreujacego dobro. Sklonnosc mesko-damska, skutkujaca rozbiciem
          rodzin, nieszczesciem wspolmalzonkow, zagubieniem i dezorientacja dzieci - proponuje nazwac
          "fatalnym zauroczeniem" (to z filmu "Fatal attraction"). Zamiast sie "dusic" proponuje zrewidowac swoj
          poglad na dotychczasowy zwiazek: znalezc w nim jasne punkty i cieszyc sie nimi, kultywowac
          wspomnienia z okresu narzeczenstwa, odwiedzac miejsca, w ktorych sie bylo z dotychczasowym
          partnerem szczesliwa. Budowanie nowego zwiazku na cierpieniu innych osob to nic dobrego - obejrzyj
          sobie film Liv Ullman "Wiarolomni"...

          • pani_domu Do Przemka 02.03.03, 18:23
            Przemku, pamietaj o jednym - nie masz monopolu ani na definicje milosci, ani
            na jedynie sluszna interpretacje tego, co moralne. Zawsze lepiej mowic o sobie
            i oceniac siebie niz brac sie za krytykowanie innych, bo a nuz z pudeleczka
            wyskoczy jakis Gogol i zapyta zlosliwie "z kogo sie smiejecie?" nie
            wspominajac juz o Chrystusie, ktory moglby Ci sie objawic z wyzwaniem "kto
            jest bez grzechu..."
            Tak wiec to, co Ty nazywasz miloscia, ja bym nazwala zupelnie inaczej ale Ci
            oszczedze, bo nie chce Ci robic przykrosci. Podobnie z moralnoscia.
            Opowiedzialam swoja historie nie po to zebys mnie pouczal, co powinnam a czego
            nie powinnam, bo wybacz ale kompletnie jest mi obojetne Twoje zdanie w tej
            sprawie.
            Watek dotyczy tego, co po rozwodzie. Moje doswiadczenia te jeszcze jedno
            szkielko z kalejdoskopu - autorka watku moze sie przyjrzec i wyciagnac wlasne
            wnioski. Ani ja nikomu nie mowie jak ma zyc, ani nie pytam o Twoje zdanie na
            temat mojego zycia. Jesli takowe jestes w stanie miec nie znajac mnie
            kompletnie, badz uprzejmy zachowac je dla siebie i postepowac we wlasnym zyciu
            tak jak Ci sie to wydaje najbardziej moralne i zgodne z Twoja definicja
            milosci. Powodzenia!
            • Gość: M Re: Do Przemka IP: *.szpital.elblag.pl / 10.1.0.* 03.03.03, 09:49
              Do Pani domu:A dlaczego nie oceniac?Zazdroszcze Pani dobrego samopoczucia.
              Oto "modern times" i"nowa moralnosc" w calej okazalosci.Mam kolezanke ktora
              zdradza meza i nie widzi problemu bo maz nie wie. A wlasnie pewne rzeczy trzeba
              nazywac po imieniu-np podlosc jest podloscia,egoizm pozostanie
              egoizmem,wiernosc wiernoscia a zaklamanie zaklamaniem.Nieladnie zla nazywac
              dobrem i odwrotnie.
              • miauczynska Re: Do M 03.03.03, 10:30
                Gość portalu: M napisał(a):
                > nazywac po imieniu-np podlosc jest podloscia,egoizm pozostanie
                > egoizmem,wiernosc wiernoscia a zaklamanie zaklamaniem.Nieladnie zla nazywac
                > dobrem i odwrotnie.

                Drogi/a M , czy możesz uściślić? Które z określeń ma zastosowanie do pani_domu?

                Skąd u człowieka skłonność do tak negatywnego oceniania innych?
                Przecież oceniany o to nie prosi a w tym przypadku wypowiedź pani_domu
                tego nie wymaga.
                Nigdy nie zrozumiem dlaczego komentujemy życie sąsiadów , znajomych ..,
                jaki to ma cel? Wyrzucamy gorycz która zalega wewnątrz nas? Koimy żal
                do kogoś kto nas w podobny sposób potraktował? Zazdrościmy czegoś czego
                nie umiemy a chcielibyśmy , czynić? Czy po to rozmawiamy o innych oceniając
                ich postępowanie?

                • Gość: M Re: Do M IP: *.szpital.elblag.pl / 10.1.0.* 03.03.03, 11:56
                  Do P.Miauczynskiej: Do pogladow Pani domu odnosza sie:zaklamanie,egoizm;mozna
                  dodac:bezwzglednosc, wiarolomstwo;zaryzykuje:okrucienstwo wobec bliskich. To
                  jest forum-dyskutujemy nt pogladow wlasnych i rozmowcow.Nie mowie o znajomych i
                  sasiadach.Skad pomysl o goryczy lub zazdrosci?...
                  • Gość: szymi Re: Do M IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.03, 13:38
                    To ciekawe, ale jeśli chodzi o panią domu miałem identyczne odczucia...
                  • Gość: Przemek Re: Do M IP: *.tele.pw.edu.pl 03.03.03, 14:55
                    Gość portalu: M napisał(a):

                    > Do P.Miauczynskiej: Do pogladow Pani domu odnosza sie:zaklamanie,egoizm;mozna
                    > dodac:bezwzglednosc, wiarolomstwo;zaryzykuje:okrucienstwo wobec bliskich.

                    Nie, w ten sposob nie mozna... Dyskutujmy nie o tym jaka jest pani-domu
                    (przeciez nie wiemy o niej prawie nic), ale o problemie. A problem jest taki:
                    czy rozstanie i rozwod mozna przezyc bezbolesnie? Pani domu twierdzi, ze tak.
                    Byc moze w jej przypadku zaistnialy jakies nadzwyczajne okolicznosci: np.
                    malzonkowie od dawna sie nie kochali i byli zgodni, ze trzeba wreszcie sie
                    rozstac, dzieci byly dorosle, mieszkaly same i nie podchodzily tak emocjonalnie
                    do spraw rodzicow. Jesli tak bylo rzeczywiscie, to pani domu jest w porzadku,
                    nikomu nie wyrzadzila krzywdy.

                    Moim zdaniem, wyzej wymienione okolicznosci moga sie przydarzyc w wyjatkowych
                    przypadkach. Najczesciej jest osoba pokrzywdzona (zdradzana, bita,
                    zaniedbywana) i krzywdzaca. Najczesciej jedna ze stron chce walczyc o
                    utrzymanie malzenstwa, a druga chce "rozwalic" (co nie przesadza o winie -
                    czasem maz - sadysta chce zwiazek utrzymac, bo nie chce sie pozbywac "worka
                    treningowego" w postaci zony...).

                    >Nie mowie o znajomych i sasiadach.

                    Czasem trzeba nawet interweniowac, gdy sasiad zneca sie nad dzieckiem lub
                    zona...
                    • miauczynska Re: Do M 03.03.03, 15:32
                      Gość portalu: Przemek napisał(a):
                      Gość portalu: M napisał(a):
                      > > Do P.Miauczynskiej: Do pogladow Pani domu odnosza sie:zaklamanie,egoizm;mo
                      > zna
                      > > dodac:bezwzglednosc, wiarolomstwo;zaryzykuje:okrucienstwo wobec bliskich.
                      >
                      > Nie, w ten sposob nie mozna... Dyskutujmy nie o tym jaka jest pani-domu
                      > (przeciez nie wiemy o niej prawie nic), ale o problemie. A problem jest taki:
                      > czy rozstanie i rozwod mozna przezyc bezbolesnie? Pani domu twierdzi, ze tak.
                      > Byc moze w jej przypadku zaistnialy jakies nadzwyczajne okolicznosci: np.
                      > malzonkowie od dawna sie nie kochali i byli zgodni, ze trzeba wreszcie sie
                      > rozstac, dzieci byly dorosle, mieszkaly same i nie podchodzily tak
                      emocjonalnie
                      > do spraw rodzicow. Jesli tak bylo rzeczywiscie, to pani domu jest w porzadku,
                      > nikomu nie wyrzadzila krzywdy.


                      Tak właśnie Przemku , zgadza się nie rozmawiamy o tym jaka pani_domu jest,
                      użycie tylu epitetów w stosunku do jej osoby uważam za skrajne nieporozumienie
                      i nieznajomość zasad dyskusji na forum bowiem gdyby jej post był inicjującym
                      wątek wówczas pani_domu niejako prosi o opinię i mamy prawo ją wyrazić ale
                      w omawianym przypadku możemy dyskutować z postawą traktując wypowiedź pani_domu
                      jako głos w dyskusji.
                      Jeśli chodzi o moje zdanie wiem na pewno że w większości przypadków
                      skłonność do rozwodów powtarza się w następnych pokoleniach. Przykłady
                      mogę mnożyć wedle życzenia ale nie zgodzę się z Tobą że dzieci zawsze cierpią.
                      Bywa tak że rozwód rodziców jest ulgą i wyzwoleniem z piekła a piekło istnieje
                      nie tylko w patologicznych rodzinach i nie zawsze wiąże się z pijaństwem
                      rodzica , biciem i awanturami. Rozwód zawsze jest ogromnym przeżyciem ale
                      można się porozumieć przed rozwodem , ustalić pryncypia a na zakończenie
                      podziękować sobie za wspólnie przeżyte lata i uścisnąć nawzajem dłonie.
                      W obecnych czasach to wcale nie jest rzadki obrazek.
                      • Gość: Przemek Re: Do M IP: *.tele.pw.edu.pl 03.03.03, 17:27
                        miauczynska napisała:

                        > Jeśli chodzi o moje zdanie wiem na pewno że w większości przypadków
                        > skłonność do rozwodów powtarza się w następnych pokoleniach.

                        Tego nie neguje, przykladow znam bardzo wiele. Mozna sie zastanawiac, dlaczego
                        jest to dziedziczne. Moze dzieci, skutkiem rozwodu rodzicow, traca jakas
                        moralna orientacje... Np. tata zostawia mame z dziecmi, jednak mama cenzuruje
                        swoje wypowiedzi o swoim ex, zeby nie utrudniac dzieciom kontaktu z ojcem. Z
                        jednej strony to dobrze, a z drugiej zle, bo dzieci "ucza sie" ze porzucenie to
                        nic takiego zlego - i potem latwiej im dopuscic sie takiego czynu w doroslym
                        zyciu.


                        >Przykłady
                        > mogę mnożyć wedle życzenia ale nie zgodzę się z Tobą że dzieci zawsze cierpią.
                        > Bywa tak że rozwód rodziców jest ulgą i wyzwoleniem z piekła a piekło
                        istnieje
                        > nie tylko w patologicznych rodzinach i nie zawsze wiąże się z pijaństwem
                        > rodzica , biciem i awanturami.

                        Wybacz, ale tego wlasnie nie rozumiem. Jesli rodzina jest normalna i dzieci
                        czuja sie w niej dobrze, to beda cierpiec, jesli sie im narzuci zmiane.


                        >Rozwód zawsze jest ogromnym przeżyciem ale
                        > można się porozumieć przed rozwodem , ustalić pryncypia a na zakończenie
                        > podziękować sobie za wspólnie przeżyte lata i uścisnąć nawzajem dłonie.

                        Tak moze byc, gdy obie strony, niezaleznie od siebie, uznaja malzenstwo za
                        niewarte kontynuacji, a dzieci sa dorosle i maja wlasne zycie. Jednak w
                        przypadku Autorki listu tak nie jest! Jej wiarolomny maz nawiazal romans i
                        doprowadzil do rozbicia rodziny, a Autorka listu tego nie chciala! Jest
                        pokrzywdzona i nie ma po co udawac, ze "porozumiala sie" ze swoim ex. To byloby
                        zaklamanie. Nie trzeba jej tego proponowac - niech ma poczucie wlasnej
                        niewinnosci, niech wie, ze ona jest w porzadku - sprawdzila sie jako zona i
                        matka. Nie robmy jej wody z mozgu - niech zachowa czyste sumienie - zasluguje
                        na to!
                        • miauczynska Re: Do Przemka 03.03.03, 18:25
                          Gość portalu: Przemek napisał(a):
                          > Wybacz, ale tego wlasnie nie rozumiem. Jesli rodzina jest normalna i dzieci
                          > czuja sie w niej dobrze, to beda cierpiec, jesli sie im narzuci zmiane.

                          Przemku , nie pisałam tego postu żeby polemizować z Tobą. Ot , wyraziłam swój
                          pogląd a poniewaz pamiętałam z Twojej wypowiedzi że uważasz iż dzieci zawsze
                          cierpią z powodu rozwodu rodziców pozwoliłam sobie nie zgodzić się z Tobą.
                          Masz jednak zawsze prawo pozostać przy swojej opinii bowiem wcale nie pragnę
                          przekonywac Cię do moich racji , wierzę bowiem że Twoje są rownie słuszne jak
                          i moje. Mogę ując szerzej moja rację właśnie na przykladzie vity. Czy sądzisz
                          że trwanie w układzie gdzie ojciec ma drugą kobietę (mowi o tym vita w swoich
                          postach), buduje nowe życie gdzieś z boku ,wracając do domu prawdopodobnie
                          własnie dla dzieci - jest korzystne dla ich rozwoju , samopoczucia? Być może
                          u vity czas kiedy jej mąż wiódł podwójne życie był podobny do czasu kiedy
                          związek rozkwitał ale częściej zdarza się że atmosfera jest nie do zniesienia,
                          wszyscy mają pod skórą dynamit i jad , odpryski wybuchów ranią wokół
                          a toksyczne wyziewy paraliżują życie. Nie padają wyzwiska i nikt nikogo nie
                          bije ale życie jest koszmarem. Im wrażliwsze dzieci tym gorzej dla nich.
                          I to jest piekło o którym pisałam,wyzwoleniem jest rozwód rodziców.
                          >
                          >
                          > >Rozwód zawsze jest ogromnym przeżyciem ale
                          > > można się porozumieć przed rozwodem , ustalić pryncypia a na zakończenie
                          > > podziękować sobie za wspólnie przeżyte lata i uścisnąć nawzajem dłonie.
                          > Tak moze byc, gdy obie strony, niezaleznie od siebie, uznaja malzenstwo za
                          > niewarte kontynuacji, a dzieci sa dorosle i maja wlasne zycie. Jednak w
                          > przypadku Autorki listu tak nie jest! Jej wiarolomny maz nawiazal romans i
                          > doprowadzil do rozbicia rodziny, a Autorka listu tego nie chciala! Jest
                          > pokrzywdzona i nie ma po co udawac, ze "porozumiala sie" ze swoim ex. To
                          byloby zaklamanie. Nie trzeba jej tego proponowac - niech ma poczucie wlasnej
                          > niewinnosci, niech wie, ze ona jest w porzadku - sprawdzila sie jako zona i
                          > matka. Nie robmy jej wody z mozgu - niech zachowa czyste sumienie - zasluguje
                          > na to!

                          Czy uważasz że proponuję vicie kłamliwe rozwiązania? Robię jej wodę z mózgu
                          i kalam sumienie? Vita powiedziała nam że podziękowała mężowi za wspólny czas ,
                          więc to ją krytykujesz pisząc o zakłamaniu?
                          Ja nie dawałam żadnych rad vicie , śledziłam jej wątek nie mając jej nic do
                          powiedzenia a w pewnym momencie włączyłam się do dyskusji o ocenianiu ,
                          wyraziłam swój pogląd nt. dzidziczności rozwodow ale nie mowiłam co vita może
                          czy powinna. Wiesz dlaczego Przemku?
                          Bo uważam ze vita zachowała się tak jak powinna zachować się kobieta w jej
                          położeniu. Podziwiam ją i cenię sobie jej wyważone spojrzenie na własną trudną
                          sytuację oraz sposób w jaki z niej wyszła zachowując dumę i poczucie godności
                          nie raniąc jednocześnie , nie obrażając ani byłego męża ani jego nowej kobiety.
                          To prawie niewykonalne i niezmiernie rzadkie.

                          To wszystko, Przemku. I nie implikuj mi więcej ,proszę tego czego w moich
                          wypowiedziach nie ma. Pozdrawiam i myślę że porozmawiamy jeszcze na wiele
                          tematów byc może lepiej się rozumiejąc. :-)
                          miauczynska
                          • Gość: Przemek Re: Do Przemka IP: *.tele.pw.edu.pl 03.03.03, 18:56
                            miauczynska napisała:

                            > Mogę ując szerzej moja rację właśnie na przykladzie vity. Czy sądzisz
                            > że trwanie w układzie gdzie ojciec ma drugą kobietę (mowi o tym vita w swoich
                            > postach), buduje nowe życie gdzieś z boku ,wracając do domu prawdopodobnie
                            > własnie dla dzieci - jest korzystne dla ich rozwoju , samopoczucia? Być może
                            > u vity czas kiedy jej mąż wiódł podwójne życie był podobny do czasu kiedy
                            > związek rozkwitał ale częściej zdarza się że atmosfera jest nie do zniesienia,
                            > wszyscy mają pod skórą dynamit i jad , odpryski wybuchów ranią wokół
                            > a toksyczne wyziewy paraliżują życie. Nie padają wyzwiska i nikt nikogo nie
                            > bije ale życie jest koszmarem. Im wrażliwsze dzieci tym gorzej dla nich.
                            > I to jest piekło o którym pisałam,wyzwoleniem jest rozwód rodziców.
                            > >

                            Oczywiscie ze w takim przypadku lepszy rozwod.
                            Jest jednak lepsze rozwiazanie: maz nie nawiazuje romansu :-) Ostatecznie,
                            jesli jakos mu sie to przydarzylo (czego nie rozumiem, uwazam ze czlowiek jest
                            istota swiadoma i odpowiedzialna za swoje czyny), to czempredzej romans konczy
                            i wraca do zony i dzieci. Wraca - nie traktujac tego jak rezygnacje ze
                            szczescia, poswiecenie , itd. Wraca, bo umie zauwazyc w dotychczasowym zwiazku
                            jasne punkty, umie cieszyc sie wspomnieniami, wie, ze zwiazal sie z wartosciowa
                            kobieta, ktora byla mu wierna. Wzrusza go to i umie to docenic...

                            >
                            > Czy uważasz że proponuję vicie kłamliwe rozwiązania? Robię jej wodę z mózgu
                            > i kalam sumienie?

                            Przepraszam za moje uwagi - byly pisane pod wplywem emocji i nie byly
                            skierowane przeciwko Tobie.


                            >Vita powiedziała nam że podziękowała mężowi za wspólny czas ,
                            > więc to ją krytykujesz pisząc o zakłamaniu?

                            To mnie wlasnie "wkurzylo". Porzucona kobieta z dziecmi, stojaca wobec tylu
                            trudnosci, byc moze z mala szansa na nastepny zwiazek (ze wzgledu na
                            swoja "katolickosc" bedzie musiala przejsc jeszcze przez sad diecezjalny, a
                            skutek jest bardzo niepewny) dziekuje osobie, ktora przez niedotrzymanie
                            zlozonych przyrzeczen wpedzila ja w to pieklo. Mozna powiedziec, jaka piekna
                            postawa, ale we mnie sie gotuje, bo ja tu widze zamazanie granicy miedzy dobrem
                            a zlem, jakies rozmycie oceny moralnej.

                            > Bo uważam ze vita zachowała się tak jak powinna zachować się kobieta w jej
                            > położeniu. Podziwiam ją i cenię sobie jej wyważone spojrzenie na własną trudną
                            > sytuację oraz sposób w jaki z niej wyszła zachowując dumę i poczucie godności
                            > nie raniąc jednocześnie , nie obrażając ani byłego męża ani jego nowej
                            kobiety.
                            > To prawie niewykonalne i niezmiernie rzadkie.

                            Tu sie roznimy. Maz jest wiarolomny, a jego "kobieta", jesli wiedziala ze ma do
                            czynienia z mezem i ojcem, tez nie jest w porzadku, gdyz przyczynila sie do
                            rozbicia rodziny. Ukrywanie tych faktow, jesli takie byly, niczemu nie sluzy.
                            >
                            > To wszystko, Przemku. I nie implikuj mi więcej ,proszę tego czego w moich
                            > wypowiedziach nie ma.

                            Jeszcze raz przepraszam, jestem juz zmeczony................

                            • miauczynska Re: Do Przemka 03.03.03, 19:10
                              Gość portalu: Przemek napisał(a):
                              > Tu sie roznimy.

                              Nie różnimy się tu! Mogę się podpisać pod tym co "pode mną" / ;-))) /:

                              >Maz jest wiarolomny, a jego "kobieta", jesli wiedziala ze ma do
                              > czynienia z mezem i ojcem, tez nie jest w porzadku, gdyz przyczynila sie do
                              > rozbicia rodziny. Ukrywanie tych faktow, jesli takie byly, niczemu nie sluzy.

                              > Jeszcze raz przepraszam, jestem juz zmeczony................

                              Odpoczywaj więc i nabieraj sił na następną dyskusję. Masz prawo być zmęczony,
                              prowadziłeś kilkuwątkową polemikę z wieloma kobietami (z nierównym rozłożeniem
                              sił , Przemek contra pani A , pani B , pani C ..)! :-)))))
                              Pozdrawiam srdecznie
                              miauczynska

                • Gość: szymi Re: Do M IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.03, 13:19
                  Wydaje mi się, że oceniamy wtedy jak coś budzi u nas odruch.
                  Jak coś budzi u mnie odruch wymiotny to nie będę się uśmiechał i
                  mówił że jest cacy.
              • pani_domu Do M raz jeszcze 03.03.03, 16:17
                Gość portalu: M napisał(a):
                A wlasnie pewne rzeczy trzeba
                >
                > nazywac po imieniu-np podlosc jest podloscia,egoizm pozostanie
                > egoizmem,wiernosc wiernoscia a zaklamanie zaklamaniem.Nieladnie zla nazywac
                > dobrem i odwrotnie.

                Swietny pomysl. Piszesz z providera "szpital.elblag" - czy to znaczy, ze jestes
                tam pacjentem, czy moze pracownikiem? Jesli pacjentem, to domyslam sie, ze
                placisz za korzystanie z Internetu. Jesli pracownikiem, to zapewne korzystasz
                po godzinach pracy i tez placisz za polaczenie. Bo jakze by inaczej? Uczciwosc
                nazywajmy uczciwoscia, prawda? Jak fajnie sie szuka zdziebelek w cudzych
                zrenicach, nawet nie wiesz...
                • Gość: Przemek Re: Do M raz jeszcze IP: *.tele.pw.edu.pl 03.03.03, 17:37
                  pani_domu napisała:

                  >>
                  > Swietny pomysl. Piszesz z providera "szpital.elblag" - czy to znaczy, ze
                  jestes
                  > tam pacjentem, czy moze pracownikiem? Jesli pacjentem, to domyslam sie, ze
                  > placisz za korzystanie z Internetu. Jesli pracownikiem, to zapewne korzystasz
                  > po godzinach pracy i tez placisz za polaczenie. Bo jakze by inaczej?
                  Uczciwosc
                  > nazywajmy uczciwoscia, prawda? Jak fajnie sie szuka zdziebelek w cudzych
                  > zrenicach, nawet nie wiesz...

                  A w was bija Murzynow :-)
                  Tak reagowaly komuchy na uwagi Amerykanow, ze za zelazna kurtyna nie ma
                  demokracji.
                  M "przeholowal", ja na Twoim miejscu odnioslbym sie do meritum, a Ty
                  zastosowalas atak zastepczy... Aha, mialem nie pouczac :-)

                  Zanim wezmiesz sie za dekodowanie mojego adresu internetowego, spiesze z
                  wyjasnieniem, ze mam nienormowany czas pracy (dzis sobie pisze do Internetu, a
                  wczoraj pracowalem), podobnie moj szef nie ma zadnych zastrzezen co do sposobu,
                  w jaki korzystam z dostepu do sieci :-)


                  • pani_domu Re: Do Przemka wiec raz jeszcze :-) 03.03.03, 17:46
                    Gość portalu: Przemek napisał(a):

                    >
                    > Zanim wezmiesz sie za dekodowanie mojego adresu internetowego, spiesze z
                    > wyjasnieniem, ze mam nienormowany czas pracy (dzis sobie pisze do Internetu,
                    a
                    > wczoraj pracowalem), podobnie moj szef nie ma zadnych zastrzezen co do
                    sposobu,
                    >
                    > w jaki korzystam z dostepu do sieci :-)
                    >
                    >
                    I to jest wysmienicie jezeli pracujesz dla prywatnego szefa, ktory za dostep do
                    sieci i Twoj czas placi z wlasnej kieszeni. Jezeli jednak pracujesz dla szefa,
                    ktorego pensja placona jest z pieniedzy podatnikow (a wiec i moich!) podobnie
                    jak sprzet w Twoim biurze, czas pracy i wszystko wkolo, to juz nie jest to
                    takie swietne. Sam rozumiesz, prawda?
                    Co zas do tematow zastepczych, to jak to z dyskusja - mozna pojsc w kilku czy
                    wiecej mozliwych kierunkach - M dopomniala sie o nazywanie rzeczy po
                    imieniu "dobra", "zla" itd. No to ja dopisalam "uczciwosc", bo jakos mi z tymi
                    pojeciami po drodze. Wydawalo mi sie, ze w tym watku moze pasowac ale jesli sie
                    myle, przepraszam.
                    Z nieustajacym szacunkiem :-)
                    • Gość: Przemek Re: Do Przemka wiec raz jeszcze :-) IP: *.tele.pw.edu.pl 03.03.03, 18:31
                      pani_domu napisała:

                      >
                      > I to jest wysmienicie jezeli pracujesz dla prywatnego szefa, ktory za dostep
                      do
                      > sieci i Twoj czas placi z wlasnej kieszeni. Jezeli jednak pracujesz dla
                      szefa,
                      > ktorego pensja placona jest z pieniedzy podatnikow (a wiec i moich!) podobnie
                      > jak sprzet w Twoim biurze, czas pracy i wszystko wkolo, to juz nie jest to
                      > takie swietne. Sam rozumiesz, prawda?
                      >

                      Kurcze!!!!
                      Ty chyba masz racje (w tej kwestii)!
                      Co prawda szef robi to samo co ja, wysylajac prywatne listy przez Internet, ale
                      przyznam sie, ze nie wiem do konca jak to jest rozliczane. Kiedys placil za to
                      jakis NASK, jesli ta oplata nie zalezy od liczby przeslanych bajtow, to OK, a
                      jesli zalezy... to razem z szefem i cala reszta powinnismy pojsc siedziec!
                      Jutro zapytam sie szefa, dziekana i kogo tam chcesz.

                      Pelen moralnego niepokoju - P.
                    • Gość: Przemek Re: Do Przemka wiec raz jeszcze :-) IP: *.tele.pw.edu.pl 04.03.03, 21:06
                      pani_domu napisała:

                      > Jezeli jednak pracujesz dla szefa,
                      > ktorego pensja placona jest z pieniedzy podatnikow (a wiec i moich!) podobnie
                      > jak sprzet w Twoim biurze, czas pracy i wszystko wkolo, to juz nie jest to
                      > takie swietne. Sam rozumiesz, prawda?

                      Wypytalem sie, jak to jest z tym Internetem. Dostep do Internetu studentow i
                      pracownikow panstwowej szkoly wyzszej jest oplacany, jakąś bardzo okrężną
                      drogą, z kieszeni podatnika. Podatnik placi za dzierzawienie laczy niezaleznie
                      od tego, czy sa one wykorzystane czy nie. Tak wiec fakt wysylania przeze mnie
                      prywatnych listow nie obciaza, w tym systemie rozliczen, kieszeni podatnika.

                      Nalezy tu nadmienic, ze Internet zostal stworzony z mysla o ulatwieniu
                      kontaktow miedzyuczelnianych i przez dlugie lata nikomu sie nie snilo o
                      pobieraniu oplat. Dopiero po wejsciu do Internetu podmiotow komercyjnych
                      wszystko sie skomercjalizowalo.

                      Czy jestesmy wobec tego w porzadku... w tym punkcie tak, ale ogolnie to nie...
                      Czy wiesz, ile mamy nielegalnego oprogramowania, z ktorego korzystamy, nawet
                      nie zdajac sobie sprawy z jego "nielegalnosci". Ostatnio byla akcja
                      sprawdzania... okazalo sie np, ze Windowsy 95 w moim komputerze sa nielegalne,
                      a Windowsy 2000 - legalne :-)
            • Gość: Przemek Re: Do Przemka IP: *.tele.pw.edu.pl 03.03.03, 14:23
              pani_domu napisała:

              > Przemku, pamietaj o jednym - nie masz monopolu ani na definicje milosci, ani
              > na jedynie sluszna interpretacje tego, co moralne.

              Docen to, ze zdobylem sie na pewien wysilek umyslowy, usilujac te pojecia
              uscislic. Kazda proba uporzadkowania jest lepsza, niz chaos pojeciowy. Co do
              milosci to juz sie wypowiedzialem. Co do moralnosci, to stosuje ogolne
              kryterium: niemoralne jest swiadome krzywdzenie drugiego czlowieka. Pisze to w
              Internecie nie po to, by "przylozyc" konkretnej osobie, lecz by skonfrontowac
              moje poglady z pogladami innych. Gdy ktos mnie przekona, to umiem przyznac sie
              do bledu, nie jestem "zakuta pala".

              > Zawsze lepiej mowic o sobie
              > i oceniac siebie niz brac sie za krytykowanie innych, bo a nuz z pudeleczka
              > wyskoczy jakis Gogol i zapyta zlosliwie "z kogo sie smiejecie?"

              "Nad kiem wy smiejoties' - nad saboju smiejotes'" - najczesciej sie smieje
              wlasnie z siebie samego...


              > nie wspominajac juz o Chrystusie, ktory moglby Ci sie objawic z
              >wyzwaniem "kto jest bez grzechu..."

              Alez ja nie rzucam kamieniem (choc przypominam sobie, ze bylem celem takiego
              rzutu, i to wcale nie w przenosni :-)). Nalezy odroznic rzucanie kamieniem od
              proby dokonania oceny moralnej. Nie nalezy uciekac od oceny moralnej
              (wspomniany przez Ciebie Chrystus nigdy od tej oceny sie nie uchylal -
              postulowal jedynie wybaczenie i milosierdzie dla winowajcy).


              > Tak wiec to, co Ty nazywasz miloscia, ja bym nazwala zupelnie inaczej ale Ci
              > oszczedze, bo nie chce Ci robic przykrosci. Podobnie z moralnoscia.

              Badz tak laskawa i zrob mi te przykrosc, bardzo mnie zaciekawil Twoj poglad...

              > Opowiedzialam swoja historie nie po to zebys mnie pouczal...

              Jesli wypowiadasz sie publicznie, to musisz scierpiec komentarze, nawet te
              nieprzychylne. Po to jest Internet, zeby mowic co sie mysli, w przeciwnym
              wypadku cala zabawa bylaby na nic.


              > Watek dotyczy tego, co po rozwodzie. Moje doswiadczenia te jeszcze jedno
              > szkielko z kalejdoskopu - autorka watku moze sie przyjrzec i wyciagnac wlasne
              > wnioski. Ani ja nikomu nie mowie jak ma zyc, ani nie pytam o Twoje zdanie na
              > temat mojego zycia.

              Ja zrobilem to samo - przekazalem swoje przemyslenia Autorce listu. Piszac o
              Twoim zyciu, dajesz Autorce listu propozycje takiego a nie innego postepowania
              po rozwodzie. Poniewaz Twoja propozycja jest niezgodna z moimi doswiadczeniami
              (tez jestem po rozwodzie) i z moimi przemysleniami, to bylem zmuszony ja
              skrytykowac. Krytyke postawy odebralas jako krytyke osoby. Zeby uniknac tej
              pulapki, ja stosuje nastepujacy chwyt: nie pisze o swoim zyciu, a jesli nawet,
              to w formie "znany mi jest przyklad...".

              >Jesli takowe jestes w stanie miec nie znajac mnie
              > kompletnie...

              Jeszcze raz: nie pisze o Tobie tylko o pewnej postawie, ktora opisalas. Ta
              postawa mi nie odpowiada, byc moze ze wzgledu na zupelnie inne doswiadczenia.
              Np. wiem od psychologa dzieciecego, ze rozwod rodzicow jest bardzo ciezkim
              przezyciem dla dzieci. Wyciagam stad wniosek, ze osoby, ktore zdecydowaly sie
              takie przezycie "zafundowac" dzieciom, stawiaja wyzej swoje osobiste cele niz
              dobro dzieci. Znany mi jest przyklad dziecka (you know what I mean :-)), ktore
              musialo uczeszczac na konsultacje do psychologa, gdyz (to zdanie psychologa,
              nie moje) nie bylo w stanie zaadoptowac sie do nowej "rodziny".

              > badz uprzejmy zachowac je dla siebie

              Chcesz uniknac komentarzy - nie pisz do Internetu!

              >i postepowac we wlasnym zyciu
              > tak jak Ci sie to wydaje najbardziej moralne i zgodne z Twoja definicja
              > milosci. Powodzenia!

              Dzieki, ironie przyjmuje za dobra monete. Wydaje mi sie, ze w sprawie etyki
              ludzie powinni sie dogadac w najbardziej podstawowych sprawach (np. "nie czyn
              drugiemu co tobie niemile"), bo grozi nam kompletny chaos i zagubienie...
              • Gość: Falczakowa Re: Do Przemka IP: *.chello.pl 03.03.03, 14:43
                A jak pokazuje przykład Pani domu, rozwody są dziedziczne.
                Dlatego, mając dzieci, trzeba sie jednak starać podtrzymać coś, co się
                rozlatuje.No chyba, że z pobudek egoistycznych wybiera się własne szczęście.A
                przecież dzeci nikt nie pytał, czy chcą przyszedłszy na świat żyć w rozbitej
                rodzinie.
                • Gość: Vita Re: Do Przemka IP: *.slupsk.cvx.ppp.tpnet.pl 03.03.03, 17:05
                  Dziękuję Wam i Tobie Przemku za wypowiedzi i wiele cennych uwag.
                  Kiedyś wydawalo mi się wszystko bardzo proste i jasne.Myśli-słowa-czyny
                  stanowiły logiczną całość.Myślałam,że można na to liczyć(a szczególnie we
                  własnej rodzinie)
                  Potem okazało się że można okłamywać ,okradać itp itd Teraz wiem że taka
                  sytuacja jak teraz-PO ROZWODZIE jest przynajmniej jasna.Nie ma miejsca na
                  obłudę.To prawda uwalnia od cierpienia.Najgorsze jest okłamywanie najbliższych.
                  Idę dalej swoją drogą,staram się dbać o siebie (wychodzę z depresji)i o dzieci,
                  uczę się wszystkiego od nowa.Poukładam sobie świat(jak w piosence) będzie tam
                  cisza,spokój,prawda,uśmiech.
                  Szkoda tylko,że poznałam,pokochałam a póżniej musiałam się rozstać z
                  człowiekiem z którym założyłam rodzinę.Teraz mój dom to ja i dzieci.Szkoda ale
                  cóż muszę się nauczyć pokory.Nie wiedziałam ,że w moim wieku można się uczyć
                  stawiać pierwsze kroki.Trzeba stawiać tylko jeden krok....trzeba tylko nabrać
                  powietrza.Reszta przyjdzie sama,to droga...
                  Czytaliście Tischnera ,, Filozofię dramatu,,? Wiem co to Dom -jako ziemia
                  obiecana i Dom jako ziemia odmowy.Chciałabym aby wszyscy z Was mogli poznać
                  tylko jeden ,, DOM JAKO ZIEMIĘ OBIECANĄ,,
                  • Gość: Przemek Re: Do Przemka IP: *.tele.pw.edu.pl 03.03.03, 17:47
                    Gość portalu: Vita napisał(a):

                    > Idę dalej swoją drogą,staram się dbać o siebie (wychodzę z depresji)i o
                    dzieci,
                    > uczę się wszystkiego od nowa.Poukładam sobie świat(jak w piosence) będzie tam
                    > cisza,spokój,prawda,uśmiech.

                    Nie chce Cie straszyc, ale to troche potrwa... Po rozwodzie rozmawialem z
                    kolezanka, ktora miala podobne przejscia. Dawala mi 5 lat na dojscie do siebie
                    w takim stopniu, ze bede mogl myslec o nastepnym zwiazku. Co Ty? - obruszylem
                    sie. Dolicz mi chociaz 1.5 roku kryzysu malzenskiego (od zdrady zony do
                    rozprawy tzw "merytorycznej"). Kolezanka usmiechnela sie kwasno, ale doliczyc
                    nie chciala. I wyobraz sobie, miala racje...

                    > Czytaliście Tischnera ,, Filozofię dramatu,,? Wiem co to Dom -jako ziemia
                    > obiecana i Dom jako ziemia odmowy.Chciałabym aby wszyscy z Was mogli poznać
                    > tylko jeden ,, DOM JAKO ZIEMIĘ OBIECANĄ,,

                    Tischnera... powiadasz. Troche sie o Ciebie martwie, jesli jestes
                    bardzo "katolicka", to masz nastepny problem, ktory da Ci sie we znaki, gdy
                    kogos poznasz i bedziesz chciala znow pokochac... Nie mysl teraz o tym, zostaw
                    to na pozniej. Tak czy inaczej, trzymam kciuki...
              • pani_domu Re: Do Przemka 03.03.03, 16:29
                Widzisz, Przemek - roznie bywa. Z dziecmi po rozwodzie tez. Ja wiem jedno, dla
                dzieci z naszych rodzin, nasze rozwody byly wielka lekcja kompromisu
                i adaptacji. Oczywiscie, w idealnym swiecie, taka lekcja moglaby Im byc
                zupelnie niepotrzebna ale czy ktos zyje w idealnym swiecie? Jestem pewna, ze
                teraz sa zdecydowanie lepiej przygotowane do kontaktow ze swiatem - i nie ma to
                brzmiec cynicznie, naprawde.
                Co zas do reakcji na rozwod to tez jest to kwestia wzajemnego szacunku
                i kultury rozwodzacych sie stron. Nasze dzieci widzialy nas rozmawiajacych
                spokojnie i rozsadnie, byly pytane o zdanie i Ich zdanie zostalo wziete pod
                uwage przy wiekszosci decyzji, maja w tej chwili wieksze rodziny i wiecej ludzi
                zainteresowanych Ich dobrem. Jak juz napisalam poprzednio - to sie nie dzieje
                samo z siebie, nad tym pracuje sie dlugo i wszystcy musza chciec sie porozumiec
                ale jest to mozliwe. Zlosci mnie naduzywanie pojecia "dobro dziecka", bo kazdy
                interpretuje je po swojemu a dzieci same wielokrotnie nie sa w stanie okreslic,
                co uwazalyby za swoje "dobro" w sytuacji, gdy musza dokonac wyboru. Nauka zas
                dokonywania wyboru tez bywa dobrem samym w sobie.
                Jezeli Twoje dziecko mialo klopoty z adaptacja do nowych warunkow, to
                najwidoczniej cos zabalaganiliscie jako rodzice jeszcze przed rozwodem i nie
                jest to zarzut tylko obserwacja - gdybyscie sie nie rozwiedli, podobne problemy
                wyszlyby w innych okolicznosciach. Rozwod okazal sie byc wczesniejszym
                katalizatorem. Tak bywa i na to sa roznego rodzaju terapeuci zeby w okreslonych
                sytuacjach pomoc. Co wcale nie znaczy, ze nalezy unikac trudnych sytuacji
                w zyciu i podejmowania trudnych decyzji. Egoizm? Coz - kazdy z nas kieruje sie
                egoizmem, zwlaszca ci, ktorzy probuja oblec go w szatki "dobra dziecka" - dla
                mnie to jest wlasnie nieuczciwe i demoralizujace. Ale szczesliwie nie mozesz
                mnie ukamienowac przez Internet :-)
                • Gość: Przemek Re: Do Przemka IP: *.tele.pw.edu.pl 03.03.03, 18:19
                  pani_domu napisała:

                  Uwaga ogolna: nie chce sie "czepiac", atakowac, ani "kamienowac". Chce wyjasnic
                  pare spraw.

                  >Oczywiscie, w idealnym swiecie, taka lekcja moglaby Im byc
                  > zupelnie niepotrzebna ale czy ktos zyje w idealnym swiecie?

                  Swiat jest taki, jakim go my tworzymy. Przeczytaj felieton Pani Joanny
                  Szczepkowskiej w "Wysokich Obcasach" - wyraza dokladnie to, co ja mysle.

                  >Jestem pewna, ze
                  > teraz sa zdecydowanie lepiej przygotowane do kontaktow ze swiatem - i nie ma
                  to brzmiec cynicznie, naprawde.

                  To prawda. Jednak pewien idealizm, wrazliwosc, naiwnosc, to sa autentyczne
                  wartosci, ktorych trzeba bronic.

                  > Zlosci mnie naduzywanie pojecia "dobro dziecka", bo kazdy
                  > interpretuje je po swojemu a dzieci same wielokrotnie nie sa w stanie
                  okreslic,
                  > co uwazalyby za swoje "dobro" w sytuacji, gdy musza dokonac wyboru.

                  Czasem nie musza, tylko my zmuszamy je do tego, stawiajac przed faktami
                  dokonanymi. Dziecko moze zapytac: dlaczego mam wybierac, czy chce byc z mamusia
                  czy z tatusiem, ja chce jednego i drugiego...

                  > Jezeli Twoje dziecko mialo klopoty z adaptacja do nowych warunkow, to
                  > najwidoczniej cos zabalaganiliscie jako rodzice jeszcze przed rozwodem i nie
                  > jest to zarzut tylko obserwacja - gdybyscie sie nie rozwiedli, podobne
                  problemy
                  > wyszlyby w innych okolicznosciach.

                  Rozwod nie jest bez przyczyny... Tym "zabalaganieniem" moze byc np. wdanie sie
                  jednego z rodzicow w romans, i odmowa jego zakonczenia. W tej sytuacji druga
                  strona ma male mozliwosci manewru. Moze np. z entuzjazmem oswiadczyc dziecku -
                  "swietnie! bedziesz mial(a) nowego wujka!". Czy jednak za wiele nie wymagasz
                  od osoby zdruzgotanej zdrada wspolmalzonka? Zalozmy jednak ze porzucony rodzic
                  odegra taka "komedie" przed dzieckiem. Czego ona dziecko nauczy? Ze porzucenie,
                  zmiana partnerow, to nic zlego, codzienna sprawa... Dziecko te lekcje
                  wykorzysta w swoim malzenstwie - i mamy "dziedziczne rozwody".


                  > Egoizm? Coz - kazdy z nas kieruje sie
                  > egoizmem, zwlaszca ci, ktorzy probuja oblec go w szatki "dobra dziecka" - dla
                  > mnie to jest wlasnie nieuczciwe i demoralizujace.

                  Moim zdaniem, istnieje jakas roznica w ocenie moralnej porzuconego i
                  porzucajacego. Samo zlamanie przyrzeczenia milosci i wiernosci jest bardzo
                  powazna sprawa. Osoba, ktora dochowala wiernosci, ma prawo jej oczekiwac od
                  partnera. Jesli nadal kocha - to ma prawo oczekiwac milosci. Nie zgadzam sie,
                  aby to oczekiwanie milosci i wiernosci nazywac "egoizmem". Jesli osoba
                  porzucona uzywa argumentu "dobra dziecka" w obronie rodziny, to nie jest
                  to "egoizm" - nie podzielam Twojej opinii, ze jest to dzialanie "nieuczciwe i
                  demoralizujace".

                  >Ale szczesliwie nie mozesz
                  > mnie ukamienowac przez Internet :-)

                  To nie w moim stylu. Zdarzylo mi sie raz wystapic w charakterze kamienowanego,
                  ale szczesliwie wykazalem sie refleksem i uskoczylem :-)

                  • Gość: aiszka4 Re: Do Przemka IP: 217.8.186.* 04.03.03, 10:02
                    Jestem "dziedzicznie obciążona" i w trudnym okresie. Ponieważ z Twoich postów
                    wnioskuję, że prezentujesz bardzo zbliżone do moich przekonania, masz podobny
                    system wartości - chciałabym z Tobą trochę porozmawiać, ale nie na forum. Jeśli
                    masz czas i byłbyś skłonny zgodzić się, to napisz na priv. (aiszka4@gazeta.pl)
                    Pozdr. :))))
                • kalina.malina Do Pani Domu 03.03.03, 18:44
                  Witaj! Moja sytuacja jest podobna do twojej.Dwa malzenstwa,ktore sie
                  rozlecialy, troje dzieci, ktore trzeba bylo przez to przeprowadzic. Zadno z
                  tych troje dzieci nie potrzebowalo opieki specjalisty. Zadno nie opuscilo sie w
                  nauce i zadno nie zeszlo na zla droge. Dwie dziewczynki i jeden chlopak.
                  Wszyscy troje w samym srodku okresu dojrzewania. Zadno z nich nie widzialo
                  rodzicow klocacych sie ze soba, za to rozmawiajacych ze soba i nimi. I tez na
                  poczatku byly fochy i zarzuty i placz. Rozmawialismy z nimi, tlumyczyli, ze nie
                  przestajemy ich kochac, ale tak zyc dluzej my, rodzice, nie mozemy. Kosztowalo
                  to nas wiele, wiele samozaparcia i rozsadku. Dzis, po kilku latach, mozemy
                  wszyscy powiedziec, ze udalo nam sie. Dzieci, dzis juz mlodziez, odkad kazde z
                  nich ma za soba choc jedna, nieudana milosc, rozumie nas lepiej. My, rodzice,
                  znalezlismy swoje miejsce na ziemi i swojego nowego partnera. Kontaktujemy sie
                  ze soba wszyscy. Na uroczystosciach rodzinnych ku czci ktoregos z "dzieci",
                  siedzimy wszyscy razem. Nigdy nie bylo tak, ze dzieci byly wykorzystywane jako
                  bron przeciwko odchodzacemu partnerowi. Zawsze ten drugi rodzic mogl sie
                  widziec z dzieckiem lub dziecmi a dzieci mogly zawsze do rodzica dzwonic. Na
                  rozdaniu matury kolejnych "dzieci", uczestniczyli rodzice tego dziecka razem.
                  Wszyscy rodzice zachowali pelna wladze rodzicielska od samego poczatku. I ja
                  tez uwazam, ze bardzo czesto szafuje sie "dobrem dziecka", ktore tym dobrem dla
                  dziecka nie jest. Nasze dzieci przeszly przez rozpad malzenstwa rodzicow,
                  kolejny zwiazek i widza swoich rodzicow radosnych i szczesliwych. Czy
                  powinnismy byli dla dobra dzieci zostac w poprzednich zwiazkach? Powinniwsmy
                  byli byc nieszczesliwi i bez zycia, bo kiedys przysiegalismy? I czego by sie z
                  tego nauczyly nasze dzieci? Moralnosci? Watpie. Poszanowania dla partnera?
                  Watpie. Nasze dzieci nauczyly sie, ze mozna ze soba, nawet po rozwodzie zyc w
                  przyjazni i zgodzie. A my? Kiedys i tak nasze dzieci poszlyby swoja droga. I my
                  zostalibysmy z niekochanym mezem/zona pelni wyrzutow do siebie nawzajem i
                  milczenia. Ktos wyzej mowil o odpowiedzialnosci za dzieci. My wlasnie tak
                  rozumielismy odpowiedzialnosc za dzieci. Pomoc im przez to wszystko przejsc,
                  nie rezygnujac jednoczesnie z wlasnego szczescia. A gadanie, ze sie
                  przysiegalo, ze to raz do konca zycia itd cechuje mlodych ludzi, ktorzy
                  wlasciwie dopiero stoja na poczatku swojej doroslej drogi. Jesli ma sie juz
                  troche wiecej lat za soba i te swiadomosc, jak szybko mija zycie, to pragnie
                  sie w tym zyciu byc szczesliwym. I wtedy mysli sie juz troche inaczej. A takie
                  rozumowanie, ze raz sie odszedl/odeszla, to zrobi to takze i natepnym razem
                  jest bzdura. Takie cos, ma byc niby kara dla wiarolomcow. Oczywiscie, mowimy tu
                  nie o przypadku notorycznych zdrad. Tylko o takim przypadku, kiedy milosc sie
                  wypalila, skonczyla i trzeba bylo z tym cos zrobic. Bo dla mnie nieuczciwe
                  byloby zyc dalej w takim zwiazku. Nawet dla tzw "dobra dzieci".
                  Pozdrwaiam cie derdecznie i zycze wiele, wiele szczescia w zyciu. Wszystko
                  zalezy od ludzi, ktorzy w tej a nie innej sytuacji sie znalezli.
                  K.
                  • Gość: Vita Re: po rozwodzie IP: *.slupsk.cvx.ppp.tpnet.pl 03.03.03, 20:15
                    Droga Kalino Malino ludzie nie znajdują się w danej sytuacji-to ludzie TWORZA
                    sytuacje . Jest to identyczne z tym co pisze Pani Domu o idealnym świecie-świat
                    jest OK to ludzie są nie OK.(a właściwie ich czyny)
                    Są wartości trwałe i niezmienne-jedną z podstawowych wartości jest ,,dobro,,ale
                    wartości nosi się w sobie .Jeżeli jesteśmy dorośli i dojrzali to musimy być
                    odpowiedzialni za to co tworzymy, dbać o siebie i innych,musimy dbać o dobro w
                    nas i pomiędzy nami (codziennie ).Pomimo iż mój były mąż namawiał mnie 2
                    miesiące na ślub kościelny(Przemku -zbyt ,,katolicka,,to ja nie jestem,,:):))-
                    przysięgę małżeńską uważałam za ważną,piękną,mądrą i DOBRĄ.Żyłam przestrzegając
                    jej zasad przez 13 lat-bo chciałam tak żyć i bardzo się cieszę że mogę
                    uśmiechać się do siebie patrząc w lustro.
                    Myślałam że to co tworzę jest trwałe ponieważ jest dobre,
                    ale ,,Nie bądż pewien bo przyszłość niepewna,,o rany znowu ksiądz tym razem
                    Twardowski
                    Droga Pani Domu-dlaczego zostałaś żoną swojego pierwszego męża?Czyż nie z
                    miłości?Dlaczego zostałaś żoną swojego drugiego męża-czyż nie z miłości?
                    Rozumując w ten sposób -dlaczego zostaniesz żoną swojego trzeciego męża?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka