Dodaj do ulubionych

Koło samotności

IP: *.icpnet.pl 10.11.01, 11:16
Wczoraj szukając czegoś w drugim rzędzie książek znalazłam stary tomik poezji
prozą ( a może prozy poezją?) Anny Kamieńskiej.
Jestem...wstrząśnięta.

JAK ona mogła w 1978 roku czytać to, co ja napisałam w swoim kajecie
ostatnio...To samo, chociaż nie tak samo....


I tylko chciałabym zapytać
Jeżeli samotność po czyjejś śmierci
Jest brakiem
Niezawinionym
To czym jest samotność
Po rozwodzie.
Brakiem zawinionym?
Pozdrawiam
Ten następny post autorstwa Anny.K.
jest baaardzo długi.
Obserwuj wątek
    • Gość: Anna.K. Re: Koło samotności IP: *.icpnet.pl 10.11.01, 11:17
      Koło samotności

      Na niczym się nie znam. Znam się na samotności.
      O czymkolwiek jest mowa, ja wiem swoje. Ja wiem jedno. Czegokolwiek nie dotknę,
      mówi mi i przypomina tylko o tym. I paradoksalnie: tak głęboko w niej tkwiąc, w
      samotności i wiedzy o niej, i tak wiedząc, że jest barwą mojego bytu, nie
      potrafię już nie być samotna. Jestem skazana na samotność. Skazanie samo w
      sobie już jest ciężką karą. Nie ma od niego apelacji ani ucieczki, ani żadnego
      rodzaju wewnętrznej choćby wolności, jaką może sobie wypracować więzień skazany
      na dożywocie. Nie mam tego wszystkiego. Więzienie samotności jest nie do
      zniesienia i można tylko tłuc łbem w jego ściany. Mówią: pokochać samotność.
      Dobrze jest kochać samotność, kiedy można ją przerwać, kiedy może być
      upragnioną na czas pewien ucieczką od niesamotności. Mówią: masz przyjaciół,
      krewnych, bliskich. Właśnie to, że mam ich tylu, czyni mnie jeszcze bardziej
      samotną, ponieważ moja wiedza o samotności mówi mi, że mieć wielu ludzi, ale
      nie mieć jednego jedynego człowieka – to jest właśnie samotność. Moja
      egzystencja stała się krzykiem, krzykiem bólu. Dlaczego ludzie uważają mnie za
      pogodną i zawsze uśmiechniętą? Mówią: pokochać siebie. Pomysł godzien
      rozpatrzenia. Koncepcja Narcyza. Ależ on źle skończył, ten Narcyz. Ja też nie
      mam zamiaru skończyć dobrze, ale koncepcja Narcyza mi nie odpowiada. Nie mam
      czego kochać w sobie. Choć prawdą jest, że śmierć tylko dlatego wydaje nam się
      straszna, że jest rozstaniem z sobą samym. Mówią też: pokochać Boga. To już o
      wiele trudniejsze do odparcia, więcej dające do myślenia. Ta koncepcja
      właściwie znosi samotność, w której tak jestem osadzona, o której dobrze wiem,
      że jest. Jak więc zgodzić się na uznanie za nieistniejące to, o czym wiem, że
      jest, co dławi mnie, zalewa, przepełnia, unosi, gniecie, miażdży? Jest. Nie da
      się niczym oszukać. Zapraszam ludzi, aby po ich odejściu tym bardziej
      dotkliwie odczuć jej obecność. Kupuję kwiaty, aby zdawało mi się, że to on je
      przyniósł, ten drugi mojej samotności. Kwiaty stoją. W nocy śni mi się, że
      czerwone róże zmieniają się na białe. A biel jest mogiłą barw. Samotnością.
      Oczywiście, dobrze wiem, że zachowuję się jak człowiek opanowany obsesją.
      Mówią: iść do neurologa. Przez grzeczność nie mówi się: do psychiatry. Co mi
      powie neurolog? Co ja mu powiem? Że jestem samotna. Ale ja bez niego wiem o
      tym. Powie mi bardzo mądrze (ja sama potrafię to sobie powiedzieć): - Wszyscy
      jesteśmy w jakiś sposób samotni. Jest to sprawa egzystencjalna. Nie samotność
      jest problemem. Ale wartość. Wartość, jaką nadajemy życiu. I samotności. Czym
      je wypełniamy. – I będzie słuchać opowieści o moim życiu, jeśli mnie zechce się
      w ogóle mówić i otwierać usta. I weźmie się za głowę. – Ależ pani powinna być
      szczęśliwa. W pani życiu jest wszystko, wszystko. Tym życiem można by obdzielić
      wiele innych kobiet, których życie jest ubogie. Ile z nich naprawdę tylko
      wegetuje. A ja mu na to: - Samotność. – Więc pani jest chora.- Jeśli jest to
      nazwa choroby, niech będzie, jestem chora. Chora na samotność. Chora na miłość
      niedopełnioną, przeciętą. Chora na jego ciało umęczone na łożu śmierci. Chora
      na proch oddzielony ode mnie płytą nagrobka. Chora na puste miejsce obok mnie
      na tapczanie. Chora na miejsca, które nie są już miejscami, ale brakiem. Są
      brakiem jego, jego obecności. – Więc pani jest chora na rozpacz. Na śmierć. To
      jest uleczalne. Czas leczy wszystko. – Nie wierzę w to lekarstwo. Im więcej
      czasu nas dzieli, tym większa tęsknota wypełnia ten czas. Ona staje się czasem.
      Nie ma już czasu. Nie ma lekarstwa. Nie chcę nawet być uleczona. Nic nie ma.
      Lekarz przepisuje mi relanium. Radzi przebywać wśród ludzi, wśród dzieci może.
      Dobrze robią małe dzieci. Zaleca też podróże. Wprawdzie on zna słowa
      Wergiliego, że kto wyjeżdża daleko, zmienia nie siebie, tylko niebo nad głową,
      ale przecież podróż także uwalnia nas trochę i od siebie. A pani samotność jest
      przerostem siebie. O Boże, to samo powiedział mi znajomy ksiądz. Czy nikt już
      nie wymyśli nic innego? Wcale nie myślę o sobie, tylko o nim. Nie boli ta ręka,
      tylko ręka, którą mi ucięto. Można dorobić sztuczny kikut, zastępczą rękę.
      Można wypełnić pustkę domu przedmiotami. Można dążyć do doskonałości i ubierać
      się w nią jak w paradne futro w niedzielę. Można obcować z książkami, jakby się
      rozmawiało z mądrymi ludźmi. Można sprawić sobie psa. Będzie cię witać na progu
      radosnym szczekaniem i wywijaniem ogona. To zbyt męczące. Twoja samotność jest
      zmęczona. Więc kota. Jego spokojna osobność nie wytrąca z równowagi, ale daje
      złudzenie obcowania z kimś żywym i pełnym wewnętrznego skupienia. Można się
      napić wina. Krótka radość. Głębsza rozpacz. Można... Można być świętą. Udzielać
      się ludziom. Pomagać. Być jak matka Teresa z Kalkuty. Moje zrywy dobroczynności
      są chybione. Do tego także trzeba talentu. Z równym powodzeniem mogłabym
      postanowić, że zostanę wielką pisarką lub malarką. Nigdy to się nie stanie.
      Jestem nieprzekraczalnie sobą. Jestem...samotnością. To znaczy brakiem. Jestem
      ciężko ranna. Krew ze mnie uchodzi. Dlaczego nie traktują mnie jak ciężko
      chorej? Wołam i krzyczę, a ratunek nie przychodzi. Nikt nie wzywa pogotowia.
      Nie, nie wzywajcie pogotowia, nic mi nie jest. To przejdzie. Już przechodzi.
      Trochę waleriany. Tak. Dziękuję. Może pozwolicie mi odejść. Muszę odejść.
      Gdzie? Gdziekolwiek. Nie wiem. Tam, gdzie się idzie przez fiolkę leków
      nasennych, przez balkon dziesiątego piętra, może być niżej, przez balustradę
      mostu. Proszę, idź, droga otwarta. Dlaczego stoisz? Wahasz się? Może żal ci
      utracić to, co masz – samotność? Celny cios. Może właśnie tego się boję. Nie
      samej śmierci. Ciągle jeszcze chronię w niej to, co najdroższe, jakiś ślad,
      cień, zarys obecności. Znalazłam jasny włos na jego brązowym berecie. Muszę go
      chronić. Chronić ciszę po nim. To wszystko wykręty. I tak wiesz, że odejdziesz
      i nic tu nie zostanie po was. Odłóż ten niedorzeczny upór, który nazywasz
      samotnością, a który sprzeciwia się logice, życiu, Bogu i ludziom. Obraża
      logikę, życie, Boga i ludzi. Masz rację. Właśnie o tym piszę od początku. To
      wszystko jest moja wiedza o samotności, o której piszę od godziny. Kręcisz się
      więc w kółko. Jestem człowiekiem. Pozwól mi nic nie wiedzieć, na niczym się nie
      znać. Ja znam się tylko na samotności. Bóg z tobą. Bóg z tobą. Boże! Boże!
      Boże, który opuściłeś sam siebie! Samotny Boże!
      • seboc Re: Koło samotności 10.11.01, 12:09
        A ja sobie chodzę,
        chodzę tu i chodzę tam,
        szukając, widząc dookoła ślady ludzkiej obecnoći.
        Wychodzę czasem na ulicę, pokonuję tą samą drogę, tylko po to, by sprawdzić,
        czy w tym samym miejscu i czasie są jacyś ludzie. Nie wiem tylko, jak spotkać,
        tego kogoś, komu spojrzę w duszę nie przerażając się, że jest moim własnym
        odbiciem. Jak ja zamknięty w czarnym płaszczu - zbroi.
        I do tego, znam się na coraz większej ilośći sprzętów, wynalazków, automatach,
        łączności. Wszystkie reklamy kłamią, nie mówiąc o tym, że guzik w telefonie
        komórkowym służy do wyłączania rozmowy, wyłączania człowieka, zamiany wielkiego
        ogrodu planów, myśli, pomysłów w czystą, płaską kartkę papieru.
        Każda domowa wojna, nie jest istotne już, czy ja mam rację, czy też jej nie
        mam, jest porażką, gasi chęć pozostania tutaj.
        I cholernie nie chce mi się słuchać od innych o mojej wartości, umiejętnościa.
        Człowiekowi, który wręczał mi nagrodę, gratulując, chciałem powiedzieć,
        pracowałem by zdobyć sobie ludzi wokjół, zapomnieć o niczyjej obecności, nie
        dla głuchej i niemej statuetki z brązu. Paskudna ona, do tego stopnia, że nic a
        nic nie obchodzi żony, rodziny. I zaczyna przestawać obchodzić i mnie.
        I tak obserwuję sobie schyłek mojego małżeństwa, nie oceniając, będąc sam
        połową naszego piekła.
        Chwilami nie mam odwagi, może bardziej ochoty, nikogo nawet zaprosić, bo za
        cholerę nie chcę, żeby mój nastrój komukolwiek się udzielił.
        A jak zacznę opowiadać - o jakichś farmazonach, nie mogę, nie potrafię inaczej.
        A ludzkość przy moim zdecydowanym i czynnym sprzeciwie uznaje mnie za faceta
        odnoszącego sukcesy. Fakt, ale skoro nie są osobiste, są tylko sukcesiątkami.
        A nadzieja? Czy to ona budzi u mnie poczucie tymczasowości mojej sytuacji?
        Może na szczęście.

        Nie skarżę się już tutaj więcej.
        Śmieję się wbrew wszystkiemu i sobie nawet.

        I mam nadzieję, że dni będą udane,
        życzę Tobie Anno tego również,
        pozdrawiam serdecznie.

        Twój post był bardzo ciepły,
        aby do Ciebie też takie ciepło docierało.
        • Gość: kwieto Re: Koło samotności IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.11.01, 14:14
          A ja
          Przez wieksza czesc (krotkiego) swego zycia myslalem
          Ze czlowiek jest skazany
          Na samotnosc

          Ze kazdy ma wokol siebie cienka blonke
          Odgradzajaca go od swiata
          Nawet najblizszych

          Teraz ucze sie ta blonke roztapiac
          Obojetnie gdzie ja widze
          W niesmialym usmiechu sasiada
          W niezadanym pytaniu przyjaciela
          Blagalnym wzroku psa, ktory chce za mna wejsc do domu
          Odleglym wzroku dziewczyny wtulajacej sie we mnie

          Choc wieksza cesc czasu spedzam sam
          Nie czuje juz samotnosci
          Nauczylem sie byc blisko swiata (Boga)
          Nie odczuwac zalu za tym co przeminelo

          Ciesze sie spadajacym lisciem klonu
          Spacerem do sklepu po chleb
          Wyprawa na uczelnie, i walka z "pania z dziekanatu"
          Ciesze sie Pustka

          Samotnosc, obcosc, pustka, lek?
          Och, przeciez to wszystko nie istnieje!
          • seboc Re: Koło samotności 10.11.01, 15:55
            A ja lubię sobie też pluskać się pełnej piany wannie złudzeń.
            Zamykam oczy i myślę sobie że kiedyś nie będę musiał ich otwierać. Przyjemny
            obraz pod powiekami zamieni się w rzeczywistość.
            Szkoda, że woda tak szybko na ogół stygnie.

            Znów zmyślam...
            Jeśli ja wierzę, że będzie dobrze, to reszta Was powinna tym bardziej.

            Udanego weekendu.
            • alka_xx Re: Koło samotności 10.11.01, 17:39
              "Bo widzisz tu sa tacy ktorzy sie kochaja
              i musza sie spotkac aby sie ominac
              bliscy i oddaleni jakby stali w lustrze
              pisza do siebie listy gorace i zimne
              rozchodza sie jak w smiechu porzucone kwiaty
              by nie wiedziec do konca czemu tak sie stalo
              sa inni co sie nawet po ciemku odnajda
              lecz przejda obok siebie bo nie smia sie spotkac
              tak czysci i spokojni jakby snieg sie zaczal
              byliby doskonali lecz wad im zabraklo

              bliscy boja sie byc blisko zeby nie byc dalej
              niektorzy umieraja - to znaczy juz wiedza
              milosci sie nie szuka jest albo jej nie ma
              nikt z nas nie jest samotny tylko przez przypadek
              sa i tacy co sie na zawsze kochaja
              i dopiero dlatego nie moga byc razem
              jak bazanty co nigdy nie chodza parami

              mozna nawet zabladzic lecz po drugiej stronie
              nasze drogi pociete schodza sie z powrotem"
              /J.T./
              • seboc Re: Koło samotności 10.11.01, 18:12
                > nikt z nas nie jest samotny tylko przez przypadek
                > sa i tacy co sie na zawsze kochaja
                > i dopiero dlatego nie moga byc razem
                > /J.T./

                Właśnie.

                A co to za tekst?
                • alka_xx Re: Koło samotności 10.11.01, 19:51
                  To wiersz Jana Twardowskiego pt."Bliscy i oddaleni"
            • Gość: kwieto Re: Koło samotności IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.11.01, 20:14
              seboc napisał(a):

              Ja w sprawie formalnej:

              > Jeśli ja wierzę, że będzie dobrze, to reszta Was powinna tym bardziej.

              No wlasnie chcialem napisac (wczesniej), ze wlanie JEST dobrze (tylko mi nie
              wyszlo?). Bo mowiac normalnie - po wielu latach uwazania sie za osobe samotna -
              przestalem tak do siebie podchodzic, choc "fizycznie" nic sie nie zmienilo...

              • Gość: Renka samotnosc IP: *.sympatico.ca 11.11.01, 07:39
                Moja samotnosc jest wypelniona przeszloscia, ale takze i terazniejszoscia.
                Jest mi potrzebna do robienia inwentaryzacji duchowej.Lubie moja samotnosc,
                jest bezcenna, nie wiem jak moglabym bez niej funkcjonowac. Ludzie i wrazenia
                codzienne wykonczylyby mnie.Dzieki samotnosci moge walczyc ze stresem i
                zwyciezac.Potrzebuje jej.Ciesze sie, ze ja mam.
                • Gość: Jolo Re: samotnosc IP: *.bielsko.sdi.tpnet.pl 11.11.01, 08:19
                  Przyzwyczailem sie , choc czasem lapie sie na tym ze z wszelka cene chce cos
                  utrzymac cos co jest nierealne.Tak jak ty cenie ja sobie, ale podswiadomie
                  czekam na kogos,kto pojawi sie i bedzie ze mna .Tylko czy?????iznowu jakies
                  pytania??do siebie ?
                  • Gość: Toi Re: samotnosc IP: *.cm-upc.chello.se 11.11.01, 19:29
                    Z ta samotnoscia chyba tak samo jak ze wszystkim co mamy. Raz dobrze raz zle.
                    Albo, tez czesto: The grass is always greener on the other side. Dlatego nie
                    mowilabym o podswiadomosci itp, tylko, ze doswiadczamy wobec samotnosci roznych
                    uczuc rownoczesnie. Tez sie przyzwyczailam, to czesc mnie i mojej tozsamosci, a
                    ja akceptuje siebie. Przerabialam mily czas, gdy tez myslalam, ze nie uwazam
                    sie za osobe samotna. To wraca jak przyplyw, kwieto, ino nieregularnie. (A w
                    ogole wlasnie wyszlam z fajnej dyskusji 'Flupy...' To chyba Ty, wiec
                    pozdrawiam.) Ciekawe, ze samotnosc trzyma sie tak wielu roznych osob,
                    melancholikow i cholerykow na przyklad, i z roznych powodow sie do niej
                    przekonuja (lub nie). Pozdrawiam wszystkich.
                  • seboc Re: samotnosc 12.11.01, 07:43
                    > czekam na kogos,kto pojawi sie i bedzie ze mna .Tylko czy?????iznowu jakies
                    > pytania??do siebie ?


                    " lubie te wyciszone kolory
                    jesieni przy Tobie
                    gubie wtedy samotnosc
                    jak drzewa gubia liscie
                    niepewnosc

                    urasta jesienia co
                    wtedy zrobie?
                    gdy przyjdzie
                    juz nie wiem
                    czy siebie zgubie
                    czy Ciebie"

                    Od dawna nie pytam już.
                    Mówię tylko.
                    Patrzę tylko.
                    Słucham.
                    Kocham, głaszczę, podziwiam, całuję.

                    Płaczę, gdy przestaję być ślepy.
                    Gdy... przemija.
                    I bardzo, bardzo nie chcę milczeć wtedy.

                    a fragment wiersza tutaj bez zgody i wiedzy autorki,
                    za co gorąco ją przepraszam,
                    jeśli mogłem ją w ten sposób urazić

                    Udanego tygodnia wszystkim
    • fantasia Re: Koło samotności 11.11.01, 20:58
      Rzeczona A. Kamieńska:

      "(...) i wreszcie trzeba zgodzić się na siebie
      jak się wcześniej godzimy na całe zło świata
      cóż więcej mogę ci powiedzieć
      oprócz jednego szumiącego morza"
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka