o mnie.

18.11.06, 19:02
jak to napisac by nie zabrzmiało, jak żart...?

czasem uważam to za prześladowanie czegoś, co bardzo mnie kara, wręcz łoi po
to tylko by czegoś mnie nauczyć. czasem... czasem to COS robi mi za dużo, za
mocno... zastanawiam się, czy jestem smutnym człowiekiem? wewnętrznie
bardzo... pozornie jestem dusza towarzystwa, nadrabiam, pozornie mam wszytsko-
wspaniałego mężczyznę, na prawde do granic mozliwosci, wspaniałego, takiego
wywalczonego, mojego, mam pieniądze, mam piękne mieszkanie, wymarzone,
studiuję architekturę- to co zawsze chcialam robic.
We mnie jednak jest TO. To jest bagażem przeszłości, który dźwigam przez
doświadczenia, które kazały mi dorosnąć, za szybko. Za szybko.

Zaczynając od początku. To zaczęło się dawno, spadło już na moją mamę. Jej
Tato zginął, gdy miała 8 lat- zmieniło Ją to- kazało dorosnąć. Mimo to... gdy
miała 19 lat zaszła w ciążę- tym "szczesciem" mialam byc Ja. Moi rodzice byli
najładniejsza parą na świecie... Nie żartuje sobie. Przez wiele lat po tacie
miałam tylko wspomnienia. Jakaś jedna kłótnia z moim przyszłym ojczymem, nogi
Taty gdy bawię się przy nim pracującym, jego długie włosy, to że nosil mnie na
barana, i woził mnie simsonem. Musial odejsc gdy mialam 4 latka. Rodzicom sie
nie ukladalo... byli tacy mlodzi. zdradzali się chyba, tato studiował
architekture w innym miescie, balował, rzadko nas odwiedzał. Mama powiedziala
"nie", a jej przyszly mąż wywalczyl w sądzie zakaz zblizania sie do mnie
mojego biologicznego Taty.
kiedys wsiadłam do jego auta, na tylne siedzenie, gdy jeszcze moglismy sie
spotykac, usiadlam na srodkowym siedzeniu... "tato, oni każą mi mowic do
Roberta Tato, jak uważasz, powinnam?" miałam wtedy 3,5 roku... już nigdy nie
przyjechal, zrazil sie, płakał przeze mnie...
zniknął. wiedzialam o nim mało. w domu to byl temat tabu, zaczal znikac z
mojej pamieci, urodzila sie moja pierwsza siostra, mama wyszla ponownie za
maż. rok pózniej zaczal sie koszmar. moj koszmar.
Robert- moj ojczym okazal sie alkoholikiem... maltretowal moja rodzine, mnie,
moja kochana Mamę, moja siostrzyczkę i moja Babcię przez 11 lat... 11
cholernych lat, kłótni, szarpaniny, zaachu alkoholu, bolu brzuch gdy wraca do
domu, 11 lat Walki o siebie, o swoja normalnosc. 11 lat sluchania placzu matki
za sciana.
jak potem sie dowiedzialam, gdy mialam 14 lat Tato przyjachal prosic Ojczyma o
uchylenie wyroku. ten naćpany i upity powiedzial ze dojrzewam ze sa ze mna
same klopoty... A ja bylam najlepsza uczennica, najgrzeczniejsza, dzieckiem
ktore zawsze umialo sie zajac soba, nie przeszkadzalam, nawet nie prosilam o
pomoc w nauce. zawsze ambitnie wszytsko chcialam robic sama.
A moj ojczym i tak odebral mi Tate na kolejne 4 lata. KOLEJNE 4 LATA KIEDY
POTRZEBOWALAM GO JESZCZE BARDZIEJ.
Jednak gdy mialam 14-15 lat zaczely sie moje problemy ze swiadomoscia
problemow. tak mnie przytlaczalo zalamanie Mamy, mimo ze mielismy wszytsko,
bylo nas stac na wakacje, ladny dom... taka idealna rodzina z zewnatrz.
zepsuta i z robakami jak wiśnia w srodku.
Własnie wtedy zaczelam sobie robic krzywde. Zawsze tak samo. Podtruwałam sie
mieszankami lekow. Wydaje mi sie dzis ze zyje dzieki jednej z moich kolezanek,
ktora w takiej najmocniejszej probie przybiegla do mnie do domu. dretwialy mi
rece i nogi, robilam sie zimna...
gdy zostawilam chlopaka po dwoch latach bycia ze soba, pocielam sobie reke, bo
zranilam czlowieka, bo zranilam jego uczucia, musialam sie ukarac. wydawalo mi
sie za nam sie nie uklada. blizne mam do dzis.
Byla u nas kiedys lekcja o alkoholizmie, zatrzymalam po niej ta pania
prowadzaca, opiwedzialam o problemach z ojczymem. "nic nie mozesz zrobic, nie
jestes jego corka, jezeli mama nie potrafi uratowac siebie i Was, ratuj
siebie, odetnij sie, zacznij zyc swoim zyciem"
Duzo mnie to kosztowalo, ale nauczylam sie egoizmu. Zaczelam naciskac na Mame.
Wrecz szantazowac... tyle razy obiecala mi rozwod... tyle cholernych razy...
Zaczelam "uciekac" od domu, nienawidzic go... i nie wpadlam w zadne klopoty,
po prostu znalazlam wspanialych przyaciol, ktorzy wspierali mnie, pomagali nie
myslec. wiem ze to straszne ze nie wspieralam Mamy, ale ja tracilam grunt pod
nogami, musialam sie nauczyc nie myslec o bolu fizycznym i psychicznym mamy,
mimo ze byla i jest mi tak bliska.
Nadeszly moje 18 urodziny. Godzina 16- dzwonek do drzwi. Pan z kwiaciarni...
"mam dla Pani bukiet". zobaczylam go w drzwiach, Pan z kwiaciarni obok,
znajomy, dal mi ponad sto roz, z liscikiem... "od Taty" jeszce schodzac po
schodach patrzyl na moja reakcje, znal nas, nasza rodzine, tate.... a ja tylko
kleknelam na klatce schodowej i kolejne kilka godzin zanosilam sie placzem. a
moja babcia darla sie, ze tyle lat mnie ignorowal (ona w sumie nic nie wie), a
ja czulam sie jak by mi ktos ofiarowal drugie zycie...
godzina 20. telefon. ja nadal roztrzesiona. "halo... Paulina tu tato. mmmm...
mozemy sie spotakac" ... "Tatusiu maszchrypę, jak ja"... "Tato tak strasznie
tesknilam"
umowilismy sie na rynku. stal tam . taki jak go zapamietalam, przystojny,
dlugie wlosy... opowiadalam mu tyle na raz.. chcialam wiedziec czemu go nie
bylo tyle lat, mowilam o moich problemach... to bylo jak by mi ktos wtloczyl
dwie kilotony swiezego powietrza w pluca. jakby chlasniecie w twarz ale
przyjemne...
NIGDY NIE BYLAM TAK SZCZESLIWA, JAK WTEDY, GDY WROCIL.
Zabral mnie nad morze, na dwa dni by sie poznac... tyle mi opowiedzial o
milosci do Mamy, tyle pieknych rzeczy... jak biegali na boso po deszczu, albo
wracali noca na rowerze z imprezy u znajomych, jak mama wchodzila na Giewont w
sandalach na obcasie, jak krzyczal w Tatrach ze ja kocha....

To dalo mi sile.
Zdalam swietnie mature, zaliczylam rysunek na architekturze na super poziomie.
bylam dumna, ze ja - malomiasteczkowa istota, umie radzic sobie w takich
sytuacjach na dobrym poziomie.
Dostalam sie na architekture.Tato sie cieszyl. Ale z tego ja sie cieszyc nie
umialam. wyjechalam do Anglii, bylo strasznie, duzo pracy, malo snu.
pojechalam tam, by byc blisko osoby ktora kocham. charując snulam marzenia,
plany...
wrocilam do Polski , okazalo sie ze tu nie jest tak pieknie, jak zdarzylam
wymyslic przez 3 miesiace w wielkiej Brytani.
Ojciec nie pil rok, skonczyla sie wszywka, gdy wrocilam Mama warzyla 15 kg
mniej. Ojciec zaczal ja maltretowac fizycznie. W domu byla policja.
tato dzwoni rzadko. chyba w ogole nie dzwoni.... nie dzwoni. placi tylko za
piekne mieszkanie. nie wspiera jako tata-architekt. tesknie Tato.
szkola. w szkole jest ciezko. zawsze bylo. a ja musze byc najlepsza.
przyjaciele? zostali w moim miescie albo nie maja czasu, albo jeszce cos...
idzie sie na studia i wszelkie przyjaznie umieraja....
marzenia... wciaz probuje zyc nimi.

majac 20 lat postanawiam szukac pomocy.
przyznaje sie... nie daje sobie z tym wszystkim rady. zycie kazalo mi tak
szybko dorosnac.

zanim zaczniesz pic zastanow sie, co robisz Twojemu dziecku, ja do teraz widze
moja siostre gdy miala 6 lat i jak dzieko z reklamy bilo misia, bo imitowal tate.

zanim odbierzesz swojemu dziecku drugiego rodzica. zastanow sie. zastanow sie,
ile pustki wprowadzisz w jego zycie. dziecko bez ojca lub matki, nie zna
siebie, bo nie zna swoich korzeni. czuje sie niczyje.

i czyj to jest błąd? tyle razy przeklinałam Boga.

Ale tylko my jestesmy winni. Zastanowmy sie zanim umiescimy najblizyszch w
piekle bez wyjscia.

"to ludzie ludziom zgotowali ten los"

    • ciociaiwujek Re: o mnie. 18.11.06, 19:36
      Dechu, napisz wszystko nieco krócej.
      Powiedzmy 5 zdań.

      Odpowiedź napewno dostaniesz.
      • dechu_ange Re: o mnie. 18.11.06, 19:58
        chyba nawet nie chodzi o odpowiedz.
        chodzi o swiadomosc, ze cos zrobilam zeby sobie pomoc.
        nie wazne czy mi sie udalo.
        • ciociaiwujek Re: o mnie. 18.11.06, 21:34
          A udało sie ?
          Tylko szczerze.
          • amaya007 Re: o mnie. 18.11.06, 21:46
            nie wiem... moze.
            czasem sobie mysle, że jestem zbyt rozpuszczona. moze dlatego tak wszytsko mnie
            tak boli. moze na to zasluguje.
    • sha_la_la_la Re: o mnie. 18.11.06, 21:53
      To dobrze,że wyciągnęłaś już wnioski w 20 rż i uwolniłaś się od dzieciństwa.
      Powodzenia.
    • cleare Re: o mnie. 18.11.06, 23:09
      alkoholizm rodzica rujnuje zycie dziecka.... serdecznie ci wspolczje. wiem co
      czujesz. niestety przyszlo nam zyc w takim kraju i takich czasach... moim
      zdaniem powinnas wyciagnac mame z tej patologii. namow ja na rozwod, na zmiane
      pracy, moze na wyjazd do innego miasta. wiem ze to nie latwe, ale nie mozna sie
      tak marnowac.
      pozdrawiam!
      • dechu_ange Re: o mnie. 19.11.06, 19:31
        mama pracuje w taki sposob, ze moze sie przeprowadzic w kazdym momencie.
        nie jest glupia, ani tępa. obecnie robi studia podyplomowe, jest ekonomistom,
        majac dzieci, prace, trzydzisci kilka lat i problemy, skonczyla jedna z
        najlepszych uczelni w Polsce jako druga na roku. jest człowiekiem światłym, o
        szerokich horyzontach...
        ale -zawsze musi byc jakies ale-
        1). Mama mowi ze mojej siostrze brak ojca zle zrobi, nawet takiego...
        2). Polskie prawo nie jest po stronie krzywdzonych kobiet. Najlepsza
        przyjaciolka rodziny po rozwodzie z alkoholikiem, stracila prawie wszytsko procz
        dwoch synow i poczucia wolnosci.
        3) Strach.Ma prawie 40 lat... teraz juz boi sie byc sama.
    • mskaiq Re: o mnie. 19.11.06, 21:20
      To cos co jest w Tobie, co zabiera Ci radosc to zle wspomienia i bol ktory
      przynosi czasem zycie. Tylko wybaczenie zwalnia TO, wtedy zapominasz pozbywasz
      sie bagazu ktory zebralas w zyciu.
      Musisz wybaczyc Ojczymowi, Ojcu, Matce, kazdemu kto przynosi ten bol.
      Inaczej kazdego dnia, chociasz juz nie ma przeszlosci, beda wracaly mysli,
      bedziesz ja przezywala.
      Kiedys nauczylem sie ze to czy jestesmy szczesliwi, czy tez nasze zycie
      zamienia sie w pieklo zalezy od nas. Nie pozwalam aby jakiekolwiek dzialanie z
      zewnatrz pozbawilo mnie moich dobrych mysli i mojej radosci.
      Pozbywam sie zalu, nie chce zyc tym co odbiera radosc i sens.
      Serdeczne pozdrowienia.
Pełna wersja