Dodaj do ulubionych

Miłość...obsesją?

17.12.06, 15:16
Sytuacja zawsze wygląda tak samo: neutralny dla mnie facet nagle powie lub
zrobi coś co mnie "wlącza" - i to już jest mój koniec: nad moim mózgiem
kontrolę przejmuje tajemnicza siła która miłością chyba jednak nie jest,
obezwładnia mnie, sprawia że o Nim mogę myśleć całymi godzinami i to jest
bardzo intensywne! Generalnie całe moje życie podporządkowane jest temu co
tym razem powiedziała lub zrobiła owa męska wyrocznia, jak coś co pozwala mi
marzyć że on też coś do mnie czuje to patrzę na życie przez różowe okulary,
jak facet się wycofuje i zaczyna okazywać mi chłód (a to się zawsze dzieje,
zresztą nie dziwię sie im), to mam depresję przez cały ten czas i nie mam
siły żeby cokolwiek zrobić, i to po mnie widać. (Przeczytałam gdzieś że
uczynić chłopaka odpowiedzialnego za każdą sekundę twojego życia i
szczęścia, "uwiesić" sie na nim, jest dla niego nie do zniesienia, ale ja nie
potrafię inaczej). Co gorsza, ta fascynacja często opiera się na naprawdę nic
nie znaczących znajmościach, np dwie to znajmomości które nigdy nie wyszły
poza internet. Po prostu powiedzieli coś co na mnie zadziałało i tyle. Dobrze
że teraz poznałam już w zasadzie wsystkie takie kwestie i zaczynam wreszcie
hamować się jak mi się ten machanizm włącza przekonując się że ja pokochałam
te słowa i stan w jaki mnie wprowadzają a nie faceta. Natomiast coś czego
totalnie nie rozumiem to jak to możliwe że kiedy juz czasami mi się zdarzy
być z taką osobą bliżej, sam na sam np przez jakiś czas robię się zimna i
obojętna, boję A potem wraca jak jestem sama! Znów chcę tylko marzyć... czy
mam iść do psychologa jutro rano...? Dodam że całe właściwie życie jestem
albo, w ten sposób, nieszczęśliwie "zakochana" albo względnie szczęśliwa w
moim samotnym życiu.
Obserwuj wątek
    • bszalacha Re: Miłość...obsesją? 19.12.06, 01:14
      tez myślę,że to jakiś złozony problem oderwania potrzeby od człowieka.Idż
      gdzieś z tym,może to trauma związana z byciem w związku,z której "uratowały
      się" fragmenty.
      • lsilanow Re: Miłość...obsesją? 21.12.06, 20:06
        planat
        • lsilanow Re: Miłość...obsesją? 21.12.06, 20:18
          to się nazywa izolacja uczuc i niesmiałosc (i bronienie się przed tymi uczuciami przy tej osobie ze strachu - no fakt, przed zranieniem)
          lodowatośc wobec kogoś to też silna emocja - lepsza niż obojętnośc
          nie wydaje mi się, żeby była potrzebna pscyholog
          sam byłem zakochany tak parę razy, a pare razy inaczej
          a to, co ten ktoś powiedział,to pewnie było z głebi serca - więc taki pewnie jest
          ale nie w całości - znajomości internetowe mają to do siebie, że nie widzisz tej osoby, ciała, ubrania, nie czujesz nawet jej zapachu, nie słyszysz jej głosu, nie znasz jego poczucia humoru, nie wiesz, czy ma samochód, i tak dalej- wszystko, co masz, to porozumienie mentalne
          więc jest to zakochanie mentalne :)
          a to i tak dużo
          spróbój
          spróboj kiedyś z tym Kimś porozmawiac, odważ się, może w ten sposób go bardziej poznasz - zrób to wtedy tylko, kiedy będziesz chciała
          te pozytywne uczucia jakie masz do takiej osoby nie znikają w trakcie rozmowy, one dalej w tobie są (i się czają)
          Pozdrawiam
          • adonis1970 Re: Miłość...obsesją? 21.12.06, 20:23
            Jezyk pisany, czy to gazeta, czy forum powinien byc poprawny, a ty nie znasz
            zasad
            • wwadawid Re: Miłość...obsesją? 21.12.06, 21:00
              Ty nie chcesz mieć Ty chcesz myśleć. Musisz poczuć cłowo "CHCE" czego ty tak
              naprawde chcesz i co może ci dać ta druga osoba
            • lsilanow Re: Miłość...obsesją? 22.12.06, 00:26
              Rozumiem. I przepraszam, jeżeli moje błędu Cię uraziły. Jeśli mogę dodac - pisałem to w wielkim pospiechu, stad lietrowki.
              Jezeli zas chodzi o słowo "planat" - "palant", i netetykietę, słowo te wyraża odczucie, co mysle w danym momencie o osobie, ktora wysyła kogos z najmniejszym problem do psychologa. Po prostu nie wydaje mi sie to zawsze konieczne, a czasami wręcz szkodliwe - rzuca cien na czyjes zycie (no bo ja musze chodzic do psychologa...), może wpędzic w kompleksy (choc obecnie juz się to na szczescie zmienia). Wydaje mi sie, ze madra jest postawa zrownowazona - zarówno "tak" dla psychologa jak i "tak" dla wszelkich ludzi, ktorzy moga udzielic wsparcia.
              • listopadowa26 Re: Miłość...obsesją? 22.12.06, 12:06
                Pisze z pracy wiec bedzie bez polskich liter (nie mam polskiej klawiatury).
                Dzieki za odpowiedz. Mnie nie uraziles stylem pisania. Nie wiem tylko czy
                zrozumialam najwazniejsze przeslanie - zamiast isc do psychologa mam
                porozmawiac z osoba w stosunku do ktorej sie tak czuje? Problem w tym ze to sa
                bardzo krotkie i malo znaczace znajomosci, jak wyskocze z takim tematem to oni
                sie przestrasza. Natomiast w przypadku tych internetowych znajomosci to jest
                tak ze faktycznie tylko piszemy na IM (msg) ALE mamy swoje zdjecia i wiemy cos
                o swoich zyciach bo mamy zalozone strony interentowe (np. myspace.com). To co
                mnie przeraza to intensywnosc stanow w ktore wpadam i ktore sprawiaja ze przez
                dlugi czas moge myslec tylko o Nim, marzyc, a mam tak kruche podstawy do tego.
                • bojbas Re: Miłość...obsesją? 23.12.06, 11:53
                  Listopadaowa26, czy Ty przypadkiem nie wychowywalas sie bez ojca?
                  • ida17 Re: Miłość...obsesją? 23.12.06, 13:21
                    Rozumiem Cię bo mam to samo...Gdy z kims jestem wszystko od tego uzależniam a
                    raczej samo się uzależnia bo ja tego nie chcę.Mój humor, moja chęć do robienia
                    czegokolwiek,moje nastawienie do rodziców itd zależą od tego jak jest z nim, jak
                    wyglądała nasza rozmowa, co powiedział, co zrobił..Jeśli co jest nie tak to mimo
                    tego , ze mam wokół siebie wspaniale osoby,rodzine ,przyjaciół jestem skrajnie
                    smutna i nikt i nic nie jest w stanie mnie pocieszyć...
                    • bez.chmurna Re: Ech dziewczyny, nie twórzcie problemów:) 23.12.06, 13:31
                      Świetnie , ze jesteś smutna, kiedy coś jest "nie tak " w Twoim związku.
                      To znaczy, że po prostu Ci ZALEŻY i przestań dorabiać do tego katostroficzne
                      teorie:)
                      A jeśli uważasz , że powinnaś być wesoła, to radzę się zaostanowić , o co Ci
                      chodzi....
                      Liczy się związek , czy Twoje SAMOPOCZUCIE?:)
                      Pozdrawiam świątecznie zanim mnie zabanują:)
                      • listopadowa26 Re: Ech dziewczyny, nie twórzcie problemów:) 23.12.06, 16:15
                        Jaki związek? Przecież ja nie jestem w żadnym związku (o ile w ogóle w jakimś
                        byłam) a cała sytuacja którą opisuję dotyczy rozmów z mężczyznami (w pracy, na
                        imprezie, w internecie) które to rozmowy powodują u mnie ten stan ekscytacji.
                        Jest to przyjemne i silne kiedy jestem "w środku" ale kiedy emocje opadają jest
                        mi bardzo źle i bardzo żałuje że np 4 dni życia spędziłam na myśleniu o jednym
                        facecie i żadnych wydarzeń w zasadzie nie pamiętam.
                    • listopadowa26 Re: Miłość...obsesją? 23.12.06, 16:17
                      No właśnie.... żyjesz w swoim świecie, TAM się wszystko odbywa, z zewnątrz dla
                      ludzi wpadanie w euforie przez tydzien a totalna depresja w czasie kolejnego (bo
                      np okazało się że ma dziewczynę) jest niezrozumiałe.
                  • listopadowa26 Re: Miłość...obsesją? 23.12.06, 16:19
                    Właściwie to wręcz przeciwnie - jestem z rodziny pełnej, ale z kolei mój ojciec
                    wychował sie bez ojca.
                    • bojbas Re: Miłość...obsesją? 24.12.06, 11:12
                      Rodzina pelna nie jest rownoznaczna z tym ze bylas blisko z ojcem.
                      Tak sobie wlasnie mysle o sobie i swoim ojcu. Niby mialam pelna rodzine. A
                      problemy mam podobne do Twoich.
                      • lavinka Re: Miłość...obsesją? 24.12.06, 13:24
                        To się chyba zdarza każdemu. No,chyba ,że ktoś jest wyjątkowo niewrażliwy. Nie
                        znam osoby,która z powodu nieodwzajemnionej miłości nie wpadała by w doła.
                        Oczywiście,skrajne reakcje to nic dobrego. Ale to chyba wynika z potrzeby "bycia
                        kochaną", nie zakochania jako takiego w sobie. Nie wiem czy jest na to jakaś
                        recepta.
                        lav
                      • listopadowa26 Re: Miłość...obsesją? 25.12.06, 23:21
                        Bojbas - tak, jakis czas temu zastanawiałam się nad kwestią bliskość córki z
                        ojcem a łatwość nawiązywania blickich i REALNYCH związków z mężczyznami i to
                        wydaje się być dobrym tropem. Wszystkie moje koleżanki które zmieniają facetów
                        jak rękawiczki mają rewelacyjny kontakt ze swoimi ojcami - uczucia są jasne i
                        wyraźne. Mój ojciec tak bardzo mnie kocha (co wiem) ale tak bardzo nieudolnie to
                        wyraża a bliskości okazać zupełnie nie potrafi:-( O tym że moi (kochający się)
                        rodzice nigdy nie są blisko fizycznie czy nawet emocjonalnie nie wpominając. To
                        co, jestem skazana na emocjonalne kalectwo do końca życia?
                        • lsilanow Re: Miłość...obsesją? 08.03.07, 22:04
                          Nie wiem, czy to jest korzystne zmieniac facetów, jak rękawiczki, ale wydaje mi się, ze wiem, o czym mówisz - po prostu o pełnych, realnych związkach - to co się dzieje w głowie autorki wątku - czyli Twojej - idealizacja - dzieje się właściwie w głowie każdego z nas. Nasz partner życiowy uzupełnia i kompensuje nasze braki - oczywiście duchowe i emocjonalne, choc czasami materialne - gdy wyroślismy w biednym domu. Fanie się żyje z bratnią duszą lub duszą dopełnieniem. Ale u Ciebie trwa to krótko i Tylko w głowie - byc moze przez blokadę, którą wyniosłas z domu. Byc moze szukasz ojca, nie partnera. I naprawdę, naprawdę pragniesz miłości, ale trochę też się jej boisz. Ale odwagi, myśle, że to pierwsze zwycieży. (kurde tak ten świat jest skonstruowany, że samemu jest naprawdę cieżko, a w parze - cieplej) Strasznie poważnie to brzmi. Ale nie ma co się przejmowac. Zawsze lepiej działac, niż się przejmowac.
                          • lsilanow Re: Miłość...obsesją? 08.03.07, 22:05
                            Pozdrawiam w Dzien Kobiet.
    • solaris_38 KID?napping 09.03.07, 00:15
      poczytaj Helen Fisher Dlaczego kochamy
      poczujesz sie normalnie

      a jak szukasz rady to Inteligencja emocjonalna (1 częsc) Goldmana on tam
      świetnei pisze o "emocjonalnych PORWANIACH"

      bo to sa porwania

      ;)

    • martika19873 Re: Miłość...obsesją? 09.03.07, 11:20
      Mam to samo...dlatego swietnie cie rozumiem. Podobaja mi sie tylko niedostepni
      faceci,czy to pod wzgledem fizycznym,czy tez psychicznym.Gdy zaczynamy do
      siebie sie zblizac- uciekam,wycofuje sie. Ile to razy mialam tak ze odrzucalam
      faceta,ktory sie staral,stawalam sie zimna,przestawalam do niego cokolwiek
      czuc. Rzucam sie zas na egoistow,mezczyzn chwiejnych,gonie ich w nadzei ze w
      koncu ktos mnie pokocha...ze nie bede sama...To jest bardzo,bardzo ciezkie:(

      Czytalas moze o
      bpd.szybkanauka.net/
      Mi sie wydaje,ze to moja przypadlosc.pozdrawiam
    • mskaiq Re: Miłość...obsesją? 09.03.07, 12:12
      Taka emocjonalna milosc trwa tak dlugo jak dlugo trwaja emocje. Nie jest to
      milosc, to bardzo negatywna energia ktora powoduje ze zyjesz w swiecie ktorego
      nie ma. Niebezpieczenstwo polega na tym ze mozesz zaczac zyc coraz bardziej
      urojone zycie i ono bedzie wciagalo Cie bardziej niz to prawdziwe.
      Rob codziennie dlugi spacer, albo biegaj, idz rower, oglnie duzo cwiczen
      fizycznych. Zmiejszaja emocjonalnosc. Rowniez postaraj sie miec wiele owocow i
      warzyw w Swojej diecie, zmiejszaja emocjonalnosc. Unikaj kofeiny bo podnosi
      emocjonalnosc.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • brak-chmur Re: Msk, wiesz że Cię lubię, ale.....:) 09.03.07, 17:16
        ....po raz kolejny przesadziłeś z radami:)
        Jeśli uważasz , że bieganie i sałatka owocowa są lekarstwem na zaangażowanie
        uczuciowe to już jesteś być najbogatszym facetem na świecie!:)))
        Pod warunkiem, że tego typu dieta-cud podziała na kogokolwiek z nieszczęśliwie
        zakochanych;:)
        Pozdrawiam:)

        P.S. Może Druppi , jako najmłodszy wypróbuje Twój patent?:)))
        • mskaiq Re: Msk, wiesz że Cię lubię, ale.....:) 09.03.07, 23:22
          W tym poscie jest o pustym uczuciu. Pojawia sie razem z emocjami i przestaje
          istniec kiedy emocje znikaja.
          Puste uczucie potrafi byc negatywne i przyniesc wybuch zlosci, a nawet utrate
          kontroli nad soba.
          Potrafi rowniez imitowac milosc ktora trwa tak dlugo jak istnieja emocje. Znika
          kiedy emocje opadaja.
          Serdeczne pozdrowienia.
      • lsilanow Re: Miłość...obsesją? 26.03.07, 13:21
        Wow, a co to jest ta emocjonalnośc, bo ja nie wiem? Myślałem, że to cecha osobowości. Byc może chodziło Ci o pobudzenie emocjonalne...
    • sentisenti Re: Miłość...obsesją? 10.03.07, 14:04
      oo, to też jakby o mnie. Na pociechę powiem że rozpoznawanie u siebie takich "jazd emocjonalnych" to już dobry krok w stronę częściowego przynajmniej ich opanowania. Tak samo z wiekiem, z doświadczeniem , nauczyłam się rozpoznawac w miarę swoje reakcje i ich przyczyny.
      U mnie ksiązkowo - niepełna rodzina, ojciec w swoim świecie przeważnie, a za mną traumatyczny zwiazek z wierną kopią tatuśka.
      Staram sie unikac szybkiego angażowania, poniewaz gdy czuję ,że ktoś mnie interesuje z osoby pełnej werwy, humoru , radości i wygadania staję się emocjonalnie niezrównoważoną pannicą - czerwienię się, zapominam języka w gębie itp.Zaczynam zyć w swoim świecie, analizuje słowa, czytuje archiwa po 100 razy. Im mniej znam faceta - tym bardziej tracę równowagę i przestaję działac moja intuicja i trzeźwy osąd sytuacji.
      Staram się więc bardzo o przyjaźń, o emocjonalne bezpieczeństwo w kontaktach. Daję sobie czas i mi go nie żal. Inna sprawa ,że męzczyźni przeważnie nie mają go tyle - co skutkuje stanem singlowym od dłuższego czasu.
      Po prostu trzeba nauczyć się z tym żyć i jakoś opanowywać. Spotkałam też w życiu mężczyzn , z którymi ten mechanizm nie zadziałał. BYło ich dwóch, i są najwspanialszymi wyjątkami - wrażliwi , bez chęci prowadzenia gier, bez udawania.Jeden jest moim przyjacielem ( tak, jest możliwa przyjaźń damsko-męska) Romans z drugim jest na razie w zawieszeniu ze względu na odległość, ale pozostajemy w kontakcie i dobrze się rozumiemy.
      Nauczyłam się tez lubić siebie , być cierpliwą i nie podłamywac tymi huśtawkami.
      Zawsze wszystko i tak wraca do równowagi a ja jestem bogatsza o doświadczenia i więcej o sobie wiem. NIe oceniaj się surowo. wrażliwość ma swoje dobre strony.
      Pozdrowienia !
      • sentisenti Re: Miłość...obsesją? 10.03.07, 14:08
        Właśnie tez w wątku obok przeżywam chwilowa obsesję - nie zabuża to jednak życia. Obserwuję po prostu swoje odczucia , pozwalam im się jakoś wyzwolić , nauczyć czegoś. Drugi człowiek to skomplikowana aparatura, na dodatek kazda jest inna :))
        miłego dnia
        • sentisenti Re: Miłość...obsesją? 10.03.07, 14:10
          sorry , "zaburza" ,ale byk... <zawstydzona>
        • lsilanow Re: Miłość...obsesją? 26.03.07, 13:23
          Święte słowa. Pozdrawian :)
          • czaarnaoowca A co z miłością do niewłaściwej osoby? 28.03.07, 14:09
            To znaczy do psychoterapeuty, do którego chodzę od dłuższego czasu. I wcale tego
            nie planowałam. Pewnie stwierdzicie, że to typowy problem. Być może, ale od tego
            nie jest mi lżej. Mam świadomość, że nie ma szans relacja, której bym chciała.
            Problem w tym, że chyba podzielił się ze mna zbyt dużą ilością szczegółów ze
            swojego życia. Być może miało to służyć nie mojej chorej fantazji tylko zdobyciu
            zaufania. W konsekwencji nie wiem, co mam z tym zrobić:
            a.) zmienić terapeutę,
            b.) powiedzieć mu co czuję i niech z tym zrobi, co uważa,
            c.) skończyć terapię i byle dalej od niego
            • ja_adam Re: A co z miłością do niewłaściwej osoby? 28.03.07, 14:12
              d zakochać sie w terapeucie i miec z nim dziecko...
              • lsilanow Re: A co z miłością do niewłaściwej osoby? 31.03.07, 03:48
                CZARNAOWCA, nie czytaj tego, nie chcę Cię pogrążyc...
                Proszę na kolanach!

                a czemu, k...wa nie?
                nawet księża rezygnują z powołania, gdy im na kimś naprawdę zależy, nie ma barier nie do przeskoczenia
            • ewag52 Re: A co z miłością do niewłaściwej osoby? 28.03.07, 16:39
              b.) powiedzieć mu co czuję i niech z tym zrobi, co uważa

              moim zdaniem wariant b. jest najwłaściwszy

              uważasz,że on tego nie wie?
              • czaarnaoowca Re: A co z miłością do niewłaściwej osoby? 28.03.07, 23:24
                trochę się obawiam reakcji i zaburzeń poznawczych w moim oglądzie sytuacji

                >uważasz,że on tego nie wie?<

                nie mam pojęcia?, może się domyśla
                • lsilanow Re: A co z miłością do niewłaściwej osoby? 31.03.07, 03:44
                  Warianty 1. jest tak jak ty mówisz, nie zakochał, hmmm phhh :), nie zachował granic 2. jest to typowe, banalne, standardowe, zwyczajne, zakochanie terapeutyczne, gdy ktoś Ci poświeca maksimum empatii, uwagi, zainteresowania, swojej mądrości, rozmawia z tobą, w pełni, bezinteresownie Cię akceptuje, wybacza, opiekuje się, okazuje ciepło, prowadzi, widzisz w nim ideał, nieświadomie czujesz w tym miłośc tak bezinteresowną, jak miłośc rodzicielska, zakochujesz się. Nie da się inaczej. Kto z twórców założeń psychoterapii wiedział, że to może bolec, i nic z tym nie zrobił, nie uwględnił fajnego, mądrego wyjścia z tej sytuacji, prócz tego: pokochaj kogo innego, tego powieszę na najbliższym drzewie ]:-[>
                  • czaarnaoowca Re: A co z miłością do niewłaściwej osoby? 02.04.07, 08:58
                    Tak się składa, że do tego mam jeszcze męża, z którym to już raczej separacja,
                    chociaż zaciągnełam go na terapię małżeńską (gdzie indziej), bo on mnie kocha (i
                    życ beze mnie nie może), a ja jego raczej nie. Stwierdziłam jednak, że spróbuję,
                    może przynajmniej rozstaniemy się bez darcia piór (nie mamy dzieci, bo on nigdy
                    nie wiedział, czy chce, a ja stwierdziłam, że tej decyzji sama nie bedę
                    podejmować). Co do terapii, to na razie przerwa techniczna, póki nie wrócę do
                    równowagi. I tak najpierw trzeba zadecydować co dalej.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka