listopadowa26
17.12.06, 15:16
Sytuacja zawsze wygląda tak samo: neutralny dla mnie facet nagle powie lub
zrobi coś co mnie "wlącza" - i to już jest mój koniec: nad moim mózgiem
kontrolę przejmuje tajemnicza siła która miłością chyba jednak nie jest,
obezwładnia mnie, sprawia że o Nim mogę myśleć całymi godzinami i to jest
bardzo intensywne! Generalnie całe moje życie podporządkowane jest temu co
tym razem powiedziała lub zrobiła owa męska wyrocznia, jak coś co pozwala mi
marzyć że on też coś do mnie czuje to patrzę na życie przez różowe okulary,
jak facet się wycofuje i zaczyna okazywać mi chłód (a to się zawsze dzieje,
zresztą nie dziwię sie im), to mam depresję przez cały ten czas i nie mam
siły żeby cokolwiek zrobić, i to po mnie widać. (Przeczytałam gdzieś że
uczynić chłopaka odpowiedzialnego za każdą sekundę twojego życia i
szczęścia, "uwiesić" sie na nim, jest dla niego nie do zniesienia, ale ja nie
potrafię inaczej). Co gorsza, ta fascynacja często opiera się na naprawdę nic
nie znaczących znajmościach, np dwie to znajmomości które nigdy nie wyszły
poza internet. Po prostu powiedzieli coś co na mnie zadziałało i tyle. Dobrze
że teraz poznałam już w zasadzie wsystkie takie kwestie i zaczynam wreszcie
hamować się jak mi się ten machanizm włącza przekonując się że ja pokochałam
te słowa i stan w jaki mnie wprowadzają a nie faceta. Natomiast coś czego
totalnie nie rozumiem to jak to możliwe że kiedy juz czasami mi się zdarzy
być z taką osobą bliżej, sam na sam np przez jakiś czas robię się zimna i
obojętna, boję A potem wraca jak jestem sama! Znów chcę tylko marzyć... czy
mam iść do psychologa jutro rano...? Dodam że całe właściwie życie jestem
albo, w ten sposób, nieszczęśliwie "zakochana" albo względnie szczęśliwa w
moim samotnym życiu.