ja_adam
03.01.07, 20:35
Męczy mnie intelektualnie powoływanie się na dzieciństwo, najczyściej ciężkie,
gdy tłumaczymy odbiegające od normy zachowanie. Powielanie problemów.
Czy człowiek jest na tyle odmóżdżony, ze nie potrafi skonfrontować poronionego
dzieciństwa z życiem, w którym może zaznawać szczęścia, zupełnej integracji,
dojrzałości itd.
Przypomina mi się dzieciństwo mojej żyjącej jeszcze babci, która ma 100 lat.
W duchu ją pozdrawiam.
Wiele przeżyła, ma ponad dziesiatkę dzieci i powoli sama je przeżywa. Jej
dzieciństwo? Gdy konfrontuję jej troski z czasów dzieciństwa, dochodze do
wniosku, że za mało każdy dostał w dupę!
Może znęcanie się nad dzieckiem, wykorzystywanie go seksualnie to za mało!?
Może powinniśmy dzieciom kazać pracować od 5 rano na polu ręcznie odkopywać
ziemniaki, potem szkoła z francuskim, łaciną (do dzisiaj babcia pamieta wiele
słów)a potem zajęcia w domu. Może na dokładke dołozymy jedną wojnę, gdzie
własnymie rękami chowało sie członków rodziny, mało? Może opieka nad młodszym
rodzeństwem, mało?
Moja babcia..hm...niedoścignięty wzór moralności i wytrwałości.
Życzę każdemu takiego dzieciństwa jak Ona miała!