05.01.07, 14:46
mam 35 lat. od dziesięciu jestem żonaty. nie mamy dzieci choć od trzech
miesięcy staraliśmy się. właśnie. staraliśmy. ale od początku. dwa lata temu
wyszło na jaw że żona mnie zdradza. była rozpacz ale poprosiła mnie o szansę
którą jej dałem. starałem się zapomnieć i nie wypominać. nawet powoli
odzyskałem zaufanie do żony. tyle że co jakiś czas wybuchają między nami
wojny. a wtedy nie ma litości. żona mówi mi wszystko co najgorsze byle mnie
bolało. przewaznie ja nie wytrzymuje i robię to samo. teraz niestety od
tygodnia jest taka wojna. wiele razy rozmawialiśmy o tym że już tak nie
będzie ale jest, nawet gorzej. kocham żonę mimo wszystko, staram się być
dobrym choć wiadomo że nie da się być idealnym. napewno mam wiele wad. w tym
szaleństwie już sam nie wiem co jest prawdą a co nie. co mogę poprawić w
sobie i czy tak na prawdę powinienem cokolwiek poprawiać. zresztą już i tak
jest za puźno bo zabrnęło to tak daleko że nie da się naprawić. jestem już
psychicznie wykończony. jak to wszystko poukładać? albo jak się uwolnić?
przecierz tak bardzo ją kocham.
Obserwuj wątek
    • arwen8 Re: rozwód? 05.01.07, 15:09
      boston6 napisał:

      > jak się uwolnić?

      Przeczytaj "Szantaż emocjonalny" Susan Forward. Znajdziesz tam sytuację podobną
      do Twojej. A może nawet więcej niż jedną. Zauważ, że Ty cały czas starasz się,
      obwiniasz siebie ("staram się być dobrym choć wiadomo że nie da się być
      idealnym. napewno mam wiele wad"), próbujesz coś naprawić. A co robi ONA? Jak
      ONA próbuje zmienić Wasz związek na lepsze? Co zrobiła z szansą, którą jej
      dałeś? Dlaczego tak bardzo boisz się przyznać przed sobą samym, że ona Ciebie
      nie kocha? Wolisz oszukiwać się i tkwić w błogiej nadziei, że żona się zmieni?

      > przecierz tak bardzo ją kocham.

      To absolutnie NIC nie znaczy! W małżeństwie albo obydwie strony kochają, albo
      nie nazywajmy tego małżeństwem. Co z tego, że TY ją kochasz i za wszelką cenę
      chcesz naprawiać Wasze małżeństwo, jeśli ONA tego nie chce? Samą swoją milością
      niczego nie osiągniesz, najwyżej żona będzie z Tobą tkwić z litości ("nie
      kocham go, ale on taaaaaak mnie kocha, że muszę z nim być, bo aż mi żal jego
      wysiłku"). Zastanów się, czy w takim małżeństwie chcesz być do końca życia? A
      co z TWOIM szczęściem, spełnieniem, szacunkiem?
      • boston6 Re: rozwód? 05.01.07, 15:20
        wierzę że mam szansę na nowy związek, na nowe życie. wiem że wystarczy zrobić
        ten jeden krok do przodu i skończyć tą tragedię. obawiam się że nigdy się z tym
        nie uporam. że zawsze będę wypaczony tym związkiem. że ból który czuję nigdy
        nie minie. po za tym ciężko jest się pogodzić z tą porażką. ale dziękuję za
        opinię bo tego mi chyba trzeba. światełka w tunelu. nadziei.
        • arwen8 Re: rozwód? 05.01.07, 16:09
          boston6 napisał:

          > obawiam się że nigdy się z tym nie uporam. że zawsze będę wypaczony tym
          > związkiem.

          Będziesz "wypaczony" jeśli SAM siebie będziesz "wypaczał". "Wypaczenie" można
          sobie łatwo wmówić. Spróbuj tego nie robić. Spróbuj skupić się na swoich
          zaletach, na silnych stronach swojej osobowości. Powiedz sobie, że WSZYSTKO
          jest możliwe. Powoli, krok po kroczku naucz się szacunku i miłości do siebie
          samego. Wtedy, i tylko wtedy, żadne "wypaczenie" nie będzie Ciebie przerażać.

          > po za tym ciężko jest się pogodzić z tą porażką.

          Tak, to jest trudne. Ale o wiele gorsze jest trwanie w związku, w którym miłość
          jest jednostronna. Sam tego małżeństwa nie naprawisz, nie uratujesz. Wybaczyłeś
          żonie zdradę, szantaż i ciągłe umniejszanie Ciebie. Pozbawiłeś się szacunku do
          siebie samego, zamiast stracić szacunek dla żony. Zastanów się, skąd to
          wszystko się bierze? Dlaczego tak panicznie boisz się odejść. Spróbuj nie
          tłumaczyć tego "miłością", sięgnij głębiej. Być może w podobny sposób byłeś
          traktowany w dzieciństwie (pomniejszanie, szantaż)? Być może masz niskie
          poczucie własnej wartości, a Twoja żona była jedyną kobietą, która zwróciła na
          Ciebie uwagę? Być może boisz się, że nikt Ciebie już nie pokocha? Być może od
          dziecka przyzwyczaiłeś się do ustępowania, poświęcania się dla innych,
          zaniedbywania własnych potrzeb? Odpowiedz SOBIE, nie na forum. Zastanów się,
          dlaczego nienawidzisz i krzywdzisz siebie...

          Życzę wytrwałości i pewności siebie!

    • boston6 Re: rozwód? 05.01.07, 16:22
      powinienem już dawno z tym skończyć. ból i to chore uczucie do tej kobiety
      wreszcie minie. nie będę robił z siebie ofiary bo nigdy nią nie byłem. dziękuję
      jeszcze raz.
      • maaharet Re: rozwód? 05.01.07, 16:57
        Ból minie po kilku miesiącach. W moim małżeństwie też było podobnie, tylko są
        dzieci i tych szans było więcej. W końcu zrobiło się piekło a ja myślałam,że
        trafię do zakładu dla chorych psychicznie. Doszło do rozstania. Będąc sama
        zaczęłam zdawac sobie sprawę w jak bardzo toksycznym związku żyłam. Może dobrym
        wyjściem będzie rozstanie na jakiś czas. I przemyślenie wszystkiego w
        samotności. Wiem jak to jest jak człowiek ma mętlik w głowie i sam już nie wie
        czego chce. Ciągłe awantury nie dają możliwości spojrzenia na związek z
        dystansu, bo człowiek nawet nie ma czasu żeby się zastanowic nad swoim zyciem.
        • boston6 Re: rozwód? 05.01.07, 17:12
          myślałem o rozstaniu. o nabraniu dystansu. niestety nie mam się gdzie podziać
          bo wyjechałem z domu rodzinnego na drugi koniec polski i nikogo tu nie mam.
          niestety moje zobowiązania finansowe nie pozwalają na wynajem nawet czego
          kolwiek wiec muszę tu tkwić. myślę że to też jeden z powodów dla których boję
          się odejść. mogę wyjechać ale stracę pracę którą bardzo sobie cenię. boję się
          że skończę zbierając puszki po śmietnikach. tak więc koło się zamyka.
          dziękuję za cenny głos
          • dziki.macho Re: rozwód? 05.01.07, 17:15
            Warunki polskie zmuszaja nieladnie mowiac do kurestwa. Ludzie wiaza sie z
            drugimi, zeby zapewnic sobie dach nad glowa, dostac zrec i miec gdzie sie
            przespac.
            • boston6 Re: rozwód? 05.01.07, 17:21
              to trochę nie tak. mieszkam u siebie. mamy własne mieszkanie. co prawda z
              kredytu ale własne. więc nie musiałem się wiązać z rozsądku. to była tylko
              miłość.
              • dziki.macho Re: rozwód? 05.01.07, 17:23
                Coz, mieszkanie w takim razie sprzedac, podzielic sie, splacic kredyt. Jak
                zonka nie wyrazi zgody, niech cie splaci.
                • boston6 Re: rozwód? 05.01.07, 17:27
                  tak najprostrze rozwiązania są najlepsze, takie mam własnie plany. zresztą to
                  jedyna alternatywa w mojej sytuacji, dzięki za głos.
                  • dziki.macho Re: rozwód? 05.01.07, 17:29
                    Podobno nie ma sytuacji bez wyjacia
      • jarecka225 Re: rozwód? 06.01.07, 16:21
        Moj maz tez mnie zdradzil. Mimo ze minelo ponad piec lat i niby mu wybaczylam,
        to nie zapomnailam, TO wraca w najbardziej niespodziewnych momentach i nie
        sadze, ze to kiedys minie. Wiec moja rada jest taka: odejdz od niej. Tym
        bardziej, ze nie macie dzieci.

        J.
    • alfika Re: a rozstać zawsze ludzie się zdążą... 05.01.07, 19:34
      ...najpierw trzeba próbować
      szczególnie, jeśli dwie osoby deklarują miłość
      (nie mówię, ofkors, o okrzykach wojennych w stylu "już cię nie chcę")
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka