boston6
05.01.07, 14:46
mam 35 lat. od dziesięciu jestem żonaty. nie mamy dzieci choć od trzech
miesięcy staraliśmy się. właśnie. staraliśmy. ale od początku. dwa lata temu
wyszło na jaw że żona mnie zdradza. była rozpacz ale poprosiła mnie o szansę
którą jej dałem. starałem się zapomnieć i nie wypominać. nawet powoli
odzyskałem zaufanie do żony. tyle że co jakiś czas wybuchają między nami
wojny. a wtedy nie ma litości. żona mówi mi wszystko co najgorsze byle mnie
bolało. przewaznie ja nie wytrzymuje i robię to samo. teraz niestety od
tygodnia jest taka wojna. wiele razy rozmawialiśmy o tym że już tak nie
będzie ale jest, nawet gorzej. kocham żonę mimo wszystko, staram się być
dobrym choć wiadomo że nie da się być idealnym. napewno mam wiele wad. w tym
szaleństwie już sam nie wiem co jest prawdą a co nie. co mogę poprawić w
sobie i czy tak na prawdę powinienem cokolwiek poprawiać. zresztą już i tak
jest za puźno bo zabrnęło to tak daleko że nie da się naprawić. jestem już
psychicznie wykończony. jak to wszystko poukładać? albo jak się uwolnić?
przecierz tak bardzo ją kocham.