Dodaj do ulubionych

ohhh...jest mi tak ciezko...

07.01.07, 12:38
1,5 roku temu rozstalam sie z mezczyzna po prawie 2 latach. Z mojej strony
byla to milosc od pierwszego wejrzenia...po pol roku juz wiedzialam, ze to
jest ten jedyny, z ktorym chce miec dzieci i spedzic reszte zycia...Przez te
dwa lata myslalam, ze zlapalam diabla za rogi majac tak fantastycznego faceta
u swojego boku...po dwoch latach ni z tad ni z owad uslyszalam "to juz
koniec". W tym momencie swiat mi sie zawalil. Leczylam sie z tego zwiazku
ponad pol roku, a przez pierwsze kilka tyg. od rozstania bylam tylko na
srodkach uspokajajacych...ale nie w tym problem...po pol roku zdecydowalam
ze "life goes on" i na jednym facecie swiat sie nie konczy...wiec zaczelam
umawiac sie z mezczyznami...i tu jest problem...otoz nie jestem w stanie
stworzyc zwiazku z zadnym facetem...jednego rzucilam po miesiacu, bo
usmiechal sie inaczej niz moj byly, kolejnego bo nie gotowal tak dobrze,
ostatniemu chcialam dac szanse, ale jak mnie dotykal to czulam wstret do
niego i marzylam, aby dotykal mnie wlasnie ten, z przed 1,5 roku...jest mi
potwornie ciezko, bo wiem, ze nigdy nie spotkam kogos takiego jak ta moja
jedyna milosc mojego zycia...boje sie tego strasznie, ze do konca zycia bede
odrzucala kolejnych facetow...minelo juz 1,5 roku, a ja nie potrafie
wyobrazic sobie mojego zycia bez niego...juz nie wiem co mam zrobic...moze
ktos moze mi doradzic prosze, bo nie potrafie sobie z tym poradzic...
Obserwuj wątek
    • safrol Re: ohhh...jest mi tak ciezko... 07.01.07, 13:02
      Może powinnaś zastosować leczenie antagonistami receptora NMDA np
      dekstrometorfanem, amantadyną albo tabernanthe iboga?
    • brakchmur Re: Będzie OK:) 07.01.07, 16:21
      Widocznie to nie byli CI faceci:)
      Oczekiwałaś czegoś więcej a oni nie potrafili stanąć na wysokości zadania i
      dlatego zrażali Cię do siebie.
      Daj sobie trochę czasu....półtora roku to wcale nie jest tak długo.
      Powodzenia:)
    • uhu_an Re: ohhh...jest mi tak ciezko... 07.01.07, 16:24
      nie jestes w stanie, bo jeszcze tamtego z głowy nie wyrzuciłas. poplacz sobie,
      a z czasem minie i zobaczysz, ze ten poprzedni nie byl krysztalowy, a inni tez
      istnieja.
      • ori77 ohhh...jest mi tak ciezko... 13.01.07, 06:34
        Najwyrazniej poltora roku to dla Ciebie niewystarczajacy okres czasu, aby
        nabrac dystansu do tamtego zwiazku. Dzien, w ktorym przestaniesz porownywac
        kazdego napotkanego faceta do tamtej 'milosci' bedzie znakiem, ze jestes gotowa
        do nowego zwiazku. Do tego czasu powinnas pracowac nad swoim uzaleznieniem od
        tamtego mezczyzny, a scislej nad skutkami Twojego 'withdrawal', jak to sie mowi
        po angielsku, a co po po polsku mozna przetlumaczyc jako 'odstawienie,
        odsuniecie' tego 'narkotyku', jakim dla Ciebie bylo to uczucie.
        • brak-chmur Re::( 13.01.07, 06:57
          Truma po rozstaniu z ukochaną osobą sprowadzona do detoksu, ech.....
          Ale skoro w innym wątku autor/ka tych słów słów wyklucza istnienie miłości,
          przynajmniej jest konsekwentny/a.
    • brak-chmur Re: Rozstanie z ukochaną osobą.... 13.01.07, 09:25
      ....jest gorsze od jej śmierci, ponieważ znacznie łatwiej jest pogodzić się z
      wyrokami okrutnego losu, niż z okrucieństwem człowieka , któregmu zaufaliśmy i
      obdarzyliśmy uczuciem.
      Osoby wrażliwe zapadaja na depresję z tego powodu i tak jest najprawdopodobniej
      w Twoim przypadku.
      Nie martw się i nie rób nic na siłę w swoim życiu.
      Możesz go kochać do końca życia, ale nie pozwól aby zniszczył Twoje, bo nie jest
      tego wart.
      • a_donis Re: Rozstanie z ukochaną osobą.... 13.01.07, 09:28
        Jak ktos nie chce z toba byc ,ma prawo od ciebie odejsc. Wiekszym okrucienstwem
        byloby zostanie z toba, ale ty tego nigdy nie zroumiesz. U osob z
        charakterystycznymi zaburzeniami psychicznymi brakuje takiego zwoju w mozgu,
        ktory odpowiada za zdolnosc do logicznego myslenia.
        • brak-chmur Re: Bywa jeszcze gorzej...:( 13.01.07, 10:29
          Jest tutaj na forum pewnien psyvchopata, który nie mogąc się pogodzić z
          rozstaniem ze mną wbrew swojej woli, a zobligowała go rok temu do takiego kroku
          "zaprzyjażniona " z nim psycholog(!) manipulująca nim jak marionetką, przez cały
          rok łazi za mną po forum, pisze pełne wulgaryzmów maile ( komórkę dawno
          zlikwidowałam z tego powodu) pisze donosy do moich miejsc pracy, grzebie w moim
          kompie a ostatnio dzwoni z grożbami "ja was wszytkich wykończę " do mojej mamy.

          Jak widać spychanie do podświadomości uczuć nie wyszło mu na dobre , wręcz
          zaostrzyło psychozę a może nawet spowodowało rozwój schizofrenii, jak
          podejrzewają prawdziwi psychologowie z którymi się konsultowałam w powyższej
          sprawie.

          Cóż, wspomniana pseudo-psycholog, która zniszczyła mu życie , przy okazji
          uprzykrzając mi moje będzie musiała kiedyś odpowiedzieć za swoje niegodne
          postępowanie, ale jego los jest już przekreślony, zwłaszcza , że nic nie robi ,
          aby wyrwać się z pod jej wpływu i zwrócić o pomoc do prawdziwych specjalistów.

          Bardzo mu współczuję.
          • a_donis Re: Bywa jeszcze gorzej...:( 13.01.07, 10:43
            Ja ci powiem jedno. Idz dziewczyno do dobrego psychatry, bo swoim narzucaniem
            sie, dzwonieniem w sprawie osob, ktore nie maja nic z toba wspolnego,
            przeszkadzaniem innym swoja upierdliwoscia doprowadzasz ludzi do szalu. Czy
            naprawde sprawia ci przyjemnosc, kiedy jestes intruzem, kiedy nikt nie chce
            odbierac twoich telefonow, kiedy uciekaja ludzie na twoj widok?
            Pamietaj jednak, jak pojdziesz do psychiatry nie kwestionuj jej czy jego
            kompetencji, tylko dostosuj sie do rad, czy zaakceptuj konieczosc leczenia
            farmakologicznego.
            • brak-chmur Re: Mam nadzieję, że ......:) 13.01.07, 10:51
              ....to wstretne, obleśne babsko niedługo podzieli los AS i znajdą jej ustronne
              miejsce z którego już nigdy nie będzie mogła skrzywdzić ani swojego
              "podopiecznego" ( chciaż obawiam się , że dla niego i tak już za póżno) , ani
              mnie samej, co wciąż usiłuje robić to za pomocą takich postów jak powyższy.
              Daruj sobie....I don't care:)
              Szkoda młodego człowieka , któremu sprałaś mózg do cna.....ale za to też kiedyś
              odpowiesz.
              • a_donis Re: Mam nadzieję, że ......:) 13.01.07, 10:54
                brak-chmur napisała:

                > ....to wstretne, obleśne babsko niedługo podzieli los AS i znajdą jej ustronne
                > miejsce z którego już nigdy nie będzie mogła skrzywdzić ani swojego
                > "podopiecznego" ( chciaż obawiam się , że dla niego i tak już za póżno) , ani
                > mnie samej, co wciąż usiłuje robić to za pomocą takich postów jak powyższy.
                > Daruj sobie....I don't care:)

                Tobie juz nic nie pomoze, zostalas ty i forum, gdzie jedyna osoba, ktora nie
                odrzuca twojego towarzystwa jestes ty sama pod postacia wlasnych klonow. Coz,
                lepsze to, niz nic...


                > Szkoda młodego człowieka , któremu sprałaś mózg do cna.....ale za to też
                > kiedy odpowiesz.

                Lecz sie
                • brak-chmur Re: Prawda cię boli?:) 13.01.07, 11:00
                  Wyobrażam sobie, że moja obecnosć i odkrywanie manipulanckiej działalności jaką
                  szerzysz na forum "doprowadza cię do szału", jak wspominasz powyżej.
                  Ale to twój problem.....:)
                  Za niego kiedyś odpowiesz, zapewniam cię.(!)

                  A gdzie się podziały kumpelki ?
                  Ganesze , Gaudie Oleny, Anekki i Kat maje?:)))
                  Dawno nie przeklinały mnie tutaj na twoje polecenie.....forumowe marionetki
                  zboczonej psycholog., ech.
                  • a_donis Re: Prawda cię boli?:) 13.01.07, 11:02
                    Sa najnowszej generacji leki psychotropowe, ktore pomagaja skutecznie walczyc
                    schizofrenikom z urojeniami. Idz do psychiatry, nie wstydz sie, powiedz prawde,
                    co ci dolega. Inaczej sami po ciebie beda musieli przyjechac, a wtedy bedzie
                    znacznie gorzej. Nieleczona schizofrenia konczy sie tragicznie, uwierz.
                    • brak-chmur Re: Więc się lecz! 13.01.07, 11:05
                      Ale obawiam się, że nawet święcona woda już ci nie pomoże tak jak i twojemu
                      podopiecznemu:(
                      Jego mi szkoda, ciebie ani trochę:)
                      • a_donis Re: Więc się lecz! 13.01.07, 11:09
                        Poszlas bidulko do wrozki, nie jednej, odprawialas jakies czary mary... to juz
                        kwalifikuje sie doleczenia. Jakas kretynka poinformowala cie o przeznaczeniu...
                        zaplac mi, ja tez ci powroze i powiem ci to, co chcesz uslyszec.
                        Idz do psychiatry, poki nie jest za pozno...
                        • brak-chmur Re: Poszłam na policję;))) EOT n/t 13.01.07, 11:13

                          • a_donis Re: Poszłam na policję;))) EOT n/t 13.01.07, 11:21
                            A nie przyszlo ci do glowy, ze moze twoj ernest spedza cudowne chwile ze
                            wspomniana przez ciebie pania psycholog, ze z nia sypia, ze jest im razem
                            bardzo dobrze, ze ani przez moment nie pomysla o tym, ze istnieje ktos taki jak
                            ty?
                            A ty siedzisz przed komputerem i roisz sobie chore wizje:)
    • dziki.macho do bezchmurnej 13.01.07, 13:04
      Kobieto, zastanow sie, co robisz ze swoim zyciem. Przestan tyle pic i cpac,
      przestan tlumaczyc fakt, ze pijesz, palisz i robisz awantury porzuceniem. Nie
      ty jedna zostalas porzucona, nie ty pierwsza i nie ty ostatnia.
      Poza tym, jest zasadnicza roznica pomiedzy zwiazkiem dwojga ludzi, ktorzy czuja
      cos do siebie, a zwiazkiem urojonym, tzn. czym co istnieje\istnialo jedynie w
      twojej wyobrazni. Wyobraz sobie przyklad, jest facet, ktory chodzi do burdelu i
      korzysta z uslug jednej i tej samej prostytutki przez dluzszy czas. Czy bedzie
      to zwiazek? Nie. Bedzie to najzwyklejszy uklad kasa za dupe, dupa za kase, to
      wszystko.
      Wiec, przemysl sobie wszystko jeszcze raz i przestan tyle pic, przynajmniej od
      samego rana. Otworzysz oczy napij sie kawy, soku, herbaty, nie whisky, nie
      wodki, nie wina.
      Zrobisz oczywiscie jak zechcesz
      • erzatz.wampir Re: do bezchmurnej 13.01.07, 21:30
        Ach ci ludzie, to brudne świnie
        co napletli o mojej dziewczynie
        jakieś bzdury o jej nałogach
        to po prostu litość i trwoga
        tak to bywa, gdy ktoś zazdrości
        kiedy brak mu własnej miłości
        plotki płodzi, mnie nie zaszkodzi żadne obce zło
        na mój sposób widzieć ją

        Na głowie kwietny ma wianek



        w ręku zielony badylek
        a przed nią bieży baranek
        a nad nią lata motylek

        Krzywdę robią mojej panience
        opluć chcą ją podli zboczency
        utopić chcą ją w morzu zawiści
        paranoicy, podli sadyści
        utaplani w brudnej rozpuście
        a na gębach fałszywy uśmiech
        byle zagnać do swego bagna, ale wara wam
        ja ją przecież lepiej znam

        Na głowie kwietny ma wianek
        w ręku zielony badylek
        a przed nią bieży baranek
        a nad nią lata motylek

        Znów widzieli ją z jakimś chłopem
        znów wyjechała do St. Tropez
        znów męczyła się Boże drogi
        znów na jachtach myła podłogi
        tylko czemu ręce ma białe
        chciałem zapytać, zapomniałem
        ciało kłoniąc skinęła dłonią wsparła skron o skron
        znów zapadłem w nią jak w ton

        Na głowie kwietny ma wianek
        w ręku zielony badylek
        a przed nią bieży baranek
        a nad nią lata motylek

        Ech, dziewczyna pięknie się stara
        kosi pieniądz, ma Jaguara
        trudno pracę z miłością zgodzić
        rzadziej może do mnie przychodzić
        tylko pyta kryjąc rumieniec
        czemu patrzę jak potępieniec
        czemu zgrzytam, kiedy się pyta czy ma ładny biust
        czemu toczę pianę z ust?

        Na głowie kwietny ma wianek
        w ręku zielony badylek
        a przed nią bieży baranek
        a nad nią lata motylek
        • blue-red Re: do wampira 15.01.07, 13:41
          Ztobą Shan powinna juz dawno zrobić porządek.Powinna cię podać n policje byłby
          spokój.Jeśli to nie pomorze to jest inny sposób na ciebie Pało do lania.Pomogę
          jej rozwiazać ten problem . A jaki to domyśl sie.Znajdę na ciebie sposób.
    • taisy Re: snoepje, jakoś nie wierzę w ten cudowny 13.01.07, 13:05
      związek. Rozstaliscie się i powód jak zwykle różnice i konflikty. Upiekszasz
      historię i tu jest problem. Zostajesz na stałe w stanie idealizowania go. A z
      tego trudno się wychodzi.
      Już on taki był "ohhh i ahhh"?:))))Nie wierzę.
      Miałaś czas, aby poznać go lepiej. I powinnaś widzieć wady, ze to człowiek z
      krwi i kosci.Nic nie wygląda na to jak nam się wydaje. Wiele zreczy malujemy w
      naszej fantazji.
      Coś jednak sprawia, ze jakaś siła cię przy nim trzyma.Najczęstszą pzryczną w
      takich wypadkach mogą być twoje wlasne wyrzuty sumienia, czegoś co sobie nie
      jesteś w stanie wybaczyć. Mówi się wtedy:" A tak czy siak powinnam zrobic to
      byłoby to tak..." To są wyrzuty sumienia, które wynikają z niskiego poczucia
      wartości.
      To twoje niskie poczucie wartosci trzyma cię przy tym człoweku, dlatego tak go
      idealizujesz.
      Mozesz wyjsc z tego na prostą drogę i ułożyć sobie życie, ale powinnas
      przeanalizowac siebie dokłądnie od każdej strony aby móc sobie pomóc sama.
      A najlepiej znaleść pracę albo zajecie, które cię rozwija i wzbogaca.
    • street_pop Re: ohhh...jest mi tak ciezko... 13.01.07, 13:23
      Zrób cos, co spowoduje, że będziesz się czuła dobrze sama z sobą. Sama. W
      pojedynkę, bez faceta. Naucz się czerpac przyjemnosc z robienia czegos sama albo
      w gronie kumpelek. "Odkop" stare marzenia, wyjedz w podróż, zapisz się na jogę,
      skocz na bungee, zrób sobie codziennie pachnąca kąpiel z miła lekturą w tle.
      Zajmij mysli czyms przyjemnym. Doprowadź do takiej sytuacji, że będziesz się
      czuła dobrze sama ze sobą, to samopoczucie nie będzie się wiązło z obecnościa
      faceta a bycie czasami w pojedynke stanie się dla Ciebie potrzebne jak tlen.
      Dzięki temu może w przyszłosci, w kolejnych zwiazkach uda Ci się stawiac granice
      facetowi (bo poznasz swoje własne) i dbając także o własne potrzeby staniesz
      się bardziej wartościowa w oczach potencjalnego Ukochanego. Może było tak, że
      byłas nim tak oczarowana, nadskakująca i emocjonalnie uwiązana, że albo się
      przestraszył albo przestał Cię szanowac i stracił instynkt zdobywcy?

      Nie da się chyba kochac (zdrowo!) i szanowac innych bez kochania i szanowania
      siebie samego. Tak samo nie da się tworzyc z kims związku nie potrafiąc czerpac
      satysfakcji z zycia w pojedynkę. Inaczej trafisz "z deszczu pod rynnę".
    • grazynaraj Re: ohhh...jest mi tak ciezko... 13.01.07, 13:27
      Moja droga to smutne ze tak sie stało i jeszcze smutniejsze ze nie mozesz sobie
      z tym poradzić ale proponuje ci jedno wyobraz sobie ze są kobiety które traca
      np męza który był cudowny przez 40 lat np.Zmarł cz wiesz co to znaczy, zycie
      naprawde sie konczy, wtedy jest ciezko bo za pózno na wszystko a Ty młoda
      zdrowa znajdziesz napewno innego mena i napewno bedzie lepszy .Pomyśl ze na
      ciebie nie zasłuzył skoro odszedł .Nie szukaj na siłe nikogo popatrz na
      mężczyzn nie jak na tamtego ,szkoda Twojego zycia. myślisz ze inni cie dobrze
      odbieraja jak jestes taka rozgoryczona .Może Twoja filozofia zyciowa zrobiła na
      nim złe wrazenie musiało być cos co w Tobie mu sie nie podobało i
      odszedł .Moze chciałas go na siłe, męzczyzni lubia kobiety które sie zdobywa a
      nie takie które robia sobie ołtarzyk ze swojego faceta.Myśle ze go zagłaskałas
      na śmierc i odszedł.Wyciagnij z tego wnioski i zyj dalej jak młoda piekna
      dziewczyna która umie kochac mądra miłosćia i schowaj dume bo moze ona cie
      stresuje.Poszukaj przyjaciół moze bedziesz miała szczescie i ciesz sie ztego co
      masz napewno cos sie znajdzie do takiego pozytywnego myslenia.pa.pa
    • solaris_38 adoracja 13.01.07, 22:22
      trudno doradzić komus jego preferencje
      jeśli preferujesz adorację faceta kóry jest .. krótkodystansowcem to
      konsekwencją jest samotnosć i rozpamietywanie oraz błogość porównywania ktora
      dowidzi ze warto andal go uwielbiać bo jest WSPANIAółAY

      MUSISZ SIE ODDAć ADORACJI PEłNIEJ I BEZINTERESOWNIE

      Może dodam ze pisze świadomie uszczypliwie ale jesli tego nie zrozumiesz to
      będziesz trwać w tej destrukcyjnej adoracji i pisać listy z prośnbą o pomoc

      a jak zrozumiesz ze nie potrzebujesz tego faceta tylko takeigo kóry bedzie
      chciał z tobą być to długo jeszcze pocierpisz

      i jesli tego chcesz to ok

      jesli nie dobrze byłoby zastanowić sie czego pragniesz NAPARWDę

      co jest dobre dla Ciebie

      ;)
      pozdrawiam

      sol
    • snoepje Re: ohhh...jest mi tak ciezko... 16.01.07, 11:50
      Nie rozumiem czemu niektorzy odnosza sie do mojego problemu albo zlosliwie albo
      sarkastycznie. Umawiam sie z mezczyznamy nie dlatego, ze jestem horney for
      adoration. Po prostu chceisc dalej ze swoim zyciem iproblem jest taki, ze nie
      potrafie...:((
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka