r4n
17.02.07, 13:04
Zawsze jak potrzebowałem pokory, bo przez moment wydawało mi się, ze
cos wiem o zyciu, czesto lubiłem zagladać na rózne fora, zeby poczytać
sobie z jakimi problemami ludzie sie borykają w zyciu i jak inni (moze
bardziej doswiadczeni) urzeczają im swojej madrości, by albo ich
stryrac (to chyba najczesciej sie spotyka), albo uspokoić, albo
sprzedać konkretnego kopniaka w tyłek, bo problem, który opisują
wydaje mało istotny i smieszny (z ich doświadczonego punktu widzenia).
No więc moja historia wyglada tak:
Znalismy się jako znajomi/przyjaciele wczesniej jakies 7 miesiecy, a
wszsytko na dobre zaczęło sie na poczatku maja zeszłego roku. Wspólny
grupowy wyjazd decydujaca rozmowa z Nią i decyzja: ok mało zostało nam
czasu, ale zobaczymy co z tego wyjdzie. I zaczeło się, dla mnie
zupełnie inny świat: rozmowy na zupełnie innej plaszczyznie, bliskość
i intymność fizyczna i emocjonalna, spojrzenie na rzeczywistość od
zupełnie innej strony - no słowem pierwsza faza fascynacji nie
spotykana do tej pory w zadnym związku. Pózniej turbulencje, związane
z róznym podejsciem do spraw religii (jak sie pozniej okazało to nie
było przyczyna rozpadu), ale dalsze wgłebianie sie pomimo wszystkiego
i ciekawosc co z tego wyniknie. I pozniej rozstanie (ja wracałem na
wakacje, Ona miała jechac na pół roku za granice) - ciezko było jak
cholera - oboje bylismy zdziwieni, ze po tak krótkim czasie wszytko
zdązyło zajsc az tak daleko. Płacz, smutek - full standard przy tego
typu sytacji. Decyzaja zapadła, ze przetrzymamy to na twardo (tz nie
dozywamy sie do siebie, nie telefonujemy nie smsujemy, nie uzywamy
komunikatora) bo tak bedzie łatwiej. Oczywiscie nici z konsekwencji -
kontakt utrzymywaliśmy. Ja (z tygodniowych wakcji - w sumie bo
tęskniłem i zdeterminowany by powalczyć o NAS) wróciłem z powrotem do
miasta, a ona wczesniej wyjechała na wakacje do siebie do miasta. Tam
jej plany wciaz ulegały zmianom, dlatego wciaz była niezdecyzdowana i
dlatego wciaz wolała trzymac sie na dystans, by przezywac znowu
pozegnania. W takim stanie trwał to jeszcze 2 miesiace (miedzyczasie
juz sie dowiedziałem ze jak to okresla sama "Ja uciekam, ja uciekam w
srodku"), po czym przyjechała do miasta i czule sie rozstalismy niby
na zawsze (bo tym razem napewno wyjezdza). Po 1,5 misiacach zupełnie
przypadkiem spotykam ja na mieście, (nie udał jej sie wyjazd z
rodzinnego domu za granice), czuc napiecie, ale utrzymujemy raczej
neutralny stosunek do siebie, bo jak sie dowiaduje jednak nie
zagranica, ale odległe miasto w Polsce jest teraz brane pod uwage. W
sumie dwa tygodnie pozniej zapraszam ja wraz ekipa na kręgle i wtedy
znów wszystko sie zaczyna na nowo. Ona wciaz rozbita miedzy, tym ze
moze wyjechac, a tym co znowu sie zaczeło miedzy nami. Spotykamy się
znowu, ale z takim jakims dziwnym oczekiwaniem, na to nieuchronne co
sie stanie (jej ucieczka do innego miasta). Znów brniemy we wszystko
od nowa, okazuje sie, ze uczucie, ze tutuaj tez ma przyjaciół, tutuaj
tez blisko rodzine i to jest najwaznijsze. Po czym mówi: "Zostaje
tutuaj, nie ma co sie ukrywać, spróbujemy stworzyć oficjalnie pare".
Odprowadzam ja do domu, na drugie dzien wpada jzu delikatanie
zmieniona, ale jak to facet specjlanie sie tym nie przjmuje (te
kobiety przed okresem bywaja nieprzewidywalne), a po 1,5 tygodniu
przyjezdza i mówi "Ja uciekam, ja uciekam w srodku" niechce tego
kontynuowac, bo nie jestem przekonana i znowu sie rozstajemy czule
(tym razme trwa to miesiac)Tym razem utrzymujemy juz kontakt
kolezenski (łaczaca nas wpsólna grupa przyjaciół, nie chcielismy tego
tracić) i tak mija koniec roku. Na pocztaku stycznia spotykamy się
(przyprowdza "kolege"), ale na drugi dzien spotykamy sie na rozmowie i
widze, ze znów ją walnęło. W ciagu tygodnia rozkreca sie to powoli
wszystko, znowu czułość i bliskość i nagle pytania "Czy bylibysmy
dobrana para?" - kompletnie oniemiałem, potem drugie "Czy Ty naprawde
Taki jestes?" (taki - w sensie pozytywnym) - szczeka do samej ziemi.
Po czym tego samego dnia idziemy wspólnie na imprezke, gdzie
przypadkiem spotykamy "kolege" (jak sie miedzyczasie dowidzialem
przypadkiem chłopaczyna juz dostał kosza), ale imprezka jakas tak
napięta. Po imprezce sie rozstajemy, ja w najlpeszym humorze, bo oto
zaczeło znowu isc wszystko dobrym torem, po czym w połowie tygodnia
dostaje informacje na gg "Ja znowu uciekam, czuje to w srodku"-
oczywiscie ja z tym nie walcze - bo juz w wakacje próbowałem i nic z
tego nie wyszło. Zaabsorbowany sesją egzaminacyjna, zdawkowo od czasu
do czasu wysyłam smsa, albo odzywam sie na gg, a przedwczoraj po jej
skonczeniu dowiaduje się, ze "kolega" i ona tworza juz parę. Fakt
teraz to troche przezywam, ale to chyba normalne, kiedy samemu akurat
biega sie "luzem" (nie było za bardzo kiedy sie rozejrzeć na rynku) i
to normalne, ona tez była wolna - w sumie nie o to mi chodzi. Chodzi
mi o inna rzecz: moze ktos mi troche światła rzucić, co własciwie sie
działo w momencie kiedy ONA mówiła "Ja uciekam, czuje to w srodku", a
okazywała dzien wczesniej cos innego i co mogło być tego przyczyna?
Jak myslicie było cokolwiek prawdziwego w tym wszystkim? Czy to proste
jak budowa cepa - zwyczajnie nie rozkęciłem jej, tak ze bez
przekonania nie mogła sie w to wszystko zaangazować? Jaki macie
komentarz do tej całej sytuacji?
Dziękuje, za Wasza wytrwałość w czytaniu listu i z pokora czekam na
Wasze odpowiedzi
Observer
p.s. miedzyczasie jak sie wszystko tak zaczeło mieszać dowiedziałem
tym razem nie bezposredno z jej ust (ona mówi o sobie, ze jej
najwieksza wada jest niezdecydowanie i ze boi sie podejmowania
niewłaściwych decyzji) tylko od naszej wspólnej przyjaciólki i
mimochodem "Powodzenia zyczyć temu komu sie uda usidlic X (Ją)"