Dodaj do ulubionych

kwestia rodziców

14.05.03, 09:44
Witajcie, taka oto rzecz mnie zastanawia. Jak to jest w związku dwójki ludzi,
którzy nie mieszkają jeszcze razem, a z rodzicami właśnie w kwestii
rodzicieli ? Już mówię,o co mi chodzi. Chodzi mi o to,kim owi rodzice są -
mam na myśli wykształcenie, status majątkowy ,poglądy itp. -czy to ma
znaczenie dla tzw. drugiej strony ? Co się dzieje,jeśli w tej dziedzinie
powstaje rażąca różnica między jednymi a drugimi rodzicami ? Czy to jest
istotne, jeśli się kogoś kocha, czy nie ?
Obserwuj wątek
    • Gość: Agata Re: kwestia rodziców IP: *.net 14.05.03, 11:25
      Absolutnie NIE !!!
    • farsa Re: kwestia rodziców 14.05.03, 13:32
      powiedz, ale szczerze: CO sprowokowało Cię do takich refleksji?
      • gwen_verdon Re: kwestia rodziców 14.05.03, 20:02
        Szczerze ? A jak myślisz ? Nic lepiej nie prowokuje do refleksji ,niż
        autopsja:) Ale nie odpowiedziałaś/łeś na moje pytanie ?
    • kamfora Re: kwestia rodziców 14.05.03, 21:32
      gwen_verdon napisała:

      > Co się dzieje,jeśli w tej dziedzinie
      > powstaje rażąca różnica między jednymi a drugimi rodzicami ? Czy to jest
      > istotne, jeśli się kogoś kocha, czy nie ?


      Jeśli masz na myśli "związek na całe życie" - to bardzo istotne.
      • gwen_verdon Re: kwestia rodziców 14.05.03, 21:39
        MOżesz rozwinąć myśl ?
        • gwen_verdon jeszcze cos -do kamfory 14.05.03, 21:42
          O jakich rozbieżnościach mówisz, i jakie Twoim zdaniem mogą być związane z tym
          problemy ?
        • kamfora Re: kwestia rodziców 14.05.03, 21:46
          Mogę :-)

          Dwoje zakochanych nie spadło z księżyca - zostali wychowani w swoich
          domach rodzinnych. Jeśli tak bardzo różne te domy, jeśli rodzice mają
          różne poglądy na życie, wykształcenie, status majątkowy - to tym wszystkim
          "przesiąknięte" są dzieci. (Im dłużej żyję - tym bardziej to dostrzegam).

          Do zakochania się w sobie - wystarczy tzw "chemia", ale żeby naprawdę
          myśleć o trwałym związku - to trzeba również czuć się dobrze w domu
          rodzinnym ukochanej osoby.
          • gwen_verdon Re: kwestia rodziców 15.05.03, 12:59
            A ja się z Tobą nie zgodzę. Co ma , jak to się mówi, piernik do wiatraka ? Mogę
            się czuć świetnie w domu swojego ukochanego/ukochanej, bez względu na różnice w
            statusie majątkowym czy wykształceniu naszych rodziców. Myślę,że nawet
            przychylność rodziców jest kwestią drugorzędną.
            • Gość: Malwina Re: kwestia rodziców IP: *.w193-250.abo.wanadoo.fr 15.05.03, 13:34
              kompletnie sie mylisz
              i nic i nikt tego nie zmieni
              przyznasz kamforze i mi racje gdy bedziesz miala czterdziestke
              nie pytaj - bladz
              • gwen_verdon Re: kwestia rodziców 16.05.03, 10:04
                Kompletnie się z Tobą nie zgadzam i nigdy nie zgodzę. Uważam,że jeśli ludzi nie
                są w stanie wznieść się ponad takie detale,jak fakt,że jedni rodzice są
                znacznie zamożniejsi od drugich, jeśli to w ogóle ma jakiekolwiek znaczenie, to
                się po prostu nie kochają. I tyle.
            • jmx Re: kwestia rodziców 16.05.03, 01:51
              gwen_verdon napisała:

              > A ja się z Tobą nie zgodzę. Co ma , jak to się mówi, piernik do wiatraka ?
              Mogę
              >
              > się czuć świetnie w domu swojego ukochanego/ukochanej, bez względu na różnice
              w
              >
              > statusie majątkowym czy wykształceniu naszych rodziców. Myślę,że nawet
              > przychylność rodziców jest kwestią drugorzędną.

              Możesz ale nie musisz. Jeśli rodzice są OK, to świetnie. Ale zdarzają się
              niesnaski na tym punkcie, że syn/córka wprowadza "żebraka" do domu, bo "stać
              cię na coś lepszego" itp. Nie mówię, ze tak jest zawsze ale zdarza się i ma to
              baaardzo konkretny wpływ na młodych.
            • kamfora Re: kwestia rodziców 16.05.03, 07:27
              gwen_verdon napisała:

              > A ja się z Tobą nie zgodzę.

              I dobrze :-)

              Chyba powinnam trochę "doprecyzować" moją wypowiedź :-)
              Mówiąc o statusie majątkowym czy wykształceniu, miałam na myśli
              mniej stan majątku wyrażony w złotych czy dolarach - a raczej stosunek
              do tego stanu majątku. Są ludzie, którzy mają do "mamony" wręcz bałwochwalcze
              podejście, niezależnie, czy majętni, czy nie - kwestia pieniędzy jest
              u nich zawsze na pierwszym miejscu ( w jednym przypadku pomnożenie majątku, w
              drugim - zdobycie). I to samo, jeśli chodzi o wykształcenie:
              również dla niektórych "dyplom" jest podstawowym kryterium oceny drugiego
              człowieka.
              No i oczywiście bywają przypadki odmienne - czyli ludzie, którzy są wolni.
              Do kwestii majątku czy wykształcenia mają należny dystans.
              (właściwie to wszystko zawiera się w tzw "światopoglądzie" - ale ponieważ
              zazwyczaj światopogląd utożsamiany jest jedynie z "bogopoglądem" - więc
              uznałam za stosowne rozwinąć nieco.

              Pozdrawiam.
          • lastka Re: Kamfora - święta prawda ;))) 15.05.03, 14:33
            kamfora napisała:

            > Mogę :-)
            >
            > Dwoje zakochanych nie spadło z księżyca - zostali wychowani w swoich
            > domach rodzinnych. Jeśli tak bardzo różne te domy, jeśli rodzice mają
            > różne poglądy na życie, wykształcenie, status majątkowy - to tym wszystkim
            > "przesiąknięte" są dzieci. (Im dłużej żyję - tym bardziej to dostrzegam).
            >
            > Do zakochania się w sobie - wystarczy tzw "chemia", ale żeby naprawdę
            > myśleć o trwałym związku - to trzeba również czuć się dobrze w domu
            > rodzinnym ukochanej osoby.



            Poczułam sę wywolana do odpowiedzi bo własnie u mnie jest ta różnica, moi
            teściowie ludzie zamozni, z wykształceniem na stanowiskach, moi rodziece zwykli
            ludzie tato rencista, mama bezrobotna.
            My - jesteśmy ze sobą od 8lat od stycznia małżeństwem.
            Mój mąż i ja na razie jeszcze nawet mieszkamy z rodzicami, moimi rodzicami,
            oboje czujemy się z tym dobrze, rodzice też. Tesciowie wpłacili nam część na
            mieszkanie i cieszą się razem z nami bo już w czerwcu odbieramy klucze, czy są
            między nami jakieś nieporozumienia teraz już nie, na początku może były ale
            teraz wszystko się unormowało. W obu domach czujemy się dobrze. I to jest
            ważne, do rodziców męża chodzimy razem.
            A jeżeli chodzi o nas samych, nigdy nawet się nie zastanawialiśmy na sytuacjami
            materialnymi w naszych domach. Przecież tak naprawdę to żyjemy ze sobą a nie z
            rodzicami. A najbardziej nasi rodzice cieszą się z tego, że bardzo się kochamy
            i szanujemy :)))

    • cossa Re: kwestia rodziców 14.05.03, 23:16
      kierowac sie tym nie mozna, ale trzeba miec na uwadze z
      jakich rodzin pochodza polowki. kasa i wyksztalcenie to
      nie wszystko. wazne jak traktuja sie nawzajem w domu.

      cossa
      • blabona Re: kwestia rodziców 15.05.03, 14:44
        cossa napisała:

        > kierowac sie tym nie mozna, ale trzeba miec na uwadze z
        > jakich rodzin pochodza polowki. kasa i wyksztalcenie to
        > nie wszystko. wazne jak traktuja sie nawzajem w domu.
        >
        > cossa
        zgadzam się, nie chodzi tutaj chyba o relacje majątkowe,tylko o kulturę
        osobistą jako napewno wynosimy z domu.A najważniejsze są relacje między matką
        a ojcem-ponieważ (niestety?) zawsze wzorujemy się na rodzicach,nawet jeśli
        twierdzimy:"nigdy nie będę taka jak moja matka!/ojciec" to zawsze w sytuacjach
        kryzysowych naśladujemy ich zachowanie
    • Gość: Krzysiek Re: kwestia rodziców IP: *.petrobaltic.com.pl 16.05.03, 09:16
      A ja uważam ,że problem może powstać.
      w kwestii wykształcenia - może zaistniec sytuacja ( i często tak jest ) ,że
      ludzie o dużej różnicy w wykształceniu nadają na różnych falach. Nie zawsze tak
      jest , bo spotkałem się z ludźmi , którzy nie mają wykształcenia a znacznie
      przewyższaja intelektem i kulturą osobistą tych którzy je mają.
      Dalej rozumując jeśli jednak istnieje nadawanie na różnych falach ludzie z
      niskim wykształceniem obracają w innym środowisku.Jest to też inna kultura i
      zdecydowanie różne poglądy na wiele spraw
      jesli chodzi o status materialny to tez moga byc różne sytuacje
      może byc sytuacja że ktoś jest świadomy że pieniądze zdecydowanie ułatwiają
      życie ale nie są wszystkim i wszystkiego nie załatwiają
      moze być też że ktoś dorobił się na handlu papierem toaletowym i poza tym ,że
      ma sporo pieniędzy nic soba nie reprezentuje, a ma przeświadczenie wysokiej
      swojej wartości
      za przykład przytoczę przypadek posłanki Beger i jej ostanich występów na forum
      publicznym
      zatem sprawie według mojej skromnej oceny trzeba sie przyjrzeć




      gwen_verdon napisała:

      > Witajcie, taka oto rzecz mnie zastanawia. Jak to jest w związku dwójki ludzi,
      > którzy nie mieszkają jeszcze razem, a z rodzicami właśnie w kwestii
      > rodzicieli ? Już mówię,o co mi chodzi. Chodzi mi o to,kim owi rodzice są -
      > mam na myśli wykształcenie, status majątkowy ,poglądy itp. -czy to ma
      > znaczenie dla tzw. drugiej strony ? Co się dzieje,jeśli w tej dziedzinie
      > powstaje rażąca różnica między jednymi a drugimi rodzicami ? Czy to jest
      > istotne, jeśli się kogoś kocha, czy nie ?
      • gwen_verdon Re: kwestia rodziców 18.05.03, 14:45
        Ależ ja nie mówię o różnicach między samymi zakochanymi, a między rodzicami.
        • Gość: Krzysiek Re: kwestia rodziców IP: *.petrobaltic.com.pl 19.05.03, 08:49
          Wiem o tym
          Czesto nie uświadamiamy sobie jak duzo wynosimy z domu w naszych
          poglądach ,zachowaniu,kulturze itd

          nasi rodzice to przecież nasze pierwsze wzorce.Pewne sprawy zostają zmienione
          przez otoczenie, ale pewne pozostają takie jak były w naszych domach.
          Zatem jeśli są duże różnice jesli chodzi o rodziców ( czyli te pierwotne
          środowiska ) to istnieje szansa ,że nastapi konfrontacja tych "kultur " w domu
          rodzinnym dzieci. nie mówie ,że to musi nastapić, ale trzeba sie temu dokładnie
          przyjrzeć przynajmniej w sprawach istotnych.

          Pozdrowienia



          gwen_verdon napisała:

          > Ależ ja nie mówię o różnicach między samymi zakochanymi, a między rodzicami.
    • Gość: Anka Re: kwestia rodziców IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.05.03, 10:22
      gwen_verdon napisała:

      > Witajcie, taka oto rzecz mnie zastanawia. Jak to jest w związku dwójki ludzi,
      > którzy nie mieszkają jeszcze razem, a z rodzicami właśnie w kwestii
      > rodzicieli ? Już mówię,o co mi chodzi. Chodzi mi o to,kim owi rodzice są -
      > mam na myśli wykształcenie, status majątkowy ,poglądy itp. -czy to ma
      > znaczenie dla tzw. drugiej strony ? Co się dzieje,jeśli w tej dziedzinie
      > powstaje rażąca różnica między jednymi a drugimi rodzicami ? Czy to jest
      > istotne, jeśli się kogoś kocha, czy nie ?

      Moja opnia jest taka - postawy rodziców nie są istotne. Decydujesz sie na
      związek z partnerem a nie jego rodzicami. Polecam metodę mówienia: "tak macie
      rację, to dobre pomysły, wrecz świetne ale tym razem zastosuję swoje".
      Asertywnie, łagodnie i z uśmiechem. Nie jest też chyba ważne pochodzenie,
      status itd. jeśli się kogoś kocha. Ważne jest to czy jestem szczęśliwa w tym
      związku i umiejetność akceptacji różnic oraz poglądów.
      • gwen_verdon Re: kwestia rodziców 16.05.03, 10:28
        A już myślałam,że będę tu walczyć samotnie :)
        • Gość: Anka Re: kwestia rodziców IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.05.03, 10:34
          gwen_verdon napisała:

          > A już myślałam,że będę tu walczyć samotnie :)


          Nie walcz... bądź sobą, rób to co ci serducho karze. mój partner jest dla mnie
          najwazniejszy. Jego rodziców szanuje i oczekuje, ze oni uszanują mnie nie
          narzucając swoich poglądów.
      • Gość: Malwina Re: kwestia rodziców IP: *.w193-250.abo.wanadoo.fr 16.05.03, 10:42

        nie ma wiekszego oszustwa niz to zdanie - jest to odwieczna pulapka na mlode
        niedoswiadczone dziewczyny - twoj partner byl przez tych rodzicow wychowany i
        za kilka lat to zobaczysz.
        Taka butna odp (patrz ponizej ) dawalam moim rodzicom gdy pytali mnie o zawod
        rodzicow chlopaka, narzeczonego, przyszlego meza. Dzis wiem ze mieli calkowita
        racje - spojrz uwaznie na przyszlych tesciow.
        >
        >
        "Decydujesz sie na związek z partnerem a nie jego rodzicami.
        • Gość: Anka Re: rodzice IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.05.03, 11:00
          Gość portalu: Malwina napisał(a):

          >
          > nie ma wiekszego oszustwa niz to zdanie - jest to odwieczna pulapka na mlode
          > niedoswiadczone dziewczyny - twoj partner byl przez tych rodzicow wychowany i
          > za kilka lat to zobaczysz.
          > Taka butna odp (patrz ponizej ) dawalam moim rodzicom gdy pytali mnie o zawod
          > rodzicow chlopaka, narzeczonego, przyszlego meza. Dzis wiem ze mieli
          calkowita
          > racje - spojrz uwaznie na przyszlych tesciow.
          > >
          > >
          > "Decydujesz sie na związek z partnerem a nie jego rodzicami.


          Malwino moja opinia jest taka: rodzicom czasem trudno pogodzić się z faktem, że
          ich dziecko jest istotą wolną, niezależną, mająca swoje prawa wyboru. Często
          rodzice zbyt ingerują w życie młodych w ten sposób stając się przyczyną
          konfliktów. Jeśli kochasz szczerze swoje dziecko pozwolisz mu wybrać
          samodzielnie, pozwolisz mu na bycie szczęsliwym. Staniesz się PODPORA nie
          ZAPORA. Nie wierzę w determinizm. Nie przyglądam się swoim rodzicom. Moi
          rodzice niewiele mają wspólnego z moim życiem i z moimi wyborami. Kocham ich i
          akceptuję choć oni są całkowicie różni ode mnie. Znam ludzi, którzy pochodzą z
          patologicznych rodzin, a są wartościowymi ludźmi, bardzo ciepłymi i pragnącymi
          nieść pomoc własnie dlatego, że doskonale wiedzą co znaczy CIERPIEĆ. Znam
          ludzi, którzy pochodzą z porządnych rodzin, tam gdzie nie ma awantur, rozwodów
          czy alkoholu i są kompletnie niedojrzałymi emocjonalnie ludźmi, którzy nie
          potrafią dać wsparcia partnerowi. Nie ma zawsze zależności. Mnie się wydaje, że
          raczej należy sie przypatrzeć partnerowi "jaki on jest"? czy on mi da
          szczęście? na ile potrafi stworzyć swój własny związek oddzielając się od
          pępowiny rodziców? na ile ma swoją tożsamość a na ile jest to tożsamośc nadana
          mu przez rodziców?". Rodziców i tradycję trzeba uszanować. Rodziece powinni
          również uszanować wybór dziecka: wybór partnera, religii, ideologii, poglądów,
          seksualności, życia w związku czy na kocią łapę. Poprzez szacunek okazujemy
          miłość. Poprzez narzucanie poglądów okazujemy zawłaszczenie. Zawłaszczenie
          psychiki ludzkiej....
          • Gość: Malwina Re: rodzice IP: *.w193-250.abo.wanadoo.fr 16.05.03, 11:12
            masz calkowita racje
            pieknie to wyglada ale to wzniosle teorie

            Gość portalu: Anka napisał(a):

            > Gość portalu: Malwina napisał(a):
            >
            > >
            > > nie ma wiekszego oszustwa niz to zdanie - jest to odwieczna pulapka na mlo
            > de
            > > niedoswiadczone dziewczyny - twoj partner byl przez tych rodzicow wychowan
            > y i
            > > za kilka lat to zobaczysz.
            > > Taka butna odp (patrz ponizej ) dawalam moim rodzicom gdy pytali mnie o za
            > wod
            > > rodzicow chlopaka, narzeczonego, przyszlego meza. Dzis wiem ze mieli
            > calkowita
            > > racje - spojrz uwaznie na przyszlych tesciow.
            > > >
            > > >
            > > "Decydujesz sie na związek z partnerem a nie jego rodzicami.
            >
            >
            > Malwino moja opinia jest taka: rodzicom czasem trudno pogodzić się z faktem,
            że
            >
            > ich dziecko jest istotą wolną, niezależną, mająca swoje prawa wyboru. Często
            > rodzice zbyt ingerują w życie młodych w ten sposób stając się przyczyną
            > konfliktów. Jeśli kochasz szczerze swoje dziecko pozwolisz mu wybrać
            > samodzielnie, pozwolisz mu na bycie szczęsliwym. Staniesz się PODPORA nie
            > ZAPORA. Nie wierzę w determinizm. Nie przyglądam się swoim rodzicom. Moi
            > rodzice niewiele mają wspólnego z moim życiem i z moimi wyborami. Kocham ich
            i
            > akceptuję choć oni są całkowicie różni ode mnie. Znam ludzi, którzy pochodzą
            z
            > patologicznych rodzin, a są wartościowymi ludźmi, bardzo ciepłymi i
            pragnącymi
            > nieść pomoc własnie dlatego, że doskonale wiedzą co znaczy CIERPIEĆ. Znam
            > ludzi, którzy pochodzą z porządnych rodzin, tam gdzie nie ma awantur,
            rozwodów
            > czy alkoholu i są kompletnie niedojrzałymi emocjonalnie ludźmi, którzy nie
            > potrafią dać wsparcia partnerowi. Nie ma zawsze zależności. Mnie się wydaje,
            że
            >
            > raczej należy sie przypatrzeć partnerowi "jaki on jest"? czy on mi da
            > szczęście? na ile potrafi stworzyć swój własny związek oddzielając się od
            > pępowiny rodziców? na ile ma swoją tożsamość a na ile jest to tożsamośc
            nadana
            > mu przez rodziców?". Rodziców i tradycję trzeba uszanować. Rodziece powinni
            > również uszanować wybór dziecka: wybór partnera, religii, ideologii,
            poglądów,
            > seksualności, życia w związku czy na kocią łapę. Poprzez szacunek okazujemy
            > miłość. Poprzez narzucanie poglądów okazujemy zawłaszczenie. Zawłaszczenie
            > psychiki ludzkiej....
            • Gość: Anka Re: rodzice IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.05.03, 11:22
              Gość portalu: Malwina napisał(a):

              > masz calkowita racje
              > pieknie to wyglada ale to wzniosle teorie


              malwino odpowiem Ci liszym wierszem

              ja szczerze,
              od zawsze
              w ideały wierzę...
              ideały
              są moją wiarą
              moja wiara
              jest moim ideałem
              bez tego
              nie istniałabym wcale....
              • Gość: Malwina Re: rodzice IP: *.w193-250.abo.wanadoo.fr 16.05.03, 11:24
                ja tez :-)
                ale w tym wypadku zycie mi dalo po d...
                • Gość: Anka Re: rodzice IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.05.03, 11:28
                  Gość portalu: Malwina napisał(a):

                  > ja tez :-)
                  > ale w tym wypadku zycie mi dalo po d...


                  Pozostaje chyba wierzyć w Basic Trust, Hope lub po prostu w wiarę, że wiara iż
                  bedzie lepiej jest sluszna.
                  Grechuta pięknie wyśpieral: ważne sa tylko te dni.... których jeszcze nie
                  znamy. Pozdrawiam.
                  • Gość: Malwina Re: rodzice IP: *.w193-250.abo.wanadoo.fr 16.05.03, 11:37
                    eeetam, wazne jest dzis
                    jutro meteoryt zleci na leb lub samolot i co ?
                    jutro bedzie futro

                    a kazdy istniejacy czlowiek jest uwarunkowany historia rodzinna nawet (tym
                    bardziej ?) jesli znajduje sie w opozycji do tejze
                    mozesz walczyc ile chcesz rozumem, nieswiadomie powielisz schematy takiej np
                    patologicznej rodziny i bedziesz szukal(-a) kompensacji w relacjach z innymi -
                    rzecz niemozliwa wiec wiecznie frustrujaca
                    Jesli nie otrzymalas czegos od X, to Y ci tego nie da bo chodzi wlasnie o to
                    zeby dostac od X.
                    najbardziej powinno sie wystrzegac ludzi w calkowitym zerwaniu z rodzina -
                    facet ktory nie kocha i nie szanuje swojej matki (nawet gdy 1000 do tego
                    powodow) nie ma milosci i szacunku do zaofiarowania innej kobiecie - wprost
                    przeciwnie, bedzie od niej wymagal spazmodycznie.
                    Francuzi mowia : Najpiekniejsza kobieta swiata moze ci dac tylko to co ma.
                    • Gość: Anka Re: rodzice IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.05.03, 12:02
                      Gość portalu: Malwina napisał(a):

                      > eeetam, wazne jest dzis
                      > jutro meteoryt zleci na leb lub samolot i co ?
                      > jutro bedzie futro
                      >
                      > a kazdy istniejacy czlowiek jest uwarunkowany historia rodzinna nawet (tym
                      > bardziej ?) jesli znajduje sie w opozycji do tejze
                      > mozesz walczyc ile chcesz rozumem, nieswiadomie powielisz schematy takiej np
                      > patologicznej rodziny i bedziesz szukal(-a) kompensacji w relacjach z innymi -

                      > rzecz niemozliwa wiec wiecznie frustrujaca
                      > Jesli nie otrzymalas czegos od X, to Y ci tego nie da bo chodzi wlasnie o to
                      > zeby dostac od X.
                      > najbardziej powinno sie wystrzegac ludzi w calkowitym zerwaniu z rodzina -
                      > facet ktory nie kocha i nie szanuje swojej matki (nawet gdy 1000 do tego
                      > powodow) nie ma milosci i szacunku do zaofiarowania innej kobiecie - wprost
                      > przeciwnie, bedzie od niej wymagal spazmodycznie.
                      > Francuzi mowia : Najpiekniejsza kobieta swiata moze ci dac tylko to co ma.


                      mozna iśc na psychoterapię... to bardzo pomaga moim zdaniem oczyścic się,
                      zrozumieć siebie i osiągnąg wgląd
            • gwen_verdon Re: rodzice 16.05.03, 12:47
              Malwino, a może to po prostu Ty miałaś pecha, coś zgrzyta w Twoich relacjach z
              partnerem i stąd to rozgoryczenie ? NIe spotkałam dotąd nikogo,kto uważałby,że
              należy w ogóle brać pod uwagę osoby rodziców w kwestii związku. Słusznie
              napisała Anka : moi rodzice, to moi rodzice. A ja to ja. To zupełnie co innego.
              • Gość: Malwina Re: rodzice IP: *.w193-250.abo.wanadoo.fr 16.05.03, 13:04
                sprobuj porozmawiac z osobami po czterdziestce :-)
              • mary_ann nie możet byt'!! 17.05.03, 00:10
                gwen_verdon napisała:

                > Malwino, a może to po prostu Ty miałaś pecha, coś zgrzyta w Twoich relacjach
                z
                > partnerem i stąd to rozgoryczenie ? NIe spotkałam dotąd nikogo,kto
                uważałby,że
                > należy w ogóle brać pod uwagę osoby rodziców w kwestii związku.

                Naprawdę?? Az wierzyc się nie chce (no, chyba ze jesteś licealistką - bez
                obrazy))). Można się sprzeczać, czy ZAWSZE jest tak, jak pisze Malwina, ale że
                jest tak co najmniej CZĘSTO, to chyba dla nikogo nie ulega najmniejszej
                wątpliwości...Niestety, niestety, bo gorzka to prawda((
                • gwen_verdon Re: nie możet byt'!! 17.05.03, 11:24
                  Nie , nie jestem licealistką -już nie jestem,żeby była jasność. Przepraszam
                  bardzo, czy Ty, kiedy planujesz małżeństwo, uzależniasz ten krok od tego,jacy
                  są rodzice wybranka ? Jeśli tak,to szczerze Ci współczuję tej
                  Twojej "mądrości".
    • fnoll Re: kwestia rodziców 17.05.03, 15:50
      istotne jest raczej to, jaki rodzice mają wpływ na swoje dziecko, co z domu
      wyniosło - bo to zawsze znajduje odbicie w związku, dobrze czy źle

      na przykład mężczyźnie, którego matka nie pracowała i zajmowała się wszystkim w
      domu może być trudno, ze względu na wyniesione z domu nawyki, zaakceptować
      zwyczaje partnerki, która gotować nie lubi i do prasowania koszul się nie
      kwapi, ale to wszystko jest do przejścia jak się jest otwartym i wspólnie szuka
      się optymalnych dla pary rozwiązań

      napewno bliższe poznanie rodziców ukochanej osoby może wiele wyjaśniać jeśli
      chodzi o jej obecne zwyczaje, i ten wpływ warto brać pod uwagę - choćby po to,
      by zrozumieć, że niektóre zachowania które nam się niepodobają nie wynikają
      bynajmniej ze złej woli, ale właśnie z nawyków odziedziczonych w spadku po
      rodzicach

      pzdr

      fnoll
      • Gość: Mevillian Re: kwestia rodziców IP: *.blich.krakow.pl 19.05.03, 09:36
        witam :)
        to i ja dorzuce swoje trzy grosze :P

        Gwen - poruszylas bardzo ciekawy temat [jak na moj gust].
        Od czterech lat mieszkam z facetem... pochodzacym z innego miasta, z zupelnie
        innego srodowiska. Jego rodzina jest dosc zamozna; moja - hmm... coz. Mama po
        rozwodzie z ojcem ledwo radzi sobie z wydatkami i to nie ze wzgledu na swoj
        brak gospodarnosci ;/ Inne roznice - stosunek do dzieci... ich - trudno
        zdefiniowac, sa bardzo niekonsekwentni w stosunku do swojego jedynaka [tak w
        ogole , to jest jeden ze stylow wychowawczych ale nazwa mi umknela..]; moi
        rodzice - coz, zawsze starali mi sie pomagac - chociazby dawac wsparcie
        duchowe, gdyz innego nie byli w stanie mi zaoferowac. W kazdym razie zawsze
        moglam byc pewna, ze jesli cos obiecaja - to stana na glowie, by to zrobic.

        I teraz.. coz :)
        roznice w zwiazku sa odbiciem tego, co dzialo sie u nas w dziecinstwie i
        pozniej... Moj facet jest nieco nieobliczalny; nigdy nie wiem, kiedy zmieni
        zdanie [bez podania przyczyn]; nie zawsze liczy sie z kasa [ktorej czasem
        bardzo brak], do konca nie jest nigdy niczego pewien, realizujac cel kieruje
        sie tylko chwilowym nastrojem.
        Stad tarcia - ja wymagam od niego stalosci, ktorej nie mogl otrzymac i ktora
        nie do konca poznal; irytuje sie, gdy nie zrobil czegos, o co go prosilam - i
        bylam pewna, ze zrobi :> [a jemu sie nie chcialo..]
        Owszem - zmienilismy sie oboje w tym zwiazku; troche od siebie przejelismy - i
        chyba dlatego ja irytuje sie rzadziej, a moj facet zaczyna planowac troche
        bardziej.. dlugofalowo, niz nastepne piec minut. Chyba dlatego ze soba jeszcze
        wytrzymujemy :)
        Podsumowujac - z domu wynosi sie bardzo wiele, ale przy zetknieciu z innymi
        wartosciami mozna sie dostosowac... i tez zmienic, tworzac cos zupelnie innego.


        Pozdrawiam, Mevillian

        • gwen_verdon Re: kwestia rodziców 19.05.03, 18:53
          Czyli mam rację twierdząc, że priorytetowe znaczenie ma chęć stworzenia czegoś
          nowego i miłość po prostu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka