Dodaj do ulubionych

Ręce opadają...

08.05.07, 13:02
jak się czyta te kobiece narzekania na forum...

jak to się dzieje, że mądre i często wysoko wykształcone kobiety, dają się na
własne życzenie tak dołować przez swoich „ukochanych”...
a nie łaska tak wziąść to swoje nieudane do tej pory albo w tym związku życie
nareszcie w SWOJE ręce i nie czekać na cud, że „on” czy jego mamuśka się zmieni...
jest tyle możliwości wyjścia z KAŻDEJ sytuacji... wystarczy się rozejrzeć...

a przede wszystkim nie CZEKAĆ, aż się coś samo naprawi bo życie ucieka a włosy
siwieją...

mamy XXI wiek a jak sie tu czyta na forum to w związkach średniowiecze „całą
gębą”...

czy nie ma na to „lekarstwa”?...:(((



----------------------------------------------
Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
Obserwuj wątek
    • facio60 Re: Ręce opadają... 08.05.07, 13:16
      nic a nic nie rozumiesz....
      Kobiety właśnie lgną do takich facetów.Oni im imponują,są męscy.
      Zauważ ile żon alkoholików daje się wykorzystywać.Jak płaczą i narzekają,a
      wystarczy,że mężuś gwizdnie,ma lepszy humorek, lecą do niego z cielęcym
      zachwytem.
      Jeszcze nie widziałem,żeby kobiety chwaliły sie jaki to mąż jest
      dobry,kochający,zaradny.
      • brak.polskich.liter Re: Ręce opadają... 08.05.07, 13:23
        facio60 napisał:

        > Zauważ ile żon alkoholików daje się wykorzystywać.Jak płaczą i narzekają,a
        > wystarczy,że mężuś gwizdnie,ma lepszy humorek, lecą do niego z cielęcym
        > zachwytem.

        To akurat nazywa sie wspoluzaleznienie.
        • facio60 Re: Ręce opadają... 08.05.07, 13:30
          brak.polskich.liter napisała:

          > facio60 napisał:
          >
          > > Zauważ ile żon alkoholików daje się wykorzystywać.Jak płaczą i narzekają
          > ,a
          > > wystarczy,że mężuś gwizdnie,ma lepszy humorek, lecą do niego z cielęcym
          >
          > > zachwytem.
          >
          > To akurat nazywa sie wspoluzaleznienie.

          Jak go zwał,tak go zwał.Od takich facetów kobiety nie odchodzą,niestety.Ale od
          normalnych już tak.Bo zawsze można mu wmówić, że coś tam spieprzył i nie pasi.
          Jest inteligentny,poczciwy to zrozumie.Nie będzie robił problemów.
          A taki cham,czy prostak? On taki kochany,jeszcze może się zmieni.A poza
          tym,będzie bruzdził,pokaleczy sam siebie i może swoją kobietę.Po co takie
          problemy.
      • tina73 Re: Ręce opadają... 08.05.07, 20:45
        nie mozna tak generalizowac ludzi. kobiety które nie potrafia odejśc od
        despotycznych mężow czy alkocholików są po prostu od nich uzależnione. to nie
        jest takie proste. bardzo czesto są to kobiety słabe psychicznie, boją się
        perspektywy pozostania samej z dziećmi , często musiały by przeciez opuścic
        mieszkanie, a niestety najczesciej jest tak że w takich sytuacjach najbliższa
        rodzina i przyjaciele oferują swą pomoc ale tylko taką jaka im jest wygodna, bo
        nie każdy jest w stanie zaproponować wspolne mieszkanie czy pomoc finansową.
        poza tym kobiety te często przez cale lata są uczone przez wlasne rodziny i
        rodziny swoich mężów , że " lepiej pójśc na kompromis, albo odpuśc sobie ,
        lepiej będzie jak to przemilczysz , ......" po latach niestety to wchodzi w
        krew i taka kobieta jest świecie przekonana że na pewno będzie lepiej , a
        ustąpić mężowi to jej świety obowiązek. nie osądzajmy więc takich pań bo ani
        wykształcenie ani pochodzenie nie decyduje o tym jak nam się życie potoczy.
    • brak.polskich.liter Re: Ręce opadają... 08.05.07, 13:18
      Lek przed nieznanym to potezna sila, a po to, zeby cos zmienic w swoim zyciu
      trzeba sie wysilic. Wiele osob woli tkwic w syfiastym ukladzie latami, bo
      lepszy znany syf niz trzaskanie sie z niepewnym jutrem.

      Poza tym, przyjecie na klate swiadomosci, ze sie zwiazalo z
      kretynem/tyranem/leniem i egoista/przemocowcem/alkoholikiem/patologicznym
      skapcem/nieudacznikiem zyciowym/dziwkarzem generuje dyskomfort i wymaga nie
      lada odwagi. Nie kazdego na to stac.
      • clarissa3 Re: Ręce opadają... 08.05.07, 13:24
        w społeczeństwie któremu wtłacza się do głowy że rodzina to jedyny cel życia
        nie łatwo się uwolnić. Od kobiety w Polsce wymaga się poświęceń i zaciskania
        zębów wbrew zdrowemu rozsądkowi. Inni, ci którzy tkwią i tkwić będą w takich
        związkach wszystko zrobią byś i Ty w takim tkwił.
        • brak.polskich.liter Re: Ręce opadają... 08.05.07, 13:32
          O, to to. Matkopolkizm, kult rodziny, plus fatalne wzorce wyniesione z domu
          zbieraja zniwo. Panie maja silnie wdrukowana koniecznosc poswiecania sie dla
          milosci/zwiazku/rodziny/dzieci, panowie wystarczy, ze sa.
          • ewag52 Re: Ręce opadają... 08.05.07, 13:47
            bo wielu kobietom wystarczy, jak się w łazience susza męskie
            slipy i skarpety.
            To im daje poczucie pseudobezpieczeństwa.
            • ja_adam Cóż 08.05.07, 13:54
              Kobiety to wymierający gatunek...
              • kryskaedka Re: Cóż 08.05.07, 13:57
                Adam Adam.. co ty opowiadasz.. Kobiet nie znasz?;;;))
            • kryskaedka Re: Ręce opadają... 08.05.07, 13:58
              wiesz Ewo .. a wielu facetom daje poczucie bezpieczenstwa.. cieply domek..
              objadek.. luzeczko z mieciutka poduszeczka wygrzana przez
              zoneczke..niestety;;)))
            • clarissa3 Re: Ręce opadają... 08.05.07, 14:00
              <To im daje poczucie pseudobezpieczeństwa>
              Bardzo pseudo bo na koniec i tak same zostają! Mężczyźni umierają wcześniej - i
              po co tak czas marnować?
    • taisy Re: Bo samotnosc 08.05.07, 14:09
      moze byc straszna dla wielu juz lepiej zyc razem,jedzac przypalony ryz.Niz
      zajadac kaszanke samemu.=)))
      • brak.polskich.liter Re: Bo samotnosc 08.05.07, 14:20
        Ja bym sie upierala, ze tu raczej o presje spoleczna i opinie otoczenia ("co
        ludzie powiedza?") niz o samotnosc chodzi. Kobiety tkwiace w fatalnych
        zwiazkach sa czesto samotne jak palec - bo zaszczute, zastraszone, bez
        przyjaciol i wlasnego zycia, z malzonem odzywajacym sie tylko po to, zeby
        ublizyc. W porownaniu z czyms takim zycie singla - nawet 100% samotnego singla
        - to bajka. Ale singielka to stara panna wszak, a mezatka to brzmi dumnie. Nic
        to, ze maz lekcewazy i tlucze, wazne, ze mozna powiedziec, ze sie meza
        posiada :P
        • taisy Re: Bo samotnosc 08.05.07, 14:21
          Tez prawda. Choc smutna.
          • ja_adam Re: Bo samotnosc 08.05.07, 14:28
            kobiety bite, zaszczute, samotne, słaba płeć jednym zdaniem i to nie tylko
            fizycznie!
    • ewiku a'propos pochwał... 08.05.07, 14:27
      to ja mogę pochwalić mojego faceta, że "naj" i w ogóle...
      ale muszę też dodać, że długo trzeba było szukać i przebierać i kończyć to, co
      naiwnie zaczęte...
      i dlatego wiem, że jak się NAPRAWDę wie, czego chce a przede wszystkim ma się
      szacunek do siebie i nie patrzy na to, co powiedzą inni to ma się szansę na
      szczęście...

      P.S. wiara w siebie czyni cuda...:)))


      ----------------------------------------------
      Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
      • ja_adam Re: a'propos pochwał... 08.05.07, 14:30
        to ja sie tez przyznam
        Mam kobiete w ogóle naj i och
        sama mnie znalazła...
        łechce i drażni moje ego ale zawsze szanuje
        i kocham ją za to że jest przekonana iż najważniejsza w naszym związku jest ona!
        • ewag52 Re: a'propos pochwał... 08.05.07, 14:34
          karkołomne to i przebiegłe.
          I takie trochę chitre...
          • ewag52 Re: a'propos pochwał... 08.05.07, 14:37
            ale,że cię sama znalazła, to rozumiem
            Nigdy nie lubiłam kiedy mnie wyszukiwano, zawsze wolałam zdobywac
        • asidoo Re: a'propos pochwał... 10.05.07, 12:00
          ja_adam napisał:

          > to ja sie tez przyznam
          > Mam kobiete w ogóle naj i och
          > sama mnie znalazła...
          > łechce i drażni moje ego ale zawsze szanuje
          > i kocham ją za to że jest przekonana iż najważniejsza w naszym związku jest ona
          > !

          I dlatego w innym wątku piszesz, że chcesz wrócić do byłej zony? Nie ma to ładu
          i składu. Tylko się zaraz nie obrażaj.
          • ja_adam Re: a'propos pochwał... 10.05.07, 16:13
            powiedziałem , że GDYBY BYŁA MOŻLIWOŚĆ...

            otoz teraz nie ma takiej możliwości, choćby z racji tego że jestem z
            najcudowniejszą kobietą jaką poznałem, nawet gdyby jakims cudem bóg mi ja
            zabrał, tez nie ma możliwości powrotu do 1 zony...
            • asidoo Re: a'propos pochwał... 10.05.07, 16:21
              ja_adam napisał:

              > powiedziałem , że GDYBY BYŁA MOŻLIWOŚĆ...

              Jakoś nie mogę załapać tego toku myślenia, ale wynika, że chyba doceniasz tę
              nową kobietę... W sumie nic mi do tego, tylko dzisiaj zdziwiłam się tą
              wcześniejszą wypowiedzią w kontekście następnej.
              • ja_adam Re: a'propos pochwał... 10.05.07, 16:29
                Gdyby BYŁA MOŻLWIOŚĆ
                ta możliwość zaistniała 10 lat temu, gdy popełniłem błąd, gdy jeszcze mogłem
                podjąć decyzję, o tym , że zostaję, chwile po niej juz nie było takiej
                mozliwości a to dlatego że
                - ona nie żyje
                - poznałem inną kobietę z która mam dziecko
                - poznałem jeszcze inne kobiety
                - tyle się zmieniło, że na chwilę NIE MA DO CZEGO WRACAĆ...

                to było zwykłe gdybyaie, które w tej chwili NIE MA TOTALNIE ZNACZENIA
                - swa wypowiedz zamieściłem wyłaczne po to by dac innym do zrozumienia, iz kazdy
                z nas powinien mieć swoją szansę choćby dlatego iż adresatka mej wypowiedzi była
                o ile dobrze paiętam 4 lata z partnerem , do szmat czasu, nie warto kłaść tego
                na szalę w potrzebie chwili.
    • ewiku Re: Ręce opadają... 08.05.07, 14:50
      wracając do tematu to muszę niestety stwierdzić, że mają rację Ci, którzy piszą
      tu o osamotnieniu kobiety w kryzysowych sytuacjach...
      bo gdzie się nie rozejrzeć, to ci, co w zasadzie powinni nam pomagać, sami mają
      ze sobą problemy...
      żyjemy udając przed sobą, że jest ok, żeby tylko otoczenie się nie domyśliło, co
      nam tak naprawdę "w duszy" gra, a raczej ryczy z bezsilności...

      może faktycznie potrzebna tu jakaś samopomoc kobieca?
      słyszał ktoś o czymś takim?



      ----------------------------------------------
      Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
      • clarissa3 Re: Ręce opadają... 08.05.07, 15:20
        Odważę się stwierdzić że otoczenie nie chce wiedzieć. Jak tylko usłyszy że są
        kłopoty to sp...
        A z tą samopomocą to zwykle tak bywa że człowiek jeszcze bardziej zdołowany -
        no bo jak się zaczną rozmowy typu: a mój to taki kochany, a ty źle robisz, a u
        mnie tak świetnie, itp. to jak się ma ta z kłopotami czuć? Jak ostatnia
        pierdoła! - bo dla koleżanek to świetna okazja by się lepiej poczuć. O wsparciu
        tylko psychologia mówi - a w życiu walka o to która lepsza. Bo wszystkie czują
        się do d...! I wilkiem na siebie patrzą. Jakby ludzie nie rozumieli że wszyscy
        i tak w jednym kierunku podążamy. Eh...
        • ewiku Re: Ręce opadają... 08.05.07, 15:31
          hm... nie wiem czy to wiek czy środowisko ale jakoś trudno mi spotkać zadowolone
          z siebie i swojego związku kobiety... z malusieńkimi wyjątkami...
          a te "po przejściach" raczej sobie pomagają...



          ----------------------------------------------
          Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
    • r.e.a.l.i.s.t.a Nie tylko rece n\t 08.05.07, 16:34
    • solaris_38 Re: Ręce opadają... 09.05.07, 18:40
      nie ma lekarstwa

      pęd do założenia rodziny jest imperatywem
      pęd do stowarzyszenia z mężczyznę także ma swoje wielomilionową historię
      i uzasadnienie
      jeszcze sto lat temu ciężko było przezyć kobiecie samej

      jeszcze teraz są kraje gdzie nie jest to możliwe

      dlatego pradawne mechanizmy każą kobiecie walczyć o faceta jak o przeżycie
      bo facet oznaczał przetrwanie i opiekę nad potomstwem

      te mechanizmy tak głęboko wpisane
      nieprędko ustąpią

      jak lód topić sie będą powoli jesli czas pozwoli
      bo mogą nastąpić zcasy gdy wszystko wróci wstecz
      na jakiś czas nim znowu
      • ewiku Re: Ręce opadają... 10.05.07, 10:29
        solaris_38 napisała:

        > nie ma lekarstwa
        >
        > pęd do założenia rodziny jest imperatywem
        > pęd do stowarzyszenia z mężczyznę także ma swoje wielomilionową historię
        > i uzasadnienie
        > jeszcze sto lat temu ciężko było przezyć kobiecie samej
        >
        > jeszcze teraz są kraje gdzie nie jest to możliwe
        >
        > dlatego pradawne mechanizmy każą kobiecie walczyć o faceta jak o przeżycie
        > bo facet oznaczał przetrwanie i opiekę nad potomstwem
        >
        > te mechanizmy tak głęboko wpisane
        > nieprędko ustąpią
        >

        ... dzisiaj to już żadne mechanizmy biologiczne bo wedle nich partner musiałby
        być faktycznie opieką i ochroną dla rodziny a jest dla niej często zagrożeniem,
        tylko głównie osamotnienie w środowisku i brak jakiegokolwiek wsparcia przy
        kobiecych próbach zmiany stosunków w rodzinie...



        ----------------------------------------------
        Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
    • renkaforever Re: Ręce opadają... 10.05.07, 17:08
      Kazda kobieta chce miec swoja gromadke wokol suto zastawionego stolu.Kazda chce
      miec cieply dom i ladny samochod. Przystojnego meza, ktory jej nigdy nie
      zdradzi.Kazda chce robic to co jej sie zywnie podoba, szczegolnie stroic sie,
      chodzic na masaze i plywalnie oraz do eleganckich restauracji i klubow.Wiem, ze
      sa takze i takie ktore pragna byc strazakami lub policjantkami, albo i
      nauczycielkami i nie chca miec rodziny, ale ulegaja amorowi i poddaja sie
      chwilowemu aczkowlwiek zniewalajacemu uczuciu i zakladaja rodzine, ktorej
      po "przebudzeniu" nie potrafia utrzymac. Nie potrafia zadbac o siebie i o meza,
      o dzieci i ich potrzeby emocjonalne. Wszystko im sie wali na glowe i w koncu
      sie rozwodza.Nawet lepiej jak sie rozejda w swoje strony niz mecza siebie
      nawzajem we wlasnym, stworzonym przez swoje nieudacznictwo i slepote piekielku.
      I nie chodzi o to zeby sie rozwodzily, chodzi o to, zeby pomyslaly jako mlode
      dziewczyny, kandydatki na matki i zony, czy naprawde sa w stanie zadbac o
      rodzine, a najpierw o siebie? Przeciez nie kazda kobieta moze miec dziecko, nie
      kazda kobieta kocha seks, sa i takie, ktore mysla i dzialaja jak chlopy, tylko
      ich do traktora zaprzac to i orac by potrafily.Bo alkohol chlac tez potrafia
      jak chlopy i narkotyzowac sie tez potrafia jak chlopy. Chlop to chlop, powinien
      pracowac i dbac o kobiete, ale kobieta powinna strzec domowego ogniska i dbac o
      chlopine, zeby sily witalne posiadal:)Inne opcje sa antyrodzinne i wcale nie
      mowie, ze sa zle. Nie kazdy musi sie zenic. Niech robia co chca, ale niech nie
      robia na sile czegos czego nie potrafia!!
      • brak.polskich.liter Re: Ręce opadają... 10.05.07, 18:03
        renkaforever napisała:

        > Kazda kobieta chce miec swoja gromadke wokol suto zastawionego stolu.

        Mam dla Ciebie zla wiadomosc: ktos Cie zle poinformowal. Nie kazda kobieta chce
        miec swoja gromadke etc. Ja - na ten przyklad - nie chce.

        > Chlop to chlop, powinien pracowac i dbac o kobiete, ale kobieta powinna
        > strzec domowego ogniska i dbac o chlopine, zeby sily witalne posiadal:)
        > Inne opcje sa antyrodzinne i wcale nie mowie, ze sa zle. Nie kazdy musi
        > sie zenic. Niech robia co chca, ale niech nie robia na sile czegos czego
        > nie potrafia!!

        Sugerujesz, ze istnieje Jedyny Sluszny Model rodziny? Ciekawe...
    • narko_manka Re: Ręce opadają... 10.05.07, 20:22
      Niektore panie sa tak naiwne, ze wierza swoim "ukochanym", ze doluja je dla ich
      dobra, bo na przyklad postapily tak, a powinny inaczej, do tego przekonywanie
      otoczenia, ze ukochany robi wszystko z milosci do kobiety, jest elegancki i
      wiarygodny. Otoczenie w konsekwencji zaczyna robic to samo, co ukochany, czyli
      dolowac. Celem ukochanego jest psychiczne ubezwlasnowolnienie ofiary, co czesto
      udaje sie.
      • renkaforever Re: Ręce opadają...(narko_manka) 11.05.07, 05:06
        Niektore panie wierza psychopatom i manipulantom i wcale sie nie dziwie. Ja
        chyba tez bym uwierzyla. Ludziom trzeba w koncu ufac.. Wazne tylko, zeby sie
        nie dac zaszczuc i wyjasnic sprawe zaraz na poczatku."Sluchaj tego typu sprawy
        nie moga miec miejsca, jezeli sie powtorza, do widzenia moj drogi" I trzeba byc
        naprawde konsekwentnym, bo jak sie ma do czynienia z potworem w ludzkiej skorze
        to napewno te sprawy sie powtorza.
        Powiada sie, ze jak ktos raz zdradzil, zdradzi i drugi, jak raz podniosl reke
        podniesie drugi raz.
        • narko_manka Re: Ręce opadają...(narko_manka) 11.05.07, 16:33
          Nie wiem dlaczego renka sugerujesz mi, ze bylam bita i zdradzana. Nie bylam,
          poniewaz nigdy bym sobie na to nie pozwolila, to bylby tylko raz. Znam jednak
          tego typu przypadki.
          Czesto psychopata potrafi tak zmanipulowac otoczenie, przy okazji pieprzac
          wszystkie znajome ofiary wykorzystujac swoj urok, ze zrobi z niej najgorsza.
          Kobieta nie ma jak sie bronic, pat absolutny. Zostaje zupelnie sama, po czym
          pojawia sie psychopata, jako jedyny, ktory ma ochote sie nia (ta najgorsza)
          zaopiekowac. Brrrr
          • narko_manka Re: Ręce opadają...(narko_manka) 11.05.07, 16:38
            I tak nie wiem, kto jest gorszy- czy psychopata, czy te wszystkie ku.. dajace
            mu dupy, a ktore udaja serdeczne przyjaciolki.
            • renkaforever Re: Ręce opadają...(narko_manka) 12.05.07, 06:40
              Ja o tych zdradach i biciu to tak ogolnie jako przykladach przemocy. Psychopaci
              traktuja ludzi instrumentalnie, nie ma w nich uczuc wyzszych,to takie jakies
              humanoidy.Potrafia jednak tak zamotac swoja ofiare, ze ona slepa i glucha
              poddaje sie im.
            • shangri.la Re: Hih:))) 12.05.07, 06:48
              "Ku... dające d...." psychopatom są zbyt cwane , aby stać sie ich ofiarami.
              Szkoda tylko, że nie są w stanie ich usatysfakcjonować i psychole poszukują
              wciąż nowych ofiar wśród porządnych, wrażliwych kobiet.
              N.p. Psychol z którym kiedyś miałam wyjątkową nieprzyjemność, o swojej osobistej
              k...wie wyrażał się per "obleśna, tłusta, puszczalska", co nie przeszkadzało mu
              sie z nią p...rzyć przy każdej okazji (była pod ręką;)
              • czlowiek_powazny Re: Hih:))) 12.05.07, 07:17
                Najbardziej chory psychicznie jest ten psychopata forumowy, to jest dopiero
                zjeb, powinni go zezrec czym predzej, bo to prawdziwy swir.
                • shangri.la Re: Powyższy post był właśnie o nim:) 12.05.07, 07:21
                  Ale zeżreć psychola nie radzę, bo dostaniecie niestrawności:)))
              • narko_manka Powiedzmy sobie szczerze 12.05.07, 16:44
                shangri.la napisała:

                > "Ku... dające d...." psychopatom są zbyt cwane , aby stać sie ich ofiarami.
                > Szkoda tylko, że nie są w stanie ich usatysfakcjonować i psychole poszukują
                > wciąż nowych ofiar wśród porządnych, wrażliwych kobiet.
                > N.p. Psychol z którym kiedyś miałam wyjątkową nieprzyjemność, o swojej
                > osobistej
                > k...wie wyrażał się per "obleśna, tłusta, puszczalska", co nie przeszkadzało
                > mu sie z nią p...rzyć przy każdej okazji (była pod ręką;)

                Facet, ktory zabawia sie z kobietami a pozniej chamsko je komentuje nie jest
                facetem. Ma zazwyczaj swoje 5 minut w remizowym barze przy wodce z polmozgami,
                to wszystko.
                • ewiku Re: Powiedzmy sobie szczerze 14.05.07, 12:19
                  narko_manka napisała:


                  >
                  > Facet, ktory zabawia sie z kobietami a pozniej chamsko je komentuje nie jest
                  > facetem. Ma zazwyczaj swoje 5 minut w remizowym barze przy wodce z polmozgami,
                  > to wszystko.

                  ... facet nie zabawia się kobietami bo to one same pozwalają sobą manipulować i
                  stają się zabawkami w jego rękach...
                  więc potem nic dziwnego, że chwali sie z tych domniemanych zdobyczy...
                  a w sumie wszyscy zostają na tym samym poziomie...



                  ----------------------------------------------
                  Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
    • info-tw Re: Ręce opadają... 15.05.07, 22:27
      Nie kazda jest na tyle odwazna, aby zrobic ten krok. Inne wierza, ze milosc
      wszystko "zwyciezy", ale prawda jest taka jak napisalas, ze zycie ucieka i
      szkoda straconych lat.
    • ma_gala Re: Ręce opadają... 16.05.07, 00:38
      a mnie ręce opadają jak coś takiego czytam... tak cieżko zrozumieć, ze ludzie
      po ciężkich przeżyciach się blokują? że jak się kocha to zawsze ma się
      nadzieję, ze będzie lepiej? postawa: mam wszystko gdzieś i idę dalej jest
      możliwa tylko i wyłacznie wtedy, gdy nam na kimś nie zależy! w innym przypadku -
      rozsądek uczuć nie przegada! A ponarzekać to czasami po prostu trzeba, zeby
      sobie ulżyć...
      • ja_adam Re: Ręce opadają... 16.05.07, 03:19
        Co znaczy na kimś mi zależy?

        Chcesz Gosiu powiedzieć, że kobieta przez drania powinna zrezygnować ze swego
        szczęścia? NIGDY!

        I własnie o to chodzi! Żadnego litowania się, użalania, blokowania.

        Z własnego doświadczenia wiem, że jak kobieta w takich sytuacjach mówi , bo go
        dalej kocham, bo mi na nim jeszcze zależy to wiem, iż kobieta się BOI!!!!

      • renkaforever Re: Ręce opadają... 16.05.07, 03:20
        Slusznie, jak sie kocha to ma sie nadzieje, ze ten drugi sie zmieni.Zmieni sie
        jak zobaczy zmiany w "swoim lustrze", czyli w swoim partnerze. Jezeli jedno
        oszukuje drugie i udaja, ze jest OK to bomba tyka...
        Najlepiej zaczac od siebie. Zrobic cos ze soba, co zaszokuje calkowicie
        partnera i to pozytywnie.Nalezy rozmawiac o swoich problemach i pomagac sobie
        te problemy rozwiazac. Jezeli jednak to naprawde psychopata to zadne proby z
        twojej strony nie pomoga, to jest destrukcyjne dla ciebie i rodziny.Psychopata
        zawsze kontroluje wszystko i wszystkich.Chce zawsze byc w "centrum
        dowodzenia".Poniewaz jest niezwykle inteligentny manipuluje uczuciami i nakreca
        scenariusz w ktorym wszyscy graja role, w ktorych czuja sie okropnie,bo nie
        moga byc soba, a on sam jest obserwatorem tego "filmu".Psychopata widzi obraz
        czlowieka zywego, ale nie czuje go.Moze go w kazdej chwili wymazac ze swojej
        pamieci, jak obraz. Nawet nie mysl, ze psychopata sie zmieni. ON sie nigdy nie
        zmienia, to ty musisz sie zmienic.Probowac zawsze warto, ale bez pomocy
        psychologicznej z psychopata zyc sie nie da.Chyba, ze w formie ciaglej ofiary.
        • ja_adam Re: Ręce opadają... 16.05.07, 03:31
          Nikt nie musi byc psychopatą by wyrzucić partnera z życiorysu na zbity pysk.

          Najczęściej jest tak jak w tym kawale z dzięciołami siedzącymi na konarze
          przyglądającymi sie żółwiowi który stara sie raz za razem wejść na drzewo.
          - to co powiemy mu, że jest adaptowany?

          Większość związków jest bez sensu i chęci, idee, marzenia, opinia społeczna
          można sobie wsadzić!

          Ale jedno faktycznie jest najwazniejsze. zacząć od siebie

          BO W ZWIĄZKU NAJWAŻNIEJSZY JESTEM JA!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka