Dodaj do ulubionych

Jak z tym walczyc

27.06.07, 19:26
Boje sie o tym porozmawiac z ludzmi wprost, tym bardziej boje sie
specjalistow, bo problem mam nietypowy. Postanowilem napisac na tym forum,
poniewaz czuje sie anonimowy, poza tym niechec do cudzoziemcow jako problem
byla wielokrotnie tu poruszana.
Sprawa wyglada tak. Wiele lat temu zdecydowalem sie na adopcje syna mojego
szwagra, a dokladnie przyrodniego brata mojej siostry, ktorego posadzono na
jakis czas do wiezienia za narkotyki. Takie byly czasy, szwagier byl synem
Niemcow pozostajacych na terenie kraju, a jak wiadomo sympatia nikt do nich
nie palal w owczesnych czasach, wiec kto pierwszy szedl do wiezienia-
Niemiec. Ze matka dziecka nie miala 18 lat, zyczliwi ludzie zrobili wszystko,
zeby dziecko skonczylo w sierocincu. Nie pozwolilismy z zona na to, wiec
adoptowalismy go (syn ma juz dzis 31 lat).
Jednak, cale zycie czulem sie z tym zle. Wszystko, co zle bylo
wina "cholernego podrzutka". Kazdy, ale to kazdy obwinial syna za wszystko,
poniewaz byl dzieckiem adoptowanym (o czym sam nie wiedzial). Ja z kolei
chodzilem i tlumaczylem sie. Nienawidzono syna za sam fakt innych korzeni i
bycia adoptowanym.
Ja z kolei zle sie czulem, ze nie mam wlasnych i tlumaczylem sie wszystkim
dookola, ze adoptowalem z litosci, ze to dziecko niewiele dla mnie znaczy,
tlumaczylem sie ze wszystkiego obcym ludziom i sam nie wiem dlaczego.

Ostatnio syn popadl w klopoty, rozwod i problemy z praca w zwiazku z tym. Co
pierwsze przyszlo mi do glowy? Tlumaczenie sie ludziom, w tym mojej zonie, ze
to nie moje dziecko i ze tak naprawde nigdy go nie chcialem, ze moje dziecko
z pewnoscia osoagneloby w zyciu wszystko, co najlepsze, a to ma zle geny.
Szczegolnie nienawidzi go moja zona, za kazdym razem podkresla, ze widac, ze
to nie moj syn, ze sobie nie zyczy podrzutka w naszym domu. Ja jej tlumacze,
ze pomoglem mu w klopotach, ale nic dla mnie nie znaczy. Doszlo do tego, ze
klamie, mowie synowi, ze mu pomagam, a robie zupelnie na odwrot. Wykorzystuje
fakt, ze sam tego wszystkiego nie da rady zalatwic, bo jeszcze nie otrzasnal
sie do konca. Oszukuje, robie nadzieje, ciesza mnie niepowodzenia syna. Sam
nie potrafie zrozumiec mojego stanu. Mam leki, ze wyda sie, ze zostane
skompromitowany, ale brne w to dalej. Tlumacze sie przed znajomymi z samego
faktu, ze syn istnieje, pozniej mam wyrzuty sumienia, ale robie to wciaz.

Wiem, ze jest to straszne, ale sam sobie z tym nie radze.
Obserwuj wątek
    • shangri.la Re: Jak z tym walczyc 27.06.07, 19:32
      Zrobiłeś w życiu coś naprawdę dobrego, szlachetnego i wartościowego.
      Być może uratowałeś temu człowiekowi życie.
      Nie pozwól, aby żli ludzie odebrali wiarę w dobro i bezinteresowność (!)
      Bądż sobą, zawsze warto!:)))
      Powodzenia i głowa do góry!
      • tad.onc Re: Jak z tym walczyc 27.06.07, 19:34
        Najgorsza jest swiadomosc, ze meczy mnie to, co zrobilem i w co nadal brne. Syn
        nie jest glupi, moze miec tego swiadomosc co ja robie i chyba najbardziej tego
        sie boje.
        • shangri.la Re: Jak z tym walczyc 27.06.07, 19:37
          Popraw, jeśli się mylę, ale sądzę, że obawiasz się, że znienawidzi Cię zamiast
          kochać?
          Wcale się nie dziwię Twoim obawom....każdy znienawidzi tego, który uratował go
          od zagłady a póżniej wtrącił na dno piekieł.
          Bądź sobą!
          • tad.onc Re: Jak z tym walczyc 27.06.07, 19:42
            Tez sie boje, ze wyjde przed znajomymi ludzmi na idiote, jak zaczne inaczej
            traktowac syna i przestane o nim zle mowic i sie tlumaczyc.
            • shangri.la Re: Jak z tym walczyc 27.06.07, 19:47
              "Na idiotę" wyjdziesz zdradzając swoje ideały(!)
              Jeśli zdeklarowałeś się być temu człowiekowi RODZICEM, kochaj go i broń przed
              złem! Teraz jesteś mu równie potrzebny, jak wtedy, gdy wyciągnąłeś do niego
              pomocną dłoń. Nie zawiedż go, bo do końca życia nie spojrzysz sobie w oczy bez
              wyrzutów sumienia.
              Bądż sobą!
    • blue_as_can_be Re: Jak z tym walczyc 27.06.07, 19:51
      odpowiedz, proszę, Tad:
      1.czy masz inne dzieci?
      2.czy adopcja była dla Ciebie moralnym przymusem czy odruchem serca?
      3. ile lat miał Twój sym, gdy został adoptowany i kiedy dowiedział się, że jest
      sdoptowanym dzieckiem?
      4.jak wyglądają Twoje stosunki z synem teraz, gdy jest dorosły - rozmawiacie ze
      sobą, jesteście sobie bliscy?
      • tad.onc Re: Jak z tym walczyc 27.06.07, 19:55
        Ad. 1
        Nie mam innych dzieci
        Ad. 2
        Odruch serca, bo wszyscy to dziecko kochali a z jego ojcem i z dzieckiem w
        wozku wspolnie na piwo chodzilismy zanim go posadzili
        Ad. 3
        Dowiedzial sie przez przypadek, jak pewna psychicznie chora osoba wpadla w
        jakis dziwny trans
        Ad. 4
        Byly bardzo dobre, ale teraz bywa bardzo roznie.
      • blue_as_can_be aha, jeszcze jedno: 27.06.07, 19:55
        czy Twój syn utrzymuje kontakty z biologicznymi rodzicami - jeśli tak, to od
        kiedy i jak one wyglądają?
        • tad.onc Re: aha, jeszcze jedno: 27.06.07, 19:57
          Nie pamieta biologicznych rodzicow, byl za maly.
          • blue_as_can_be strasznie skomplikowana sprawa... 27.06.07, 20:03
            w Twoim stosunku do syna jest ewidentna ambiwalencja, której przyczyny nie
            umiem dociec: kochasz go, ale w jakimś stopniu wciąż odrzucasz to uczucie.
            zadałam Ci te wszystkie pytania, bo myślałam, że w którejś z tych rzeczy jest
            trop, a tu nic z tego.
            • tad.onc Re: strasznie skomplikowana sprawa... 27.06.07, 20:11
              Moze zawazylo rozstanie z kobieta, z ktora adoptowalismy syna, przyrodnia
              siostra mojego kolegi. Nie wiem juz sam. Biologiczni rodzice dzieci rozstaja
              sie i nie ma problemow tego typu, a tu pewnie ciagle ta sama swiadomosc, ze nie
              moje.
              • blue_as_can_be Re: strasznie skomplikowana sprawa... 27.06.07, 20:20
                hmmm... może tak być. jeśli adoptowane dziecko miało scementować Wasz związek,
                ale to się nie udało, to może jakoś podświadomie obciążasz syna za to, że tak
                się nie stało?
            • blue_as_can_be Re: strasznie skomplikowana sprawa... 27.06.07, 20:14
              zastanawiam się nad takim tropem: są dwie stereotypowe postawy rodziców wobec
              dzieci - w wersji idelistycznej to bezwarunkowa akceptacja, w wersji cynicznej
              to potrzeba realizowania własnych niespełnionych ambicji poprzez ich życie. w
              życiu jednak chyba obie te postawy się przenikają.

              więc może to jakoś tak, że własne dzieci broni się do upadłego - także gdy
              ponoszą klęski - bo to "drugi ja / kontynuacja mnie" a zatem jeśli im się nie
              udaje, to tak jakby mnie się nie udało. a dzieci adoptowane obciąża się
              bardziej za ich niepowodzenia, wyraźniej czuje się rozczarowania, bo łatwiej
              oddzielić taki "zawód" od osobistej porażki?

              jak sądzisz, może coś takiego dziać się u Ciebie?
              • tad.onc Re: strasznie skomplikowana sprawa... 27.06.07, 20:24
                Pod wplywem sugestii ludzi mam ochote mu powiedziec, ze skonczy jak jego
                ojciec, jak mi sie cos nie podoba. Ale w ostatniej chwili zawsze gryze sie w
                jezyk.
                • blue_as_can_be Re: strasznie skomplikowana sprawa... 27.06.07, 20:30
                  tad.onc napisał:

                  > Ale w ostatniej chwili zawsze gryze sie w jezyk.

                  bardzo słusznie. przecież w głębi sera wiesz, że to byłoby i podłe i
                  niesprawiedliwe!
                  • tad.onc Re: strasznie skomplikowana sprawa... 27.06.07, 20:34
                    Jak sie historia powtarza pomimo pokolen, tak samo nienawidzili ludzie mojego
                    syna jak i jego biologicznego ojca, nasze katolickie i prawe spoleczenstwo.
                    • croyance Re: strasznie skomplikowana sprawa... 02.07.07, 16:38
                      A moze tak sie boisz reakcji ludzi, ze identyfikujesz sie raczej z agresorami
                      niz z synem "ofiara"? Cos jak taki rozszerzony sybdrom sztokholmski?
    • czlowiek_powazny Re: Jak z tym walczyc 27.06.07, 20:05
      O ty sku..synu, a jakby tak dociec gdzie twoje korzenie siegaja. Tlumaczyl sie
      ludziom, co za ch.. zlamany
    • nina9999999 Re: Jak z tym walczyc 27.06.07, 20:23
      ważne co ludzie powiedzą...........masakra......jesteś po prostu podły,
      niedojrzały i nie zasługujesz na to by być ojcem (obojętnie czy adoptowenego
      dziecka czy nie)...... o ile to prawdziwy list, bo we łbie mi się nie mieści,
      że można tak...........
      • blue_as_can_be Re: Jak z tym walczyc 27.06.07, 20:36
        nie mówicie tak do niego. ten człowiek cierpi wystarczająco. za co go gnoisz -
        że szczerze powiedział o czymś strasznym, z czym nie daje sobie rady? ja
        podziwiam jego uczciwość wobec samego siebie. znam mnóstwo takich, którzy nie
        przyznaliby się sami przed sobą, że tak czują... tu trzeba pomóc człowiekowi
        znaleźć drogę do jego cienia, a nie gorszyć się i utwierdzać we
        własnej "przewadze moralnej". spróbuj spojrzeć na swój własny cień - zobaczymy,
        czy starczy Ci odwagi.
        • czlowiek_powazny Re: Jak z tym walczyc 27.06.07, 20:47
          O jakiej ty odwadze mowisz. Mial odwage gnoic, tlumaczyc sie przed ludzmi, a
          nie mial odwagi wprost porozmawiac z doroslym czlowiekiem?
          Zastanow sie
          • blue_as_can_be Re: Jak z tym walczyc 27.06.07, 20:56
            no to teraz Ty pomyśl o swoim największym i najbardziej wstydliwym poczuciu
            winy. nie na użytek pisania o tym na forum, tylko ściśle prywatnego obrachunku
            z samym sobą. a następnie spróbuj sobie wyobrazić, co inni ludzie by
            powiedzieli / pomyśleli, gdybyś jednak o tym napisał.

            każdy ma swoją własną traumę. każdy ma swój wyrzut sumienia. jeśli stać go, aby
            się z tym spotkać - ja uchylam kapelusza. natomiast reakcje takie jak Twoja,
            czy dwóch innych osób w tym wątku świadczą tylko o skali przerażenia, jakie
            wywołuje w nas konfrontacja z samym sobą. pomyśl o tym przez chwilę...
            • nina9999999 Re: Jak z tym walczyc 27.06.07, 21:07
              pomyśl chwilę....Twoje rozumowanie to doszukiwanie się w innych własnych cech i
              oskarżanie o własne przewinia..
              dla wielu ludzi przyznanie do błędu jest rzeczą tak oczywistą jak powietrze. i
              to im szybciej tym lepiej. dla wielu jest też to nauką na przyszłość w której
              starają się już tych błędów nie popełniać. dlatego nie rozumiem jak można przez
              tak wiele lat kogoś krzywdzić, a później być chwalonym za przyznanie
              się ....stop przecież ten facet nawet się nie przyznał do winy...on tylko nie
              może zrozumieć swojego stanu.... i sobie z tym nie radzi........paranoja..
              • blue_as_can_be Re: Jak z tym walczyc 27.06.07, 21:13
                nie ma o czym gadać. zbyt dobrze znam Twój typ argumentacji, oparty na tzw.
                potocznej ludowej mądrości, żeby sobie nie zdawać sprawy, że ta rozmowa
                zaprowadzi nas do nikąd.

                znów potwierdziłam jakieś swoje przeświadczenie - widocznie tak miało być.

                pozdrawiam mimo wszystko, ale - EOT
            • lsilanow Re: Jak z tym walczyc 27.06.07, 21:25
              ja całkowicie rozumiem blue_as_can_be... i zgadzam się z nim, natomiast nie rozumiem autora wątku, czy jest cos, o czym nam nie napisałeś...?
              od czego zależy Twój obecny los? w jaki spoób jesteś uzależniony od otoczenia?
              jesteś ewidentnie od niego zależny, a w środku czujesz inaczej, natomiast na potrzeby innych stałes się inny
              taka jest moja opinia...
        • nina9999999 Re: Jak z tym walczyc 27.06.07, 20:57
          odnoszę się do tego co ktoś powiedział o sobie, do konkretnych czynów, więc
          daruj sobie swoje nieprzemyślane uwagi.... zdaję się, że Ty potrafisz wystawić
          ocenę komuś o kim kompletnie nic nie wiesz- bleblając coś o przewadze moralnej-
          tu nie zastanawiasz się czy kogoś 'gnoisz' czy nie. i zdania nie zmienię. jeśli
          ktoś przez x lat 'gnoił' swoje dziecko, mając jedynie na względzie co ludzie
          powiedzą, to jest palant i tyle. nie będę go teraz chwalić za to jaki jest
          szlachetny, że się przyznał i cierpi. jeśli porusza ten temat tu, to po
          pierwsze chyba jeszcze do końca nie zrozumiał jak podle się zachował. ktoś kto
          to wie, wie również co zrobić by to naprawić. po drugie chyba liczył się z
          tym , że na forum każdy może napisać co o tym myśli. po trzecie z faceta bije
          taki egoizm, że aż mi niedobrze. ani na chwilę nie zastanowi się co zrobił
          dziecku. tylko 'ja mam problem'....... po czwarte, nienawidzę tchórzy.
          • blue_as_can_be Re: Jak z tym walczyc 27.06.07, 21:05
            nina9999999 napisała:

            > jeśli porusza ten temat tu, to po pierwsze chyba jeszcze do końca nie
            zrozumiał jak podle się zachował.

            bo gdyby wiedział, że to podłe, to by o tym nie mówił? przeczytaj jego post
            jeszcze raz. wie doskonale, że to jest straszne i właśnie dlatego to napisał.

            > ktoś kto to wie, wie również co zrobić by to naprawić.

            doprawdy? a to dopiero rewelacja psychologiczna. powiedz to tym wszystkim
            półgówkom terapeutom, niech nieuki wiedzą jak pomagać ludziom!

            > po czwarte, nienawidzę tchórzy.

            ach, a ja wprost podziwiam tych anonimowo odważnych krytyków internetowych. ich
            prawość i moralna siła zawsze wprawiają mnie w kompleksy...
            • czlowiek_powazny Re: Jak z tym walczyc 27.06.07, 21:12
              Tu tak jak wspomnialas w ktoryms z postow odgrywa role jeden czynnik, drobne
              problemy wydaja sie wielkie, bo wiecej nienawidzacych dziecko ludzi za same
              korzenie czy adopcje je widzi, u wlasnych oczywiscie nie. Jak papierosy czy
              narkotyki to musza byc Niemca, bo jego stac na to- to tak dla tych
              nienawidzacych.
              • blue_as_can_be Re: Jak z tym walczyc 27.06.07, 21:18
                czlowiek_powazny napisał:

                > Tu tak jak wspomnialas w ktoryms z postow odgrywa role jeden czynnik, drobne
                > problemy wydaja sie wielkie, bo wiecej nienawidzacych dziecko ludzi za same
                > korzenie czy adopcje je widzi, u wlasnych oczywiscie nie. Jak papierosy czy
                > narkotyki to musza byc Niemca, bo jego stac na to- to tak dla tych
                > nienawidzacych.

                no właśnie, kwesta dokopania się do tego tajemniczego czynnika. bo narkotyki,
                pochodzenie, etc., to tylko racjonalizacja. prawdziwa przyczyna leży głębiej,
                poza tym biednym dzieckiem. jeśli udręka ojca i syna ma się skończyć, to ojciec
                musi głęboko w sobie poszukać powodu. i do tego go namawiam.
                • czlowiek_powazny Re: Jak z tym walczyc 27.06.07, 21:21
                  Z drugiej strony cholera go wie. W tamtych czasach i przypuszczam w jakich
                  rejonach. Gdzie bylby taki problem? A niemieckiego "podrzutka" raczej nikt
                  oprocz Niemca by nie zaadoptowal.
              • lsilanow Re: Jak z tym walczyc 27.06.07, 21:31
                kozioł ofiarny
                Jedwabne, Radom, 68, rzeź Ormian, Ruanda...
                doskonale faceta rozumiem
                jeśli wejdziesz między wrony, wtedy nie tyle musisz krakac tak jak one, ale po prostu zaczynasz bezwiednie krakac
                tym bardziej, jeśli urodziłeś się między wronami, a sam nią nie jesteś
                podejrzewam, że Twoje otoczenie to "twardziele" od siedmiu boleści
                ty ze swoim odruchem serca do niego nie pasujesz
                szczerze Ci współczuje i trzymam mocno kciuki
                pozdrawiam :)
            • nina9999999 Re: Jak z tym walczyc 27.06.07, 21:13
              ach, a ja wprost podziwiam tych anonimowo odważnych krytyków internetowych. ich
              >
              > prawość i moralna siła zawsze wprawiają mnie w kompleksy...
              -
              to już Twój problem....może załóż wątek...może ktoś pomoże..
    • blue_as_can_be jedno wydaje mi się pewne: 27.06.07, 20:28
      Twoja nielojalność wobec syna nie jest spowodowana jego pochodzeniem, tylko
      jakimś pęknięciem w Tobie, które powinieneś odnaleźć i spróbować się z nim
      zmierzyć. a potem - po prostu pozwolić sobie kochać i bezwarunkowo wpierać tego
      chłopca. i wyeliminować tę podwójność, to "usprawiedliwianie się" przed
      otoczeniem. argumentem przeciwko nie może być absurdalna potrzeba konsekwencji.
      lepiej (choć na pewno ciężej) będzie powiedzieć światu coś w rodzaju: "nie
      byłem sprawiedliwy ani wierny sobie mówiąc te wszystkie rzeczy". pozbędziesz
      się w ten sposób strasznego ciężaru i oczyścisz serce.

      powodzenia
    • narko_manka Re: Jak z tym walczyc 28.06.07, 17:12
      Blue, jak mozesz go bronic? Przeciez ten czlowiek nie ma sumienia ani
      jakichkolwiek zasad. Jest falszywy, zaklamany i podly. Jak mozna wyrzadzac
      bliskim krzywde pod pozorem pomocy, to najgorsze swinstwo jakie mozna zrobic.
      Facet jest pozbawiony jakichkolwiek uczuc wyzszych, z psychika tez u niego musi
      byc cos nie tak, bo inaczej sie nie da. Ja bym sie bala na 5 minut zostac sam
      na sam z kims takim, nigdy nic nie wiadomo, co psychopacie i potworowi strzeli
      do lba.

      Odkrec facet swinstwa jakie zrobiles i miej na tyle godnosci osobistej i
      odwagi, zeby zniknac raz na zawsze z zycia syna, usun sie i nie pokazuj sie mu
      na oczy.

      Przypomnialo mi sie cos. Przez kilka dni w kamienicy, gdzie mieszkaja znajomi
      bardzo smierdzialo na klatce schodowej. Pytalam kolege co tak smierdzi, on nie
      wiedzial. Co sie okazalo, zmarl sasiad, lezal 2 tygodnie, dopiero smrod obudzil
      pozostalych mieszkancow.
      Tez zostaniesz sam, zobaczysz, skonczysz identycznie.
      • narko_manka PS. Na cale szczescie 28.06.07, 17:13
        Ze wlasnych genow po sobie nie pozostawiles, z korzyscia dla swiata.
      • czlowiek_powazny Re: Jak z tym walczyc 28.06.07, 18:11
        Nie ma szans, tacy ludzie nie przyznaja sie do bledow, a na kazde zdemaskowanie
        ich klamstw i chamstwa, jakie wyrzadaja reaguja agresja i doszukiwaniem sie
        winy u wszystkich, tylko nie u siebie. Z zycia syna sam sie nie usunie, nie
        mialby kogo gnoic psychicznie. Tak sie czuje wielki, zrobil dobry uczynek
        jakies 30 lat temu i wydaje mu sie, ze ma prawo zrobic z cudzym zyciem co chce.
        To syn powinien bezwzglednie odseparowac sie od tego [...].
        • narko_manka Re: Jak z tym walczyc 28.06.07, 18:44
          To juz nie ma znaczenia, kto zrobi ten pierwszy krok w zakonczeniu relacji,
          ktorej naprawic juz sie nie da, nie ma takich szans.

          shangri.la napisała:

          > Wcale się nie dziwię Twoim obawom....każdy znienawidzi tego, który uratował go
          > od zagłady a póżniej wtrącił na dno piekieł.

          I to sa swiete slowa. Calkowita utrata zaufania, ktorego moim zdaniem na 100%
          nic i nikt nie bedzie w stanie odbudowac. Jezeli w najtrudniejszych momentach
          zycia najblizsza osoba okazuje sie brutusem, ciezko jest juz komukolwiek w
          zyciu zaufac, a co dopiero samemu brutusowi.
    • toja_maja Re: Skomplikowany list. 28.06.07, 19:28
      Staram sie cos z niego zrozumiec i w koncu nic nie rozumiem.
      Z czym masz walczyc? Z swoim nacjonalizmem? Z faktem ze to nie twoje dziecko,
      czy z faktem, ze chlopak idzie w slady ojca czyli tez alkohol i bandyctwo czy
      co?
    • r.e.a.l.i.s.t.a Re: Jak z tym walczyc 29.06.07, 17:36
      Bede chamski i bezwzgledny, powiedz k_urwie, ze nie masz wlasnych dzieci, to
      wejdzie ci na ambicje mowiac o twoim ch_uju i twojej spermie. Zrobi taka jazde
      w glowie, ze facet popada w kompleksy.

      Moja rada, przestan zadawac sie z k_urwami, to moze zmadrzejesz i zaczniesz
      myslec o sobie. Syna pewnie juz nie masz, gdybym ja byl na jego miejscu, nie
      mialabys na 100%.
      • bszalacha Re: Jak z tym walczyc 01.07.07, 23:01
        I to jest najmądrzejszy post!!!Dobrze,że napisałeś o tym na forum,bo chyba sam
        potrzebowałeś tęgiego bata z swoje sadystyczne skłonności.Co to za
        ludzie,którzy pozwalają Ci odreagować nieudany związek kosztem niewinnego
        czlowieka,MAJĄCEGO CIĘ ZA OJCA!On tu w niczym nie zawinił!Na twoim miejscu
        bardzo bym się bała swojego sumienia.
        Skontaktuj się jaknajszybciej z jego biologicznymi rodzicami/może przez jakieś
        biuro łaczenia rodzin-nie wiem/i powiedz,ze czujesz się bezsilny,że nie umiesz
        już dżwigać tego ciężaru bez pomocy kobiety.NIE MASZ PRAWA ZABIJAĆ W INNYCH
        WIARY Z POWODU WŁASNEJ NIEDOJRZAŁOŚCI/żeby nie nazwać tego s...syństwem/.
    • beerd Re: Jak z tym walczyc 01.07.07, 23:26
      Wiesz dlaczego twój syn ma/miał problemy ?

      Wydaję mi się, że na każdym kroku dawaliście odczuć biednemu dzieciakowi że
      jest nic nie wartym podrzutkiem.
      Mogliście tego nie mówić, takie rzeczy się czuje.
      Fałsz, zawsze się czuje ...

      I to nie żadne tam geny, pochodzenie czy coklwiek innego.
      To wy - adopcyjni rodzice - spowodowaliście taki stan rzeczy. Pierwotnie był to
      odruch serca a zrobliście wielką krzywdę.

      W tej sytuacji najlepsze co mógłbyś zrobić - to uczciwie porozmawiać ze swoim
      synem. Może zrozumie, może wybaczy ale przynajmniej zakońćzy się taka
      destrukcyjna relacja a i ty sam nie zwariujesz.
    • amm06 Re: Jak z tym walczyc 02.07.07, 07:58
      Tad.onc, ktos madry powiedzial: "Nigdy nie jest za pozno na przebaczenie, bo
      nigdy nie jest za pozno aby kochac." I tak mi sie widzi, ze ty wbrew otoczeniu
      i samemu sobie, kochasz syna. Zostaw przeszlosc w przeszlosci i po prostu
      pozwol go sobie kochac bez ukrywania tego przed soba i innymi, teraz, w
      terazniejszosci. Pozdrawiam serdecznie.
    • ewiku Re: Jak z tym walczyc 02.07.07, 18:03
      chyba nie do końca opowiedziałeś w czym problem bo nikt nie wymaga, żebyś kochał
      adoptowane dziecko ale też z tego co napisałeś nic nie tłumaczy dlaczego tak
      boisz się szczerości w relacjach z Twoim synem...
      czyżbyś coś ukrywał?


      ----------------------------------------------
      Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
      • bszalacha Re: Jak z tym walczyc 02.07.07, 22:24
        No własnie.Najpierw pisałeś,ze był to odruch serca.Pisałeś też,że porzuciła Cię
        kobieta a więc rozumiem,ze wnioskowałeś,ze "odruchy serca nie są
        opłacalne".Może wciąz jesteś niepogodzony z faktem,że za Twoje dobre serce
        odpłascono Ci zdradą.Rozumiemy,jak bardzo czujesz się zraniony.Trzeba tylko ten
        żal wytłumaczyć chłopcu bo on na pewno bardzo Cię kocha za to,co dla niego
        zrobiłeś.Nie bój się tej rozmowy.Każdy kochałby takiego człowieka.
    • bszalacha Re: Jak z tym walczyc 02.07.07, 22:47
      Nikt z nas nie ma Ci za złe,że adoptowałeś dziecko i że masz szlachetne serce!!!
      Mamy Ci za złe,że wstydzisz się tego.
      Wszystkich nas bardzo poruszyła ta historia,wszyscy bronimy tego chłopca.Czy to
      Ci dodaje siły?Napisz do nas o tym i nie tłumacz się podłym i głupim durniom.
      Inna sprawa-z czym TERAZ masz klopoty,bo nie bardzo to wyjasniłeś.Zapewniam
      Cię,że własne dzieci też dają czasami w d...i też ma się ochotę rozerwać ich na
      kawałki,tylko co mi przyjdzie z argumentu"po co go urodziłam"?Tak więc nie czas
      zadawać sobie pytanie "po co adoptowałem"ale pogadać z gościem,ze jesteś na
      niego zły,bo..../i tu argumenty/.Potraktuj go wreszcie jak swoje dziecko,które
      musimczasami dostać w tyłek.Nie za to,że jest cudze ale za to,że czujesz się
      odpowiedzialny za niego.
      I tu cytat z "Małego Księcia":jezeli kogoś oswoisz musisz czuć sie za niego
      odpowiedzialny.
      Rozumiesz,MUSISZ SIĘ TAK CZUĆ,ZONA TEŻ-niestety.Koniecznie idż do jakiegoś
      terapeuty!Oni nie zjadają ludzi.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka