Gość: karolina
IP: 212.191.132.*
07.07.03, 08:39
Zagubiłam się… Przestałam się usmiechac… Najchetniej zamknęłabym się w domu
sama… Wiecznie jestem zmeczona i na nic nie mam ochoty. A z pozoru wszystko
jest w porządku. Koncze studia, mam dobra prace. Mogłoby się wydawac ze mój
smutek jest bezpodstawny. Stałam się kłotliwa, troche agresywna. Odnosze
wrazenie ze ludziom nie mam nic ciekawego do powiedzenia. Ze jestem nudna.
Nie umiem się wyluzowac i dobrze bawic w towarzystwie. Jestem zbyt powazna.
Nie smieszą mnie zarty moich znajomych po dużej dawce alkoholu. Czuje się
taka słaba…. Mój mezczyzna jest uosobieniem dobra. Wiem, ze bardzo mnie
kocha ale ja tego w ogole nie czuje. Nie czuje się kochana, choc pewnie
kazda inna na moim miejscu by się tak czuła. Czasem wyprowadza mnie z
równowagi, cos się popsuje i nie odzywamy się do siebie przez kilka dni. To
mnie wykańcza psychicznie, odbiera mi sily do zycia. Czasem się zastanawiam
czy ja go nie idealizuje. Nie potrafie zebrac mysli. Jest we mnie tyle
sprzeczności. Sama nie wiem gdzie szukac pomocy.