Dodaj do ulubionych

związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy

    • renatta1 Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 25.09.07, 20:43
      Mój mąż jest młodszy ode mnie o 12 lat. Poznałam go jak miał 17, a
      ja 29. Cztery lata później się pobraliśmy. Nikt się nigdy za nami na
      ulicy nie oglądał. Do tej pory nie widac różnicy wieku chociaż on ma
      obecnie 34 a ja 46. Co prawda nie jest to udany związek, ale nie z
      powodu różnicy wieku tylko różnicy charakterów.Znam mężczyzn po 40-
      stce zupełnie niedojrzałych. Dlaczego nadal funkcjonuje stereotyp,że
      to facet powinien byc starszy od kobiety? Udany związej zależy od
      charakterów ludzi a nie od ich wieku.
      • madison76 nareszcie coś pozytywnego! 25.09.07, 20:53
        Renatta jesteś przykładem że prawdziwa miłość nie zna barier takich
        jak np. wiek. I że jeśli dwoje ludzi się naprawdę kocha, to takie
        rzeczy są możliwe...
        Osobiście - cieszę się że pokochałam kiedyś starszego 18 lat faceta
        bo tylko przy nim czułam się tak dobrze i bezpiecznie
        tak samo jak umiem dzisiaj cieszyć się z tego, że umiałam tę miłość
        poświęcić dla dobra jego dzieci i swojego.
        Gdyby nie miał zobowiązań, bylibyśmy razem.
        Film z Meryl Streep "Co się wydarzyło w Madison Country" oglądam jak
        film o nas.
        Ale nie żałuję ani jednej chwili spędzonej z kimś, kto dał mi po
        prostu siebie - bez kalkulacji, bez warunków.
        Swoim dzieciom chcę przekazać wiarę w miłość
        • fale_morskie Re: nareszcie coś pozytywnego! 25.09.07, 21:00
          Może Ty jesteś szczęśliwa, ale czy on jest. Rzuciłaś go? Dzieci
          miały żądania? Nie ma czegoś takiego, że odchodzi się dla czyjegoś
          dobra. Gdybym, ja była zakochana, to chciałabym, aby ta osoba
          zabrała mnie nawet do piekła :(
          • shangri.la Re: nareszcie coś pozytywnego! 25.09.07, 21:07
            Ech Fale, i ten Twój idealizm:)
            Bywa , że ukochana osoba robi Ci piekło na ziemi.....
            Nie warto na to pozwolić.
            • fale_morskie Re: nareszcie coś pozytywnego! 25.09.07, 21:14
              To nie jest idealizm. Ja patrzę na wszystko zimno. Dla
              potwierdzenia, mogę wypowiedzieć w pełni subiektywną opinię:

              Na świecie, nie istnieją żadne, dobre uczucia. Wszyscy ludzie są źli
              i dzielą się tylko na tych, którzy chcą popełniać zbrodnie na
              mniejszą lub większą skalę. Wyjątkiem jestem ja, ponieważ jestem
              szczera - reszta, to kłamcy. Tylko ja coś znaczę na tym świecie.

              To jest moje subiektywne patrzenie - bez zimnej logiki. Oparte,
              jedynie na własnym doświadczeniu.
              • shangri.la Re: nareszcie coś pozytywnego! 25.09.07, 21:25
                A ja myślę, że świat jest pełen uczuć i dobrych ludzi. Tak jak pełen jest pięknych miejsc i wspaniałych idei, wynalazków dóbr kultury.....
                Ale jest też zło, które przychodzi często z nieśmiałym uśmiechem, opakowane we wzniosłe ideały i górnolotne słowa, pełne realizmu obietnice i czułe spojrzenia. Takie zło aż prosi się o obdarzenie je głębokim uczuciem... Trudno ci zaufać i złamać zasady , ale z czasem otwierasz mu drzwi swojego serca i domu....wtedy zobaczysz jego prawdziwą twarz i piekło na ziemi staje się faktem.
                • fale_morskie Re: nareszcie coś pozytywnego! 25.09.07, 21:32
                  Ale, logicznie patrząc, nie można szufladkować wszystkiego. A
                  często, uważa się, że osoba młoda to od razu dziwka. Dobrze, że ten
                  chłopak tego nie czyta, bo go nie znamy i nie wiemy, jaki jest. Ja
                  bym wolała być oskarżona o morderstwo, niż o niestałość. Dziwnie
                  brzmi to, że mam "idealistyczne poglądy", bo patrżac na to, jaka
                  jestem, to gdybym nie była maszyną, to na każdą życzliwość
                  reagowałabym agresywnie - tego mnie nauczono. A tak, wiem, że nie
                  mogę nikogo oskarżać, jak nie mam pewności.
                  • shangri.la Re: Masz rację..... 25.09.07, 21:36
                    ....nie tylko nie można szufladkować, ale nawet nie wolno tego robić.
                    Trzeba jednak na życie i ludzi patrzeć realistycznie i nawet jeśli nam samym zabrakło zdrowego rozsądku w pewnym momencie , uświadomić innym, że to nie jest droga do szcześcia.
                    Moim zdaniem to droga do nikąd......
                    • shangri.la Re: Masz rację.....P.S. 25.09.07, 21:45
                      Droga do nikąd w najlepszym przypadku....
                      W moim była drogą do piekła i jakoś trudno mi uwierzyć, że tylko w moim.
                      Nie chciałabym, aby ktokolwiek cierpiał, to wszystko.
                      • fale_morskie Re: Masz rację.....P.S. 25.09.07, 21:48
                        shangri.la napisała:

                        > Droga do nikąd w najlepszym przypadku....
                        > W moim była drogą do piekła i jakoś trudno mi uwierzyć, że tylko w
                        moim.
                        > Nie chciałabym, aby ktokolwiek cierpiał, to wszystko.

                        Widzę, że nie odróżniasz namiętności od miłości :)
                        • shangri.la Re: Masz rację.....P.S. 25.09.07, 21:51
                          Tego nie możesz powiedzieć, bo nie wiesz, czy i jakim uczuciem darzyłam tego człowieka.
                          • fale_morskie Re: Masz rację.....P.S. 25.09.07, 22:00
                            Ale, jeśli on odszedł, to z jego strony, była to tylko namiętność.
                            Miłość nie mija i zaakceptuje, nawet to, że druga strona okaże się
                            samym szatanem. I, akurat, wiek nie ma nic do rzeczy. Człowiek,
                            który kocha, ale nie może być z tą osobą, ma zwykle dwie drogi, aby
                            nie cierpieć lub udawać przed sobą, że nie cierpi: samobójstwo lub
                            bliskość kogoś, kto pokaże mu inne strony życia, zabije w nim różne
                            rzeczy, itd. - krótko: ludzie nazywają to, sprzedaniem się diabłu.
                            Mał kto, cieszy się tylko tym, że mógł poprostu kochać. Samobójstwa,
                            popełniają coraz młodsi - i nie zawsze jest to bezmyślne działanie.
                            A, drudzy... takich jest chyba jeszcze więcej.
                            • shangri.la Re: Masz rację.....P.S. 25.09.07, 22:07
                              Wiesz, dobrze , że w tym konkretnym przypadku z jego strony to było perfidne wykorzystanie i perwersyjna manipulacja.
                              To, co ja czułam, to zupełnie inna sprawa......

                              Cała sztuka polega na tym, aby żyć:)
                              • fale_morskie Re: Masz rację.....P.S. 25.09.07, 22:12
                                Jednak, nie można powiedzieć, że wszyscy to manipulanci. Na to, że
                                takie związki mają szansę przetrwać jest wiele dowodów - zebrać ze
                                świata i będzie spora grupka :)
                                Na pewno, zdecydowanej większości, ciężko jest pogodzić się z
                                faktem, że nie spełnią się w miłości, choć mnie się wydaje, że z tym
                                prędzej się pogodzą, niż z atakami społeczeństwa: "Zakochasz się
                                jeszcze".
                                • shangri.la Re: Masz rację.....P.S. 25.09.07, 22:23
                                  Fale, piszę czasem ogródkami, ale usiłuję Ci uzmysłowić, że gdyby w odpowiednim momencie ktoś rozsądny powiedział mi, że postępuję absurdalnie, uchroniałbym się , że przed tym wszytkim , co mnie póżniej spotkało.
                                  Są sprawy z założenia przegrane i romantyczne mrzonki, ani życiorysy gwiazd nie zmienią rzeczywistości, której po prostu trzeba popatrzeć prosto w oczy i zrezygnować zanim się przekonasz , czy miałaś do czynienia z manipulantem, napalonym małolatem, czy fantastycznym, ale zagubinym w zyciu facetem.....
                                  To kobietą powinna być tą rozsądniejszą stroną, bo ona póżniej cierpi.
                                  • fale_morskie Re: Masz rację.....P.S. 25.09.07, 22:36
                                    Ale, przecież nie zawsze tak jest. Gdybym w wieku czternastu lat,
                                    miała pieniądze, to już bym miała dzieci. Gdyby nie to, że mi nie
                                    jest pisana żadna miłość, to też bym mogła się wtedy hajtnąć i niech
                                    ktoś by spróbował stanąć nam na drodze. Dzisiaj, mam dwadzieścia
                                    lat. Niby, jestem młoda, ale czuję się tak stara, że czasem
                                    zapominam o wieku fizycznym i wydaje mi się, że nie zdążę żadnych
                                    planów, bo stoję nad grobem. Ten chłopak, też może być mądrzejszy.
                                    Nie wybierał sobie, że ta, która jest mu pisana będzie starsza.
                                    Pomyśl, jak on się musi czuć, kiedy go atakują. Poza tym, ta kobieta
                                    ma szansę na szczęście. Jeśli zrezygnuje, to od razu jest skazana na
                                    samotność, bo widocznie jego kocha.
                                    • shangri.la Re: Masz rację.....P.S. 25.09.07, 22:41
                                      Sorry, ale żaden rozsądny i poukładany facet nie zainteresuje się nawet kobietą , która mogłaby być jego matką.
                                      Żadna naprawdę rozsądna kobieta nie uwierzy, że taki smarkacz mógłby ją pokochać(!)
                                      • fale_morskie Re: Masz rację.....P.S. 25.09.07, 22:49
                                        Żeby to się wybierało, to można by poszukać kogoś pięknego, mądrego,
                                        bogatego, ohajtać się, pomóc zejść z tego świata = wzbogacić, nie
                                        oszukiwałoby się mówiąć, że się kocha i znowu kogoś szukać.
                                        • shangri.la Re: Masz rację.....P.S. 25.09.07, 22:56
                                          Moim zdaniem, to mężczyzna WYBIERA i powinien wybierać wśród równieśnic.
                                          Kobieta AKCEPTUJE lub odrzuca.

                                          Stawianie siebie na pozycji straconej na samym wstępie, nie wróży jej niczego dobrego. Zdrowy rozsądek plus odrobina wyobrażni wystrczy, aby nie dać się ponieść uczuciu skazanemu na zagładę.
                                          A jednak wciaż czytamy tyle rozpaczliwych postów.....
                                          • fale_morskie Re: Masz rację.....P.S. 25.09.07, 23:02
                                            Żeby, ktokolwiek mógł wybierać, to ja bym może nigdy się nie bała,
                                            że będę w życiu cierpieć i nie bałabym się tego, że moje dzieci się
                                            zakochają. Już bym im takiego pranie m.ózgu zrobiła, że by nikogo
                                            nie wybrały :)
                    • fale_morskie Re: Masz rację..... 25.09.07, 21:46
                      Każdy sam będzie wiedział, czy kocha.
                      Wiadomo, jakie ja mam doświadczenia z "przyjaźnią", nawet w mediach
                      nie słyszałam o istnieniu prawdziwej przyjaźni, ale nie mogę
                      wykluczyć tego, że coś takiego istnieje. Może był taki jeden
                      przypadek, wieki temu, ale nie jest nierealne, że to się nie
                      powtórzy. Dlatego, nie mogłabym powiedzieć ludziom, którzy twierdzą,
                      że chcą się przyjaźnić, że im się nie uda. Ja wiem, tylko tyle, że
                      mnie by się nie udało.
              • coraz.lepiej Re: nareszcie coś pozytywnego! 27.09.07, 09:25
                A moje subiektywne spojrzenie jest takie: świat jest taki jakim go
                widzimy. Jeśli uważasz że jest zły to jest zły, bo po pierwsze
                zauważasz a po drugie "przyciągasz" to o czym myślisz. Zrób sobie
                prosty test - myśl o czymś (np. o jakimś modelu samochodu - taki
                męski przykład) a zaczniesz go zauważać na ulicy i zdziwisz się ile
                ich jeździ.
                pozdrawiam
                • fale_morskie Re: nareszcie coś pozytywnego! 27.09.07, 09:28
                  coraz.lepiej napisał:

                  > A moje subiektywne spojrzenie jest takie: świat jest taki jakim go
                  > widzimy. Jeśli uważasz że jest zły to jest zły, bo po pierwsze
                  > zauważasz a po drugie "przyciągasz" to o czym myślisz. Zrób sobie
                  > prosty test - myśl o czymś (np. o jakimś modelu samochodu - taki
                  > męski przykład) a zaczniesz go zauważać na ulicy i zdziwisz się
                  ile
                  > ich jeździ.
                  > pozdrawiam

                  Kiedyś, uważałam inaczej i mało nie skończyłam w piachu...
                  • coraz.lepiej Re: nareszcie coś pozytywnego! 27.09.07, 09:50
                    Droga do lepszego wiedzie przez gorsze. Oczywiście w rozsądnych
                    dawkach, żeby sobie krzywdy nie zrobić. Polecam książkę Marka
                    Kamińskiego "Moje bieguny" jako metaforę życia. Nie byłem w stanie
                    jej przeczytać na raz, zajęło mi to kilka lat. Upór i ciężka praca,
                    czasem ciągłe cofanie się, na które odpowiedzią jest upór i ciężka
                    praca i tak w kółko, aż się osiągnie cel. Nie ciągłe nagrody, nie ma
                    takiej opcji, a kto na to liczy będzie zawiedziony.
                    • fale_morskie Re: nareszcie coś pozytywnego! 27.09.07, 19:55
                      Można się nie poddawać...w karierze zawodowej. Ludzie, albo są
                      przyjaciółmi/ zakochani, albo nigdy nie byli.
          • madison76 Re: nareszcie coś pozytywnego! 25.09.07, 21:20
            ani ja ani on nie jesteśmy szczęśliwi w swoich związkach, ale
            wspólnie zadecydowaliśmy że nie będziemy szczęśliwi jeśli ktos przez
            nas będzie cierpiał - po prostu.
            Byłam z nim tak szczęśliwa, że całemu światu chciałam to wykrzyczeć -
            ale po jakimś czasie zmęczyły nas tajemnice.
            Był taki moment - że poszłabym za nim nawet do piekła...
            Zawsze kiedy się spotykamy - krótkie dwa zdania i wiem, że czas
            między nami stanął w miejscu...
            A kiedy spotykam jego dzieci - jego wnuczka bawi się często z moją
            córką - mogę im spojrzeć w oczy.
            • fale_morskie Re: nareszcie coś pozytywnego! 25.09.07, 21:24
              Przykro mi to pisać, ale te dzieci są nic nie warte i jeszcze same
              będą cierpieć.
              • madison76 życie jest życiem 25.09.07, 21:36
                Jego dzieci - hm...
                Są wychowane na egoistów, nie wyobrażam sobie zeby miały
                zaakceptować nasz związek - żadne z nich, mimo tego że już wszystkie
                dorosłe.
                Jestem z jego jedną córką w kontakcie i wkurza mnie jej postawa
                wobec życia - taka roszczeniowa...
                Mimo tego co się wydarzyło wierzę w miłość.
                Wierzę że miłość wszystko może - nawet jeśli niektóre historie przez
                nią pisane kończą się nizbyt szczęśliwie..
                • fale_morskie Re: życie jest życiem 25.09.07, 21:41
                  Miłość może wygrać, jeśli obie strony walczą.
                  Powinniście spróbować jeszcze raz. To, czy dzieci to zaakceptują, to
                  ich problem. Pomyśl, tak zimno: Wasze szczęście - osób, które są
                  sobie przeznaczone i mają do tego prawo czy dzieci, które mają
                  gdzieś szczęście innych. Powodzenia.
                  • madison76 Re: życie jest życiem 25.09.07, 21:50
                    Teraz to i ja mam już zobowiązania i małe dzieci, którym tego nie
                    mogę zrobić, pracę, którą kocham, firmę,....
                    I daleko gdzieś tam jest facet w dalekim świecie, o którym myślę
                    częściej niż o mężu, dla którego porywy serca to chińszczyzna albo
                    gorzej...Mąż jest z innej gliny - jeśli chodzi o uczucia - to on
                    jest w stanie hibernacji - pewnej luki nie jest w stanie wypełnić...

                    Jestem pogodzona ze swoim losem.
                    Ale nie ukrywam, że wierzę skrycie że nadejdzie taki dzień, że może
                    jakoś sie zejdziemy...
                    • fale_morskie Re: życie jest życiem 25.09.07, 21:51
                      Ja Ci tego życzę :)
                      • madison76 Re: życie jest życiem 25.09.07, 22:00
                        dzięki ;-))
                        ostatnio jak zacytował mojego smsa sprzed roku? stwierdziłam że to
                        jednak nie była ot taka sobie przygoda -
                        coś co nas łączyło przetrwało 7 lat, burze, odległość, rozłąkę.
                        Wiem że jeśli byśmy się znaleźli sam na sam gdzieś byłoby tak jak
                        dawniej...
                        A mąż zwykle zapomina na drugi dzień wszystko o czym rozmawialiśmy
                        przez telefon, szczególnie drobiazgi dotyczące dzieci i mnie, bo
                        sprawy materialne pamięta tiptop.
                        Gdybym miała brata który związałby się z 17 lat starszą kobietą,
                        życzyłabym mu szczęścia, a nie rozpaczałabym na forum...
                        • coraz.lepiej Re: życie jest życiem 27.09.07, 09:41
                          Jak myślisz, czy gdybyś mogła być z tym starszym facetem na 100%,
                          gdyby nie miał rodziny i nic was nie ograniaczało, wasza relacja
                          byłaby taka sama? Czy mogła by trwać "na zawsze". Czy była byś w
                          stanie funkcjonować na takim poziomie emocji na stałe?
                          • madison76 Re: życie jest życiem 27.09.07, 10:02
                            Starszy facet był gotowy na związek - ja wtedy stchórzyłam - właśnie
                            dlatego, że co ludzie powiedzą...
                            Teraz się rozwodzi, wraca do kraju i czeka nas rozmowa - o nas.
                            Nie wiem jak by było i nie wiem jak będzie - wiem że on chce ze mną
                            być a ja po 7 latach ciągle o nim myślę i coraz bardziej tęsknię.
                            Tylko przy nim czułam że ktoś kocha mnie za nic - taką jaką jestem.
                            Małżeństwo mnie rozczarowało totalnie - mój dwa lata starszy mąż
                            jest jeszcze dzieckiem, poza tym dla niego sprawy materialne są
                            priorytetem.
                            Miłość to coś co zostaje po 3 latach - u nas są dzieci i SAMOTNOŚĆ.
                            Związek z mężem ciągnęłam i ciągnę ja, od poczzątku życie z nim to
                            podwójne obowiązki i mało przyjemności.
                            Po ślubie dowiedziałam się o mężu wielu rzeczy, o których nie miałam
                            pojęcia - bywał psychopatą i damskim bokserem, poza tym w jego
                            rodzinie jest wiele wstydliwych tajemnic.
                            Nie dość że zrezygnowałam z romansu to jeszcze poczułam się oszukana.
                            Mam szansę teraz spróbować, czy przy tamtym mężczyźnie "legalnie"
                            też będę szczęśliwa
                            Nie wiem co zrobię teraz - czy skorzystam z tej szansy czy pozostanę
                            w kiepskim związku samotna z dwójką dzieci dla ich "dobra".
                            Nie wiem.
                            Na jednym poziomie emocji być może nie, ale skoro po tylu latach
                            myślimy oboje o wspólnym życiu, to chyba tym bardziej świadczy to o
                            tym, że nie był to taki tam zwyczajny przelotny romans...
                          • madison76 Do: coraz.lepiej 27.09.07, 10:20
                            Uważam że jeśli komuś się miłość przydarzyła, to nie wolno z niej
                            rezygnować ani jej odrzucać - życie się wtedy okrutnie mści...
                            Popełniłam błąd odrzucając miłość - być może jedyną prawdziwą do tej
                            pory, jaką przeżyłam.
                            Żałuję że nie daliśmy sobie szansy wtedy - teraz być może jest za
                            późno.
                            Żałuję że nie miałam odwagi pójść za głosem serca wtedy.
                            Nie jestem szczęśliwa.
                            On też nie.
                            Mój mąż też nie - to nie moja wina że dla niego małżeństwo było jak
                            umowa biznesowa i przez zaniedbanie i złe traktowanie zniszczył coś
                            co zaczęło się budzić...
                            Moja historia jest niedokończona ale uważam że jest jeszcze jednym
                            dowodem na to, że o prawdziwe uczucie - jeśli się już takie zdarzy -
                            trzeba walczyć i na nim budować, bo nie da się go niczym zastąpić.
                            Wierzę w miłość - nic jej nie zastąpi...
              • linda-07 Re: nareszcie coś pozytywnego! 25.09.07, 21:44
                Nauczycielka uwiodła swojego ucznia !?

                Spośród ludzi o wyższym wykształceniu, tylko nauczycielki są zdolne do czegoś
                podobnego, jest to specyficzny rodzaj ludzki.
                Ograniczony, zarozumiały, bez skrupułów i bez wstydu.

                Jest taka męska modlitwa: "od zarazy, głodu, ognia i nauczycielki uchowaj nas
                Panie".

                Żal mi tego chłopca, bo nie wie co czyni !
                Ale... przyjdzie czas, że przejrzy...
                • madison76 Bzdura!!! 25.09.07, 21:53
                  7 lat temu związałam się z mężczyzną 18 lat starszym i to ja go
                  uwiodłam, nie na odwrót. Bardzo mu się podobałam od początku, ale
                  dopiero jak go zaczęłam świadomie prowokować, przestał się bronić.
                  Nie znasz sytuacji, więc nie uogólniaj do jednego znanego sobie
                  schematu!!!
                • pos3gacz Re: nareszcie coś pozytywnego! 25.09.07, 23:43
                  linda-07 napisała:

                  > Nauczycielka uwiodła swojego ucznia !?
                  >
                  > Spośród ludzi o wyższym wykształceniu, tylko nauczycielki są
                  zdolne do czegoś
                  > podobnego, jest to specyficzny rodzaj ludzki.
                  > Ograniczony, zarozumiały, bez skrupułów i bez wstydu.
                  >
                  > Jest taka męska modlitwa: "od zarazy, głodu, ognia i nauczycielki
                  uchowaj nas
                  > Panie".
                  >
                  > Żal mi tego chłopca, bo nie wie co czyni !
                  > Ale... przyjdzie czas, że przejrzy...
                  xxxxxxxxxxxxxxx
                  Znalazł się filozof i znawca wszystkiego.
    • bursztynowe Kilka pytań, raczej retorycznych 25.09.07, 22:03
      Czy Twój brat jest pełnoletni?

      Dopuszczasz także możliwość, że może robić ze swym życiem co chce?

      Czy kobieta 38 jest trędowata?

      A to już nie pytanie.
      Przykład tego typu związku: Susan Sarandon i Tim Robbins. I wziąwszy pod uwagę
      realia H. to tworzą całkiem udaną parę. 12 lat różnicy. Korzyść Susan.


    • cytrynka123 Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 25.09.07, 22:56
      mi podobal sie jeden mezczyzna 17 lat starszy ode mnie. syna mial
      zaledwie 5 lat mlodszego ode mnie. oczywiscie rozwiedziony i z
      ustalona sytuacja osobista. nie wyszlo, bo balam sie. byl bardzo
      mocno ustawiony zyciowo i bardzo znany w srodowisku biznesowym i
      akademickim. gdyby byl biedniejszy i bardziej anonimowy, z pewnoscia
      bym miala odwage. nigdy nie chcialam byc niczyja lolita, a zwiazek
      ze starszym i zamoznym od razu rzuca cien na intencje dziewczyny.

      w powyzszym przypadku... rzecz ma sie o milosci i niech ta milosc
      kwitnie. ona najwyrazniej jest malo doswiadczona w kwestiach damsko-
      meskich, on ja kocha od dawna.... tez sie pewnie seksualnie
      zakonserwowal dla niej... dajcie im prawo byc razem. jezeli rodzina
      rozbije ich zwiazek, ci moga sie od niej odwrocic. jego stalosc
      uczuc powinna dobrze o nim swiadczyc, a ona ma nieposzlakowana
      opienie. nie ma wiec problemu.
    • irena104 Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 25.09.07, 23:08
      Mialam kuzyna, ktory byl dwukrotnie zonaty z kobieta starsza.
      Pierwsza byla w wieku jego matki, mojej ciotki. Bylo bardzo udane
      malzenstwo. Owdowial. Druga byla 17 lat starsza. Rowniez bylo bardzo
      oddane sobie i kochajace malzenstwo. Ona go przezyla, pielegnowala w
      ciezkiej chorobie, ktora nieoczekiwanie nadeszla.
      W rodzinie nie bylo zadnych komentarzy na temat roznicy wieku.
      W rodzinie mielismy inne malzenstwo z 11-letnia roznica wieku (ona
      starsza)
      • magdolot Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 26.09.07, 01:11
        Znam trzy podobne związki. Jeden formalny, dwa - nie. Wszystkie
        udane.

        Ludzie, którzy gadają, z czasem się zamykają. Jak związek trwa,
        nabierają szacunku i przestają wydziwiać.

        I jeszcze jedno - Twój brat ryzykuje mniej, niż ta kobieta. I teraz
        i w przyszłości.
        • shangri.la Re: Ta kobieta już straciła wszystko n/t 26.09.07, 07:36

          • nangaparbat3 Ta kobieta już straciła wszystko Re: Obsesja?n/t 26.09.07, 09:04

            • shangri.la Re: Obsesja?n/ 26.09.07, 10:07
              Nie, jedynie ZDROWY ROZSĄDEK:)))
    • macarthur co za pierdoły 25.09.07, 23:22
      za 10 lat im samo przejdzie
      • shangri.la Re:Kontrowersyjny wątek?:) 26.09.07, 07:12
        Interesujące, co w tym obyczajowym wątku jest aż tak kontrowersyjnego, że ponad sto postów napisały cudownie rozmnożone klony?:)
    • niebieska_konewka bez dramatu! 26.09.07, 08:48
      ja nie dramatyzowałabym tak bardzo. Oboje wiedzą, co robią, być może
      wszysycy na około mają rację, ale dopóki sami się o tym nie
      przekonają, nikt nie może nimi manipulować.
      byłam kiedyś z mężczyzną 11 lat młodszym. trzy naprawdę udane lata.
      a że się skończyło? trudno.. takie życie.
      fuga.blox.pl/html
    • vanilla.dream czy jest z tej sytuacji jakieś wyjście ... 26.09.07, 09:20
      na to pytanie on sobie sam musi odpowiedzieć. jest już dużym chłopcem. a za
      10lat, gdy ta babka dobiegnie pięćdziesiątki, to sprawa rozstrzygnie się samoistnie.

      wasze interwencje wywołają jedynie odwrotny skutek
    • mypestka81 Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 26.09.07, 09:43
      mam 26 lat i jestem w zwiazku z 53letnim mezczyzna.
      Jestesmy razem juz 6lat i naprawde jest nam dobrze.
      Czasami otoczenie sprawia wiele bólu, ale zalezy od tego jak to
      odbieramy i czy nas to interesuje. Bo wkoncu, to tylko cudzy wstyd,
      nam jest ze soba wspaniale i reszta sie nie liczy.
      Dlatego powinniscie go wspierac i byc blisko. Starac sie zrozumiec i
      poznac ich zwiazek, wtedy on i wy bedziecie szczesliwi. A to w zyciu
      najwazniejsze.
      Sciskam mocno.
      • max421 Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 26.09.07, 12:03
        Czesc! Szczeze gratuluje odwagi i niezwykle wysokiej
        samoswiadomosci! Proponuje ksiazki Anthony de Mello(jesli nie znasz)
        Przebudzenie lub Droga do Milosci. Wspaniala uczta duchowa i
        intelektualna.Przynoszaca ulge i radosc z zycia. Wyrazy sympatii dla
        was obojga. Maximilian
    • volandina Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 26.09.07, 10:21
      Doświadczyłam czegoś podobnego. Co prawda mój ukochany kiedy się
      poznaliśmy był "tylko" 6 lat młodszy otoczenie było sszokowane. Te
      niewybredne uwagi o przyszłości, prawie wszyscy przestrzegali nas
      przed tym związkiem, mówili: Co bedzie za parę lat,Mężczyżni wolniej
      się starzeją itp. Dodatkową "atrakcją" było to,że byłam rozwódką z
      dwójką dzieci( w tym jedno niepełnosprawne). Nasz związek był
      tematem sezonu)))
      Jednak najbardziej obawiałam się reakcji jego rodziny, osób
      sznowanych i znanych w naszym mieście. Kluczową postacią była babcia
      mojego ukochanego, osoba niezwykle religijna, z jej zdaniem w
      rodzinie bardzo się liczono. To wszystko było dla mnie niezwykle
      stresujące. Rozsądek podpowiadał,że nasz związek nie ma racji bytu,
      że wszystko nas dzieli ale nasza miłość na przekór wszystkiemu rosła
      w siłę.
      Jakież było moje zdziwienie kiedy otrzymałam od matki mego lubego
      zaproszenie na Swięta Bożego Narodzenia ( oczywiście zaproszenie
      obejmowało również mije dzieci). NIe powiem żeby była wylewna ale
      spotkanie przebiegło w miłej atmosferze. Odwdzięczyłam się
      zaproszeniem jej do mojego domu. Po kilku takich spotkaniach
      polubiłyśmy się. A owa babcia, której tak się obawiałam? Ta cudowna
      kobieta przyjęła mnie z otwartymi ramionami( nie bez znaczenia była
      opinia na mój temat pewnej starszej pani, któraą poznałam wcześniej
      a ona okazała się być sąsiadką babci.
      A przyszłość?
      Otóż od tamtego czasu minęło 17 lat. Jesteśmy razem , niedawno
      zalegalizowaliśmy nasz związek. Co ja gadam wzięliśmy ślub !! w
      kościele!! i wyprawiliśmy sobie wesele:))))) Jednego czego żałuję to
      tego,że babcia tego nie dożyła. Nadal się kochamy i szalejemy za
      sobą. A różnica wieku?? Czy to ma jakieś znaczenie? ABSOLUTNIE
      ŻADNEGO :))))Pozdrawiam serdecznie. I maleńka rada: postarajcie się
      najpierw poznać ukochaną waszego bliskiego a później oceniajcie.
    • gosiekkk Co powiedza ludzie-czyli kolejna rodzinka na pokaz 26.09.07, 10:28
      A dajciez wy im wszyscy swiety spokoj. Tacy jestescie niby to zatroskani o
      brata/ syna, a nie widzicie tego, ze to jego zycie i jego wybor, do ktorych ma
      swiete prawo. Jest dorosly, pracuje, studiuje, a wy wszyscy chcecie mu dyktowac,
      co ma robic. Nie traktujcie go jak szesciolatka.

      Reakcje ojczulka tej pani uwazam za jeszcze bardziej obrzydliwa. Toz to szantaz
      : albo twoj facet, albo my. Wstretne.

      Przy tym tak naprawde nie chodzi wam o szczescie brata, a o opinie innych na
      wasz temat. Co ludzie powiedza, przeciez jestesmy taaaka porzaaadna rodzina, a
      tu taaaaki wstyyyyd...

      Zastanowcie sie powaznie, czy wazniejsze dla was jest "bycie prawdziwa rodzina,
      wspieranie sie i wzajemna akceptacja", czy tez "bycie rodzina tylko na pokaz,
      dla sasiadow, dla otoczenia". De facto w tej chwili dajecie waszemu bratu/
      synowi kopa w d**e, bo osmiela sie zyc wlasnym zyciem.

      Jezeli brat jest naprawde taki, jakim go przedstawiasz, to znaczy
      odpowiedzialnym, doroslym czlowiekiem, to sprawe roznicy wieku juz ze sto razy
      sobie przemyslal i doszedl widocznie do wniosku, ze mu ona nie przeszkadza.
      Co bys czula, gdyby Twoj brat wraz z rodzinka wybrzydzali na Twojego faceta, ze
      jest taki, smaki, owaki. Czy cieszylabys sie z tej nagonki?... Przemyslcie sobie
      to wszystko.
    • miauka Nie ma to jak hipokryzja 26.09.07, 12:35
      Faktycznie tragedia!!! Straszne, mamusia na stołku, a synek ze starą babą! No i
      co sąsiedzi powiedzą? No nic tylko się pochlastać!!!

      A może tak trochę tolerancji, pokory i szacunku dla drugiego człowieka i jego
      losu? Może nie potrzeba dwojgu dorosłym ludziom organizować życia, co?

      A najlepszy tatulek starszej pani, no komedia...

      Może warto odświeżyć lektury z liceum, np. "Moralność pani Dulskiej"!
    • celinka66 Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 26.09.07, 13:21
      Nikt nie ma prawa wtrącać się do osobistego życia dwojga dorosłych ludzi. Twój
      brat jest przecież dorosłym człowiekiem. Jeśli Twoja rodzina i jej pozwolić im
      pójść własną drogą i normalnie żyć,to następne lata pokażą, czy ona i Twój brat
      będą w stanie trwać w tym związku. Dałabym im możliwość zamieszkania samym i nie
      legalizowania związku ślubem.Brat Twój jest na tyle młody, że w razie gdyby
      przekonał się, że nie chce żyć dalej ze starszą od siebie kobietą zawsze będzie
      miał swobodną drogę odwrotu. A może akurat się uda?
      • limba20 Dzięki raz jeszcze; widzę raczej jednomyślność. 26.09.07, 13:27
        Dzięki za zainteresowanie; zawsze to lepiej, jeśli inni, bardziej obiektywni się wypowiedzą. Proponuję zakończyc już ten wątek, bo inni tez czekają na Wasze posty z opinią i pomocą.
        Pozdrawiam
      • sara-marco Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 26.09.07, 13:57
        celinka66 napisała:

        Mężczyzna 22 lata ,fakt moze i juz dorosły ale z odpowiedzialnoscia mozna
        dyskutować.Burza hormonow,ta starsza Pani pokazała mu swiat i nie tylko i jego
        zwiazek bazuje tylko na tym.Ludzie ,zanim zaczniecie cokolwiek pisac pomyslcie
        czy taka kobieta dojrzała nie krzywdzi młodego chłopaka.Jej jak widac nikt
        wczesniej nie zechciał dlatego zabrała sie za chłopaka bez doswiadczenia i uczy
        go .Jej wszystko jedno,liczy dni i korzysta z nich i tak niedługo zostanie
        antykiem a jemu zabiera młode piekne lata.
        • nangaparbat3 saro-marco 26.09.07, 18:31
          Myslę sobie, ze to co piszesz o tamtej pani z wątku, w jakis sposób odnosi sie
          do Ciebie samej. Nie jesteś w stanie zaakceptować starzenia się, upływajacych
          lat, pogardzasz sobą za to, ze nie masz już 20. Naprawdę wspołczuję.
          • gosiekkk Re: saro-marco 26.09.07, 22:14
            No, skoro to podforum jest w dziale psychologia, to pozwole sobie cos dorzucic
            na temat "plastikowej sary". Ton wypowiedzi - agresywny,nienawistny, drapiezny,
            opryskliwy, zupelnie jakby caly ten temat, a w szczegolnosci wypowiedzi osob
            szczesliwych w zwiazku z mlodszym partnerem, stanowily osobisty policzek dla tej
            "pani".(vide - jej reakcja na moje posty. Po przeczytaniu rozbolala mnie
            przepona) Wiec jest tak - albo mamusia tez miala mlodszego partnera, albo tatus
            mlodsza partnerke, albo moze facet pier**** sara smarko dla starszej, ale
            ciekawszej, babki, lub wreszcie - pomimo "slusznego" wieku niestety nie
            znalazla ona na razie partnera i zwyczajnie innym zazdrosci.W kazdym razie - ja
            jej nie zazdroszcze podejscia do swiata i ludzi. Takiego typu osoby w realu z
            daleka omijam, bo sie nimi brzydze... :-)
        • gosiekkk Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 26.09.07, 21:06
          Dlaczego zakladasz, ze ona cos facetowi zabiera? Czyzbys sama byla wlasnie taka
          - zaborcza, egoistyczna?...
    • bahmat Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 26.09.07, 13:51
      po co krakać, że nie będą się kochali, jeśli się kochają, to może
      będą się kochali, to fajna różnica wieku, mieć za partnerkę starszą
      o 17 lat kobietę, żadko mężczyzna może sobie pozwolić, na takie
      doświadczenia z taką parnerką, starsze są lepsze, niech będą ze sobą
      jak najdłużej, a jak coś się kiedyś rozpadać będzie, to może
      parnerka mamuśka zezwoli na młodsze kochanki i tak trwać bedą aż do
      końca historia zna takie przypadki
    • own_business Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 26.09.07, 14:05
      Hej, po pierwsze watek wydaje mi sie odkopany, jestem pewna, ze
      czytalam identyczny pare miesiecy temu na innym forum. Nie wazne.
      Chcialam sie podzielic moimi odczuciami dotyczacymi zwiazkow ze
      starszymi mezczyznami.
      Sama mam 30 lat a moj ukochany jest 12 lat starszy. Nigdy ale to
      przenigdy nie przyszlo mi do glowy oceniac naszego zwiazku w oparciu
      o wiek. Mamy podobne poglady na zycie, poczucie humoru, lubimy tak
      samo spedzac wolny czas, jestesmy najlepszymi przyjaciolmi.
      Nasz zwiazek przetrwal 6 lat mimo sprzeciwu mojej rodziny. Nie
      poddalam sie. I dodam jeszcze jedno, nie tylko zakazany owoc smakuje
      lepiej. Nasz zwiazek przestal byc zakazanym, a my kochamy sie tak
      samo mocno.
      Wszystkim, ktorzy szczerze kochaja zycze powodzenia i szczescia. Nie
      sluchajcie bandy pustakow, ktorzy zamiast pilnowac wlasnego zycia
      wtracaja nosy w nie swoje sprawy. zasmiejcie im sie w te nosy i
      robcie swoje.
      • stare_pudlo_beauty Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 26.09.07, 15:49
        Mam 49lat. Poltora roku temu poznalam mezczyzne o 14 lat mlodszego.
        Nie podrywalam go i do glowy wczesniej nie przyszlo mi, ze moglabym
        sie zakochac w duzo mlodszym mezczyznie. Ale zaprzyjaznilismy sie i
        bylismy sobie coraz blizsi, az wybuchlo miedzy nami zaskakujace nas
        samych cudowne uczucie.Wczesniej bylam w kilku zwiazkach z
        rowiesnikami.
        Moze oboje jestesmy "nienormalni", ale czym jest tak zwana
        normalnosc, tego nie wiem. Nie wiem, jak dlugo potrwa nasz zwiazek,
        ale nie ma to dla mnie znaczenia. Tak czulego, szczerego i uczciwego
        zwiazku w zyciu nie doswiadczylam. Na szczescie nikt mi tego, co do
        tej pory - przez te poltora roku przezylam - nie odbierze.
        W naszym wypadku obie rodziny: moja i jego zaakceptowaly na poczatku
        nasz zwiazek - pewnie mieli nadzieje, ze szybko sie rozpadnie. Teraz
        ojciec mojego partnera sklada mu zyczenia przy kazdej okazji, zeby
        znalazl mlodsza kobiete, zalozyl rodzine i mial dzieci. Takie "zle
        ziarna" probuje wrzucic synowi do glowy. Czy mu sie uda "zlamac"
        syna i nagiac do wlasnej wizji szczesliwego zycia"? Zycie pokaze.

        I natenczas wiem, ze gdyby moj ukocany poszedl sobie do innej,
        mlodszej kobiety, pewnie przez jakis czas byloby mi trudno, ale ja
        zamierzam byc radosna kobieta i nie mam zamiaru plawic sie w
        nieszczesciu "porzucenia".

        Pozdrawiam tych, ktorzy umieja kochac oraz tych, ktorzy nienawidza,
        bo nienawisc jest miloscia tylko, ze chwilowo zatruta i wymagajaco
        uzdrowienia :-)
    • p.o.box.77 Przecież nie będzie szczęśliwy... 26.09.07, 15:01
      to co pizesz świadczy o kompletnej ignorancji dla uczuć twojego
      brata.

      co to znaczy że przecież nei będzie szczęśliwy. a jak teraz mu
      odmówisz kontaktu z osoba którą wybrał? zapewne będzie ci wdzięczny
      do końca życia. oby nie trwało nienaturalnie krótko. zostawcie ich w
      spokoju. co to historia w ogóle. pani mieszka z rodzicami i tata 38
      latki przychodzi uświadamiac rodziców dorosłego 22 latka?

      gdzie wy mieszkacie? oboje są dorośli. ona ma stałą pracę. przecież
      na dzieci nawet nie jest za późno...

      ja pierniczę! zostawcie ich w spokoju!
    • osmanthus Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 26.09.07, 15:10
      So what ?

      Moj rodzony dziadek byl od mojej babci o 14 lat starszy a ona byla
      rocznik 1885. Slub brali w roku panskim 1920. Wtedy takie malzenstwo
      rzeczywiscie moglo wywolac sensacje, ale dzisiaj ?

      Moj szef (Francuz) tez uwiodl majac lat 20 pare kobiete starsza od
      siebie o lat 14 i z dwojka dzieci na stanie. Razem zrobili sobie
      kolejna dwojke i sa do chwili obecnej bardzo kochajacym sie
      malzenstwem (on 50, ona 64, czworo dzieci do kupy i szescioro
      wnukow).
      Ludzie, zyjcie i dajcie innym zyc ! Nikt nie ma recepty na
      szczescie!
    • moc_ca Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 26.09.07, 16:00
      Nie rozumiem w czym problem! Nie jestem entuzjastką związku
      w którym kobieta jest starsza od mężczyzny - to moje subiektywne
      przekonania - ale jeśli dorosły facet ma ochotę na związek ze
      starszą od siebie kobietą przy jej zgodzie na ów układ to to jest
      ICH I TYLKO ICH wybór!
      Nie śmiałabym ingerować w to uczucie, w tę decyzję dwojga dojrzałych
      ludzi o BYCIU ZE SOBĄ nawet, a może przede wszystkim, gdybym była
      siostrą jednego z nich!
      Czego się boisz lękliwa kobieto? Jeśli im nie wyjdzie to się rozstaną
      i poniosą konsekwencje swojej decyzji, Ciebie to nie dotyczy a jeśli
      masz dobro brata na myśli to sądzę że ciosem będzie dla niego jeśli
      zrozumie że jesteś przeciwna temu co zaplanował i co wg niego jest
      jedynym dobrym krokiem dla niego i jego kobiety.
      Czego obawia się Twoja matka na 'wysokim stanowisku' (brrr..)? Boi
      się o swój stołek czy o przyszłość syna?
      A już kompletnym skandalem jest postawa ojca kobiety ktory przychodzi
      do Twoich rodziców żeby zagrozić wyrzuceniem córki z domu! To
      niepoważny, nieodpowiedzialny ... źle mówię .. to po prostu głupiec!
      Dajcie spokój tej parze, a Ty nie publicz brata, siostro, pozwalając
      na roztrząsanie jego decyzji przez setki nieznających go nicków na
      ogólnodostępnym forum - nieco szacunku należy mu się wszak w nim krew
      ta sama co w Twoich żyłach płynie.
    • agoushaa Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 26.09.07, 16:19
      po prawdzie to najpierw sie zirytowalam tym postem a potem
      przemyslalam sprawe... i chcialabym sie odezwac w tej sprawie

      Wiesz co Limbo, moim glownym przeslaniem jest to, co inne osoby juz
      tu pisaly - brat ma prawo zwiazac sie z kim chce... BEZ
      uzasadnienia, ze to juz tyle trwa, ze z ta kobieta pewnie bedzie
      szczesliwy itp. Nie ma wlasciwie argumentu za takim zwiazkiem oprocz
      tego jednego, ze Twoj brat po prostu ma prawo to zrobic, jesli chce.
      Twoj brat moze byc dzieki temu nieszczesliwy, moze ten zwiazek sie
      nie utrzymac. I tak to nie zmienia faktu, że to jest JEGO zycie.
      Nie mozna zawierac zwiazku dlatego ze on sie podoba rodzicom, lub na
      odwrot: nie wiazac sie z kims, bo sie to rodzicom nie podoba.
      Jeśli Twoja mama realizowala sie w poswieceniu calego zycia dla
      rodziny, to to byla Jej decyzja. Czy robiła to dla dobra rodziny,
      czy po to aby potem móc powiedzieć - ja Ci poświęciłam swoje życie,
      teraz Ty prowadź swoje życie według mojej wizji?
      I to jest, tak jak mowie, moj glowny przekaz. Irytacja moja wynikla
      z takiego czestego wsrod ludzi przekonania, ze wie sie co jest dobre
      dla innych i ma sie prawo do kierowania zyciem innych ludzi,
      oceniania ich wyborow i zachowan.

      Jest tez i druga strona medalu... rozumiem, ze martwisz sie o brata
      i o rodzicow, bo to rzeczywiscie nie jest najbardziej pozadany
      scenariusz... rozumiem niepokoj i chec pomocy bratu, nawet wbrew
      niemu

      Ale najpiekniejsze co mozna dac osobie, ktora sie kocha i szanuje, a
      nawet moge powiedziec, ze jedyny dar, jaki naprawde ma wartosc, to
      wolnosc. wolnosc wyboru, w tym wyboru w naszym mniemaniu zlego.
      wolnosc to prawo do popelnienia bledu, do bycia nieszczesliwym.
      To tyle, Limbo, trzymam kciuki za Ciebie, Twoja rodzine i brata -
      pewnie nie bedzie Wam najlatwiej, ale moze wlasnie TAKIE wyzwanie
      jest dla Ciebie i Twojej rodziny najlepsze?
    • hangingrock Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 26.09.07, 16:52
      Nie no, Litości. Kobieta w wieku 38 lat to nie jakiś stary babsztyl, tylko młoda
      babka. Nie smarkula, ale młoda babka. I w dodatku porządna z tego co widzę.
      Faktycznie, parze takiej może być ciężko, głownie przez osoby z takim podejściem
      jak Ty. Ale chyba nie ma co walić głową w mur. Skoro uważasz wiek 22 lat za
      najpiękniejszy okres, to chyba wiesz, że nieszczęśliwa miłość, czy miłość
      stracona z takich powodów jak: "co ludzie powiedzą, co powiedzą rodzice" może
      sprawić, że będzie to okres najgorszy w jego życiu - nie najlepszy. Chłopaka
      należy wspierać, mówiąc mu, owszem, o wątpliwościach, ale wspierać. Serce nie
      sługa, a skoro to mądry i dobry chłopak, i przemyślał sprawę to chyba należy mu
      zaufać. I pomagać. I bronić przed poglądami rodziców, którzy są starej daty (na
      pewno starszej niż brat)... A rodziców uspokajać... To jest życie i uczucia, nie
      można nad tym panować i pchać się w sztywne schematy dla spokoju ogółu.
      Pozdrowienia dla dzielnej parki :)
    • maewest Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 26.09.07, 17:38
      Twój brat i ta kobieta to dorośli ludzie, i tak zapewne chcieliby być
      traktowani. Nie robią nikomu krzywdy, więc czemu ktoś ma się im wtrącać w ICH
      sprawy i jakże delikatną sferę uczuć?
    • tees1 Ciesz sie, ze w ogole interesuje sie kobietami 26.09.07, 17:50
      W dzisiejszych czasach!
    • titta Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 26.09.07, 17:59
      Maz mojej ciotecznej babki byl od niej 20 lat mlodszy. (To nie
      zart). Gdy owdowiala (zginal jej pierwszy maz) chlopak sie
      oswiadczyl i zostal przyjety. Ona byla po 40 on 20 z malym plusem.
      Po pierwszym szoku (bo to mala wies byla) wszyscy sie przyzwyczaili.
      Pzezyli szczesliwie ponad 40 lat razem. Pamietam ich jako wiecznie
      usmiechnietych i zartujacych. Ciotka, do smierci bardzo zywiolowa,
      bedac juz po 80 szalala na weselu wnuczek. Tak ze regol nie ma -
      dajcie ludzia zyc.
    • anduina76 Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 26.09.07, 20:56
      Najtrudniejsze jest pozwolenie ludziom, których kochamy, by
      popełniali błędy na własny rachunek...
      Trudno tu jednak mówić o błędzie! Twojemu bratu i jego ukochanej
      życzę, by nie ugięli się pod presją otoczenia i byli razem
      szczęśliwi. Wiek w kochającym się związku nie ma nic do rzeczy!
    • agat337 Akceptacja 27.09.07, 08:21
      ... tudzież tolerancja - to najlepsze co możecie im dać. Ostatecznie, jaki macie
      /jako rodzina/ wybór ? - Zerwanie kontaktu z bratem ? On sam musie wiedzieć,
      czego chce - niech żyje swoim życiem. Zapewne mało kto uwierzy w ten związek ...
      Nie będzie im lekko, więc chociaż od rodziny należy się wsparcie. Kochając
      brata, uszanuj jego indywidualność. A co z tego będzie ? - Nie wiadomo, ale nie
      zakładaj że nic dobrego. Jeżeli nie będzie im razem dobrze, to związek się
      rozpadnie.
    • j666 Re: związek z 17 lat starszą kobietą - pomocy 27.09.07, 09:19
      W pierwszej chwili myślałem, że piszesz o moich znajomych, ale
      drobne jedynie szczegóły zdradzają, że jest to inna para.
      Nie wróżyłem od początku przyszłości takiemu związkowi, a tu znajomi
      są ze sobą ponad dwa lata i wyglądają na szczęśliwych.
      Rodzina chłopaka akceptuje w pełni i związek i dziewczynę, to raczej
      jej rodzice ciagle dogadują.
      Skoro nikomu nie szkodzą, to po co komuś odbierać prawo do szczęścia?
      JaC
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka