Dodaj do ulubionych

Miłość do psychoterapeuty

IP: 212.38.196.* 19.12.01, 11:56
Co myślicie o miłości do psychoterapeuty? Czy może być prawdziwa? Kocham
swojego terapeutę, wydaje mi się, że rozważyłam wszystko i po wielu miesiącach
wszystko mu wyznałam. Chciałam zrezygnować z terapii, prosił, abym tego nie
robiła. Teraz to, co czuję wydaje mi się jeszcze prawdziwsze. On dawał mi pewne
sygnały pozwalające mi sądzić, że znaczę dla niego dużo... Ale dyskretnie, nie
niszcząc relacji terapeutycznej.Podkreślam, że nasze spotkania trwją już rok,
czuję się już naprawdę dobrze i myślę, że rzeczywistość postrzegam obiektywnie.
Co o tym myślicie?
Obserwuj wątek
    • chudyy Re: Miłość do psychoterapeuty 19.12.01, 12:05
      Kurczę Masza, przecież on w pracy może być bardzo różny od siebie w domu. Nie
      bierzesz pod uwagę, że znasz teraz tylko jego zalety? Poza tym pomógł Ci więc
      to również zmienia Twój punkt widzenia. Coś mi się też zdaje, że tym tematem
      także Freud się zajmował. Ja bym odradzał takie związki, choć tu także nie
      podam Ci reguły.

      Zresztą nawet Tony Soprano zakochał się w terapeutce ;)
      • Gość: Masza Re: Miłość do psychoterapeuty IP: 212.38.196.* 19.12.01, 12:18
        Ja to wszystko biorę pod uwagę! Wszystko przemyślałam na 100 sposobów i nie
        przeszło mi. Zmieniły się trochę moje uczucia, ale nie są słabsze, tylko
        dojrzalsze.Dlaczego świadomość wszystkiego, o czym piszesz,nie rozwiała tych
        uczuć?
    • reggina Re: Miłość do psychoterapeuty 19.12.01, 12:21
      Obawiam sie, ze poprostu zachlystujesz sie tym, ze znalazlas kogos, kto
      naprawde cie rozumie, pozwala ci byc soba, nie musisz przy nim starac sie byc
      lepsza niz jestes.
      Nie jestem tylko pewna, czy to co akceptuje u pacjentki, bedzie tez pozadane u
      partnerki.
      Ja np. moge z latwoscia zrozumiec i wybaczyc wszystko obcym ludziom, wczuwam
      sie w ich stan emocjonalny, rozterki i watpliwosci. A u najblizszych irytuja
      mnie drobnostki.
    • Gość: alka_xx Re: Miłość do psychoterapeuty IP: 10.10.10.* 19.12.01, 12:25
      Moim zdaniem to cudownie! Znalazlas czlowieka z ktorym rozumiesz sie na
      poziomie psychiki! To chyba bardzo wazna relacja w zyciu czlowieka , moze nawet
      najwazniejsza i dlatego nie kazdemu sie udaje ja w zyciu zrealizowac!
      To ze jest on Twoim terapeuta moim zdaniem jest bez znaczenia!To jego zawod!
      Kazdy przeciez gdzies pracuje! Widze w tym najwyzej korzysc, bo jezeli jestes
      slabej konstrukcji psychicznej bedziesz miala osobistego lekarza.

      A gdybys tak zakochala sie w swoim ginekologu, tez mialabys watpliwosci ?
      Bo co, inna sfera "penetracji"?

      Jasne, ze mozna doszukiwac sie ciemnych stron tego zwiazku , ale tak samo jak i
      kazdego, bo kazdy czlowiek, nie tylko psychiatra moze ukrywac swoje prawdziwe "
      oblicze", ale na takie niebezpieczenstwo narazeni jestesmy wszyscy!
      Chyba nikt juz nie wierzy w taki argument, ze psychiatra to "tez szaleniec "
      ukrywajzcy sie pod maska dobroczyncy.
      • Gość: Masza Re: Miłość do psychoterapeuty IP: 212.38.196.* 19.12.01, 13:12
        Gość portalu: alka_xx napisał(a):

        > Moim zdaniem to cudownie! Znalazlas czlowieka z ktorym rozumiesz sie na
        > poziomie psychiki! To chyba bardzo wazna relacja w zyciu czlowieka , moze nawet
        >
        > najwazniejsza i dlatego nie kazdemu sie udaje ja w zyciu zrealizowac!
        > To ze jest on Twoim terapeuta moim zdaniem jest bez znaczenia!To jego zawod!
        > Kazdy przeciez gdzies pracuje! Widze w tym najwyzej korzysc, bo jezeli jestes
        > slabej konstrukcji psychicznej bedziesz miala osobistego lekarza.
        >
        > A gdybys tak zakochala sie w swoim ginekologu, tez mialabys watpliwosci ?
        > Bo co, inna sfera "penetracji"?
        >
        > Jasne, ze mozna doszukiwac sie ciemnych stron tego zwiazku , ale tak samo jak i
        >
        > kazdego, bo kazdy czlowiek, nie tylko psychiatra moze ukrywac swoje prawdziwe "
        >
        > oblicze", ale na takie niebezpieczenstwo narazeni jestesmy wszyscy!
        > Chyba nikt juz nie wierzy w taki argument, ze psychiatra to "tez szaleniec "
        > ukrywajzcy sie pod maska dobroczyncy.

        Miło mi, że ktoś wierzy w autentyczność mojego uczucia. On też tego nie
        kwestionuje. Na początku powątpiewał, ale przeszłam chyba wszelkie próby...
        Rozważyłam wszystko. Terapeuci są różni, ludzie są różni, ale wydaje mi się, że
        stworzyliśmy wyjątkowy związek terapeutyczny, co widać po efektach naszej pracy.
        Jakieś przedziwne współgranie osobowości, które daje efekty znakomite. Rozumiemy
        się doskonale, wydaje mi sie,że to zdarza się rzadko, nawet w takiej sytuacji.
        Nie wiem, czy ten związek kiedyś zmieni swój charakter, nie przestaję wierzyć, że
        pewnego dnia oboje dojrzejemy do niego i będziemy gotowi...
        Osobistym lekarzem może być każdy człowiek, z którym łączy cię głęboka więź, nie
        musi to być psychiatra. A nawet niczego to nie gwarantuje, jak sądzę.

    • evunia Re: Miłość do psychoterapeuty 19.12.01, 12:27
      Ja mialam odwrotna sytuacje. Terapeucie ja sie spodobalam i zaczal byc
      zazdrosny o kazdego mezczyzne.Pytal sie jak on wypada w porownaniu.I wkoncu
      stwierdzil ze jestem dla niego okrutna.Wydzwanial prywatnie do domu o kazdej
      porze.

      No i chyba zaszkodzil mi. Ale miej to w uwadze ze to jest dosc powszechne
      zjawisko ze pacjentki sie zakochuja. Tak wiec tez masz rywalki. pozdr.
      • Gość: Malwina Re: Miłość do psychoterapeuty IP: *.abo.wanadoo.fr 19.12.01, 13:15
        przeciez zakochanie jest przewidziana czescia programu terapii (transfer !)
        dziewczyny ! przestancie gadac glupoty o mezczyznie waszego zycia i znalezionym szczesciu !
        A temu ktory wydzwanial i ganial to zabrania sie w normalnym kraju praktykowac !!!
        • Gość: soso Re: Miłość do psychoterapeuty IP: 195.41.66.* 19.12.01, 13:31
          O milosci pacjenta (?) do psychoterapeuty ucza na wszystkich kursach
          psychoterapii bo to podstawowa relacja miedzy takimi osobami. Sprawa ma sie
          tak, ze intymny kontakt poprzez wyznania i zwierzenia generuje uczucia. Podobno
          naturalny mechanizm psychologiczny. No ale jezeli komus sie wydaje, ze to
          Milosc to pewnie i tak jest. W koncu milosc nie wyklucza Milosci.

          To tak jak wsadzic dwoje nagich do lozka i kazac im spac i tylko spac. Poniewaz
          zaistniala miedzy nimi sytuacja intymna nie bedzie to tak, jak brat i siostra
          ale bedzie latwo o 'zakochanie'.
          • Gość: Malwina Re: Miłość do psychoterapeuty IP: *.abo.wanadoo.fr 19.12.01, 13:39
            to nawet wiecej : jest to absolutnie nieodzowny etap w klasycznej psychoterapii - transferowac uczucia
            na psychoterapeute pozwala nabrac swiadomosci tychze uczuc i odegrac to co sie sobie zabrania z
            innymi intymnymi osobami z rodziny. ale to nie wszystko a mi brak slownictwa po pl.
            fnoll opisze jak tylko wpadnie na temat.

            Co do drugiej czesci wywodu soso - milosc nie wyklucza milosci czy cos tam takiego - wyglada mi na
            czwarty stopien wtajemniczenia a to nie dla baranow ! (nic nie rozumiem !)
            ide sobie poczytac watek : "czekam na zone ktora czeka na kochanka ktory czeka na faceta ktory
            widzial niedzwiedzia i rozmawia z konmi" - moze mnie olsni ...?
            • Gość: Julka Re: Miłość do psychoterapeuty IP: 217.8.161.* 19.12.01, 13:50
              Sama szukam na forum pocieszenia i nadzieji, więc zdaję sobie sprawę co chcesz usłyszeć.
              Byłam w odwrotnej sytuacji ja terapeutka on pacjent (nie do końca mój , ale w jednej placówce
              i uczestniczyłam w jego sesjach), ja złamałam zasady w imie miłości i do dziś tego żałuje,
              własnie się rozwodzimy, ja przejełam odpowiedzialność za niego, on czuł się super bezpiecznie,
              miał terapeutę w domu. Przykro mi i wiem to nie tylko ze swojego doświadczenia tylko z wielu
              innych, bo mam znajowych z branży, że to nie wychodzi. Można być z lekarzem od ciała, ale nie
              od duszy. Ważne że jestes zdrowa, zdolna do uczuć, że umiesz kochać, że terapia
              poskutkowała, a teraz czas na samodzielne życie. Ja właśnie próbuje się podnieść ze związku z
              uczuciowym impotentem (sam się tak określił) i też mi ciężko. Pozdrawiam Julka.
    • Gość: fnoll Re: Miłość do psychoterapeuty IP: 195.150.224.* 19.12.01, 13:44
      z tego co wiem niedoposzczalne jest kontynuowanie terapii, gdy klient zakocha
      sie w terapeucie - zdecydowanie zaburza to relacje terapeutyczna

      dopuszczenie do tego, by klient sie zakochal i utwierdzil w tym uczuciu jest
      traktowane jako blad w sztuce, a kontynuowanie terapii jako wykorzystywanie
      klienta niezgodne z etyka lekarska

      na twoim miejscu zrezygnowalbym z kontynuowania terapii i przeszedl na relacje
      partnerskie - byloby to zdrowsze dla was obojga i pozwolilo na ewentualne
      stworzenie dojrzalego zwiazku
      • Gość: soso Re: Miłość do psychoterapeuty IP: 195.41.66.* 19.12.01, 14:00
        Alez fnollu, oni to zrobili (skonczyli terapie) a teraz tylko manipuluja
        czlonkami pod plaszczykiem terapii - tak przynajmniej to rozumiem.

        Malwinko, nie pisalem o milosci i milosci ale milosci i Milosci. Ta z malej
        litery to ta przewidziana w teorii psychoterapii jako normalna relacja miedzy
        osobkami. Przez duze M to taka milosc co tez sie zdarza poza gabinetem.

        A poza tym to tesknie. No ale co Cie to obchodzi, no nie?
        • Gość: Julka Re: do soso IP: 217.8.161.* 19.12.01, 14:07
          a za kim, lub za czym tęsknisz?
        • Gość: fnoll Re: Miłość do psychoterapeuty IP: 195.150.224.* 19.12.01, 14:30
          Gość portalu: soso napisał(a):

          > Alez fnollu, oni to zrobili (skonczyli terapie) a teraz tylko manipuluja
          > czlonkami pod plaszczykiem terapii - tak przynajmniej to rozumiem.

          Masza napisala: "Chciałam zrezygnować z terapii, prosił, abym tego nie
          robiła. Teraz to, co czuję wydaje mi się jeszcze prawdziwsze. On dawał mi pewne
          sygnały pozwalające mi sądzić, że znaczę dla niego dużo... Ale dyskretnie, nie
          niszcząc relacji terapeutycznej."

          takze, soso, praktycznie terapia trwa nadal - nadal sa z soba w relacji
          lekarz-pacjent, ich spotkania sa w formie "sesji terapeutycznej", i na w tej
          relacji rozwija sie uczucie wykraczajace poza relacje terapeutyczna i
          uniemozliwiajace ja - niebedace jednoczesnie dojrzalym uczuciem dwojga partnerow

          niepokojace jest tez to, ze terapeuta powstrzymal Masze przed zakonczeniem
          terapii w sytuacji, gdy wyznala mu swe uczucie, i jednoczesnie daje sygnaly ktore
          sa przez nia odczytywane jako pewna wzajemnosc - moze byc to naduzycie roli
          terapeuty i dzialanie na szkode klienta (uwiedzenie przez terapeute)

          nie bagatelizowalbym tej sytuacji slowami, ze "tylko manipuluja czlonkami pod
          plaszczykiem terapii", bo poza tym, ze takie sformulowanie jest obrazliwe, to
          takie sytuacje wcale bezpieczne nie sa - chcac pomoc mozna sobie i drugiej osobie
          zrobic niezle kuku, co swietnie obrazuje historia Julki

          a terapia jest po to, by ludziom w efekcie zylo sie lepiej, a nie gorzej

          poza tym nie jest tak jak piszesz, ze jakas milosc przez male "m" jest
          nieodzownym elementem terapii, chyba, ze masz na mysli "milosc blizniego", bo
          jesli chodzi o milosc erotyczna (a o takiej przeciez pisze Masza), czy milosc
          dziecka do rodzica, to choc faktycznie klient niejednokrotnie doswiadcza takich
          uczuc do terapeuty to nie staja sie one elementem ich relacji, lecz "materialem"
          do terapii - pracuje sie nad nimi, "przepracowuje"

          bo jesli klient mial problemy z nawiazywaniem intymnych relacji czy braki
          uczuciowe z dziecinstwa, to celem terapii jest by uzyskal on zdolnosc do
          pokochania kogos w "normalnym" swiecie, a nie w kontekscie terapeutycznym

          dlatego rozwijanie milosci w ramach relacji terapeuta-klient jest bledem w
          sztuce, bo takie doswiadczenia ucza kochania terapeuty, a nie partnera, a chodzi
          o to, zeby klient byl zdolny do zawiazania dojrzalego, partnerskiego zwiazku

          dlatego szczerze odradzam Maszy kontynuowanie terapii, bo choc teraz jest milo,
          to potem moze bardzo bolec

          Maszo, jesli go kochasz, to kochaj go jako faceta, skonczcie z terapia, umowcie
          sie na spacer, pojdzcie razem do kina, kawiarni - niech sie troche postara,
          sprawdz czy jest wart twojej milosci na codzien, bo zycie to nie terapia

          pzdr :-)

          fnoll
          • malwinamalwina Re: Miłość do psychoterapeuty 19.12.01, 14:34
            wiedzialam ze moge na ciebie liczyc w tej materii :-)
        • Gość: Masza Re: Miłość do psychoterapeuty IP: 212.38.196.* 19.12.01, 15:02
          Gość portalu: soso napisał(a):

          > Alez fnollu, oni to zrobili (skonczyli terapie) a teraz tylko manipuluja
          > czlonkami pod plaszczykiem terapii - tak przynajmniej to rozumiem.
          >
          > Wiesz, masz chyba rację> Po prostu nie mamy odwagi tego skończyć, albo
          przobrazić w normalny związek. Dziękuję. Masza

      • Gość: MASZA Re: Miłość do psychoterapeuty IP: 212.38.196.* 19.12.01, 14:24
        Gość portalu: fnoll napisał(a):

        > z tego co wiem niedoposzczalne jest kontynuowanie terapii, gdy klient zakocha
        > sie w terapeucie - zdecydowanie zaburza to relacje terapeutyczna
        >
        > dopuszczenie do tego, by klient sie zakochal i utwierdzil w tym uczuciu jest
        > traktowane jako blad w sztuce, a kontynuowanie terapii jako wykorzystywanie
        > klienta niezgodne z etyka lekarska
        >
        > na twoim miejscu zrezygnowalbym z kontynuowania terapii i przeszedl na relacje
        > partnerskie - byloby to zdrowsze dla was obojga i pozwolilo na ewentualne
        > stworzenie dojrzalego zwiazku

        No więc? Czy miłość do terapeuty jest naturalnym etapem terapii, czy rzeczą
        niedopuszczalną? Chyba zależy jakie uczucie nazywamy miłością. Ja chyba
        przerobiłam już etap tej "miłości terapeutycznej", z której zdawałam sobie sprawę
        bardzo dobrze, teraz to raczej co innego...
        A może tak mi się tylko zdaje?
        A więc powinien pozwolić mi odejść? Albo rozwiązać sytuację inaczej? Wiem, że
        chciał, abym została dla mojego dobra, chociaż twierdziłam, że to przekracza
        wszelkie granice...
        Po jakimś czasie relacja terapeutyczna wróciła do normy (????) i daje efekty, ale
        czy dopuszczalna jest taka sytuacja z punktu widzenia etyki lekarskiej?

        • Gość: fnoll Re: Miłość do psychoterapeuty IP: 195.150.224.* 19.12.01, 14:43
          Gość portalu: MASZA napisał(a):

          > Po jakimś czasie relacja terapeutyczna wróciła do normy (????) i daje efekty, a
          > le
          > czy dopuszczalna jest taka sytuacja z punktu widzenia etyki lekarskiej?

          no coz, przydalaby sie superwizja - czyli "nadzorowanie" terapii przez innego
          terapeute

          na relacje terapeutyczna sklada sie takze motywacja klienta do terapii, do
          dokonywania zmian - w momencie pojawienia sie motywacji "dodatkowej", czyli checi
          spotkan z kochana osoba (terapeuta), to chcac nie chcac ta dodatkowa motywacja
          zaburza proces terapeutyczny na wiele sposobow - chocby taki, ze zakonczenie
          terapii oznacza rozstanie z ukochanym, co sprawia, ze powodzenie terapii nie jest
          juz w interesie klienta

          wiecej napisalem w poscie wyzej :-)

          ja bym sie obawial terapeuty, ktoremu odpowiada milosc ze strony klienta

          pzdr

          fnoll
    • Gość: Masza Re: Miłość do psychoterapeuty IP: 212.38.196.* 19.12.01, 15:21
      fnollu, masz wiele racji. Tylko widzisz, w jakiś przedziwny sposób to wszystko
      mieściło się w relacji terapeutycznej i zarazem wykraczało poza nią. Wykraczało
      poza relację głównie to, co przekazywał mi pozawerbalnie.
      Tak, muszę przyznać, że motywacje do kontynuowania tej terapii są w tej chwili
      różne...
      Zabrakło nam odwagi, żeby sytuację rozwiązać.
      • yess Re: Miłość do psychoterapeuty 19.12.01, 15:31
        Masza powinnas zmienic terapeute koniecznie. on zachowuje sie jak amator a nie
        jak czlowiek ktory ma ci leczyc dusze. nie powinnien do tego dopuscic i co
        gorsza mogl to zrobic. to zle wrocy dla twojej terapii. jesli on chce byc z
        toba to niech podejmie decyzje a ty zacznij terapie u innego.
      • Gość: soni Re: Miłość do psychoterapeuty IP: *.acn.waw.pl 19.12.01, 18:39
        Gość portalu: Masza napisał(a):

        > fnollu, masz wiele racji. Tylko widzisz, w jakiś przedziwny sposób to wszystko
        > mieściło się w relacji terapeutycznej i zarazem wykraczało poza nią. Wykraczało
        >
        > poza relację głównie to, co przekazywał mi pozawerbalnie.
        > Tak, muszę przyznać, że motywacje do kontynuowania tej terapii są w tej chwili
        > różne...
        > Zabrakło nam odwagi, żeby sytuację rozwiązać.
        Masza,
        nie wiem, jakie masz doswiadczenia z terapia, czy kiedys juz uczesniczylas w
        sesjach terapeutycznych lub treningach osobowosci
        co masz na mysli mowiac o pozawerbalnym przekazywaniu?
        relacja terapeutyczna bardzo czesto jest nieslychanie intymna, choc 'uzdrawiana'
        jest dusza to przytulane jest cialo, ocierane lzy
        terapeuta otocza ramieniem, glaszcze, dajac cieplo, ktorego w ktoryms momencie
        zycia klientowi zabraklo
        moze wiec takie gesty odbierasz jako nadzwyczajne, przeznaczone tylko dla ciebie,
        jedyne...
        zgadzam sie calkowicie z osobami piszacymi powyzej, ze zakochanie w terapeucie to
        bardzo czesty, bardzo potrzebny etap terapii. Jesli twoje relacje ze swiatem sa
        zaburzone, nieufnosc otacza cie od ludzi murem, to gabinet jest najlepszym
        miejscem,zeby nauczyc sie znow ufac
        nie mozna tego jednak pomylic
        poza gabinetem terapeutycznym jest ten prawdziwy swiat i jesli poza relacja ma
        szanse sie wyrownac - ty tez mozesz byc dla niego oparciem i tez mozesz byc
        otwarta na jego problemy to jest promyk nadzieji
        ale tak jak ktos wczesniej powiedzial - terapeucie nie wolno kontynuowac takiej
        relacji
        i na ogol nic z tego dobrego nei wynika

        hough jakem psycholog
        • Gość: Anna27 Re: Miłość do psychoterapeuty IP: *.244.85.163.Dial1.Washington2.Level3.net 19.12.01, 19:00
          Z punktu widzenie etyki lekarskiej to to jest marny psychoterapeuta.
          Czy seks tez stal sie elamentem terapii? I Czy nadal mu placiz za "terapie"?

          Z tego zwiazku beda albo nici, albo taki uklad, w ktorym ty zawsze bedziesz
          slabsza strona. I byc moze Wasze normalne klotnie i wybuchy on moze traktowac
          jako kolejny dowod Twojej niestabilnosci emocjonalnej.

          Nie wiem do konca jak to jest z tym etapem zakochania w terapii, bo ja kiedys
          przez krotki okres czasu chodzilam do kobiety i miloscie do niej nie czulam,
          tylko sympatie i wdziecznosc.
    • kwieto Powtorka z rozrywki 19.12.01, 19:45
      Powtorze sie za Fnollem, wiec malo oryginalnie :")))

      Jesli czujesz, ze go kochasz, to zmien terapeute, a z nim zacznij sie umawiac
      na "normalne" randki. Jesli to sie uda - to sie kochacie, jesli nie...trudno.

      :")))
      • Gość: soso Re: Powtorka z rozrywki IP: 195.41.66.* 20.12.01, 08:05
        Jedna z moich znajomych ma meza ginekologa. Zgdanijacie, jak sie poznali?
        No i nie widze w tym braku profesjonalizmu jezeli psychoterapeuta znalazl sobie
        zone wsrod pacjentek . Gorzej, jezeli jest to przypadek jak jeden z jego wielu.
        Wtedy ......

        såså
        • Gość: fnoll Re: Powtorka z rozrywki IP: 195.150.224.* 20.12.01, 11:40
          soso - sliczne porownanie

          czy ich kontakty intymne rowniez rozwijaly sie w ramach wizyt w gabinecie i do
          nich tylko ograniczaly?

          niezlego fetyszyzmu mozna sie nabawic... ;-)

          a jak zona czuje sie cos smutna albo sie z nim w jakiejs kwesti zupelnie nie
          zgadza, to pewnie zaprasza ja na fotelik, zeby sprawdzic, czy to przypadkiem
          nie nadzerka warunkuje jej bzidkie zachowanie?

          w koncu ginekolog czy psychoterapeuta - co za roznica? ;-)

          pzdr

          fnoll
          • Gość: alka_xx Re: Powtorka z rozrywki do Fnolla IP: 10.10.10.* 20.12.01, 11:49
            A tego ginekologa to Soso z mojego posta splagiatowal, wiec nie jestes
            obiektywny w swoich zachwytach...
            Ale co mi tam, milo jak czlowiek inspiruje innych...!
            • Gość: soso alko_xTo nie plagiat! Moge podac miasto i nazwiska IP: 195.41.66.* 20.12.01, 14:54
              Sorry, ale nie czytalem Twego o ginekologu. A to co napisalem to ze zwierzen
              realnych osob. Nawiasem mowiac, nie znam szczegolow i nie imputujcie mi tu
              perwersji. A nawet jezeli tak bylo to pewnie sie nie wygadaja.

              :-)
              • Gość: ida Re: alko_xTo nie plagiat! Moge podac miasto i nazwiska IP: *.csk.pl 20.12.01, 15:13
                to się zdarza częściej niż się Wam wydaje
                a przykładów na to w każdym większym mieście można znaleźć co najmniej kilka

                nie wnikam dlaczego, ale z mojej analizy środowiska lekarskiego (tak od
                środka) wynika, że tak właśnie się dzieje
              • alka_xx Re: alko_xTo nie plagiat! Moge podac miasto i nazwiska 20.12.01, 15:32
                Gość portalu: soso napisał(a):

                > Sorry, ale nie czytalem Twego o ginekologu. A to co napisalem to ze zwierzen
                > realnych osob. Nawiasem mowiac, nie znam szczegolow i nie imputujcie mi tu
                > perwersji. A nawet jezeli tak bylo to pewnie sie nie wygadaja.
                >
                > :-)



                Nie ma sprawy, ale to tym bardziej jest potwierdzenie mojego pogladu na sprawe,
                ktory byl czysto teoretyczny...

                pozdrawiam alka

                :)))

    • Gość: Masza Re: Jeszcze raz Masza IP: 212.38.196.* 20.12.01, 13:15
      Najgorsze, ze nie wiem, co zrobić. Z waszych wypowiedzi wyłania się jasna
      odpowiedź: to nie jest ani właściwe,ani profesjonalne, ani etyczne. To więcej
      niż transfer i dlatego trzeba sytuację rozwiązać. A ja nie mam odwagi, odkładam
      decyzję... i myślałam, że on wie, co robi, ale zaczęłam wątpić. Wyznałam mu
      wszystko, kiedy to on stał się moim głównym problem, z innymi umiałam sobie
      radzić. Teraz często nie wiem, po co tam chodzę, liczę chyba na to, że on powie
      w końcu DOŚĆ, coś mi wyjaśni. Tak, to chyba już nie terapia. Nie przepracuję z
      nim mojego głównego problemu, bo to jest poniżające dla mnie.
      Dlaczego nie pozwolił mi odejść?
      Dlaczego sądzi (oszukuje sie?), że ta terapia ma jeszcze sens?
      Mam na to swoje pomysły, ale gubię się czasem...
      Tak, skończenie tego i rozpoczęcie partnerskiego związku byłoby
      najsensowniejsze... Nie wiem, czy wykonalne. A ja nie bardzo wierzę w sens
      dalszej terapii, a definitywnego rozstania boję się i nawet nie mogę sobie tego
      wyobrazić. Utknęłam w miejscu.
      Masza
      • Gość: Toi Re: Jeszcze raz Masza IP: *.cm-upc.chello.se 20.12.01, 17:44
        Powiem tak: nie rozumiem co wy wlasciwie robicie na tych spotkaniach
        terapeutycznych... pozawerbalnych. Czy sa one namiastka intymnego bycia razem
        czy namiastka terapii? (Oczywiscie obie namiastki ze sporym ladunkiem
        skrzywienia, chore to przeciez...)
        Idzcie na kolacje przy swiecach z ewentualnym sniadaniem albo daj sobie spokoj
        z terapia (i w konsekwencji z relacja), bo tylko sie kaleczysz. A w trakcie
        kolacji moze Ci doradzic innego terapeute - i tak wlasnie stac sie powinno.
        Dlaczego sie nie stalo i co to swiadczy o nim?... Hmm
        Pozdrawiam cieplo i swiatecznie, zyczac spelnienia i wyprostowania
        Toi
        • Gość: soso Jeszcze raz soso IP: 195.41.66.* 21.12.01, 07:43
          Pamietam jak kiedys uczestniczylem w szkoleniu bioenergoterapeutycznym (zeby
          bylo smieszniej to w NYC) i powiem szczerze, ze poniewaz ludzie koncentruja sie
          wtedy tylko na sobie i na wlasnych odczuciach zaczynaja przeplywac zupelnie nie
          znane z szarego zycia fluidy. Jestesmy tak zalatani, ze nie slyszymy wlasnego
          ciala i wlasnych mysli czy odczuc. Taki kontakt z terapeuta to wlasnie odciecie
          sie od codziennosci i danie szansy nieokreslonemu. No i wlasnie o niezwykle
          przezycia latwo. Potem jest to jak narkotyk i potrzebujemy moze nie terapii ale
          osoby by powtarzac ta przyjemnosc. Rodzi sie milosc!

          Nie zastanawialiscie sie nad miloscia przez internet i malzenstwami z
          internetu? To wlasnie bierze sie stad, ze ktos w koncu interesuje sie tym co w
          nas siedzi a na codzien nie ma mozliwosci zaistnienia.

          soso (ten, co to ma zone z internetu)


          ____
          • Gość: alka_xx Re: Jeszcze raz soso IP: 10.10.10.* 21.12.01, 07:53
            To bardzo piekne co napisales!I dodaje otuchy!
            pozdrawiam
            • Gość: Toi Re: Jeszcze raz soso IP: *.cm-upc.chello.se 21.12.01, 08:07
              Zaiste dodaje...
              hihi
              • Gość: alka_xx Re: Jeszcze raz soso IP: 10.10.10.* 21.12.01, 08:12
                Gość portalu: Toi napisał(a):

                > Zaiste dodaje...
                > hihi


                Czy hihi ironiczne , czy sympatyczne...?
                • Gość: soso Re: Jeszcze raz soso IP: 195.41.66.* 21.12.01, 08:25
                  Pewnie, ze sympatyczne. Zony z internetu sa fantastyczne. Jest to jedyny
                  przypadek, ze sie wie o nich wiele wlasnie w inny sposob, od srodka.

                  pzdrw

                  soso
    • Gość: Masza Raz jeszcze Masza IP: 212.38.196.* 21.12.01, 09:36
      Toi, powiedz to jemu!

      A poważnie to dziękuję Wam wszystkim, przemyślę to jeszcze raz.Byliście mi
      bardzo pomocni.
      Gorąco pozdrawiam świątecznie.
      Masza
    • kod_matrixa Re: Miłość do psychoterapeuty 16.02.18, 15:41
      Ciekawa historia, choć całkiem naturalna. Ciekawe co na to domorośli specjaliści od mnożenia przeróżnych teorii?
    • kod_matrixa Re: Nie ma chętnych? To ja wam powiem 20.02.18, 10:17
      Dlaczego tak się dzieje że pacjenci i psychoterapeuci często zakochują się w sobie.

      Efekt "przeniesienia" to termin ymyślony na potrzeby branży psychologicznej jeszcze w XIX w. i mniejsza o to czy świadomie lub nie.

      A teraz przechodząc ad rem - od bajek do rzeczywistości.
      Człowiek nie może zakochać się w kimś tylko dlatego że drugi człowiek będzie go wysłuchiwał i udawał że jest miły itp. Do tego potrzebna jest naturalna osobowość kogoś o prawdziwej empatii i wielu innych wrażliwych cechach‚ które wyłapywane są przez nasz mózg na poziomie podświadomości. Mózg nigdy nie zakochuje się "na niby". Zawsze jest to fizyczny proces fizjologiczny ze ściśle określonymi reakcjami biochemicznymi. Uczucia bez względu na miejsce (dyskoteka‚ szpital‚ gabinet‚ praca‚ szkoła itd.) mogą być mniejsze lub większe‚ ale zawsze będą pochodną tego samego procesu.

      Spróbujcie dziewczyny zakochać się w przyjacielu‚ który będzie Was wysłuchiwać godzinami z przeróżnych zwierzeń. Zapewniam‚ że jest to mało prawdopodobne.

      Wystarczy zastosować zasadę brzytwy Okhama i odrzucić Szczuczynie teorię (a w psychologii jej ich co nie miara nigdzie NAUKOWO niezweryfikowanych) i mamy proste wyjaśnienie.

      Za całym tym naturalnym zjawiskiem nie stoją żadne efekty przeniesienia lecz zwyczajna statystyka społeczna.

      Upraszczając‚ są w przestrzeni miejsca mniej i bardziej predysponowane do nawiązywania zażyłych relacji międzyludzkich i większym prawdopodobieństwie znajdowania się osób podobnych osobowościowo do siebie w jednym miejscu. Do takich miejsc zaliczyć można:szkoły wyższe‚ pracę czy np szpitale.

      Sam będąc w szpitalu niejednokrotnie zaczynałem odczuwać wielką sympatię nie tylko do mojej terapeutki ale również do średniego żeńskiego personelu medycznego od terapii zajęciowej. A przecież z niczego im się nie zwiedzałem. Zwyczajnie jako osoba dość wrażliwa ceniłem (a raczej mój mózg cenił) te dziewczyny za empatię i wrażliwość‚ większą od przeciętnej statystycznej. Z kolei pacjenci to bardzo zbliżony target osobowościowy do tego personelu. Ludzie "gruboskórni" rzadziej lądują na oddziałach psychiatrycznych czy w gabinetach. To działa wg prostej zasady rachunku prawdopodobieństwa i że podobne przyciąga podobne.

      Całe te wyimaginowane absurdalne terminy wymyślone całkiem nie dawno typu "przeniesienia" są jedynie efektem racjonalizacji (bardziej ze względów kulturowych‚ a nie naukowych) najzwyklejszej ludzkiej natury która ewoluowała przez miliony lat.
      • mona.blue Re: Nie ma chętnych? To ja wam powiem 22.02.18, 17:31
        A mi się wydaje, że istnieje coś takiego jak przeniesienie. Chociaż nie jestem pewna, może to też być faktycznie efekt zrozumienia, empatii i wrażliwości.
        • kod_matrixa Re: Nie ma chętnych? To ja wam powiem 24.02.18, 10:03
          Jeśli nawet istnieje to jest zdecydowanie zbyt słabym impulsem do uwolnienia odpowiedniej ilości dopaminy‚ oksytocyny itp. substancji‚ które uwalniają się wówczas‚ gdy nasz organizm "rozpozna" podświadomie naturalne właściwe bodźce‚ docierające do niego z zewnątrz. Nasz organizm jest zdecydowanie bardziej precyzyjnym oraz inteligentniej zaprojektowanym "urządzeniem" przez miliony lat ewolucji niż nam się wydaje. W przeciwnym razie‚ zakochiwalibyśmy się z 10 x częściej‚ jak nie więcej‚ niż obecnie.
        • kod_matrixa Re: Nie ma chętnych? To ja wam powiem 25.02.18, 16:07
          Nie wiem jak z Twoich obserwacji wynika‚ ale uczucia miłości nie są jedynymi do których często dochodzi w takich miejscach. Są też częste przyjaźnie‚ których ze względu na niezobowiązujący charakter nikt nie stara się redefiniować. A przynajmniej nie tak jak w tym pierwszym przypadku.

          Byłem w końcu w ośrodku w którym leczono lekkie zaburzenia nerwicowe o ściśle zawężonym profilu czyli przypadki bardzo do siebie podobne. Nigdy czegoś takiego nie widziałem! Ilość par i przyjaźni (między pacjentami) które tam powstają przechodzi ludzkie pojęcie (!) Gotowa kopalnia wiedzy do badań i prowadzenia statystyk dla rozwoju nauki. Problem w tym że nikt czymś takim się nie zajmuje.
          • kod_matrixa Re: Nie ma chętnych? To ja wam powiem 25.02.18, 16:26
            Podsumowując to są wręcz gotowe "biura matrymonialne".

            Dziś gdy już minęło sporo czasu od mojej ostatniej hospitalizacji gdy funkcjonuję w tzw realu widzę to jeszcze bardziej ostro i wyraźnie jak na dłoni. Te miejsca generują bliższe nam a tym samym bardziej naturalne środowisko w postaci ludzi osobowościowy do siebie pasujących.

            To w realu jesteśmy bardziej sztuczni i mamy większe maski‚ jesteśmy bardziej powierzchowni‚ agresywni itp. A relacje międzyludzkie te damsko-męskie i "przyjacielskie" są płytkie‚ miałkie bez większej wartości i naciągane dzięki kulturze i obyczajom do których na siłę się przystosowujemy. Później płacimy za to wysoką cenę.

            Należy jednak wyciągać wnioski i nie tracić prawdziwych okazji dla swojego szczęścia!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka