brunetka84
23.12.07, 23:10
Mam pewnien dylemat ktory nie daje mi spokoju. Dotyczy on mezczyzny
mojego kolegi z pracy. Od poczatku mielismy bardzo dobre relacje,
kolezenskie poniewaz gdy do nas przyszedl byl juz zonaty, takze caly
czas mialam to w glowie i nic poza tym! Bardzo dobrze mi sie z nim
rozmawia i zartuje jak z nikim innym mam z nim relacje jak ze
starszym bratem. Jednak minelo pare miesiecy a stosunki miedzy nami
zaczely cieplec, znaczy z mojej strony nic sie nie zmienilo, ale on
zaczal byc bardziej przyjacielski, nie powiem bo zaczelo mi to
pochlebiac i moge powiedziec ze zaduzylam sie. Jednak to ja jestem
wolna osoba a on ma zone! Jest zonaty niecaly rok! I w tym wypadku
to ja sie martwie o ta zone nie on! Malo by brakowalo a doszlo by do
czegos miedzy nami zapytalam sie go dlaczego wiec orzeniles sie? a
on "bo chce by ona byla matka moich dzieci" Szczerze powiem
zaniemowilam, poniewaz nie zabardzo wiem jak to wszystko sobie
wytlumaczyc??? Jest gotowy zdradzic swoja zone ale mowi takie piekne
slowa, czy moze mi ktos poradzic o co tu chodzi? Nie watpie ze jest
mna zafascynowany poniewaz jak tak sie cofne myslami w czasie
probowal wiele sposobow by mnie "upolowac" Zastanawiam sie czy tylko
o to chodzi? No nie wiem moze znajdzie sie ktos kto mi wyjasni ta
sytuacje bo ja mezczyzn naprawde nie rozumie>