Dodaj do ulubionych

Moje "schizy"

16.01.08, 19:34
Wiele osób opisuje tu swoje dziwne stany psychiczne. Może to zły
dzień, a może chwilka słabości, ale dziś mam ochotę do zwierzeń. No
to jedziemy...

1. Zasadniczo postrzegam los lub Boga (opcja do wyboru, niepotrzebne
skreślić wedle poglądów) jako wrogą mi siłę, która pragnie mnie
zniszczyć i ciągle wystawiać na próbę. Sporą część psychicznej
energii trawię na wewnętrzne przekomarzanie, przeklinanie i
wyzywanie tego "ślepego" losu na swoisty pojedynek, co zawsze kończy
się niedobrze.

2. Jeśli życiem steruje przypadek, to dla mnie robi wyjątek,
układając ludzi i okoliczności zawsze na moją niekorzyść. Męczy mnie
lekko paranoiczne (a co ciekawe, uświadomione!) przekonanie, że
jestem największym pechowcem, a Bóg postanowił mnie wyróżnić poprzez
cierpienie. Święcie wierzę w prawa Murphy'ego.

3. Od kilku lat, niczym Adasia w "Dniu Świra", poniewiera mną
fatalna, nieszczęśliwa, jednokierunkowa miłość. Im dłużej to trwa,
tym mocniej przekonuję się, że to jednak była TA JEDYNA, a wszystkie
inne są do siebie podobne, co jednak wewnętrznie mnie dziwi
zważywszy na to, że jestem w stanie zakochać się w biuście
(uwielbiam "bujne" kobiety!).

4. Moja psychika bardzo mnie fascynuje, a własne poglądy czasem
zadziwiają. Np. nawiedza mnie cicha myśl, że kobiety mogą szanować
tylko tego, który w jakiś (nawet dyskretny) sposób nimi gardzi. Poza
tym zacząłem uważać, że im bardziej facet stara się je poznać, tym
gorzej dla niego.

5. Powoli staję się zdziwaczałym singlem, lecz widzę w tej sytuacji
więcej plusów, niż minusów. Ostatnio zacząłem podejrzewać, że jestem
częścią jakiegoś boskiego planu, który ma udowodnić, że "ostatni
będą pierwszymi". Od małego wierzyłem w swą wyjątkowość, lecz nie
miałem pojęcia, w którą stronę to pójdzie (tak jest do dziś). Tylko
w chwilach największego doła zapominam, że mam na tym świecie
wypełnić jakąś cholernie ważną misję (ale nie mam pojęcia, jaką).

6. O wiele bardziej kocham postaci z filmów i powieści (np. Veronikę
Lake), niż większość znajomych mi osób. Uważam, że 80% ludzi pędzi
życie na poziomie ameby (także emocjonalnie) i wiem, że to
niepoprawne - lecz przy każdej próbie zaprzeczenia natykam się na
kogoś, kto to jednak potwierdza.

7. Ze względu na trudne dzieciństwo, nie umiem przekonać się do
instytucji rodziny. Rodzina przypomina mi zbiorowisko toksycznych
meduz, a ludzie powinni powstawać już "gotowi" do życia, najlepiej
przy minimalnej pomocy rodziców. Nie znoszę traktowania miłości jako
oazy dla skołatanej psyche, zwłaszcza przez
złaknione "bezpieczeństwa" neurotyczki, ale też kabotyńskich
facetów. Małżeństwo to ostoja społecznego załgania.

Mógłbym jeszcze tak wymieniać długo, ale to chyba najważniejsze...
A jakie są wasze "schizy" i co sądzicie o moich?

--------------
www.stolicakomiksu.boo.pl
Obserwuj wątek
    • angery Re: Moje "schizy" 16.01.08, 19:43
      to bardzo ciekawy zestaw,aż dziwny
      moje schizy:
      1.nic nie uważam,nawet nie mam poglądów na nic,ani żadnych przekonań
      o niczym
      2.ludzie mnie męczą,nawet nudzą,najlepiej gdy ich nie ma
      3.wiem,że jestem zboczencem,mam inne upodobania i inny gust niż
      większość moich znajomych,co ma swoje zalety :)
      • angery Re: Moje "schizy" 16.01.08, 20:39
        4.dużo ćwiczę przed lustrem,uśmiech,gest,ruch,tak aby był odpowiedni
        do danej roli,w każdym pokoju mam kilka luster
      • angery Re: Moje "schizy" 17.01.08, 11:07
        najgorszym schizem jest brak poglądów i przekonań,zadaje mi ktoś
        pytanie,co pan sądzi o tym czy owym,a ja nie wiem,i zastanawiam się
        co powiedzieć,bo tak naprawdę to nic nie sądzę
    • shangri.la Re: Wyznania małego chłopczyka, ech..... 16.01.08, 19:43
      Zapytałabym Cię, w której klasie jesteś, ale obawiam się, że rzucisz datą
      uzyskania dyplomu jakiejś renomowanej uczelni.
      No cóż, "smieszno i straszno", chłopczyku;)))

      P.S. Gdybyś potraktował swój tekst jak manifest, zebrałbyś pod nim mnóstwo
      podpisów, równie zdegustowanych , malkontentów jak Ty, ech
      I o takich jak Ty piszą tutaj kobiety rozpaczliwe posty....;)))
      • wentyl77 Re: Wyznania małego chłopczyka, ech..... 16.01.08, 19:57
        > P.S. Gdybyś potraktował swój tekst jak manifest, zebrałbyś pod nim
        mnóstwo
        > podpisów, równie zdegustowanych , malkontentów jak Ty, ech

        Ale ogólnie mówiąc, nie jestem zdegustowany - np. dziś rano
        zachwyciły mnie reliefy na zmarzniętym śniegu z pięknymi odciskami
        butów w 3D :)

        > I o takich jak Ty piszą tutaj kobiety rozpaczliwe posty....;)))
        Kobieta może rozpaczać tylko nad kimś, na kim jej zależy. Mnie to
        nie grozi -/
        • shangri.la Re: Wyznania małego chłopczyka, ech..... 16.01.08, 20:06
          I tu sie mylisz.
          Przeciętna kobieta ze swoim wybujałym instynktem opiekuńczo-wychowawczym
          uwielbia takich popapranych nieszcześników , jak Ty.
          Stanowicie wyzwanie dla każdej , która ma ambicje zrobić mężczyznę z dzieciaka!:)))

          P.S.Caraz bardziej jestem przekonana, ze z Wami, panowie coś się ostatnio
          porobiło na poziomie genetycznym...;(
          • wentyl77 Re: Wyznania małego chłopczyka, ech..... 16.01.08, 20:18
            > Stanowicie wyzwanie dla każdej , która ma ambicje zrobić mężczyznę
            z dzieciaka!
            > :)))

            Może i racja; zważ jednak, że efekt takich działań jest często
            odwrotny;)

            Ps. Ciągle czekam na Twoje "schizy".
            • shangri.la Re:Starsze panie....:) 16.01.08, 20:57
              ....takie, jak ja, wiedzą już , że w życiu tak naprawdę liczy się miłość i
              głębokie relacje z innymi ludźmi.
              Wiedzą już też, że najważniejsza jest rodzina, dzieci i podróże.
              Wiedzą, jak ważne jest zaufanie i szczerość, a poczucie bezpieczeństwa to
              fundamentalna potrzeba, więc nie przeżywają rozczarowań.
              Znają swoją wartość i swoje słabe strony, więc nie muszą się oszukiwać, celem
              poprawy samopoczucia.
              Jednym słowem są mądre i doświadczone, uśmiechnięte, wyluzowane i otwarte na
              potrzeby innych, którym zawsze i chętnie przyjdą z pomocą;)

              Kiedy bedziesz już starszym panem , zrozumiesz , jakie to miłe uczucie;)
        • angery Re: Wyznania małego chłopczyka, ech..... 16.01.08, 20:20
          te posty piszą kobiety wzgardzane w nadziei na odmianę losu i cudow-
          ne odwzgardzenie
          • angery Re: Wyznania małego chłopczyka, ech..... 16.01.08, 21:20
            będące skarbnicą wartości,ktore trudno dostrzec
            nie wiem jak to koreluje się z orgazmami,krotkie,słabe czy udawane
    • solaris_38 wyszukiwanie powtarzalnego wzorca 16.01.08, 21:19

      ludzie od dziecka wyszukują powtarzalnego bodźca

      dla małego dziecka dostrzeżenie że dom rodzina i bliscy i inni bogowie dają ci
      oprócz życia udrękę - powoduje ze zaczyna ono szukac wszędzie tego naturalnego
      stanu

      zabawa w wyszukiwanie zdaje sie potwierdzać

      bo wszak skoro się nastawiam na znalezienie czegoś i tego wyszukuję
      zapewne to znajdę

      zapewne tez przeuczę mniej interesujące bo pozytywne

      oko które od dziecka nie oglądało nie może nauczyć się widzenia potem

      oko psychologiczne nie przywykłe do wyczekiwania i wyszukiwania z pozytywną
      emocja czających się dobrych niespodzianek
      nie umie tego zrobić nawet kiedy już wie ze one też są

      za zawsze pozostaje w świecie w którym potrafi sie poruszać

      zatem twoje schizy świadczą o wielkim rozczarowaniu rodzicami i bliskimi
      sam o tym piszesz

      ja też mam czasem schizy
      na razie nic mi nie przychodzi do głowy ale dojdę do tego i napisze

      w twoją nieszczęśliwa miłość nie wierzę ale wierzę w twoją nieszczęśliwą nie
      przypadkiem lecz z wybory fascynację

      myślę ze masz całkiem ciekawe życie ;) ;) ;)
      barwne zycie rzekomego pechowca :) ;) ;)


      • olejowy.bogacz Re: wyszukiwanie powtarzalnego wzorca 16.01.08, 21:48
        Tlumiona agresja i agresywna ironia nie uwalniaja od schizow. brrr
        • solaris_38 bogaty 17.01.08, 20:58
          ja nie czuję w nim żadnej formy agresji-
          skąd takie twoje odczucie ?

          myślę ze ma ciekawe dziwne życie
          może poplątane
          neurotyczne

          ale mnei zdaje sie to bardzo ludzkie

          boja sie osób które nei czuja niż tych którzy nie radzą sobie z nadmiarem czucia

    • mona.blue Re: Moje "schizy" 16.01.08, 23:09
      wentyl77 napisał:

      > 1. Zasadniczo postrzegam los lub Boga (opcja do wyboru,
      niepotrzebne skreślić wedle poglądów) jako wrogą mi siłę, która
      pragnie mnie zniszczyć i ciągle wystawiać na próbę.

      To ciekawe jak ludzie moga byc różni. Ja uważam, że Bóg mnie chroni
      i opiekuję się mną. Co oczywiście nie sprawia, że nie poddaje
      próbom, szczególnie dwie ostatnie, jakie przeżyłam w ciągu ostatnich
      dwóch miesięcy były wyjątkowo mocne i też przez kilka dni zdarzyło
      mi się bluźnic Bogu.

      > 2. Jeśli życiem steruje przypadek, to dla mnie robi wyjątek,
      > układając ludzi i okoliczności zawsze na moją niekorzyść.
      A ja mam wrażenie, że na moją korzyśc.

      Męczy mnie lekko paranoiczne (a co ciekawe, uświadomione!)
      przekonanie, że jestem największym pechowcem, a Bóg postanowił mnie
      wyróżnić poprzez cierpienie.

      Święcie wierzę w prawa Murphy'ego. - ja też :)

      > 4. Moja psychika bardzo mnie fascynuje, a własne poglądy czasem
      > zadziwiają. Np. nawiedza mnie cicha myśl, że kobiety mogą szanować
      > tylko tego, który w jakiś (nawet dyskretny) sposób nimi gardzi. -
      to są neurotyczki.
      Poza tym zacząłem uważać, że im bardziej facet stara się je
      poznać, tym gorzej dla niego. = wręcz przeciwnie.
      >
      • wentyl77 Re: Moje "schizy" 16.01.08, 23:40

        > Wiedzą, jak ważne jest zaufanie i szczerość, a poczucie
        > bezpieczeństwa to fundamentalna potrzeba,

        Skoro jesteś tak wyluzowana i uśmiechnięta, to po co poczucie
        bezpieczeństwa? Mi bezpieczeństwo daje mocny zamek i para drzwi.
        Miłość nie ma zastępować polisy na życie - skoro tak myślisz,
        traktujesz ją instrumentalnie. No i mam Twoją schizę ;)

        Kiedy bedziesz już starszym panem , zrozumiesz , jakie to miłe
        uczucie;)
        • shangri.la Re: Dorosły człowiek, Wentylu..... 17.01.08, 08:15
          ....cechuje się prawidłowo ukształtowanym systemem wartości.
          Nie neguje roli bezpieczeństwa ( nie tylko fizycznego), bo docenia jego rolę ,
          a jeśli jej wciaż nie rozumie to poczyta sobie hierarchię Masłowa.
          Dorosły człowiek przejechał się nie raz na płytkich znajomościach i tzw
          przyjaźniach , więc wie, że koleżanek i kumpli można mieć w życiu dziesiątki,
          ale liczą się tylko głębokie więzi oparte na wzajemnym szacunku i parnerstwie a
          takie zdarzają się raz , czasem dwa razy w życiu.
          Dorosły człowiek wyszedł nie raz z ciężkich opresji i każdego dnia dziękuje za
          cud istnienia i opieki siły znacznie poteżniejszej od jego lęków i
          niebezpieczeństwa , które mu zagrażają.
          Dorosły człowiek, wreszie potrafi w każdym człowieku zauważyć niezaprzeczalną
          wartość i nie neuguje czyjeś emocjonalności, a tym bardziej nie gardzi tymi,
          których nie zna.
          Chociaż młodemu człowiekowi brak jeszcze doświadczeń czterdziestolatka,
          wyksztłcenie jakie zdobywa powinno go ukierunkować na osiąganie wspomnianych
          wartości ,a Twoje schizy przystoją nastolatkowi i dlatego zadałam Ci pytanie o
          wiek:)
        • angery Re: Moje "schizy" 17.01.08, 08:48
          wczoraj zatrzymano w szkole młodą nauczycielkę 26-letnią,pijaną,4%,
          podawała się za starego doświadczonego pedagoga,twierdziła,że ma
          dorosłe dzieci,w rzeczywistości miała 3-letnią córkę i to nie swo-
          ją,tylko okresowo zajmowała się dzieckiem młodszej siostry.
          to są dopiero schizy
    • jan_stereo Re: Moje "schizy" 17.01.08, 00:14
      wentyl77 napisał:

      > 1. Zasadniczo postrzegam los lub Boga

      Pociesze Cie, nie ma losu ani Boga :"))

      > 5. Od małego wierzyłem w swą wyjątkowość, lecz nie miałem pojęcia, w którą stronę to pójdzie (tak jest do dziś).

      To akurat proste, pojdzie to najzwyczajniej az do grobowej deski, wowczas w chwili zgonu stwierdzisz, ze ta wyjatkowosc umarla jeszcze szybciej :")

    • szarylemur Re: Moje "schizy" 17.01.08, 02:05
      twoje schizy to bohater romantyczny jako pole walki miedzy swiatlem a
      ciemnoscia. albo: mlody werter przepuszczajacy sie chwilami przez filtr
      nihilizmu. misja, bycie wybranym, spiskowa teoria rzeczywistosci, idealizm,
      pesymizm, wichry namietnosci, ptaki ciernistych drzewow , w kamiennym kregu.
      zrob sobie test eneagramem. 4?
      moje schizy sa inne i nie chce mi sie jakos o nich gadac,choc moze na tym
      polega schiz centralny ze gadanie, dyskusje , postanowienia, rozwazania,
      dylematy, porownania, pomysly, domysly, obojetnie pozytywne czy negatywne
      ostatnio postrzegam jako czynnosc jalowa. zastanawiam sie tez nad tym czy zycie
      = mijanie i co z tego wynika i na jakim poziomie. ogolnie czuje sie jak wieszak.
      ni stad ni zowad znow jestem cieniem. doluje mnie tez nieco stan mojego
      komputera, ktory swoje lata juz ma a jeszcze wczoraj jakies zwracia biedaczyna
      wylapal. taki zhiz.
    • kozica111 Re: Moje "schizy" 17.01.08, 10:57
      Ja mam takie same jak ty.Myslalam ze to normalne :)
    • mona.blue Re: Moje "schizy" 17.01.08, 11:11
      wentyl77 napisał:

      >> 5. Powoli staję się zdziwaczałym singlem, lecz widzę w tej
      sytuacji więcej plusów, niż minusów.

      Jak sam piszesz zdziwaczałym - nie jest dobrze, żeby człowiek żył
      sam, bez ukochanej osoby.

      Od małego wierzyłem w swą wyjątkowość, lecz nie
      > miałem pojęcia, w którą stronę to pójdzie (tak jest do dziś).
      Tylko w chwilach największego doła zapominam, że mam na tym świecie
      > wypełnić jakąś cholernie ważną misję (ale nie mam pojęcia, jaką).

      Z tą wyjątkowością to różnie bywa. Oczywiście jesteśmy wyjątkowi w
      tym znaczeniu, że nie ma drugiej takiej osoby na świecie, że
      jesteśmy godni szacunku. Ale wyjątkowośc w sensie jestem inyy,
      lepszy to już neurotyzm.

      > 6. O wiele bardziej kocham postaci z filmów i powieści (np.
      Veronikę
      > Lake), niż większość znajomych mi osób.
      Nie dziwię się, postaci z filmów sa często jenowymiarowe - dobre
      albo złe, cudowne albo okropne. W życiu tak nie ma - jesteśmy
      zarówno dobrzy jak i żli - mamy wiele odcieni szarości.


      > Uważam, że 80% ludzi pędzi
      > życie na poziomie ameby (także emocjonalnie) i wiem, że to
      > niepoprawne - lecz przy każdej próbie zaprzeczenia natykam się na
      > kogoś, kto to jednak potwierdza.

      Jest pewnie wielu takich ludzi, ale jest też wielu, którzy rozwijają
      się i osiągnęli wysoki stopień tego rozwoju.

      > 7. Ze względu na trudne dzieciństwo, nie umiem przekonać się do
      > instytucji rodziny. Rodzina przypomina mi zbiorowisko toksycznych
      > meduz, a ludzie powinni powstawać już "gotowi" do życia, najlepiej
      > przy minimalnej pomocy rodziców. Nie znoszę traktowania miłości
      jako
      > oazy dla skołatanej psyche, zwłaszcza przez
      > złaknione "bezpieczeństwa" neurotyczki, ale też kabotyńskich
      > facetów. Małżeństwo to ostoja społecznego załgania.
      >
      Zranienia z dzieciństwa to bardzo poważna sprawa, ale można je
      uzdrowic. W końcu prawie każdy z nas miał jakieś zranienia w
      dzieciństwie, jedni mniejsze, inni większe.

      Małżeństwo często nie jest doskonałe, często fałszywe, ale chyba nie
      wymyślono na tym świecie jescze czegoś lepszego.

      • wentyl77 Re: Moje "schizy" 17.01.08, 14:17
        mona.blue napisała:

        > Z tą wyjątkowością to różnie bywa. Oczywiście jesteśmy wyjątkowi w
        > tym znaczeniu, że nie ma drugiej takiej osoby na świecie, że
        > jesteśmy godni szacunku. Ale wyjątkowośc w sensie jestem inyy,
        > lepszy to już neurotyzm.
        > [...]Małżeństwo często nie jest doskonałe, często fałszywe, ale
        chyba nie
        > wymyślono na tym świecie jescze czegoś lepszego.

        Wybacz, ale strasznie dużo napuszonych banałów jak na jeden raz.
        Zamiast pisać o swoich schizach (a taki jest sens tego wątku!),
        żerujesz na moich by pokazać, jak dojrzałą, mądrą itc. jesteś
        kobietą. Tymczasem zawiało nudą...

        --
        www.stolicakomiksu.boo.pl

    • mona.blue Re: Moje "schizy" 17.01.08, 14:23
      Druga częśc Twojego pytania brmiała: "...i co sądzicie o moich
      (schizach)".
      Zajęło mi to duzo czasu, żeby Ci odpisac, ale widac, że go
      zmarnowałam. Na drugi raz nie popełnię tego błędu - sam sobie myśl o
      swoich schizach, mi tam nic do nich.
      • wentyl77 Re: Moje "schizy" 17.01.08, 14:39
        > Druga częśc Twojego pytania brmiała: "...i co sądzicie o moich
        > (schizach)".
        > Zajęło mi to duzo czasu, żeby Ci odpisac, ale widac, że go
        > zmarnowałam. Na drugi raz nie popełnię tego błędu - sam sobie myśl
        o
        > swoich schizach, mi tam nic do nich.

        To prawda, zmarnowałaś ten czas, a to dlatego, że nie odpisałaś
        uczciwie :(
        A teraz chcesz wywołać we mnie poczucie winy ("zajęło mi to dużo
        czasu") bo oczekuję czegoś, czego nie możesz dać... Ale już Cię nie
        będę męczył, żyj sobie dalej w swym słodkim bagienku załgania i
        samozadowolenia. Powodzenia...
        • mona.blue Re: Moje "schizy" 17.01.08, 15:11
          Ha, ha, ha.

          Długo mi to zajeło, jakieś 20 lat, żeby życ w końcu w prawdzie, więc
          mi tu nie wyjeżdżaj z zakłamaniem.
          • gadagad Re: Moje "schizy" 17.01.08, 15:23
            Skąd wiesz,że- teraz żyjesz w prawdzie?
            • mona.blue Re: Moje "schizy" 17.01.08, 16:17
              Jestem wobec ludzi taką jaką jestem naprawdę (no może jeszcze nie
              całkiem do końca, do bardzo trudne i często niewygodne nie nosi
              maski).

              W końcu porządkuję swoje życie małżeńskie które było życiem w
              zakłamaniu.

              Staram sie nie ściemniac nikomu :)
              • gadagad Re: Moje "schizy" 17.01.08, 16:24
                Jeszcze tylko-wobec siebie ale nie traktuj tego jako pouczanie,ot moja uwaga.
                • mona.blue Re: Moje "schizy" 17.01.08, 22:01
                  Dzieki, będę musiała o tym też pomyslec.
    • kurza_stopa Re: Moje "schizy" 17.01.08, 14:48
      Niezłe schizy, z niektórymi się nawet zgadzam.

      Moje:

      Nie wierzę w boga, w religie, w przeznaczenie, w tzw. życie po
      śmierci, w przewidywanie przyszłości, w pecha itd.

      Nie chcę męża, dzieci, wygranej na loterii, sławy, władzy, wycieczki
      na Karaiby.

      Z takich mniej ważnych to koleżanka właśnie podpowiada: umieram,
      choruję, mam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą.

      Dodam, że według mnie dwa pierwsze akapity są całkiem normalne i
      dobrze mi z tymi "schizami", tylko otoczenie uważa inaczej.

    • zlotyswit Re: Moje "schizy" 18.01.08, 02:57
      1. do 15 roku życia myślałem że wszyscy są tacy jak ja... tj podobni do
      mnie:/... tj traktowałem ludzi na równi z sobą i szacunkiem... ale już z tego
      wyrosłem :)

      więcej... może później
      • wentyl77 Re: Moje "schizy" 18.01.08, 13:17
        >najgorszym schizem jest brak poglądów i przekonań,zadaje mi ktoś
        >pytanie,co pan sądzi o tym czy owym,a ja nie wiem,i zastanawiam się
        >co powiedzieć,bo tak naprawdę to nic nie sądzę

        To faktycznie bardzo dziwny "schiz", mnie chyba uniemożliwiłby
        jakąkolwiek wypowiedź. No, bo - jak to kiedyś powiedziano - nawet
        nastawienie obojętne jest jakimś nastawieniem: wnikając w to
        głębiej, jednak negatywnym, odzwierciedlającym jakiś rodzaj dystansu
        czy niechęci. "Jest mi to obojętne" znaczy właściwie: "dajcie mi
        spokój z tym tematem, chcę go od siebie odsunąć", a więc "nie chcę,
        by istniał" - przynajmniej w moim pobliżu.
        Moja dawna przyjaciółka miała podobny "schiz", przy czym (znając
        moją silną tendencję do zajmowania stanowiska nawet w kwestiach,
        które były dla mnie czarną magią - dziś już zaleczona) w pewien
        sposób swym brakiem właściwości, beztroską zdawkowością lubiła
        mnie "dręczyc" - a być może tylko zmusić do głębszego przeżywania
        wzajemnych relacji?
        Dziś wydaje mi się to bardzo zakręconym "schizem", zważyszy na to,
        że poglądy wyrażają emocjonalne nastawienie, a to z kolei jest
        częścią naszego duchowego życia.

        • mmax20 Re: Moje "schizy" 18.01.08, 14:05
          po uświadomieniu sobie dualizmu tego świata, trudno jest mieć jakiś
          obiektywny pogląd na cokolwiek, jedynie parę subiektywnych, w
          odniesieniu do własnych potrzeb, jednak w przypadku braku tożsamości
          również i te mogą się wyciszyć
    • midrasz99 Re: Moje "schizy" 10.02.08, 09:57
      Fajne te Twoje schizy... Mam podobne:) Z Twojego postu wynika, że jesteś
      myślącym facetem, z poczuciem humoru. A to ważne bardzo. I niezbyt częste w
      przyrodzie, niestety:).
      • wentyl77 Re: Moje "schizy" 10.02.08, 16:21
        midrasz99 napisała:

        > Fajne te Twoje schizy... Mam podobne:) Z Twojego postu wynika, że
        jesteś
        > myślącym facetem, z poczuciem humoru. A to ważne bardzo. I niezbyt
        częste w
        > przyrodzie, niestety:).

        Dzięki, podniosłeś mnie na duchu. Niedużo, o jakieś 3 cm, ale...
        dzięki :)

        --
        www.stolicakomiksu.boo.pl
        • midrasz99 Re: Moje "schizy" 11.02.08, 10:42
          Cieszę się z tych 3 cm:). A te Twoje schizy nie są takie wielkie. Jeżeli człowiek jest trochę bardziej wrażliwy i trochę bardziej myślący niż cała reszta, to odbiera rzeczywistość też trochę inaczej. I zaczyna się analizowanie. Przynalmniej ja tak mam:)
    • veroy Re: Moje "schizy" 11.02.08, 12:31
      czesc rzeczy o ktorych piszesz jest mi znana, jednak nie dziwia mnie
      pytania o wiek przy twoim poscie ,gdyz faktycznie wiekszosc ludzi
      zdaje sie wyrastac z tego ,z czego najbardziej oporni okolo 25 roku
      zycia (z tego co widze :)
      druga czesc, ktora nie jest mi znana (z wlasnych doswiadczen) tez
      mnie specjalnie nie dziwi, wbrew pozorom wszystkie te punkty
      zaobserwujesz u ludzi, tylko trudno mi powiedziec czy w twojej
      grupie wiekowej.

      nie wiem, czy chcialbys cos zmienic w swoim postrzeganiu swiata,
      zdaje mi sie ze nie. wydajesz sie w tych wyznaniach -nie wiem jak to
      ujac - taki wykrewoany strasznie ;) i zdajesz sie czerpac
      przyjemnosc z rozmyslan o wlasnym pechu i amebowatej egzystencji 80
      % ludzi.

      poszukaj sobie powaznych problemow, zamarzy ci sie taka amebowata
      egzystencja ;)
      • wentyl77 Re: Moje "schizy" 12.02.08, 10:41
        veroy napisała:

        > nie wiem, czy chcialbys cos zmienic w swoim postrzeganiu swiata,
        > zdaje mi sie ze nie.

        A mi się zdaje, że tak. I podejrzewam, że sam fakt, że pozwoliłem
        moim "schizom" ujrzeć światło dzienne wynika z chęci przezwyciężenia
        mych dziwactw. Nie wiem, może się nie znam, ale zobiektywizowanie,
        ubranie w konkretne słowa, zdawało się najbardziej optymalną metodą,
        najlepszym pierwszym krokiem na drodze do...

        > wydajesz sie w tych wyznaniach -nie wiem jak to
        > ujac - taki wykrewoany strasznie ;)

        Ja widzę to inaczej. Przecież "schizy" to nic innego, jak właśnie
        kreacje umysłu utrudniające codzienne życie; podsuwając to słowo
        chyba mimochodem trafiłeś w sedno. Czasem mały psikus wyobraźni
        stopniowo przybiera formę fobii i patrząc z zewnątrz trudno pozbyć
        się wrażenia, że jeden krok, pojedynczy wysiłek WOLI uwolni
        od "schizy" drugą osobę. Podchodząc uczciwie do sprawy, każdy z nas
        powinien czasem zadać samemu sobie pytanie: "Dlaczego zacząłem
        liczyć te płytki na chodniku?" lub: "Dlaczego zamieniam litery swego
        nazwiska na cyfry i sumuję je, dlaczego uważam liczby za symboliczną
        emanację woli boskiej wobec mnie?" - albo co tam innego przyjdzie do
        głowy. Takie zabawy i myślowe szarady wydają się nieszkodliwe,
        dopóki nie zdamy sobie sprawy, że są cholernie dziwnie - lub jeszcze
        gorzej: ich dziwność jest bezpośrednim wyrazem tego, że coś w
        skomplikowanej strukturze naszego umysłu po prostu się zaplątało i
        jedynym wyjściem (wszak niby żyjemy w epoce rozumu) wydaje się
        właśnie obiektywizacja, co też uczyniłem. I prawdę mówiąc, poczułem
        ulgę na widok kilku opinii. To pokazuje, że takie fora mogą być
        pożyteczne :)

        > i zdajesz sie czerpac
        > przyjemnosc z rozmyslan o wlasnym pechu i amebowatej egzystencji
        80
        > % ludzi.

        Uwierz mi, że przeżywanie "schiz" nie jest miłe. To są prawdziwe
        zmagania, prowadzące do prawdziwej utraty psychicznej energii (a kto
        wie, czy nie wiążące się z realną groźbą zakłócenia metabolizmu
        informacyjnego). Wiedza, że łatwiej jest coś pomyśleć, niż zrobić,
        nie jest równoznaczna z PRZEŻYCIEM własnych słów. Być może taki był
        ukryty przekaz tego wątku.

        > poszukaj sobie powaznych problemow, zamarzy ci sie taka amebowata
        > egzystencja ;)

        Problemy psychiki są jak najbardziej poważne - przeczytaj
        jakikolwiek wątek smutnych ludzi na tym smutnym forum :((

        --
        głupi nie wie, że jest głupi, a mądry to wie
        • veroy Re: Moje "schizy" 12.02.08, 15:47
          ktos w tym watku wspomnial o Werterze. Nie jest tajemnica, ze po
          wydaniu "cierpien mlodego Wertera" nadeszla fala samobojst wsrod
          mlodych mezczyzn*. Glupio powiedziec, ze oni sie zabili, bo tak bylo
          modnie ;) o wiele ladniej brzmi i latwiej zaakceptowac stwierdzenie,
          ze Werter bardzo trafil do ich psychiki gdyz byl postacia z ktora
          latwo bylo sie utozsamiac - do momentu samobojstwa ksiazka opowiada
          w koncu o czyms, co w jakims momencie przezywa kazdy czy niemal
          kazdy. Tylko podsuniete rozwiazanie jest inne i opisane w taki
          sposob, jakby bylo rozwiazaniem slusznym.

          Wspominam tu o tym, gdyz uwazam ze bardzo niedoceniany jest wplyw
          tego, co moge nieprecyzyjnie okreslic kreacjami z zewnatrz ,idolami,
          postaciami, do ktorych chcielibysmy sie upodobnic w polaczeniu z
          dzialaniem czegosc ,co moge nieprezycyjnie okreslic jako nieswiadoma
          autosugestie. Nie wiem, czy to co napisze nie jest oczywiste, ale
          dostarczajac z sobie z zewnatrz regularnie bohaterow pewnych siebie
          i zaradnych, jesli tylko pragniemy byc tacy sami - faktycznie sie do
          nich upodabniamy. w druga strone - czytajac ksiazki o romantycznych
          niespelnionych milosciach kobiety tak kreuja swoja rzeczywistosc by
          nieswiadomie przezywac to ,co bohaterki (swietnie mi sie to ogladalo
          na kolezankach z liceum ;) - zaliczalo sie to do
          popularnego "stwarzania sobie problemow".

          Jesli faktycznie pragniesz sie tego pozbyc bo jest to dla ciebie
          uciazliwe zacznij dostarczac sobie odpowiednich wzorcow ,z ktorych
          moglbys czerpac. to taka jakby instrukcja czy plan, ktory bedziesz
          sobie nawet nieswiadomie wypelnial. moze to brzmi banalnie, jednak
          wspomne tutaj, ze wszystkie zywe istoty w ty mludzie ucza sie przez
          nasladowanie i w rzeczywistosci wystarczy dostarczyc sobie taki wzor
          w odpowiedniej formie by zaczac go po jakims czasie powielac w sobie.

          *przemilczana na lekcjach polskiego ciekawostka jest fakt, ze Goethe
          wkrotce po napisaniu ksiazki odwrocil sie od romantyzmu, okreslil go
          jako idiotyzm (nie pamietam dokladnie cytatu, mozna go znalesc w
          niektorych ksiazkach z historii sztuki) i zaczal z nim walczyc.

    • lacido Re: Moje "schizy" 12.02.08, 12:55
      aż mnie kusi żeby poroztrząsać Twoje schizy no ale domorosłym psychologiem nie
      będę :P

      Zastanawiam się nad swoimi i nie mogę nic wymyślić a to przecież niemożliwe chyba :)
      trochę pasuje mi Twój pierwszy punkt z tym że u mnie to jest na zasadzie walki
      na razie wygrywam :) a może mi sie tak wydaje :)))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka