Dodaj do ulubionych

Siła zdradzonych

IP: 203.221.183.* 23.08.03, 07:59
no taaaak. ale czy zdradzany ma w ogole wplyw na przyszlosc
zwiazku? sama chec powrotu do osoby zdradzajacej jest bardzo
wielkim poswieceniem, odkryciem wszystkich slabych stron. skoro
zdradzany dal sie manipulowac wczesniej, tym bardziej teraz
kiedy jest "bezbronny" jest jeszcze bardziej podatny na
manipulowanie. teraz to jest calkiem chlonny grunt, ktory musi
przyjac wszystko co mu daja... moim zdaniem cala
odpowiedzialnosc (tak jak wczesniej wina) ciazy na barkach
zdradzajacego. czy chce i potrafi podjac ciezar odbudowy
zaufania. jesli nie, to sorry, osoba zdradzana powinna szukac
szczescia gdzies indziej...
Obserwuj wątek
    • Gość: Dorota ja tak nie chcę IP: *.chello.pl 23.08.03, 08:17
      nie chcę śledzić, węszyć.Zostałam zdradzona w sposób ochydny i
      wywaliłam go za drzwi. Wstydzę się tego, że tęsknię, że w
      skrytosci duszy go kocham i czuję się samotna, ale wiem, że nie
      pragnę go z powrotem. Gdyby nie było dziecka to chętnie
      odcięłabym się od niego na amen. Nie wiem czy potrafiłabym
      walczyć o mężczyznę, który zdradza, okłamuje itd. Po co mi taka
      kreatura. Czy naprawdę jest tak, że wszyscy mężczyźni to
      pozbawione wyższych uczuć samce. Przepraszam, ale trudno mi w to
      uwierzyć mimo, ze kiedy rozglądam się dookoła to widzę wiele
      dowodów potwierdzających słuszność Pani stwierdzeń. Ja nie chcę
      tak żyć. Nie chcę być sama ale też nie chcę być z kimś kogo
      trzeba śledzić i sprawdzać. Mam już dużo lat i wychodzi na to,
      że nadal nie wiem jak żyć.
      • Gość: urthona Re: ja tak nie chcę IP: *.dialsprint.net 23.08.03, 11:25
        Gość portalu: Dorota napisał(a):

        > nie chcę śledzić, węszyć.Zostałam zdradzona w sposób ochydny i
        > wywaliłam go za drzwi.


        dobrze zrobilas, inaczej nie nauczylabys gowniarza ze ludzie to nie przedmioty
        do zaspokajania wlasnego ego.


        Wstydzę się tego, że tęsknię, że w
        > skrytosci duszy go kocham i czuję się samotna, ale wiem, że nie
        > pragnę go z powrotem.

        azeby moc sie odlaczyc od takiego swawolnika trzeba szczypty tymczasowej
        nienawisci.



        Gdyby nie było dziecka to chętnie
        > odcięłabym się od niego na amen. Nie wiem czy potrafiłabym
        > walczyć o mężczyznę, który zdradza, okłamuje itd. Po co mi taka
        > kreatura. Czy naprawdę jest tak, że wszyscy mężczyźni to
        > pozbawione wyższych uczuć samce.


        nie, nie wszyscy. Przez jakis czas myslalem to samo o kobietach,
        ale moja najblizsza przyjaciolka udowodnila mi ze tak nie jest.
        Nawet gdyby byly tylko wyjatki, to wiara zawsze takich ludzi przyciagnie,
        a jesli nie to wole wierzyc iz moja druga polowa jest juz we mnie
        i nie potrzebuje sie z nikim wiecej laczyc.


        Przepraszam, ale trudno mi w to
        > uwierzyć mimo, ze kiedy rozglądam się dookoła to widzę wiele
        > dowodów potwierdzających słuszność Pani stwierdzeń. Ja nie chcę
        > tak żyć. Nie chcę być sama ale też nie chcę być z kimś kogo
        > trzeba śledzić i sprawdzać. Mam już dużo lat i wychodzi na to,
        > że nadal nie wiem jak żyć.


        wiara gory przenosi.
      • Gość: pawel wkrotce slob IP: *.LIB.UPENN.EDU 23.08.03, 22:28
        Bylismy ze soba 3,5 roku. caly ten czas mieszkalismy razem w
        antycznym miescie. moja narzeczona co pol roku namawiala mnie na
        slob. Teraz kiedy zostaly mi zaledwie 3 egz. do skonczenia
        stoudiow powiedzialem:ok jedz do Polski w sierpniu zajmij sie
        tym, bo ja moge przyjechac tylko w pazdzierniku. Ukochana
        wyjechala na caly lipiec na tournee i nagle po tygodniu,
        informuje mnie o jakis watpliowsciach, dolkach itd. Zostawia
        mnie, oddaje pierscionek. Nie chce mnie widziec, slyszec.Minely
        4 tygodnie. Psychicznie jestem wrakiem. Blagalem, prosilem;nic.
        Zdecydowalam-rzekla.Zylismy jak malzenstwo, ja w czesci umarlem.
      • Gość: Zdradzona zona Re: ja tak nie chcę....Ja pogonilam kochanke i .... IP: *.wbrmfd01.mi.comcast.net 25.08.03, 05:51
        Dokladnie tak bylo jak opisane jest w artykule. Pojawila sie
        inna kobieta, najpierw bez znaczenia, opowiadal w domu o jej do
        niego podchodach i smial sie.Nasze najmlodsze(pozne) dziecko
        mialo rok, byl przy jego narodzinach, druga mlodosc, plany
        marzenia i wszystko w zasiegu spelnienia....Tamta kobieta byla
        cierpliwa i sprytna, a ja glupia, latwowierna, bo bolu N A I W
        N A. Dlugo niczego sie nie domyslalam....Potem sie
        dowiedzialam, ze ona umiala mu dawac "radosny seks" a ja
        podobno dawno te umiejetnosc stracilam.....Powinnam zrobic tak
        jak ty i wywalic go, ale gdy sie dowiedzialam (od niego), to
        przedstawil sie jako ofiara jej determinacji i swojej checi
        seksu itd. itd. ... Uwierzylam, bo chyba podswiadomie chcialam
        uwierzyc. Zadzwonilam do niej, powiedzialam, ze ja jestem
        krolowa w moim domu a ona tylko tania dziwka, zmusilam go zeby
        napisal do niej e-mail, ze kocha zone i z nia zrywa . Zrobil
        to , ale potem "musial" sie z nia "pozegnac".... Sprawdzalam
        e-maile, wydrukowalam ich listy i poszlam do jej meza. Wygonil
        ja z domu, przez tydzien mieszkala u przyjaciolki, zagrozil ze
        sie rozwiedzie i zabierze dzieci (listy ode mnie jeko dowody
        zdrady schoeal gleboko w sejfie). Przez ten czas ja
        pilnowalam,zeby moj maz sie z nia nie skontaktowal i
        jednoczesnie atakowalam ja e-mailami. Najpierw obrazliwymi,
        wywlekajac jego nielojalnosc wobec niej( tzn. wiadomosci
        ktorych moglam sie dowiedziec tylko od niego, np o jej bliznie
        po cesarskim cieciu...itd,) potem juz spokojniejszymi listami.
        Dopielam swego- wrocila pokornie do meza, pogodzili sie, romans
        z moim wspomina jako zmore z niesmakiem i obrzydzeniem. To z
        mojej strony nie byl koniec. Wyslalam listy od "zdradzonej
        zony" do wszystkich jej sasiadow, przyjaciol i wspolpracownikow
        (te 2 ostatnie e- mailem korzystajac z jej seryjnej
        poczty).Sama sie dziwie na co mnie bylo stac. I co? Jestem z
        mezem.....Nie doznalam spokoju. Kochanki juz nie ma, ale ....z
        mezem jestem dla dzieci, nie kocham go juz i nie mam do niego
        zaufania. On dalej sie zarzeka jak to mnie kochal i kocha mnie
        i dzieci, ale ja mu nie wierze. Ciagle pamietam jak klamal i
        oszukiwal a ja nawet go nie podejrzewalam. Jestesmy malzenstwem
        na papierze. On mysli, ze jak jestem z nim to jest wszystko
        dobrze. Nieprawda!!! Marze zeby odplacic mu tym samym, marze
        zeby poznac kogos, zakochac sie i odejsc, ale sama w to nie
        wierze, mam 40 lat, to nie wiek na nowa milosc. Chcialabym
        cofnac czas i nigdy nie poznac mego meza!! Jestem wrakiem
        czlowieka, przestalo mnie cieszyc cokolwiek, zyje dla dzieci.
        Zaluje, ze walczylam o niego, niechby i odszedl, teraz czuje
        pogarde dla siebie, gdy ide z nim do lozka...Wierzcie mi!!!
        ZDRADA, to smierc dla malzenstwa!!! NIGDY jej nie zapomnicie i
        nie przebaczycie!!!!

        P.S. Od momentu odkrycia przeze mnie zdrady meza miinelo juz
        pol roku.
        • olek_m Tu jest opisana technika, Ale dlaczego warto? 25.08.03, 12:50
          W artykule jest opisana technika, jak walczyc o partnera. Powyzej jest pos
          zony, ktora walczyla a teraz pogardza tym co wywalczyla... zalosna.

          Takich ludzi powinno sie topic. Zniszczyla zycie mezowi, jego kochance jej
          mozowi i ... sobie.

          Mnie gnebi jedno pytanie. Czasami jest sie w zwiazku z przypadkowym
          czlowiekiem, spotyka sie kogos nowego i to jest to!
          Czy to czy warto walczyc czy nie, powinno zalezec od tego, czy malzonkow laczy
          milosc, czy tez tylko fakt bycia mezem i zona?

          Tzn. Nie ma pytania o to, czy partner jest tym wybranym, czego mu brakuje czego
          mi brakuje w zwiazku. Bo to pewnie jest tak, ze niektorzy zdradzaja bo sa
          luzni, a niektorzy zdradzaja bo czegos im brakuje, albo czegos nie wiedza o
          sobie, o partnerze

          rozne powody, rozne zwiazki, rozne reakcje.
          • megxx Re: Tu jest opisana technika, Ale dlaczego warto? 25.08.03, 13:11
            olek_m napisał:

            >
            > Mnie gnebi jedno pytanie. Czasami jest sie w zwiazku z przypadkowym
            > czlowiekiem, spotyka sie kogos nowego i to jest to!

            Jeżeli to jest więcej warte niż to co jest, niż zobowiązanie z małżeńskiej
            przysięgi, jeżeli potem byłbym tylko chodzącą kupą złomu bez radości to wybór
            zdaje się być jeden.

            > Czy to czy warto walczyc czy nie, powinno zalezec od tego, czy malzonkow
            laczy
            > milosc, czy tez tylko fakt bycia mezem i zona?
            > Tzn. Nie ma pytania o to, czy partner jest tym wybranym, czego mu brakuje
            czego mi brakuje w zwiazku.

            Z miłościa w małżeństwie jest jak z ogniem, pali sie różnymi płomieniami,
            różnie może być podsycany, ale pewnym jest, że jeżeli go nie pilnujesz, nie
            dokładasz o zgaśnie, a wtedy pozostaje ślad ogniska jak ślad małżeństwa na
            papierze. Czy sprawia komuś radość siedzenie przy wygasłym ogniu? Ale to wcale
            nie znaczy, że nie można rozpalić na nowo.
            A czy na starym miejscu, które znasz, czy w nowym-nikt za Ciebie nie zdecyduje.

            • olek_m Gdzie to wyczytalas?? 25.08.03, 15:47
              Gdzie wyczytalas, ze to maz zniszczyl jej zycie??
              Jak go juz nie kochala, mogla mu pokazac drzwi i wszyscy byliby szczesliwsi.
              W koncu nie ma przymusu kochania nikogo i nie da sie przymusic wlasnego meza do
              kochania siebie, korrekt.

              Zamiast tego, glupia kobieca ambicja kazala jej walczyc o meza, ktorego
              naprawde nie chce. !!!

              Wiesz ile lat przed nimi? Przez 20 lat i wiecej ona bedzie mu pokazywala swoja
              pogarde, jak go nienawidzi. Nigdy nie bedzie potrafila mu wybaczyc, nigdy nie
              bedzie potrafila byc w zgodzie z sama soba.

              Zatruje tez swoje dzieci. Takie kobiety nalezy zostawiac samym sobie, niech
              swoja nienawisc wprowadza do wnetrza i niech zatruja sama siebie a nie innych!
              • Gość: Zdradzona zona Re: Gdzie to wyczytalas?? IP: *.wbrmfd01.mi.comcast.net 25.08.03, 22:33
                Och Olek!Widze,ze dla ciebie wszystko jest czarno-biale
                tymczasem sytuacja nie jest prosta i przyznaje, ze mnie
                przerosla.Gdy walczylam o meza, bylam pewna ze go kocham i chce
                go odzyskac dla siebie i dla dzieci( mamy ich czworo-3
                nastolatkow i 2 letnia coreczke). Kochanka (w moim wieku) ma 3
                dzieci-w tym 2 z obecnym, dla niej drugim mezem. Okazalo sie ze
                maz jakos jej dopiekl, prawdopodobnie chodzilo o zdrade, ale
                nie jestem pewna, wiec romans z moim mezem byl forma zemsty z
                jej strony, przynajmniej ma poczatku(trwalo to pol roku).Maz
                zapewnial mnie, ze nigdy nie opuscilby mnie i dzieci, ze to byl
                tylko seks i troche zauroczenia. Sam mnie prosil zebym mu
                pomogla to przerwac. Moze dlatego mialam duzo sily i
                determinacji by siegnac po takie srodki. Wierzylam mu i sa
                momenty ze dalej mu wierze, ale....psychika sprawia rozne
                niespodzianki. Niby probujemy naprawiac zwiazek, ale nagle
                spada na ciebie tysiace pytan: "jak on mogl, po tylu latach
                malzenstwa, zrobic mi takie swinstwo, klamac, udawac.W czasie
                gdy nie mial czasu dla naszej coreczki, mial go dla tamtej i
                jej dzieci!! Czym jest dla niego rodzina, ktora razem
                stworzylismy, skoro sie nie liczyla?? Kim ja jestem?Czuje sie
                brzydka, nieatrakcyjna, upodlona, choc zdaniem innych jestem o
                wiele ladniejsza od tamtej. To prawda, ze jego kochanka jest
                ciagle miedzy nami, w moich myslach, w moich udrekach. W
                chwilach intymnych mysle, ze to robil tez z nia, pewnie mnie
                porownuje..... i koniec nie umiem juz cieszyc sie seksem,
                niczym nie umiem. Cale zycie razem ciezko pracowalismy i
                wychowywalismy razem nasze dzieci. Teraz nasza sytuacja
                materialna jest naprawde bardzo dobra i moglby to byc czas
                spozywania owocow naszej pracy, podrozy, , cieszenia sie malym
                dzieckiem, drugiej mlodosci, czy jak kto woli"starzenia sie
                razem". A dla mnie jest to czas udreki!!!!Tak, uwazam, ze
                zniszczyl mi zycie!!!, ze zdrada jest tym jednym krokiem za
                daleko.Miotam sie i sama nie wiem co bym chciala, czy tak samo
                go zdradzic(ale wiem, ze to nie lezy w moim charakterze), czy
                dopiec jeszcze kochance, czy dokuczyc mu????. Najbardziej bym
                chciala zeby zdrada nigdy nie miala miejsca, ale to przeciez
                niemozliwe........ Wlasciwie nie pisze tego do ciebie Olku, z
                twoich komentarzy wynika delikatnie mowiac, ze masz malo
                wyobrazni i latwosc prostackich osadow, po prostu lepiej sie
                czuje, gdy wyrzucam z siebie moja zalosc.
                • Gość: Nick Crestone Trzeba zaczac szukac profesjonalnej pomocy... IP: *.nas1.cincinnati1.oh.us.da.qwest.net 26.08.03, 05:26
                  Gość portalu: Zdradzona zona napisał(a):

                  ...>Miotam sie i sama nie wiem co bym chciala, czy tak samo
                  > go zdradzic(ale wiem, ze to nie lezy w moim charakterze), czy
                  > dopiec jeszcze kochance, czy dokuczyc mu????.

                  Nie wiem, jak to wyglada w Polsce, ale u nas idzie sie zwyczaj
                  razem do psychologa na tzw, marriage counselling, i chodzi sie
                  tam dosc dlugo, pare miesiecy, pare lat nawet w ciezkich
                  pzrypadkach. Jesli jednak chcecie ocalic to malzenstwo to tzreba
                  by sie tego podjac.
                    • Gość: Nick Crestone Re: Trzeba zaczac szukac profesjonalnej pomocy... IP: *.jal.cc.il.us 26.08.03, 18:40
                      Gość portalu: Dawo napisał(a):

                      > Niestety, mozna trafić do autorki artykułu, bo ona jest
                      > psychologiem i psychoterapeutą. Może zaleci zdradzonemu
                      > wzmożenie kontroli, poinstruuje, jak jeszcze można zniewolić
                      > partnera, a zdradzającemu zaleci potulne podporządkowanie się.
                      > Dzięki temu powstanie trwały układ prześladowca - ofiara.
                      > Myslę, ze jej samej przydałaby sie profesjonalna pomoc.

                      Masz racje, ale tez jesli ide do lekarza, ktory mi sie nie podoba z tych czy
                      innych wzgledow, to go zmieniam, az znajde takiego, z ktorym czuje, ze jestem
                      na wspolnej platformie. W koncu place i wymagam.
                      Nick
                    • Gość: kryska Re: Trzeba zaczac szukac profesjonalnej pomocy... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.08.03, 20:55
                      Mnie najbardziej zaniepokoil pomysl angażowania w sprawy
                      małżonków dzieci - ta idea wzięcia córeczki , kiedzy idzie się
                      z "kontrolną" wizytą do pracującego wieczorem ojca. O innych-
                      jak sprawdzanie telefonów i inne "sledztwa" - nie chce mowic.
                      Gdyby moj partner żądał mojego telefonu, zeby sprawdzic z kim
                      rozmawiam, w pierwszej kolejnosci przestalabym rozmawiac z nim.
                      • Gość: Dawo Re: Trzeba zaczac szukac profesjonalnej pomocy... IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 27.08.03, 10:29
                        Gość portalu: kryska napisał(a):

                        > Mnie najbardziej zaniepokoil pomysl angażowania w sprawy
                        > małżonków dzieci - ta idea wzięcia córeczki , kiedzy idzie się
                        > z "kontrolną" wizytą do pracującego wieczorem ojca.

                        Autorka pisze wyraźnie, że wszystkie chwyty dozwolone. Jak
                        słusznie twierdził prof. Kotarbiński cel nie uświęca lecz
                        uświnca środki. A celem jest niedopuszczenie do zdrady, a jeśli
                        już do niej doszło, to utrzymanie przy sobie partnera przemocą i
                        drastyczne ograniczenie jego związków z innymi ludźmi.

                        > jak sprawdzanie telefonów i inne "sledztwa" - nie chce mowic.
                        > Gdyby moj partner żądał mojego telefonu, zeby sprawdzic z kim
                        > rozmawiam, w pierwszej kolejnosci przestalabym rozmawiac z
                        nim.

                        Dla mnie to tez jest nie do przyjęcia. Wiem z własnego
                        doświadczenia, że takie postępowanie jest destrukcyjne, niszczy
                        więź między partnerami. Ale autorka radzi nie liczyć się z tym.
                        Bo przecież nie jest celem tych zabiegów budowanie ani
                        utrwalanie więzi emocjonalnej(która jawi się w tym artykule,
                        jako nieistotna), tylko posiadanie partnera na własność,
                        przejęcie kontroli nad jego życiem, odebranie mu wolności wyboru.
                        Dla mnie przerażające jest to, że takich rad udziela psycholog-
                        psychoterapeuta, a wypowiadający sie na ten temat psychiatra w
                        pełni się z tym zgadza.
                        A przecież z przeprowadzonych badań wynika, że najszczęśliwsze i
                        najtrwalsze związki, to takie, w których partnerzy są razem, bo
                        chcą i nie naruszają nawzajem swojej autonomii.
                            • megxx Re: Zdrada idealna:) 27.08.03, 17:11
                              Z tego wynika, że jeżeli ktoś nie może żyć bez zdradzania, prowadzenia
                              drugiego życia na boku to powinien się lepiej z tym ukrywać. Podzielić czas na
                              jedno i drugie życie, dwa telefony(każda(y) zna inny numer), gdy jest się w
                              jednym życiu nie myśli sie wtedy o drugim. Osoba z tego drugiego związku raczej
                              powinna być poinformowana, że ma status drugiej( w końcu rodzina ma nic nie
                              podejrzewać, czyli jest na pierwszym planie). Wtedy nikt nic nie podejrzewa,
                              nie ma powodów do nieufności, jest ok??
                              • Gość: Dawo Re: Zdrada idealna:) IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 28.08.03, 02:24
                                To odpowiedź na mój mail? Całkiem niezły pomysł - żadna kontrola nie pomoże i
                                nikt nie ucierpi. :)
                                Może to byłby też sposób na otwierającego listy, włamującego do skrzynki,
                                podsłuchującego rozmowy, przeszukującego kieszenie, prowadzącego ciągłe
                                dochodzenia i angażującego szpiegów partnera osoby, ktorej zdrada nie w głowie?
                                Odstawić taki numer, żeby się zemścić i udowodnić absurdalność takiego
                                postępowania? Oczywiście, za wiedzą i zgodą na cel romansu wybranej osoby.
                        • Gość: kryska Re: Trzeba zaczac szukac profesjonalnej pomocy... IP: *.man.polbox.pl 27.08.03, 15:35
                          "Posiadanie partnera na wlasnosc" -tak!!!!! To mi nie przyszlo do glowy!! To o
                          to chyba chodzi wiekszosci z nas. Ilez ja sie nasluchalam, od kolezanek,
                          opowiesci o ich mężczyznach i brzmiało to tak, jakby mowily o wlasnych
                          kapciach, a nie o ludziach- majacych uczucia, pragnienia, godność!
                          A moze ten artykuł jest tylko prowokacją, służącą badaniu postaw czytelników?
                        • Gość: aiszka4 Re: Trzeba zaczac szukac profesjonalnej pomocy... IP: srv1:* / 192.168.1.* 27.08.03, 16:59
                          Gość portalu: Dawo napisał(a):

                          > A przecież z przeprowadzonych badań wynika, że najszczęśliwsze i
                          > najtrwalsze związki, to takie, w których partnerzy są razem, bo
                          > chcą i nie naruszają nawzajem swojej autonomii.

                          Też byłam taką naiwną idealistką, zanim mnie mąż nie zdradził.
                          Miał taką autonomię, że nie musiał nawet wychodzić z pokoju, kiedy sms'ował
                          sobie ze swoją kochanką.
                          • Gość: kryska Re: Trzeba zaczac szukac profesjonalnej pomocy... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.08.03, 20:32
                            Gość portalu: aiszka4 napisał(a):

                            > Gość portalu: Dawo napisał(a):
                            >
                            > > A przecież z przeprowadzonych badań wynika, że
                            najszczęśliwsze i
                            > > najtrwalsze związki, to takie, w których partnerzy są razem,
                            bo
                            > > chcą i nie naruszają nawzajem swojej autonomii.
                            >
                            > Też byłam taką naiwną idealistką, zanim mnie mąż nie zdradził.
                            > Miał taką autonomię, że nie musiał nawet wychodzić z pokoju,
                            kiedy sms'ował
                            > sobie ze swoją kochanką.
                            A co by zmienilo gdyby robil to z pracy, czy podczas spaceru z
                            psem? Nic! Nie jestes naiwna. A Dawo ma rację. Zwiazek moze
                            trwac tylko wtedy jesli wzajemnie sobie ufamy. Utrarta zaufania
                            = koniec zwiazku. Przynajmniej dla mnie.
                            • Gość: aiszka4 Re: Trzeba zaczac szukac profesjonalnej pomocy... IP: srv1:* / 192.168.1.* 28.08.03, 09:26
                              Gość portalu: Dawo napisał(a):

                              > To nie idealizm, tylko wyniki badań. I ta autonomia musi dotyczyć obu stron.
                              > Nie piszesz, czy Ty też ja miałaś. Drugim takim istotnym czynnikiem jest
                              > zbliżony "wkład" w związek. Nie ma miłości bez sprawiedliwości.


                              Szanowaliśmy swoją autonomię wzajemnie. Tyle, że ja nie zawiodłam tego
                              zaufania, którym darzył mnie mąż, nie wykorzystałam - nie chciałam korzystać -
                              z tej wolności, przekraczając granicę, którą oboje sobie wytyczyliśmy.
                              Z perpektywy uważam, że polityka ograniczonego zaufania byłaby lepszym
                              rozwiązaniam. Ale teraz już za późno:(
                              • Gość: Dawo Re: Trzeba zaczac szukac profesjonalnej pomocy... IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 28.08.03, 11:56
                                Gość portalu: aiszka4 napisał(a):
                                >
                                >
                                > Szanowaliśmy swoją autonomię wzajemnie. Tyle, że ja nie zawiodłam tego
                                > zaufania, którym darzył mnie mąż, nie wykorzystałam - nie chciałam korzystać -

                                > z tej wolności, przekraczając granicę, którą oboje sobie wytyczyliśmy.

                                Nadużycie zaufania zawsze rani. Zdrada w potocznym sensie jest tylko jedną z
                                jego form i to tylko wtedy, jeśli stanowi przekroczenie wytyczonej granicy. Sam
                                fakt, że bliska osoba pozostaje w intymnym związku również z kimś jeszcze, nie
                                ma aż takiego znaczenia - w końcu te osoby trzecie godzą się na taki układ, że
                                ukochany (-a) już kogoś kocha.
                                Takim nadużyciem jest też przemoc - również psychiczna. Bo to też przekroczenie
                                granicy.

                                > Z perpektywy uważam, że polityka ograniczonego zaufania byłaby lepszym
                                > rozwiązaniam. Ale teraz już za późno:(

                                Wszystko zależy od oczekiwań. Jeśli chodzi o to, żeby kogoś mieć, to tak, jesli
                                o bliski serdeczny związek z druga osobą - to nie sądzę.
                • megxx Re: sanacja 26.08.03, 11:00
                  Wyrzucanie złości to jeden, pierwszy etap uzdrawiania związku ale to nie
                  wszystko. Następnie należy rozpocząć budowanie nowego na zgliszczach starego. Z
                  nowym doświadczeniem, przez rozmowy o tym co chcemy, czego potrzebujemy by
                  relacje w związku dawały obu stronom radość.
                  Aby to rozpocząć trzeba przyjąć, że druga strona też tego chce, że zakończyła
                  definitywnie romans, wybrała remont w stałym związku. Nikt od razu nie zaufa
                  zdradzającemu, ale jeżeli nie przyjmiemy choć z wątpliwościami, że partner chce
                  tego co my, to nigdy nie doprowadzimy nawet do namiastki normalności.
                  Następnie należy odciąć się od przeszłości, nie żyć zdradą, ale nowym
                  dzisiejszym dniem. Trzeba wielu rozmów, starań dnia codziennego, drobnych
                  gestów, z obu stron. Nie należy pogłębiać winy zdradzającego i utrzymywać jej
                  jako dyżurnego kija na powierzchni, ale nie należy też przyjmować na siebie
                  winy. Z taką świadomością można przepracować taki kryzys, wyjść z niego
                  zwycięsko. W innym wypadku lepiej się rozstać.
                  • Gość: bossa Re: sanacja IP: *.wola-justowska.sdi.tpnet.pl 27.08.03, 15:04
                    Czy wogóle można zbudować nowy związek na zgliszczach starego. Czy jest jakaś szansa na naprawienie tego czy komuś sie udało wyjść z tego i kochać dalej osobę która zdradziła i oszukała.

                    Jestem właśnie na etapie początków odbudowywania tylko nie wiem czy warto, czy starczy mi sił, czy jest to wogóle możliwe??
                    • megxx Re: sanacja 27.08.03, 17:14
                      Dopóki nie spróbujesz nie dowiesz się co z tego wyniknie i czy było warto. Raz
                      dałabym taką szansę, drugi nigdy.
                    • Gość: serducho Re: sanacja IP: *.tnt33.ewr3.da.uu.net 01.09.03, 02:21
                      Gość portalu: bossa napisał(a):

                      > Czy wogóle można zbudować nowy związek na zgliszczach starego.
                      Czy jest jakaś s
                      > zansa na naprawienie tego czy komuś sie udało wyjść z tego i
                      kochać dalej osobę
                      > która zdradziła i oszukała.
                      >
                      > Jestem właśnie na etapie początków odbudowywania tylko nie
                      wiem czy warto, czy
                      > starczy mi sił, czy jest to wogóle możliwe??

                      Ja dalej kocham. Bywa bardzo ciężko, ale myślę, że warto.

                • olek_m To nie to 26.08.03, 13:54
                  Gość portalu: Zdradzona zona napisał(a):
                  > twoich komentarzy wynika delikatnie mowiac, ze masz malo
                  > wyobrazni i latwosc prostackich osadow, po prostu lepiej sie
                  > czuje, gdy wyrzucam z siebie moja zalosc.

                  Raczej wiem, jak to wyglada w nastepnym pokoleniu. Moze Tobie brakuje troche
                  wyobrazni, by to sobie wyobrazic.
                • Gość: eva-monik Re: Gdzie to wyczytalas?? IP: *.dip.t-dialin.net 29.08.03, 18:44
                  Gość portalu: Zdradzona zona napisał(a):

                  > Och Olek!Widze,ze dla ciebie wszystko jest czarno-biale
                  > tymczasem sytuacja nie jest prosta i przyznaje, ze mnie
                  > przerosla.Gdy walczylam o meza, bylam pewna ze go kocham i
                  chce
                  > go odzyskac dla siebie i dla dzieci( mamy ich czworo-3
                  > nastolatkow i 2 letnia coreczke). Kochanka (w moim wieku) ma 3
                  > dzieci-w tym 2 z obecnym, dla niej drugim mezem. Okazalo sie
                  ze
                  > maz jakos jej dopiekl, prawdopodobnie chodzilo o zdrade, ale
                  > nie jestem pewna, wiec romans z moim mezem byl forma zemsty z
                  > jej strony, przynajmniej ma poczatku(trwalo to pol roku).Maz
                  > zapewnial mnie, ze nigdy nie opuscilby mnie i dzieci, ze to
                  byl
                  > tylko seks i troche zauroczenia. Sam mnie prosil zebym mu
                  > pomogla to przerwac. Moze dlatego mialam duzo sily i
                  > determinacji by siegnac po takie srodki. Wierzylam mu i sa
                  > momenty ze dalej mu wierze, ale....psychika sprawia rozne
                  > niespodzianki. Niby probujemy naprawiac zwiazek, ale nagle
                  > spada na ciebie tysiace pytan: "jak on mogl, po tylu latach
                  > malzenstwa, zrobic mi takie swinstwo, klamac, udawac.W czasie
                  > gdy nie mial czasu dla naszej coreczki, mial go dla tamtej i
                  > jej dzieci!! Czym jest dla niego rodzina, ktora razem
                  > stworzylismy, skoro sie nie liczyla?? Kim ja jestem?Czuje sie
                  > brzydka, nieatrakcyjna, upodlona, choc zdaniem innych jestem o
                  > wiele ladniejsza od tamtej. To prawda, ze jego kochanka jest
                  > ciagle miedzy nami, w moich myslach, w moich udrekach. W
                  > chwilach intymnych mysle, ze to robil tez z nia, pewnie mnie
                  > porownuje..... i koniec nie umiem juz cieszyc sie seksem,
                  > niczym nie umiem. Cale zycie razem ciezko pracowalismy i
                  > wychowywalismy razem nasze dzieci. Teraz nasza sytuacja
                  > materialna jest naprawde bardzo dobra i moglby to byc czas
                  > spozywania owocow naszej pracy, podrozy, , cieszenia sie malym
                  > dzieckiem, drugiej mlodosci, czy jak kto woli"starzenia sie
                  > razem". A dla mnie jest to czas udreki!!!!Tak, uwazam, ze
                  > zniszczyl mi zycie!!!, ze zdrada jest tym jednym krokiem za
                  > daleko.Miotam sie i sama nie wiem co bym chciala, czy tak samo
                  > go zdradzic(ale wiem, ze to nie lezy w moim charakterze), czy
                  > dopiec jeszcze kochance, czy dokuczyc mu????. Najbardziej bym
                  > chciala zeby zdrada nigdy nie miala miejsca, ale to przeciez
                  > niemozliwe........ Wlasciwie nie pisze tego do ciebie Olku, z
                  > twoich komentarzy wynika delikatnie mowiac, ze masz malo
                  > wyobrazni i latwosc prostackich osadow, po prostu lepiej sie
                  > czuje, gdy wyrzucam z siebie moja zalosc.
                  <<<<Hej,do zdradzonej zony,wcale Tobie nie wspolczuje,jest
                  glupia i naiwna,a takich nikt nie sieje,rodza sie sami,ha,ha!!!
                  I jak ty mozesz wymagac szacunku do siebie od meza,skoronie masz
                  go wzgledem samej siebie-samodegradacja!!!
                  • Gość: moni Re: Gdzie to wyczytalas?? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.09.03, 16:20
                    zastanawiam sie dlaczego nie ma tu wypowiedzi tych co zdradzili, ja zdrzdzilam
                    i nie szukam usprawiedliwienia. Kiedys uswiadomilam sobie, że nie kocham juz
                    meza i zaczelam sie zastanawiać co dalej? Mamy dwoje dzieci, które nie
                    potrzebują mojej ciągłej uwagi i chyba czekałam na kogos kogo mogłabym poznać i
                    tak sie stało. Czy chciałam go pokochać? myslę, że tak. Trwało to rok i nie
                    żałuję, na pewno bym to powtórzyła. Ale zawsze wiedziałam, że to nie może trwać
                    długo a teraz nie wiem jak dalej żyć. Wiem, że oszukuję męża, że domyślał się
                    wszystkiego, bo bardzo się zmieniłam. czy powinnam zyć z nim dalej? Wiem, że
                    nie będę go juz kochać to się nie wróci. Mam w głowie tylko same pytania na
                    które nie umiem sobie odpowiedzieć. Myślę, że nie każdy nadaje się do zdrady.
                • Gość: Ewelina Re: Gdzie to wyczytalas?? IP: *.router.media-com.com.pl 02.09.03, 22:12
                  > "jak on mogl, po tylu latach
                  > malzenstwa, zrobic mi takie swinstwo, klamac, udawac.W czasie
                  > gdy nie mial czasu dla naszej coreczki, mial go dla tamtej i
                  > jej dzieci!! Czym jest dla niego rodzina, ktora razem
                  > stworzylismy, skoro sie nie liczyla?? Kim ja jestem?Czuje sie
                  > brzydka, nieatrakcyjna, upodlona, choc zdaniem innych jestem o
                  > wiele ladniejsza od tamtej. To prawda, ze jego kochanka jest
                  > ciagle miedzy nami, w moich myslach, w moich udrekach. W
                  > chwilach intymnych mysle, ze to robil tez z nia, pewnie mnie
                  > porownuje..... i koniec nie umiem juz cieszyc sie seksem,
                  > niczym nie umiem.

                  Musisz wybaczyć przede wszystkim Sobie, że ucierpiała Twoja
                  godność podczas walki o Wasz związek. Musisz wybaczyć też mężowi,
                  że Cię tak srodze zawiódł. Musisz też przestać ciągle myśleć o
                  tej kobiecie. To Ci się może nie udać. I wtedy reszta Waszego
                  życia będzie polegać na wzajemnym uśmiercaniu się. Uschniesz
                  całkiem za życia. Nie ma łatwych rozwiązań w takiej sytuacji,
                  szczególnie jeśli nie potrafi się przebaczać.
              • Gość: fly55 Zdradzona żono ! IP: *.chemia.polsl.gliwice.pl 29.08.03, 22:35
                Dziewczyno ! Pomyśl o przyszłości i zaplanuj ją ! Pomyśl, jak
                przygotować sobie najpierw kilka, później kilkanaście a jeszcze
                później kilkadziesiąt PRZYJEMNIE przeżytych lat. Nie myśl o
                dokuczeniu tym, którzy dokuczyli Tobie, bo jak sam widzisz, i
                tak efekt dla Twojego samopoczucia jest mizerny. Wydaje mi się,
                że konieczne jest Twoje OPTYMISTYCZNE spojrzenie na świat (w
                którym ważną rolę odgrywają wasze dzieci) i działanie w tym
                kierunku, by sobie i innym dostarczyć wielu chwil radosnych.
                Przecież jak będziesz już stara to na pewno powrócisz
                wspomnieniami do tego co minęło i co chciałabyś wtedy wspominać ?
            • olek_m Re: Tu jest opisana technika, Ale dlaczego warto? 26.08.03, 13:58
              Gość portalu: nola napisał(a):

              > a nie pomyslales, ze maz zniszczyl zycie zonie, dziecinstwo
              > dzieciom? kochanka podobnie. moze trzeba myslec wczesniej, bo
              > pozniej glupio sie jest usprawiedliwiedliwiac, ze to nie to...

              Maz nic nie zniszczyl. Malzenstwo uleglo zniszczeniu w wyniku reakcji zony na
              zdrade, nawet jesli przyjmiesz, ze ta reakcja byla usprawiedliwiona, to
              niestety takie sa skutki.
                • olek_m Re: Tu jest opisana technika, Ale dlaczego warto? 27.08.03, 02:01
                  Gość portalu: Antyolek napisał(a):

                  > Olek jesteś głupi, po prostu głupi!!!!!!!!!Zycze ci żeby cie twoje partnerka
                  > zdradziła a wtedy zobaczysz jaka będzie twoja reakcja. Zapewne przyniesiesz
                  > jej kwiaty i przeprosisz za nie swoje winy.......

                  Co niezmienia faktu, ze tylko wybaczajaca partnerka jest zdolna do utrzymania
                  malzenstwa i rodziny w przypadku zdrady. Wszelkie pseudomoralne oburzenie temu
                  nie sluzy....
                    • olek_m Re: Tu jest opisana technika, Ale dlaczego warto? 27.08.03, 09:40
                      Gość portalu: Ania z USA

                      Wiesz, ze Amerykanki sa uwazane za najgorsze zony na swiecie? Grube,
                      egosityczne i mysla tylko jak puscic meza w trabe i zostac z jego majatkiem.

                      napisał(a):

                      > A co z wybaczającym partnerem???

                      Zwiazek tworzy glownie kobieta. Jak ona z niego ucieka, to zwiazku nie ma i
                      zadne wybaczenie nie pomoze.

                      Oczywiscie w indywidualnych przypadkach chyba trzeba pojsc za rada tego
                      Francuza:
                      wole dzielic sie moja piekna zona z innymi niz miec brzydka na wlasnosc.


                      Twoje posty w tej dyskusji są
                      > jakieś antykobiece.

                      Chcialas powiedziec przez to racjonalne i realistyczne. Ale niektore kobiety
                      tez potrafia byc takie, wiec nie uogolniaj!

                      > Gdzieś ty się chował człowieku? Jakieś trudne dzieciństwo?
                      bynajmniej, a Ty jak? Spalas z wlasnym ojcem czy wujem?
                  • Gość: aiszka4 Re: Tu jest opisana technika, Ale dlaczego warto? IP: srv1:* / 192.168.1.* 27.08.03, 17:01
                    olek_m napisał:


                    >
                    > Co niezmienia faktu, ze tylko wybaczajaca partnerka jest zdolna do
                    utrzymania
                    > malzenstwa i rodziny w przypadku zdrady. Wszelkie pseudomoralne oburzenie
                    temu
                    > nie sluzy....

                    Byłam taką partnerką, o mąż zdradzał mnie przez następne 5 miesięcy po tym,
                    jak juz się dowiedziałam, że ma kochankę. Czyli, proponowana przez Ciebie
                    metoda też zawiodła:(
                    • olek_m Re: Rodzina moze funkcjonowac mimo zdrady 29.08.03, 16:24
                      Gość portalu: aiszka4 napisał(a):

                      > olek_m napisał:
                      >
                      >
                      > >
                      > > Co niezmienia faktu, ze tylko wybaczajaca partnerka jest zdolna do
                      > utrzymania
                      > > malzenstwa i rodziny w przypadku zdrady. Wszelkie pseudomoralne oburzenie
                      > temu
                      > > nie sluzy....
                      >
                      > Byłam taką partnerką, o mąż zdradzał mnie przez następne 5 miesięcy po tym,
                      > jak juz się dowiedziałam, że ma kochankę. Czyli, proponowana przez Ciebie
                      > metoda też zawiodła:(

                      OK. Sa 2 metody: opisana w artykule mozesz zlikwidowac zdrade, najczesciej
                      razem z Twoim malzenstwem i rodzina
                      Przez poblazliwosc mozesz uratowac rodzine, ale musisz sie wtedy pogodzic ze
                      zdrada.
                      • Gość: aiszka4 Re: Rodzina moze funkcjonowac mimo zdrady IP: srv1:* / 192.168.1.* 29.08.03, 21:33
                        olek_m napisał:

                        > OK. Sa 2 metody: opisana w artykule mozesz zlikwidowac zdrade, najczesciej
                        > razem z Twoim malzenstwem i rodzina
                        > Przez poblazliwosc mozesz uratowac rodzine, ale musisz sie wtedy pogodzic ze
                        > zdrada.

                        Nie ma żadnej metody. A proponowane przez Ciebie wyjście, to pogodzić się, że
                        mąż ma kochankę i pobłażać mu, żeby tylko nie odszedł? Czy ja Cię dobrze
                        rozumiem?
              • Gość: misza do olka_m IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.09.03, 16:46
                >>olem_m napisał: Maz nic nie zniszczyl. Malzenstwo uleglo zniszczeniu w wyniku
                reakcji zony na zdrade, nawet jesli przyjmiesz, ze ta reakcja byla
                usprawiedliwiona, to niestety takie sa skutki.<<
                Brawo olek_m. Dajmy teraz mężowi order, bo NIC NIE ZNISZCZYŁ?! Małżeństwo
                uległo zniszczeniu w wyniku reakcji żony na zdrade?! A to franca, zareagowała
                na to że jest zdradzana. Stary ty się idź leczyć na nogi bo na głowę już za
                późno!
                Ciekawe jakbyś zareagował na zdradę? No bo według tego co piszesz, twoja druga
                połówka nic by nie zniszczyła zdradzając cię...

            • Gość: kryska Re: ja tak nie chcę....Ja pogonilam kochanke i .. IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 29.08.03, 21:04
              megxx napisała:

              > Masz rację, to odziera żonę z klasy, ale..
              > Najlepiej pogonić kochankę-dla własnej satysfakcji, a potem
              męża-dla własnego
              > zdrowia psychicznego.
              Ha ha ha !!!!!"Pogonic kochanke"!!!! Nie zartujcie, sama jestem
              kochanka i nie wiem jak mozna by mnie pogonic? Pytanie i uwagi
              można miec do swego meza, bo to on obiecywał i przysiegal - JA -
              NIE!!!!!!!!
              • Gość: aiszka4 Re: ja tak nie chcę....Ja pogonilam kochanke i .. IP: srv1:* / 192.168.1.* 29.08.03, 21:39
                Gość portalu: kryska napisał(a):

                > Ha ha ha !!!!!"Pogonic kochanke"!!!! Nie zartujcie, sama jestem
                > kochanka i nie wiem jak mozna by mnie pogonic? Pytanie i uwagi
                > można miec do swego meza, bo to on obiecywał i przysiegal - JA -
                > NIE!!!!!!!!


                Droga kochanko, czyjąkolwiek jesteś.

                Ja, jako żona, też Ci niczego nie obiecywałam. Nie ślubowałam Ci miłości,
                wierności, ani uczciwości. Co mnie obchodzą Twoje uczucia?
                Więc dlaczego nie mam zagrać z Tobą, jak Ty ze mną, nie fair?
                Mam w nosie Twoją opinię o mnie. Możesz mnie nazywać żoną bez klasy, Twoja
                sprawa.
                Zacytuję tu coś, co napisał kiedyś Terry: jak się ładujesz w trójkąt, to
                musisz się liczyć z tym, że pokaleczysz się o któryś z wierzchołków. A tym
                wierzchołkiem mogę być ja, żona Twojego kochanka. Mierz siły na zamiary i
                życzę szczęścia.
                • Gość: kryska Re: ja tak nie chcę....Ja pogonilam kochanke i .. IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 30.08.03, 12:58
                  Gość portalu: aiszka4 napisał(a):



                  Sorry, ja nie oceniam ani Ciebie , ani malzonki mego
                  przyjaciela. Dla wyjasnienia - bylam i wierna malzonka i
                  zdradzona malzonka. Podjelam 22 lata temu, majac kilkumiesieczne
                  dziecko , decyzje o rozwodzie. Mam ponad 50 lat i takaą samą
                  potrzebe bycia kochana i przytulana jak wszystkie kobiety.
                  Niestety , na swojej drodze spotykalam tylko zonatych mezczyzn.
                  I to nie ja , gwaltem czy podstepem, zmusilam mezczynze do
                  prowadzeni podwiojnego zycia. Dostaje od niego to co chce i moze
                  mi dac. Milosc, cieplo. troske i inne spojrzenie na problemy
                  zwiazane z praca, zyciem, wychowywaniem corki.
                  > Zacytuję tu coś, co napisał kiedyś Terry: jak się ładujesz w
                  trójkąt, to
                  > musisz się liczyć z tym, że pokaleczysz się o któryś z
                  wierzchołków.
                  Jak widzisz, juz bylam pokaleczona w zyciu, a to hartuje.
                  NIe wzbudzisz we mnie poczucia winy, poniewaz nauczylam sie
                  bronic przed tym. Sa trzy osoby w tym ukladzie, dorosle i
                  swiadome tego co czynią, co widzą, a czego nie chcą zauważyć i
                  na co sie godzą.

                  • megxx Re: zostałaś zdradzona 30.08.03, 13:45
                    I teraz całe życie to Ty będziesz się wciskać w małżeństwa, by inne przez
                    Ciebie były zdradzane jak Ty lata temu?
                    A wolnych mężczyzn, którzy obdarzyliby Cię ciepłem nie ma? Czy raczej nie
                    mogłabyś z mężczyzna wytrzymać na stałe? Syndromy choroby.
                    • Gość: kryska Re: zostałaś zdradzona IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 30.08.03, 17:06
                      megxx napisała:

                      > I teraz całe życie to Ty będziesz się wciskać w małżeństwa,
                      by inne przez
                      > Ciebie były zdradzane jak Ty lata temu?
                      > A wolnych mężczyzn, którzy obdarzyliby Cię ciepłem nie ma? Czy
                      raczej nie
                      > mogłabyś z mężczyzna wytrzymać na stałe? Syndromy choroby.
                      Oj, oj skad tyle agresji? Ja nie chce brac odwetu za to co sie
                      zdarzylo w mim zyciu. Jesli wspomnialam o historii swego zycia
                      to tylko w tym celu, zeby pokazac, jaką różnorodnosc
                      doswiadczen mam na koncie. Czy nie ma wolnych mezczyzny? Sa.
                      Chociaz w mojej grupie wiekowej jest niewielu. A przede
                      wszystkim to nie chodzi o mezczyzne, a o czlowieka,od ktorego
                      mozna sie czegos nauczyc, dzieki ktoremu wzbogaca sie swiat,
                      czlowieka, z którym rozmowa rozwija, czlowieka o zblizonym
                      poziomie wrazliwosci, o otwartym umysle.
                      I takiego spotkalam. Spotkalismy sie.
                      Nigdy nie pytalam o to dlaczego zdecydowal sie na podwojne
                      zycie. Uznalam, ze widocznie wydarzylo sie w jego rodzinnym
                      zyciu cos, co uprawnilo go do tego.
                      A o jakiej to chorobie piszesz??
                    • Gość: kryska Re: Kryska IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 31.08.03, 08:36
                      Gość portalu: aiszka4 napisał(a):

                      > Gość portalu: kryska napisał(a):
                      >
                      > Dla wyjasnienia - bylam i wierna malzonka i
                      > > zdradzona malzonka.
                      > Dostaje od niego to co chce i moze
                      > > mi dac.
                      >
                      > Byłam załamana - jestem dobita...
                      Zycze wszystkim, zeby o Waszych zwiazkach, mozna bylo mowic "i
                      zyli dluuugo i szcesliwie". Sama pragnelam takiego dla siebie,
                      ale nie wyszlo. Widocznie dla mnie napisany byl inny
                      scenariusz... Mimo ocen, ktore mi tu wystawiono, uwazam, swoje
                      zycie za udane.

      • Gość: oak Re: Siła zdradzonych IP: iB.rudanet.com:* 23.08.03, 13:33
        Gość portalu: AA napisał(a):

        > Mój mąż walczył ale w sposób bardzo delikatny (o co mam do niego
        teraz żal)

        tak, powinnaś podać go do sądu o odszkodowanie za straty moralne
        niewdzięcznik, los mu zesłał okazję do bycia prawdziwym mężczyzną a on tak
        zmatolił.

        p.s może jakiś mały przykładzik walki skutecznej - pomniczek, ołtarzyk czy też
        może rewolwer i melonik ?
          • Gość: Mevillian Re: a po za tym.... IP: *.blich.krakow.pl 23.08.03, 15:31
            Gość portalu: oak napisał(a):

            > Pani Zosi jak zwykle hormony i chęć rozsiewania swoich wybitnych genów po
            całej
            >
            > galaktyce przesłoniły zmysły.
            eee?? metafory chyba nie rozumiem :) gdziez to autorka tekstu geny swe
            rozsiewa..? eee? wyjasnij, bardzo prosze :> [btw, nie powiem, co mam przed
            oczami wyobrazajac sobie autorke tekstu w sytuacji, jako opisales wyzej, oaku..
            ale widok to co najmniej malo prawdopodobny]

            > Może i te obcasy wysokie, gorzej że widzą świat tylko do poziomu wyra.
            argumenty, argumenty :> podaj cos konkretniejszego niz stwierdzenia, ktorych
            nie da sie obalic, bo zbyt malo konkretne :))
            Pozdrawiam
            [z poziomu krzesla przed komputerem :>]
            Mevillian
            • Gość: oak Re: a po za tym.... IP: iB.rudanet.com:* 23.08.03, 16:26
              argumentów nie będzie, gdyż to nie ja przemówiłem,
              to falset adrenaliny i baryton mego testosteronu.
              I wybacz o religii socjofobicznej rozprawiać mi się nie chce.
              Żal mi tylko tej części społeczeństwa, która po przeczytaniu tych bredni
              natychmiast pobiegnie sprawdzać je w praktyce.
              Już widzę te kolejki do gabinetów psychologów (to po testach naukowych),
              kosmetyczek (to przed), i wróżek (to w trakcie)
          • Gość: K. Borysewicz Re: a po za tym.... IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 24.08.03, 22:34
            mozna obrazic sie na rzeczywistosc, ktora nie spelnia oczekiwan
            i isc przez swiat samotnie (przewaznie zatruwajac swoja
            samotnoscia zycie innych sparowanychot - takie emocjonalne
            pasozytnictwo) .
            Pani Milska - Wrzesinska jest moi zdaniem jedna z najbardziej
            rozsadnych psycholozek, a to dlatego, ze nie ma pretensji, ze
            jest jak jest, tylko wyciaga wnioski, ktore sprawdzaja sie
            empirycznie. Skoro obrazacie sie na pania Milska - Wrzesinska to
            rownie dobrze mozecie sie obrazic na grawitacje, starzenie sie
            itd. Pani Zofio ! Tak trzymac
            Katarzyna Borysewicz, psychiatra
            • Gość: emi Re: a po za tym.... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.08.03, 00:52
              Pani Katarzyno!

              Nie wiem, jak innym, ale mi nie chodzilo o to, by zamiast szpiegowac
              zdradzajacego, obrazic sie na rzeczywistosc. raczej wlasnie chodzilo mi o
              pokore zaakceptowania, ze nie spelnia owa rzeczywistosc naszych oczekiwan, i co
              my , w zwiazku z tym, na to? zamiast dawac nadzieje, ze ubezwlasnowolnienie
              kogos niemal, i traktowanie go jak gowniarza, dziecka ( choc moim zdaniem i
              dzieci tak traktowac sie nie powinno) moze cokolwiek uratowac? czy wymuszony
              brak kontaktu z kochankiem/ką to zwyciestwo? Czy nie stawiamy sie wtedy w
              pozycji rodzica, egzekwujacego od dziecka lojalnosc sila?
              Co to moze dac?
              jedyne, to upewnienie sie, ze rzeczywiscie wciaz nas zdradza.natomiast
              uratowanie zwiazku, skoro nie szanujemy drugiego czlowieka, po tym jak poszedl
              inna droga niz bysmy sobie tego zyczyli? co uratujemy? wspolną organizację
              zycia codziennego? mieszkanie pod jednym dachem, wspolne zakupy pokarmu dla
              kota, wspolne niedzielne wycieczki do hipermarketu? wspolne konto?
              A bliskosc? a intymnosc? a poczucie bezpieczenstwa? a radosc z obcowania z
              drugim czlowiekiem W WOLNOSCI jego i mojego wyboru?

              Dlaczego odejscie, jesli zdradzony sie na nie zdecyduje, gdy jego ukochany
              wybral kogos innego, ma byc obrazeniem sie na rzeczywistosc? dlaczego ma wiazac
              sie z zatruwaniem zycia parom? a moze wiaze sie z szacunkiem do siebie i do
              wyborow drugiego, jak by nie byly dla nas bolesne? moze wiaze sie wlasnie ze
              stawieniem czola tak trudnej dla nas w tym momencie rzeczywistosci, jaka jest
              poczucie odrzucenia przez partnera, ktoremu sie ufalo, i ktorego wybralo sie na
              towarzysza zycia?
              czy to sie musi wiazac z pretensjami, ze jest jak jest, ktorych, pani zdaniem,
              pani Zofia nie ma?
              mozna przeciez nie miec pretensji. mozna po prostu sobie prywatnie cierpiec.
              Mozna nawet uznac, ze sie mialo w tym swoj udzial, z jakichs tam powodow- albo,
              ze sie nie mialo, ale jest sie tak samo teraz bezradnym.

              Dlaczego, gdy komus swiat sie zawala, podsuwac mu rady, jak stac sie szpiclem?
              czy to mu pomoze stanac na nogi, i nawet podjac decyzje, czy wybaczyc, czy
              odejsc? czy to pomoze zachowac szacunek do siebie, gdy poczul sie przez
              partnera nie szanowany i jakos sobie z tym faktem musi poradzic? Czy robienie
              farsy, szpiegowanie, nakrecanie sie w podejrzeniach, w agresji, cos pomoze
              osiągnąć?
              Mowi pani, ze pani Zofia wyciaga wnoiski, ktore sprawdzaja sie empirycznie.
              jakie to wnioski- ze zdradzajacy ma tendencje, by nas dalej oszukiwac? to
              oczywiste. takie same wnioski jak pani Zofia wyciagamy wszyscy. Z tym tutaj
              przeciez nikt sie nie spiera!!!
              tylko jej rady, jej rady budza nasze zdumienie i opór. Nie wnioski. jej
              porady, ktore zrozpaczone zdradzane osoby mogą uznac za wiarygodne, skoro tak
              znana osoba je daje.
              Mamy tu przyklad zony, ktora zachowala sie wedlug porad pani Zofii, choc z
              wlasnej inicjatywy, to wlasciwie dokladnie wg porad.
              Co z tego ma?
              przede wszystkim stracila szacunek do samej siebie.
              Czy bylo warto?
              W imie czego?
              MIlosci? to nie milosc lezy u podloza szpiegowania, nawet nie milosc wlasna, a
              juz na pewno nie milosc do partnera. w imie slusznie nalezacych nam sie praw?
              alez to wlasnie jest naiwne postrzeganie rzeczywistosci.


              Skoro obrazacie sie na pania Milska - Wrzesinska to
              > rownie dobrze mozecie sie obrazic na grawitacje, starzenie sie
              > itd.
              Grawitacja i starzenie sie, a porady pani Zofii to jednak troszke co innego.
              Samo istnienie pani Zofii, owszem, trudno sie na nie obrazac, jest zjawiskiem
              tego samego typu co grawitacja czy starzenie sie- poza naszym wplywem( choc,
              coz, ze starzeniem sie mozna troszke walczyc,przynajmniej do pewnego momentu ,
              lolol. mozna tez zostac astronautą. pani Zofii sluchac tez nie trzeba).:)

              My sie na nia nie obrazamy. po porstu z nia polemizujemy. NIe zgadzamy sie z
              jej poradami. wedlug nas nie sa sluszne, bo wlasnie brakuje w nich godnosci w
              przyjmowaniu rzeczywistosci.
              no, przynajmniej wedlug mnie wlasnie dlatego nie są sluszne :).

              Z pelnym szacunkiem do Pani, Pani Katarzyno, ktora broni swojej kolezanki po
              fachu, odnosze wrazenie, ze nie do konca uchwycila pani istote naszego oporu
              wobec slow pani Zofii. Ona ma racje opisujac zjawisko zdrady i jego eskalację.
              Tylko co ma zrobic zdradzony? To co sugeruje pani Zofia, mnie sie jako sposob
              na poradzenie sobie z tym problemem nie podoba.
              nie uwazam, by cokolwiek mozna bylo tym osiagnac. najwyzej stracic.
              tacy, co tego sprobowali, pierwsi nam to tutaj przyznają.
              i tyle.

              A opor wobec innych poglądow pani Zofii to tez nie obrazanie sie. w koncu masa
              ludzi w tym kraju nawet(!) ma inny poglad na temat homoseksualizmu. Sa wsród
              nich ludzie rownie, a moze bardziej, znani i szanowani jako autorytety, takze
              terapeutyczne, jak pani Zofia. Poglady pani Zofii nie sa wiec jedynie sluszna
              prawda, jak w przypadku sily grawitacji, ktora po porstu jest, i kropka, jak
              bardzo nawet bysmy udawali, ze jej nie ma i probowali to udowadniac. W
              przypadku pogladow na homoseksualizm panuje jednak wieksza roznorodnosc postaw.
              I jesli ktos ma inna niz pani Zofia, a postawa pani Zofii go dziwi i smuci, to
              to nie jest obrazanie sie na rzeczywistosc.
              ja tam lubie rzeczywistosc. Włacznie z istnieniem pani Zofii, z która mozna
              sobie polemizowac:).
              Pozdrawiam serdecznie
              Emi

        • Gość: AA Re: Siła zdradzonych IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.08.03, 16:37
          Gość portalu: oak napisał(a):

          > tak, powinnaś podać go do sądu o odszkodowanie za straty moralne
          > niewdzięcznik, los mu zesłał okazję do bycia prawdziwym mężczyzną a on tak
          > zmatolił.
          >
          > p.s może jakiś mały przykładzik walki skutecznej - pomniczek, ołtarzyk czy
          też
          > może rewolwer i melonik ?
          .....................

          zbedna złosliwość pani OAK (moj mały rozumek i tak nie wie o co ci
          chodzi)bo życie i tak jest najlepszym sędzią
    • matrek Re: Siła zdradzonych 23.08.03, 16:43
      Tak na prawde, zdradzonemu po zdradzie pozostaje juz tylko jedno - zastanowic
      sie, czy chce dalej z ta zdrada zyc i w zaleznosci od wnioskow, podjac
      odpowiednie decyzje. Nie wierze w skutecznosc jakiejkolwiek walki. Jesli ktos
      zdradzil, to dlatego ze chcial - to nie dzieje sie nieswiadomie - a jezeli raz
      chcial, to w kazdej chwili moze zechciec ponownie. Poza tym, zwiazek bez
      zaufania jest bez sensu, a jakie mozna miec zaufanie po dokonanej zdradzie ?

      Inna sprawa jest to, ze walka osoby zdradzonej o zwiazek - ktorej godnosc
      zostala juz raz podeptana faktem zdrady, stanowi powtorne pogwalcenie jej
      godnosci - tym razem to taki samogwalt.

      Najlepsze wyjscie w takiej sytuacji, to ratowac swoja godnosc i odejsc. Ale to
      oczywiscie warunki laboratoryjne. W praktyce, bywa roznie - najczesciej
      utrudnia odejscie sprawa dzieci.
      • Gość: ruda Re: Siła zdradzonych IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 25.08.03, 00:32
        szkoda, że nie napisałeś więcej.
        Odkryłam wcześnie, że coś się święci, w miarę wcześnie, ale nie
        na tyle, żeby nie cierpieć. Dowiedziałam się,że się chyba
        zakochał, ale że do niczego jeszcze nie doszło. Podeszłam do
        sprawy z duuuużym dystansem, wiesz dlaczego, bo sama kiedyś
        zdradziłam (nie jego). Dałam czas do zastanowienia, do wyboru,
        wyszłam z założenia, że może nie ja jestem przysłowiową
        połówką, może ominie go coś pięknego - to wszystko dlatego, że
        go naprawdę kochałam. Wybrał mnie, ale chyba bardziej dziecko,
        ale nie do końca potrafił z tym skończyć, może gdyby uciął to
        od razu - wzmocniłoby to nas, a tak bardzo pogorszyło sprawę. I
        wiesz co, było tak (i jest dalej) jak napisałeś czułam się jak
        szmata, upodlona, gorsza, brzydsza i z czasem zaczęłam żałować,
        że dałam nam szansę. Teraz żyję w zawieszeniu, bo nie potrafię
        dać sobie z tym rady mimo, że minęło już troszkę czasu. Nie
        potrafię się zresetować, a wierz mi - przydałoby się. Cały czas
        mam przed oczami inna kobietę i cały czas pytam się dlaczego.
        Zapytany co było źle - wszystko było OK, ale to jakieś
        zauroczenie. Nie mam zaufania, żyję z dnia na dzień, czekając
        aż mi przejdzie. On nie wie do końca o moich rozterkach, a ja
        się strasznie meczę, bo okazało się, że nie jestem silną
        kobietą i nie potrafię znieść myśli że mu nie wystarczyłam.
        Można dużo opisywać, bo w tym wszystkim ważne są szczegóły, ale
        ja dalej nie wiem co robić. Bez dziecka byłoby dużo łatwiej,
        ale z drugiej strony mogłoby do tego nie dojść.... Pozdrawiam
        • Gość: Ala Re: Siła zdradzonych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.08.03, 19:06
          moja historia jest identyczna, gdy pojawiło się dziecko było mi bardzo ciężko,
          może byłam trudna, miałam pretensje o wszystko, ale on zamiast mi pomóc
          pozwolił się pocieszać koleżance z pracy. Boleśnie odczuł to ze się
          dowiedziałam, dałam mu wybór ja albo ona, mógł odejśc, ale został. Niby jest w
          porządku, ale za każdym razem kiedy spóźnia się z pracy myślę, że jest z nią,
          stałam się chorobliwie zazdrosna, wyobraźnia pracuje, przeszło mi kiedy sama go
          zdradziłam, to była jednorazowa przygoda, ale dowartościowałam się i
          uspokoiłam. Uznałam że wolę męża i może dla niego to też była tylko pociecha w
          ciężkich chwilach, a tak naprawdę woli mnie.
        • bukfa Re: Siła zdradzonych 25.08.03, 23:39
          U mnie bardzo bylo podobnie - tez sie dowiedzialam zanim romans sie rozwinal,
          ale emocjonalne zaangazowanie miedzy nimi juz bylo. Teraz daje mu czas na
          decyzje, i strasznie cierpie. Tez go kocham i chce zeby wybral calkowicie
          swiadomie i dobrowolnie, nawet jesli to nie bede ja.
            • komandos57 Re: Siła zdradzonych 26.08.03, 00:54
              Gość portalu: witma(ruda) napisał(a):

              > ciekawa jestem, jakiego werdyktu się spodziewasz, jakiego tak naprawdę chcesz.
              > Życie ze świadomością, że był ktoś inny jest znacznie cięższe niż myślałam.
              > Brak zaufania, szukanie podtekstu w każdym zachowaniu potrafi niszczyć chęć
              > powrotu do "normalności". Nigdy już nie będzie normalnie ...
              vvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvv
              Co jeszcze pojebko?Buzka.
            • bukfa Re: Siła zdradzonych 26.08.03, 15:21
              Gość portalu: witma(ruda) napisał(a):

              > ciekawa jestem, jakiego werdyktu się spodziewasz, jakiego tak naprawdę
              chcesz.
              > Życie ze świadomością, że był ktoś inny jest znacznie cięższe niż myślałam.
              > Brak zaufania, szukanie podtekstu w każdym zachowaniu potrafi niszczyć chęć
              > powrotu do "normalności". Nigdy już nie będzie normalnie ...

              Codziennie spodziewam sie innego werdyktu, miotam sie miedzy wielka nadzieja na
              odbudowe (bylismy przedtem BARDZO blisko siebie przez 5 lat malzenswta), a
              wielka rozpacza, kiedy nadziei juz nie starcza i kazdy drobiazg typu pozniejszy
              powrot do domu urasta to rangi tragedii. Czasem buntuje sie i mysle ze powinnam
              sama uciec (mam dopiero 29 lat, nie mamy dzieci, moglabym, zaczac od nowa) ale
              wiem ze tak naprawde to chce tylko jego powrotu. Ech, boli to cholernie. I nie
              wiem ile jeszcze czasu mu zajmie podjecie decyzji - z jednej strony chce ja
              przyspieszyc i juz wiedziec, a z drugiej boje sie wiedziec jesli wyborem nie
              bede ja...
              • Gość: witma(ruda) Re: Siła zdradzonych IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 29.08.03, 00:26
                Pamiętaj, żebyś wytrzymała i nie okazywała, że bardzo Ci zależy. Twarz
                pokerzysty jest bardzo wskazana. Masz rację kazde późniejszy powrót to już
                podejrzenie. Nie wyzbędziesz się tego szybko. Życzę Ci żeby nastąpiło to jak
                najszybciej (u mnie nie wiem czy kiedykolwiek). Miotam się podobie jak Ty, tym
                razem sama ze sobą i coraz częściej nasuwa się myśl czy dobrze zrobiałm dajac
                nam szansę.
                Pozdrawiam
                • bukfa Re: Siła zdradzonych 29.08.03, 17:52
                  Dzieki za dobre slowa - z ta twarza pokerzysty to roznie bywa, staram sie, ale
                  co jakis czas zamiast obojetnosci pojawiaja sie na twarzy i w glosie lzy, bo
                  przeciez ciagle tak strasznie mocno kocham... Mieszkamy za granica i mamy tu
                  tylko siebie, wiec odruchowo szukam ukojenia u niego, a przeciez on mi go teraz
                  nie moze dac bo sam sie waha. Ech. strasznie to boli. Ale postaram sie czesciej
                  przywdziewac pokera. Wiem ze to dobra postawa - ale jaka trudna!!
        • matrek Re: Siła zdradzonych 26.08.03, 06:41
          Wiesz, caly problem polega na tym, ze czym innym jest wybaczenie, czym innym
          zas zapomnienie. Chociaz... gdy zaczac zastanawiac sie nad tym, to nachodza
          watpliwosci. Coz to bowiem jest owo "wybaczenie" ? Owszem, mozna przestac
          rzucac juz przyslowiowymi nozami, ale czy mozna nie czuc zalu na mysl o
          zdarzeniu ? Czy mozna przestac czuc bol ? Zastanawiam sie nad tym w tej chwili
          i nie potrafie rozstrzygnac tej kwesti. Jakkolwiek rozumiec zdrade, czy pod
          pojeciem zdrady rozumiemy robiace ostatnio zawrotna kariere pojecie zdrady
          emocjonalnej, czy tez tylko prosta zdrade fizyczna, zawsze czujemy ogromny bol
          i zal. Mozemy twierdzic przed swiatem i nawet soba samym, ze wybaczylem/-am,
          ale czy to nie jest jedynie oszukiwanie siebie i calego swiata dookola ? Czy
          mozna mowic o wybaczeniu, jesli wciaz cos nas boli ? Jesli w duszy wciaz
          czujemy - nawet nie werbalizowany - zal ? A ile osob, sposrod zdradzonych w
          przeszlosci, moze powiedziec dzis ze spokojnym sumieniem - nie, nie czuje dzis
          ani bolu, ani zalu ?

          A co z kwestia zaufania ? Prawdziwe zaufanie jest jak las - wzrasta powoli,
          plonie jednak bardzo szybko. Czestokroc, pierwotnego zaufania udzielamy na
          kredyt, jesli jednak zostanie naruszone taka czy inna zdrada, jego odbudowa
          jest bardzo trudna - jest jedna z najtrudniejszych rzeczy. Raz podkopanych
          fundamentow zaufania, nie mozna ot po prostu odzyskac na kolejny kredyt. Jego
          odbudowa jest dlugotrwala i bardzo trudna, o ile wogole mozliwa.
    • Gość: KaszaLotka Re: Siła zdradzonych IP: *.ebar.dtu.dk 23.08.03, 16:53
      jestem w szczesliwym zwiazku juz o 4.5 roku i ani razu
      nie myslalam o zdradzie. Ani ja nie patrze na innych
      mezczyzn inaczej jak na kolegow ani moj partner nie
      zwraca uwagi na inne kobiety. Mysle, ze my po prostu
      jestesmy polowkami tej samej pomaranczy i w zupelnosci
      sobie wystarczamy. Moj partner znajduje we mnie zarazem
      kochanke jak i przyjaciela. Laczy nas podobny kierunek
      studiow, dzielimy te same zainteresowania i system
      wartosci. Czasem jednoczesnie wypowiadamy to samo zdanie.
      Oczywiscie nie zawsze wszystko wyglada tak idealnie ale
      potrafimy sie klocic nie raniac sie nawzajem. Duzo ze
      soba rozmawiamy. Dzieki temu nie ma miedzy nami
      niedomowien, pretensji. Caly czas nad soba pracujemy.
      Kazde z nas stara sie byc dla drugiej osoby jak
      najlepsze. Do szczescia potrzebna jest, moim zdaniem,
      harmonia, tzn. dbanie o rozwoj duchowy ale tez ciagla
      praca nad atrakcyjnosia fizyczna i dbanie o partnera. W
      tej chwili jestem na stypendium zagranicznym. Bedziemy
      sie widziec tylko raz w miesiacu. Mimo to nie mam obaw ze
      zostane zdradzona. Zbyt wiele nas laczy by mogla to
      zburzyc jakas przelotna pokusa... Zycze wszsytkim takiego
      szczescia w milosci jakiego ja doznaje na codzien.

      Kasia

    • Gość: ata Re: Siła zdradzonych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.08.03, 17:07
      myśle, że jesli jest sie w prawdziwie bliskim związku kłamstwo
      nie wychodzi..poprostu. Tak przynajmniej jest w moim
      małżeństwie.. my nie umiemy sobie o czymś nie powiedziec, i
      całkiem nam z tym dobrze. Nie chciałabym zdradzić mojego Męza,
      bo by Go to zraniło, a po drugie dawno nie widziałam faceta
      który byłby dla mnie ciekawszy od tego z którym jestem. Więc po
      co by mi była taka zdrada? nie ma jej na liście rzeczy które
      chcę w życiu zrobić. A w gadki, że to poprostu spada na
      człowieka i sie dzieje- nie wierzę, bo zawsze możemy decydawać o
      swoim postępowaniu. pozdrawiam
      • noam Re: Siła zdradzonych 23.08.03, 20:13
        Gość portalu: ata napisał(a):

        > myśle, że jesli jest sie w prawdziwie bliskim związku kłamstwo
        > nie wychodzi..poprostu. Tak przynajmniej jest w moim
        > małżeństwie..

        Lepiej bym tego nie wyraził. Ja od 13 lat jestem z kobietą,
        która po prostu mi odpowiada, ja też - jak mi się wydaje - jej
        odpowiadam. Kochamy się, mamy do siebie zaufanie, a jednocześnie
        żadne z nas nie szuka jakichś przygód poza związkiem. Nie
        nawiązujemy przypadkowych znajomości, nasze relacje ze znajomymi
        z pracy nie wykraczają poza relacje, jakie zwykło się mieć ze
        znajomymi z pracy. Nie zakładamy kont na randki.interia.pl "na
        próbę", nie widzimy potrzeby, żeby flirtować podczas delegacji.
        Pierwsza sprawa, to nie stwarzać okazji. Druga, panować nad
        swoimi hormonami.

        Każdy mężczyzna lubi uważać się za "stuprocentowego faceta". Dla
        mnie stuprocentowy facet to przede wszystkim ktoś odpowiedzalny.
        Stuprocentowy facet kocha swoją żonę, kocha i dba o swoje
        dzieci, zapewnia im - w miarę możliwości - godziwe dziś i pełne
        kolorowe jutro. Jego "szaleństwa", to nie szybkie samochody,
        przypadkowo zdobyty "towar" czy hektolitry piwa na festynie, a
        niespodzianka zrobiona bliskim, wakacje w górach, weekend w
        głuszy pod namiotem. Ktoś może takiego mężczyznę uznać za
        zniewieściałego, ale dla mnie ktoś taki to stuprocentowy facet.

        Zdrada? Dziękuję, to niemęskie.
            • noam Re: Siła zdradzonych 25.08.03, 12:02
              > jak wiele nierzeczywistych rzeczy. Facet bez jaj nie moze byc
              meski... A gdzie
              > sa jego, tego fafelka? Lapciucha, pantofla domowego?

              Nie rozśmieszaj mnie. "Męskość" rozumiana tak, jak chce tego
              parę gazet typu CKM czy Playboy to zwykły produkt marketingowy,
              który ma mężczyznę zamienić w bezwolnego konsumenta drogich
              samochodów, papierosów, itd. Taka "marketingowa męskość" jest
              tak równie nierzeczywista jak marketingowy femizm, "bądź
              niezależna, kup kosmetyki firmy X". Ile mercedesów 300 kupiłeś i
              w jakim kolorze? W ilu akcjach sił specjalnych uczestniczyłeś?
              Gdzie nosisz giwerę? Ile srebrnych papiersośnic i zegarków Omega
              ci podarowano? Kiedy ostatnio zasiadałeś w radzie nadzorczej? A
              jak ostatnia wizyta w Sankt Pauli, seks-wakacje w Tajlandii albo
              Moulin Rouge? Nie widzisz, że świat "marketingowej męskości"
              jest równie nierzeczywisty jak Matrix?

              Tymczasem obok Ciebie są Twoi bliscy, ludzie którzy Cię kochają
              i Ci ufają. Jeżeli w życiu masz coś ciekawego i pasjonującego do
              zrobienia, to nie jest to noc z Naomi Campbell, a wakacje z
              dziećmi w Bieszczadach, dom pełen uśmiechu dla nich i dla Twojej
              żony, stabilna sytuacja finansowa Twojej rodziny, itd. I kiedy
              zaczniesz czuć upływający czas, to będziesz właśnie patrzył na
              siebie nie z perespektywy "zaliczonych" lasek i ile razy i jak
              którą "obracałeś", ale właśnie z takiej "fafelskiej" perspektywy.
              • olek_m Re: Siła zdradzonych 25.08.03, 16:47
                noam napisał:
                > samochodów, papierosów, itd. Taka "marketingowa męskość" jest
                Twoja meskosc wygalda mi rownie marketingowo jak ta z CKM.
                Powiedz choc slowo prawdy jak to osiagnales?
              • Gość: KR$ Re: Siła zdradzonych IP: *.riz.pl / 192.168.15.* 27.08.03, 14:27
                noam napisał:

                > > jak wiele nierzeczywistych rzeczy. Facet bez jaj nie moze byc
                > meski... A gdzie
                > > sa jego, tego fafelka? Lapciucha, pantofla domowego?
                >
                > Nie rozśmieszaj mnie. "Męskość" rozumiana tak, jak chce tego
                > parę gazet typu CKM czy Playboy to zwykły produkt marketingowy,
                > który ma mężczyznę zamienić w bezwolnego konsumenta drogich
                > samochodów, papierosów, itd. Taka "marketingowa męskość" jest
                > tak równie nierzeczywista jak marketingowy femizm, "bądź
                > niezależna, kup kosmetyki firmy X". Ile mercedesów 300 kupiłeś i
                > w jakim kolorze? W ilu akcjach sił specjalnych uczestniczyłeś?
                > Gdzie nosisz giwerę? Ile srebrnych papiersośnic i zegarków Omega
                > ci podarowano? Kiedy ostatnio zasiadałeś w radzie nadzorczej? A
                > jak ostatnia wizyta w Sankt Pauli, seks-wakacje w Tajlandii albo
                > Moulin Rouge? Nie widzisz, że świat "marketingowej męskości"
                > jest równie nierzeczywisty jak Matrix?
                >

                ------> cool gosciu jestes, ze sie nie obraziles za epitety - respect!

                Co do reszty - spoko wodza - mam luksusowy samochod - ale akurat nie trzeba go
                bylo reklamowac - wystarczylo go zbudowac i ja go juz chcialem - po prostu
                dlatego ze jest swietna maszyna. Playboy i jego prostacki styl mnie rowniez
                smieszy. Ostatnia wizyta na St. Pauli (przy okazji delegacji) sprawila ze
                wysmialem tamtejsze panie, ktore cenia siebie nie wiadomo jak wysoko a nie
                dorastaja naszym do piet... Rada nadzorcza to jeszcze pare lat. Gdyby mi sie
                chcialo pojechac na seks-wakacje do Tajlandii to moglbym to zrobic w kazdej
                chwili - to wszystko jest rzeczywiste i osiagalne - to nie matrix - tylko
                wlasnie nie kojarzy mi sie to z byciem mezczyzna. Ale ostatni wyjazd nad morze
                z 5 dziewczynami i doswiadczenie adoracji z ich strony bylo bardzo mile -
                szczegolnie w swietle faktu iz chlopak jednej z nich pojechal jak niepyszny do
                domu.


                > Tymczasem obok Ciebie są Twoi bliscy, ludzie którzy Cię kochają
                > i Ci ufają. Jeżeli w życiu masz coś ciekawego i pasjonującego do
                > zrobienia, to nie jest to noc z Naomi Campbell, a wakacje z
                > dziećmi w Bieszczadach, dom pełen uśmiechu dla nich i dla Twojej
                > żony, stabilna sytuacja finansowa Twojej rodziny, itd. I kiedy
                > zaczniesz czuć upływający czas, to będziesz właśnie patrzył na
                > siebie nie z perespektywy "zaliczonych" lasek i ile razy i jak
                > którą "obracałeś", ale właśnie z takiej "fafelskiej" perspektywy.

                ------> sa obok mnie ludzie blizsi lub dalsi ale to nie oznacza, ze
                zrezygnowalbym z nocy z Naomi Campbell - nie ubyloby mnie po tej nocy ani
                troche anie ludzie bliscy nie przestaliby byc dla mnie bliskimi. Wakacje w
                Bieszczadach i dom pelen usmiechu wcale z tym nie koliduja, podobnie jak
                stabilna sytuacja finansowa rodziny. To wszystko mozna miec i dalej czuc sie
                mezczyzna. nie mam jeszcze rodziny gdyz na razie nie chce jej miec (dziewczyn
                chetnych do wyjscia za mnie i urodzenia mi dzieci pare by sie znalazlo) - i
                pomimo tego ze czas mija nadal patrze za siebie i mile wspominam czas spedzony
                z roznymi kobietami - i wcale nie traktuje ich jako 'numerka' na liscie tylko
                jak wspaniale osoby ktore warto bylo znac i z ktorymi warto bylo przezyc to i
                owo.
        • Gość: głupia koza Re: Siła zdradzonych IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 25.08.03, 15:59
          noam napisał:

          > Stuprocentowy facet kocha swoją żonę, kocha i dba o swoje
          > dzieci, zapewnia im - w miarę możliwości - godziwe dziś i pełne
          > kolorowe jutro. Jego "szaleństwa", to nie szybkie samochody,
          > przypadkowo zdobyty "towar" czy hektolitry piwa na festynie, a
          > niespodzianka zrobiona bliskim, wakacje w górach, weekend w
          > głuszy pod namiotem. Ktoś może takiego mężczyznę uznać za
          > zniewieściałego, ale dla mnie ktoś taki to stuprocentowy facet.
          >
          >I dla mnie również :)
          Dziękuję za te słowa, bo już dostałam lekkiego zawrotu głowy po lekturze tych wszystkich listów i zwątpilam w swoje wartości. Naprawdę miło przeczytać...
          • olek_m Re: Siła zdradzonych ;-( 25.08.03, 16:38
            Gość portalu: głupia koza napisał(a):

            > Dziękuję za te słowa, bo już dostałam lekkiego zawrotu głowy po lekturze tych
            w
            > szystkich listów i zwątpilam w swoje wartości. Naprawdę miło przeczytać...

            Zapomnial dodac, ze taki zwiazek zdarza sie raz na 100.
            • noam Re: Siła zdradzonych ;-( 25.08.03, 17:11
              > Zapomnial dodac, ze taki zwiazek zdarza sie raz na 100.

              Taki związek w ogóle się nie "zdarza", taki związek to
              nieustające, codzienne budowanie. Jeżeli mówimy o "zdarzeniu" to
              sugerujemy jakąś przypadkowość albo rękę opatrzności.
              Rzeczywiście, jest w tym i trochę szczęścia... "dwie połówki
              tego samego jabłka" - coś tym jest. Ale znacznie więcej
              codzienności - wyrozumiałości, cierpliwości, a nade wszystko
              miłości między dwojgiem ludzi. Nie czepiania się o głupstwa, nie
              upierania się, słuchania siebie nawzajem, braku małostkowości...

              Ja myślę, że to w gruncie rzeczy powszechniejsze zjawisko, niż
              wynikałoby z tego forum.
            • Gość: głupia koza Re: Siła zdradzonych ;-( IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 25.08.03, 18:23
              olek_m napisał:

              >
              > Zapomnial dodac, ze taki zwiazek zdarza sie raz na 100.

              Ej, Olek, czepiasz się i tyle :) A dlaczegóż by nie uwierzyć w to, że to dla mnie (ewentualnie dla ciebie :D) wypadnie ta szczęśliwa setka, a pozostale dziewięćdziesiąt dziewięć nieudanych dostaną sąsiedzi i znajomi?
              To prawda, że TO samo się nie zdarza, a trzeba na to ciężko zapracować, chcieć się wysilić i wierzyć mocno w swoje umiejętności, i w to, że Ci się uda:)
              I nawet z kobietą jest to możliwe :)))
              • olek_m Re: Siła zdradzonych ;-( 26.08.03, 14:02
                Gość portalu: głupia koza napisał(a):


                > Ej, Olek, czepiasz się i tyle :) A dlaczegóż by nie uwierzyć w to, że to dla
                m
                > nie (ewentualnie dla ciebie :D) wypadnie ta szczęśliwa setka, a pozostale
                dziew
                > ięćdziesiąt dziewięć nieudanych dostaną sąsiedzi i znajomi?
                Jako glupia koza masz wrecz obowiazek w to wierzyc.


                > To prawda, że TO samo się nie zdarza, a trzeba na to ciężko zapracować,
                chcieć
                > się wysilić i wierzyć mocno w swoje umiejętności, i w to, że Ci się uda:)
                > I nawet z kobietą jest to możliwe :)))

                Wlasnie o tym pisze, to zalezy od obojga, tez od kobiety.


                Wcale sie nie czepiam. Nie lubie tylko propogandy i w nia nie wierze.
                Pamietasz ten dowcip, jak pieklo przkonalo dusze lepsza oferta?
                Facet, ktory uwaza, ze jego malzenstwo jest najlepsze na swiecie, zaloze sie ze
                rzeczywistosc jest zupelnie inna. On tylko ma dobra propagande.
                • noam Re: Siła zdradzonych ;-( 26.08.03, 14:18
                  > Facet, ktory uwaza, ze jego malzenstwo jest najlepsze na
                  swiecie, zaloze sie ze
                  >
                  > rzeczywistosc jest zupelnie inna. On tylko ma dobra propagande.

                  To niby o mnie?

                  Po pierwsze, nie uważam, że moje małżeństwo jest najlepsze na
                  świecie. Z całą pewnością jest natomiast BARDZO ODPOWIEDNIE
                  zarówno dla mnie, jak i dla mojej żony. Zaczęło się od zdrady -
                  nie mam potrzeby przygód, bo moja żona to naprawdę fajna kobita -
                  i to pod każdym względem. Wokół mnie jest widzę przynajmniej
                  kilka takich związków, więc o żadnej "najlepszości" nie ma mowy.

                  Po drugie, Twoja wiara lub niewiara w moje małżeństwo nie robi
                  mi większej różnicy, natomiast interesujące jest Twoje głębokie
                  przekonanie, że "rzeczywistość jest inna". Słowem, zakładanie a
                  priori, że coś w moim związku jest nie tak. Myślę, że to wynik
                  jakiegoś osobistego, negatywnego doświadczenia z
                  kobietą/kobietami, co widać także po innych Twoich wypowiedziach
                  na tym forum. Ja nie mierzę innych swoją miarką, nie rób tego i
                  Ty.

                  Po trzecie o jakiej idealności mówimy? Przecież w innym wątku
                  zarzuciłeś mi, że jestem zniewieściałym pantoflarzem! Co do
                  jednego masz rację: nigdy w życiu nie zamieniłbym zaufania i
                  szczęśliwej rodziny na szybki numerek z jakąś szybko poderwaną
                  koleżanką z pracy albo przygodną nastolatką. W życiu! Natomiast
                  wiem, że każdy jest tylko człowiekiem, a ludziom czasami
                  puszczają emocje. Dlatego pilnuję, aby nie stwarzać okazji i
                  okoliczności. Ktoś kiedyś nazwał do "chorobliwą monogamią", ale
                  mi to po prostu odpowiada - i tyle.
                  • noam Re: Siła zdradzonych ;-( 26.08.03, 14:20
                    > Zaczęło się od zdrady -
                    > nie mam potrzeby przygód

                    Dość niefortunne zdanie: chodzi mi o to, że TEN WĄTEK zaczął się
                    od kwestii zdrady, nie o to, że MOJE MAŁŻEŃSTWO zaczęło się od
                    zdrady.
                  • olek_m Re: Siła zdradzonych ;-( 26.08.03, 14:35
                    noam napisał:

                    > > Facet, ktory uwaza, ze jego malzenstwo jest najlepsze na
                    > swiecie, zaloze sie ze
                    > >
                    > > rzeczywistosc jest zupelnie inna. On tylko ma dobra propagande.
                    >
                    > To niby o mnie?
                    >
                    > Po pierwsze, nie uważam, że moje małżeństwo jest najlepsze na
                    > świecie. Z całą pewnością jest natomiast BARDZO ODPOWIEDNIE
                    > zarówno dla mnie, jak i dla mojej żony. Zaczęło się od zdrady -
                    > nie mam potrzeby przygód, bo moja żona to naprawdę fajna kobita -
                    > i to pod każdym względem. Wokół mnie jest widzę przynajmniej
                    > kilka takich związków, więc o żadnej "najlepszości" nie ma mowy.
                    >
                    > Po drugie, Twoja wiara lub niewiara w moje małżeństwo nie robi
                    > mi większej różnicy, natomiast interesujące jest Twoje głębokie
                    > przekonanie, że "rzeczywistość jest inna". Słowem, zakładanie a
                    > priori, że coś w moim związku jest nie tak.

                    Doswiadczeni wiedza jak jest w zwiazku z kobieta. Krowa ktora duzo ryczy malo
                    mleka daje.

                    Mi sie wydaje, ze najbardziej wierzacym wsrod swietych byl Swiety Tomasz, ktory
                    musial wlozyc palce w rany zeby uwierzyc.

                    Z kolei najbardziej zatwardziali grzesnicy to Ci, ktorzy klamia jak z nut.

                    Gdybys napisal, ze czasami Ci nie jest fajnie, gdybys napisal z polowa tego
                    zadecia i fanfarami, moze bym Ci uwierzyl. A tak uwazam, ze jestes pozer i
                    klamca, albo fantasta.


                    Myślę, że to wynik
                    > jakiegoś osobistego, negatywnego doświadczenia z
                    > kobietą/kobietami, co widać także po innych Twoich wypowiedziach
                    > na tym forum.
                    Ja jestem po prostu sceptyczny.


                    > Ja nie mierzę innych swoją miarką, nie rób tego i
                    > Ty.

                    Jak ktos uwaza, ze ma 100% racji to mu nie wierze.

                    >
                    > Po trzecie o jakiej idealności mówimy? Przecież w innym wątku
                    > zarzuciłeś mi, że jestem zniewieściałym pantoflarzem!

                    To nie ja!

                    • noam Re: Siła zdradzonych ;-( 26.08.03, 16:02
                      > Doswiadczeni wiedza jak jest w zwiazku z kobieta. Krowa ktora
                      duzo ryczy malo
                      > mleka daje.
                      > Mi sie wydaje, ze najbardziej wierzacym wsrod swietych byl
                      Swiety Tomasz, ktory
                      > musial wlozyc palce w rany zeby uwierzyc.

                      Zdaje się, że pomyliłeś św. Tomasza (tego z Akwinu), od
                      Niewiernego Tomasza. Co do krowy - aluzju nie paniał.

                      > Gdybys napisal, ze czasami Ci nie jest fajnie, gdybys napisal
                      z polowa tego
                      > zadecia i fanfarami, moze bym Ci uwierzyl. A tak uwazam, ze
                      jestes pozer i
                      > klamca, albo fantasta.

                      Prawie zawsze jest mi fajnie. A te krótkie momenty, kiedy nie
                      jest fajnie, bynajmniej nie skłaniają mnie do poszukiwania
                      jakichś przygód poza małżeństwem - bo i po co? Co ma jakieś
                      chwilowe zawirowanie w życiu małżeńskim do, że tak dosadnie
                      powiem, pieprzenia się po kątach? Co mógłbym mieć z tego, że
                      prześpię się z jakąś d...? Wiem doskonale, co mógłbym stracić,
                      to jest bardzo realne, bo to wszystko to, na czym mi zależy. Ale
                      gdzie mógłbym skorzystać? Słowo daję, nie widzę.

                      Swoją drogą to coś dziwnego, obserwuję to także u siebie w pracy
                      i nie rozumiem. Jakoś tak w męskim gronie wypada ponarzekać na
                      żonę (że zrzędliwa, że rozrzutna, że głowa ją boli za często).
                      Stąd też pewnie Twoje niezrozumienie dla mojego zadowolenia z
                      małżeństwa, z żony, z dzieci i z życia rodzinnego.
        • Gość: Anna, Białystok Re: Siła zdradzonych IP: 212.33.87.* 28.08.03, 09:13
          Myślę, że ten artykuł był napisany ironicznie - autorka uwaza,
          że tak naprawdę w tej sytuacji nie ma dobrych wyjść i po prostu
          należy s...owi pokazać drzwi.
          ja walczyłam, poniżając się. Wynik: moja druga połowa (do czasu,
          gdy jego połową stał się ktoś inny) obrobił nasze wspólne konto
          na nowe mieszkanie... Dopiero mam poczucie winy, bo miało być
          dla dzieci i świadomość niewybaczalną, że jestem idiotką! takich
          ludzi, jak ja, należałoby usypiać
          • Gość: aiszka4 Nie bądź... IP: srv1:* / 192.168.1.* 28.08.03, 09:20
            dla siebie taka surowa.
            Akurat w tamtym momencie myślałaś, działałaś dla dobra dzieci, w
            przeciwieństwie do ich ojca. A dopiero z obecnej perspektywy widzisz, że ta
            metoda nie była skuteczna.
            To nie jestem taka mądra, to próbuje mi wytłumaczyć moja terapeutka. Na razie
            z marnym skutkiem, bo wciąż się obwiniam za coś z przeszłości.


            Gość portalu: Anna, Białystok napisał(a):

            > ja walczyłam, poniżając się. Wynik: moja druga połowa (do czasu,
            > gdy jego połową stał się ktoś inny) obrobił nasze wspólne konto
            > na nowe mieszkanie... Dopiero mam poczucie winy, bo miało być
            > dla dzieci i świadomość niewybaczalną, że jestem idiotką! takich
            > ludzi, jak ja, należałoby usypiać
    • Gość: Agne crash home IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.08.03, 23:47
      Zdarzyło się i mnie, mąż zaczął podejrzanie chować komórkę,
      włączał komputer akurat wtedy kiedy ja usypiałam dziecko
      (wysyłał smsy), pewnego pięknego niedzielnego poranka, sięgnełam
      po jego komórkę i przeczytałam wiadomości, których nie wiadomo
      czemu nie skasował.....z treści ok 15 smsów ewidentnie wynikało,
      że coś ich łączy. Jaka była moja reakcja? poczekałam na okazję,
      przpisałam wszystkie smsy jakie zdążyłam, a potem je
      wydrukowałam, żeby nie skasował i nie wmawiał mi że nie było
      sprawy. Pokazałam mu pytając co to ma znaczyć.....i kazałam mu
      wyprowadzic się do mamusi, na drugi dzień rano płacząc
      przepraszał i błagał żebym go nie wyrzucała, że nic ich nie
      łączy, że to tylko głupie smsy. Płakałam razem z nim ale byłam
      taka wściekła.....wyprowadził się, wysłałam mail do jego szefa,
      że pewnej pani w pracy sie bardzo nudzi i wysyła smsy do mojego
      męża z telefonu służbowego. Straszna zadyma w pracy, wstyd przed
      rodziną, wszyscy po mojej stronie, po tygodniu wrócił, a ja
      wyjechałam do koleżanki za granicę, żeby sobie odpocząć i dać mu
      czas do namysłu. Wyprułammu flaki i je podeptałam, teraz jest
      kochajacym mężem i świata poza mną i córką nie widzi, a moze
      lepiej się ukrywa? pewnosci nie będę miała nigdy. I ciągle się
      zastanawiam dlaczego? nasza córeczka miałą wtedy 9 miesięcy,
      ząbkowała, zupki,kaszki, pieluchy itp. było mi ciężko i może nie
      byłam idealaną żoną, ale to go chyba nie usprawiedliwia?
    • Gość: gość Coś w tym jest IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.08.03, 08:29
      Te wszystkie podchody obustronne, tłumaczenia - coś w tym jest.
      Na dodatek dam Wam pewien wywiad, tylko znajdę, chwilka. O jest.
      Coś o mężczyznach zdradzających. Wywiad z jednym takim
      zdradzającym, który napisał na ten temat książkę i niezły jej
      fragment. Znalazło się tam sporo prawdy o mężczyznach i
      spokojnie można dopasować ją do kobiet. Tak uważam.
      www.nnmag.net/nn/index.php?redir=mod_arts.php&id=284
      • Gość: LIBIAZAK IDEAŁ KOBIETY...!!!! IP: *.net.suport.pl / 192.168.100.* 24.08.03, 14:58
        Ideał kobiety?

        -Idealna matka dla moich dzieci, cudowna żona-partner,
        przyjaciel i wyuzdana, lubieżna suka, rajcująca mnie
        nieustannie.... Te trzy „elementy” w jednym.

        to odpowiedz Michała.W Pistoleta...tak do konca to można się z
        tym nie zgodzić..ale jak by tak było w praktyce to myślę że o
        wiele więcek facetów nie zdradzało by swoiuch żon...

        • Gość: barbara Re: IDEAŁ KOBIETY...!!!! IP: *.okym.enjoy.ne.jp 29.08.03, 17:34
          Chce zauwazyc, ze nie tylko mezczyzni zdradzaja zony, wiec
          nalezalo by spytac, jakiej lubieznosci oczekuja kobiety.Jakiej
          czulosci, jakiego zainteresowania ze strony partnera.
          Z zainteresowaniem przeczytalam wszystkie wypowiedzi i moja
          opinia jest nastepujaca:Olek-kontrowersyjna osoba, ktora ma
          okropna opinie o kobietach i lepiej dla kazdej, aby sie od
          niego trzymala jak najdalej i, bron Boze, nigdy nie zostala
          jego zona.
          Naom-zazdroszcze zonie.Fantastyczny facet-oczywiscie, ze w jego
          malzenstwie sa kryzysy, ale on napisal, ze"zbyt wiele by
          stracil".Super.Gratulacje.
          Opowiem wam moja historie.Mezczyzna pierwszy-po miesiacu
          znajomosci czulam, ze chyba zmienil obiekt zainteresowania.Po
          kolejnych dwoch tygodniach panienka zawiesila sie mu na szyi w
          mojej obecnosci.Nie odezwalam sie.Sytuacja byla oczywista.Ale
          zostalismy przyjaciolmi.Oczywiscie przez pierwsze lata moja
          przyjazn byla raczej watpliwa(bol wewnetrzny), ale chec
          zachowania godnosci zwyciezyla.
          Milosc druga, nieporownywalnie silniejsza od pierwszej.Szalona
          energia, wiara, ze gory jestem w stanie przenosic.Po siedmiu
          latach zaszlam w ciaze i okazalo sie, ze on nie chce sie ze mna
          wiazac na stale.Szokujaca wiadomosc, ze nasze porozumienie
          i "wyobrzenie",ze jestesmy dla siebie stworzeni jest tylko moim
          wyobrazeniem. Sytuacja niecodzienna-stan blogoslawiony.Byla
          klotnia telefoniczna, ktora zakonczylam rozlaczeniem sie.Nie
          bylo sensu dyskutowac.W jedenastym tygodniu poronilam.A on
          nawet o tym nie wie.
          Milosc trzecia-juz nie tak szalona.Z rezerwa.Ilez mozna ufac?
          Jestesmy malenstwem i nie wierze w cuda.Ale gdyby okazalo sie,
          ze to moja druga polowka- to super.Doloze staran, aby nam sie
          udalo.Oby i on( jak Noam) tez sie postaral.
    • Gość: annaw Re: Siła zdradzonych IP: *.rasserver.net 24.08.03, 10:05
      Niestety wokol mnie coraz wiecej par zdradzajacych.. tlumacze sobie ze to ten
      wiek czyli 30 lat. Sposrod znajomych az 7 par zyje w separacji, 2 sa juz po
      rozwodzie :( (ostatni rok). Przykre te statystyki acz prawdziwe..
      Uwazam, ze zdrada to chwilowy przyplyw emocji, i kazdy w jej sidla moze wpasc..
      byleby umial sie z tego szybko wyplatac.
      • Gość: Kalina Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.03, 11:17
        Zdrada jest gdzies w nas zakorzeniona, zdradzamy partnerow, przyjaciol,dzialamy
        pod wplywem emocji, ale trzeba tez wziasc na to poprawke,a moze faktycznie w
        naszym zyciu pojawil sie ktos bardzo wazny,moze druga milosc????
        Jestesmu ludzmi, mamy swoje uczucia,zwarcie zwiazku malzenskiego, podpisanie
        papierka nie gwarantuje nam, ze bedziemy ze soba do konca zycia.Po latach
        uczucia sie wypalaja i pozostaje:rutyna, przywiazanie,przyzwyczajenie,obowiazek
        wobec partnera i dzieci,dawno zapomina sie o wspanialych chwilach w
        narzeczenstwie i w pierwszych miesiacach malzenstwa,przestajemy dbac o
        milosc,czas zajmuja nam przyziemne sprawy,dom praca dzieci rodzina.W szarym
        dniu ginie pragnienie i pozadanie bycia z druga osoba,chodzi mi o seks, ktory
        staje sie nudny i brak w nim urozmaicenia.
        Wokol nas sa problemy i problemy i wtedy...no niestety posuwamy sie do zdrady
        jesli na naszej drodze pojawi sie ktos trzeci,staje sie to dla nas odskocznia
        od dnia codziennego.A moze nasz pierwszy zwiazek czegos nas nauczyl, byl dla
        nas podstawowka i moze doroslismy do tego aby po latach doswiadczen stworzyc
        naprawde udany zwiazek z innym partnerem czy partnerka.
        Czy juz musi byc tak ze skazani jestesmy na jednego partnera na cale zycie???
        Ludzie musza sie kochac, zeby byc razem,a gdy nie ma milosc?? to sami
        odpowiedzcie sobie na to pytanie.
        Mezczyzna czy kobieta ktora zdradza poprostu nie kocha swojego partnera.Jesli
        sie kocha to nigdy nie posunie sie do zdrady.
        Ludzie ktorzy mysla madrze, maja ambicje i honor poprostu sie rozstaja,nie
        robia scen zazdrosc,nie walcza o zwiazek bo to zawsze przynosi odwrotny skutek,
        ale czesto zdradzona osoba tego nie widzi, cieszy sie ze odzyskala partnera i
        ze zaczyna sie ukladac, ale jest w duzym bledzie.
        Cos z wlasnego podworka do wszystkich kobiet, jesli chciecie aby wasi partnerzy
        nigdy nie zdradzili musicie byc swietnymi kochankami.
    • Gość: zdradzajacy A mnie pomoglo IP: *.acn.waw.pl 24.08.03, 17:59
      Ja zdradziłem zone - wiele razy. Fizycznie i psychicznie.


      I wiecie co - dzięki temu wszystkiemu doceniłem ją. Dowiedziałem
      sie co jest dla mnie naprawde wazne. Przekonałem się że zdradza
      sie zawsze pod wpływem chemii emocji. Trzeba brac na to poprawke.
      Emocje potrafia byc bardzo silne i ulegamy im, ale można także
      nad nimi nauczyc sie panowac. To znaczy myśleć głową a nie dupą
      (członkiem).


      Dzięki tym doświadczeniom mogłem podjąc starania zeby usunac
      problemy w moim małżenstwie. Zaczalem z Nia rozmawiac. Zaczalem o
      Nią walczyc. Usunałem wszystko co było dla mnie nieakceptowalne w
      związku. Teraz jest super.


      I napewno zdrada nie zwielokrotniła kryzysu małżeńskiego w moim
      przypadku. Wręcz przeciwnie - skłoniła mnie do usunięcia
      problemów.
      • Gość: to_ja Re: A mnie pomoglo IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 24.08.03, 18:26
        Oj, coś mi się wydaje, że to TY jesteś największym problemem w tym związku... "usunąłem wszystko, co było dla mnie nieakceptowalne" - no brawo! Nie podobało się TOBIE, to wyrzuciłeś. A gdzie tu miejsce na kompromis i akceptację partnerki?
        Mam nadzieję, że to tylko ja, przewrażliwiona, źle odczytałam twoje dobre i szlachetne intencje samonaprawy.
        A jeżeli jednak nie, to odwagi! - dokonaj tego najważniejszego cięcia i usuń się sam!
        • Gość: dorka Re: A mnie pomoglo IP: 62.233.197.* 24.08.03, 20:22
          mi tez pomoglo
          poznalam innych mezczyzn i w ten sposob moglam zrozumiec mojego meza
          zabawne
          niektorzy powiedza ze to absurd
          moze...
          to nie polegalo na jakims dopasowywaniu jego do mnie
          moje problemy malzenskie braly sie z braku zrozumienia sposobu myslenia mojego
          meza
          mialam kochankow i dzieki nim zrozumialam o co chodzi w zyciu mojemu mezowi
          po moich "skokach w bok" nasze malzenstwo jest o wiele bardziej zgrane
          ja go rozumiem i inaczej podchodze do wielu rzeczy
          cos w tym jest
            • Gość: bebe Re: A mnie pomoglo IP: *.centrala.kbsa / 10.51.1.* 28.08.03, 11:48
              Czytam i czytam, życie... Mam 37 lat kochającą mnie żonę, syna i
              udany związek. Znajomych w podobnym wieku. Każdy ma ,,panienkę
              na boku".Myślałem, że jestem nienormalny...Pogadałem i okazało
              się że tak też jest u innych. Dlaczego? Dlatego,że takie jest
              życie...żal mi tych kobiet które twierdzą inaczej.Przestańcie
              udawać. Czy wy (kobiety) wiecie ile szczęścia i miłości dałem
              znudzonym mężatkom. Każda z was tego pragnie tyle że nie
              wszystkie są do tego zdolne. I te są nieszczęśliwe w związku.
              Namawiam, dajcie się kochać, podziwiać, obdarowywać...i
              pielęgnujcie swoje małżeństwa, chyba że jesteście z
              prostakiem...trudno.
              • goshka Re: A mnie pomoglo 28.08.03, 12:01
                Gość portalu: bebe napisał(a):

                > Czytam i czytam, życie... Mam 37 lat kochającą mnie żonę, syna i
                > udany związek. Znajomych w podobnym wieku. Każdy ma ,,panienkę
                > na boku".Myślałem, że jestem nienormalny...Pogadałem i okazało
                > się że tak też jest u innych. Dlaczego? Dlatego,że takie jest
                > życie...żal mi tych kobiet które twierdzą inaczej.Przestańcie
                > udawać. Czy wy (kobiety) wiecie ile szczęścia i miłości dałem
                > znudzonym mężatkom. Każda z was tego pragnie tyle że nie
                > wszystkie są do tego zdolne. I te są nieszczęśliwe w związku.
                > Namawiam, dajcie się kochać, podziwiać, obdarowywać...i
                > pielęgnujcie swoje małżeństwa, chyba że jesteście z
                > prostakiem...trudno.

                Czytam, czytam i nie wierze wlasnym oczom. Twoim zdaniem panienka na boku to
                norma? W jakim Ty swiecie zyjesz czlowieku? Pomimo swoich 37 lat jestes
                strasznie niedojrzaly emocjonalnie. Chyba pozadanie pomylilo Ci sie z miloscia.
                Rozumiem, ze Twoja zona tez ma jakiegos facia na boku i Tobie absolutnie nie
                przeszkadza, ze jakis obcy facet obdarowuje Twoja zone szczesciem i miloscia?
                Szczerze wspolczuje takiego pustego zycia!
        • Gość: zdradzalem Re: A mnie pomoglo IP: *.acn.waw.pl 25.08.03, 01:03
          Gość portalu: to_ja napisał(a):

          > Oj, coś mi się wydaje, że to TY jesteś największym problemem w tym związku...

          Byc moze, ale sa bardziej istotne kryteria.
          Tak poza tym, to ze walczyłem oznacza, ze zmieniałem siebie. Przekonałem Ją. W tym sensie usunąłem problemy. Teraz jest moja. Otwarta dla mnie. Zdradzałem dlatego, że nie byla. To jest perspektywa kilku lat, wiec nie nie myle sie.
          A Ty jestes głupia. Koza.


          • Gość: głupia koza :) Re: A mnie pomoglo IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 25.08.03, 15:36
            Gość portalu: zdradzalem napisał(a):

            > Gość portalu: to_ja napisał(a):
            >
            > > Oj, coś mi się wydaje, że to TY jesteś największym problemem w tym związku
            > ...
            >
            > Byc moze, ale sa bardziej istotne kryteria.
            > Tak poza tym, to ze walczyłem oznacza, ze zmieniałem siebie. Przekonałem Ją. W
            > tym sensie usunąłem problemy. Teraz jest moja. Otwarta dla mnie. Zdradzałem dla
            > tego, że nie byla. To jest perspektywa kilku lat, wiec nie nie myle sie.
            > A Ty jestes głupia. Koza.
            >
            > Przecież nie wykluczam opcji, że mylę sie w swych osądach :) Ale tak się dziwnie sklada, że ten Twoj list zupełnie inaczej zabrzmial, niż ten pierwszy...
            Życzę szczęścia wszystkim pogubionym, którzy muszą zdradzać, żeby dowiedzieć się co jest dla nich w życiu ważne i o co warto walczyć. Każdy człowiek na szczęścia ma wolną wolę i oręż do tej walki może wybrać sobie według upodobań. Prawdę mówiąc przeraża mnie fakt, że dla niektórych zdrada bywa tym niezastąpionym środkiem prowadzącym do osiągnięcia pełnej samoświadomości...
            Ale w końcu czegóż się można po mnie spodziewać, głupia koza ze mnie :)))