Dodaj do ulubionych

Siła zdradzonych

IP: 203.221.183.* 23.08.03, 07:59
no taaaak. ale czy zdradzany ma w ogole wplyw na przyszlosc
zwiazku? sama chec powrotu do osoby zdradzajacej jest bardzo
wielkim poswieceniem, odkryciem wszystkich slabych stron. skoro
zdradzany dal sie manipulowac wczesniej, tym bardziej teraz
kiedy jest "bezbronny" jest jeszcze bardziej podatny na
manipulowanie. teraz to jest calkiem chlonny grunt, ktory musi
przyjac wszystko co mu daja... moim zdaniem cala
odpowiedzialnosc (tak jak wczesniej wina) ciazy na barkach
zdradzajacego. czy chce i potrafi podjac ciezar odbudowy
zaufania. jesli nie, to sorry, osoba zdradzana powinna szukac
szczescia gdzies indziej...
Obserwuj wątek
    • Gość: Dorota ja tak nie chcę IP: *.chello.pl 23.08.03, 08:17
      nie chcę śledzić, węszyć.Zostałam zdradzona w sposób ochydny i
      wywaliłam go za drzwi. Wstydzę się tego, że tęsknię, że w
      skrytosci duszy go kocham i czuję się samotna, ale wiem, że nie
      pragnę go z powrotem. Gdyby nie było dziecka to chętnie
      odcięłabym się od niego na amen. Nie wiem czy potrafiłabym
      walczyć o mężczyznę, który zdradza, okłamuje itd. Po co mi taka
      kreatura. Czy naprawdę jest tak, że wszyscy mężczyźni to
      pozbawione wyższych uczuć samce. Przepraszam, ale trudno mi w to
      uwierzyć mimo, ze kiedy rozglądam się dookoła to widzę wiele
      dowodów potwierdzających słuszność Pani stwierdzeń. Ja nie chcę
      tak żyć. Nie chcę być sama ale też nie chcę być z kimś kogo
      trzeba śledzić i sprawdzać. Mam już dużo lat i wychodzi na to,
      że nadal nie wiem jak żyć.
      • Gość: gb Re: ja tak nie chcę IP: *.toya.net.pl / 10.0.230.* 23.08.03, 09:08
        Jeżeli człowiek wie czego nie chce, to już jest dużo. :-)
      • Gość: Malwina Re: ja tak nie chcę IP: *.d1.club-internet.fr 23.08.03, 11:15
        zycie to nie tylko mezczyzna
        naucz sie zyc poprostu
        cieszyc sie z normalnych banalnych rzeczy
        nie rob z faceta i zwiazku idée fixe

        jest tyle interesujacych spraw
      • Gość: urthona Re: ja tak nie chcę IP: *.dialsprint.net 23.08.03, 11:25
        Gość portalu: Dorota napisał(a):

        > nie chcę śledzić, węszyć.Zostałam zdradzona w sposób ochydny i
        > wywaliłam go za drzwi.


        dobrze zrobilas, inaczej nie nauczylabys gowniarza ze ludzie to nie przedmioty
        do zaspokajania wlasnego ego.


        Wstydzę się tego, że tęsknię, że w
        > skrytosci duszy go kocham i czuję się samotna, ale wiem, że nie
        > pragnę go z powrotem.

        azeby moc sie odlaczyc od takiego swawolnika trzeba szczypty tymczasowej
        nienawisci.



        Gdyby nie było dziecka to chętnie
        > odcięłabym się od niego na amen. Nie wiem czy potrafiłabym
        > walczyć o mężczyznę, który zdradza, okłamuje itd. Po co mi taka
        > kreatura. Czy naprawdę jest tak, że wszyscy mężczyźni to
        > pozbawione wyższych uczuć samce.


        nie, nie wszyscy. Przez jakis czas myslalem to samo o kobietach,
        ale moja najblizsza przyjaciolka udowodnila mi ze tak nie jest.
        Nawet gdyby byly tylko wyjatki, to wiara zawsze takich ludzi przyciagnie,
        a jesli nie to wole wierzyc iz moja druga polowa jest juz we mnie
        i nie potrzebuje sie z nikim wiecej laczyc.


        Przepraszam, ale trudno mi w to
        > uwierzyć mimo, ze kiedy rozglądam się dookoła to widzę wiele
        > dowodów potwierdzających słuszność Pani stwierdzeń. Ja nie chcę
        > tak żyć. Nie chcę być sama ale też nie chcę być z kimś kogo
        > trzeba śledzić i sprawdzać. Mam już dużo lat i wychodzi na to,
        > że nadal nie wiem jak żyć.


        wiara gory przenosi.
      • Gość: pawel wkrotce slob IP: *.LIB.UPENN.EDU 23.08.03, 22:28
        Bylismy ze soba 3,5 roku. caly ten czas mieszkalismy razem w
        antycznym miescie. moja narzeczona co pol roku namawiala mnie na
        slob. Teraz kiedy zostaly mi zaledwie 3 egz. do skonczenia
        stoudiow powiedzialem:ok jedz do Polski w sierpniu zajmij sie
        tym, bo ja moge przyjechac tylko w pazdzierniku. Ukochana
        wyjechala na caly lipiec na tournee i nagle po tygodniu,
        informuje mnie o jakis watpliowsciach, dolkach itd. Zostawia
        mnie, oddaje pierscionek. Nie chce mnie widziec, slyszec.Minely
        4 tygodnie. Psychicznie jestem wrakiem. Blagalem, prosilem;nic.
        Zdecydowalam-rzekla.Zylismy jak malzenstwo, ja w czesci umarlem.
      • Gość: Zdradzona zona Re: ja tak nie chcę....Ja pogonilam kochanke i .... IP: *.wbrmfd01.mi.comcast.net 25.08.03, 05:51
        Dokladnie tak bylo jak opisane jest w artykule. Pojawila sie
        inna kobieta, najpierw bez znaczenia, opowiadal w domu o jej do
        niego podchodach i smial sie.Nasze najmlodsze(pozne) dziecko
        mialo rok, byl przy jego narodzinach, druga mlodosc, plany
        marzenia i wszystko w zasiegu spelnienia....Tamta kobieta byla
        cierpliwa i sprytna, a ja glupia, latwowierna, bo bolu N A I W
        N A. Dlugo niczego sie nie domyslalam....Potem sie
        dowiedzialam, ze ona umiala mu dawac "radosny seks" a ja
        podobno dawno te umiejetnosc stracilam.....Powinnam zrobic tak
        jak ty i wywalic go, ale gdy sie dowiedzialam (od niego), to
        przedstawil sie jako ofiara jej determinacji i swojej checi
        seksu itd. itd. ... Uwierzylam, bo chyba podswiadomie chcialam
        uwierzyc. Zadzwonilam do niej, powiedzialam, ze ja jestem
        krolowa w moim domu a ona tylko tania dziwka, zmusilam go zeby
        napisal do niej e-mail, ze kocha zone i z nia zrywa . Zrobil
        to , ale potem "musial" sie z nia "pozegnac".... Sprawdzalam
        e-maile, wydrukowalam ich listy i poszlam do jej meza. Wygonil
        ja z domu, przez tydzien mieszkala u przyjaciolki, zagrozil ze
        sie rozwiedzie i zabierze dzieci (listy ode mnie jeko dowody
        zdrady schoeal gleboko w sejfie). Przez ten czas ja
        pilnowalam,zeby moj maz sie z nia nie skontaktowal i
        jednoczesnie atakowalam ja e-mailami. Najpierw obrazliwymi,
        wywlekajac jego nielojalnosc wobec niej( tzn. wiadomosci
        ktorych moglam sie dowiedziec tylko od niego, np o jej bliznie
        po cesarskim cieciu...itd,) potem juz spokojniejszymi listami.
        Dopielam swego- wrocila pokornie do meza, pogodzili sie, romans
        z moim wspomina jako zmore z niesmakiem i obrzydzeniem. To z
        mojej strony nie byl koniec. Wyslalam listy od "zdradzonej
        zony" do wszystkich jej sasiadow, przyjaciol i wspolpracownikow
        (te 2 ostatnie e- mailem korzystajac z jej seryjnej
        poczty).Sama sie dziwie na co mnie bylo stac. I co? Jestem z
        mezem.....Nie doznalam spokoju. Kochanki juz nie ma, ale ....z
        mezem jestem dla dzieci, nie kocham go juz i nie mam do niego
        zaufania. On dalej sie zarzeka jak to mnie kochal i kocha mnie
        i dzieci, ale ja mu nie wierze. Ciagle pamietam jak klamal i
        oszukiwal a ja nawet go nie podejrzewalam. Jestesmy malzenstwem
        na papierze. On mysli, ze jak jestem z nim to jest wszystko
        dobrze. Nieprawda!!! Marze zeby odplacic mu tym samym, marze
        zeby poznac kogos, zakochac sie i odejsc, ale sama w to nie
        wierze, mam 40 lat, to nie wiek na nowa milosc. Chcialabym
        cofnac czas i nigdy nie poznac mego meza!! Jestem wrakiem
        czlowieka, przestalo mnie cieszyc cokolwiek, zyje dla dzieci.
        Zaluje, ze walczylam o niego, niechby i odszedl, teraz czuje
        pogarde dla siebie, gdy ide z nim do lozka...Wierzcie mi!!!
        ZDRADA, to smierc dla malzenstwa!!! NIGDY jej nie zapomnicie i
        nie przebaczycie!!!!

        P.S. Od momentu odkrycia przeze mnie zdrady meza miinelo juz
        pol roku.
        • olek_m Tu jest opisana technika, Ale dlaczego warto? 25.08.03, 12:50
          W artykule jest opisana technika, jak walczyc o partnera. Powyzej jest pos
          zony, ktora walczyla a teraz pogardza tym co wywalczyla... zalosna.

          Takich ludzi powinno sie topic. Zniszczyla zycie mezowi, jego kochance jej
          mozowi i ... sobie.

          Mnie gnebi jedno pytanie. Czasami jest sie w zwiazku z przypadkowym
          czlowiekiem, spotyka sie kogos nowego i to jest to!
          Czy to czy warto walczyc czy nie, powinno zalezec od tego, czy malzonkow laczy
          milosc, czy tez tylko fakt bycia mezem i zona?

          Tzn. Nie ma pytania o to, czy partner jest tym wybranym, czego mu brakuje czego
          mi brakuje w zwiazku. Bo to pewnie jest tak, ze niektorzy zdradzaja bo sa
          luzni, a niektorzy zdradzaja bo czegos im brakuje, albo czegos nie wiedza o
          sobie, o partnerze

          rozne powody, rozne zwiazki, rozne reakcje.
          • megxx Re: Tu jest opisana technika, Ale dlaczego warto? 25.08.03, 13:11
            olek_m napisał:

            >
            > Mnie gnebi jedno pytanie. Czasami jest sie w zwiazku z przypadkowym
            > czlowiekiem, spotyka sie kogos nowego i to jest to!

            Jeżeli to jest więcej warte niż to co jest, niż zobowiązanie z małżeńskiej
            przysięgi, jeżeli potem byłbym tylko chodzącą kupą złomu bez radości to wybór
            zdaje się być jeden.

            > Czy to czy warto walczyc czy nie, powinno zalezec od tego, czy malzonkow
            laczy
            > milosc, czy tez tylko fakt bycia mezem i zona?
            > Tzn. Nie ma pytania o to, czy partner jest tym wybranym, czego mu brakuje
            czego mi brakuje w zwiazku.

            Z miłościa w małżeństwie jest jak z ogniem, pali sie różnymi płomieniami,
            różnie może być podsycany, ale pewnym jest, że jeżeli go nie pilnujesz, nie
            dokładasz o zgaśnie, a wtedy pozostaje ślad ogniska jak ślad małżeństwa na
            papierze. Czy sprawia komuś radość siedzenie przy wygasłym ogniu? Ale to wcale
            nie znaczy, że nie można rozpalić na nowo.
            A czy na starym miejscu, które znasz, czy w nowym-nikt za Ciebie nie zdecyduje.

          • Gość: Inna Re: Tu jest opisana technika, Ale dlaczego warto? IP: *.wbrmfd01.mi.comcast.net 25.08.03, 13:46
            Do Olka!!! To przeciez maz zniszczyl jej zycie, teraz ona nie
            moze dojsc do siebie. Zdrada to bardzo silna trauma!!!! Ja
            mysle, ze jesli w ich malzenstwie byla milosc, to sie odnajda
            predzej czy pozniej. Wiem,ze ciezko sie odnalezc, ale pol roku,
            to malo, ona musi poczekac dluzej,a on musi sie baaardzo starac.
            • olek_m Gdzie to wyczytalas?? 25.08.03, 15:47
              Gdzie wyczytalas, ze to maz zniszczyl jej zycie??
              Jak go juz nie kochala, mogla mu pokazac drzwi i wszyscy byliby szczesliwsi.
              W koncu nie ma przymusu kochania nikogo i nie da sie przymusic wlasnego meza do
              kochania siebie, korrekt.

              Zamiast tego, glupia kobieca ambicja kazala jej walczyc o meza, ktorego
              naprawde nie chce. !!!

              Wiesz ile lat przed nimi? Przez 20 lat i wiecej ona bedzie mu pokazywala swoja
              pogarde, jak go nienawidzi. Nigdy nie bedzie potrafila mu wybaczyc, nigdy nie
              bedzie potrafila byc w zgodzie z sama soba.

              Zatruje tez swoje dzieci. Takie kobiety nalezy zostawiac samym sobie, niech
              swoja nienawisc wprowadza do wnetrza i niech zatruja sama siebie a nie innych!
              • Gość: Zdradzona zona Re: Gdzie to wyczytalas?? IP: *.wbrmfd01.mi.comcast.net 25.08.03, 22:33
                Och Olek!Widze,ze dla ciebie wszystko jest czarno-biale
                tymczasem sytuacja nie jest prosta i przyznaje, ze mnie
                przerosla.Gdy walczylam o meza, bylam pewna ze go kocham i chce
                go odzyskac dla siebie i dla dzieci( mamy ich czworo-3
                nastolatkow i 2 letnia coreczke). Kochanka (w moim wieku) ma 3
                dzieci-w tym 2 z obecnym, dla niej drugim mezem. Okazalo sie ze
                maz jakos jej dopiekl, prawdopodobnie chodzilo o zdrade, ale
                nie jestem pewna, wiec romans z moim mezem byl forma zemsty z
                jej strony, przynajmniej ma poczatku(trwalo to pol roku).Maz
                zapewnial mnie, ze nigdy nie opuscilby mnie i dzieci, ze to byl
                tylko seks i troche zauroczenia. Sam mnie prosil zebym mu
                pomogla to przerwac. Moze dlatego mialam duzo sily i
                determinacji by siegnac po takie srodki. Wierzylam mu i sa
                momenty ze dalej mu wierze, ale....psychika sprawia rozne
                niespodzianki. Niby probujemy naprawiac zwiazek, ale nagle
                spada na ciebie tysiace pytan: "jak on mogl, po tylu latach
                malzenstwa, zrobic mi takie swinstwo, klamac, udawac.W czasie
                gdy nie mial czasu dla naszej coreczki, mial go dla tamtej i
                jej dzieci!! Czym jest dla niego rodzina, ktora razem
                stworzylismy, skoro sie nie liczyla?? Kim ja jestem?Czuje sie
                brzydka, nieatrakcyjna, upodlona, choc zdaniem innych jestem o
                wiele ladniejsza od tamtej. To prawda, ze jego kochanka jest
                ciagle miedzy nami, w moich myslach, w moich udrekach. W
                chwilach intymnych mysle, ze to robil tez z nia, pewnie mnie
                porownuje..... i koniec nie umiem juz cieszyc sie seksem,
                niczym nie umiem. Cale zycie razem ciezko pracowalismy i
                wychowywalismy razem nasze dzieci. Teraz nasza sytuacja
                materialna jest naprawde bardzo dobra i moglby to byc czas
                spozywania owocow naszej pracy, podrozy, , cieszenia sie malym
                dzieckiem, drugiej mlodosci, czy jak kto woli"starzenia sie
                razem". A dla mnie jest to czas udreki!!!!Tak, uwazam, ze
                zniszczyl mi zycie!!!, ze zdrada jest tym jednym krokiem za
                daleko.Miotam sie i sama nie wiem co bym chciala, czy tak samo
                go zdradzic(ale wiem, ze to nie lezy w moim charakterze), czy
                dopiec jeszcze kochance, czy dokuczyc mu????. Najbardziej bym
                chciala zeby zdrada nigdy nie miala miejsca, ale to przeciez
                niemozliwe........ Wlasciwie nie pisze tego do ciebie Olku, z
                twoich komentarzy wynika delikatnie mowiac, ze masz malo
                wyobrazni i latwosc prostackich osadow, po prostu lepiej sie
                czuje, gdy wyrzucam z siebie moja zalosc.
                • Gość: Nick Crestone Trzeba zaczac szukac profesjonalnej pomocy... IP: *.nas1.cincinnati1.oh.us.da.qwest.net 26.08.03, 05:26
                  Gość portalu: Zdradzona zona napisał(a):

                  ...>Miotam sie i sama nie wiem co bym chciala, czy tak samo
                  > go zdradzic(ale wiem, ze to nie lezy w moim charakterze), czy
                  > dopiec jeszcze kochance, czy dokuczyc mu????.

                  Nie wiem, jak to wyglada w Polsce, ale u nas idzie sie zwyczaj
                  razem do psychologa na tzw, marriage counselling, i chodzi sie
                  tam dosc dlugo, pare miesiecy, pare lat nawet w ciezkich
                  pzrypadkach. Jesli jednak chcecie ocalic to malzenstwo to tzreba
                  by sie tego podjac.
                  • Gość: Dawo Re: Trzeba zaczac szukac profesjonalnej pomocy... IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 26.08.03, 09:16
                    Niestety, mozna trafić do autorki artykułu, bo ona jest
                    psychologiem i psychoterapeutą. Może zaleci zdradzonemu
                    wzmożenie kontroli, poinstruuje, jak jeszcze można zniewolić
                    partnera, a zdradzającemu zaleci potulne podporządkowanie się.
                    Dzięki temu powstanie trwały układ prześladowca - ofiara.
                    Myslę, ze jej samej przydałaby sie profesjonalna pomoc.
                    • Gość: Nick Crestone Re: Trzeba zaczac szukac profesjonalnej pomocy... IP: *.jal.cc.il.us 26.08.03, 18:40
                      Gość portalu: Dawo napisał(a):

                      > Niestety, mozna trafić do autorki artykułu, bo ona jest
                      > psychologiem i psychoterapeutą. Może zaleci zdradzonemu
                      > wzmożenie kontroli, poinstruuje, jak jeszcze można zniewolić
                      > partnera, a zdradzającemu zaleci potulne podporządkowanie się.
                      > Dzięki temu powstanie trwały układ prześladowca - ofiara.
                      > Myslę, ze jej samej przydałaby sie profesjonalna pomoc.

                      Masz racje, ale tez jesli ide do lekarza, ktory mi sie nie podoba z tych czy
                      innych wzgledow, to go zmieniam, az znajde takiego, z ktorym czuje, ze jestem
                      na wspolnej platformie. W koncu place i wymagam.
                      Nick
                      • Gość: Dawo Re: Trzeba zaczac szukac profesjonalnej pomocy... IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 27.08.03, 10:36
                        Prześladowcy trafienie do takiej psychoterapeutki pewnie by
                        odpowiadało. Już widzę, jak podsuwają swoim ofiarom ten artykuł
                        udowadniając, że postępują jak najbardziej odpowiednio, a ona
                        się czepia.
                    • Gość: kryska Re: Trzeba zaczac szukac profesjonalnej pomocy... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.08.03, 20:55
                      Mnie najbardziej zaniepokoil pomysl angażowania w sprawy
                      małżonków dzieci - ta idea wzięcia córeczki , kiedzy idzie się
                      z "kontrolną" wizytą do pracującego wieczorem ojca. O innych-
                      jak sprawdzanie telefonów i inne "sledztwa" - nie chce mowic.
                      Gdyby moj partner żądał mojego telefonu, zeby sprawdzic z kim
                      rozmawiam, w pierwszej kolejnosci przestalabym rozmawiac z nim.
                      • Gość: Dawo Re: Trzeba zaczac szukac profesjonalnej pomocy... IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 27.08.03, 10:29
                        Gość portalu: kryska napisał(a):

                        > Mnie najbardziej zaniepokoil pomysl angażowania w sprawy
                        > małżonków dzieci - ta idea wzięcia córeczki , kiedzy idzie się
                        > z "kontrolną" wizytą do pracującego wieczorem ojca.

                        Autorka pisze wyraźnie, że wszystkie chwyty dozwolone. Jak
                        słusznie twierdził prof. Kotarbiński cel nie uświęca lecz
                        uświnca środki. A celem jest niedopuszczenie do zdrady, a jeśli
                        już do niej doszło, to utrzymanie przy sobie partnera przemocą i
                        drastyczne ograniczenie jego związków z innymi ludźmi.

                        > jak sprawdzanie telefonów i inne "sledztwa" - nie chce mowic.
                        > Gdyby moj partner żądał mojego telefonu, zeby sprawdzic z kim
                        > rozmawiam, w pierwszej kolejnosci przestalabym rozmawiac z
                        nim.

                        Dla mnie to tez jest nie do przyjęcia. Wiem z własnego
                        doświadczenia, że takie postępowanie jest destrukcyjne, niszczy
                        więź między partnerami. Ale autorka radzi nie liczyć się z tym.
                        Bo przecież nie jest celem tych zabiegów budowanie ani
                        utrwalanie więzi emocjonalnej(która jawi się w tym artykule,
                        jako nieistotna), tylko posiadanie partnera na własność,
                        przejęcie kontroli nad jego życiem, odebranie mu wolności wyboru.
                        Dla mnie przerażające jest to, że takich rad udziela psycholog-
                        psychoterapeuta, a wypowiadający sie na ten temat psychiatra w
                        pełni się z tym zgadza.
                        A przecież z przeprowadzonych badań wynika, że najszczęśliwsze i
                        najtrwalsze związki, to takie, w których partnerzy są razem, bo
                        chcą i nie naruszają nawzajem swojej autonomii.
                        • Gość: KR$ Re: Trzeba zaczac szukac profesjonalnej pomocy... IP: *.riz.pl / 192.168.15.* 27.08.03, 14:03
                          Nie trzeba dawac powodow do podejrzliwosci - wowczas partner nie bedzie musial
                          sprawdzac telefonu.
                          • Gość: Dawo Re: Trzeba zaczac szukac profesjonalnej pomocy... IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 27.08.03, 14:16
                            Gość portalu: KR$ napisał(a):

                            > Nie trzeba dawac powodow do podejrzliwosci - wowczas partner
                            nie bedzie musial
                            > sprawdzac telefonu.

                            Czyli zerwać wszystkie kontakty i nie ruszać się z domu - no
                            ewentualnie do pracy i z powrotem - z zegarkiem w ręku, bo nieco
                            późniejszy powrót też jest podejrzany?
                            • megxx Re: Zdrada idealna:) 27.08.03, 17:11
                              Z tego wynika, że jeżeli ktoś nie może żyć bez zdradzania, prowadzenia
                              drugiego życia na boku to powinien się lepiej z tym ukrywać. Podzielić czas na
                              jedno i drugie życie, dwa telefony(każda(y) zna inny numer), gdy jest się w
                              jednym życiu nie myśli sie wtedy o drugim. Osoba z tego drugiego związku raczej
                              powinna być poinformowana, że ma status drugiej( w końcu rodzina ma nic nie
                              podejrzewać, czyli jest na pierwszym planie). Wtedy nikt nic nie podejrzewa,
                              nie ma powodów do nieufności, jest ok??
                              • Gość: Dawo Re: Zdrada idealna:) IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 28.08.03, 02:24
                                To odpowiedź na mój mail? Całkiem niezły pomysł - żadna kontrola nie pomoże i
                                nikt nie ucierpi. :)
                                Może to byłby też sposób na otwierającego listy, włamującego do skrzynki,
                                podsłuchującego rozmowy, przeszukującego kieszenie, prowadzącego ciągłe
                                dochodzenia i angażującego szpiegów partnera osoby, ktorej zdrada nie w głowie?
                                Odstawić taki numer, żeby się zemścić i udowodnić absurdalność takiego
                                postępowania? Oczywiście, za wiedzą i zgodą na cel romansu wybranej osoby.
                        • Gość: kryska Re: Trzeba zaczac szukac profesjonalnej pomocy... IP: *.man.polbox.pl 27.08.03, 15:35
                          "Posiadanie partnera na wlasnosc" -tak!!!!! To mi nie przyszlo do glowy!! To o
                          to chyba chodzi wiekszosci z nas. Ilez ja sie nasluchalam, od kolezanek,
                          opowiesci o ich mężczyznach i brzmiało to tak, jakby mowily o wlasnych
                          kapciach, a nie o ludziach- majacych uczucia, pragnienia, godność!
                          A moze ten artykuł jest tylko prowokacją, służącą badaniu postaw czytelników?
                        • Gość: aiszka4 Re: Trzeba zaczac szukac profesjonalnej pomocy... IP: srv1:* / 192.168.1.* 27.08.03, 16:59
                          Gość portalu: Dawo napisał(a):

                          > A przecież z przeprowadzonych badań wynika, że najszczęśliwsze i
                          > najtrwalsze związki, to takie, w których partnerzy są razem, bo
                          > chcą i nie naruszają nawzajem swojej autonomii.

                          Też byłam taką naiwną idealistką, zanim mnie mąż nie zdradził.
                          Miał taką autonomię, że nie musiał nawet wychodzić z pokoju, kiedy sms'ował
                          sobie ze swoją kochanką.
                          • Gość: kryska Re: Trzeba zaczac szukac profesjonalnej pomocy... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.08.03, 20:32
                            Gość portalu: aiszka4 napisał(a):

                            > Gość portalu: Dawo napisał(a):
                            >
                            > > A przecież z przeprowadzonych badań wynika, że
                            najszczęśliwsze i
                            > > najtrwalsze związki, to takie, w których partnerzy są razem,
                            bo
                            > > chcą i nie naruszają nawzajem swojej autonomii.
                            >
                            > Też byłam taką naiwną idealistką, zanim mnie mąż nie zdradził.
                            > Miał taką autonomię, że nie musiał nawet wychodzić z pokoju,
                            kiedy sms'ował
                            > sobie ze swoją kochanką.
                            A co by zmienilo gdyby robil to z pracy, czy podczas spaceru z
                            psem? Nic! Nie jestes naiwna. A Dawo ma rację. Zwiazek moze
                            trwac tylko wtedy jesli wzajemnie sobie ufamy. Utrarta zaufania
                            = koniec zwiazku. Przynajmniej dla mnie.
                            • Gość: aiszka4 Re: Trzeba zaczac szukac profesjonalnej pomocy... IP: srv1:* / 192.168.1.* 28.08.03, 09:23
                              Gość portalu: kryska napisał(a):

                              > A co by zmienilo gdyby robil to z pracy, czy podczas spaceru z
                              > psem? Nic! Nie jestes naiwna. A Dawo ma rację. Zwiazek moze
                              > trwac tylko wtedy jesli wzajemnie sobie ufamy. Utrarta zaufania
                              > = koniec zwiazku. Przynajmniej dla mnie.

                              Z pracy też sms'ował. Chodziło mi o to, że ja mu tak bardzo ufałam, że miał
                              pewność, że może sobie pozwolić na coś takiego przy mnie, bo ja i tak nie
                              zapytam, z kim się kontaktuje. I wcale nie dlatego, że mnie to nie obchodziło.
                              Szanowałam jego prywatność, autonomię.
                              • Gość: koko Re: Trzeba zaczac szukac profesjonalnej pomocy... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 13.09.03, 17:03
                                to nic nie daje. ja próbowałam żyć równolegle, przeczekać,liczyłam, że się
                                opamieta,wróci. byłam ciepła kochajaca, wiedząc, że jest tamta. byłam naiwna?
                                kochałam.efekt?kilkakrotnie zostałam poniżona, odepchnięta, odrzucona.
                          • Gość: Dawo Re: Trzeba zaczac szukac profesjonalnej pomocy... IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 27.08.03, 23:01
                            To nie idealizm, tylko wyniki badań. I ta autonomia musi dotyczyć obu stron.
                            Nie piszesz, czy Ty też ja miałaś. Drugim takim istotnym czynnikiem jest
                            zbliżony "wkład" w związek. Nie ma miłości bez sprawiedliwości.
                            • Gość: aiszka4 Re: Trzeba zaczac szukac profesjonalnej pomocy... IP: srv1:* / 192.168.1.* 28.08.03, 09:26
                              Gość portalu: Dawo napisał(a):

                              > To nie idealizm, tylko wyniki badań. I ta autonomia musi dotyczyć obu stron.
                              > Nie piszesz, czy Ty też ja miałaś. Drugim takim istotnym czynnikiem jest
                              > zbliżony "wkład" w związek. Nie ma miłości bez sprawiedliwości.


                              Szanowaliśmy swoją autonomię wzajemnie. Tyle, że ja nie zawiodłam tego
                              zaufania, którym darzył mnie mąż, nie wykorzystałam - nie chciałam korzystać -
                              z tej wolności, przekraczając granicę, którą oboje sobie wytyczyliśmy.
                              Z perpektywy uważam, że polityka ograniczonego zaufania byłaby lepszym
                              rozwiązaniam. Ale teraz już za późno:(
                              • Gość: Dawo Re: Trzeba zaczac szukac profesjonalnej pomocy... IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 28.08.03, 11:56
                                Gość portalu: aiszka4 napisał(a):
                                >
                                >
                                > Szanowaliśmy swoją autonomię wzajemnie. Tyle, że ja nie zawiodłam tego
                                > zaufania, którym darzył mnie mąż, nie wykorzystałam - nie chciałam korzystać -

                                > z tej wolności, przekraczając granicę, którą oboje sobie wytyczyliśmy.

                                Nadużycie zaufania zawsze rani. Zdrada w potocznym sensie jest tylko jedną z
                                jego form i to tylko wtedy, jeśli stanowi przekroczenie wytyczonej granicy. Sam
                                fakt, że bliska osoba pozostaje w intymnym związku również z kimś jeszcze, nie
                                ma aż takiego znaczenia - w końcu te osoby trzecie godzą się na taki układ, że
                                ukochany (-a) już kogoś kocha.
                                Takim nadużyciem jest też przemoc - również psychiczna. Bo to też przekroczenie
                                granicy.

                                > Z perpektywy uważam, że polityka ograniczonego zaufania byłaby lepszym
                                > rozwiązaniam. Ale teraz już za późno:(

                                Wszystko zależy od oczekiwań. Jeśli chodzi o to, żeby kogoś mieć, to tak, jesli
                                o bliski serdeczny związek z druga osobą - to nie sądzę.
                • megxx Re: sanacja 26.08.03, 11:00
                  Wyrzucanie złości to jeden, pierwszy etap uzdrawiania związku ale to nie
                  wszystko. Następnie należy rozpocząć budowanie nowego na zgliszczach starego. Z
                  nowym doświadczeniem, przez rozmowy o tym co chcemy, czego potrzebujemy by
                  relacje w związku dawały obu stronom radość.
                  Aby to rozpocząć trzeba przyjąć, że druga strona też tego chce, że zakończyła
                  definitywnie romans, wybrała remont w stałym związku. Nikt od razu nie zaufa
                  zdradzającemu, ale jeżeli nie przyjmiemy choć z wątpliwościami, że partner chce
                  tego co my, to nigdy nie doprowadzimy nawet do namiastki normalności.
                  Następnie należy odciąć się od przeszłości, nie żyć zdradą, ale nowym
                  dzisiejszym dniem. Trzeba wielu rozmów, starań dnia codziennego, drobnych
                  gestów, z obu stron. Nie należy pogłębiać winy zdradzającego i utrzymywać jej
                  jako dyżurnego kija na powierzchni, ale nie należy też przyjmować na siebie
                  winy. Z taką świadomością można przepracować taki kryzys, wyjść z niego
                  zwycięsko. W innym wypadku lepiej się rozstać.
                  • Gość: bossa Re: sanacja IP: *.wola-justowska.sdi.tpnet.pl 27.08.03, 15:04
                    Czy wogóle można zbudować nowy związek na zgliszczach starego. Czy jest jakaś szansa na naprawienie tego czy komuś sie udało wyjść z tego i kochać dalej osobę która zdradziła i oszukała.

                    Jestem właśnie na etapie początków odbudowywania tylko nie wiem czy warto, czy starczy mi sił, czy jest to wogóle możliwe??
                    • megxx Re: sanacja 27.08.03, 17:14
                      Dopóki nie spróbujesz nie dowiesz się co z tego wyniknie i czy było warto. Raz
                      dałabym taką szansę, drugi nigdy.
                    • Gość: serducho Re: sanacja IP: *.tnt33.ewr3.da.uu.net 01.09.03, 02:21
                      Gość portalu: bossa napisał(a):

                      > Czy wogóle można zbudować nowy związek na zgliszczach starego.
                      Czy jest jakaś s
                      > zansa na naprawienie tego czy komuś sie udało wyjść z tego i
                      kochać dalej osobę
                      > która zdradziła i oszukała.
                      >
                      > Jestem właśnie na etapie początków odbudowywania tylko nie
                      wiem czy warto, czy
                      > starczy mi sił, czy jest to wogóle możliwe??

                      Ja dalej kocham. Bywa bardzo ciężko, ale myślę, że warto.

                    • Gość: moni Re: sanacja IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.09.03, 15:06
                      ja zdradziłam po nastu latach małżenstwa a teraz nie wiem co dalej? czy żałuje -
                      nie. Wiem, że do dawna nie kocham juz meza, czy powinnam mu o tym powiedzieć?
                      nie wiem. Czy tez starac sie żyć z nim dalej. Może byłby szczesliwszy beze mnie.
                • olek_m To nie to 26.08.03, 13:54
                  Gość portalu: Zdradzona zona napisał(a):
                  > twoich komentarzy wynika delikatnie mowiac, ze masz malo
                  > wyobrazni i latwosc prostackich osadow, po prostu lepiej sie
                  > czuje, gdy wyrzucam z siebie moja zalosc.

                  Raczej wiem, jak to wyglada w nastepnym pokoleniu. Moze Tobie brakuje troche
                  wyobrazni, by to sobie wyobrazic.
                • Gość: eva-monik Re: Gdzie to wyczytalas?? IP: *.dip.t-dialin.net 29.08.03, 18:44
                  Gość portalu: Zdradzona zona napisał(a):

                  > Och Olek!Widze,ze dla ciebie wszystko jest czarno-biale
                  > tymczasem sytuacja nie jest prosta i przyznaje, ze mnie
                  > przerosla.Gdy walczylam o meza, bylam pewna ze go kocham i
                  chce
                  > go odzyskac dla siebie i dla dzieci( mamy ich czworo-3
                  > nastolatkow i 2 letnia coreczke). Kochanka (w moim wieku) ma 3
                  > dzieci-w tym 2 z obecnym, dla niej drugim mezem. Okazalo sie
                  ze
                  > maz jakos jej dopiekl, prawdopodobnie chodzilo o zdrade, ale
                  > nie jestem pewna, wiec romans z moim mezem byl forma zemsty z
                  > jej strony, przynajmniej ma poczatku(trwalo to pol roku).Maz
                  > zapewnial mnie, ze nigdy nie opuscilby mnie i dzieci, ze to
                  byl
                  > tylko seks i troche zauroczenia. Sam mnie prosil zebym mu
                  > pomogla to przerwac. Moze dlatego mialam duzo sily i
                  > determinacji by siegnac po takie srodki. Wierzylam mu i sa
                  > momenty ze dalej mu wierze, ale....psychika sprawia rozne
                  > niespodzianki. Niby probujemy naprawiac zwiazek, ale nagle
                  > spada na ciebie tysiace pytan: "jak on mogl, po tylu latach
                  > malzenstwa, zrobic mi takie swinstwo, klamac, udawac.W czasie
                  > gdy nie mial czasu dla naszej coreczki, mial go dla tamtej i
                  > jej dzieci!! Czym jest dla niego rodzina, ktora razem
                  > stworzylismy, skoro sie nie liczyla?? Kim ja jestem?Czuje sie
                  > brzydka, nieatrakcyjna, upodlona, choc zdaniem innych jestem o
                  > wiele ladniejsza od tamtej. To prawda, ze jego kochanka jest
                  > ciagle miedzy nami, w moich myslach, w moich udrekach. W
                  > chwilach intymnych mysle, ze to robil tez z nia, pewnie mnie
                  > porownuje..... i koniec nie umiem juz cieszyc sie seksem,
                  > niczym nie umiem. Cale zycie razem ciezko pracowalismy i
                  > wychowywalismy razem nasze dzieci. Teraz nasza sytuacja
                  > materialna jest naprawde bardzo dobra i moglby to byc czas
                  > spozywania owocow naszej pracy, podrozy, , cieszenia sie malym
                  > dzieckiem, drugiej mlodosci, czy jak kto woli"starzenia sie
                  > razem". A dla mnie jest to czas udreki!!!!Tak, uwazam, ze
                  > zniszczyl mi zycie!!!, ze zdrada jest tym jednym krokiem za
                  > daleko.Miotam sie i sama nie wiem co bym chciala, czy tak samo
                  > go zdradzic(ale wiem, ze to nie lezy w moim charakterze), czy
                  > dopiec jeszcze kochance, czy dokuczyc mu????. Najbardziej bym
                  > chciala zeby zdrada nigdy nie miala miejsca, ale to przeciez
                  > niemozliwe........ Wlasciwie nie pisze tego do ciebie Olku, z
                  > twoich komentarzy wynika delikatnie mowiac, ze masz malo
                  > wyobrazni i latwosc prostackich osadow, po prostu lepiej sie
                  > czuje, gdy wyrzucam z siebie moja zalosc.
                  <<<<Hej,do zdradzonej zony,wcale Tobie nie wspolczuje,jest
                  glupia i naiwna,a takich nikt nie sieje,rodza sie sami,ha,ha!!!
                  I jak ty mozesz wymagac szacunku do siebie od meza,skoronie masz
                  go wzgledem samej siebie-samodegradacja!!!
                  • Gość: moni Re: Gdzie to wyczytalas?? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.09.03, 16:20
                    zastanawiam sie dlaczego nie ma tu wypowiedzi tych co zdradzili, ja zdrzdzilam
                    i nie szukam usprawiedliwienia. Kiedys uswiadomilam sobie, że nie kocham juz
                    meza i zaczelam sie zastanawiać co dalej? Mamy dwoje dzieci, które nie
                    potrzebują mojej ciągłej uwagi i chyba czekałam na kogos kogo mogłabym poznać i
                    tak sie stało. Czy chciałam go pokochać? myslę, że tak. Trwało to rok i nie
                    żałuję, na pewno bym to powtórzyła. Ale zawsze wiedziałam, że to nie może trwać
                    długo a teraz nie wiem jak dalej żyć. Wiem, że oszukuję męża, że domyślał się
                    wszystkiego, bo bardzo się zmieniłam. czy powinnam zyć z nim dalej? Wiem, że
                    nie będę go juz kochać to się nie wróci. Mam w głowie tylko same pytania na
                    które nie umiem sobie odpowiedzieć. Myślę, że nie każdy nadaje się do zdrady.
                • Gość: Ewelina Re: Gdzie to wyczytalas?? IP: *.router.media-com.com.pl 02.09.03, 22:12
                  > "jak on mogl, po tylu latach
                  > malzenstwa, zrobic mi takie swinstwo, klamac, udawac.W czasie
                  > gdy nie mial czasu dla naszej coreczki, mial go dla tamtej i
                  > jej dzieci!! Czym jest dla niego rodzina, ktora razem
                  > stworzylismy, skoro sie nie liczyla?? Kim ja jestem?Czuje sie
                  > brzydka, nieatrakcyjna, upodlona, choc zdaniem innych jestem o
                  > wiele ladniejsza od tamtej. To prawda, ze jego kochanka jest
                  > ciagle miedzy nami, w moich myslach, w moich udrekach. W
                  > chwilach intymnych mysle, ze to robil tez z nia, pewnie mnie
                  > porownuje..... i koniec nie umiem juz cieszyc sie seksem,
                  > niczym nie umiem.

                  Musisz wybaczyć przede wszystkim Sobie, że ucierpiała Twoja
                  godność podczas walki o Wasz związek. Musisz wybaczyć też mężowi,
                  że Cię tak srodze zawiódł. Musisz też przestać ciągle myśleć o
                  tej kobiecie. To Ci się może nie udać. I wtedy reszta Waszego
                  życia będzie polegać na wzajemnym uśmiercaniu się. Uschniesz
                  całkiem za życia. Nie ma łatwych rozwiązań w takiej sytuacji,
                  szczególnie jeśli nie potrafi się przebaczać.
              • Gość: dorka Re: Gdzie to wyczytalas?? IP: 62.233.197.* 26.08.03, 23:11
                > Zatruje tez swoje dzieci. Takie kobiety nalezy zostawiac samym sobie, niech
                > swoja nienawisc wprowadza do wnetrza i niech zatruja sama siebie a nie innych!



                oj mlody jestes - i glupiutki jeszcze...
                dorka
              • Gość: fly55 Zdradzona żono ! IP: *.chemia.polsl.gliwice.pl 29.08.03, 22:35
                Dziewczyno ! Pomyśl o przyszłości i zaplanuj ją ! Pomyśl, jak
                przygotować sobie najpierw kilka, później kilkanaście a jeszcze
                później kilkadziesiąt PRZYJEMNIE przeżytych lat. Nie myśl o
                dokuczeniu tym, którzy dokuczyli Tobie, bo jak sam widzisz, i
                tak efekt dla Twojego samopoczucia jest mizerny. Wydaje mi się,
                że konieczne jest Twoje OPTYMISTYCZNE spojrzenie na świat (w
                którym ważną rolę odgrywają wasze dzieci) i działanie w tym
                kierunku, by sobie i innym dostarczyć wielu chwil radosnych.
                Przecież jak będziesz już stara to na pewno powrócisz
                wspomnieniami do tego co minęło i co chciałabyś wtedy wspominać ?
          • Gość: nola Re: Tu jest opisana technika, Ale dlaczego warto? IP: *.slupsk.sdi.tpnet.pl 25.08.03, 18:33
            a nie pomyslales, ze maz zniszczyl zycie zonie, dziecinstwo
            dzieciom? kochanka podobnie. moze trzeba myslec wczesniej, bo
            pozniej glupio sie jest usprawiedliwiedliwiac, ze to nie to...
            • olek_m Re: Tu jest opisana technika, Ale dlaczego warto? 26.08.03, 13:58
              Gość portalu: nola napisał(a):

              > a nie pomyslales, ze maz zniszczyl zycie zonie, dziecinstwo
              > dzieciom? kochanka podobnie. moze trzeba myslec wczesniej, bo
              > pozniej glupio sie jest usprawiedliwiedliwiac, ze to nie to...

              Maz nic nie zniszczyl. Malzenstwo uleglo zniszczeniu w wyniku reakcji zony na
              zdrade, nawet jesli przyjmiesz, ze ta reakcja byla usprawiedliwiona, to
              niestety takie sa skutki.
              • Gość: Antyolek Re: Tu jest opisana technika, Ale dlaczego warto? IP: *.wbrmfd01.mi.comcast.net 26.08.03, 23:44
                Olek jesteś głupi, po prostu głupi!!!!!!!!!Zycze ci żeby cie twoje partnerka
                zdradziła a wtedy zobaczysz jaka będzie twoja reakcja. Zapewne przyniesiesz
                jej kwiaty i przeprosisz za nie swoje winy.......
                • olek_m Re: Tu jest opisana technika, Ale dlaczego warto? 27.08.03, 02:01
                  Gość portalu: Antyolek napisał(a):

                  > Olek jesteś głupi, po prostu głupi!!!!!!!!!Zycze ci żeby cie twoje partnerka
                  > zdradziła a wtedy zobaczysz jaka będzie twoja reakcja. Zapewne przyniesiesz
                  > jej kwiaty i przeprosisz za nie swoje winy.......

                  Co niezmienia faktu, ze tylko wybaczajaca partnerka jest zdolna do utrzymania
                  malzenstwa i rodziny w przypadku zdrady. Wszelkie pseudomoralne oburzenie temu
                  nie sluzy....
                  • Gość: Ania z USA Re: Tu jest opisana technika, Ale dlaczego warto? IP: *.wbrmfd01.mi.comcast.net 27.08.03, 03:22
                    A co z wybaczającym partnerem??? Twoje posty w tej dyskusji są
                    jakieś antykobiece. Gdzieś ty się chował człowieku? Jakieś
                    trudne dzieciństwo?
                    • olek_m Re: Tu jest opisana technika, Ale dlaczego warto? 27.08.03, 09:40
                      Gość portalu: Ania z USA

                      Wiesz, ze Amerykanki sa uwazane za najgorsze zony na swiecie? Grube,
                      egosityczne i mysla tylko jak puscic meza w trabe i zostac z jego majatkiem.

                      napisał(a):

                      > A co z wybaczającym partnerem???

                      Zwiazek tworzy glownie kobieta. Jak ona z niego ucieka, to zwiazku nie ma i
                      zadne wybaczenie nie pomoze.

                      Oczywiscie w indywidualnych przypadkach chyba trzeba pojsc za rada tego
                      Francuza:
                      wole dzielic sie moja piekna zona z innymi niz miec brzydka na wlasnosc.


                      Twoje posty w tej dyskusji są
                      > jakieś antykobiece.

                      Chcialas powiedziec przez to racjonalne i realistyczne. Ale niektore kobiety
                      tez potrafia byc takie, wiec nie uogolniaj!

                      > Gdzieś ty się chował człowieku? Jakieś trudne dzieciństwo?
                      bynajmniej, a Ty jak? Spalas z wlasnym ojcem czy wujem?
                      • noam Re: Tu jest opisana technika, Ale dlaczego warto? 27.08.03, 12:50
                        olek_m napisał:
                        > Zwiazek tworzy glownie kobieta. >
                        > Chcialas powiedziec przez to racjonalne i realistyczne. >
                        > bynajmniej, a Ty jak? Spalas z wlasnym ojcem czy wujem?

                        I pomyśleć, że wysilałem się, żeby mu odpowiadać... ech,
                        naiwność!
                        • olek_m To nie ja zaczalem chamstwo 27.08.03, 13:21
                          Ja tylko odpowiadam pieknym za nadobne. Ona moze, ja tez.

                          W koncu mamy to ronouprawnienie!
                  • Gość: aiszka4 Re: Tu jest opisana technika, Ale dlaczego warto? IP: srv1:* / 192.168.1.* 27.08.03, 17:01
                    olek_m napisał:


                    >
                    > Co niezmienia faktu, ze tylko wybaczajaca partnerka jest zdolna do
                    utrzymania
                    > malzenstwa i rodziny w przypadku zdrady. Wszelkie pseudomoralne oburzenie
                    temu
                    > nie sluzy....

                    Byłam taką partnerką, o mąż zdradzał mnie przez następne 5 miesięcy po tym,
                    jak juz się dowiedziałam, że ma kochankę. Czyli, proponowana przez Ciebie
                    metoda też zawiodła:(
                    • olek_m Re: Rodzina moze funkcjonowac mimo zdrady 29.08.03, 16:24
                      Gość portalu: aiszka4 napisał(a):

                      > olek_m napisał:
                      >
                      >
                      > >
                      > > Co niezmienia faktu, ze tylko wybaczajaca partnerka jest zdolna do
                      > utrzymania
                      > > malzenstwa i rodziny w przypadku zdrady. Wszelkie pseudomoralne oburzenie
                      > temu
                      > > nie sluzy....
                      >
                      > Byłam taką partnerką, o mąż zdradzał mnie przez następne 5 miesięcy po tym,
                      > jak juz się dowiedziałam, że ma kochankę. Czyli, proponowana przez Ciebie
                      > metoda też zawiodła:(

                      OK. Sa 2 metody: opisana w artykule mozesz zlikwidowac zdrade, najczesciej
                      razem z Twoim malzenstwem i rodzina
                      Przez poblazliwosc mozesz uratowac rodzine, ale musisz sie wtedy pogodzic ze
                      zdrada.
                      • Gość: aiszka4 Re: Rodzina moze funkcjonowac mimo zdrady IP: srv1:* / 192.168.1.* 29.08.03, 21:33
                        olek_m napisał:

                        > OK. Sa 2 metody: opisana w artykule mozesz zlikwidowac zdrade, najczesciej
                        > razem z Twoim malzenstwem i rodzina
                        > Przez poblazliwosc mozesz uratowac rodzine, ale musisz sie wtedy pogodzic ze
                        > zdrada.

                        Nie ma żadnej metody. A proponowane przez Ciebie wyjście, to pogodzić się, że
                        mąż ma kochankę i pobłażać mu, żeby tylko nie odszedł? Czy ja Cię dobrze
                        rozumiem?
              • Gość: misza do olka_m IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.09.03, 16:46
                >>olem_m napisał: Maz nic nie zniszczyl. Malzenstwo uleglo zniszczeniu w wyniku
                reakcji zony na zdrade, nawet jesli przyjmiesz, ze ta reakcja byla
                usprawiedliwiona, to niestety takie sa skutki.<<
                Brawo olek_m. Dajmy teraz mężowi order, bo NIC NIE ZNISZCZYŁ?! Małżeństwo
                uległo zniszczeniu w wyniku reakcji żony na zdrade?! A to franca, zareagowała
                na to że jest zdradzana. Stary ty się idź leczyć na nogi bo na głowę już za
                późno!
                Ciekawe jakbyś zareagował na zdradę? No bo według tego co piszesz, twoja druga
                połówka nic by nie zniszczyła zdradzając cię...

        • Gość: Alina Re: ja tak nie chcę....Ja pogonilam kochanke i .. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.03, 10:36
          Przeczytalam twoj list i wiesz co czuje,niesmak do ciebie,brak ambicji,masz
          okropny charakter i kompletnie nie umiesz walczyc o swoj zwiazek, twoje
          postepowanie tylko rujnuje zwiazek, a nie tak jak myslisz odbudowuje.Masz teraz
          nadzieje ze maz ciebie pokocha i ze bedzie wspanialym mezem, jestes w
          bledzie...jestes przykra osoba,takiej zony nie chcialabym miec
          • megxx Re: ja tak nie chcę....Ja pogonilam kochanke i .. 29.08.03, 12:26
            Masz rację, to odziera żonę z klasy, ale..
            Najlepiej pogonić kochankę-dla własnej satysfakcji, a potem męża-dla własnego
            zdrowia psychicznego.
            • Gość: kryska Re: ja tak nie chcę....Ja pogonilam kochanke i .. IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 29.08.03, 21:04
              megxx napisała:

              > Masz rację, to odziera żonę z klasy, ale..
              > Najlepiej pogonić kochankę-dla własnej satysfakcji, a potem
              męża-dla własnego
              > zdrowia psychicznego.
              Ha ha ha !!!!!"Pogonic kochanke"!!!! Nie zartujcie, sama jestem
              kochanka i nie wiem jak mozna by mnie pogonic? Pytanie i uwagi
              można miec do swego meza, bo to on obiecywał i przysiegal - JA -
              NIE!!!!!!!!
              • Gość: aiszka4 Re: ja tak nie chcę....Ja pogonilam kochanke i .. IP: srv1:* / 192.168.1.* 29.08.03, 21:39
                Gość portalu: kryska napisał(a):

                > Ha ha ha !!!!!"Pogonic kochanke"!!!! Nie zartujcie, sama jestem
                > kochanka i nie wiem jak mozna by mnie pogonic? Pytanie i uwagi
                > można miec do swego meza, bo to on obiecywał i przysiegal - JA -
                > NIE!!!!!!!!


                Droga kochanko, czyjąkolwiek jesteś.

                Ja, jako żona, też Ci niczego nie obiecywałam. Nie ślubowałam Ci miłości,
                wierności, ani uczciwości. Co mnie obchodzą Twoje uczucia?
                Więc dlaczego nie mam zagrać z Tobą, jak Ty ze mną, nie fair?
                Mam w nosie Twoją opinię o mnie. Możesz mnie nazywać żoną bez klasy, Twoja
                sprawa.
                Zacytuję tu coś, co napisał kiedyś Terry: jak się ładujesz w trójkąt, to
                musisz się liczyć z tym, że pokaleczysz się o któryś z wierzchołków. A tym
                wierzchołkiem mogę być ja, żona Twojego kochanka. Mierz siły na zamiary i
                życzę szczęścia.
                • Gość: kryska Re: ja tak nie chcę....Ja pogonilam kochanke i .. IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 30.08.03, 12:58
                  Gość portalu: aiszka4 napisał(a):



                  Sorry, ja nie oceniam ani Ciebie , ani malzonki mego
                  przyjaciela. Dla wyjasnienia - bylam i wierna malzonka i
                  zdradzona malzonka. Podjelam 22 lata temu, majac kilkumiesieczne
                  dziecko , decyzje o rozwodzie. Mam ponad 50 lat i takaą samą
                  potrzebe bycia kochana i przytulana jak wszystkie kobiety.
                  Niestety , na swojej drodze spotykalam tylko zonatych mezczyzn.
                  I to nie ja , gwaltem czy podstepem, zmusilam mezczynze do
                  prowadzeni podwiojnego zycia. Dostaje od niego to co chce i moze
                  mi dac. Milosc, cieplo. troske i inne spojrzenie na problemy
                  zwiazane z praca, zyciem, wychowywaniem corki.
                  > Zacytuję tu coś, co napisał kiedyś Terry: jak się ładujesz w
                  trójkąt, to
                  > musisz się liczyć z tym, że pokaleczysz się o któryś z
                  wierzchołków.
                  Jak widzisz, juz bylam pokaleczona w zyciu, a to hartuje.
                  NIe wzbudzisz we mnie poczucia winy, poniewaz nauczylam sie
                  bronic przed tym. Sa trzy osoby w tym ukladzie, dorosle i
                  swiadome tego co czynią, co widzą, a czego nie chcą zauważyć i
                  na co sie godzą.

                  • megxx Re: zostałaś zdradzona 30.08.03, 13:45
                    I teraz całe życie to Ty będziesz się wciskać w małżeństwa, by inne przez
                    Ciebie były zdradzane jak Ty lata temu?
                    A wolnych mężczyzn, którzy obdarzyliby Cię ciepłem nie ma? Czy raczej nie
                    mogłabyś z mężczyzna wytrzymać na stałe? Syndromy choroby.
                    • Gość: kryska Re: zostałaś zdradzona IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 30.08.03, 17:06
                      megxx napisała:

                      > I teraz całe życie to Ty będziesz się wciskać w małżeństwa,
                      by inne przez
                      > Ciebie były zdradzane jak Ty lata temu?
                      > A wolnych mężczyzn, którzy obdarzyliby Cię ciepłem nie ma? Czy
                      raczej nie
                      > mogłabyś z mężczyzna wytrzymać na stałe? Syndromy choroby.
                      Oj, oj skad tyle agresji? Ja nie chce brac odwetu za to co sie
                      zdarzylo w mim zyciu. Jesli wspomnialam o historii swego zycia
                      to tylko w tym celu, zeby pokazac, jaką różnorodnosc
                      doswiadczen mam na koncie. Czy nie ma wolnych mezczyzny? Sa.
                      Chociaz w mojej grupie wiekowej jest niewielu. A przede
                      wszystkim to nie chodzi o mezczyzne, a o czlowieka,od ktorego
                      mozna sie czegos nauczyc, dzieki ktoremu wzbogaca sie swiat,
                      czlowieka, z którym rozmowa rozwija, czlowieka o zblizonym
                      poziomie wrazliwosci, o otwartym umysle.
                      I takiego spotkalam. Spotkalismy sie.
                      Nigdy nie pytalam o to dlaczego zdecydowal sie na podwojne
                      zycie. Uznalam, ze widocznie wydarzylo sie w jego rodzinnym
                      zyciu cos, co uprawnilo go do tego.
                      A o jakiej to chorobie piszesz??
                  • Gość: aiszka4 Kryska IP: srv1:* / 192.168.1.* 30.08.03, 22:09
                    Gość portalu: kryska napisał(a):

                    Dla wyjasnienia - bylam i wierna malzonka i
                    > zdradzona malzonka.
                    Dostaje od niego to co chce i moze
                    > mi dac.

                    Byłam załamana - jestem dobita...
                    • Gość: kryska Re: Kryska IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 31.08.03, 08:36
                      Gość portalu: aiszka4 napisał(a):

                      > Gość portalu: kryska napisał(a):
                      >
                      > Dla wyjasnienia - bylam i wierna malzonka i
                      > > zdradzona malzonka.
                      > Dostaje od niego to co chce i moze
                      > > mi dac.
                      >
                      > Byłam załamana - jestem dobita...
                      Zycze wszystkim, zeby o Waszych zwiazkach, mozna bylo mowic "i
                      zyli dluuugo i szcesliwie". Sama pragnelam takiego dla siebie,
                      ale nie wyszlo. Widocznie dla mnie napisany byl inny
                      scenariusz... Mimo ocen, ktore mi tu wystawiono, uwazam, swoje
                      zycie za udane.

        • Gość: emila Re: ja tak nie chcę....Ja pogonilam kochanke i .. IP: *.acn.pl / *.acn.pl 13.09.03, 22:52
          ta opowieść jest o mnie. Ja tez tak zareagowałam. Atakowałam. To trwa już 9
          miesiecy. I co.... Jestesmy jeszcze dalej od siebie. On odmawia wszelkiej
          bliskości, odsuwa mnie. Jestem ukarana, tylko za co? Zdrada to tragedia, jesli
          strona zdradzajaca nie chce dac szansy, bliskosci. Jestem u kresu. Chcę zyć
          ale jak
    • Gość: AA Re: Siła zdradzonych IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.08.03, 11:47
      wszystko w tym artykule jest prawdą,zdradzałam według
      schematu przedstawionego przez autorkę.Mój mąż walczył ale
      w sposób bardzo delikatny (o co mam do niego teraz żal)
      może gdyby mną potrząsnął udałoby nam się przetrwać,
      ale nie mam takiej pewności byłam jak ćma...
      • Gość: oak Re: Siła zdradzonych IP: iB.rudanet.com:* 23.08.03, 13:33
        Gość portalu: AA napisał(a):

        > Mój mąż walczył ale w sposób bardzo delikatny (o co mam do niego
        teraz żal)

        tak, powinnaś podać go do sądu o odszkodowanie za straty moralne
        niewdzięcznik, los mu zesłał okazję do bycia prawdziwym mężczyzną a on tak
        zmatolił.

        p.s może jakiś mały przykładzik walki skutecznej - pomniczek, ołtarzyk czy też
        może rewolwer i melonik ?
        • Gość: oak a po za tym.... IP: iB.rudanet.com:* 23.08.03, 13:36
          Pani Zosi jak zwykle hormony i chęć rozsiewania swoich wybitnych genów po całej
          galaktyce przesłoniły zmysły.
          Może i te obcasy wysokie, gorzej że widzą świat tylko do poziomu wyra.
          • Gość: Mevillian Re: a po za tym.... IP: *.blich.krakow.pl 23.08.03, 15:31
            Gość portalu: oak napisał(a):

            > Pani Zosi jak zwykle hormony i chęć rozsiewania swoich wybitnych genów po
            całej
            >
            > galaktyce przesłoniły zmysły.
            eee?? metafory chyba nie rozumiem :) gdziez to autorka tekstu geny swe
            rozsiewa..? eee? wyjasnij, bardzo prosze :> [btw, nie powiem, co mam przed
            oczami wyobrazajac sobie autorke tekstu w sytuacji, jako opisales wyzej, oaku..
            ale widok to co najmniej malo prawdopodobny]

            > Może i te obcasy wysokie, gorzej że widzą świat tylko do poziomu wyra.
            argumenty, argumenty :> podaj cos konkretniejszego niz stwierdzenia, ktorych
            nie da sie obalic, bo zbyt malo konkretne :))
            Pozdrawiam
            [z poziomu krzesla przed komputerem :>]
            Mevillian
            • Gość: oak Re: a po za tym.... IP: iB.rudanet.com:* 23.08.03, 16:26
              argumentów nie będzie, gdyż to nie ja przemówiłem,
              to falset adrenaliny i baryton mego testosteronu.
              I wybacz o religii socjofobicznej rozprawiać mi się nie chce.
              Żal mi tylko tej części społeczeństwa, która po przeczytaniu tych bredni
              natychmiast pobiegnie sprawdzać je w praktyce.
              Już widzę te kolejki do gabinetów psychologów (to po testach naukowych),
              kosmetyczek (to przed), i wróżek (to w trakcie)
              • Gość: emi Re: a po za tym.... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.08.03, 15:18
                pani Zosia po swoich nietolerancyjnych artykułach na temat
                homoseksualistów co chwilę potwierdza moją opinię o niej.
                przeraża mnie, że ktoś taki jest słynnym terapeutą.

                p.s. jestem hetero :)
          • Gość: K. Borysewicz Re: a po za tym.... IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 24.08.03, 22:34
            mozna obrazic sie na rzeczywistosc, ktora nie spelnia oczekiwan
            i isc przez swiat samotnie (przewaznie zatruwajac swoja
            samotnoscia zycie innych sparowanychot - takie emocjonalne
            pasozytnictwo) .
            Pani Milska - Wrzesinska jest moi zdaniem jedna z najbardziej
            rozsadnych psycholozek, a to dlatego, ze nie ma pretensji, ze
            jest jak jest, tylko wyciaga wnioski, ktore sprawdzaja sie
            empirycznie. Skoro obrazacie sie na pania Milska - Wrzesinska to
            rownie dobrze mozecie sie obrazic na grawitacje, starzenie sie
            itd. Pani Zofio ! Tak trzymac
            Katarzyna Borysewicz, psychiatra
            • Gość: emi Re: a po za tym.... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.08.03, 00:52
              Pani Katarzyno!

              Nie wiem, jak innym, ale mi nie chodzilo o to, by zamiast szpiegowac
              zdradzajacego, obrazic sie na rzeczywistosc. raczej wlasnie chodzilo mi o
              pokore zaakceptowania, ze nie spelnia owa rzeczywistosc naszych oczekiwan, i co
              my , w zwiazku z tym, na to? zamiast dawac nadzieje, ze ubezwlasnowolnienie
              kogos niemal, i traktowanie go jak gowniarza, dziecka ( choc moim zdaniem i
              dzieci tak traktowac sie nie powinno) moze cokolwiek uratowac? czy wymuszony
              brak kontaktu z kochankiem/ką to zwyciestwo? Czy nie stawiamy sie wtedy w
              pozycji rodzica, egzekwujacego od dziecka lojalnosc sila?
              Co to moze dac?
              jedyne, to upewnienie sie, ze rzeczywiscie wciaz nas zdradza.natomiast
              uratowanie zwiazku, skoro nie szanujemy drugiego czlowieka, po tym jak poszedl
              inna droga niz bysmy sobie tego zyczyli? co uratujemy? wspolną organizację
              zycia codziennego? mieszkanie pod jednym dachem, wspolne zakupy pokarmu dla
              kota, wspolne niedzielne wycieczki do hipermarketu? wspolne konto?
              A bliskosc? a intymnosc? a poczucie bezpieczenstwa? a radosc z obcowania z
              drugim czlowiekiem W WOLNOSCI jego i mojego wyboru?

              Dlaczego odejscie, jesli zdradzony sie na nie zdecyduje, gdy jego ukochany
              wybral kogos innego, ma byc obrazeniem sie na rzeczywistosc? dlaczego ma wiazac
              sie z zatruwaniem zycia parom? a moze wiaze sie z szacunkiem do siebie i do
              wyborow drugiego, jak by nie byly dla nas bolesne? moze wiaze sie wlasnie ze
              stawieniem czola tak trudnej dla nas w tym momencie rzeczywistosci, jaka jest
              poczucie odrzucenia przez partnera, ktoremu sie ufalo, i ktorego wybralo sie na
              towarzysza zycia?
              czy to sie musi wiazac z pretensjami, ze jest jak jest, ktorych, pani zdaniem,
              pani Zofia nie ma?
              mozna przeciez nie miec pretensji. mozna po prostu sobie prywatnie cierpiec.
              Mozna nawet uznac, ze sie mialo w tym swoj udzial, z jakichs tam powodow- albo,
              ze sie nie mialo, ale jest sie tak samo teraz bezradnym.

              Dlaczego, gdy komus swiat sie zawala, podsuwac mu rady, jak stac sie szpiclem?
              czy to mu pomoze stanac na nogi, i nawet podjac decyzje, czy wybaczyc, czy
              odejsc? czy to pomoze zachowac szacunek do siebie, gdy poczul sie przez
              partnera nie szanowany i jakos sobie z tym faktem musi poradzic? Czy robienie
              farsy, szpiegowanie, nakrecanie sie w podejrzeniach, w agresji, cos pomoze
              osiągnąć?
              Mowi pani, ze pani Zofia wyciaga wnoiski, ktore sprawdzaja sie empirycznie.
              jakie to wnioski- ze zdradzajacy ma tendencje, by nas dalej oszukiwac? to
              oczywiste. takie same wnioski jak pani Zofia wyciagamy wszyscy. Z tym tutaj
              przeciez nikt sie nie spiera!!!
              tylko jej rady, jej rady budza nasze zdumienie i opór. Nie wnioski. jej
              porady, ktore zrozpaczone zdradzane osoby mogą uznac za wiarygodne, skoro tak
              znana osoba je daje.
              Mamy tu przyklad zony, ktora zachowala sie wedlug porad pani Zofii, choc z
              wlasnej inicjatywy, to wlasciwie dokladnie wg porad.
              Co z tego ma?
              przede wszystkim stracila szacunek do samej siebie.
              Czy bylo warto?
              W imie czego?
              MIlosci? to nie milosc lezy u podloza szpiegowania, nawet nie milosc wlasna, a
              juz na pewno nie milosc do partnera. w imie slusznie nalezacych nam sie praw?
              alez to wlasnie jest naiwne postrzeganie rzeczywistosci.


              Skoro obrazacie sie na pania Milska - Wrzesinska to
              > rownie dobrze mozecie sie obrazic na grawitacje, starzenie sie
              > itd.
              Grawitacja i starzenie sie, a porady pani Zofii to jednak troszke co innego.
              Samo istnienie pani Zofii, owszem, trudno sie na nie obrazac, jest zjawiskiem
              tego samego typu co grawitacja czy starzenie sie- poza naszym wplywem( choc,
              coz, ze starzeniem sie mozna troszke walczyc,przynajmniej do pewnego momentu ,
              lolol. mozna tez zostac astronautą. pani Zofii sluchac tez nie trzeba).:)

              My sie na nia nie obrazamy. po porstu z nia polemizujemy. NIe zgadzamy sie z
              jej poradami. wedlug nas nie sa sluszne, bo wlasnie brakuje w nich godnosci w
              przyjmowaniu rzeczywistosci.
              no, przynajmniej wedlug mnie wlasnie dlatego nie są sluszne :).

              Z pelnym szacunkiem do Pani, Pani Katarzyno, ktora broni swojej kolezanki po
              fachu, odnosze wrazenie, ze nie do konca uchwycila pani istote naszego oporu
              wobec slow pani Zofii. Ona ma racje opisujac zjawisko zdrady i jego eskalację.
              Tylko co ma zrobic zdradzony? To co sugeruje pani Zofia, mnie sie jako sposob
              na poradzenie sobie z tym problemem nie podoba.
              nie uwazam, by cokolwiek mozna bylo tym osiagnac. najwyzej stracic.
              tacy, co tego sprobowali, pierwsi nam to tutaj przyznają.
              i tyle.

              A opor wobec innych poglądow pani Zofii to tez nie obrazanie sie. w koncu masa
              ludzi w tym kraju nawet(!) ma inny poglad na temat homoseksualizmu. Sa wsród
              nich ludzie rownie, a moze bardziej, znani i szanowani jako autorytety, takze
              terapeutyczne, jak pani Zofia. Poglady pani Zofii nie sa wiec jedynie sluszna
              prawda, jak w przypadku sily grawitacji, ktora po porstu jest, i kropka, jak
              bardzo nawet bysmy udawali, ze jej nie ma i probowali to udowadniac. W
              przypadku pogladow na homoseksualizm panuje jednak wieksza roznorodnosc postaw.
              I jesli ktos ma inna niz pani Zofia, a postawa pani Zofii go dziwi i smuci, to
              to nie jest obrazanie sie na rzeczywistosc.
              ja tam lubie rzeczywistosc. Włacznie z istnieniem pani Zofii, z która mozna
              sobie polemizowac:).
              Pozdrawiam serdecznie
              Emi

              • Gość: kryska Re: a po za tym.... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 31.08.03, 10:43
                Dziekuje, z przyjemnoscia przeczytalam.
        • Gość: AA Re: Siła zdradzonych IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.08.03, 16:37
          Gość portalu: oak napisał(a):

          > tak, powinnaś podać go do sądu o odszkodowanie za straty moralne
          > niewdzięcznik, los mu zesłał okazję do bycia prawdziwym mężczyzną a on tak
          > zmatolił.
          >
          > p.s może jakiś mały przykładzik walki skutecznej - pomniczek, ołtarzyk czy
          też
          > może rewolwer i melonik ?
          .....................

          zbedna złosliwość pani OAK (moj mały rozumek i tak nie wie o co ci
          chodzi)bo życie i tak jest najlepszym sędzią
          • Gość: oak Re: Siła zdradzonych IP: iB.rudanet.com:* 23.08.03, 16:46
            Gość portalu: AA napisał(a):

            > zbedna złosliwość pani OAK

            dla ułatwienia podaję, żem SMS

            > (moj mały rozumek i tak nie wie o co ci chodzi)bo życie i tak jest
            najlepszym sędzią

            ale za to jakie lotne sentencje Ci dyktuje (ten mały rozumek, naturlich)
      • Gość: jomart Re: Siła zdradzonych IP: *.icpnet.pl 24.08.03, 22:50
        Zaś facet winny
    • matrek Re: Siła zdradzonych 23.08.03, 16:43
      Tak na prawde, zdradzonemu po zdradzie pozostaje juz tylko jedno - zastanowic
      sie, czy chce dalej z ta zdrada zyc i w zaleznosci od wnioskow, podjac
      odpowiednie decyzje. Nie wierze w skutecznosc jakiejkolwiek walki. Jesli ktos
      zdradzil, to dlatego ze chcial - to nie dzieje sie nieswiadomie - a jezeli raz
      chcial, to w kazdej chwili moze zechciec ponownie. Poza tym, zwiazek bez
      zaufania jest bez sensu, a jakie mozna miec zaufanie po dokonanej zdradzie ?

      Inna sprawa jest to, ze walka osoby zdradzonej o zwiazek - ktorej godnosc
      zostala juz raz podeptana faktem zdrady, stanowi powtorne pogwalcenie jej
      godnosci - tym razem to taki samogwalt.

      Najlepsze wyjscie w takiej sytuacji, to ratowac swoja godnosc i odejsc. Ale to
      oczywiscie warunki laboratoryjne. W praktyce, bywa roznie - najczesciej
      utrudnia odejscie sprawa dzieci.
      • Gość: ruda Re: Siła zdradzonych IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 25.08.03, 00:32
        szkoda, że nie napisałeś więcej.
        Odkryłam wcześnie, że coś się święci, w miarę wcześnie, ale nie
        na tyle, żeby nie cierpieć. Dowiedziałam się,że się chyba
        zakochał, ale że do niczego jeszcze nie doszło. Podeszłam do
        sprawy z duuuużym dystansem, wiesz dlaczego, bo sama kiedyś
        zdradziłam (nie jego). Dałam czas do zastanowienia, do wyboru,
        wyszłam z założenia, że może nie ja jestem przysłowiową
        połówką, może ominie go coś pięknego - to wszystko dlatego, że
        go naprawdę kochałam. Wybrał mnie, ale chyba bardziej dziecko,
        ale nie do końca potrafił z tym skończyć, może gdyby uciął to
        od razu - wzmocniłoby to nas, a tak bardzo pogorszyło sprawę. I
        wiesz co, było tak (i jest dalej) jak napisałeś czułam się jak
        szmata, upodlona, gorsza, brzydsza i z czasem zaczęłam żałować,
        że dałam nam szansę. Teraz żyję w zawieszeniu, bo nie potrafię
        dać sobie z tym rady mimo, że minęło już troszkę czasu. Nie
        potrafię się zresetować, a wierz mi - przydałoby się. Cały czas
        mam przed oczami inna kobietę i cały czas pytam się dlaczego.
        Zapytany co było źle - wszystko było OK, ale to jakieś
        zauroczenie. Nie mam zaufania, żyję z dnia na dzień, czekając
        aż mi przejdzie. On nie wie do końca o moich rozterkach, a ja
        się strasznie meczę, bo okazało się, że nie jestem silną
        kobietą i nie potrafię znieść myśli że mu nie wystarczyłam.
        Można dużo opisywać, bo w tym wszystkim ważne są szczegóły, ale
        ja dalej nie wiem co robić. Bez dziecka byłoby dużo łatwiej,
        ale z drugiej strony mogłoby do tego nie dojść.... Pozdrawiam
        • Gość: Ala Re: Siła zdradzonych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.08.03, 19:06
          moja historia jest identyczna, gdy pojawiło się dziecko było mi bardzo ciężko,
          może byłam trudna, miałam pretensje o wszystko, ale on zamiast mi pomóc
          pozwolił się pocieszać koleżance z pracy. Boleśnie odczuł to ze się
          dowiedziałam, dałam mu wybór ja albo ona, mógł odejśc, ale został. Niby jest w
          porządku, ale za każdym razem kiedy spóźnia się z pracy myślę, że jest z nią,
          stałam się chorobliwie zazdrosna, wyobraźnia pracuje, przeszło mi kiedy sama go
          zdradziłam, to była jednorazowa przygoda, ale dowartościowałam się i
          uspokoiłam. Uznałam że wolę męża i może dla niego to też była tylko pociecha w
          ciężkich chwilach, a tak naprawdę woli mnie.
        • bukfa Re: Siła zdradzonych 25.08.03, 23:39
          U mnie bardzo bylo podobnie - tez sie dowiedzialam zanim romans sie rozwinal,
          ale emocjonalne zaangazowanie miedzy nimi juz bylo. Teraz daje mu czas na
          decyzje, i strasznie cierpie. Tez go kocham i chce zeby wybral calkowicie
          swiadomie i dobrowolnie, nawet jesli to nie bede ja.
          • Gość: witma(ruda) Re: Siła zdradzonych IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 26.08.03, 00:49
            ciekawa jestem, jakiego werdyktu się spodziewasz, jakiego tak naprawdę chcesz.
            Życie ze świadomością, że był ktoś inny jest znacznie cięższe niż myślałam.
            Brak zaufania, szukanie podtekstu w każdym zachowaniu potrafi niszczyć chęć
            powrotu do "normalności". Nigdy już nie będzie normalnie ...
            • komandos57 Re: Siła zdradzonych 26.08.03, 00:54
              Gość portalu: witma(ruda) napisał(a):

              > ciekawa jestem, jakiego werdyktu się spodziewasz, jakiego tak naprawdę chcesz.
              > Życie ze świadomością, że był ktoś inny jest znacznie cięższe niż myślałam.
              > Brak zaufania, szukanie podtekstu w każdym zachowaniu potrafi niszczyć chęć
              > powrotu do "normalności". Nigdy już nie będzie normalnie ...
              vvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvv
              Co jeszcze pojebko?Buzka.
            • bukfa Re: Siła zdradzonych 26.08.03, 15:21
              Gość portalu: witma(ruda) napisał(a):

              > ciekawa jestem, jakiego werdyktu się spodziewasz, jakiego tak naprawdę
              chcesz.
              > Życie ze świadomością, że był ktoś inny jest znacznie cięższe niż myślałam.
              > Brak zaufania, szukanie podtekstu w każdym zachowaniu potrafi niszczyć chęć
              > powrotu do "normalności". Nigdy już nie będzie normalnie ...

              Codziennie spodziewam sie innego werdyktu, miotam sie miedzy wielka nadzieja na
              odbudowe (bylismy przedtem BARDZO blisko siebie przez 5 lat malzenswta), a
              wielka rozpacza, kiedy nadziei juz nie starcza i kazdy drobiazg typu pozniejszy
              powrot do domu urasta to rangi tragedii. Czasem buntuje sie i mysle ze powinnam
              sama uciec (mam dopiero 29 lat, nie mamy dzieci, moglabym, zaczac od nowa) ale
              wiem ze tak naprawde to chce tylko jego powrotu. Ech, boli to cholernie. I nie
              wiem ile jeszcze czasu mu zajmie podjecie decyzji - z jednej strony chce ja
              przyspieszyc i juz wiedziec, a z drugiej boje sie wiedziec jesli wyborem nie
              bede ja...
              • Gość: witma(ruda) Re: Siła zdradzonych IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 29.08.03, 00:26
                Pamiętaj, żebyś wytrzymała i nie okazywała, że bardzo Ci zależy. Twarz
                pokerzysty jest bardzo wskazana. Masz rację kazde późniejszy powrót to już
                podejrzenie. Nie wyzbędziesz się tego szybko. Życzę Ci żeby nastąpiło to jak
                najszybciej (u mnie nie wiem czy kiedykolwiek). Miotam się podobie jak Ty, tym
                razem sama ze sobą i coraz częściej nasuwa się myśl czy dobrze zrobiałm dajac
                nam szansę.
                Pozdrawiam
                • bukfa Re: Siła zdradzonych 29.08.03, 17:52
                  Dzieki za dobre slowa - z ta twarza pokerzysty to roznie bywa, staram sie, ale
                  co jakis czas zamiast obojetnosci pojawiaja sie na twarzy i w glosie lzy, bo
                  przeciez ciagle tak strasznie mocno kocham... Mieszkamy za granica i mamy tu
                  tylko siebie, wiec odruchowo szukam ukojenia u niego, a przeciez on mi go teraz
                  nie moze dac bo sam sie waha. Ech. strasznie to boli. Ale postaram sie czesciej
                  przywdziewac pokera. Wiem ze to dobra postawa - ale jaka trudna!!
                  • Gość: witma Re: Siła zdradzonych IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 31.08.03, 00:41
                    Tylko się nie płaszcz, spróbuj zachować resztki godności. Gdy
                    się nie ma dzieci przychodzi to łatwiej. Trzymaj się !!!
        • matrek Re: Siła zdradzonych 26.08.03, 06:41
          Wiesz, caly problem polega na tym, ze czym innym jest wybaczenie, czym innym
          zas zapomnienie. Chociaz... gdy zaczac zastanawiac sie nad tym, to nachodza
          watpliwosci. Coz to bowiem jest owo "wybaczenie" ? Owszem, mozna przestac
          rzucac juz przyslowiowymi nozami, ale czy mozna nie czuc zalu na mysl o
          zdarzeniu ? Czy mozna przestac czuc bol ? Zastanawiam sie nad tym w tej chwili
          i nie potrafie rozstrzygnac tej kwesti. Jakkolwiek rozumiec zdrade, czy pod
          pojeciem zdrady rozumiemy robiace ostatnio zawrotna kariere pojecie zdrady
          emocjonalnej, czy tez tylko prosta zdrade fizyczna, zawsze czujemy ogromny bol
          i zal. Mozemy twierdzic przed swiatem i nawet soba samym, ze wybaczylem/-am,
          ale czy to nie jest jedynie oszukiwanie siebie i calego swiata dookola ? Czy
          mozna mowic o wybaczeniu, jesli wciaz cos nas boli ? Jesli w duszy wciaz
          czujemy - nawet nie werbalizowany - zal ? A ile osob, sposrod zdradzonych w
          przeszlosci, moze powiedziec dzis ze spokojnym sumieniem - nie, nie czuje dzis
          ani bolu, ani zalu ?

          A co z kwestia zaufania ? Prawdziwe zaufanie jest jak las - wzrasta powoli,
          plonie jednak bardzo szybko. Czestokroc, pierwotnego zaufania udzielamy na
          kredyt, jesli jednak zostanie naruszone taka czy inna zdrada, jego odbudowa
          jest bardzo trudna - jest jedna z najtrudniejszych rzeczy. Raz podkopanych
          fundamentow zaufania, nie mozna ot po prostu odzyskac na kolejny kredyt. Jego
          odbudowa jest dlugotrwala i bardzo trudna, o ile wogole mozliwa.
          • Gość: KR$ Re: Siła zdradzonych IP: *.riz.pl / 192.168.15.* 27.08.03, 14:14
            Ladny tekst - ten o zaufaniu...
    • Gość: KaszaLotka Re: Siła zdradzonych IP: *.ebar.dtu.dk 23.08.03, 16:53
      jestem w szczesliwym zwiazku juz o 4.5 roku i ani razu
      nie myslalam o zdradzie. Ani ja nie patrze na innych
      mezczyzn inaczej jak na kolegow ani moj partner nie
      zwraca uwagi na inne kobiety. Mysle, ze my po prostu
      jestesmy polowkami tej samej pomaranczy i w zupelnosci
      sobie wystarczamy. Moj partner znajduje we mnie zarazem
      kochanke jak i przyjaciela. Laczy nas podobny kierunek
      studiow, dzielimy te same zainteresowania i system
      wartosci. Czasem jednoczesnie wypowiadamy to samo zdanie.
      Oczywiscie nie zawsze wszystko wyglada tak idealnie ale
      potrafimy sie klocic nie raniac sie nawzajem. Duzo ze
      soba rozmawiamy. Dzieki temu nie ma miedzy nami
      niedomowien, pretensji. Caly czas nad soba pracujemy.
      Kazde z nas stara sie byc dla drugiej osoby jak
      najlepsze. Do szczescia potrzebna jest, moim zdaniem,
      harmonia, tzn. dbanie o rozwoj duchowy ale tez ciagla
      praca nad atrakcyjnosia fizyczna i dbanie o partnera. W
      tej chwili jestem na stypendium zagranicznym. Bedziemy
      sie widziec tylko raz w miesiacu. Mimo to nie mam obaw ze
      zostane zdradzona. Zbyt wiele nas laczy by mogla to
      zburzyc jakas przelotna pokusa... Zycze wszsytkim takiego
      szczescia w milosci jakiego ja doznaje na codzien.

      Kasia

      • sdfsfdsf Re: Siła zdradzonych 23.08.03, 20:23
        i zyli dlugo i szczesliwie na koncu teczy, gdzie fauny razem z wrozkami hasaja
    • Gość: ata Re: Siła zdradzonych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.08.03, 17:07
      myśle, że jesli jest sie w prawdziwie bliskim związku kłamstwo
      nie wychodzi..poprostu. Tak przynajmniej jest w moim
      małżeństwie.. my nie umiemy sobie o czymś nie powiedziec, i
      całkiem nam z tym dobrze. Nie chciałabym zdradzić mojego Męza,
      bo by Go to zraniło, a po drugie dawno nie widziałam faceta
      który byłby dla mnie ciekawszy od tego z którym jestem. Więc po
      co by mi była taka zdrada? nie ma jej na liście rzeczy które
      chcę w życiu zrobić. A w gadki, że to poprostu spada na
      człowieka i sie dzieje- nie wierzę, bo zawsze możemy decydawać o
      swoim postępowaniu. pozdrawiam
      • noam Re: Siła zdradzonych 23.08.03, 20:13
        Gość portalu: ata napisał(a):

        > myśle, że jesli jest sie w prawdziwie bliskim związku kłamstwo
        > nie wychodzi..poprostu. Tak przynajmniej jest w moim
        > małżeństwie..

        Lepiej bym tego nie wyraził. Ja od 13 lat jestem z kobietą,
        która po prostu mi odpowiada, ja też - jak mi się wydaje - jej
        odpowiadam. Kochamy się, mamy do siebie zaufanie, a jednocześnie
        żadne z nas nie szuka jakichś przygód poza związkiem. Nie
        nawiązujemy przypadkowych znajomości, nasze relacje ze znajomymi
        z pracy nie wykraczają poza relacje, jakie zwykło się mieć ze
        znajomymi z pracy. Nie zakładamy kont na randki.interia.pl "na
        próbę", nie widzimy potrzeby, żeby flirtować podczas delegacji.
        Pierwsza sprawa, to nie stwarzać okazji. Druga, panować nad
        swoimi hormonami.

        Każdy mężczyzna lubi uważać się za "stuprocentowego faceta". Dla
        mnie stuprocentowy facet to przede wszystkim ktoś odpowiedzalny.
        Stuprocentowy facet kocha swoją żonę, kocha i dba o swoje
        dzieci, zapewnia im - w miarę możliwości - godziwe dziś i pełne
        kolorowe jutro. Jego "szaleństwa", to nie szybkie samochody,
        przypadkowo zdobyty "towar" czy hektolitry piwa na festynie, a
        niespodzianka zrobiona bliskim, wakacje w górach, weekend w
        głuszy pod namiotem. Ktoś może takiego mężczyznę uznać za
        zniewieściałego, ale dla mnie ktoś taki to stuprocentowy facet.

        Zdrada? Dziękuję, to niemęskie.
        • Gość: Satine Re: Siła zdradzonych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.08.03, 11:18
          Piękne...
          • Gość: KR$ Re: Siła zdradzonych IP: *.riz.pl / 192.168.15.* 24.08.03, 18:30
            jak wiele nierzeczywistych rzeczy. Facet bez jaj nie moze byc meski... A gdzie
            sa jego, tego fafelka? Lapciucha, pantofla domowego?
            • noam Re: Siła zdradzonych 25.08.03, 12:02
              > jak wiele nierzeczywistych rzeczy. Facet bez jaj nie moze byc
              meski... A gdzie
              > sa jego, tego fafelka? Lapciucha, pantofla domowego?

              Nie rozśmieszaj mnie. "Męskość" rozumiana tak, jak chce tego
              parę gazet typu CKM czy Playboy to zwykły produkt marketingowy,
              który ma mężczyznę zamienić w bezwolnego konsumenta drogich
              samochodów, papierosów, itd. Taka "marketingowa męskość" jest
              tak równie nierzeczywista jak marketingowy femizm, "bądź
              niezależna, kup kosmetyki firmy X". Ile mercedesów 300 kupiłeś i
              w jakim kolorze? W ilu akcjach sił specjalnych uczestniczyłeś?
              Gdzie nosisz giwerę? Ile srebrnych papiersośnic i zegarków Omega
              ci podarowano? Kiedy ostatnio zasiadałeś w radzie nadzorczej? A
              jak ostatnia wizyta w Sankt Pauli, seks-wakacje w Tajlandii albo
              Moulin Rouge? Nie widzisz, że świat "marketingowej męskości"
              jest równie nierzeczywisty jak Matrix?

              Tymczasem obok Ciebie są Twoi bliscy, ludzie którzy Cię kochają
              i Ci ufają. Jeżeli w życiu masz coś ciekawego i pasjonującego do
              zrobienia, to nie jest to noc z Naomi Campbell, a wakacje z
              dziećmi w Bieszczadach, dom pełen uśmiechu dla nich i dla Twojej
              żony, stabilna sytuacja finansowa Twojej rodziny, itd. I kiedy
              zaczniesz czuć upływający czas, to będziesz właśnie patrzył na
              siebie nie z perespektywy "zaliczonych" lasek i ile razy i jak
              którą "obracałeś", ale właśnie z takiej "fafelskiej" perspektywy.
              • olek_m Re: Siła zdradzonych 25.08.03, 16:47
                noam napisał:
                > samochodów, papierosów, itd. Taka "marketingowa męskość" jest
                Twoja meskosc wygalda mi rownie marketingowo jak ta z CKM.
                Powiedz choc slowo prawdy jak to osiagnales?
              • Gość: KR$ Re: Siła zdradzonych IP: *.riz.pl / 192.168.15.* 27.08.03, 14:27
                noam napisał:

                > > jak wiele nierzeczywistych rzeczy. Facet bez jaj nie moze byc
                > meski... A gdzie
                > > sa jego, tego fafelka? Lapciucha, pantofla domowego?
                >
                > Nie rozśmieszaj mnie. "Męskość" rozumiana tak, jak chce tego
                > parę gazet typu CKM czy Playboy to zwykły produkt marketingowy,
                > który ma mężczyznę zamienić w bezwolnego konsumenta drogich
                > samochodów, papierosów, itd. Taka "marketingowa męskość" jest
                > tak równie nierzeczywista jak marketingowy femizm, "bądź
                > niezależna, kup kosmetyki firmy X". Ile mercedesów 300 kupiłeś i
                > w jakim kolorze? W ilu akcjach sił specjalnych uczestniczyłeś?
                > Gdzie nosisz giwerę? Ile srebrnych papiersośnic i zegarków Omega
                > ci podarowano? Kiedy ostatnio zasiadałeś w radzie nadzorczej? A
                > jak ostatnia wizyta w Sankt Pauli, seks-wakacje w Tajlandii albo
                > Moulin Rouge? Nie widzisz, że świat "marketingowej męskości"
                > jest równie nierzeczywisty jak Matrix?
                >

                ------> cool gosciu jestes, ze sie nie obraziles za epitety - respect!

                Co do reszty - spoko wodza - mam luksusowy samochod - ale akurat nie trzeba go
                bylo reklamowac - wystarczylo go zbudowac i ja go juz chcialem - po prostu
                dlatego ze jest swietna maszyna. Playboy i jego prostacki styl mnie rowniez
                smieszy. Ostatnia wizyta na St. Pauli (przy okazji delegacji) sprawila ze
                wysmialem tamtejsze panie, ktore cenia siebie nie wiadomo jak wysoko a nie
                dorastaja naszym do piet... Rada nadzorcza to jeszcze pare lat. Gdyby mi sie
                chcialo pojechac na seks-wakacje do Tajlandii to moglbym to zrobic w kazdej
                chwili - to wszystko jest rzeczywiste i osiagalne - to nie matrix - tylko
                wlasnie nie kojarzy mi sie to z byciem mezczyzna. Ale ostatni wyjazd nad morze
                z 5 dziewczynami i doswiadczenie adoracji z ich strony bylo bardzo mile -
                szczegolnie w swietle faktu iz chlopak jednej z nich pojechal jak niepyszny do
                domu.


                > Tymczasem obok Ciebie są Twoi bliscy, ludzie którzy Cię kochają
                > i Ci ufają. Jeżeli w życiu masz coś ciekawego i pasjonującego do
                > zrobienia, to nie jest to noc z Naomi Campbell, a wakacje z
                > dziećmi w Bieszczadach, dom pełen uśmiechu dla nich i dla Twojej
                > żony, stabilna sytuacja finansowa Twojej rodziny, itd. I kiedy
                > zaczniesz czuć upływający czas, to będziesz właśnie patrzył na
                > siebie nie z perespektywy "zaliczonych" lasek i ile razy i jak
                > którą "obracałeś", ale właśnie z takiej "fafelskiej" perspektywy.

                ------> sa obok mnie ludzie blizsi lub dalsi ale to nie oznacza, ze
                zrezygnowalbym z nocy z Naomi Campbell - nie ubyloby mnie po tej nocy ani
                troche anie ludzie bliscy nie przestaliby byc dla mnie bliskimi. Wakacje w
                Bieszczadach i dom pelen usmiechu wcale z tym nie koliduja, podobnie jak
                stabilna sytuacja finansowa rodziny. To wszystko mozna miec i dalej czuc sie
                mezczyzna. nie mam jeszcze rodziny gdyz na razie nie chce jej miec (dziewczyn
                chetnych do wyjscia za mnie i urodzenia mi dzieci pare by sie znalazlo) - i
                pomimo tego ze czas mija nadal patrze za siebie i mile wspominam czas spedzony
                z roznymi kobietami - i wcale nie traktuje ich jako 'numerka' na liscie tylko
                jak wspaniale osoby ktore warto bylo znac i z ktorymi warto bylo przezyc to i
                owo.
        • Gość: anka Re: Siła zdradzonych IP: 62.233.197.* 24.08.03, 20:11
          oj... szkoda ze juz jestes zonaty... :-)
        • Gość: głupia koza Re: Siła zdradzonych IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 25.08.03, 15:59
          noam napisał:

          > Stuprocentowy facet kocha swoją żonę, kocha i dba o swoje
          > dzieci, zapewnia im - w miarę możliwości - godziwe dziś i pełne
          > kolorowe jutro. Jego "szaleństwa", to nie szybkie samochody,
          > przypadkowo zdobyty "towar" czy hektolitry piwa na festynie, a
          > niespodzianka zrobiona bliskim, wakacje w górach, weekend w
          > głuszy pod namiotem. Ktoś może takiego mężczyznę uznać za
          > zniewieściałego, ale dla mnie ktoś taki to stuprocentowy facet.
          >
          >I dla mnie również :)
          Dziękuję za te słowa, bo już dostałam lekkiego zawrotu głowy po lekturze tych wszystkich listów i zwątpilam w swoje wartości. Naprawdę miło przeczytać...
          • olek_m Re: Siła zdradzonych ;-( 25.08.03, 16:38
            Gość portalu: głupia koza napisał(a):

            > Dziękuję za te słowa, bo już dostałam lekkiego zawrotu głowy po lekturze tych
            w
            > szystkich listów i zwątpilam w swoje wartości. Naprawdę miło przeczytać...

            Zapomnial dodac, ze taki zwiazek zdarza sie raz na 100.
            • noam Re: Siła zdradzonych ;-( 25.08.03, 17:11
              > Zapomnial dodac, ze taki zwiazek zdarza sie raz na 100.

              Taki związek w ogóle się nie "zdarza", taki związek to
              nieustające, codzienne budowanie. Jeżeli mówimy o "zdarzeniu" to
              sugerujemy jakąś przypadkowość albo rękę opatrzności.
              Rzeczywiście, jest w tym i trochę szczęścia... "dwie połówki
              tego samego jabłka" - coś tym jest. Ale znacznie więcej
              codzienności - wyrozumiałości, cierpliwości, a nade wszystko
              miłości między dwojgiem ludzi. Nie czepiania się o głupstwa, nie
              upierania się, słuchania siebie nawzajem, braku małostkowości...

              Ja myślę, że to w gruncie rzeczy powszechniejsze zjawisko, niż
              wynikałoby z tego forum.
              • olek_m Re: Siła zdradzonych ;-( 25.08.03, 17:39
                >. Nie czepiania się o głupstwa, nie
                >upierania się, słuchania siebie nawzajem, braku małostkowości...

                To znaczy, ze to nie zwiazek z kobieta ;-(
            • Gość: głupia koza Re: Siła zdradzonych ;-( IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 25.08.03, 18:23
              olek_m napisał:

              >
              > Zapomnial dodac, ze taki zwiazek zdarza sie raz na 100.

              Ej, Olek, czepiasz się i tyle :) A dlaczegóż by nie uwierzyć w to, że to dla mnie (ewentualnie dla ciebie :D) wypadnie ta szczęśliwa setka, a pozostale dziewięćdziesiąt dziewięć nieudanych dostaną sąsiedzi i znajomi?
              To prawda, że TO samo się nie zdarza, a trzeba na to ciężko zapracować, chcieć się wysilić i wierzyć mocno w swoje umiejętności, i w to, że Ci się uda:)
              I nawet z kobietą jest to możliwe :)))
              • olek_m Re: Siła zdradzonych ;-( 26.08.03, 14:02
                Gość portalu: głupia koza napisał(a):


                > Ej, Olek, czepiasz się i tyle :) A dlaczegóż by nie uwierzyć w to, że to dla
                m
                > nie (ewentualnie dla ciebie :D) wypadnie ta szczęśliwa setka, a pozostale
                dziew
                > ięćdziesiąt dziewięć nieudanych dostaną sąsiedzi i znajomi?
                Jako glupia koza masz wrecz obowiazek w to wierzyc.


                > To prawda, że TO samo się nie zdarza, a trzeba na to ciężko zapracować,
                chcieć
                > się wysilić i wierzyć mocno w swoje umiejętności, i w to, że Ci się uda:)
                > I nawet z kobietą jest to możliwe :)))

                Wlasnie o tym pisze, to zalezy od obojga, tez od kobiety.


                Wcale sie nie czepiam. Nie lubie tylko propogandy i w nia nie wierze.
                Pamietasz ten dowcip, jak pieklo przkonalo dusze lepsza oferta?
                Facet, ktory uwaza, ze jego malzenstwo jest najlepsze na swiecie, zaloze sie ze
                rzeczywistosc jest zupelnie inna. On tylko ma dobra propagande.
                • noam Re: Siła zdradzonych ;-( 26.08.03, 14:18
                  > Facet, ktory uwaza, ze jego malzenstwo jest najlepsze na
                  swiecie, zaloze sie ze
                  >
                  > rzeczywistosc jest zupelnie inna. On tylko ma dobra propagande.

                  To niby o mnie?

                  Po pierwsze, nie uważam, że moje małżeństwo jest najlepsze na
                  świecie. Z całą pewnością jest natomiast BARDZO ODPOWIEDNIE
                  zarówno dla mnie, jak i dla mojej żony. Zaczęło się od zdrady -
                  nie mam potrzeby przygód, bo moja żona to naprawdę fajna kobita -
                  i to pod każdym względem. Wokół mnie jest widzę przynajmniej
                  kilka takich związków, więc o żadnej "najlepszości" nie ma mowy.

                  Po drugie, Twoja wiara lub niewiara w moje małżeństwo nie robi
                  mi większej różnicy, natomiast interesujące jest Twoje głębokie
                  przekonanie, że "rzeczywistość jest inna". Słowem, zakładanie a
                  priori, że coś w moim związku jest nie tak. Myślę, że to wynik
                  jakiegoś osobistego, negatywnego doświadczenia z
                  kobietą/kobietami, co widać także po innych Twoich wypowiedziach
                  na tym forum. Ja nie mierzę innych swoją miarką, nie rób tego i
                  Ty.

                  Po trzecie o jakiej idealności mówimy? Przecież w innym wątku
                  zarzuciłeś mi, że jestem zniewieściałym pantoflarzem! Co do
                  jednego masz rację: nigdy w życiu nie zamieniłbym zaufania i
                  szczęśliwej rodziny na szybki numerek z jakąś szybko poderwaną
                  koleżanką z pracy albo przygodną nastolatką. W życiu! Natomiast
                  wiem, że każdy jest tylko człowiekiem, a ludziom czasami
                  puszczają emocje. Dlatego pilnuję, aby nie stwarzać okazji i
                  okoliczności. Ktoś kiedyś nazwał do "chorobliwą monogamią", ale
                  mi to po prostu odpowiada - i tyle.
                  • noam Re: Siła zdradzonych ;-( 26.08.03, 14:20
                    > Zaczęło się od zdrady -
                    > nie mam potrzeby przygód

                    Dość niefortunne zdanie: chodzi mi o to, że TEN WĄTEK zaczął się
                    od kwestii zdrady, nie o to, że MOJE MAŁŻEŃSTWO zaczęło się od
                    zdrady.
                  • olek_m Re: Siła zdradzonych ;-( 26.08.03, 14:35
                    noam napisał:

                    > > Facet, ktory uwaza, ze jego malzenstwo jest najlepsze na
                    > swiecie, zaloze sie ze
                    > >
                    > > rzeczywistosc jest zupelnie inna. On tylko ma dobra propagande.
                    >
                    > To niby o mnie?
                    >
                    > Po pierwsze, nie uważam, że moje małżeństwo jest najlepsze na
                    > świecie. Z całą pewnością jest natomiast BARDZO ODPOWIEDNIE
                    > zarówno dla mnie, jak i dla mojej żony. Zaczęło się od zdrady -
                    > nie mam potrzeby przygód, bo moja żona to naprawdę fajna kobita -
                    > i to pod każdym względem. Wokół mnie jest widzę przynajmniej
                    > kilka takich związków, więc o żadnej "najlepszości" nie ma mowy.
                    >
                    > Po drugie, Twoja wiara lub niewiara w moje małżeństwo nie robi
                    > mi większej różnicy, natomiast interesujące jest Twoje głębokie
                    > przekonanie, że "rzeczywistość jest inna". Słowem, zakładanie a
                    > priori, że coś w moim związku jest nie tak.

                    Doswiadczeni wiedza jak jest w zwiazku z kobieta. Krowa ktora duzo ryczy malo
                    mleka daje.

                    Mi sie wydaje, ze najbardziej wierzacym wsrod swietych byl Swiety Tomasz, ktory
                    musial wlozyc palce w rany zeby uwierzyc.

                    Z kolei najbardziej zatwardziali grzesnicy to Ci, ktorzy klamia jak z nut.

                    Gdybys napisal, ze czasami Ci nie jest fajnie, gdybys napisal z polowa tego
                    zadecia i fanfarami, moze bym Ci uwierzyl. A tak uwazam, ze jestes pozer i
                    klamca, albo fantasta.


                    Myślę, że to wynik
                    > jakiegoś osobistego, negatywnego doświadczenia z
                    > kobietą/kobietami, co widać także po innych Twoich wypowiedziach
                    > na tym forum.
                    Ja jestem po prostu sceptyczny.


                    > Ja nie mierzę innych swoją miarką, nie rób tego i
                    > Ty.

                    Jak ktos uwaza, ze ma 100% racji to mu nie wierze.

                    >
                    > Po trzecie o jakiej idealności mówimy? Przecież w innym wątku
                    > zarzuciłeś mi, że jestem zniewieściałym pantoflarzem!

                    To nie ja!

                    • noam Re: Siła zdradzonych ;-( 26.08.03, 16:02
                      > Doswiadczeni wiedza jak jest w zwiazku z kobieta. Krowa ktora
                      duzo ryczy malo
                      > mleka daje.
                      > Mi sie wydaje, ze najbardziej wierzacym wsrod swietych byl
                      Swiety Tomasz, ktory
                      > musial wlozyc palce w rany zeby uwierzyc.

                      Zdaje się, że pomyliłeś św. Tomasza (tego z Akwinu), od
                      Niewiernego Tomasza. Co do krowy - aluzju nie paniał.

                      > Gdybys napisal, ze czasami Ci nie jest fajnie, gdybys napisal
                      z polowa tego
                      > zadecia i fanfarami, moze bym Ci uwierzyl. A tak uwazam, ze
                      jestes pozer i
                      > klamca, albo fantasta.

                      Prawie zawsze jest mi fajnie. A te krótkie momenty, kiedy nie
                      jest fajnie, bynajmniej nie skłaniają mnie do poszukiwania
                      jakichś przygód poza małżeństwem - bo i po co? Co ma jakieś
                      chwilowe zawirowanie w życiu małżeńskim do, że tak dosadnie
                      powiem, pieprzenia się po kątach? Co mógłbym mieć z tego, że
                      prześpię się z jakąś d...? Wiem doskonale, co mógłbym stracić,
                      to jest bardzo realne, bo to wszystko to, na czym mi zależy. Ale
                      gdzie mógłbym skorzystać? Słowo daję, nie widzę.

                      Swoją drogą to coś dziwnego, obserwuję to także u siebie w pracy
                      i nie rozumiem. Jakoś tak w męskim gronie wypada ponarzekać na
                      żonę (że zrzędliwa, że rozrzutna, że głowa ją boli za często).
                      Stąd też pewnie Twoje niezrozumienie dla mojego zadowolenia z
                      małżeństwa, z żony, z dzieci i z życia rodzinnego.
                      • Gość: dumny fąfel Re: Siła zdradzonych ;-( IP: *.tnt33.ewr3.da.uu.net 01.09.03, 02:05
                        noam napisał:
                        > Zdaje się, że pomyliłeś św. Tomasza (tego z Akwinu), od
                        > Niewiernego Tomasza. Co do krowy - aluzju nie paniał.

                        Ja chyba panial, pospieszam z pomoca: policz posty wyslane przez
                        olusia

                        Pozdrawiam bardzo i popieram to, co piszesz.
    • sdfsfdsf Re: Siła zdradzonych 23.08.03, 20:26
      babka jak zwykle prawde pisze, i dlatego wielu to nie w smak
      • Gość: oak Re: Siła zdradzonych IP: iB.rudanet.com:* 23.08.03, 20:29
        sdfsfdsf napisał:

        > babka jak zwykle prawde pisze, i dlatego wielu to nie w smak

        no, praktykę tez pewnie miała w "prawdzie"
        • Gość: Anna, Białystok Re: Siła zdradzonych IP: 212.33.87.* 28.08.03, 09:13
          Myślę, że ten artykuł był napisany ironicznie - autorka uwaza,
          że tak naprawdę w tej sytuacji nie ma dobrych wyjść i po prostu
          należy s...owi pokazać drzwi.
          ja walczyłam, poniżając się. Wynik: moja druga połowa (do czasu,
          gdy jego połową stał się ktoś inny) obrobił nasze wspólne konto
          na nowe mieszkanie... Dopiero mam poczucie winy, bo miało być
          dla dzieci i świadomość niewybaczalną, że jestem idiotką! takich
          ludzi, jak ja, należałoby usypiać
          • Gość: aiszka4 Nie bądź... IP: srv1:* / 192.168.1.* 28.08.03, 09:20
            dla siebie taka surowa.
            Akurat w tamtym momencie myślałaś, działałaś dla dobra dzieci, w
            przeciwieństwie do ich ojca. A dopiero z obecnej perspektywy widzisz, że ta
            metoda nie była skuteczna.
            To nie jestem taka mądra, to próbuje mi wytłumaczyć moja terapeutka. Na razie
            z marnym skutkiem, bo wciąż się obwiniam za coś z przeszłości.


            Gość portalu: Anna, Białystok napisał(a):

            > ja walczyłam, poniżając się. Wynik: moja druga połowa (do czasu,
            > gdy jego połową stał się ktoś inny) obrobił nasze wspólne konto
            > na nowe mieszkanie... Dopiero mam poczucie winy, bo miało być
            > dla dzieci i świadomość niewybaczalną, że jestem idiotką! takich
            > ludzi, jak ja, należałoby usypiać
    • Gość: Agne crash home IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.08.03, 23:47
      Zdarzyło się i mnie, mąż zaczął podejrzanie chować komórkę,
      włączał komputer akurat wtedy kiedy ja usypiałam dziecko
      (wysyłał smsy), pewnego pięknego niedzielnego poranka, sięgnełam
      po jego komórkę i przeczytałam wiadomości, których nie wiadomo
      czemu nie skasował.....z treści ok 15 smsów ewidentnie wynikało,
      że coś ich łączy. Jaka była moja reakcja? poczekałam na okazję,
      przpisałam wszystkie smsy jakie zdążyłam, a potem je
      wydrukowałam, żeby nie skasował i nie wmawiał mi że nie było
      sprawy. Pokazałam mu pytając co to ma znaczyć.....i kazałam mu
      wyprowadzic się do mamusi, na drugi dzień rano płacząc
      przepraszał i błagał żebym go nie wyrzucała, że nic ich nie
      łączy, że to tylko głupie smsy. Płakałam razem z nim ale byłam
      taka wściekła.....wyprowadził się, wysłałam mail do jego szefa,
      że pewnej pani w pracy sie bardzo nudzi i wysyła smsy do mojego
      męża z telefonu służbowego. Straszna zadyma w pracy, wstyd przed
      rodziną, wszyscy po mojej stronie, po tygodniu wrócił, a ja
      wyjechałam do koleżanki za granicę, żeby sobie odpocząć i dać mu
      czas do namysłu. Wyprułammu flaki i je podeptałam, teraz jest
      kochajacym mężem i świata poza mną i córką nie widzi, a moze
      lepiej się ukrywa? pewnosci nie będę miała nigdy. I ciągle się
      zastanawiam dlaczego? nasza córeczka miałą wtedy 9 miesięcy,
      ząbkowała, zupki,kaszki, pieluchy itp. było mi ciężko i może nie
      byłam idealaną żoną, ale to go chyba nie usprawiedliwia?
      • Gość: oak Re: crash home IP: iB.rudanet.com:* 23.08.03, 23:51
        a tak po za tym wszyscy zdrowi ?
        • Gość: Agne Re: crash home IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.08.03, 12:39
          A co miałam zrobić? wierzyc mu na słowo, że to się skończy, to by było
          śmieszne, jeżeli raz uszło by mu płazem pozwalałby sobie na więcej.
          • Gość: oak Re: crash home IP: iB.rudanet.com:* 24.08.03, 15:29
            "Wyprułammu flaki i je podeptałam, teraz jest kochajacym mężem i świata poza
            mną i córką nie widzi, a moze lepiej się ukrywa?"

            ja myśle, że Cię kocha, kocha do szaleństwa nic tak przecież nie nastraja do
            miłości jak alternatywa wybebeszenia. :-) I żadna inna miłość nie daje tyle
            satysfakcji jak bycie uwielbienym ze strachu. :-)

            p.s w wolnej chwili podziel się jeszcze jakimś sukcesem


            • Gość: Agne Re: crash home IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.08.03, 15:50
              mógł odejść do tamtej ja go na siłę nie trzymałam. A co ty byś zrobił na moim
              miejscu, geniuszu?
          • Gość: realista Re: crash home IP: *.nas1.cincinnati1.oh.us.da.qwest.net 24.08.03, 18:54
            No dobrze, wiec wrocil. Czyli albo nie zalezalo mu na tej
            drugiej az tak bardzo, po prostu w wiekszosci wypadkow nie
            chodzi o wiazanie sie z kazda nowa dupa ktora nas zafascynowala,
            albo ona go nie chciala na stale, albo ten twoj maz to w gruncie
            rzeczy tchorz, jak wiekszosc z nich - ot, podwinal pod siebie
            ogon jak natupalas, i przyczail sie. czeka na nowa dupe ktora go
            znowu zafascynuje. A Ty teraz masz go w domu. I co dalej -
            bedziesz go szanowac jako czlowieka, polegac na nim, dalej jest
            Twoim idealem mezczyzny?
            • Gość: Agne Re: crash home IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.08.03, 15:24
              nikt nie jest ideałem, ale to naprawdę wartościowy facet. Wtedy mieliśmy
              kryzys, maleńkie dziecko to naprawdę próba dla związku, obojgu było nam ciężko.
              Nie wiem czy to burza hormonalna po porodzie, czy przemęczenie, ale myslę że
              powinien wtedy jakos mi pomóc, porozmawiać, a nie szukac pocieszenia u innej.
        • Gość: Karol Re: crash home IP: *.rmgmarcom.com.pl 24.08.03, 14:47
          Gość portalu: oak napisał(a):

          > a tak po za tym wszyscy zdrowi ?

          i vice versa?
          • Gość: oak Re: crash home IP: iB.rudanet.com:* 24.08.03, 15:30
            a kolega z tej grupy

            "wstyd przed rodziną, wszyscy po mojej stronie"

            czy tez może świeży zaciąg ?
      • Gość: jar Re: crash home IP: *.ppi-sa.com.pl 24.08.03, 10:06
        nono niezle trzepnieta jestes...mieszac do prywatnych spraw srodowisko zawodowe
        kochanki meza..fiu fiu...az mi zal chlopa, mimo, ze kawal gnojka i mieczaka
      • Gość: oak Re: crash home IP: iB.rudanet.com:* 24.08.03, 15:28
        "Wyprułammu flaki i je podeptałam, teraz jest kochajacym mężem i świata poza
        mną i córką nie widzi, a moze lepiej się ukrywa?"

        ja myśle, że Cię kocha, kocha do szaleństwa nic tak przecież nie nastraja do
        miłości jak alternatywa wybebeszenia. :-) I żadna inna miłość nie daje tyle
        satysfakcji jak bycie uwielbienym ze strachu. :-)

        p.s w wolnej chwili podziel się jeszcze jakimś sukcesem
    • Gość: gość Coś w tym jest IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.08.03, 08:29
      Te wszystkie podchody obustronne, tłumaczenia - coś w tym jest.
      Na dodatek dam Wam pewien wywiad, tylko znajdę, chwilka. O jest.
      Coś o mężczyznach zdradzających. Wywiad z jednym takim
      zdradzającym, który napisał na ten temat książkę i niezły jej
      fragment. Znalazło się tam sporo prawdy o mężczyznach i
      spokojnie można dopasować ją do kobiet. Tak uważam.
      www.nnmag.net/nn/index.php?redir=mod_arts.php&id=284
      • Gość: LIBIAZAK IDEAŁ KOBIETY...!!!! IP: *.net.suport.pl / 192.168.100.* 24.08.03, 14:58
        Ideał kobiety?

        -Idealna matka dla moich dzieci, cudowna żona-partner,
        przyjaciel i wyuzdana, lubieżna suka, rajcująca mnie
        nieustannie.... Te trzy „elementy” w jednym.

        to odpowiedz Michała.W Pistoleta...tak do konca to można się z
        tym nie zgodzić..ale jak by tak było w praktyce to myślę że o
        wiele więcek facetów nie zdradzało by swoiuch żon...

        • Gość: barbara Re: IDEAŁ KOBIETY...!!!! IP: *.okym.enjoy.ne.jp 29.08.03, 17:34
          Chce zauwazyc, ze nie tylko mezczyzni zdradzaja zony, wiec
          nalezalo by spytac, jakiej lubieznosci oczekuja kobiety.Jakiej
          czulosci, jakiego zainteresowania ze strony partnera.
          Z zainteresowaniem przeczytalam wszystkie wypowiedzi i moja
          opinia jest nastepujaca:Olek-kontrowersyjna osoba, ktora ma
          okropna opinie o kobietach i lepiej dla kazdej, aby sie od
          niego trzymala jak najdalej i, bron Boze, nigdy nie zostala
          jego zona.
          Naom-zazdroszcze zonie.Fantastyczny facet-oczywiscie, ze w jego
          malzenstwie sa kryzysy, ale on napisal, ze"zbyt wiele by
          stracil".Super.Gratulacje.
          Opowiem wam moja historie.Mezczyzna pierwszy-po miesiacu
          znajomosci czulam, ze chyba zmienil obiekt zainteresowania.Po
          kolejnych dwoch tygodniach panienka zawiesila sie mu na szyi w
          mojej obecnosci.Nie odezwalam sie.Sytuacja byla oczywista.Ale
          zostalismy przyjaciolmi.Oczywiscie przez pierwsze lata moja
          przyjazn byla raczej watpliwa(bol wewnetrzny), ale chec
          zachowania godnosci zwyciezyla.
          Milosc druga, nieporownywalnie silniejsza od pierwszej.Szalona
          energia, wiara, ze gory jestem w stanie przenosic.Po siedmiu
          latach zaszlam w ciaze i okazalo sie, ze on nie chce sie ze mna
          wiazac na stale.Szokujaca wiadomosc, ze nasze porozumienie
          i "wyobrzenie",ze jestesmy dla siebie stworzeni jest tylko moim
          wyobrazeniem. Sytuacja niecodzienna-stan blogoslawiony.Byla
          klotnia telefoniczna, ktora zakonczylam rozlaczeniem sie.Nie
          bylo sensu dyskutowac.W jedenastym tygodniu poronilam.A on
          nawet o tym nie wie.
          Milosc trzecia-juz nie tak szalona.Z rezerwa.Ilez mozna ufac?
          Jestesmy malenstwem i nie wierze w cuda.Ale gdyby okazalo sie,
          ze to moja druga polowka- to super.Doloze staran, aby nam sie
          udalo.Oby i on( jak Noam) tez sie postaral.
    • Gość: annaw Re: Siła zdradzonych IP: *.rasserver.net 24.08.03, 10:05
      Niestety wokol mnie coraz wiecej par zdradzajacych.. tlumacze sobie ze to ten
      wiek czyli 30 lat. Sposrod znajomych az 7 par zyje w separacji, 2 sa juz po
      rozwodzie :( (ostatni rok). Przykre te statystyki acz prawdziwe..
      Uwazam, ze zdrada to chwilowy przyplyw emocji, i kazdy w jej sidla moze wpasc..
      byleby umial sie z tego szybko wyplatac.
      • Gość: Kalina Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.03, 11:17
        Zdrada jest gdzies w nas zakorzeniona, zdradzamy partnerow, przyjaciol,dzialamy
        pod wplywem emocji, ale trzeba tez wziasc na to poprawke,a moze faktycznie w
        naszym zyciu pojawil sie ktos bardzo wazny,moze druga milosc????
        Jestesmu ludzmi, mamy swoje uczucia,zwarcie zwiazku malzenskiego, podpisanie
        papierka nie gwarantuje nam, ze bedziemy ze soba do konca zycia.Po latach
        uczucia sie wypalaja i pozostaje:rutyna, przywiazanie,przyzwyczajenie,obowiazek
        wobec partnera i dzieci,dawno zapomina sie o wspanialych chwilach w
        narzeczenstwie i w pierwszych miesiacach malzenstwa,przestajemy dbac o
        milosc,czas zajmuja nam przyziemne sprawy,dom praca dzieci rodzina.W szarym
        dniu ginie pragnienie i pozadanie bycia z druga osoba,chodzi mi o seks, ktory
        staje sie nudny i brak w nim urozmaicenia.
        Wokol nas sa problemy i problemy i wtedy...no niestety posuwamy sie do zdrady
        jesli na naszej drodze pojawi sie ktos trzeci,staje sie to dla nas odskocznia
        od dnia codziennego.A moze nasz pierwszy zwiazek czegos nas nauczyl, byl dla
        nas podstawowka i moze doroslismy do tego aby po latach doswiadczen stworzyc
        naprawde udany zwiazek z innym partnerem czy partnerka.
        Czy juz musi byc tak ze skazani jestesmy na jednego partnera na cale zycie???
        Ludzie musza sie kochac, zeby byc razem,a gdy nie ma milosc?? to sami
        odpowiedzcie sobie na to pytanie.
        Mezczyzna czy kobieta ktora zdradza poprostu nie kocha swojego partnera.Jesli
        sie kocha to nigdy nie posunie sie do zdrady.
        Ludzie ktorzy mysla madrze, maja ambicje i honor poprostu sie rozstaja,nie
        robia scen zazdrosc,nie walcza o zwiazek bo to zawsze przynosi odwrotny skutek,
        ale czesto zdradzona osoba tego nie widzi, cieszy sie ze odzyskala partnera i
        ze zaczyna sie ukladac, ale jest w duzym bledzie.
        Cos z wlasnego podworka do wszystkich kobiet, jesli chciecie aby wasi partnerzy
        nigdy nie zdradzili musicie byc swietnymi kochankami.
        • Gość: Afp Re: Siła zdradzonych IP: 212.33.87.* 29.08.03, 13:23
          wszystko ladnie i slodko, mozna sie wzruszyc. Tylko zapomniales, ze zdrada to
          przede wszystkim klamstwo i nieuczciwosc. rozmawia sie, a nie lze, wtedy byly
          partner czuje sie potraktowany z szacunkiem
    • Gość: zdradzajacy A mnie pomoglo IP: *.acn.waw.pl 24.08.03, 17:59
      Ja zdradziłem zone - wiele razy. Fizycznie i psychicznie.


      I wiecie co - dzięki temu wszystkiemu doceniłem ją. Dowiedziałem
      sie co jest dla mnie naprawde wazne. Przekonałem się że zdradza
      sie zawsze pod wpływem chemii emocji. Trzeba brac na to poprawke.
      Emocje potrafia byc bardzo silne i ulegamy im, ale można także
      nad nimi nauczyc sie panowac. To znaczy myśleć głową a nie dupą
      (członkiem).


      Dzięki tym doświadczeniom mogłem podjąc starania zeby usunac
      problemy w moim małżenstwie. Zaczalem z Nia rozmawiac. Zaczalem o
      Nią walczyc. Usunałem wszystko co było dla mnie nieakceptowalne w
      związku. Teraz jest super.


      I napewno zdrada nie zwielokrotniła kryzysu małżeńskiego w moim
      przypadku. Wręcz przeciwnie - skłoniła mnie do usunięcia
      problemów.
      • Gość: to_ja Re: A mnie pomoglo IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 24.08.03, 18:26
        Oj, coś mi się wydaje, że to TY jesteś największym problemem w tym związku... "usunąłem wszystko, co było dla mnie nieakceptowalne" - no brawo! Nie podobało się TOBIE, to wyrzuciłeś. A gdzie tu miejsce na kompromis i akceptację partnerki?
        Mam nadzieję, że to tylko ja, przewrażliwiona, źle odczytałam twoje dobre i szlachetne intencje samonaprawy.
        A jeżeli jednak nie, to odwagi! - dokonaj tego najważniejszego cięcia i usuń się sam!
        • Gość: dorka Re: A mnie pomoglo IP: 62.233.197.* 24.08.03, 20:22
          mi tez pomoglo
          poznalam innych mezczyzn i w ten sposob moglam zrozumiec mojego meza
          zabawne
          niektorzy powiedza ze to absurd
          moze...
          to nie polegalo na jakims dopasowywaniu jego do mnie
          moje problemy malzenskie braly sie z braku zrozumienia sposobu myslenia mojego
          meza
          mialam kochankow i dzieki nim zrozumialam o co chodzi w zyciu mojemu mezowi
          po moich "skokach w bok" nasze malzenstwo jest o wiele bardziej zgrane
          ja go rozumiem i inaczej podchodze do wielu rzeczy
          cos w tym jest
          • Gość: zdradzajacy Re: A mnie pomoglo IP: *.acn.waw.pl 25.08.03, 01:05
            Gość portalu: dorka napisał(a):

            > mi tez pomoglo
            Ciesze sie, ze to nie tylko ja chodzilem tymi kretymi drogami.
            • Gość: bebe Re: A mnie pomoglo IP: *.centrala.kbsa / 10.51.1.* 28.08.03, 11:48
              Czytam i czytam, życie... Mam 37 lat kochającą mnie żonę, syna i
              udany związek. Znajomych w podobnym wieku. Każdy ma ,,panienkę
              na boku".Myślałem, że jestem nienormalny...Pogadałem i okazało
              się że tak też jest u innych. Dlaczego? Dlatego,że takie jest
              życie...żal mi tych kobiet które twierdzą inaczej.Przestańcie
              udawać. Czy wy (kobiety) wiecie ile szczęścia i miłości dałem
              znudzonym mężatkom. Każda z was tego pragnie tyle że nie
              wszystkie są do tego zdolne. I te są nieszczęśliwe w związku.
              Namawiam, dajcie się kochać, podziwiać, obdarowywać...i
              pielęgnujcie swoje małżeństwa, chyba że jesteście z
              prostakiem...trudno.
              • goshka Re: A mnie pomoglo 28.08.03, 12:01
                Gość portalu: bebe napisał(a):

                > Czytam i czytam, życie... Mam 37 lat kochającą mnie żonę, syna i
                > udany związek. Znajomych w podobnym wieku. Każdy ma ,,panienkę
                > na boku".Myślałem, że jestem nienormalny...Pogadałem i okazało
                > się że tak też jest u innych. Dlaczego? Dlatego,że takie jest
                > życie...żal mi tych kobiet które twierdzą inaczej.Przestańcie
                > udawać. Czy wy (kobiety) wiecie ile szczęścia i miłości dałem
                > znudzonym mężatkom. Każda z was tego pragnie tyle że nie
                > wszystkie są do tego zdolne. I te są nieszczęśliwe w związku.
                > Namawiam, dajcie się kochać, podziwiać, obdarowywać...i
                > pielęgnujcie swoje małżeństwa, chyba że jesteście z
                > prostakiem...trudno.

                Czytam, czytam i nie wierze wlasnym oczom. Twoim zdaniem panienka na boku to
                norma? W jakim Ty swiecie zyjesz czlowieku? Pomimo swoich 37 lat jestes
                strasznie niedojrzaly emocjonalnie. Chyba pozadanie pomylilo Ci sie z miloscia.
                Rozumiem, ze Twoja zona tez ma jakiegos facia na boku i Tobie absolutnie nie
                przeszkadza, ze jakis obcy facet obdarowuje Twoja zone szczesciem i miloscia?
                Szczerze wspolczuje takiego pustego zycia!
        • Gość: zdradzalem Re: A mnie pomoglo IP: *.acn.waw.pl 25.08.03, 01:03
          Gość portalu: to_ja napisał(a):

          > Oj, coś mi się wydaje, że to TY jesteś największym problemem w tym związku...

          Byc moze, ale sa bardziej istotne kryteria.
          Tak poza tym, to ze walczyłem oznacza, ze zmieniałem siebie. Przekonałem Ją. W tym sensie usunąłem problemy. Teraz jest moja. Otwarta dla mnie. Zdradzałem dlatego, że nie byla. To jest perspektywa kilku lat, wiec nie nie myle sie.
          A Ty jestes głupia. Koza.


          • Gość: alicja Re: A mnie pomoglo IP: 80.72.35.* 25.08.03, 09:22

            Twoja zona chyba o tym nie wiedziala, bo nie bylbys taki zadowolony z siebie.
          • Gość: głupia koza :) Re: A mnie pomoglo IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 25.08.03, 15:36
            Gość portalu: zdradzalem napisał(a):

            > Gość portalu: to_ja napisał(a):
            >
            > > Oj, coś mi się wydaje, że to TY jesteś największym problemem w tym związku
            > ...
            >
            > Byc moze, ale sa bardziej istotne kryteria.
            > Tak poza tym, to ze walczyłem oznacza, ze zmieniałem siebie. Przekonałem Ją. W
            > tym sensie usunąłem problemy. Teraz jest moja. Otwarta dla mnie. Zdradzałem dla
            > tego, że nie byla. To jest perspektywa kilku lat, wiec nie nie myle sie.
            > A Ty jestes głupia. Koza.
            >
            > Przecież nie wykluczam opcji, że mylę sie w swych osądach :) Ale tak się dziwnie sklada, że ten Twoj list zupełnie inaczej zabrzmial, niż ten pierwszy...
            Życzę szczęścia wszystkim pogubionym, którzy muszą zdradzać, żeby dowiedzieć się co jest dla nich w życiu ważne i o co warto walczyć. Każdy człowiek na szczęścia ma wolną wolę i oręż do tej walki może wybrać sobie według upodobań. Prawdę mówiąc przeraża mnie fakt, że dla niektórych zdrada bywa tym niezastąpionym środkiem prowadzącym do osiągnięcia pełnej samoświadomości...
            Ale w końcu czegóż się można po mnie spodziewać, głupia koza ze mnie :)))
          • Gość: Alusia Re: cieszę się że pomoglo IP: *.MAN.atcom.net.pl 28.08.03, 09:32
            tylko na jak długo?
      • Gość: KA Re: A mnie pomoglo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.08.03, 15:46
        Mnie też pomogło, znowu poczułam się piękna i pożadana, on miał żonę, ja męża,
        i bardzo daleko mieszkał, ale wolałam nie ryzykować, skończyłam to zanim na
        dobre się zaczeło. Szczęśliwasza i bogatsza o cudowne wspomnienia.
    • megxx Re: Siła zdradzonych 25.08.03, 11:53
      Po przeczytaniu postów w tym wątku mam takie wnioski:(jako, żem kobieta
      reprezentuję kobiecy punkt widzenia)
      1. Kobiety najczęściej zdradzają, gdy w związku jest coś nie tak, mężczyżni
      często pod wpływem chwili, emocji lub taktycznego działania kochanki-wpadają w
      jej sidła. Kochanki zaś działają z różnych pobudek, czasem chodzi o kasę,
      czasem to kobieta, która ma pustkę w domu, czy stałym związku.(Czyli mąż
      łatwiej może zapobiec zdradzeniu przez żonę).
      2. Jeżeli zdrada jest taka "jednorazowa", najlepiej, żeby nikt nigdy nie
      wyciągnął jej na światło dzienne.
      3. Jeżeli to romans, który jakoś zostanie odkryty i nie dochodzi do
      natychmiastowego rozpadu stałego związku pojawia się temat co po zdradzie.
      a) Strona zdradzana( ja wypowiadam się z kobiecego punktu widzenia!)zaczyna
      walczyć z kochanką o męża, różnymi sposobami, co w efekcie jak wynika z postów
      nie daje spokoju.A po wojnie zostają rany i zgliszcza.Często kobiety zdradzone
      dostają olbrzymiej siły do walki z kochanką, a potem spalają się w tym co
      zostaję z takiego wywalczonego(dla mnie jakoś nienaturalnego)związku z facetem.
      A potem tylko płacz....

      b) Strona zdradzana pyta męża kogo wybiera i pilnuje konsekwencji wyboru(taką
      szansę można dać tylko raz!). Nie myśli o tamtej, pracuje w swoim związku, na
      tym skupia sie w rozmowach z partnerem ( tu oczywiście założenie, że facet nie
      wybrał kochanki). Liczy sie jej relacja z mężczyzną(mężem , niemężem), a nie
      przeszłość, z której należy tylko wyciągać wnioski, a nie dźwigać ją ze sobą.

      Tak więc najpierw należy przemyśleć czego nam trzeba na dłuższą metę.
    • Gość: Ula Re: Siła zdradzonych IP: *.pl / 192.168.1.* 25.08.03, 21:35
      To co tu przeczytałam poraża dosadnością. Niestety to wszystko
      prawda. Mojej dobrej koleżance się to przytrafiło tzn zdradza ją
      mąż i teksty i zagrania kochanki i męża są jak wyjęte z tego
      artykułu.Widze ze jeszcze długa droga przed nią .... Ja tylko
      się zastanawiam czy warto się starać ratować związek którego tak
      naprawde nie ma skoro osoba zdradzająca zaangażowana jest
      uczuciowo gdzie indziej?
    • Gość: joa_boa Re: Siła zdradzonych IP: *.kosnet.pl / 10.106.5.* 25.08.03, 22:29
      Siła zdradzonych ( niektórych) być może polega na tym, że oni już wiedzą ( ci
      niektórzy), że oparcia należy szukać jedynie w sobie, w nikim innym. Ani w mężu
      (broń boże) ani w matce, ani w ojcu, ani w dziecku, ani w przyjacielu. Może to
      i banalne, ale - dla mnie - motto.
      • Gość: toska3 Re: Siła zdradzonych IP: *.clubnet.pl 26.08.03, 13:00
        Zgadzam się z joa-boa. Od zdrady mojego męża minęło 4 lata (romans trwał też 4
        lata o czym dowiedziałam się ze znalezionych w domu dowodów). Już zbierałam
        dokumenty do rozwodu, już byłam umówiona w sądzie, lecz jestem słabą kobietą,
        bałam się, że upokorzę się jeszcze bardziej w sądzie w czasie wiwisekcji
        naszego małżeństwa. Więc zostaliśmy razem. Co się zmieniło od tego czasu? mąż
        bardziej uważa na nowe znajomości, a ja go dyskretnie obserwuję i pilnuję. Też
        miałam pomysły na pisanie listów do jej mężą, do pracy, ale doszłam do wniosku,
        że nic mi to nie pomoże, bo kluczem zdrady była postawa mojego mężą. Za wszelką
        cenę chciał okazać się macho, zdobywcą serc niewieścich i narcyzem zakochanym w
        sobie. Praprzyczyną zdrady było zaufanie jakim go obdarzałam.Często wyjeżdżał
        samotnie, uważałam że nasza miłość jest tak wielka, że nic nie jest w stanie
        jej zagrozić. Panią poznał w czasie wyjazdu na wycieczkę zagraniczną, na którą
        nie mogłam pojechać ze względu na obowiązki służbowe.
      • Gość: afp Re: Siła zdradzonych IP: 212.33.87.* 29.08.03, 13:29
        Gość portalu: joa_boa napisał(a):

        > Siła zdradzonych ( niektórych) być może polega na tym, że oni już wiedzą ( ci
        > niektórzy), że oparcia należy szukać jedynie w sobie, w nikim innym. Ani w
        mężu
        >
        > (broń boże) ani w matce, ani w ojcu, ani w dziecku, ani w przyjacielu. Może
        to
        > i banalne, ale - dla mnie - motto.
        banalne? wlasnie dowiedzialam sie tego, dla mnie - koszmar! malzenstwo (dotad)
        bylo po to, aby dwie osoby razem byly przeciwko swiatu ...
        • bukfa Re: Siła zdradzonych 29.08.03, 18:23
          Gość portalu: afp napisał(a):


          > banalne? wlasnie dowiedzialam sie tego, dla mnie - koszmar! malzenstwo
          (dotad)
          > bylo po to, aby dwie osoby razem byly przeciwko swiatu ...

          Drofa Afp, rozumiem Cie lepiej niz bym chciala. Myslalam dokladnie tak samo -
          ze razem stawimy czola wszystkiemu. Bylismy przeciez tacy silni, tak mocno
          zakochani... Tylko nie przewidzialam ze atak na nasze szcescie nastapi nie z
          zewnatrz ze swiata, tylko ze srodka nas. Bo chyba tylko jedno z nas moglo nas
          rozdzielic...
          • Gość: alf Re: Siła zdradzonych IP: 212.33.87.* 02.09.03, 13:30
            masz dzieci?
            "mamusiu, a dawniej mówiłaś, że prawdziwa miłość nigdy się nie kończy."!
            Wtedy chce mi się zabijać
      • cossa Re: Siła zdradzonych 29.08.03, 20:20
        podpisuje sie wszystkimi dostepnymi klawiszami ;)
        pozdrawiam
        cossa

        Gość portalu: joa_boa napisał(a):

        > Siła zdradzonych ( niektórych) być może polega na tym,
        że oni już wiedzą ( ci
        > niektórzy), że oparcia należy szukać jedynie w sobie, w
        nikim innym. Ani w mężu
        >
        > (broń boże) ani w matce, ani w ojcu, ani w dziecku, ani
        w przyjacielu. Może to
        > i banalne, ale - dla mnie - motto.
        • kamfora Re: Siła zdradzonych 29.08.03, 20:55

          Gość portalu: joa_boa napisał(a):

          > Siła zdradzonych ( niektórych) być może polega na tym,
          > że oni już wiedzą ( ci niektórzy), że oparcia należy
          szukać jedynie w sobie, w nikim innym.

          To prawda, że oparcia nie należy szukać w innych ludziach.
          Ale człowiek sam dla siebie także nie może być oparciem.
          Jedynym oparciem jest Bóg, (wyjście poza człowieka).
    • Gość: Dawo Re: Siła zdradzonych IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 26.08.03, 01:55
      Pani Z.Milska-Wrzosińska radzi dokonywać przestępstw i stosować
      przemoc psychologiczną w stosunku do partnerów, żeby zapobiec
      zdradzie, która przestępstwem nie jest. Inmstruuje
      zainteresowanych, jak to robić. Wszystkie chwyty dozwolone.
      Ofiarom przemocy często trudno jest uwolnić się od prześladowcy,
      więc może on osiągnąć swój cel w postaci utrzymania związku.
      Jeśli komuś chodzi tylko o to, żeby mieć partnera na własność,
      to te rady są bardzo dobre. O uczuciach lepiej nie mówić. Ale
      zawsze istnieje możliwość, że ofiara się wymknie - jeśli nie
      będzie miała innej możliwości, to przez samobójstwo.
      • komandos57 Re: Siła zdradzonych 26.08.03, 01:59
        Gość portalu: Dawo napisał(a):

        > Pani Z.Milska-Wrzosińska radzi dokonywać przestępstw i stosować
        > przemoc psychologiczną w stosunku do partnerów, żeby zapobiec
        > zdradzie, która przestępstwem nie jest. Inmstruuje
        > zainteresowanych, jak to robić. Wszystkie chwyty dozwo
        VVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVVV
        To tak jak ja.Wyobrazam sobie ze moja partnerzyca jest renka i ta_ co ma ogonka.Jak chce sie w zly nastroj
        wprowadzic,to widze je jako osoby.By byc szczesliwym,widze je jako dwie szkapy z mamucimi dupami.
        • Gość: Marcin Re: Siła zdradzonych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.08.03, 08:37
          przeczytalem wszystkie Wasze opinie, trudno sie z nimi nie
          zgodzić, ale co powiecie kiedy dwie osoby stworzone dla siebie
          spotykaja sie, zakochuja i chca byc razem ale na drodze stoi
          maz, zona, ich rodziny a nawet dziecko, co zrobic kiedy wiedza
          ze to jest TO ze moze to jest ten szczesliwy moment w ich zyciu
          ale musz sie liczyc z innymi, czy takie przypadki nie istnieja,
          czy zawsze trzeba demonizowac, czy nie ma ani jednej pary
          powstalej na zgliszczach, ktora bylaby szczesliwa?
          • Gość: Magda Re: Siła zdradzonych IP: *.um.wlocl.pl 26.08.03, 11:42
            Gość portalu: Marcin napisał(a):

            > przeczytalem wszystkie Wasze opinie, trudno sie z nimi nie
            > zgodzić, ale co powiecie kiedy dwie osoby stworzone dla siebie
            > spotykaja sie, zakochuja i chca byc razem ale na drodze stoi
            > maz, zona, ich rodziny a nawet dziecko, co zrobic kiedy wiedza
            > ze to jest TO ze moze to jest ten szczesliwy moment w ich
            zyciu
            > ale musz sie liczyc z innymi, czy takie przypadki nie
            istnieja,
            > czy zawsze trzeba demonizowac, czy nie ma ani jednej pary
            > powstalej na zgliszczach, ktora bylaby szczesliwa?

            Ludzie, którzy spotykają swój ideał będąc w związku powinni
            przede wszystkim być uczciwi!!!!
            Pewnie, że takie rzeczy się zdarzają, wszystko może się zdarzyć,
            ale wtedy trzeba wybrać, i nie kręcić,że to nie jest łatwe!!!
            Wtedy nikomu nie jest łatwo, a najtrudniej żonie zdradzonej
            przez najbliższego przyjaciela - ona ma kogoś jeszcze rozumieć???
            Przepraszam, że piszę z pozycji kobiety, sugerując, że tylko my
            jesteśmy zdradzane - pewnie nie tylko.
            Ludzie bądźcie po prostu uczciwi - pewnie, że to wymaga podjęcia
            jakichś decyzji - ale to najprostsza recepta na tę nieprostą
            sytuację.
            • olek_m Kolejna Glupia Koza 26.08.03, 15:04
              Gość portalu: Magda napisał(a):

              > Ludzie, którzy spotykają swój ideał będąc w związku powinni
              > przede wszystkim być uczciwi!!!!

              Jak sobie dokladniej przemyslisz, co bys sama zrobila w takim przypadku, to
              dojdziesz do wniosku, jesli jestes madra, ze bys dokladnie tak samo sie
              zachowywala jak te wszystkie trojkaty malzenskie i niemalzenskie, ktore od
              Tristana i Izoldy zyly na swiecie.

              Nie ma co odkrywac Amerykai i wymyslec, jakies nowe zasady: poczytac troche
              Romeo i Julie, Abelarda i Helioze, Dekameron.

              > Pewnie, że takie rzeczy się zdarzają, wszystko może się zdarzyć,
              > ale wtedy trzeba wybrać, i nie kręcić,że to nie jest łatwe!!!
              A jest to latwe?


              > Wtedy nikomu nie jest łatwo, a najtrudniej żonie zdradzonej
              > przez najbliższego przyjaciela - ona ma kogoś jeszcze rozumieć???
              > Przepraszam, że piszę z pozycji kobiety, sugerując, że tylko my
              > jesteśmy zdradzane - pewnie nie tylko.
              > Ludzie bądźcie po prostu uczciwi - pewnie, że to wymaga podjęcia
              > jakichś decyzji - ale to najprostsza recepta na tę nieprostą
              > sytuację.


              Nie ma dobrych recept - na tym polega zycie!
              • Gość: glupia koza Re: Kolejna Glupia Koza IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 26.08.03, 19:42
                Ja bardzo przepraszam ale głupia koza może być tylko jedyna w swoim rodzaju i proszę nie nadużywać:)))
                Ludzie wylewają swe żale i problemy, dzielą się doświadczeniami, wymieniają poglądy, a Olek tymczasem ma świetną zabawę. Największe poczucie humoru mają podobno ludzie którzy potrafią się pośmiac z siebie...
                Ale co ja tam mogę wiedzieć, w końcu głupia koza ze mnie :D
    • Gość: wen pytanie do zdradzających i kochanek IP: *.radiomerkury.pl 26.08.03, 10:36
      jestem zdradzoną, opuszczoną zoną z dwójką małych dzieci. mój
      mąż wyprowadził się z domu mówiąc po 12 latach związku, że już
      mnie nie kocha. nie doceniałam go i teraz znalazł kogoś- wiele
      lat młodszego- kto to robi. nie podejmuje żadnych radykalnych
      kroków typu rozwód, spotyka się z dziećmi , tęskni za nimi. Mamy
      czekać i zobaczyć, czy nasza miłość wróci. To jego pomysł na ten
      czas. Dla mnie jest ten stan już do zniesienia ( trwa pół roku),
      potrafie znależć z nim pozytywy. ale dwa pytania nie dają mi
      spokoju-
      1. Czy można po prostu przestać kogoś kochać? czy może mu tak po
      prostu mnie nie brakować w zyciu?
      2. co mysli młoda panna, która zabiera z domu zonie i dzieciom
      faceta? czy ma jakies wyrzuty sumienia, stres, czy też uważa, ze
      robi dobrze, bo "uszczęśliwia" goscia?
      • Gość: jula Re: pytanie do zdradzających i kochanek IP: 62.29.248.* 26.08.03, 11:02
        dla mnie to głupota, niedojrzałość i sorry ale skurwysństwo - zachowanie
        Twojego faceta... bardzo współczuję...
        uczucia przychodza i odchodzą, za Tobą tez 15 lat temu szalał, dał nowe
        zycie...oczywiście czas ostudził fascynację ale to natrualne, haj pierwszych
        miłosnych porywów mija zawsze... miłość to troska, zainteresowanie,
        odpowiedzialność za to, co się oswoiło i za nowe życie... nie, nie ma we mnie
        zadnej tolerancji dla takich zachowań... jeśli czegoś mu w związku brakowało
        powinien wziąć się za naprawę a nie lądować w ramionach małolaty...
        a to, że Ty masz łaskawie czekać żeby On się zdecydował, żeby stwierdził, co
        dla niego ważniejsze wybacz ale nie umiem sobie wyobrazić takiego okrucieństwa
        zadawanego drugiemu człowiekowi... bardzo, bardzo wspólczuję, bo wiem, że to
        boli...
        • olek_m Twoja postawa jest niezmiernie niedojrzala 26.08.03, 14:09
          Gość portalu: jula napisał(a):

          > dla mnie to głupota, niedojrzałość i sorry ale skurwysństwo - zachowanie
          > Twojego faceta... bardzo współczuję...

          Jesli grasz w szachy, to musisz sie stosowac do regul szachow. Jak kochasz i
          jestes kochana, obowiazuja reguly milosci. I nie ma sensu tupac nozka, mowic ze
          to nie w porzadku. Po prostu tak jest...

          Tak jak Ty, jako kobieta powiedzmy 20 letnia, mozesz przebierac w ofertach i
          jest to dal Ciebie w porzadku, tak facet powiedzmy 30 -letni jest w sytuacji,
          ze moze wybierac, bo jest znacznie wiecej kobiet zainteresowanych dojrzalym
          facetem, niz facetow.

          Jesli kobieta nie jest w staniw wytworzyc ze swoim mezem wiezi, ktora przetrwa
          ten okres, to niestety jest ta przegrana. Taki jest rytm zycia kobiety,
          odmienny niz rytm zycia mezyzczny.

          Oczywiscie mozesz nie zgadzac sie, narzekac na rzeczywistosc. Jestes tylko
          kobieta.
          • Gość: głupia koza Re: Twoja postawa jest niezmiernie niedojrzala IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 26.08.03, 20:29
            olek_m napisał:

            > Jesli kobieta nie jest w staniw wytworzyc ze swoim mezem wiezi, ktora przetrwa
            > ten okres, to niestety jest ta przegrana. Taki jest rytm zycia kobiety,
            > odmienny niz rytm zycia mezyzczny.

            Do wytworzenia więzi potrzeba dwojga ludzi i to żałosna łatwizna zrzucać wszystko na kobietę. Ewentualnie można to nazwać nie łatwizną a typowo męskim punktem widzenia. Przepraszam, bo tu uraziłam wielu solidnych facetów - to jest tylko ( i na szczęście) typowo olkowy punkt widzenia.
            Takiego cynika nie widzialam jak żyję :) Ale co ja tam w końcu widziałam w życiu - głupia koza jestem i tyle :)
            • olek_m Re: Twoja postawa jest niezmiernie niedojrzala 27.08.03, 02:12
              Gość portalu: głupia koza napisał(a):

              > Do wytworzenia więzi potrzeba dwojga ludzi i to żałosna łatwizna zrzucać
              wszystko na kobietę.

              No tak, ale facet ma druga ;-)



              Ewentualnie można to nazwać nie łatwizną a typowo męskim punkte
              > m widzenia. Przepraszam, bo tu uraziłam wielu solidnych facetów - to jest
              tylko
              > ( i na szczęście) typowo olkowy punkt widzenia.
              > Takiego cynika nie widzialam jak żyję :) Ale co ja tam w końcu widziałam w
              ży
              > ciu - głupia koza jestem i tyle :)

              Jestem bardzo zadowolony, ze udalo mi sie wywrzec na Tobie takie szokujace
              wrazenie. Cyz chcesz sie zapisac do mojego Fan-clubu?
              • Gość: głupia koza Re: Twoja postawa jest niezmiernie niedojrzala IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 27.08.03, 13:55
                olek_m napisał:
                > Jestem bardzo zadowolony, ze udalo mi sie wywrzec na Tobie takie szokujace
                > wrazenie. Cyz chcesz sie zapisac do mojego Fan-clubu?

                Niedoczekanie, niedoczekanie...:P
                A poza tym to forum a nie czat, wiec już sobie daruję tego typu dyskusje z Tobą, bo to nie miejsce na nie zdecydowanie. Uważam, że sarkazmem i ironią lepiej się poobrzucać gdzie indziej, z szacunku dla innych uczestników tego forum. Ale ponieważ słowo "szacunek" jest Ci obce jak widać, po tym co tu wypisujesz, więc możesz przyjąć, że mnie przegadałeś - tak pewnie bardziej Ci będzie pasowało. Zadowolony?
          • Gość: doświadczona Re: Twoja postawa jest niezmiernie niedojrzala IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.08.03, 00:45
            olek_m napisał:

            > > Jesli grasz w szachy, to musisz sie stosowac do regul
            szachow. Jak kochasz i
            > jestes kochana, obowiazuja reguly milosci. I nie ma sensu
            tupac nozka, mowic ze
            >
            > to nie w porzadku. Po prostu tak jest...
            >
            > Tak jak Ty, jako kobieta powiedzmy 20 letnia, mozesz
            przebierac w ofertach i
            > jest to dal Ciebie w porzadku, tak facet powiedzmy 30 -letni
            jest w sytuacji,
            > ze moze wybierac, bo jest znacznie wiecej kobiet
            zainteresowanych dojrzalym
            > facetem, niz facetow.
            >
            > Jesli kobieta nie jest w staniw wytworzyc ze swoim mezem
            wiezi, ktora przetrwa
            > ten okres, to niestety jest ta przegrana. Taki jest rytm zycia
            kobiety,
            > odmienny niz rytm zycia mezyzczny.

            Reguły gry w miłość nie maja nic wspólnego z rytmem życia
            kobiety. W jednej odpowiedzi chciałeś pokazac dwa rózne punkty
            widzenia. Albo gramy w miłość i wtedy tylko to się liczy, albo
            mówimy o atrakcyjności seksualnej i liczbie parnerów, sposród
            których możemy wybierać - i wtedy rzeczywiście okazuje się, że
            dojrzały mężczyzna ma wieksze mozliwosci wyboru niż dojrzała
            kobieta.
            Dziwi mnie w tej dyskusji, że nikt nie wpadł na to, że można
            kochać jednoczesnie dwie osoby, że mężczyzna zafascynowany nową
            kobietą może nie chcieć lub po prostu nie umieć zerwać więzi
            emocjonalnej z poprzednią partnerką. Jeśli ktoś pragnie związac
            sie z inna osobą mając za soba 20 letni związek to jest mu
            bardzo trudno wyjśc z domu i zamknąc za sobą drzwi. Nie jest to
            proste dla obu stron. Reguły miłosci nie polegaja tylko na tym,
            że "tak się dzieje". Jeśli żyje się razem tyle lat, ma się
            dzieci, tysiące wspólnych doświadczeń, przyjaciół, rodzinę itp.
            to zadne nowe uczucie nie jest w stanie przekreślić całkowicie
            całej przeszłości.
            Zdradzane żony reagują bardzo ostro nie dlatego, że nie
            rozumieją reguł gry, ale daltego, że wali się cały ich świat, że
            czują się opuszczone, bezradne, że tracą kogos, kogo uważały za
            przyjaciela i najwazniejsza osobę w swoim życiu. Myslę, że nie
            jest najwazniejsze uczucie "bycia mniej atrakcyjną" i "niewartą
            miłości", choć to tez jest wazne. Najwazniejsze jest poczucie
            odrzucenia, odtrącenia ze strony kogoś, kto był w życiu
            najwazniejszy. Trudno się z tym pogodzic i nabrac dystansu do
            samego siebie i całej sytuacji. Jeszcze trudniej utrzymać
            przyjacieskie stosunki, które przy wspólnych dzieciach są dosyć
            wazne
            Ale jest to mozliwe. Przekonałam się o tym w praktyce. Meandry
            życia małżeńskie swietnie opisał Bergman w książce Sceny z zycia
            małżeńskiego. Polecam bo jest znacznie lepsze niż jakakolwiek
            psychoterapia
            Pozdrawiam
          • Gość: hmm Raaany jaki ten Olek glupi - skad tacy sie biora.. IP: 62.233.197.* 30.08.03, 17:29
            ...rozumiem ze jakies trudne dziecinstwo,
            jakies kompleksy nizszosci
            niedowartosciowanie itd...
            siedzi pewnie gdzies w swoim pokoiku przed monitorem i stuka w klawisze
            wyladowujac w ten sposob swoje frustracje
            Czlowieku - idz na spacer...
            wez moze cos na uspokojenie np. Neospazmine
            albo kwas foliowy bo stymuluje rozwoj nerwowy - (ooo... to naprawde by Ci
            pomoglo)
            USIADZ GDZIES W CISZY I POCZEKAJ AZ DOROSNIESZ!


      • Gość: Magda Re: pytanie do zdradzających i kochanek IP: *.um.wlocl.pl 26.08.03, 11:34
        Zdrada to nic innego tylko potworny egoizm. Liczenie na to, że
        mąż pomyśli ciepło o Twoich uczuciach i bólu, że zrozumie co
        musiałaś przeżyć jest po prostu niedorzeczne. Musisz pomyśleć o
        tym, czego Ty chcesz, czy Ty chcesz, żeby człowiek tak
        nielojalny wobec Ciebie znowu był u Twego boku? Po co? Co on Ci
        może dać? Czy kiedykolwiek będziesz mogła uwierzyć, że jest terz
        już jest lojalny? Nie powinnaś narażać się na trwającą latami
        niepewność. Jesteś młoda i silna, wytrzymałaś najgorsze, masz
        dzieci. Ojciec je kocha, będzie je kochał dalej. Tęskni? To on
        tak zdecydował, dziueci naprawdę szybko zaakceptują fakt, że
        tata mieszka osobno, tym bardziej, że mają mądrą mamę, która
        stara się rozumieć uczucia nawet tak nieuczciwej wobec niej
        osoby.
        Walcz o siebie - niezależną. To uczucie które Was łączyło już
        nigdy nie będzie takie samo, nieiwele tracisz.
        Drugi raz będzie straszniej.
        • olek_m Re: pytanie do zdradzających i kochanek 26.08.03, 14:15
          Gość portalu: Magda napisał(a):

          > Zdrada to nic innego tylko potworny egoizm.

          Egoizm jest prawem milosci.

          > tym, czego Ty chcesz, czy Ty chcesz, żeby człowiek tak
          > nielojalny wobec Ciebie znowu był u Twego boku? Po co? Co on Ci
          > może dać?
          Bzdurne pytanie. Powrot meza to sukces zdradzonej zony. Tego typu destrukcyjne
          uczucia nic nie daja. Taki sa warunki tej gry.

          Czy kiedykolwiek będziesz mogła uwierzyć, że jest terz
          > już jest lojalny? Nie powinnaś narażać się na trwającą latami
          > niepewność.

          Bo meska rzecz byc daleko, a kobieca wiernie czekac.


          Jesteś młoda i silna, wytrzymałaś najgorsze, masz
          > dzieci. Ojciec je kocha, będzie je kochał dalej. Tęskni? To on
          > tak zdecydował, dziueci naprawdę szybko zaakceptują fakt, że
          > tata mieszka osobno, tym bardziej, że mają mądrą mamę, która
          > stara się rozumieć uczucia nawet tak nieuczciwej wobec niej
          > osoby.

          To nie ma nic wspolnego z nieuczciwoscia. To jest po prostu to co jest.

          > Walcz o siebie - niezależną. To uczucie które Was łączyło już
          > nigdy nie będzie takie samo, nieiwele tracisz.
          > Drugi raz będzie straszniej.

          Jesli ktos ma tak pokopane pogaldy na zycie. Problemem jest ze z takimi
          pogladami w ogole nie jestes w stanie stworzyc zwiazku.
          • Gość: Magda Re: olek IP: *.um.wlocl.pl 26.08.03, 15:52
            Ty jak widać wiesz wszystko o życiu. Skąd tyle sobistej niechęci
            w Twojej odpowiedzi? Jasne, że na żadną sytuację w życiu nie ma
            recepty, dlatego - jeśli by mgła nie przesłoniła Ci oczu -
            zobaczyłbyś, że piszę o tym co JA myślę o tej sytuacji.
            A jak do sprawy ma się kwestia moich możliwości stworzenia
            dobrego związku? Po co ten ton, który - jak mniemam - miał mnie
            dotknąć?
            Starasz się być cynikiem, ale cynik nie musi być nerwowy.
            Wracając do Twojej wypowiedzi rozumiem, że wybaczyłbyś
            przyjacielowi, który wcześniej zadrwiłby z Ciebie umyślnie, w
            obecności osób, na których Ci zależy?
            Podziwiam.
            • Gość: Magda Re: olek IP: *.um.wlocl.pl 26.08.03, 15:59
              Przeczytałam sobie większość Twoich postów, i nabrałam do Ciebie
              sympatii, która - nie trudź się pisaniem - wiem, że jest Ci po
              nic.
              • olek_m Ale dlaczego? :-) 26.08.03, 16:23
                Gość portalu: Magda napisał(a):

                > Przeczytałam sobie większość Twoich postów, i nabrałam do Ciebie
                > sympatii
                ??
                • Gość: Magda Re: Ale dlaczego? :-) IP: *.um.wlocl.pl 27.08.03, 15:10
                  Bo zobaczyłam czupurnego szczeniaczka, który kąsa na prawo i lewo, myśląc, że
                  tak trzeba. Nie złość się ;)
                  • olek_m Re: Ale dlaczego? :-) 29.08.03, 16:32
                    Gość portalu: Magda napisał(a):

                    > Bo zobaczyłam czupurnego szczeniaczka, który kąsa na prawo i lewo, myśląc, że
                    > tak trzeba. Nie złość się ;)

                    Cokolwiek mowie i robie, kobiety mnie kochaja! :-)
        • Gość: Alis Re: pytanie do zdradzających i kochanek IP: *.powogaz.com.pl 27.08.03, 10:24
          Jakoś nie widzę tu opinii tych, z którymi się zdradza. Zdradzane
          żony najczęściej traktują męża jak małe bezwolne dziecko, które
          pozwoliło się uwieść zastawiającej na niego sidła kobiecie.
          Najczęściej to właśnie ona jest winna. Przyznam, że jestem
          zaskoczona metodami walki, jakich doradza autorka artykułu. Nie
          potrafię sobie wyobrazić ratowania związku przetrząsając
          kieszenie i pocztę partnera. Poza tym w większości przypadków
          zdemonizuje się zdradę. Ponoć jeśli się kogoś naprawdę kocha
          chce się, aby był szczęśliwy. A jeśli ten inny partner właśnie
          to szczęście mu daje?
          • megxx Re: prosta odpowiedź 27.08.03, 16:57
            W zasadzie jeżeli jest mi z kimś źle, to mówię o tym, próbuję coś zmienić, a
            nie najpierw szukam na boku, kłamię, oszukuję, wykorzystuję stały związek do
            prania, prasowania i robienia złej miny na wszystko. Czas mam dla drugiej
            strony, cierpliwość i pieniądze?
            Czy zdradzający może żyć bez kłamstwa. Samo to wiele tłumaczy. A jeżeli sam
            nie wie kogo woli: żonę, czy kochankę(nieraz one też maja stałe związki i nie
            palą sie do odejścia i zaczynania na nowo), to oszukuje i jedną i drugą. Gdzie
            tu wina zdradzanej żony?
            Tak więc właściwa kolej rzeczy-najpierw coś kończę, potem zaczynam nowe
            zlikwidowałaby problem zdrad na zawsze. Bo zdradzić(nie myślę o jednorazówce-to
            inny temat), mieć romans i wracać do żony???
      • megxx Re: wen 26.08.03, 12:48
        Niejedna zdradzona wolałaby by mąż odszedł, to czyni pewną jasność sytuacji.
        Nie mówię, że to łatwe, czy miłe, ale jak w sytuacji, że on z kimś sie spotyka
        w tajemnicy, być z takim człowiekiem w jednym domu, czy usiąść do wspólnego
        obiadu.
        Jeżeli Twój mąż widział, że jest źle, nie próbował naprawiać, a poszedł na
        łatwiznę, to znaczy, że nie jest Ciebie wart. Gdybym była na Twoim miejscu nie
        zgodziłabym sie na jego powrót, nawet na kolanach. Ale decyzja zawsze należy do
        Ciebie. Ojcem nie przestanie być i z tej roli powinien sie wywiązywać, ale nie
        można być współmałżonkiem tylko czasami, wedle własnego widzimisię, albo, albo.
        Nie licz też, że kochanki myślą o rodzinie oblubieńca, czasem są bardzo
        perfidne. Niedawno na forum były wątki, w których wręcz użalały się nad sobą i
        nadawały na "niedobre żony ". To egoistki, często wykorzystują mężczyzn, a
        wcale ich nie kochają, albo zakochują się bezprzytomnie i po trupach zdobywają
        faceta.


      • teodorek3 Re: pytanie do zdradzających i kochanek 29.08.03, 01:50
        > 1. Czy można po prostu przestać kogoś kochać? czy może mu tak po
        > prostu mnie nie brakować w zyciu?

        nietety może

        > 2. co mysli młoda panna, która zabiera z domu zonie i dzieciom
        > faceta? czy ma jakies wyrzuty sumienia,

        nie ma

        stres, czy też uważa, ze
        > robi dobrze, bo "uszczęśliwia" goscia?

        "uszczęśliwia" siebie, albo osiąga inne cele
        • Gość: nan Re: pytanie do zdradzających i kochanek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.03, 12:58
          teodorek3 napisał:

          > > 1. Czy można po prostu przestać kogoś kochać? czy może mu tak po
          > > prostu mnie nie brakować w zyciu?
          >
          > nietety może
          >
          > > 2. co mysli młoda panna, która zabiera z domu zonie i dzieciom
          > > faceta? czy ma jakies wyrzuty sumienia,
          >
          > nie ma

          ma wyrzuty sumienia,nawet nie wyobrazasz sobie jak duze.nie ma tylko prawa
          rozczulac sie nad soba,bo sama taki zwiazek wybrala
          >

          > stres, czy też uważa, ze
          > > robi dobrze, bo "uszczęśliwia" goscia?
          >
          > "uszczęśliwia" siebie, albo osiąga inne cele

          jakie cele moze osiagac??
          bycie kochanka nie jest szcegolnie zabawne, niemniej tak bywa

          pozdr
      • Gość: m odpowiedz IP: 62.233.197.* 30.08.03, 17:51
        Gość portalu: wen napisał(a):

        > 2. co mysli młoda panna, która zabiera z domu zonie i dzieciom
        > faceta? czy ma jakies wyrzuty sumienia, stres, czy też uważa, ze
        > robi dobrze, bo "uszczęśliwia" goscia?

        co mysli?... hmmm...
        staram sie nie myslec i wydobyc z tej sytuacji jak najwiecej dobrego
        gdy tylko pozwalam myslom sie wymknac to umieram z nipokoju
        kobieta i dzieci ktore zostawil dla mnie napawaja mnie lekiem
        boje sie
        ze do nich wroci
        ze kiedys moze tez ze mna tak postapic
        nie ufam mu
        boje sie ale go kocham i nie potrafie odejsc
        powinnam odejsc - przeciez to dzieci
        ale nie potrafie Probowalam sie uwolnic od niego
        zamknelam sie w domu na tydzien i nie wychodzilam nie odbieralam telefonu
        nie pozwolil mi odejsc
        a ja nie umiem uciec od tej milosci
        bardzo jej wspolczuje i szkoda mi dzieci
        Mysle ze duzo zalezy od mezczyzny
        to on mnie uwiodl - on nie pozwolil mi odejsc
        kocha mnie i potrafi mnie przy sobie zatrzymac
        potrafil mnie rozkochac w sobie tak ze teraz jestem jak w klatce
        klatka milosci -
        Czy naprawde myslisz ze wina lezy po stronie jego kochanki
        decyzje podjal Twoj maz
        Ja mam 20 lat on 38 - pomysl kto kogo wplatal w te sytuacje
        Kto z nas mial wieksze pojecie o tym co bedzie gdy on odejdze od rodziny
        To byla jego decyzja, inicjatywa i odpowiedzialnosc
        Gdyby mnie nie bylo to pewnie znalazl by sobie kogos innego
        zdrada tkwi w nim
        i jezeli z nim zostane - jezeli sie od niego nie uwolnie - moge byc za pare lat
        w Twojej sytuacji
        Nigdy nie myslalam ze pokocham takiego czlowieka - NIGDY

        • megxx Re: odpowiedz 30.08.03, 18:13
          Czy to zdrada "idealna", nikt poza wami o tym nie wie?
          • Gość: m Re: odpowiedz IP: 62.233.197.* 30.08.03, 21:53
            wiedza w zasadzie wszyscy
            on odszedl od zony - mieszkamy razem
            to juz 3-ci miesiac
            ja ide do szkoly od pierwszego
            jeszcze rok i "bede dorosla"
            • megxx Re: odpowiedz 31.08.03, 11:35
              Jeżeli mimo to on nie przestanie być ojcem, to może być zdrowsza sytuacja dla
              dzieci niż niesnaski pomiędzy rodzicami, chociaż i tak współczuję kobiecie,
              niełatwo samej zajmować się dziećmi. Gorzej byłoby gdyby on żył na dwa fronty,
              to jest zawsze podłe.
              Ale Twoja sytuacja wcale nie jest prosta, duża różnica wieku(w tym wieku-
              inaczej40-58), pomniejsza Twoją szansę na szczęśliwy długotrwały związek.
              Ale podobno najbardziej żałuje się w życiu niepodjętego ryzyka, Ty to ryzyko
              podejmujesz, powodzenia.
    • Gość: zdradzony Re: Co zrobić ?? IP: *.dip.t-dialin.net 26.08.03, 16:39
      Są jednak w życiu przypadki, że to żony nie są lojalne.
      Po 17 latach małżeństwa bez skoków na bok żadnej ze stron, stanąłem przed
      faktem niewierności połowicy.
      Zaczęło się niewinnie, ale przerodziło w jakieś chyba uczucie.
      Najbardziej tragiczne jest to, że pewne sygnały zostały przeze mnie
      zlekceważone. Wyłączona komórka, sporadyczne wyjścia wieczorne do koleżanki.
      Człowiek pochłonięty pracą i interesujący się światem początkowo nie zwraca na
      to uwagi, zwłaszcza gdy partnerka nie pracuje.
      W małżeństwie może nie układało się nam najlepiej, ale dorobiliśmy się paru
      rzeczy i zaczęliśmy żyć jak ludzie. Na pewno brakło z mojej strony
      dostatecznego zainteresowania żoną,opiekuczości (to niestety prawda a nie
      samooskarżanie się) za mało rozmawialiśmy, ja wolałem życie w ognisku
      domowym,a żona często mówiła, że nie zniesie takiej sytuacji i płakała.Brałem
      to za kobiece fanaberie i dlatego te początkowe sygnały, że może być nie tak,
      zlekceważyłem.
      I tak oto po 8 miesiącach, gdy zorientowałem się wreszcie, że coś złego się
      dzieje, odkryłem że żona często kontaktuje się telefonicznie a i zapewne
      spotyka z kimś innym. Szok totalny ! To mnie przerosło. Zareagowałem
      gwałtownie po wykryciu SMS od niego i zaczęło się. Niby dostałem jakieś
      wyjaśnienia, ale w miarę czasu żądałem więcej informacji, bo te co uzyskałem
      wydały się niewiarygodne. Minęły prawie 2 miesiące. Ja nie mogłem spać więcej
      niż 2 godziny dziennie. Zona też stała się nerwowa, nie chce więcej o tym
      mówić i dziś brakuje tylko przysłowiowej zapałki żeby małżeństwo rozpadło się.
      Tymczasem ja potrzebowałem tylko uczciwości. Informacji, co się przydarzyło
      naprawdę, bez względu na to jaka jest prawda.
      Być może cel swój wreszcie osiągnąłem, bo nie wydaje mi się żeby ktoś kto
      przysięga na życie własnego dziecka i imię Stwórcy mógł mówić nieprawdę.
      Jakieś uczucie było, ale nie doszło do najgorszego. Muszę w to wierzyć, bo
      także ich kontakty po mojej z nim rozmowie zostały zerwane przez obie strony a
      on sam wyglądał na bardzo spłoszonego, zapewnił mnie, że poza rozmowami i
      spotkaniami nic nie zaszło. Faktem jest, że żonie nie zdarzyło się nigdy
      wracać po nocy, nawet jeśli wychodziła do koleżanek.
      Zona mówi, że gdyby go kochała naprawdę, to zostawiła by mnie i nie
      zachowywała się w stosunku do mnie normalnie wówczas, a teraz nawet nie
      wyściubia praktycznie nosa sama.To było wg niej zauroczenie kimś kto ją
      dostrzegł jako mądrą kobietę i prawił komlementy.
      Wiele jej mówiłem o tym, że jak może uważać za wspaniałego faceta, który
      wiedząc że jest mężatką i ma dziecko spotyka się z nią w tajemnicy i opowiada
      jaka jest wspaniała. Ja też bym potrafił zbałamucić kobietę, zwłaszcza taką,
      która czuje się zagubiona i nieszczęsliwa.
      Zona poza tym przeprosiła mnie i powiedziała, że pogodzi się z każdą moją
      decyzją. Powiedziała, że kocha mnie bardzo, ale jeśli ja ją oddalę to trudno,
      może mnie zrozumieć i uszanuje każdą decyzję, ale prosi żebym jej nie
      zeszmacał. Jeśli jednak jej wybaczyłem, a w sumie ludzie robią gorsze rzeczy,
      to niech już skonczę to wypominanie, bo ona tego nie wytrzyma. Wypomina mi
      też, czy nie zauważyłem, że ja też się do tego przyczyniłem, a ona ostrzegała
      mnie, że puści się z pierwszym lepszym, który zwróci na na nią uwagę i da
      serce. To wszystko prawda i dlatego próbuję ratować nasz związek.
      Nie ma żadnej mowy żeby ona do niego poszła. Zdaje sobie sprawę, że to była
      wielka pomyłka, ale nie jest w stanie tego odwrócić.
      Co możecie mi poradzić ?????
      • Gość: Nick Crestone Re: Co zrobić ?? IP: *.jal.cc.il.us 26.08.03, 18:54
        Moge tylko powtorzyc rade, ktora jest czescia amerykanskiej kultury i ma wiele
        sensu:

        Zastanow sie, biorac wszystko pod uwage, czy bedzie Ci lepiej z nia, czy bez
        niej. I zastosuj sie do wlasnej konkluzji.

        Generalnie, kryzys nie zawsze musi byc katastrofa. Czesto kryzys daje szanse na
        stworzenie nowej jakosci. Panuj jednak nad nerwami. Powodzenia w nowym akcie
        zycia.


      • Gość: głupia koza Re: Co zrobić ?? IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 26.08.03, 20:15
        Wydaje mi się, że jeżeli chcesz uratować ten związek, przede wszystkim powinieneś posłuchać swojej żony. Jezeli Cię prosi abyś skończył wypominanie - zrób to, jeżeli prosi abyś jej nie zeszmacał - uszanuj ją choć odrobinę, jeśli mówi, że cię kocha - uwierz. To wszystko jest okropnie trudne, ale nie ma innej rady. A jeżeli słyszysz od niej, że jeteś wspólwinny, to po lekturze Twojego listu, wydaje sie być prawdą, niestety...Z tych paru zdań, które napisaleś widać, że ona nieustannie przekazuje Ci odpowiedź na pytanie - co zrobić? Zacznij jej wreszcie słuchać...I usłysz to co do Ciebie mówi, o co Cię prosi...
        Ja sądzę, że Twoja żona jest wspaniałą kobietą, schowaj swoją dumę do kieszeni i powalcz o jej uczucie bo warto.
        I to prawda, że po 17 latach małżeństwa, nie zdradza się z pierwszym lepszym, tylko z zupełnie innych powodów. Coś o tym wiem, choć moje małżeństwo ma "tylko" 13 lat...
        Ale w zasadzie to głupia koza jestem przecież :)))


        • Gość: zdradzony Re: Co zrobić ?? IP: *.dip.t-dialin.net 27.08.03, 08:44
          Gość portalu: głupia koza napisał(a):

          > Wydaje mi się, że jeżeli chcesz uratować ten związek, przede wszystkim
          powinien
          > eś posłuchać swojej żony. Jezeli Cię prosi abyś skończył wypominanie - zrób
          to,
          > jeżeli prosi abyś jej nie zeszmacał - uszanuj ją choć odrobinę, jeśli mówi,
          że
          > cię kocha - uwierz. To wszystko jest okropnie trudne, ale nie ma innej
          rady. A
          > jeżeli słyszysz od niej, że jeteś wspólwinny, to po lekturze Twojego listu,
          wy
          > daje sie być prawdą, niestety...Z tych paru zdań, które napisaleś widać, że
          ona
          > nieustannie przekazuje Ci odpowiedź na pytanie - co zrobić? Zacznij jej
          wreszc
          > ie słuchać...I usłysz to co do Ciebie mówi, o co Cię prosi...
          > Ja sądzę, że Twoja żona jest wspaniałą kobietą, schowaj swoją dumę do
          kieszeni
          > i powalcz o jej uczucie bo warto.
          > I to prawda, że po 17 latach małżeństwa, nie zdradza się z pierwszym
          lepszym, t
          > ylko z zupełnie innych powodów. Coś o tym wiem, choć moje małżeństwo
          ma "tylko"
          > 13 lat...
          > Ale w zasadzie to głupia koza jestem przecież :)))
          >
          Dziękuję Ci za parę miłych słów. Widzisz, ja też uważałem i chyba nadal uważam
          żonę za wspaniałą kobietę. Tym bardziej było dla mnie bolesne to odkrycie.
          Gdy przyniosłem żonie jej komórkę (spała wtedy)z wykrytym SMS a po chwili
          nastąpiły dwa telefony (on myślał, że wyszła z domu sama i włączyła komórkę, a
          jak odebrała jego SMS zaraz dzwonił),żona usiadła przestraszona i cicha jak
          nigdy. Powiedziała to nikt taki. A ja na to, że dlaczego pisze,że ją kocha ?
          I natychmiast dzwoni, a więc to nie przypadek.
          Wyszedłem z domu, żona widząc mnie na zewnątrz, smutnymi oczami i głosem
          powiedziała moje imię i żebym poczekał, bo to nie tak jak myślę.
          Jak wróciłem, chciała się przytulić a ja, że kto to jest i dlaczego mnie
          okłamała, że wogóle robili te wszystkie rzeczy a ja jestem tylko zwykłym
          jeleniem. Spłakała się i powiedziała, że on tylko dał jej to czego brakowało
          jej w naszym małżeństwie. Ciepło i czułość.Poza tym nic nie było.
          To wogóle zaczęło się przypadkiem od pewnego kursu. Zaprosił ją na kawę, potem
          jeszcze, pogadali a on podobno słuchał jej i nic nie żądał. Potem prawił
          komplementy, mówił jaka jest mądra i piękna, ot jak w życiu.
          Dodatkowo pytał się dlaczego jest taka niepewna w życiu, a jest tak
          wartościową kobietą. No i połknęła przynęta haczyk.
          Zona powiedziała mi, że w pewnym momencie poczuła się z nim bardzo dobrze i
          spokojnie. Czy to była miłośc ? Raczej nie, bo nie wracała by w takim
          przypadku do domu i nie spełniała obowiązków domowych czy małżeńśkich.
          Mówi, że nigdy nie zamierzała mnie opuścić, ale nie wie czy jak by trafiła na
          kogoś bardziej wartościowego i takiego, który by ją "omotał" czy nie nastąpiło
          by to. On był z innego kręgu kulturowego, więc w grę wchodziła też obawa przed
          tym, a poza tym nie był atrakcyjny fizycznie.
          Martwi mnie to, że on jak on, ale moja żona tak często do niego dzwoniła.
          Tłumaczy mi, że w sumie to ona go bardziej wykorzystała, bo rozbudziła w nim
          nadzieje, on ją zapraszał na kolacje w trakcie tych 8- miu m-cy i płacił, więc
          sama próbowała po tym, jak się zorientowała jak daleko zaszła, obrócić to w
          przyjacielski związek.Nigdy nie przyjęła od niego prezentów.
          Podobno on zaczął szaleć, ale jak mu przeszło, przeprosił, żona podjęła
          kontakty, telefonowała kilka razy w tygodniu. On zapewne jeszcze więcej, bo
          odkryłem to w pamięci domowego telefonu (szkoda że tak pózno !!!).
          Czy moje wywody tym bardziej Cię przekonują do opinii, że żona jest wspaniałą
          kobietą, która zapewne popełniła błąd (jak sama to przyznaje )i chce go
          usilnie naprawić (ale i ja muszę się zmienić), czy też może żona prowadzi ze
          mną jakąś grę, albo nie kocha mnie, tylko nie chce zepsuć małżeństwa po tylu
          latach ? A wogóle, to czy kobieta mająca dziecko i 30 kilka lat, potrafiła by
          tak perfidnie skłamać i wymyślić te historie ( część z tych faktów jest
          potwierdzona, więc to w miarę trzyma się kupy),składając w dodatku przysięgę
          na najwyższe w życiu wartości ?
          Nigdy dotąd nie było u nas zainteresowań osobami płci odmiennej w sensie chęci
          dokonania zdrady także fizycznej.
          A może jeszcze ktoś ma jakąś opinię ?
          Pozdrawiam

          • olek_m Re: Co zrobić ?? 27.08.03, 13:43
            Gość portalu: zdradzony napisał(a):

            > dokonania zdrady także fizycznej.
            > A może jeszcze ktoś ma jakąś opinię ?
            > Pozdrawiam

            mysle, ze nie masz innego wyjscia jak jej wierzyc. Nie martw sie, lepiej
            uwierzyc pieknej kobiecie, niz odrzucic ja z nieufnosci.
          • megxx Re: Co zrobić ?? 27.08.03, 14:34
            Mimo, że ludzie podpowiadają Ci o czym w zasadzie powinieneś pomyśleć, od czego
            zacząć(vide posty np Nick Crestone, głupiej kozy(nie rozumiem co prawda takich
            ników, czy moje-pt.sanacja), sprawiasz na mnie wrażenie osoby roztrząsającej
            zdradę, wręcz prześwietlającej ją na wszystkie strony. Jest już po fakcie.
            trzeba podjąć następny krok. Jaki? Poczytaj posty, zastanów sie co chcesz na
            przyszłość, nie tkwij w martwym punkcie, życie toczy się dalej, trzeba szukać w
            nim radości (aktywnie), a nie poddawać się!
            • Gość: głupia koza Re: Co zrobić ?? IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 27.08.03, 16:14
              megxx napisała:

              głupiej kozy(nie rozumiem co prawda takich
              > ników,

              jedno słowo bardzo prywatne odnośnie głupiej kozy - tak właśnie nazwał mnie jeden z uczestników tego forum w odpowiedzi na mój post. Rozbawił mnie tym do łez i dlatego tutaj tak zostalo :) A po raz pierwszy zalogowalam się mało interesujaco jako "to_ja" .
          • Gość: głupia koza Re: Co zrobić ?? IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 27.08.03, 16:37
            Jestem tak przekorną naturą, że jak coś jest bardzo popularne, i w modzie, i na czasie, na pewno się za to nie zabiorę. Jakiś czas temu jako bestseller weszla na rynek książka o kobietach z Wenus i facetach z Marsa. Nie dosyć, że tytuł wydawał mi się beznadziejnie infantylny, to jeszcze do tego poradnik? - ominęłam szerokim łukiem.
            A tego lata wypoczywałam w prawdziwej głuszy, gdzie nie bylo niczego absolutnie do czytania, tylko poniewierała się u jednej z osób ta książka. W pożądaniu drukowanego słowa - sięgnęłam po nią. I co? Jeśli chodzi o to, co pisze autor o kobietach - ja kobieta, podpisuję się dwoma rękami! I z tego co się orientuję, nie tylko ja:) To najczęściej tak wlaśnie jest, jak on pisze, takie są potrzeby, takie są niepewności, strachy i żale kobiece...
            W związku z powyższym nie wypadało mi nic innego jak przyjąć to, co jest napisane o facetach również jako prawdę. Ale tu już zamilknę z wiadomych względów :)))
            W tej książce znajdziesz teoretyczną odpowiedź na pytanie - co zrobić? A jak to zastosujesz w praktyce, to już Twoja sprawa :) Ja wierzę, że jak najlepiej, bo pierwszy krok już zrobiłeś - uświadomileś sobie, że zależy Ci na tym związku i chcesz działać!
            Powodzenia!
          • Gość: aiszka4 Re: Co zrobić ?? IP: srv1:* / 192.168.1.* 27.08.03, 18:18
            Gość portalu: zdradzony napisał(a):

            składając w dodatku przysięgę
            > na najwyższe w życiu wartości ?

            Dla mnie było bardzo ważne, że w końcu mój m. przystąpił razem ze mną do
            komunii w czasie mszy. Długo czekałam, aż pójdzie do spowiedzi, żeby jakoś się
            oczyscić.
            A po pewnym czasie okazało się, że poszedł do tej komunii bez spowiedzi. To
            mnie przeraziło chyba jeszcze bardziej, niż wszystkie jego kłamstwa razem
            wzięte:((
          • Gość: shf Re: Co zrobić ?? IP: *.193.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 29.08.03, 10:15
            Gość portalu: zdradzony napisał(a):

            Ja też bym potrafił zbałamucić kobietę, zwłaszcza taką,
            która czuje się zagubiona i nieszczęsliwa

            to dlaczego nie balamucisz swojej zony ????(balamucenie rozumiem jako
            mowienie jej jaka jest wspaniala - ilez to kosztuje??? dlaczego tego nie
            robisz? nawet gdyby wg ciebie nie byla, ilez to kosztuje??? czy jedno slowo
            uznania i komplement z twojej strony, sa tak wielkim kompromisem, ze nawet
            twojw zone na to nie zasluguje??? ) Nic dziwnego, znalazla takiego, ktory ja
            docenil, a nie robil jej laske, ze z nia jest.
            >

            i gdzie indziej piszesz:


            Czy moje wywody tym bardziej Cię przekonują do opinii, że żona jest wspaniałą
            kobietą, która zapewne popełniła błąd

            To nie onago popelnila, lecz ty!!! skoro nawet glupich pare komplementow od
            innego zawrocilo jej w glowie. Znaczy tylko, ze ty nigdy jej poczucia
            bycia "kims szczegolnym" nie dales. Taki wniosek nasuwa mi sie po przeczytaniu
            twoich postow.


            (jak sama to przyznaje )i chce go
            usilnie naprawić (ale i ja muszę się zmienić)

            czy to nie zbyt duze poswiecenie, kotku???

            , czy też może żona prowadzi ze
            mną jakąś grę, albo nie kocha mnie, tylko nie chce zepsuć
            małżeństwa po tylu
            latach ? Powiedz jej do diabla, jak bardzo cie rajcuje!
            albo daj jej szanse z kims innym!
            • Gość: zdradzony Re: Do shf IP: *.dip.t-dialin.net 29.08.03, 10:33
              Ależ robię to teraz !!!
              Wydaje mi się, że przed kryzysem też to robiłem, ale szczątkowo i byłem oschły.
              Zona mówi, że tego jej właśnie brakło i teraz nie może uwierzyć, że ja tak
              myślę. Boi się wręcz w to uwierzyć, aby nie obudzić się któregoś dnia znowu ze
              stanem sprzed kryzysu.
              Dlatego główny nasz problem to z mojej strony strach, że ona mogła z tym
              facetem kochać się duchowo i fizycznie. Mam co prawda jej przysięgę, że tak
              nie było, ale jak wiesz, wyobraznia pracuje.
              Problem mojej żony zaś, to strach, że mimo że teraz zachowuję się tak jak
              marzyła (poza moimi napadami związanymi z dociekaniem dlaczego mi to zrobiła i
              co zaszło, choć prawie wszystko już zostało powiedziane), wrócę do zachowania
              z przeszłości i sen się skończy.
              Zona znajduje się w chwili obecnej w wielkiej depresji.Myślę, że trzeba jej
              uwierzyć w jej wersję wydarzeń.
              Napisz pls.
              Pozdrawiam
              • Gość: shf Re: Do shf IP: *.193.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 29.08.03, 10:56
                Gość portalu: zdradzony napisał(a):

                > Ależ robię to teraz !!!
                > Wydaje mi się, że przed kryzysem też to robiłem, ale szczątkowo i byłem
                oschły.
                > Zona mówi, że tego jej właśnie brakło i teraz nie może uwierzyć, że ja tak
                > myślę. Boi się wręcz w to uwierzyć, aby nie obudzić się któregoś dnia znowu
                ze
                > stanem sprzed kryzysu.
                > Dlatego główny nasz problem to z mojej strony strach, że ona mogła z tym
                > facetem kochać się duchowo i fizycznie. Mam co prawda jej przysięgę, że tak
                > nie było, ale jak wiesz, wyobraznia pracuje.
                > Problem mojej żony zaś, to strach, że mimo że teraz zachowuję się tak jak
                > marzyła (poza moimi napadami związanymi z dociekaniem dlaczego mi to zrobiła
                i
                > co zaszło, choć prawie wszystko już zostało powiedziane), wrócę do
                zachowania
                > z przeszłości i sen się skończy.
                > Zona znajduje się w chwili obecnej w wielkiej depresji.Myślę, że trzeba jej
                > uwierzyć w jej wersję wydarzeń.
                > Napisz pls.
                > Pozdrawiam

                wiesz, ja tez wygzrebuje sie z wielkiego kryzysu. Moj mazciagle mi mowil jaka
                jestem wspaniala, ale dla mnie bylo to a duzo (polskie wychowanie, on nie jest
                polakiem) wiec przestal.

                A ja... ciagle oczekiwalam czegos lepszego od niego, cokolwiek zrobil nie bylo
                wystarczajaco dobre (jest utalentowanym czlowiekiem, ale b. odmiennym
                kulturowo).. duzo by pisac. Po jakims czasie, ciagle przeze mnie krytykowany
                nawiazal internetowa znajomosc ( tylko dlatego, ze ja ciagle siedzialam na
                forum gw i czul sie wyalienowany, bo nie zna polskiego) Kobitaka miala podobne
                zainteresowania, co on - malarstwo. Zaczeli sie wzajemnie inspirowac. A ja
                ciagle na forum GW. On chce zjesc razem kolacje,a ja na moich polskich
                odjazdach. On nic nie rozumie. Zaczyna podejzewac, ze kogos mam w necie
                (bzdura, ale jak udowodnic?)nawiazuje wlasne znajomosci. trafia na kogos o
                podobnych zainteresowaniach. rtystyczych. On jest dla niej inspiracja, ona dla
                niego... Ja pomagam mu wysylac kartke z zyczeniami urodzinowymi do nej. On mi
                wciaz sygnalizuje, ze potrzebuje wiecej mojej uwagi. Ja to ignoruje. On mowi
                mi wprost - potrzebuje zapewnienia, uznania, docenienia - ja na to : to co
                robisz jest dobre, ale mozesz lepiej, "not good enough".

                On sie wkurza, ma dosyc, chce odpoczac, byc zwyczajnym czlowiekiem docenianym
                za to ze jest taki jaki jest. chce czulosci, akceptaci, ja tez...
              • Gość: Dawo Re: Do shf IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 29.08.03, 11:44
                Gość portalu: zdradzony napisał(a):

                > Ależ robię to teraz !!!
                > Wydaje mi się, że przed kryzysem też to robiłem, ale szczątkowo i byłem
                oschły.
                > Zona mówi, że tego jej właśnie brakło i teraz nie może uwierzyć, że ja tak
                > myślę. Boi się wręcz w to uwierzyć, aby nie obudzić się któregoś dnia znowu
                ze
                > stanem sprzed kryzysu.

                Zamiast jej robić awantury daj na mszę dziękczynną, że chce Cię jeszcze
                słuchać, że chce Ci uwierzyć. Nie przyszło Ci do głowy, że to Ty ją pierwszy
                zdradziłeś? Więc jesteście co najwyżej fifty-fifty. Musiałeś jej nieźle
                dokopać, jesli boi się powrotu do poprzedniego stanu.
                Powiedział Ci ktos kiedyś, że Ci chyba sperma na mózg uderzyła, kiedy zwracałeś
                się do niego z czymś, co było dla Ciebie bardzo ważne? Potrafisz sobie
                wyobrazić, jak byś się poczuł, gdyby to zrobiła żona? Czy nie poczułbyś się
                zdradzony? No to wyobraź sobie, jak ona się czuła, kiedy traktowałeś
                informację, że czuje się nieszczęśliwa i nie może czegoś znieść, jako babskie
                fanaberie.
                Powiedzmy sobie szczerze - czuła się bardzo samotna, bo Ty ją opuściłeś, nie
                fizycznie, ale w sensie emocjonalnym. A jak znalazła kogoś, przy kim poczuła
                się znowu człowiekiem, to masz do niej pretensje? shf ma rację - miej je do
                siebie. A jak Ci się nie chce dawać jej minimum tego, czego potrzebuje, to
                przynajmniej pozwól jej otrzymywać to od kogoś innego.

                > Dlatego główny nasz problem to z mojej strony strach, że ona mogła z tym
                > facetem kochać się duchowo i fizycznie. Mam co prawda jej przysięgę, że tak
                > nie było, ale jak wiesz, wyobraznia pracuje.
                > Problem mojej żony zaś, to strach, że mimo że teraz zachowuję się tak jak
                > marzyła (poza moimi napadami związanymi z dociekaniem dlaczego mi to zrobiła
                i
                > co zaszło, choć prawie wszystko już zostało powiedziane), wrócę do zachowania
                > z przeszłości i sen się skończy.

                Na podstawie tego, co napisałeś przyprawienie rogów słusznie Ci się należało.
                Ciesz się, że sprawy nie zaszły dalej. Nie bardzo miała możliwość, żeby inaczej
                do Ciebie dotrzeć. Nie słuchałes przecież, kiedy mówiła.
                To, że dostrzegłeś swoje błędy i chcesz je naprawić, daje Wam szanse. Pod
                warunkiem, że jej obawy się nie sprawdzą. Przeszłości nie zmienisz, ale możesz
                zadbać o przyszłość. Najwyraźniej kocha Cie i chce z Tobą być. Od Ciebie
                zależy, czy nie wyjdzie jej to znowu bokiem.

                > Zona znajduje się w chwili obecnej w wielkiej depresji.Myślę, że trzeba jej
                > uwierzyć w jej wersję wydarzeń.

                Też tak myslę. I pomóc jej wyjść z tej depresji (chyba warto zasięgnąć porady
                specjalistycznej), a nie robić awantury.


                Pozdrawiam
                • Gość: zdradzony Re: Do Dawo IP: *.dip.t-dialin.net 29.08.03, 12:01
                  Dzięki za szczere do bólu słowa.
                  Teraz ratuję co mogę, ale nie wiem czasem co robić, żeby była pewna, że ja już
                  jestem innym człowiekiem.
                  W ogóle to jestem zbudowany tym, że tylu ludzi (w tym i TY)życzliwie
                  zareagowało na moje posty i pomaga mi. Nigdy wcześniej nie miałem takiego
                  zaufania do obcych w sumie ludzi.
                  Jeszcze raz dziękuję. Jak coś Ci przyjdzie jeszcze do głowy, to napisz, proszę.
                  Pozdrawiam.
                  zdradzony (?)
                  • Gość: Dawo Re: Do Dawo IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 29.08.03, 22:06
                    Przychodzi mi jeszcze do glowy, że jesteś ekstra Gość.
                    Wzbudziłeś mój szacunek i życzliwośc tym, że potrafisz przyznac
                    się do błędu i starasz się go naprawić. Życzę powodzenia Wam
                    obojgu.

                    Pozdrawiam
    • komandos57 Re: Siła zdradzonych 26.08.03, 23:13
      ojejku,oni to maja sile!!!!!!
    • Gość: lobo Re: Siła zdradzonych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.08.03, 08:37
      bardzo jednostronny tekst.ciagle te ucisnione zony,z którymi
      trzeba się liczyć! kochanki dostają marne resztki i nikt nie dba
      o ich uczucia.muszą godzić się ze wszystkim nie mając żadnej
      nadziei ,tylko strach i poniżenie.A do tego miły usmiech az
      cierpną policzki.A przecież kochają ,cierpią i marzą...
      Nie współczuję żonom z ich bachorami,kanapami i rodzinami i tym
      posiadaniem w niewoli mężczyzny,który jako młody człowiek miał
      pecha spłodzić im pierwsze dziecko a potem jakoś tak zostało.
      Bardzo czekam na sprawiedliwy tekst o kochankach i ich problemach
      • Gość: typ Re: Siła zdradzonych IP: 212.33.87.* 01.09.03, 13:34
        Nikt tych kochanek nie zachecal do zbierania resztek i cierpien. trzeba bylo
        szukac swiezego faceta, a nie niszczyc jakis zwiazek (nawet psujacy sie latwiej
        jakos naprawic, poki nie wkroczyla ta k..., z jaj miloscia i instynktem
        lowieckim. )
    • Gość: plutonka do lobo IP: *.acn.waw.pl 27.08.03, 12:03
      twój nick to rzecz jasna od lobotomii? zero mózgu tylko frustracja, ze zaden
      nie chce na stałe?
      • Gość: KR$ Re: do lobo IP: *.riz.pl / 192.168.15.* 27.08.03, 15:23
        A twoj od czego? Od promieniowania jonizujacego? Przeciez lobo to facet.
        • Gość: shf Re: do lobo IP: *.193.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 29.08.03, 10:36
          Gość portalu: KR$ napisał(a):

          > A twoj od czego? Od promieniowania jonizujacego? Przeciez lobo to facet.


          po przeczytaniu ostatnich trzech wpisow postuluje: panowie robcie sobie dobrze
          w odbytnicach innych panow!!!

          i nie wykorzystojcie pan jako toalety do spuszczania spermy. A jak juz to
          zrobicie to.... pozostalosc w postaci potomstwa jest wasza odpowiedzialnoscia
          rowniez. I tej pozostalosci stan emocjonalny tez.

          Zycie nie jest wkladaniem do dziurki bez konsekwencji (chyba, ze jest to jak
          powyzej, wkladaniem do odbytnicy) jak chcecie sobie robic dobrze... to
          niestety trzeba sie zobowiazac.
          A nie... ona mi nie daje (bo po porodzie) to se inna znajde. I od 170 postow w
          tym watku taki wybryk nieodpowiedzialnosci nazywany jest "miloscia"
          zauroczeniem" blah, blah, blah....

          znajdujcie sobie te inne, ale pamietajcie, ze te wasze dzieci, do ktorych
          zateskinicie po odjazdowym milosnym zawirowaniu nr. 36 w wieku lat 63,
          powiedza wam "pier... sie tatus!". I wy w swietym oburzeniu listy na roznych
          forach bedziecie pisac o swoich popier..... malzonkach, co to dzieci
          przeciwko wam "nastawily". albo ten sk..wiel, co to teraz z nia jest dziecko
          wasze zbalamucil". i to biedne 30 letnie dziecko nie chce z Wami kolesie
          rozmawiac na lozu smierci... tak samo zreszta, jak wasze panienki, ktore tez
          juz se kogos innego znalazly...



          Bogu dzieki za te woilnosc!!! Milosc jest najwazniejsza i fizyczne
          przyciaganie!!! Jak jedna sie znudzi, szukajmy drugiej... dzieci, rodzina,,,
          wiezy???? 19 sto wieczne pfrzesady!!!

          Bez przesady!!!!
          • goshka brawo! 29.08.03, 21:50

            > po przeczytaniu ostatnich trzech wpisow postuluje: panowie robcie sobie
            dobrze
            > w odbytnicach innych panow!!!
            >
            > i nie wykorzystojcie pan jako toalety do spuszczania spermy.

            Swietne, naprawde!

            >
            > Zycie nie jest wkladaniem do dziurki bez konsekwencji (chyba, ze jest to jak
            > powyzej, wkladaniem do odbytnicy) jak chcecie sobie robic dobrze... to
            > niestety trzeba sie zobowiazac.
            > A nie... ona mi nie daje (bo po porodzie) to se inna znajde. I od 170 postow
            w
            > tym watku taki wybryk nieodpowiedzialnosci nazywany jest "miloscia"
            > zauroczeniem" blah, blah, blah....

            Zgadzam sie w 100%. Tez uwazam, ze niektorzy to chyba nie potrafia odroznic
            pozadania od milosci, a zreszta najwyrazniej nie wiedza, czym jest milosc,
            odpowiedzialnosc, uczciwosc i wiernosc. Najbardziej wspolczuje ich dzieciom, az
            strach pomyslec, co z nich wyrosnie, kiedy maja takie wzorce w domu.
            Serdecznie pozdrawiam i dzieki za odrobine normalnosci, bo juz sie zaczynalam
            zastanawiac, czy ja jakas niedzisiejsza jestem, bo mam meza, dziecko i nikogo
            na boku??
    • Gość: Alusia Re: Siła zdradzonych IP: *.MAN.atcom.net.pl 27.08.03, 16:12
      moj mężus ukochany dwa lata temu poznał pewną panią i tak się
      zafascynował ze postanowił się z nia zaprzyajxnic. Ok. nie
      miałam ni c przeciwko temu – wiadomo poznawanie nowych ludzi,
      przyjazn itd. to sa dla mnie cenne wartosc wiec dostał moje
      przyzwolenie – no i pacan tylko na to czekał... ta pani byla
      obecna w naszym malzeństwie przez ostatnie 2 lata, dzien w
      dzien, minuta za minuta – a ile to ja się nasłuchałam jaka to
      ona biedna, nieszczęśliwa, cudowna, jak to jej się z mężem nie
      układa itd. a ten mój dureń ją pocieszał... no i oczywiście że
      to nie jest zdradzanie, bo on mnie o wszystkim lojalnie
      informuje i nawet jak po pracy wraca najpierw do niej a potem do
      domu to przeciez nic takiego... i jak razem na urlop wyjeźdzają
      to tez nic nie znaczy... zastanawiałm się tylko dlaczego pani ta
      swojego męża nie poinformowała o tej przyjaźni z moim mężem ...
      ale to wszystko nic jeszcze, bo pani ta wpadła na genialny
      pomysł, żeby się także i ze mną zaprzyjaźnić!!!! No tego już nie
      zniosłam!!! pani ma teraz dziecko (z moim czy swoim męzem? nie
      wiem, ona też chyba nie wie, ale aż mnie jezyk swierzbi, żeby
      jej męża zapytać ...)chore prawda? też tak sądze, dlatego
      zostawiam ich obydwoje, niech sie pocieszaja wzajemnie w tych
      nieszczęsciach swoich życiowych!!!
      • megxx Re: ????? 27.08.03, 17:02
        Czy on jest jeszcze Twoim mężem? Jak to wytrzymałaś, nie wierzę, że było
        bezbolesne przez dwa lata?
        • Gość: Alusia Re: ????? IP: *.MAN.atcom.net.pl 27.08.03, 17:46
          ooo tak, ciągle jest moim mężem, nawet ostatnio wpadl na pomysł, że się we mnie
          zakocha i wszystko między nami będzie dobrze, bo ta pani otworzyła go na
          uczucia (!!!) nie wiem jak to wytrzymałam, poprostu nie zastanawiałam się nad
          tym... sytuacja była chora, a ja w tym wszystkim chyba też najzdrowiej się nie
          zachowałam...przyzwoliłam na ten romans, a potem chyba cięzko było to
          zatrzymac... nie wiem!
          • megxx Re: ????? 27.08.03, 18:02
            Pewności pewnie nie będziesz mieć, ale, czy mąż zakończył romans?
            Skoro on zobaczył znowu Ciebie, to może są szanse na wspólną przyszłość?
            Nie bierz na siebie odpowiedzialności, za to co się stało i odetnijcie się od
            rozpamiętywania zdrady. A może faktycznie Wasza miłość rozpali sie nowym ogniem.
            • Gość: aiszka4 Re: ????? IP: srv1:* / 192.168.1.* 27.08.03, 18:26
              megxx napisała:


              > i odetnijcie się od
              > rozpamiętywania zdrady.

              Pamięć to nie jest światło, które można wyłączyć jednym pstryknięciem.
              Po przeżyciach z dzieciństwa i młodości, nie raz budziłam się z płaczem, będąc
              już szczęśliwą żoną. A wcale nie "rozpamiętywałam" przeszłości, na codzień
              wcale o nie nie myślałam.
              • Gość: Alusia Re: megxx IP: *.MAN.atcom.net.pl 27.08.03, 18:58
                megxx - to bardzo romantyczne co piszesz i w ogóle takie dobre i piękne,
                odetnijcie się od przeszłości i miłośc rozpali sie na nowo... ja już w to nie
                wierzę! nic się nie rozpali ... a to, że mój ukochany mężuś nagle mnie
                zobaczył - jak mu pieniążków własnych na życie nie starczyło to sie biedak
                ocknął - po przcież ktos musi go utrzymywac a tamta nie chce!!
                • megxx Re: Alu 27.08.03, 19:06
                  A dlaczego Ty chcesz? Przyjęłaś po zdradzie i dokładasz do tego?
                  Czegoś nie rozumiem. Będziesz teraz jędzą co na każdym kroku będzie wracać do
                  przeszłości? Czy będziecie tzw. białym małżeństwem-też wyjście, ale po co to
                  finansować samej?
                  • Gość: Alusia pozwoliłam na zdradę IP: *.MAN.atcom.net.pl 28.08.03, 09:16
                    chyba głupia jestem potwornie... ja mu pozwoliłam wtedy na to, bo on był
                    biedny , nieszczęsliwy w życiu, zostawił przyjaciół w związku z przeprowadzką,
                    stracił pracę itd... taki splot niekorzystnych okolicznosci... myślałam, że mu
                    to pomoże, ta nowa znajomośc... głupota nie zna granic... ale myslę sobie
                    teraz, że nawet bez mojego przyzwolenia to i tak by to się stało... więc nawet
                    może było to odwrotnie... najpierw oni się zakochali a ja potem udałam, że
                    pozwalam... nie wiem! a potem pozwoliłam swojemu mężowi wmówić sobie, że to
                    moja wina, bo jestem beznadziejna, źle piorę, źle sprzątam, źle gotuję, za
                    poźno wracam z pracy, mam za dużo pasji, roznosi mnie energia... itd. wszystko
                    źle! teraz też on uważa, że to moja wina i że to przezemnie te jego uczucia do
                    tamtej kobiety... i jeszcze uważa, że nie powinnam nawet źle mówić o tamtej, bo
                    ona taka dobra, taka czysta, szlachetna, ma takie dobre intencje... a ja nie
                    jestem aniołem! a teraz jak jest już po wszystkim to moglibyśmy nawet wszyscy
                    żyć w przyjaźni (!!!!) ale ja nie chcę!!! i znowu jest źle! bo jestem zawzieta
                    suka, która nie umie odgrodzic sie od przeszłości! ja już sama nie wiem czy ta
                    sytuacja jest choćby odrobinę normalna? straciłam obiektywizm...
                    • megxx Re: pozwoliłam na zdradę 28.08.03, 12:06
                      Jaki jest stan na dzień dzisiejszy? Czyżby on nie zakończył tamtego związku?
                      Pamiętaj: nie bierz winy na siebie za to co zrobił on. Nawet gdybyś nie prała i
                      nie gotowała, a jego by to drażniło, to mógł o tym rozmawiać, a nie zdradzać
                      Cię. Mógł odejść, a nie grać na dwa fronty.
                      Jeżeli teraz mimo, że jest z Tobą, ciągle drąży jej temat, zapytaj, kogo
                      wybiera, z pełnymi konsekwencjami i warunkami z Twojej strony, bo Ty możesz w
                      jego oczach być niedobra(to może świadczyć, że jednak tamtą ma w głowie), ale
                      jak wybierze Ciebie, to..... Bądź konsekwentna, postaw takie warunki jakie
                      chcesz.
                      A z drugiej strony, czy nie myślałaś, żeby tak po prostu pokazać mu drzwi?
                      Czy facet jest bez honoru i trzeba najpierw przeprowadzić rozwód z jego winy?
                      • Gość: Alusia Re: pozwoliłam na zdradę IP: *.MAN.atcom.net.pl 28.08.03, 12:43
                        megxx- na dzisiaj wygląda to tak... pokazałam mu drzwi... ale został, wybrał
                        mnie, obwieścił mi to i teraz żada żebym się cieszyła, a ja się nie cieszę,
                        dlaczego? zgdanij kto go pocieszał jak się rozstali - ja sama! postawiłam
                        warunki- chcę mieć zdrowy związek, na początek bez obecności trzeciej osoby w
                        związku... było dobrze przez miesiąc, może dwa... uwierzyłam, że uda się... i
                        co? mój mąż już zapomniał co zrobił, znowu się spotykają, znowu to tylko
                        przyjaźń bo ona ma problemy i znowu moja wina, że jestem nietolerancyjna! może
                        to i tylko przyjaźń, ale ja nie chcę, żeby obecności tamtej, drażni mnie,
                        irytuje... i myślę sobie, że powinien chyba być bardziej taktowny w stosunku do
                        mnie i przynajmniej milczeć na jej temat przy mnie... a co do rozwodu - to
                        chyba wolałabym uniknąć - bo zapowiadałby się niezły koszmar na parę ładnych
                        lat! męzowi nie zależy na rozwodzie, myślę, że ta sytuacja jest dla niego
                        wygodna i emocjonalnie i finansowo. A dla mnie - ja sama w tej chwili nie wiem
                        co mam o tym wszystkim sądzić... narazie zaczynam to analizować i patrzeć na
                        inne związki, jak wyglądaja... bo może tak właśnie jest między ludxmi...że się
                        zdradzaj, wracaja, porzucają, jest im ze sobą wygodnie, panienka na boku to
                        standard i nie warto do tego przywiązywać wagi... a miłośc to tylko wspólnota
                        majątkowa... itd
                        • megxx Re: pozwoliłam na zdradę 28.08.03, 12:59
                          Wyraźnie widać, że nie chcesz tego w czym tkwisz. Mąż wybrał Ciebie, a teraz
                          ją. Druga szansa się nie należy. Powiedz mu,żeby sie wyniósł.(Czyje
                          mieszkanie,jeśli można zapytać, macie dzieci?) Wbrew pozorom rozwód nie jest
                          czymś nie dla ludzi, a załatwia pewne sprawy. Mogłabyś wystąpić o rozwód z jego
                          winy. Wtedy jedyny winny rozkładu małżeństwa płaci za wszystko, łącznie z Twoim
                          adwokatem(warto-daje podobno luksus psychiczny i autentycznie pomaga).
                          Chcesz mieć taką codzienność jaką masz?
                          • Gość: Alusia Re: pozwoliłam na zdradę IP: *.MAN.atcom.net.pl 28.08.03, 13:09
                            nie zapłaci za nic - nie ma z czego... nie mamy dzieci - nie chciał! ale teraz
                            wpadł na pomysł, żebysmy mieli, bo to scementuje nasz związek... jasne...
                            wszystko jest nasze wspólne... 9 lat małżenstwa... a najbardziej mnie teraz to
                            już bawi, ale kiedyś bolało bardzo - jak mój mąz opowiadał, jakiego ona ma
                            strasznego męża, nic się nią nie interesuje, w niczym nie pomoże... a u nas...,
                            ja też ze wszystkim, zawsze sama!
                            • megxx Re: pozwoliłam na zdradę 28.08.03, 13:26
                              Dlaczego martwisz sie za niego, co Cie obchodzi skąd weźmie pieniądze jak mu
                              sąd każe zapłacić, przecież wtedy to już nie będzie Twój mąż.
                              A to mieszkanie w końcu czyje?
                              Jest też inne wyjście-ochładzasz z nim rozmowy na jego tematy. Stroisz się i
                              znikasz(niech myśli, że masz kogoś), to czasem działa. Zaangażuj jakąś bliską
                              koleżankę, by Cię poukrywała-nie będziesz przecież wystrojona po ulicy latać,
                              ale nigdy nie mów, że z kimś sie spotykasz, bo to mogłoby być wykorzystane
                              przeciw Tobie. Chodzi o wytworzenie takiej atmosfery Twojej psychicznej
                              niezależności od męża.
                              A co do tamtej zaproponuj, że zapytasz jej męża, czy nie przeszkadza mu, że
                              Twój jest taki obecny w ich życiu(czy coś podobnego)? Ciekawa jestem, czy to
                              nie wywołałoby paniki.
                              • Gość: Alusia Re: pozwoliłam na zdradę IP: *.MAN.atcom.net.pl 28.08.03, 13:51
                                to myślenie o jego zobowiązaniach - to z przyzwyczajenia... od lat spłacam jego
                                długi... dom - wspólny... mamy dosyć duży majątek do podziału... szczerze
                                mówiąc byłoby mi żal stracić, to wszystko... i od razu podkreślam, to jest
                                nasze wspólne... tak myśle, że to też jedna z przyczyn dla których wciąż
                                walczę... wiesz, kilka razy informowałam, że powiem jej męzowi, a efekt -
                                awantura w domu, i że on nie pozwoli mi zniszczyć tego czystego uczucia (w
                                pewien sposób mnie to ujęło, że nie jest tchórzem i nie mówi jak to w takich
                                wypadkach faceci mówią, że kochanka nic nie znaczy itd...)jestem psychicznie
                                uzależniona od niego prawda? to widać...
                                • megxx Re: pozwoliłam na zdradę 28.08.03, 14:23
                                  Zadzwoń do tego faceta w tajemnicy przed mężęm, przecież on pewnie nie wie, ze
                                  jest tak oszukiwany. Co Ci mąż sugeruje, ze kochanka jest ok, a jej mąż
                                  nieistnieje? Czyste uczucie??? Co to takiego w małżeństwie.


                                  Jesteś niewątpliwie uzależniona od niego, czy próbowałaś postąpić wg mojej
                                  podpowiedzi(wychodzisz wystrojona)?
                                  A może zacząć życ osobno, choć pod jednym dachem(podpisac intercyzę-żeby
                                  dalszych długów Ci nie zrobił), jak macie dużo miejsca w domu, to może każdy
                                  powinien mieć swój osobny świat i bez obsługiwania go (pranie, gotowanie).

                                  A jak mówi o dziecku, to jak chce Ci udowodnić, że nadaje się na ojca jak nie
                                  potrafi skupić się na domu, a tylko szuka biednych, uciśnionych do pocieszania.

                                  Wiem, że jest Ci ciężko, ale to, że próbujesz cos z tym zrobić, że to sobie
                                  uświadamiasz, to podstawowy krok. A czy myślałaś o terapii u fachowca?


                    • Gość: aiszka4 Re: pozwoliłam na zdradę IP: srv1:* / 192.168.1.* 28.08.03, 12:23
                      Gość portalu: Alusia napisał(a):

                      > ona taka dobra, taka czysta, szlachetna, ma takie dobre intencje... a ja nie
                      > jestem aniołem! a teraz jak jest już po wszystkim to moglibyśmy nawet
                      wszyscy
                      > żyć w przyjaźni (!!!!) ale ja nie chcę!!! i znowu jest źle! bo jestem
                      zawzieta
                      > suka, która nie umie odgrodzic sie od przeszłości!

                      Przyjaźnić się z byłą kochanką męża?
                      Jestem taką wredną suką, że pogoniłabym męża bez słowa, nawet gdyby coś
                      takiego zasugerował.
                    • Gość: Dawo Re: pozwoliłam na zdradę IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 28.08.03, 12:29
                      Gość portalu: Alusia napisał(a):


                      > pozwalam... nie wiem! a potem pozwoliłam swojemu mężowi wmówić sobie, że to
                      > moja wina, bo jestem beznadziejna, źle piorę, źle sprzątam, źle gotuję, za
                      > poźno wracam z pracy, mam za dużo pasji, roznosi mnie energia... itd.
                      <...>

                      Jesli dobrze rozumiem pierwszego maila, to dałaś mu wolną rękę - niech se idzie
                      do tego anioła. Nie stoisz na drodze do jego szczęścia. Nie rozumiem, o co ma
                      pretensje. Nie podoba się, to wolna droga. Podoba mi się to.

                      >
                      > jestem aniołem! a teraz jak jest już po wszystkim to moglibyśmy nawet wszyscy
                      > żyć w przyjaźni (!!!!) ale ja nie chcę!!! i znowu jest źle! bo jestem
                      zawzieta
                      > suka, która nie umie odgrodzic sie od przeszłości! ja już sama nie wiem czy
                      ta
                      > sytuacja jest choćby odrobinę normalna? straciłam obiektywizm...

                      Ale ma wymagania. Moim zdaniem sytuacja nie jest normalna, bo nie dostał
                      formalnej przepustki do nowego życia - rozwodu i nadal Cię doi. Chyba, że to Ci
                      odpowiada - masz prawo finansować kogo chcesz.
                      • Gość: Alusia Re: pozwoliłam na zdradę IP: *.MAN.atcom.net.pl 28.08.03, 12:58
                        Gość portalu: Dawo napisał(a):

                        > Jesli dobrze rozumiem pierwszego maila, to dałaś mu wolną rękę - niech se
                        idzie
                        >
                        > do tego anioła. Nie stoisz na drodze do jego szczęścia. Nie rozumiem, o co ma
                        > pretensje. Nie podoba się, to wolna droga. Podoba mi się to.

                        tak Dawo, mniej więcej, tak wtedy myślałam, cos o jego szczęściu, o
                        przeznaczeniu, miłości... i tym podobne rzeczy w które już nie wierzę...

                        > Ale ma wymagania. Moim zdaniem sytuacja nie jest normalna, bo nie dostał
                        > formalnej przepustki do nowego życia - rozwodu i nadal Cię doi. Chyba, że to
                        Ci
                        >
                        > odpowiada - masz prawo finansować kogo chcesz.

                        miał parę fajnych pomysłów na nasze wspólne życie... ale najbardziej mi się
                        spodobał ten o przyjaxni z kochanką...
              • megxx Re: ????? 27.08.03, 19:01
                Czas goi rany, czy w tym przypadku nie ma to zastosowania? Przecież nawet o
                najbliższym zmarłym z czasem możemy mówić bez łez. Każde przykre zdarzenie
                przypomniane po czasie może budzić niemiłe uczucia, ale zazwyczaj z czasem
                coraz rzadziej myślimy z takimi samymi "świeżymi" emocjami.
                W innym wypadku, jeżeli to ma być naszą codzienną dramą, lepiej nie wracać? Czy
                jak zostaniemy zdradzone to zostanie nam ta rana jak piętno i nie możemy już
                normalnie żyć? Pytam na wszelki wypadek, jak wynika z powyższych postów licho
                nie śpi, a my żony nie znamy dnia ani godziny:))
                • megxx Re: Do aiszki 4 27.08.03, 19:10
                  Posty się mieszają ; re???? to do Ciebie
                • Gość: aiszka4 do megxx IP: srv1:* / 192.168.1.* 28.08.03, 17:04
                  megxx napisała:

                  > Czas goi rany, czy w tym przypadku nie ma to zastosowania? Przecież nawet o
                  > najbliższym zmarłym z czasem możemy mówić bez łez.

                  Oczywiście, ale bliski zmarły nie miał zamiaru wyrządzić nam krzywdy,
                  umierając.
                  A zdradzający małżonek myśli o naszym szczęściu?


                  Każde przykre zdarzenie
                  > przypomniane po czasie może budzić niemiłe uczucia, ale zazwyczaj z czasem
                  > coraz rzadziej myślimy z takimi samymi "świeżymi" emocjami.
                  > W innym wypadku, jeżeli to ma być naszą codzienną dramą, lepiej nie wracać?
                  Czy
                  >
                  > jak zostaniemy zdradzone to zostanie nam ta rana jak piętno i nie możemy już
                  > normalnie żyć? Pytam na wszelki wypadek, jak wynika z powyższych postów
                  licho
                  > nie śpi, a my żony nie znamy dnia ani godziny:))


                  Nie umiem Ci odpowiedzieć. Są dni, że czuję się dobrze i wierzę, że uda nam
                  się być jeszcze szczęśliwym małżeństwem.
                  Ale często patrzę na męża, a on samą swoją obecnością przypomina mi, jak mnie
                  skrzywdził i nadużył mojego zaufania.

                  Od ubiegłego roku koresponduję z innymi zdradzonymi - kobietami i mężczyznami
                  (żeby nie było, że jestem tendencyjna). Są tacy, którzy rozstali się ze swoimi
                  połówkami po zdradzie i tacy, którzy usiłują jeszcze coś naprawić. Ale nie
                  poznałam nikogo, kto mógłby powiedzieć, że im się udało:(
                  • megxx Re: do megxx 28.08.03, 17:20
                    A może przyczyna tkwi w tym, ze nieomal non stop zdrada towarzyszy Twojemu
                    życiu. Jak zauważyłam bardzo Cię przyciąga na forum. Ale Ty nikomu nie jesteś w
                    stanie nic dobrego poradzić, wprost przeciwnie, straszysz, odbierasz nadzieję.
                    Spóbuj zostawić zdrady innych, może choć trochę zabliźni sie ta u Ciebie.
                    Skoro postanowiłaś spróbować na nowo, z ograniczonym kredytem zaufania co
                    prawda-inaczej sie nie da, to wreszcie spróbuj. Nie czaj sie jak wywiadowca,
                    którego z każdej strony może zaatakować wróg. Masz takie doświadczenie, że w
                    mig wyczujesz gdyby historia miała sie powtórzyć.
                    Wydawało mi się ,że jeżeli po zdradzie pozwoliłabym zostać mężowi ze sobą, to
                    po wyciągnięciu wniosków, trzeba raczej nie wracać do przeszłości, bo to
                    uniemożliwiałoby życie. Czy się mylę?
                    • Gość: aiszka4 Re: do megxx IP: srv1:* / 192.168.1.* 28.08.03, 17:29
                      w którym miejscu jest ten pstryczek, którym wyłączę pamięć?

                      Dlaczego, jak ktoś miał wypadek samochodowy, to nikt nie ma do niego
                      pretensji, że boi się znowu usiąść za kółkiem?
                      Jak kogoś pogryzie pies, to nie szkodzi, że wszystkie inne omija szerokim
                      łukiem.
                      Jak ktoś pożyczy pieniądze, których mu dłużnik nie zwróci, to nikt mu się nie
                      dziwi, że nie chce pożyczać, nawet jeśli wybaczył tamtemu.

                      Ty tylko teoretyzujesz, co byś zrobiła, gdyby...
                      Ja kiedyś byłam na 110% pewna, że jeśli mąż mnie kiedykolwiek zdradzi, to
                      wystawię mu walizki bez słowa. Ale tak się nie stało. Tyle wiemy o sobie, na
                      ile nas sprawdzono, czyż nie?
                      A ja jeszcze nie zakończyłam tej próby. I znam innych z takim samym problemem.
                      Więc co mi ostatecznie zarzucasz?
                      • megxx Re: Aiszko 28.08.03, 17:40
                        Nic Ci nie zarzucam, to Twoje życie, próbuję Cie zrozumieć.
                        Miałam wypadek samochodowy, bałam się, ale wsiadałam. potem zauważyłam, ze boję
                        sie tylko "na sucho", teoretycznie, zapominam o strachu jak zamknę drzwi auta.
                        To było odkrycie! I z czasem chyba ta myśl wyłączyła to uczucie strachu, z
                        którym miesiącami szłam do garażu.
                        Myślisz, że pomagasz sobie żyjąc wątkami o zdradach?
                        No, właśnie jak sobie sama pomagasz w tej sytuacji, jak pomaga Ci mąż, czy
                        mówisz mu jak to Cię prześladuje?
    • Gość: kawa Re: Siła zdradzonych IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.08.03, 20:00


      ppppppppppppppppp


    • ann27 Re: zdrada 29.08.03, 10:39
      Z innej trochę strony - nie zapominajmy, że w zdradzie
      uczestniczą przynajmniej 3 osoby.A ta/ten trzeci to nie zawsze
      degenerat.Wręcz przeciwnie-podobnie do osoby zdradzanej
      bywa "poszkodowaną".Ale miłość jest zagadką i choć zdrada z
      gruntu jest zjawiskiem egoistycznym,to wiele można znieść.Nawet
      to,że ktoś kto twierdził, że kocha postanawia wrócić do żony.
      Nie potępiajmy zbyt pochopnie
      • Gość: aiszka4 Re: zdrada IP: srv1:* / 192.168.1.* 29.08.03, 22:01
        ann27 napisał(a):

        > Z innej trochę strony - nie zapominajmy, że w zdradzie
        > uczestniczą przynajmniej 3 osoby.

        3 osoby?? Od kiedy?
        Ani mój mąż, ani jego kochanka, nie pytali mnie o zdanie, kiedy zaczęli ze
        sobą sypiać. Ja w tym nie uczestniczyłam, jestem tego pewna.
    • Gość: madrala Re: Siła zdradzonych IP: *.dip.t-dialin.net 29.08.03, 18:36
      Te wszystkie opinie to jakies NIEPOROZUMIENIE!
      Jesli nastapila zdrada,oznacza to,iz cos sie skonczylo i nie
      rozumiem o CO WALCZYC? O cos,czego nie ma? Nonsens!
      Jesli jedno sie konczy ,to napewno mozna rozpoczac cos
      drugiego,a nie na sile sklejac cos,co zostalo bezpowrotnie
      przerwane.Nikle widoki!
      • megxx Re: Do mądrali 29.08.03, 19:34
        Z postów wynika, że nie zawsze tak jest, a kochając kogoś wiele można mu
        wybaczyć, poza tym w opini wielu mężczyzn skok w bok nie jest dla nich niczym
        decydującym o istocie małżeństwa.
        Życzę zawsze takich czarno-białych wyborów w każdym problemie.
    • cossa Re: Siła zdradzonych 30.08.03, 01:33
      chcialam zwrocic jedynie na jeden fragment artykulu
      bo odnosze wrazenie, ze zostal pominiety
      a sadze, ze wazny, bo zmienia sens wielu wypowiedzi:

      "Aby walczyć, trzeba wyzbyć się iluzji, choćby takich jak
      poniższe: ... (tu nastepuja komentowane iluzje, ktore
      zostyaly odebrane jako proponowane przez autorke artykulu
      rozwiazania problemu zdrady partnera"

      to tyle
      osobiscie - artykul mi sie podoba

      pozdrawiam
      cossa
      • Gość: Dawo Re: Siła zdradzonych IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 30.08.03, 12:42
        cossa napisała:

        > chcialam zwrocic jedynie na jeden fragment artykulu
        > bo odnosze wrazenie, ze zostal pominiety
        > a sadze, ze wazny, bo zmienia sens wielu wypowiedzi:
        >
        > "Aby walczyć, trzeba wyzbyć się iluzji, choćby takich jak
        > poniższe: ... (tu nastepuja komentowane iluzje, ktore
        > zostyaly odebrane jako proponowane przez autorke artykulu
        > rozwiazania problemu zdrady partnera"
        >
        Bardzo zaskakująca interpretacja. Czy stwiedzenie " Przeszukiwanie kieszeni,
        przeglądanie kalendarzyka, włamywanie się do skrzynki elektronicznej,
        czatowanie w bramie, wywiad z rywalką - niektórym wydaje się to poniżające, a
        przecież większość zdrad została wykryta na wczesnym etapie właśnie dzięki
        takim "niegodnym" zabiegom." odbierasz, jako uważane przez autorkę za iluzję, a
        nie jeden ze sugerowanych sposobów na rozwiązanie problemu zdrady partnera?
        • cossa Re: Siła zdradzonych 30.08.03, 13:44
          sposobow na rozwiazanie problemu zdrady moze byc tyle ile
          zdrad. autorka napisala "aby walczyc trzeba WYZBYC sie
          opisanych iluzji. zostaly opisane, ale to nie oznacza, ze
          autorka je proponuje jako rozwiazanie.

          pozdrawiam
          cossa

          Gość portalu: Dawo napisał(a):


          > Bardzo zaskakująca interpretacja. Czy stwiedzenie "
          Przeszukiwanie kieszeni,
          > przeglądanie kalendarzyka, włamywanie się do skrzynki
          elektronicznej,
          > czatowanie w bramie, wywiad z rywalką - niektórym
          wydaje się to poniżające, a
          > przecież większość zdrad została wykryta na wczesnym
          etapie właśnie dzięki
          > takim "niegodnym" zabiegom." odbierasz, jako uważane
          przez autorkę za iluzję, a
          >
          > nie jeden ze sugerowanych sposobów na rozwiązanie
          problemu zdrady partnera?
          • megxx Re: iluzje 30.08.03, 13:58
            Iluzje zostały napisane grubym drukiem, a treść nie jest opisaniem iluzji, a
            raczej jej rozwianiem. Jak inaczej rozumieć np. iluzję, której należy sie
            pozbyć:" nam sie to nie zdarzy.." i komentarz: "Wczesne wykrycie zdrady-gdy
            jeszcze liczymy się...-daje lepsze rokowania."
            • cossa Re: iluzje 30.08.03, 16:53
              masz racje - sa iluzje, a pozniej do nich komentarze.
              niemniej uwazam, ze autorka nie namawia do szpiegowania.
              z tego co zrozumialam - bezgraniczne zaufanie powoduje,
              ze czasem nie zauwazamy wczesnych objawow, ze cos dzieje
              sie nie tak. sadze, ze warto po prostu wziac to pod
              uwage, a nie przyjac jako maksyme w zwiazku (nieufnosc).
              jesli jednak zdarza sie, ze cos obudzi nasza czujnosc -
              wszystkie chwyty dozwolone - co podpowie wyobraznia i
              nasza moralnosc.

              to tyle
              pozdrawiam
              cossa

              megxx napisała:

              > Iluzje zostały napisane grubym drukiem, a treść nie
              jest opisaniem iluzji, a
              > raczej jej rozwianiem. Jak inaczej rozumieć np. iluzję,
              której należy sie
              > pozbyć:" nam sie to nie zdarzy.." i komentarz: "Wczesne
              wykrycie zdrady-gdy
              > jeszcze liczymy się...-daje lepsze rokowania."
              • Gość: Dawo Re: iluzje IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 01.09.03, 11:14
                cossa napisała:

                > masz racje - sa iluzje, a pozniej do nich komentarze.
                > niemniej uwazam, ze autorka nie namawia do szpiegowania.

                "Wczesne
                wykrycie zdrady-gdy
                jeszcze liczymy się...-daje lepsze rokowania." + cytat podany przeze mnie w
                poprzednim poście.

                > z tego co zrozumialam - bezgraniczne zaufanie powoduje,
                > ze czasem nie zauwazamy wczesnych objawow, ze cos dzieje
                > sie nie tak. sadze, ze warto po prostu wziac to pod
                > uwage, a nie przyjac jako maksyme w zwiazku (nieufnosc).

                Poczytaj, co jest podejrzane. Właściwie wszystko, nad czym nie mamy kontroli,
                nawet to, że mówi o koleżance z pracy albo o niej nie mówi, wszelkie spotkania
                poza pracą itd.

                > jesli jednak zdarza sie, ze cos obudzi nasza czujnosc -
                > wszystkie chwyty dozwolone - co podpowie wyobraznia i
                > nasza moralnosc.
                >

                Godność, moralność, prawo, to też, wg autorki iluzje, które należy odrzucić.
                Wszystkie chwyty dozwolone, bo coś nam sie wydaje podejrzane?
                Jak sobie wyobrażasz reakcję Bogu ducha winnego partnera? Lepiej się pewnie nie
                przyznawać. Ale czy to nie będzie oszukiwanie? Czy jeśli sam to odkryje, to
                wpłynie to pozytywnie na Wasze relacje? Czy to jest sposób na trwałość związku?

                Autorka, w miejsce tego, co uznaje za iluzje, proponuje własne iluzje i
                racjonalizacje.
                • cossa Re: iluzje 04.09.03, 18:46
                  gdybys miala do napisania podobny artykul o czym bys
                  napisala?

                  pozdrawiam
                  cossa
                  • Gość: Dawo Re: iluzje IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 05.09.03, 13:42
                    cossa napisała:

                    > gdybys miala do napisania podobny artykul o czym bys
                    > napisala?
                    >
                    Odpowiedź na to pytanie wymagałaby napisania konkurencyjnego artykułu. :-)
                    W telegraficznym skrócie:
                    1. Autorka przyznaje, że czlowiek jest z natury poligamiczny. Czy najlepszym
                    sposobem na prawa natury jest kłonica? Ja sądzę, ze nie. Zgadzam się, że dobrze
                    jest uświadamiać sobie to prawo i nie łudzić się, że w naszym małżeństwie to
                    się nie zdarzy. Może się zdarzyć każdemu z nas, że się zakocha w kimś trzecim.
                    To niekoniecznie oznacza, że już mu nie zależy na rodzinie, na współmałżonku,
                    że jest potworem bez czci i wiary.
                    2. Zastanów się zawczasu, co zrobić w takiej sytuacji i nie działaj pod wpływem
                    impulsu. Może ustal wczesniej z partnerem zasady postępowania?
                    3. Na pewno odporność na pojawienie się tego problemu jest skorelowana ze
                    stopniem zaspokojenia potrzeb w aktualnym związku. Najlepszą profilaktyką jest
                    możliwie najpełniejsze zaspokojenie potrzeb obojga partnerów. To, oczywiście,
                    wymaga współdziałania i dobrej woli obu stron i pewnych kompromisów. Uważam za
                    iluzję przekonanie, że jednostronne starania mogą zapewnić stworzenie udanego,
                    trwałego związku. Jeśli drugiej osobie zależy na waszym związku, to możecie sie
                    wspólnie zastanowić, co zrobić, czego komu w tym związku brakuje.
                    4. Tym bardziej nie da się tego osiągnąć przemocą. Możesz przymusić partnera do
                    rezygnacji ze związku z inną osobą (przeważnie też tylko do czasu), ale kosztem
                    pozytywnych elementów więzi emocjonalnej między wami. Więc dobrze się zastanów,
                    czy warto.
                    5. Czasem trudno samemu dociec, co jest nie tak. Można wtedy skorzystać z
                    profesjonalnej pomocy.
                    6. Dla trwałości związku ważniejsze sa relacje między wami, niż relacje każdego
                    z was z osobami trzecimi.
                    7.Twoja druga połowa jest dorosłym czlowiekiem. Nie wyręczaj jej w podejmowaniu
                    decyzji i działaniu. Pozwól jej ponieść konsekwencje jej decyzji. Nie chroń jej
                    przerzucając odpowiedzialność na osobę, z ktorą się związała.A przede wszystkim
                    nie baw się w sędziego i kata.
                    8. Nie wciągaj do rozwiązywania waszych problemów dzieci.

                    Te punkty wymagałyby, oczywiście, rozwinięcia.

                    Pozdrawiam.



                    • cossa Re: iluzje 13.09.03, 22:25
                      piszesz o profilaktyce, a co radzilabys temu kto wlasnie odkryl, ze jest
                      zdradzany? co moze zrobic? i jakie sa szanse dla poszczegolnych dzialan?

                      wg mnie najsensowniejszy jest pkt 1.
                      pkt 2 - jak sobie wyobrazasz ustalenie zasad? jak mialoby to wygladac w praktyce?
                      pkt 3 - to profilaktyka
                      pkt 4 - nie przemoc to co?
                      pkt 5 - detektyw? zartuje.. ;) kto powie zonie co robi nie tak? psycholog? a jak
                      jest do rany przyloz to co? zdrada nie jest wynikiem tego, ze zona jest be, ale
                      po prostu przychodzi znikad
                      pkt 6 - hmmm.... czegos nie rozumiem. przykladowo facet kocha mnie i mieszka ze
                      mna, bo tak nam sie podoba i kocha inna rowniez, ale najwazniejsze jest to, ze
                      ze mna mnieszka i ze mnie w tym ukladzie kocha? czy tak?
                      pkt 7 - powiedziec latwo.. az zbyt latwo
                      pkt 8 - to bardzo wazne ;)

                      przepraszam za te moze nie najmilsze uwagi. krytykowac jest latwiej.. chcialam
                      wczesniejszym pytaniem uswiadomic, ze nie jest latwo napisac taki artykul. i z
                      tego co napisalas - wole pierwowzor - poki co. bardziej do mnie przemawia, bo ..
                      jest PRAWDZIWY, a nie zaklamany. w temacie zdrady zazwyczaj nie ma regul - kazdy
                      przypadek jest inny. moim zdaniem autorka znalazla sie bardzo blisko sedna tego
                      tematu.

                      pozdrawiam
                      cossa
                      • Gość: Dawo Re: iluzje IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 22.09.03, 11:44
                        cossa napisała:

                        > piszesz o profilaktyce, a co radzilabys temu kto wlasnie odkryl, ze jest
                        > zdradzany? co moze zrobic? i jakie sa szanse dla poszczegolnych dzialan?

                        Piszę nie tylko o profilaktyce. Jeśli się czegoś nie zrobiło wcześniej, to
                        lepiej zrobić to późno niż wcale. Ile osób zawierających związek zastanawia
                        sie nad szansami na to, że będzie on szczęśliwy i trwały? Taki jest podobno
                        tylko co 20.

                        >
                        > wg mnie najsensowniejszy jest pkt 1.
                        > pkt 2 - jak sobie wyobrazasz ustalenie zasad? jak mialoby to wygladac w
                        praktyc
                        > e?
                        Wychodząc z punktu pierwszego przeprowadzić z partnerem rozmowę na temat
                        tego, czego w takiej sytuacji oczekuje od każde z was i zależnie od tych
                        oczekiwań ustalić sposób postępowania i konsekwencje. Nie ma gotowych
                        recept, bo te oczekiwnia bywają bardzo różne. Czy zastanawiałaś się, czego
                        Ty byś oczekiwała? Czy wolałabyś, żeby Twój partner miał bardzo dyskretny
                        romans i pozostał z Tobą, czy też, żeby Cię niezwłocznie poinformował, a Ty
                        zgodziłabyś się na rozwód na okreslonych warunkach? A może jeszcze widzisz
                        jakieś inne wyjście, które Ty uważasz za najlepsze?

                        > pkt 3 - to profilaktyka

                        Nie tylko. Można zdradę potraktować, jako sygnał, że jakieś potrzeby nie są
                        w waszym związku zaspokajane, zastanowić się, jak je zaspokoić i podjąć
                        stosowne działania. Tylko tu jest warunek, żeby obie strony chciały ten
                        związek naprawić.


                        > pkt 4 - nie przemoc to co?

                        Np. spór konstruktywny.


                        > pkt 5 - detektyw? zartuje.. ;) kto powie zonie co robi nie tak? psycholog? a
                        ja
                        > k
                        > jest do rany przyloz to co? zdrada nie jest wynikiem tego, ze zona jest be,
                        ale
                        > po prostu przychodzi znikad

                        Nawet autorka przyznaje, że zdrada wskazuje na osłabienie więzi w związku.
                        To niekoniecznie znaczy, że mąż czy żona jest be, tylko popełniają jakieś
                        błędy - często przez czyjeś deficyty, fałszywe przekonania i wzorce. Od
                        nadmiaru słodyczy też może się człowiekowi zrobić niedobrze. Dobry
                        profesjonalista może pomóc zidentyfikować i wyeliminować te destrukcyjne
                        czynniki.

                        > pkt 6 - hmmm.... czegos nie rozumiem. przykladowo facet kocha mnie i mieszka
                        ze
                        > mna, bo tak nam sie podoba i kocha inna rowniez, ale najwazniejsze jest to, ze
                        > ze mna mnieszka i ze mnie w tym ukladzie kocha? czy tak?

                        Nie. To czy Ciebie kocha i chce z tobą dzielić życie jest ważniejsze, niż czy
                        kocha jeszcze kogoś poza tym. Bo jesli nie, to szanse na szczęście w tym
                        związku są znikome - i to niezależnie od tego, czy zwiąże się z kimś innym.


                        > pkt 7 - powiedziec latwo.. az zbyt latwo

                        Nie twierdzę, że to łatwe. Ale jeśli będziesz decydować za niego, uwalniać
                        od odpowiedzialności i załatwiać jego problemy, to... będziesz miała wieczne
                        dziecko, a nie partnera. Chyba, że tego właśnie chcesz. Przyjrzyj się
                        Dulskiemu. Czy o to Ci chodzi?

                        >
                        > przepraszam za te moze nie najmilsze uwagi. krytykowac jest latwiej.. chcialam
                        > wczesniejszym pytaniem uswiadomic, ze nie jest latwo napisac taki artykul. i z
                        > tego co napisalas - wole pierwowzor - poki co. bardziej do mnie przemawia,
                        bo .
                        > .
                        > jest PRAWDZIWY, a nie zaklamany.

                        Mam świadomość, że nie jest łatwo napisać taki artykuł. Czy to powód, żeby
                        zalecać postępowanie tworzące relację zniewolenia, niszczącą dla obu stron?
                        Czy na tym polega PRAWDZIWY ZWIĄZEK? Co w mojej wypowiedzi zakwalifikowałaś,
                        jako zakłamanie?

                        >w temacie zdrady zazwyczaj nie ma regul - kazd
                        > y
                        > przypadek jest inny.

                        Zgadzam się.

                        >moim zdaniem autorka znalazla sie bardzo blisko sedna tego
                        > tematu.

                        Poczytaj sobie wypowiedzi osób, które postapiły zgodnie z zaleceniami
                        autorki. Podane sposoby są proste, dają złudne poczucie kontroli i chwilową
                        ulgę związaną z wyładowaniem złości. W tym sensie bywają skuteczne. Ja tego nie
                        neguję. Ale czy nie prowadzą donikąd? Czy nie warto się zastanowić, jak będzie
                        wyglądał krajobraz po bitwie, zanim się sięgnie po kłonicę?

                        Znam małżeństwa, ktore rozpadły się wskutek zalecanych w artykule
                        działań profilaktycznych jednej ze stron. Czy znasz jakieś, króre są po czymś
                        takim szczęśliwe?

                        Pozdrawiam.

                        Dawo
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka