Dodaj do ulubionych

Jak powiedziec zonie o rozwodzie?

30.12.01, 19:48
Pytanie do tych, co przez to juz przechodzili.
W jaki sposob poinformowac zone o zamiarze rozwiedzenia sie z nia?
Zaprosic ja gdzies w tym celu, czy przy jakiejs okazji zagadnac?
Powiedziec z pelnym uzasadnieniem, czy tylko poinformowac o tym?
Zrobic to elegancko jak przy zareczynach, czy to juz nie ma znaczenia?
Podrzuccie jakies pomysly, jak odejsc by przyjacielem pozostac?

Saami
Obserwuj wątek
    • Gość: ida Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? IP: *.csk.pl 30.12.01, 19:59
      Saami, ja przez to nie przechodziłam, ale sie wtrącę
      dlaczego nie zrobisz tego tak jak Ci mówi Twoja intuicja?
      tylko chcesz się wzorować na innych? w tych sprawach nie ma gotowych recept
    • zdezorientowana Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? 30.12.01, 22:02
      Przykro mi, że sprawy przyjęły taki obrót.
      Pozdrawiam
    • Gość: Toi Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? IP: *.cm-upc.chello.se 30.12.01, 22:26
      saami napisał(a):

      > Zaprosic ja gdzies w tym celu,

      Tak, a w okolicy wina i serow w pudeleczku z kokardka wreczyc pozew rozwodowy.
      Bez przesady
      • Gość: Renka Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? IP: *.home.cgocable.net 31.12.01, 01:54
        Wiesz, gdybym ja byla ta zona , chcialabym aby to sie odbylo w miejscu niezbyt
        uczeszczanym przez osoby postronne.Np dom , w godzinach pracy i szkoly.
        Restauracja odpada , bo moglabym sie splakac jak bobr i jak bym wygladala tak
        placzac. Zrobilaby sie sensacja z prywatnej w koncu sprawy.Zatem, wygodny ,
        miekki fotel dla mnie, dobre jedzonko i alkohol, ktory lubie (martini,
        czerwone).Luz, blues, mila muzyka(ktora lubi zona, w tym wypadku ja, jako
        hipotetyczna przyszla rozwodka). To wszystko , jako wstep do oznajmienia mi
        (teraz uwaga)
        zaskakujacej informacji o zamiarze odejscia= wystapienia o rozwod.Jezeli nie
        bylaby to zaskakujaca dla mnie informacja, spodziewalabym sie jej wczesniej i
        chyba sama wystapilabym o rozwod, przedtem porzadkujac swoje sprawy
        (oczywiscie moje).
        Przy informowaniu zony o tym fakcie bedzie potrzebna pewna ilosc chusteczek
        higienicznych, dlugopisy i czyste kartki paieru.Powodzenia.Kawa nie jest
        wskazana. Juz lepsza woda z lodem.
        • Gość: Toi Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? IP: *.cm-upc.chello.se 31.12.01, 02:02
          Przepraszam, nie bedzie ladnie:

          Co za idiotyzm maksymalny z tymi wstepami z muzyka, wygodnym fotelem, czym
          jeszcze, swiecami?!!!

          Jak powiedziec? Normalnie. Gdy jest spokoj i czas, no chyba, ze chcesz jej to
          po prostu zakomunikowac wskakujac do samochodu
          Litosci
          • kwieto Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? 31.12.01, 02:33
            Albo tuz przed romantyczna kolacja we dwoje - "kochanie upieklem cudowna potrawke, a
            tak przy okazji, chce od Ciebie rozwodu"
            Albo telefon z pracy: "czesc co slychac, wystepuje o rozwod, dobrze? To co dzis bedzie na
            obiad?"
            Albo, wchodzac do domu - "kochanie, mozesz mi zrobich herbate? Chce sie z Toba
            rozwiesc, i poslodz dwie lyzeczki..."

            hihihi
            Ja wiem, ze moze nie powinienem sie nabijac, ale wizja prosby o rozwod przy okazji
            romantycznego wieczoru we dwoje, tudziez kolacji przy swiecach i innych takich (wjdzie
            jeszcze na to, ze przez cale malzenstwo nie bylo tak cudownie, romantycznie i wogole
            "calusnie" jak w trakcie rozwodu) jest tak zabawna...
          • Gość: Renka Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? IP: *.home.cgocable.net 31.12.01, 02:36
            Dlaczego uwazasz kazdego prawo do innosci za idiotyzm? Ja bym sobie tego TAK
            zyczyla, a co nie wolno mi? Bo to wedlug ciebie idiotyczne? Dla mnie szczytem
            ignorancji jest nie przykladanie do tego wydarzenia wagi. A przeciez ONI maja
            zostac PRZYJACIOLMI!!!!
            • kwieto Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? 31.12.01, 02:41
              Niekoniecznie, to zalezy od tego czy chca? a moze wola sie nienawidziec, zabronisz im?
              • Gość: Renka Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? IP: *.home.cgocable.net 31.12.01, 02:44
                Przeciez on POWIEDZIAL, ze chce to zrobic tak, aby pozostac przyjacielem.Ja
                tez bym chciala z moim mezem rozstac sie w przyjazni, o ile on tez by tego
                chcial. Jesli nie, no to wtedy byloby mi trudniej.
    • Gość: maly.k A o czym tu gadac? IP: *.sympatico.ca 31.12.01, 03:06
      Zloz pozew w sadzie, sad ja poinformuje.
      • Gość: Renka Re: A o czym tu gadac? IP: *.home.cgocable.net 31.12.01, 03:19
        To bedzie chamskie.
        • Gość: Toi Re: A o czym tu gadac? IP: *.cm-upc.chello.se 31.12.01, 04:29
          Renka, wybacz, ale stwarzanie romantycznego czy 'specjalnego' nastroju by
          zakomunikowac zamiar rozwodu, jest dla mnie, i , zaryzykuje, dla wiekszosci
          osob absurdalne. Moze nieliczne damy takie jak Ty tak wlasnie chcialyby takie
          wiesci otrzymywac, ale chyba wiekszym ryzykiem jest zrobic cos takiego niz
          zastosowac metode bardziej neutralna. O ile pamietam watek saami sprzed
          jakiegos czasu, zona wcale nie bedzie potrzebowala bluesa w tle i wody z lodem.
          Inaczej ta woda i lod moga wyladowac zupelnie gdzie indziej...

          Co do bycia przyjaciolmi to zupelnie inna bajka i ze stylem oswiadczenia
          niewiele ma wspolnego, no chyba, ze bedzie to oswiadczenie pozbawione
          elementarnego szacunku do drugiej osoby i jakiejkolwiek kultury.

          Saami - pozdrawiam, i przestan zadawac takie pytania, jestes wrazliwym
          czlowiekiem, nie zrobisz tego jak troglodyta wyrzucajac rzeczy z szaf przeciez,
          ani, mam nadzieje, w zadnym ze stylow przytoczonych przez kwieto.
          Uch
    • alka_xx Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? 31.12.01, 07:23
      saami napisał(a):

      > W jaki sposob poinformowac zone o zamiarze rozwiedzenia sie z nia?


      Czyzby Twoja zona az do tej chwili nie orientowala sie w "stanie" Waszego
      zwiazku? Czy tak dobrze gracie swoje role a moze to Ty tak dobrze grasz? Przeciez
      jezeli nie jest to Wasza wspolna decyzja to znaczy zwyczajnie, ze ja porzucasz, a
      jezeli tak , to pewno masz kogos! To znaczy ze na zonie Ci juz nie zalezy!
      To po co ta cala szopka??!!!
      I myslisz ze ona zechce miec takiego przyjaciela??? Ja bym nie chciala, wybacz!

      Jakimi jestescie hipokrytami, Panowie!
      • Gość: Toi Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? IP: *.cm-upc.chello.se 31.12.01, 08:02
        alka, uwazaj, uwazaj... bo za malo masz danych by krzyczec
        Powolywalam sie juz tutaj na inny watek saami, poszperaj, poczytaj jesli
        chcesz... Wiesz, nieuwaga i niewiedza tez mozna zranic...
        pzdr
        • alka_xx Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? 31.12.01, 08:31
          Gość portalu: Toi napisał(a):

          > alka, uwazaj, uwazaj... bo za malo masz danych by krzyczec
          > Powolywalam sie juz tutaj na inny watek saami, poszperaj, poczytaj jesli
          > chcesz... Wiesz, nieuwaga i niewiedza tez mozna zranic...
          > pzdr

          Toi, ja wcale nie krzyczalam,tylko lekko sie podekscytowalam! A danych mam malo,
          ale nie ze swojej winy!Innych watkow cala masa jest i nie musze ich czytac ani
          pamietac! Pisze do saam, ale mysle tez o innych Panach, ktorym sie wydaje ze
          wystarczy kobiecie kolacje zafundowac, by powstrzymac jej bol , bo zapewne
          bedzie zadany, a i sumienie troche sie uspi!
          Ale proponuje zostawic wiadomosc na po kolacji, bo lzy wylane przez " ofiare"
          popsuja smak kazdej potrawy, a szkoda by bylo...!
          A moze ja do wesolego miasteczka zabrac! Na duza karuzele! Nie bedzie do konca
          wiedziala dlaczego ja tak mdli okrutnie...!!!
          pozdrawiam saam i toi takze


          • Gość: Toi do alki IP: *.cm-upc.chello.se 31.12.01, 10:02
            Przeciez saami wlasnie do tego stopnia przejmuje sie tym, jak nie zranic zony
            (i chyba siebie), ze pyta ludzi w Internecie jak jej powiedziec!
            Nie, nie musisz czytac wszystkiego, ale mozesz nie wypowiadac opinii, o ktorych
            nie wiesz, czy znajduja potwierdzenie w rzeczywistosci. A przynajmniej
            wczesniej troszke zastanowic sie.
            Pozdrawiam,
            Toi
            • alka_xx Re: od alki... 31.12.01, 10:36
              Gość portalu: Toi napisał(a):

              > Przeciez saami wlasnie do tego stopnia przejmuje sie tym, jak nie zranic zony
              > (i chyba siebie), ze pyta ludzi w Internecie jak jej powiedziec!
              > Nie, nie musisz czytac wszystkiego, ale mozesz nie wypowiadac opinii, o ktorych
              >
              > nie wiesz, czy znajduja potwierdzenie w rzeczywistosci. A przynajmniej
              > wczesniej troszke zastanowic sie.
              > Pozdrawiam,
              > Toi

              Mila moja, niepotrzebnie stawiasz mnie do kata, bo raczej nie wypowiadam takich
              opinii i nie rozumiem po czym Ty tak sadzisz! Jezeli zabieram glos to jest to
              moja i tylko moja ocena sytuacji, oparta na posiadanym przeze mnie doswiadczeniu
              i wiedzy, a Ty Mila nie musisz byc jej cenzorem! Jezeli chcesz , Twoja sprawa!
              Nie wiem jakie sa intencje saami, moze nie chce zranic nikogo,tak pisze, ale
              czyz jest to wogole mozliwe ??? Gdyby byla taka mozliwosc, pewno saami wiedzialby
              o niej i nasze rady wcale nie bylyby mu potrzebne!On po prostu wie, ze to
              niemozliwe, tylko szuka alibi dla swojego postepowania!
              O przyczynach rozpadu nie doczytalam sie / moze czytalam nieuwaznie miedzy
              wierszami?/ ale one wiele powiedzialyby , czy przyjazn jest mozliwa,oczywiscie
              teoretycznie, bo jak bedzie naprawde, to nawet Ty Mila Toi chyba nie wiesz, choc
              jestes na biezaco we wszystkich postach!
              Pozdrawiam z rowna antencja alka
              • Gość: Toi Re: od alki... IP: *.cm-upc.chello.se 31.12.01, 11:14


                Mila alko, nie ma sie co denerwowac, bo fakty sa takie, ze zrobilas z saami
                krzywdziciela tylko dlatego, ze chce sie rozstac z zona. W poprzednim poscie
                piszesz, ze wydaje mu sie, ze wystarczy kolacyjka etc by uciszyc zadawany
                kobiecie bol i wlasne sumienie. A dlaczego uwazasz, ze pragnienie rozwodu i
                poinformowanie o tym obciaza jego sumienie??? Bo ja w samym tym fakcie nie widze
                nic swiadczacego zle o saami!

                >Jezeli zabieram glos to jest to
                > moja i tylko moja ocena sytuacji, oparta na posiadanym przeze mnie doswiadczen
                > iu
                > i wiedzy, a Ty Mila nie musisz byc jej cenzorem! Jezeli chcesz , Twoja sprawa!

                Cenzorem czego? Sytuacji czy Twojej wiedzy? Nie, nie nie chce byc zadnym cenzorem
                i nie znosze, gdy ktos nim jest - opierajac sie chocby na doswiadczeniu
                kamieniolomow, nie ma to znaczenia gdy o sytuacji nie wiesz nic, procz faktu, ze
                facet chce rozwodu i nie wie /boi sie/ nie umie przeprowadzic tego. I nie pisz
                prosze, ze nie ocenilas saami, ze nie potraktowalas go negatywnie

                > Nie wiem jakie sa intencje saami, moze nie chce zranic nikogo,tak pisze, ale
                > czyz jest to wogole mozliwe ??? Gdyby byla taka mozliwosc, pewno saami wiedzial
                > by
                > o niej i nasze rady wcale nie bylyby mu potrzebne!On po prostu wie, ze to
                > niemozliwe, tylko szuka alibi dla swojego postepowania!

                Ale jakiego alibi??? Wszak nie wiesz, czy chce zranic kogokolwiek? Jezeli to
                niemozliwe powiedziec 'rozwod' bez zadawania bolu (w co szczerze mowiac czesto
                mozna watpic, tzn zawsze to w jakis sposob smutek, porazka, ale gdy malzenstwo
                jest do niczego, to z tym zadawaniem bolu przez rozmowa o rozwodzie to mala
                przesada, nie uwazasz?) to co, ma z nia zyc, tak? Skad Ty mozesz wiedziec czy On
                zrobil/robi cos zlego??? Skad ten oskarzycielski ton?

                > O przyczynach rozpadu nie doczytalam sie / moze czytalam nieuwaznie miedzy
                > wierszami?/ ale one wiele powiedzialyby , czy przyjazn jest mozliwa,oczywiscie
                > teoretycznie, bo jak bedzie naprawde, to nawet Ty Mila Toi chyba nie wiesz, cho
                > c
                > jestes na biezaco we wszystkich postach!

                Nie mowilam w ogole nic o przyjazni, to odrebny temat i nic nie wiem, zaiste

                > Pozdrawiam z rowna antencja alka

                Pelna unizenia wobec doswiadczenia Pani
                Toi

                • alka_xx Re: od alki... 31.12.01, 11:25
                  Gość portalu: Toi napisał(a):

                  >
                  >
                  > Mila alko, nie ma sie co denerwowac, bo fakty sa takie, ze zrobilas z saami
                  > krzywdziciela tylko dlatego, ze chce sie rozstac z zona. W poprzednim poscie
                  > piszesz, ze wydaje mu sie, ze wystarczy kolacyjka etc by uciszyc zadawany
                  > kobiecie bol i wlasne sumienie. A dlaczego uwazasz, ze pragnienie rozwodu i
                  > poinformowanie o tym obciaza jego sumienie??? Bo ja w samym tym fakcie nie widz
                  > e
                  > nic swiadczacego zle o saami!
                  >
                  > >Jezeli zabieram glos to jest to
                  > > moja i tylko moja ocena sytuacji, oparta na posiadanym przeze mnie doswia
                  > dczen
                  > > iu
                  > > i wiedzy, a Ty Mila nie musisz byc jej cenzorem! Jezeli chcesz , Twoja sp
                  > rawa!
                  >
                  > Cenzorem czego? Sytuacji czy Twojej wiedzy? Nie, nie nie chce byc zadnym cenzor
                  > em
                  > i nie znosze, gdy ktos nim jest - opierajac sie chocby na doswiadczeniu
                  > kamieniolomow, nie ma to znaczenia gdy o sytuacji nie wiesz nic, procz faktu, z
                  > e
                  > facet chce rozwodu i nie wie /boi sie/ nie umie przeprowadzic tego. I nie pisz
                  > prosze, ze nie ocenilas saami, ze nie potraktowalas go negatywnie
                  >
                  > > Nie wiem jakie sa intencje saami, moze nie chce zranic nikogo,tak pisze,
                  > ale
                  > > czyz jest to wogole mozliwe ??? Gdyby byla taka mozliwosc, pewno saami wie
                  > dzial
                  > > by
                  > > o niej i nasze rady wcale nie bylyby mu potrzebne!On po prostu wie, ze to
                  > > niemozliwe, tylko szuka alibi dla swojego postepowania!
                  >
                  > Ale jakiego alibi??? Wszak nie wiesz, czy chce zranic kogokolwiek? Jezeli to
                  > niemozliwe powiedziec 'rozwod' bez zadawania bolu (w co szczerze mowiac czesto
                  > mozna watpic, tzn zawsze to w jakis sposob smutek, porazka, ale gdy malzenstwo
                  > jest do niczego, to z tym zadawaniem bolu przez rozmowa o rozwodzie to mala
                  > przesada, nie uwazasz?) to co, ma z nia zyc, tak? Skad Ty mozesz wiedziec czy O
                  > n
                  > zrobil/robi cos zlego??? Skad ten oskarzycielski ton?
                  >
                  > > O przyczynach rozpadu nie doczytalam sie / moze czytalam nieuwaznie miedzy
                  >
                  > > wierszami?/ ale one wiele powiedzialyby , czy przyjazn jest mozliwa,oczywi
                  > scie
                  > > teoretycznie, bo jak bedzie naprawde, to nawet Ty Mila Toi chyba nie wiesz
                  > , cho
                  > > c
                  > > jestes na biezaco we wszystkich postach!
                  >
                  > Nie mowilam w ogole nic o przyjazni, to odrebny temat i nic nie wiem, zaiste
                  >
                  > > Pozdrawiam z rowna antencja alka
                  >
                  > Pelna unizenia wobec doswiadczenia Pani
                  > Toi



                  Fakty powinny byc takie, ze jezeli czlowiek dojrzal do decyzji o rozwodzie to
                  powinien takze byc dorosly w kwestii poinformowanie drugiej strony o tym ,
                  smutnym badz co badz, fakcie, bez pytania sasiadow, znajomych czy wrecz obcych
                  ludzi jak to zrobic, bo ich rady sila rzeczy opierac sie musza na wielkiej
                  niewiadomej, powodujac wylacznie niepotrzebne spiecia, jak tu obecne!

                  Unizonosci nie wymagam, a doswiadczona jestem na pewno bardziej!
                  Trzymaj sie cieplutko Mila Toi!
                  • Gość: Toi Re: od alki... IP: *.cm-upc.chello.se 31.12.01, 11:34
                    alka_xx napisał(a):

                    > Fakty powinny byc takie, ze jezeli czlowiek dojrzal do decyzji o rozwodzie to
                    > powinien takze byc dorosly w kwestii poinformowanie drugiej strony o tym ,
                    > smutnym badz co badz, fakcie, bez pytania sasiadow, znajomych czy wrecz obcych
                    ludzi jak to zrobic, bo ich rady sila rzeczy opierac sie musza na wielkiej
                    > niewiadomej, powodujac wylacznie niepotrzebne spiecia, jak tu obecne!

                    Swiete slowa pani dobrodziejki. Jeno zmiana tematu, trudna do przeoczenia.

                    > Unizonosci nie wymagam, a doswiadczona jestem na pewno bardziej!
                    > Trzymaj sie cieplutko Mila Toi!

                    Trzymam sie cieplutko, dziekuje, a w doswiadczenie nie watpie, wieksze od mojego
                    czy nie. Ono nie ma w komentowanych postach zwiazku z niczym na razie.
                    Trzymaj sie mila alko.
      • tijo Re: Do Saami 31.12.01, 09:43
        Dobrze że nie przyszło Ci do głowy poinformować żony przed świetami ale może
        masz zamiar zrobić to właśnie dzisiaj? Może o północy przy składaniu sobie
        życzeń.
        • Gość: Toi Re: Do Saami IP: *.cm-upc.chello.se 31.12.01, 10:03
          Przestancie robic z Saami potwora, On tylko chce rozwodu, nie wiecie nic wiecej
          o Nim, do diabla
    • Gość: Velvet Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? IP: 212.244.170.* 31.12.01, 08:18
      Nie rozumiem jednego - jak to się może stać (albo jak to się dzieje), że po
      rozwodzie "zostaje sie przyjaciółmi". Tak jest chyba tylko w amerykańskim
      filmie. Pozostaje przecież uczucie żalu, niespełnienia, zmarnowania szansy
      imniej czy bardziej skrywane pretensje. O jakiej przyjaźni tu mówić...
      • Gość: Renka Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? IP: *.home.cgocable.net 31.12.01, 08:37
        Ja znam co najmniej dwa przypadki, kiedy ludzie zostali po rozwodzie
        przyjaciolmi.Nie ma zalu, nastapil zgodny podzial majatku. Dzieci spedzaja
        piekne wakacje z ojcem co roku w roznych krajach Europy. Matka ma innego i
        wszyscy sa szczesliwi.Nawet przymyka oczy na nieplacenie regularnie alimentow,
        no bo te wakacje i te ciuchy i te zabawki... A rozstali sie naprawde w
        cywilizowany sposob.Wiem, ze ona poplakiwala, bo ja tez bym poplakiwala, ale
        ja bylam ta , ktora ja pocieszala i pomogla jej podjac decyzje, jak sie trafil
        inny" kandydat.." Drugi przypadek, ona , nigdy nie pracowala, jak dziewczynki
        osiagnely wiek 16 lat, on faktycznie "kazal" jej isc do pracy..Przez jakis
        czas byly nieporozumienia, potem zalatwila rozwod i byla sama przez rok. Sa
        przyjaciolmi caly czas, z cala rodzina chodza na urodziny dziewczynek, swoje
        rocznice. Ona smieje sie, ze jego nowa przyjaciolka przysyla mu kwiaty..tak,
        tak, takie staly sie kobiety w USA.Od jakiegos czasu poznala naszego znajomego
        i chyba sobie przypadli do gustu..On jest samotny i baaardzo bogaty.Nie bojcie
        sie dziewczyny, naprawde. Moze byc chwilowy dolek, ale potem..
        • tijo Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? 31.12.01, 09:39
          Wiesz Renka tak bardzo kocham swojego faceta że, gdyby chcial rozwodu proszę
          bardzo, ale wiem że przyjaciółmi byśmy nie zostali bo to chore. Teraz wyobraż
          sobie taką sytuację jesteś po rozwodzie z facetem którego uwielbiałaś, kochałaś
          przez całe życie macie dzieci i do niedaewna byliście szczęśliwą i kochającą
          się rodziną ateraz spotykacie się razem (może zasiadacie razem np. przy
          wigilijnym stole twój mąż i jego nowa miłość) a ty patrzysz na niego jak on ją
          przytula i dotyka tak jak dotykał kiedyś ciebie i w tej chwili zaczyna ci się
          wszystko przypominać. To nie jest tak że jesteśmy przyjaciółmi po rozwodzie
          będziemy się spotykać rozmawiać śmiać się ale zawsze będzie to udawane bo żona
          myśli że może jednak on do niej wróci, będzie starała się zaskakiwać nowa
          fryzura kosmetyczka nowe ciuchy żeby tylko zwrócić na siebie jego uwagę. Według
          mnie to jest chore ja osobiście bym tego nie chciała.
          • Gość: Velvet Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? IP: 212.244.170.* 31.12.01, 09:49
            Masz tijo 150% racji. Tak sobie wyobrażam "przyjaźń" po rozwodzie. Przecież to
            czysta bzdura, albo... jeszcze większe zakłamanie. Jeżeli dwoje ludzie naprawdę
            się kochało, było małżeństwem, a później rozwiodło - nie moze być mowy o
            przyjaźni. Chyba, że ja nie wiem co to jest przyjaźń...
            • Gość: Renka Re:velvet , nie wiesz co to przyjazn IP: *.home.cgocable.net 31.12.01, 10:00
              Velvet,ja moje malzenstwo budowalam i buduje na przyjazni, milosc i
              namietnosci i obowiazki sa potem .Najpierw byla przyjazn.Kumpelstwo. I gdybym
              ci powiedziala, ile lat jestesmy razem z moim mezem...nie uwierzylbys mi, jak
              rowniez nikt tu na forum , jestem tego pewna.
              • Gość: soso Re:velvet , nie wiesz co to przyjazn IP: 195.41.66.* 17.01.02, 13:13
                134? Jezeli tak to nie wierze.
        • Gość: Velvet Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? IP: 212.244.170.* 31.12.01, 09:44
          A zatem zdarzają się w życiu historie jak w amerykańskich filmach. Ja jednak
          trzymam się swojej teorii, ponieważ w moich warunkach nie byłoby mowy o w miarę
          znośnych stosunkach, nie mówiąc już o przyjaźni. Byłaby nienawiść, pogarda,
          chęć wyrwania tyle, ile się da. W ostatnim numerze "Zwierciadła" Jan Englert
          mówi święte słowa, mniej więcej tak: wielu mężczyzn wyrwało by się z chorego
          związku, ale motywują to jakimś dobrem wyższym, dobrem dzieci itp. A tak
          naprawdę obawiają się zacząć życie od nowa oraz obawiają się podziału majątku.
          W takiej dokładnie sytuacji ja jestem. Kilka lat temu wybrałem taki "rozsądek".
          Efektem tego wyboru będzie dzisiejszy milczący Sylwester. Samotność we dwoje -
          taka perspektywa mnie dzisiaj czeka... Czy to ma sens?
          • Gość: Renka Re: milczacy ludzie IP: *.home.cgocable.net 31.12.01, 09:56
            Droga razem nie musi byc tak cakiem razem i ze spiewem na ustach. Sa lata
            wyciszenia i wzajemnego oskarzania sie ..Sa lata wspolnej radosci, szalonej
            namietnosci..Ja jestem dobrej mysli, jezeli nikt LEPSZY sie na twojej drodze
            nie zjawil, a ona jeszcze wciaz jest blisko, ciepla, chociaz nastroszona w
            srodku..pomysl, co ty takiego jej POWIEDZIALES, takiego, co BOLI, te pare lat
            temu?
            Zreszta nie musicie siedziec w pokoju, wyjdzcie na ulice miedzy ludzi, przemyc
            w kieszeni malego szampana, albo piersiowke..badzcie przyjaciolmi, zyczcie
            sobie jak najlepiej.
            • tijo Re: Do Renki!!! 31.12.01, 10:06
              Dziewczyno o czym ty piszesz?!!! Czy byłaś kiedyś w takiej sytuacji że
              patrzyłaś na swojego faceta jak pzrytula do siebie inną a tobie serce rozrywa?
              Ja byłam w takiej sytuacji facet mnie zostawił bo zakochał się w "modelce" i
              już za dwa dni prowadzał się z nią w objęciach a ja myślałam że oszaleję z bólu
              i tu akurat nie da się mówić o przyjażni.
              • Gość: Renka Re: Do Renki!!! IP: *.home.cgocable.net 31.12.01, 10:13
                Rozumiem twoj bol, ale to hormony nim rzadza.Nie pozwol hormonom, aby rzadzily
                twoja wola.Wycisz sie. Ona MU sie podoba. Nie ty. Po co walczyc ? Jesli
                wygrasz, to na krotko. Jezeli cie interesuje dzielenie sie TWOIM MIESEM, to
                sie katuj i dziel sie z inna. Ja sie nie lubie dzielic, wiec bym sie nie
                katowala. Odeszlabym sama i jeszcze bym go tak zalatwila , ze plakalby i
                blagal o wybaczenie.
                • tijo Re: Do Renki!!! 31.12.01, 10:23
                  No coś ty przecież to ty mówisz tutaj o przyjażni po rozwodzie.
                  • Gość: Renka Re: Do Tijo IP: *.home.cgocable.net 31.12.01, 10:43
                    Tijo, ty mnie nie zrozumialas. Aby mowic o przyjazni po rozwodzie, nalezy
                    budowac swoj zwiazek na przyjazni.Dodawac do niego stopniowo namietnosci i
                    szalenstwa. Nalezy dokladnie tak postepowac jak z przyprawianiem dobrej
                    potrawy.Dodawac po trochu przypraw i sprawdzac smak.Recze za te przyjazn. To
                    sprawdzone. Wspolczuje kobietom, ktore nie maja przyjaciela w domu.
                • tijo Re: Do Renki!!! 31.12.01, 10:58
                  Gość portalu: Renka napisał(a):

                  > Ja sie nie lubie dzielic, wiec bym sie nie
                  > katowala. Odeszlabym sama i jeszcze bym go tak zalatwila , ze plakalby i
                  > blagal o wybaczenie.

                  Wydaje mnie się jednak że dobrze Cię zrozumiałam najpierw mówisz o przyjażni po
                  rozwodzie a potem o zemście chyba mylisz pojęcia. Nie chcę się z tobą sprzeczać
                  ale ja wiem jedno Teroretycznie taka przyjażń jest możliwa ale w praktyce to jest
                  NIE DO PRZYJĘCIA chyba że po wielu latach. I to nie jestem pewna.
                  Pozdrawiam i życzę Ci w Nowym 2002 roku równie dużo optymizmu.
              • Gość: onnanohi oj.... IP: *.devs.futuro.pl 31.12.01, 10:33
                Oj... niezły ten wątek a ja dopiero teraz go przeczytałam. I ubawiłam się
                setnie.
                Toi - jak zwykle zgadzam się z Tobą w 100%.
                A Renka - cóż, wszak to artystyczna dusza i czasami fantazja ją ponosi.
                Wyobraziłam sobie, jak mój W. podaje mi drinka (ja dla odmiany lubię białe
                Martini), świece na stole, Queen w tle i: Chcę rozwodu zostańmy przyjaciółmi.
                Hehe, musze Mu to opowiedzieć, jak wróci z pracy.

                Renka - to cudowne, Ty żyjesz w jakiejś baśniowej krainie ... Te sowy, szopy
                pracze, świece, muzyczka w tle ... Wszyscy się kochają i przyjaźnią ze sobą.

                Ja w takiej sytuacji Martini (razem ze szklanką, przypuszczam) chlusnęłabym
                ukochanemu w twarz, a magnetofon pofrunął by przez okno. Jeden taki, dawne
                dzieje, rzucił mnie przez telefon. Mieszkał 600 km ode mnie. Oj, wiedział
                dziubasek co robi :)

                Saami, przykre to co się dzieje, ale musisz to powiedzieć po prostu, normalnie,
                że chcesz porozmawiać i że sprawy mają się tak i tak. I nie rób, proszę, żadnej
                do tego otoczki, bo to może wręcz ten ból i smutek powiększyć.

                Trzymam za Ciebie kciuki - widocznie tak musi być :(

                A, i jeszcze jedno o przyjaźni po rozwodzie. Renka, co dla Ciebie oznacza to
                słowo, powiedz proszę? Bo mi się wydaje, że Ty mówiąc "przyjaźń" w tym
                przypadku masz na myśli poprawne układy między byłymi małżonkami, wspólne (z
                dziećmi) spotkania i ogolne kulturalne i pełne szacunku zachowanie.
                Mój mąż jest moim największym przyjacielem, ale nie byłby nim, gdyby nasz
                związek się skończył i to nieważne z jakiego powodu. Ach, nie mam czasu,
                zresztą Renki i tak nic nie przekona.

                Pozdrawiam wszystkich, Ciebie szczególnie Saami
              • alka_xx Re: kobieta tez czlowiek... 31.12.01, 10:52
                tijo napisał(a):

                > Dziewczyno o czym ty piszesz?!!! Czy byłaś kiedyś w takiej sytuacji że
                > patrzyłaś na swojego faceta jak pzrytula do siebie inną a tobie serce rozrywa?
                > Ja byłam w takiej sytuacji facet mnie zostawił bo zakochał się w "modelce" i
                > już za dwa dni prowadzał się z nią w objęciach a ja myślałam że oszaleję z bólu
                >
                > i tu akurat nie da się mówić o przyjażni.


                Tez dokladnie tak to widze, choc nie bylam w przedstawionej przez tijo sytuacji!
                I uwazam ze mowienie o przyjazni po rozstaniu jeszcze przed rozwodem jest dla
                mnie zbyt wyrafinowana proba zatuszowania prawdziwych przyczyn rozstania i proby
                stworzenia sobie przez saami komfortowej sytuacji psychicznej, bo przeciez jakie
                to humanitarne, przyjaznic sie z eks-zona!

                A te dwa przypadki " z zycia wziete ", o ktorych pisze Renka tylko potwierdzaja
                regule!


                Do Sammi , udowodnij ze nie jestes potworem!

                alka z pozdrowieniami
                • Gość: Toi Re: kobieta tez czlowiek... IP: *.cm-upc.chello.se 31.12.01, 11:20
                  alka_xx napisał(a):

                  > Do Sammi , udowodnij ze nie jestes potworem!
                  > alka z pozdrowieniami

                  Wiesz, alka, w naszym kregu kulturowym udowadnia sie wine, a nie jej brak

                  Toi z pozdrowieniami
                  • tijo Re: kobieta tez czlowiek... 31.12.01, 11:24
                    Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień.
                    • alka_xx Re: kobieta tez czlowiek... 31.12.01, 12:54
                      tijo napisał(a):

                      > Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień.



                      Swiete slowa!
                  • alka_xx Re: kobieta tez czlowiek... 31.12.01, 12:53
                    Gość portalu: Toi napisał(a):


                    > Wiesz, alka, w naszym kregu kulturowym udowadnia sie wine, a nie jej brak
                    >
                    > Toi z pozdrowieniami


                    Och, co za nietakt ! Chyba ostatnio nie bywalam w waszym tylko w swoim ...
                    alka


                • saami Dar i obowiazek 15.01.02, 10:22
                  alka_xx napisał(a):
                  > I uwazam ze mowienie o przyjazni po rozstaniu jeszcze przed rozwodem jest dla
                  mnie zbyt
                  wyrafinowana proba zatuszowania prawdziwych przyczyn rozstania i proby
                  stworzenia sobie
                  przez saami komfortowej sytuacji psychicznej, bo przeciez jakie to humanitarne,
                  przyjaznic
                  sie z eks-zona!

                  To pewnie wynika z mojego (i jak widze osamotnionego) pojmowania przyjazni i
                  malzenstwa.
                  Przyjazn jest dla mnie takim DAREM jednego czlowieka dla drugiego, bez
                  obligowania go do
                  korzystania z tego, jest jedynie daniem mozliwosci korzystania z darczyncy. I
                  moze, choc
                  to bez sensu, ale moze byc jednostronna. Natomiast malzenstwo jest juz
                  sakramentem, jest
                  OBOWIAZKIEM jaki bierze na siebie dwoje ludzi i rozpoczyna sie od wzajemnego
                  slubowania
                  sobie milosci, wiernosci, uczciwosci malzenskiej i nieopuszczenia sie az do
                  smierci.
                  I nie moze byc jednostronne.

                  Tak wiec przyjazn dalem mojej zonie na dlugo przed slubem. I dalem ja bez
                  zadnych zobowiazan.
                  Jednak z czasem przerodzila sie ona w cos wiecej - w chec bycia dla niej az do
                  smierci,
                  w chec wychowywania wlasnie z nia, a nie zadna inna, potomstwa, w chec bycia z
                  nia na dobre
                  i na zle... Odwzajemnila to i oswiadczyny zostaly przyjete.

                  Po kilku latach malzenstwa zdradzila mnie. I nie byla to przypadkowa zdrada,
                  ktora moznaby
                  wybaczyc albo zbilansowac wlasna zdrada. Zakochala sie w innym mezczyznie i z
                  nim to zaczela
                  planowac juz swoje zycie, dzieci, przyszlosc... (patrz watek: "Jak postepowac z
                  zona czekajaca
                  na rozstajacego sie z zona faceta"). Wybaczanie takiej zdrady juz nie ma sensu,
                  bo wazniejsze
                  jest wszystko to, co sie wydarzylo wokol tego - tajemnice, klamstwa, oszustwa.
                  Zdrada sama
                  w sobie staje sie tu jakby drugoplanowa. I moge zrozumiec, ze mozna sie
                  zakochac, bo przeciez
                  sam jestem zakochany. Ale nie moge pojac, jak mozna tak postepowac bedac
                  w "slubach" z innym
                  czlowiekiem. A skutki tego sa takie, iz utracilem poczucie bezpieczenstwa przy
                  niej, przestalem
                  wierzyc, ze ona chce byc ze mna na dobre i na zle, przestalem wierzyc, ze tylko
                  smierc moze
                  nas rozlaczyc. A co gorsze, przestalem chciec miec (bo na szczescie nie mamy) i
                  wychowywac
                  z nia (z ta do niedawna jedyna) dzieci - bo jakie wartosci ona moze im
                  przekazac? Ze slubowanie
                  przed Bogiem (mamy koscielny) i ludzmi, ze przysiega, ze danie slowa to nic nie
                  znaczy bo
                  "tylko krowa pogladow nie zmiena" (to jej slowa)? Ze mozna bezkarnie oszukiwac,
                  klamac,
                  zdradzac byle tylko to sie nie wydalo, a nawet jak sie wyda to nie nalezy sie
                  do niczego
                  przyznawac i bedzie ok dopoki sie dowody nie znajda? Ja nie chce miec takich
                  dzieci, bo
                  to sie kiedys przeciwko mnie obroci. Ja musze ratowac przede wszystkim siebie,
                  swoje zycie,
                  bo teraz mam lat dziescia i moge jeszcze zaczac cos od nowa, ale jakby sie taka
                  sytuacja miala
                  powtorzyc (a ona przeciez udowodnila mi wlasnie, ze jest do tego zdolna) kiedy
                  bede mial lat
                  dalsze dziesci (i dzieci) - to z rozpoczynaniem czegos od nowa bede mial juz
                  wiekszy problem.

                  Tak wiec rozwod, jest dla mnie takim zwolnieniem z OBOWIAZKU niezbednym do
                  walki o siebie,
                  bez odbierania DARU, ktory juz raz dalem. Bo mimo wszystko, nadal bardzo ja
                  kocham, tylko
                  ze nie chce z nia juz byc, z taka jaka teraz jest. A poza tym, rozwod, wbrew
                  pozorom, moze
                  przyczynic sie do naprawy naszej sytuacji. Przeciez to nie trwa jeden dzien.
                  Przy pierwszej,
                  drugiej, czy kolejnej rozprawie moze cos do niej wreszcie dotrze, moze pojawi
                  sie w niej chec
                  naprawy tego co sie stalo. Rozwod to nasza ostatnia szansa, bo nie potrafimy
                  juz ze soba
                  rozmawiac. I jesli jej nie wykorzystamy, jesli ona nie bedzie chciala tej
                  szansy wykorzystac,
                  to taki rozwod przynajmniej uratuje mnie tu i teraz, kiedy mam jeszcze na to
                  czas.

                  > Do Sammi , udowodnij ze nie jestes potworem!
                  Do alka_xx, nadal uwazasz, ze jestem potworem?
                  • Gość: Monika Re: Dar i obowiazek IP: *.u.mcnet.pl 15.01.02, 11:29
                    Wiesz, mam taka sama sytuacje, z tym, ze to ja jestem zdradzana zona. Tez
                    zlozylam pozew rozwodowy. Ale juz nie aby ratowac nasze malzenstwo, ale aby
                    uratowac siebie. I mysle, ze to byla moja najlepsza decyzja, jak podjelam
                    ostatnio. Oczywiscie mialam i caly czas mam dylematy dotyczace obietnicy
                    zlononej w Kosciele, ze go "nie opuszcze az do smierci". Chociaz z drugiej
                    strony, on slubowal mi "milosc, wiernosc i uczciwosc malzenska", gdzie zlamal
                    te wszystkie dane mi obietnice. A przypowiesc o synu marnotrawnym ma wowczas
                    znaczenie, gdy ten syn zaluje za swe zle czyny i wraca. A jak nie chce wrocic,
                    to nie ma juz miejsca na wybaczenie.
                    • saami Wybaczenie zdrady 18.01.02, 09:10
                      Gość portalu: Monika napisał(a):

                      > A przypowiesc o synu marnotrawnym ma wowczas znaczenie, gdy ten syn zaluje za
                      swe zle czyny i wraca. A jak nie chce wrocic, to nie ma juz miejsca na
                      wybaczenie.

                      To piekne, ale dla mnie troche malo. Mnie nie wystarczy, ze zaluje i chce
                      wrocic. Ja potrzebuje, aby jeszcze wyciagnela z tego wnioski na przyszlosc. Bo
                      ja nie moge cale zycie wybaczac jak w Twojej przypowiesci. Ja musze sie
                      przekonac, ze nigdy wiecej to sie juz nie powtorzy - ojciec zawsze bedzie
                      ojcem, ale maz juz niekoniecznie.

                      A co do wybaczenia, to mysle, ze moze byc na nie miejsce wtedy, gdy wyciagniete
                      z tego wnioski przyczyniaja sie do umocnienia zwiazku!
            • Gość: Velvet Jeszcze do Renki - IP: 212.244.170.* 31.12.01, 10:32
              Ja wytrzymałem 30 lat. 30 lat przy wspólnym dyszlu. Ale w połowie tych lat
              zachciało mi się pracy na eksporcie.W uzgodnieniu z połowicą pojechałem. W
              Polsce był wtedy ocet na półkach. Po dwóch latach wróciłem (odwiedziny były co
              2 m-ce)I wtedy nastąpił wybuch... namiętnej zazdrości.Ze strony żony.Była to
              chorobliwa, niszcząca wszystko zazdrość.Później dowiedziałem się, że było to
              spowodowane opowiadaniami innych żon "eksportowców" jak to tacy jak ja,
              prowadzą się "na eksporcie". Trwało to kilka lat.Wtedy na nowo poznałem moją
              wielką, pierwszą, szkolną miłość. I wszystko między nami (mną i moją pierwszą
              miłością) wybuchło na nowo.Doprowadziło to mnie do stanu skrajnego.Nie
              wyobrażałem sobie odejścia od rodziny, od dzieci, zmarnowania zawodowego
              dorobku w jednym zakładzie pracy, zaczynania wszystkiego od nowa, chociaż
              wiedziałem, że trafiłbym do kobiety bardzo mnie kochającej.Nie mogłem też tego
              kontynuować, bo pojawił się przeogromny konflikt sumienia. Wybrałem "rozsądek" -
              nie odszedłem i trwałem dalej w tym w czym teraz jeszcze bardziej ugrzązłem.
              Kontakty z wielką miłością zostały zamrożone - ona zrozumiała mój wybór. Teraz
              wyrwać się jest jeszcze trydniej, a dzieci powoli wyfruwają z gniazda. Dobija
              świadomość, że gdzieś tam, nie tak daleko czeka ktoś, kto kocha i co jakiś czas
              daje znać - czekam, jestem gotowa na przyjęcie ciebie...
              Oto moja historia...
              • yess Re: velvet 31.12.01, 10:53
                i co bedzie dalej?
                • alka_xx Re: velvet 31.12.01, 11:00
                  yess napisał(a):

                  > i co bedzie dalej?


                  A co proponujesz???
                • Gość: Velvet Re: velvet IP: 212.244.170.* 31.12.01, 11:02
                  Co będzie dalej? Nic. Przed chwilą złożyłem życzenia noworoczne Tej, która mnie
                  kocha (telefonicznie - mieszka trochę daleko), a po pracy pójdę do domu - tak
                  trzeba umownie nazwać te kilka ścian) i będę "spędzał" Sylwestra. Barek mam
                  dobrze zaopatrzony...
                  • yess Re: velvet 31.12.01, 11:09
                    to smutne co piszesz. wybrales barek...no coz mam nadzieje ze warto bylo.
                    • tijo Re: Życzenia 31.12.01, 11:14
                      Składam wszystkim najserdeczniejsze życzenia i obyśmy nigdy nie znależli się w
                      takiej sytuacji. Pozdrawaim i SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!! wszystkim żebyście
                      nie zagubili się w swojej miłości.

              • Gość: Renka Re: velvet IP: *.home.cgocable.net 31.12.01, 11:01
                30 lat..To fantazja.Nie wierze, aby miedzy wami nie bylo przyjazni, nawet..
                milosci.Ona jest, tylko schowana gdzies gleboko .To jest za dlugi okres czasu,
                aby sie nie odkryc po drodze.Gdyby to sie mialo rozpasc, rozpadloby sie juz
                dawno. Ty kochasz dzieci, lubisz zone, a powrot do mlodosci..to byloby na
                krotko. Caly czas bys porownywal..az ktoregos dnia stwierdzilbys, ze jest w
                niej cos z zony..a moze nawet gorzej, bo ty musialbys sie przyzwyczajac na
                nowo do nowego miejsca, nowego stylu jedzenia itd.Nie wiem, ja znalam taka
                pare, wspanialych ludzi.On wedlug mnie byl strasznym gburem i chamem,ale takim
                kochanym, a ona wrazliwa, inteligentna, domowa..On slynal ze skandali z
                babami, ona mu wybaczala. Spedzili razem wiele lat. Po smierci tragicznej ich
                jedynego syna (mial 17 lat)zmienil sie zupelnie. Rozkleil sie, ona byla dla
                niego wszystkim.Stal sie jak dziecko.Gdy w kilka lat pozniej umarla na
                cukrzyce, on znalazl sobie nowa kobiete i wyobraz sobie odmienil sie
                zupelnie . Odmlodnial, odzyl, razem podrozowali, fantastyczne zakonczenie
                zycia, bo to trwalo 2 lata. Umarl na serce. Nagle.Traz w ich pieknym ogromnym
                mieszkaniu mieszka ta osoba, ktora MIALA sie zjawic i sie zjawila w
                odpowiednim czasie. A ja nie moge do nich juz pojsc.
                • tijo Re: velvet 31.12.01, 11:09
                  Droga Renko !
                  Teraz rzucasz przykładami jak z rękawa ale myślę że gdybyś znalazła się w
                  takiej sytuacji to robiłabyś coś zupełnie innego niż dyktowałby ci rozum i
                  zdrowy rozsądek.
                  Ja kiedyś myślałam podobnie jak ty moja przyjaciółka została wyrolowana przez
                  faceta radziłam jej jak ma robić ale mówić można bardzo wiele ale jak samemu
                  dostaje się kopniaka w tyłek wtedy robi się zupełnie coś innego. Wtedy emocje
                  biorą górę a po kilku latach zastanawiasz się: "Boże jak ja mogłam coś takiego
                  zrobić taraz postąpiłabym zupełnie inaczej" Przyznaj się sama nigdy tak nie
                  myślałaś?
                  • Gość: Renka Re: jeszcze o tej przyjazni IP: *.home.cgocable.net 31.12.01, 11:25
                    No , bylam w sytuacji, kiedy ryczalam przez tydzien z powodu porzucenia i to
                    dla kogo..Ale wiesz, tak sie stalo, ze ten chlopak spotkal mojego wowczas
                    niedoszlego jeszcze meza, tuz przed naszym slubem. Bylo to okolo roku po
                    tamtym zerwaniu.I poszli razem na wodke. Wspominali nasze szkolne czasy.W
                    czasie rozmowy on powiedzial mojemu mezowi, ze "Renke to trzeba na rekach CALE
                    ZYCIE nosic,bo ONa na to zasluguje, a on tego by po prostu nie wytrzymal."
                    Wiesz, jakie to bylo mile wowczas dla mnie i nawet teraz po latach to pamietam
                    i nie mam do niego zadnego zalu, chociaz przez ten rok, zanim sie o tym
                    dowiedzialam myslalam o nim zle.On TEZ byl moim przyjacielem .I mimo, ze w tym
                    ukladzie zabraklo milosci to przyjazn pozwolila na powiedzenie takich
                    szczerych slow, na spokojne wyjasnienie .Wiesz, do mnie nie docieralo jak
                    odchodzil mowiac, ze nie jestem jego warta.Plakalam i nie wierzylam.Dopiero po
                    roku, dotarlo to do mnie.Ale w miedzyczasie byl juz inny, moj ukochany Guru.
                    I to jest najwazniejsze.
                • Gość: Velvet Re: velvet IP: 212.244.170.* 31.12.01, 11:13
                  Masz rację. Do tego cholernego eksportu wszystko było OK. To ta cholerna
                  rozłąka wszystko popieprzyła oraz babska zawiść koleżanek żony . Przywoziłem
                  wtedy niesamowite frykasy,a i zarabiało sie dobrze.Czy uwierzysz, ze przez 1,5
                  roku z tych dwóch lat pisałem do żony listy, statystycznie liczęc co 2,3 dnia?!
                  Co dwa i trzy dziesiąte dnia wysyłałem do żony list. Najmniejszy liczył 4
                  strony papieru listowego zapisanego drobnym pismem, największy 16-cie.
                  Przeważnie było to 8 - 12 stron. Miałem o czym pisać bo ją bardzo kochałem. Tam
                  dopiero zrozumiałem co to znaczy kochać żonę, rodzinę, Polskę. A później posżło
                  to w gruzy, bo nie potrafiłem dość skutecznie wytłumaczyć się, dlaczego to
                  jestem prosty, a nie garbaty...
                  • Gość: Renka Re: velvet jestes OK IP: *.home.cgocable.net 31.12.01, 11:34
                    Badz w porzadku, badz uczciwy i szczery, ale nie do przesady.Badz soba.W
                    przypadku takiego wyciszenia naprawde warto pojsc gdzies na ulice w Sylwestra,
                    gdzie sie dzieje ..ludzie sie smieja, pijani wyglupiaja.Lepiej to chyba niz w
                    domu.
                    • Gość: Velvet Re: velvet jestes OK IP: 212.244.170.* 31.12.01, 11:41
                      I taką możliwość biorę pod uwagę. Z tym dobrze zaopatrzonym barkiem to raczej
                      żart. W takiej sytuacji...
                      Ale może nie bezie źle...
                • Gość: Toi Re: velvet IP: *.cm-upc.chello.se 31.12.01, 11:46
                  Gość portalu: Renka napisał(a):

                  > 30 lat..To fantazja.Nie wierze, aby miedzy wami nie bylo przyjazni, nawet..
                  > milosci.Ona jest, tylko schowana gdzies gleboko .To jest za dlugi okres czasu,
                  > aby sie nie odkryc po drodze.Gdyby to sie mialo rozpasc, rozpadloby sie juz
                  > dawno. Ty kochasz dzieci, lubisz zone,

                  Renko, za pozwoleniem: ha ha hahahahahahahahahahahahahahahahaha. Raczysz zartowac
                  z tym przekonaniem o sympatii do zony... Co z tego, ze 30 lat?!... Znam pare, i
                  to bardzo, bardzo dobrze, ktora wytrzymala ze soba 25 i zapewniam Cie, ze o
                  sympatii na wyjsciu nie bylo tu mowy. Za to sporo o nienawisci. Nie pytaj
                  dlaczego 25, zycie plata figle, czyz nie.
                  • Gość: Toi Re: velvet IP: *.cm-upc.chello.se 31.12.01, 12:39
                    Velvet nawyrazniej cos wciaz laczy z zona, ale dlugi staz nie oznacza przyjazni
                    czy 'lubienia zony'... Nie mozna z tego robic argumentu i zasady. Bywa
                    dokladnie odwrotnie, niestety.
    • Gość: Tula Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? IP: *.daxnet.no 31.12.01, 15:03
      Postaram sie odpowiedziec "wcielajac"sie w role kobiety ktora ma taka wiadomosc
      otrzymac. Jak wolalabym aby to sie odbylo?. Napewno jak najmniej bolesnie! Sama
      wiadomoosc jesli nie bedzie szokiem to bedzie bardzo nieprzyjemna. A wiec jako
      miejsce wybieram dom i tylko ja i maz sa tam obecni. Przyjda napewno lzy i nie
      chcialabym aby mnie zryczana inni ogladali.Ja wolalabym przedstawienie sprawy
      wprost i jej uzasadnienie. Detale sa nie istotne, ale jakies wytlumaczenie mi
      sie nalezy. Nie uwazam ze kladzenie na lawie papierow rozwodowych wypelnionych
      juz czesciowo przez meza jest tu na miejscu, na to przyjdzie czas potem.
      Nie ma "przepisu" na taka sytuacje, ale wydaje mi sie ze caly pozniejszy
      przebieg procesu rozwodowego bedzie troszke zalezal od tej pierwszej rozmowy.
      pozdrowienia tula b
      • Gość: Renka Re: to powinien byc piekny dzien IP: *.home.cgocable.net 31.12.01, 19:48
        Zgadzam sie z tym, ze od tej rozmowy zalezec bedzie WIELE.To, w jaki sposob
        bedziemy ze soba rozmawiac w sadzie i poza. Czy w ogole dojdzie do podania
        reki potem..Dlatego ja osobiscie chcialabym, aby odbylo sie to w komfortowych
        warunkach, ktore LAGODZILYBY w jakis sposob ciezar spadajacy na moje barki,
        ciezar stresu, z ktorym przyszloby mi walczyc wkrotce.Stad atmosfera jak na
        pierwszej randce, tylko, blagam, bez swiec. Wszak to ma byc dzien, jeszcze
        lepiej ze sloncem i cieplem. Zeby potem , wyjsc na swieze powietrze i
        ODETCHNAC gleboko, zaczerpac energii ze slonca i radosci wokol.
        • kwieto Re: to powinien byc piekny dzien 31.12.01, 21:25
          Acha, czyli przez powiedzmy 10-20 lat narasta wzajemne zniechecenie,
          niezrozumienie, zgorzknienie, beznadziejnosc i szaro-burosc zwiazku, i nagle ni
          z tego ni z owego robie wielkie swieto, atmosfera randki, i pozew rozwodowy?
          Wiesz, gdyby mi cos takiego zona zrobila - jak nigdy nie uderzylem kobiety -
          chyba bym sie nie powstrzymal.
          Bo (zakladajac ze rozwod bedzie dla drugiej strony bolesny) to troche tak,
          jakbym zorganizowal przyjecie na czyjas czesc, a nastepnie w zlotym puzderku
          podal mu trucizne, ktora ma wypic przy wszystkich gosciach, w srodku imprezy -
          po co sie nad nim znecac?

          Jesli na codzien jestesmy oschli, to taka rzecz zakomunikujmy w ten sam sposob
          - bez lukrowania, ani bez znecania sie... Po prostu tak, jak kazda inna decyzje
          w zyciu...

          Przy czym, tak na prawde czytajac poprzedni watek Saami - to jego zona ani nie
          bedzie specjalnie zdziwiona, ani zszokowana, ani nie bedzie specjalnie plakac.
          Wiec po diabla na sam koniec zwiazku udawac ze jest inaczej niz jest?
          • Gość: Renka Re: to powinien byc piekny dzien IP: *.home.cgocable.net 03.01.02, 09:46
            Kwieto, twoje riposty to z reguly calkowite veto! na moje, bez wnikania w
            szczegoly.Oczywiscie , masz do tego bezwzgledne prawo forumowicza.A co
            powiesz, jak to ich malzenstwo to nie byla niechec, bijatyki,w ogole nie
            jakies szalenstwa, tylko zwykle znuzenie i w dodatku ktos trzeci sie pojawiL?
            Ja zalozylam , ze sprawa moglaby mnie dotyczyc. W moim zyciu nie bylo
            agresywnych "ingerencji", wiec nawet nie pomyslalam o tym. Wiem, ze sa
            ludzie , ktorym do glowy by nie przyszlo, aby te wiadomosc zakomunikowac w
            taki sposob ( fotel,wino itp,to sa "czynniki lagodzace cios ") .Dla mnie takie
            rozwiazanie sprawy byloby calkiem normalne i oszczedzajace mi
            domyslow,atmosfera calkowicie relaksujaca gotowa do odparcia najwiekszego
            stresu. Bo ci,ktorzy na codzien walczyli ze soba, wykrzycza do siebie zle
            slowa i nie ma mowy o zgodzie !I zawsze pozostana jakies niedomowienia. W moim
            przypadku mamy czas , aby o wszystkim porozmawiac.Ale rozwod moze byc z
            roznych powodow. Z nudy .Z roznicy zainteresowan tez.Bo sie nie moze miec
            dzieci tez.Bo sie ktos zjawil trzeci tez.Jak ktos, kto nudzil sie w zwiazku i
            praktycznie zyl OBOK, moglby wykazac jakakolwiek agresje?On ma juz "swoj
            swiat", on nie chce drugiej osoby skrzywdzic, chce pokojowego rozwiazania. On
            by z radoscia przystapil do tej rozmowy, ktora bylaby wybawieniem dla drugiej
            strony tez.Pozostalaby tylko kwestia spraw materialnych, ktora zawsze nalezy
            rozwazac spokojnie i bez pospiechu.Twoja agresja na takie rozwiazanie jest dla
            mnie nie wytlumaczalna.Co cie tak rozdraznilo? Zwyczajny, miekki(dziala jak
            przytulanka) fotel i atmosfera ciszy przed burza, lagodzona muzyka i dobrym
            posilkiem?
            • kwieto Re: to powinien byc piekny dzien 03.01.02, 09:53
              Renka - bo to jest cukierkowanie... jeszcze przy tym rozwodzie powinnas dostac
              walentynke z duuuuzym serduszkiem. Ale jesli w taki sposob zalatwiasz rozwod, i
              tak wyglada wasze zycie - to po diabla sie rozwodzic? A jesli wasze zycie tak
              nie wyglada to po diabla udawac?
              • tijo Re: to powinien byc piekny dzien 03.01.02, 10:32
                A potem dla odprężenia odrobina seksu nie zaszkodzi. Jak przyjaciele a co?
                • Gość: Renka Re: to powinien byc piekny dzien(tijo) IP: *.home.cgocable.net 03.01.02, 20:59
                  A, co nie wolno? Przeciez malzenstwo praktycznie juz nie istnieje, bo jezeli
                  jedna ze stron wymawia uklad, to drugiej pozostaje tylko wynegocjowanie
                  najlepszech dla siebie warunkow. Co ma do tego seks? Moze byc.Jak sie oboje
                  zgadzaja. Czemu nie? Przeciez seks to nie MILOSC, he?
                  ps w ten sposob zblizamy sie do stwierdzenia, ze taka rozmowa wcale nie musi
                  byc chamska,ordynarna, agresywna, z wyzwiskami i tonami placzu oraz z
                  poczuciem winy.
              • Gość: Renka Re: to powinien byc piekny dzien IP: *.home.cgocable.net 03.01.02, 20:31
                To przeciez jest hipotetetyczne."Po diabla sie rozwodzic? w takim "poprawnym"
                ukladzie ?" hahahaa... No, przeciez w przypadku niemozliwosci posiadania
                dziecka razem, nie zawsze adoptuje sie je,a rozwod umozliwia inny
                zwiazek..Albo ta nuda, przeciez nie mozna zanudzic sie na smierc, a czy
                malzonek pozwolilby na radosne zabawy z plcia odmienna pod jednym dachem?
                Nie , wiec to jest odpowiedz. Chcialabym przekonac cie kwieto, ze zycie w
                zwiazku malzenskim nie zawsze jest namietne i pieje orgazmami..Czasem jest
                kumpelskie i fascynujace, a czasem nudne jak flaki z olejem. Jak za duzo tego
                ostatniego, to chcialoby sie cos nowego..
                • Gość: onnanohi Re: to powinien byc piekny dzien IP: *.devs.futuro.pl 03.01.02, 22:28
                  Oczywiście, Renka, jaka Tyś mądra. Czasem mnie szlg trafia, jak czytam Twoje
                  idealistyczno - głupawe wypowiedzi. Małżeństwo. On / ona znudzeni sobą.
                  Rozwiązanie? Proste (dla Renki przynajmniej) - rozwód. Wirtaj kochanie, buzi,
                  buzi. Jesteś moim prawdziwym przyjacielem, ale się nuuudzę, no nuuuudzę się.
                  Masz tu winko. O! Dobre winko. No i co - nuudzisz się skarbeńku, przyjaciółko
                  Ty moja. Tak, jeszcze troszkę tego kurczaczka spróbuj. Mniam, mniam. No, no
                  więc nudzę się i chcę rozwodu. Taak? Tak, kochanie, myślę że to dobre
                  rozwiązanie. A wiesz? Może masz rację? Spróbowałoby się z inną babeczką. O,
                  winka Ci doleję.

                  Jezu, Renka, jak Ty czasami bredzisz. Twoje wypowiedzi są czasem tak niespójne,
                  że w szkole za takie wypracowanie dostałabyś PAŁĘ. Bo powiedz jaki ma związek
                  ze sposobem powiadomienia o rozwodzie Twoja wypowiedź skierowana do Kwieto, że
                  małżeństwo nie jest zawsze pełne orgazmów i fajerwerków, BO NIE ROZUMIEM!!

                  Ale Ty, jak zwykle mi nie odpowiesz, zawsze ignorujesz moje pytania.

                  Pozdrawiam wszystkich.
                  • Gość: Renka Re: to powinien byc piekny dzien ,Onanohito IP: *.home.cgocable.net 04.01.02, 08:19
                    Przepraszam za nie udzielanie odpowiedzi.Kwieto wspomnial w "pustce" o tym, ze
                    nie wytrzymalby po prostu w ukladzie platonicznym( z czego wnioskuje,ze nie
                    mogac zmienic, chcialby odejsc)Poniewaz to,jak sie uklada malzenstwo,wplywa
                    zasadniczo na przebieg takiej rozmowy, napisalam, ze malzenstwo to nie tylko
                    pianie orgazmami(co jest zaprzeczeniem milosci platonicznej), tylko troche
                    tego i owego i jeszcze innego.Po prostu, stwierdzilam fakt znany od dawna
                    wszystkim malzonkom.I ze nuda w zwiazku rowniez moze byc powodem do takiej
                    rozmowy o rozwodzie.To wszystko, pani sedzino.
                    *)cale szczescie, ze nie chodze juz do szkoly. Chociaz, przypomniala mi
                    sie "babcia", moja polonistka. Zawsze byla usmiechnieta.
    • saami Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? 02.01.02, 15:47
      Dziekuje wszystkim za odzew, w szczegolnosci Toi za obrone pod nieobecnosc.
      Przepraszam, ze tak dlugo milczalem, ale "mialem" Sylwestra (z zona oczywiscie,
      takiego pozegnalnego, innego niz wszystkie) i dopiero teraz znalazlem chwilke.

      Myslac o jakiejs "publicznej" restauracji liczylem, iz moze tam bylalby
      w stanie powstrzymac sie od lez i rozpaczy, i w ogole od wszystkiego tego
      co kobiety w takich sytuacjach robia, ze chodziaz wyslucha mnie spokojnie
      do konca. Jednakze jak to w zyciu zwykle bywa, tak i to jakos tak samo
      wyszlo i padlo akurat na zacisze domowego ogniska, w pierwszy dzien nowego
      roku, o poranku (raczej po poludniu bo dlugo spalismy po zabawie).

      No i niestety, ledwie zaczalem, musialem skonczyc - rozplakala sie, i nie
      mialem juz serca tej rozmowy dokanczyc. W kazdym razie zostala odlozona
      na pozniej - ale juz na pewno nie w domu. Poprosila o czas do "pozbierania
      sie", poprosila o "czas dla NAS". Dalem go jej. I nadal nie wiem, czy tamten
      sie rozmyslil, czy moze jednak z niego zrezygnowala? No chyba, ze jeszcze
      na niego czeka? Zobaczymy wiec co czas pokaze...

      Dziekuje za pozdrowienia i Wszystkego Najlepszego w Nowym Roku zycze.

      Saami
      • zdezorientowana Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? 03.01.02, 00:43
        Kobiety mają to do siebie, że płaczą jak im jest żle. Jest to często nie do
        powstrzymania. Nie wiem, czy to dobry pomysl przeprowadzać taką rozmowę w
        miejscu publicznym.
        • p!aksamitna Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? 04.01.02, 09:28
          Witam Was - przeczytałam w miarę uważnie wszystkie posty i tak sobie
          pomyślałam, ze podzielę sie po prostu swoim doświadczeniem, bo takowe niestety,
          albo stety, posiadam.
          parę lat temu mój ukochany mąż zbyt bardzo zblizył się do pewnej kobiety - o
          ironio - mojej kochanej przyjaciółki. Tak mu zawróciła w głowie, ze oszalał z
          miłości (tak mu się wydawało) i powiedział, że chce rozwodu, bo pragnie
          poslubić ową białogłowę. Z całej rozmowy o rozwodzie pamietam jedno -
          płakaliśmy oboje, bo w takiej sytuacji - uwierz Renko - nie ważne gdziej i jak
          TYLKO CO się usłyszy. siedzieliśmy w kuchni przy stole i mój cudowny małżonek
          płakał jak bóbr, mówiąc mi jak bardzo ja kocha i jak mu źle z tego powodu,ze
          mnie zostawia. Oczywiście ja zgodziłam się na ten rozwód, bo w tej całej
          rozpaczy dostrzegłam jedno: mimo zdrady, jakiej się dopuścił, był ze mną
          szczery i konkretny. Razem byliśmy u adwokata, razem zanieśliśmy pozew do sądu,
          raze przyszliśmy na pierwszą rozprawę...wiecie dlaczego? BO MIMO WSZYSTKO
          BYLISMY NAJPIERW PRZYJACIÓŁMI i chociaż zraniła mnie najukochańsza rozmowa, to
          dzięki temu, że nie pokazałam mu drzwi (sam się wyprowadził), ale nawet
          starałam się być do niego pozytywnie nastawiona, to po pół roku wrócił do mnie
          I NIGDY JUŻ NIE SPOTKAŁ SIĘ Z TĄ DZIEWCZYNĄ, minęły już 4 lata od tego
          wydarzenia, masza miłość kwitnie i nigdy nie była tak silna jak teraz.
          Nie wiem, czy mogłabym być jego przyjacielem, gdyby na stałe się ze mna rozstał
          i doszłoby jednak do rozwodu, bo zbyt mocno go kocham i nie wiem, jak bym
          reagowała na widok byłego męża w ramionach innej, na pewno nie byłaby to
          przyjaźń, ale nie miałabym ochoty zapewne patrzeć na ich szczęście. Wiem
          natomiast,że wybaczyłam całkowicie i NIGDY NIE WRÓCILIŚMY w żadnej rozmowie do
          tego, po prostu wycięłiśmy ten kawałek życia z naszego małżeństwa.
          dlatego nie mozna w takich sytuacjach mówić, wóz albo przewóz. Bo jedna osoba
          zareaguje tak, druga inaczej. Jedno jest pewne, bez wzgledu na to, czym jest
          spowodowany rozwód, to rozmowa o nim zawsze jest pełna emocji i łez. w końcu
          nie na darmo w pewnej ankiecie psycholodzy umiesścili rozwód w pierwszej piatce
          wydarzeń najbardziej dramatycznych, jakie mogą spotkać człowieka.
          Renka faktycznie jest dziewczyną pełną wiary w ludzi (podobnie jak ja), ale
          czasami niestety ludzie nas zawodzą i wtedy nie jest już tak słodko.
          Pozdrawiam Resztę;-)
          M.
          • Gość: ale Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie?do aksamitnej IP: 212.106.139.* 13.01.02, 02:38
            Witaj, gratuluję, jesteś Damą. Pozdrawiam
          • Gość: ryba Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 13.01.02, 17:56
            M.-naprawdę jesteś damą.Ja przeżyłam podobną sytuację też 4 lata temu i choć w
            naszym małżeństwie jest teraz bardzo dobrze,ja nie mogę zapomnieć.Zdarzyło się
            chyba z 5 razy,że i mężowi o tym przypomniałam.Jak to zrobić, żeby nie
            pamiętać???
            • p!aksamitna Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? 14.01.02, 08:25
              Gość portalu: ryba napisał(a):

              > M.-naprawdę jesteś damą.Ja przeżyłam podobną sytuację też 4 lata temu i choć w
              > naszym małżeństwie jest teraz bardzo dobrze,ja nie mogę zapomnieć.Zdarzyło się
              > chyba z 5 razy,że i mężowi o tym przypomniałam.Jak to zrobić, żeby nie
              > pamiętać???


              Korzystając z Twojego, rybko, wpisu, dziękuję za miłe słowa Tobie i jeszcze dwom
              innym osobom;-)

              Kochana rybo, nie wiem doprawdy co Ci odpowiedzieć. Zupełnie!!! Jedna osoba
              bedzie w stanie zapomnieć, inna nie - i to jest zależne od psychiki, usposobienia
              i chyba przed wszystkim postępowania tej drugiej osoby - czy daje swoim
              postępowaniem dowody miłości i nie wywołuje u niewinnej osoby uczucia zazdrości.
              Mój mąż bardzo się od tego czasu zmienił z bawidamka w mężczyznę ukierunkowanego
              TYLKO na mnie - i ja to BARDZO cenię, poza tym wydaje mi się, że przypominanie o
              takim wydarzeniu rani tak samo bardzo Ciebie, jak i męża, a po co sobie dokładać
              zmartwień? rozumiem - mężowi, ale sobie, po co;-)))))
              Pozdrawiam serdecznie Ciebie i ale
              Cię M.

              A dla Velveta duuuużo, duuuużo uścisków i ...masz coś w skrzynce!
              • Gość: ryba Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 14.01.02, 19:05
                M-dzięki za słowa do mnie.Muszę się trochę usprawiedliwić.Żal dopada mnie
                rzadko,ale jednak dopada.Może dlatego,że chociaz mąż jest teraz bardzo dobry
                dla mnie,nie mówi o swoich uczuciach(a może ich nie ma).Nigdy nie był zbyt
                wylewny,ale myślę,że potym co przeszliśmy,dobrze byłoby powiedziec mi czasem
                cos miłego.Ty pewnie nie masz takiego problemu,dlatego Ci łatwiej.
                Druga sprawa -osobę z którą chciał odejść,widzi codzień w pracy.To też mi nie
                ułatwia życia.
              • rwpg Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? 15.01.02, 09:05
                Teraz już wiem, dlaczego chyba wszystkie religie świata tak wysoko cenią
                umiejętność przebaczania i zapominania - raz na zawsze. A to jest sztuka nie
                każdemu dana...
                Dziękuję aksamitnej M. - kolejny raz przekonuję się, że Internet to potęga,
                chociaż to jest tylko narzędzie...
                velvet
                • p!aksamitna Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? 15.01.02, 10:39
                  Droga rybo...rozumiem rozterkę. poruszyłas dwie sprawy: deklaracje uczuć w
                  słowach, których brak - nie, moja miła, mój mąż także ma z tym problem, oj
                  wielki nawet, ale czyny mi wystarczają;-)
                  co do drugiej sprawy - ta osoba w naszym przypadku, także widujemy ja oboje, z
                  pewnych względów kilka razy w tygodniu - i rozumiem ten ucisk w sercu, on mnie
                  też czasem dopada, ale jakoś idzie;-)

                  Drogi velvecie...miło mi;-)

                  Momo
                  • ryba2 Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? 15.01.02, 11:24
                    p!aksamitna napisał(a):

                    > Droga rybo...rozumiem rozterkę. poruszyłas dwie sprawy: deklaracje uczuć w
                    > słowach, których brak - nie, moja miła, mój mąż także ma z tym problem, oj
                    > wielki nawet, ale czyny mi wystarczają;-)
                    > co do drugiej sprawy - ta osoba w naszym przypadku, także widujemy ja oboje, z
                    > pewnych względów kilka razy w tygodniu - i rozumiem ten ucisk w sercu, on mnie
                    > też czasem dopada, ale jakoś idzie;-)
                    >
                    > Drogi velvecie...miło mi;-)
                    >
                    > Momo

                    To jednak bardzo pocieszajace,że ktoś ma taki sam problem.(brzmi strasznie,ale
                    chodziło mi o bratnią duszę),
                    No dobra,skoro mój los jest tak podobny do Twojego,nie pozostaje mi nic
                    innego,jak obiecać sobie nigdy do tego nie wracać.Cieszyć się,że wyszło to na
                    zdrowie naszemu związkowi i bardziej cenić fakty niż słowa.
                    Dzięki za wszystkie słówka,które do mnie skierowałaś.Bardzo mi pomogły i
                    uświadomiły,że za bardzo się nad sobą rozczulam.
                    ryba
                    • p!aksamitna Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? 15.01.02, 11:56
                      ryba2 napisał(a):


                      > To jednak bardzo pocieszajace,że ktoś ma taki sam problem.(brzmi strasznie,ale
                      > chodziło mi o bratnią duszę),
                      > No dobra,skoro mój los jest tak podobny do Twojego,nie pozostaje mi nic
                      > innego,jak obiecać sobie nigdy do tego nie wracać.Cieszyć się,że wyszło to na
                      > zdrowie naszemu związkowi i bardziej cenić fakty niż słowa.
                      > Dzięki za wszystkie słówka,które do mnie skierowałaś.Bardzo mi pomogły i
                      > uświadomiły,że za bardzo się nad sobą rozczulam.
                      > ryba

                      Drobiazg;-)
                      fajnie, że choć tak mogę pomóc
                      miłego dnia
                      M.

    • Gość: żona? Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? IP: *.punkt.pl 04.01.02, 16:13
      no to powróciły te wstrętne wspomnienia...pewnie częśc z Was zna moją historię-
      wesolutko nie jest. jak o tym oznajmiać, jak ozmajmić o Końcu??? Mój po
      wspólnych zakupach,wspólnej zabawie z córką itp wstał i powiedział -
      odchodzę...histeria! 10-te piętro...całe szczęście wróciłam na parter..i parter
      życiowy osiągnęłam również! nie da się chyba o tym w sposób łagodny
      poinformowac-efekt tego tak czy siak jest zbyt bolesny. najwazniejsze jednak by
      zachować odrobinę honoru i szczerości. jesli miłości brak-niestety mówić o
      tym.jesli jest ktoś inny-tym bardziej..nie kłamać że nie ma innej,gdy jest..nie
      kłamać że mieszka się z rodzicami gdy mieszka się..no właśnie...to okropne gdy
      słysze od jeszcze mojego męża że kochał, że kocha nadal...ale nie widzi
      możliwości jakiejkolwiek...ale z drugiej strony to on "nie chce rozwodu",
      ale..szczeniactwo ! potrzebna jest tu świadomość swych wyborów i
      odpowiedzialnośc za podejmowane decyzje a nie miotanie się, tłamszenie drugiej
      osoby, która czeka, kocha, ma wciąz jakąś ułudę szczęścia,wciąż...wciąz
      nadzieję ma że rozpali,rozkocha,zwróci na siebie uwagę partnera
      dotychczasowego...ooopisze o sobie,a jednak! no to się przyznałam :)
      co do przyjaźni po rozwodzie-ja tej ideologii w główce nie posiadam i nie
      dlatego że zranił,upokorzył ale dlatego że kłamie tak okropnie że podejrzewam
      go o jakieś silne zaburzenia emocjonalne,ot co! przyjaciel nie rani do jasnej
      cholery-mój zranił okropnie,poturbował (fizycznie) i fatalnie ściemnia! a mam
      dość-celowo nie zaglądałam tu od połowy grudnia!
      a tak na marginesie to ile czeka się na pismo z sądu-mąz powiedział w pierwszym
      tygodniu listopada że pozew jest,ale jakoś...kiedy TO nastąpi? i dlaczego TEGO
      CZEGOŚ nie chcę,bo chcę TEGO KOGOŚ...ale ale nieco odmienionego? marudzę? to
      spadam i pozdrawiam
      ojej jeszcze coś- Panowie nie wręczajcie porzucanym żonom prezentów! drogich
      prezentów! nie próbujcie w ten oto sposób ugłaskiwać własnych wyrzutów sumienia
      bo o to chyba chodzi.
      pa
    • zszywka Re: Jak powiedziec zonie o rozwodzie? 15.01.02, 11:20
      saami napisał(a):

      > Pytanie do tych, co przez to juz przechodzili.
      > W jaki sposob poinformowac zone o zamiarze rozwiedzenia sie z nia?
      > Zaprosic ja gdzies w tym celu, czy przy jakiejs okazji zagadnac?
      > Powiedziec z pelnym uzasadnieniem, czy tylko poinformowac o tym?
      > Zrobic to elegancko jak przy zareczynach, czy to juz nie ma znaczenia?
      > Podrzuccie jakies pomysly, jak odejsc by przyjacielem pozostac?
      >
      > Saami

      najlepiej zrobić to wtedy, gdy nikt nie będzie Wam przeszkadzał. W domu.
      najgorsza prawda jest w tym momencie lepsza niż najlepsze kłamstwo, albo brak
      argumentacji. a sposób w jaki przekażesz tę informację żonie musisz sam wybrać.
      w końcu znasz Ją lepiej niż my formumowicze.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka